basia553
23.01.05, 14:09
jestem najlepszym przykladem na to, ze jeszcze w pöznym wieku mozna sie
czegos nauczyc:)))) Od lat pieke (chetnie) ciasta drozdzowe: czy to placek z
kruszonka, czy zawijaniec z makiem czytepe. Byla to zawsze akcja nie tyle
pracochlonna co czasochlonna. Najpierw robilam zaczyn z 100 g maki plus
drozdze, lyzka cukru, mleko. Musialo rösc (rosnonc). Potem ciasto z reszta
dodatköw, znowu proces rosniecia itd. A wszystko niemalze w naboznym
milczeniu, lekiem przed otwarciem balkonu (przeciag) itd. Wczoraj byla
znajoma, ktöra uczyla mnie i inna znajoma robic niemieckie Dampfnudeln
i od niej nauczylam sie, ze ciasto drozdzowe jest latwe, niewymagajace itd.
Calom monke wsypala do gara, zrobila w srodku mulde, do ktörej wkruszyla
drozdze, lyzke cukru i troche mleke. Rozbeltala to widelcem (tylko zawartosc
muldy). Wstawila garnek na kaloryfer i wyszla na papierosa na balkon.
Wröcila, wrzucila reszte do gara, wymietolila lapami i juz pyszne ciasto bylo
gotowe. Dzis ten numer powtörzylam robiac placek drozdzowy i po raz pierwszy
tak bez stressu upieklam pyszne ciasto. Czy Wasze drozdzowe tez jest
skomplikowane, czy proste? Czy ktos z Was tez nauczyl sie dobrze po 50-tce
jeszcze czegos nowego? Pozdrawiam z mieszkania pachnacego plackiem:)))