Dodaj do ulubionych

Wyjazd, wyżywienie własne. Co brać najlepiej aby..

    • Gość: 123 Re: Wyjazd, wyżywienie własne. Co brać najlepiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.05.05, 11:52
      karte kredytowa
    • chicarica Re: Wyjazd, wyżywienie własne. Co brać najlepiej 21.05.05, 12:41
      Pacynka, nie przejmuj się atakami tutaj, ci ludzie chcieli dobrze, tylko źle to
      wyrazili. Ja także lubię takie podróżowanie po studencku i znam problem
      ograniczonego budżetu na jedzenie, ale uważam że koniecznie trzeba też spróbować
      lokalnego jedzenia, niekoniecznie najdroższego.
      Oni mają rację, czasami bez sensu jest taszczyć ze sobą puszki skoro na miejscu
      można też dostać jedzenie niezbyt drogie, a dobre i dające Ci możliwość
      spróbowania lokalnych przysmaków. Nie bierz suchych chlebków wasa, bagietki
      można dostać wszędzie i nie są takie drogie - za 50 centów naprawdę potężną
      można dostać, do tego gigant-plaster szynki parmeńskiej albo krążek sera
      pleśniowego i masz fantastyczny obiadek na ławce w parku za grosze, i do tego z
      francuska smakuje. Uwierz mi, jak zobaczysz taką bagietę i pachnącą szynkę czy
      ser, to Ci się odechce tych okropnych papierowych chlebków z pasztecikiem z puszki.
      Fajne jest też to, że w sklepie z wybranych przez Ciebie produktów obsługa zrobi
      Ci świeżutką kanapkę - ja tak się zaopatrzyłam w prowiant na drogę do PL w
      sklepiku przy dworcu. Te bagietki to też część francuskiej kuchni i koniecznie
      trzeba spróbować.
      Jeśli nie przetrwasz na samych bagietkach, to weź ze sobą suche sosy typu Knorr
      Fix i do tego makaron lub ryż (oblicz ile dokładnie Ci potrzeba), chociaż moim
      zdaniem i makaron i ryż tanio kupisz na miejscu. Weź też kilka kostek rosołowych
      - kostka + makaron to całkiem w porządku zupa. Jeśli gdzieś w pobliżu będzie
      supermarket, to KONIECZNIE kup mule, wyczyść je porządnie z piasku i ugotuj z
      kostką rosołową, moim zdaniem to faaaaantastyczne jedzonko, można w sam raz
      zjeść na kolację jeśli lubisz owoce morza.
      Weź trochę paczkowanych kiełbasek typu kabanosy albo pepperoni, słodycze - takie
      przekąski dadzą Ci energię na zwiedzanie. Weź też kawę czy herbatę (zależy co
      pijesz), ew. cukier jeśli słodzisz, sól i pieprz w malutkich
      opakowankach/torebkach. O tym się zawsze zapomina, a potem trzeba kupować.

      Moi drodzy, którzy tak potępiliście autorkę wątku - uwierzcie, można się wyżywić
      tanio i dobrze bez robienia wiochy pt. gotowanie parówek w umywalce i smażenie
      jajek na żelazku. I nawet spróbować przy tym różnych lokalnych pyszności.

      Ja też nie jestem zwolenniczką wyjazdów typu 2 miesiące o gorących kubkach i
      frankfurterkach, plus leżenie na plaży cały dzień i zero zwiedzania bo
      zwiedzanie kosztuje (autentyk w wykonaniu moich własnych koleżanek, aż mi wstyd
      za nie). Jednak czasami ma się ograniczony budżet i jeśli ma się wybór typu Luwr
      albo obiad, to ja wybieram Luwr ;) Co najśmieszniejsze, byłam miesiąc w
      Hiszpanii, kasy było nie za dużo, a i pozwiedzałam sobie, i jadłam hiszpańskie
      jedzenie, nie wydając przy tym majątku. Dziewczyna pyta po prostu, co warto ze
      sobą zabrać tak, by wziąć rzeczy potrzebne i nie wozić nic bez sensu.
      Pozdrawiam i miłej wycieczki!
      • Gość: Cynamoon Re: Wyjazd, wyżywienie własne. Co brać najlepiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 23:12
        Kilka lat temu tez bylam na 14 dniowej wycieczce: Austria- Wlochy. Jako biedna
        studentka. Jechalismy wiesniackim autokarem Krasnik, jakoze wyjazd zalatwiala
        uczelnia i mial byc tani. To byl dopiero wstyd ze ho ho . Zapewne wedlug
        niektorych przedmowcow lepiej bylo nie jechac wcale.
        A nigdy w zyciu nie bylam tak szczesliwa jak wtedy. To wszytsko mialo ogromny
        urok. A tak sie sklada ze to co mysla inni malo mnie obchodzi i obchodzilo.
        Sam fakt ze moglam chodzic po ulicach innych miast, wdyschac inne zapachy,
        sluchac innych glosow, czuc zapach innego wiatru sprawialo ze na samo
        wspomninaie tego wyjazdu kreci mi sie w glowie.
        Dziekan ktory zorganizowal wycieczke przykazal zeby wziac jedzenie z Polski. No
        to wzielismy. Ja chleby chrupkie Wasa oraz razowce na zakawasie (da sie jesc
        tydzien), pasztety sojowe Polgruntu w puszkach (lubie je a miesa wtedy nie
        jadalam), serki hohland w plasterkach, zbozowe batoniki muesli, muesli crunchy,
        orzeszki i tzw. mieszanki studenckie i inne rzeczy.
        Owoce warzywa, wode i kawe kupowalismy na miescu.
        W moim przypadku skonczylo sie na tym, ze przynajmniej polowe forsy wydalam na
        jedzenie. Rowniez w restauracjach. Nie moglam sie oprzec. Szybciutko
        zorientowalam sie ze ceny sa bardzo rozne.
        Nie przejmuj sie tym wszystkim. Nie warto.
        I baw sie dobrze!
    • izabelski paryz a jedzenie 22.05.05, 04:23
      faktem jest,ze w centrum Paryza nie ma wogole supermarketow (w Rzymie tez nie a
      w Londynie sa)
      dlatego tez radzenie kupowania makaronow czy czegokolwiekw tychze w przypadky
      wyjazdu do Pryza pokazuje nam iz osoby w ten sposob radzace nigdy nie tam byly

      po zignorowaniu postow autorstwa tychze zostaje kilka sensownych wypowiedzi do
      rozwazenia

      ze swojego doswiadczenia moge dodac, iz poza tym glownym centrum Paryza w
      takich restauracyjkach-jadlodajniach nie jest bardzo drogo :-)
      jak bede miala czas, to napisze do kolezanki o podanie kilku adresow
      fajniejszych niedrogich restauracjii

      tez spedzilam 2 tygodnie mieszkajac w centrum Paryza u przyjaciolki - ona sama
      mi radzila,zeby ze soba przywiezc duzo produktow, bo kupowanie w lokalnych
      sklepach to marnowanie pieniedzy - po prostu wiekszosc Paryzan je w
      restauracjach, lub tez stac ich jest na zakupy w drogich skelpach, na co
      niestety wiekszosci przecietnych turystow nie stac

      te lokalne sklepy w Paryzu, to dawne wersje londynskich 7-11 (drogo, maly
      wybor , wiekszosc produktow z dlugim terminem waznosci na opakowaniu)
      • Gość: chicarica Re: paryz a jedzenie IP: *.softlab.gda.pl 22.05.05, 10:50
        izabelski napisała:

        > faktem jest,ze w centrum Paryza nie ma wogole supermarketow (w Rzymie tez nie a
        >
        > w Londynie sa)
        > dlatego tez radzenie kupowania makaronow czy czegokolwiekw tychze w przypadky
        > wyjazdu do Pryza pokazuje nam iz osoby w ten sposob radzace nigdy nie tam byly

        Jasne, moja droga, Ty oczywiście z paru zdań jesteś w stanie wysnuć tak
        kategoryczne opinie.
        Wielkich supermarketów w okolicach turystycznych faktycznie nie ma co szukać,
        były jednak takie sklepy a la supersamy i spokojnie dało się w nich kupić ryż i
        makaron, a także pieczywo w cenach, które nie były dla mnie szokujące. Na tej
        podstawie można wysnuć wnioski, że to Ty nigdy w Paryżu nie byłaś.
        Wielka mi paryżanka po dwutygodniowym pobycie.
        • Gość: dosia Re: paryz a jedzenie/do pacynki IP: *.fbx.proxad.net 22.05.05, 11:09
          Wszyscy wiemy jacy sa francuzi. Chocbym byla najlepiej
          ubrana, w najlepszych hotelu i jadala w najlepszych restauracjach to i tak
          każda nacja zawsze bedzie od Nich gorsza.


          Wiesz mialam ochote dac ci pare cennych rad ale jak przeczytalam to co
          napisalas wyzej to mi sie odechcialo.
          Po co ty tam jedziesz ???


      • Gość: jez Re: paryz a jedzenie IP: *.dial.proxad.net 22.05.05, 23:28
        Kurcze to gdzie ja te zakupy robie?
        Nie ma sklepow w Paryzu w ktorych mozna kupic ryz i makaron? Dobrze ze mi o
        tym napisala(e)s. Nastepnym razem przywioze sobie makaron z Polski.Mysle ze jak
        pojade raz w miesiacu to mnie na pewno taniej bedzie kosztowac niz makaron
        kupiony w Paryzu.
        A mowiac powaznie to
        Czesto jem obiad w restauracji, bo mam na to przerwe obiadowa. No i taki tu
        zwyczaj, i tak jak wiekszosc Paryzan robie zakupy w sklepach jak Monoprix i
        Franprix, ktore mozna znalezc w kazdej dzielnicy, nawet turystycznej. Nie
        lubie natomiast wielkich sklepow, z wielka iloscia ludzi z wozkami.
    • Gość: ela.tu-i-tam Paryz IP: *.w82-121.abo.wanadoo.fr 22.05.05, 11:34
      Od paru lat zauwazylam, ze warto sprawdzic o czym mowimy gdy mowimy o Paryzu.

      Otoz wg definicji Paryz ma kod pocztowy zaczynajacy sie na 75, dwadziescia
      dzielnic, jest maly, i otacza go peripherique. Na mapie wyglada jak leciutko
      splaszczone kolo, z katedra Notre Dame w centrum (przed katedra jest tzw. punk
      Zero francuski, stad sie mierzy odleglosci Paryza do innych miast). W
      rzeczywistosci promien tego kola jest 4.5-5 km, a ilosc ludzi mieszkajacych w
      obrebie kola jest ciut wiecej niz 2 miliony.

      Region paryski ma natomiast przeszlo 11 milionow mieszkancow, i zawiera inne
      kody pocztowe: 92, 93, 94, 91, 95, 78, 77.
      Lotnisko Orly jest na styku 94 i 91, lotnisko CDG jest w 95.

      Czesto sie zdaza, ze ludzie przyjezdzajacy do Paryza nie mieszkaja w samym 75,
      tylko w regionie paryskim.

      Zdazylo mi sie wiele razy rozmawiac z turystami, takze polskimi, dla ktorych
      Paryz to jest kazde miejsce gdzie sie da dojechac metrem albo RER.

      Podobnie jest z Londynem. Jest Central London, jest Great London, i nie kazdy
      turysta mieszka w hotelu w Coven Garden.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka