Dodaj do ulubionych

do andzi-nie-ani

03.08.05, 13:49
Nie wiem, czy pamiętasz, ale udzialałas mi na forum nieocenionych rad na temat Prowansji i jedzenia
tam. Wróciłam najedzona i ...wstrzasnieta.
Byłam w Luberon - bardzo wiejsko, zero turystów i tłumów, raczej Francuzi z trójką dzieci, zadnych
Polaków, bylo okropnie goraco i nikt nie chcial rozmawiac po angielsku, to mnie trochwe szokowalo,
bo nawet gdy chodzilo o kupno oliwy w cenie 15 e za litr nie chciało im sie gadaci wlasciwie bylo im
wszystko jedno. Odwiedzilam tragi w Rousillon i Gordes - ten pierwszy lepszy. Super niebieskie sery,
swieze kozie - tak dobre, ze az słodki no i melony i figi i swieze migdaly prosto z drzewa.
Zaskoczyla mnie swietna jakosc i rozmaitosc pieczywa, w ogole rozmaitosc rzeczy do jedzenia, ze
tak powiem, objadlam sie oliwkami po 0,50 e za 10 dkg, kupilam chyba killo suszonych pomidorów
(czy je zalac oliwa, co zrobić?)narwalam za domem rozmarynu i tymianku.
Znajoma, u której gosciłam w Grenoble swietnie gotuje, poszlysmy tez na trag, gdzie okazalo sie ze
jestesmy najladniejszymi kobietami ;-) i w promocji dostalysmy salaty i ruzetki za darmo - podobno
zrywane o swicie pod Nicea - brzmi niezle, prawda. Zdumialo mnie warzywo o nazwie Blates czy
jakos tak - zielony lisc na grubej białej łodydze, co to jest????
Jednak najwiekszą niespodzianka było dla mnie szalenstwo produktow bio - przynajmniej moje
znajome w niemczech i francji sa tym owładniet. Specjalne dynie, płyny do mycia wanny, jogurt w
glinianej miseczce, pomidory z Rumunii, masło solone doux itd. Troche mnie to smieszylo, ale
herbate słodze odtad ... suszonym olejem palmowym z Indonezji.
Raz jeszcze dziekuje za Twoje maile i pomoc.
pozdrowienia
b.
Obserwuj wątek
    • andzia-nie-ania Re: do andzi-nie-ani 03.08.05, 21:41
      Pamietam, pamietam ;) I sie ciesze, ze Wam sie podobalo, i ze moje rady na cos
      sie przydaly.

      Francuzi nie mowia po angielsku bynajmniej nie dlatego, ze sa zlosliwi wobec
      turystow, tylko dlatego, ze nie umieja. Winny jest durny sposob nauczania,
      ktory krolowal do niedawna - angielskiego uczylo sie tek jak francuskiego z
      rozbiorem gramatycznym i analiza utworow literackich. Generacja mojego meza
      przerabiala Szekspira ihistorie GB, ale nie potrafi poprawnie sklecic zdania po
      angielsku. Do tego dochodzi przekonanie, ze Francuzi nie maja zdolnosci do
      jezykow (nic dziwnego, przy tej metodzie nauczania trzeba byc chyba wyjatkowo
      uzdolnionym).

      Na szczescie, jakies 10 lat temu zaczelo sie to zmieniac i nowa generacja coraz
      lepiej sobie radzi z angielskim komunikacyjnym, ale sprzedawcy czy kelnera
      mowiacego po angielsku to w niektorych okolicach ze swieca szukac ; chyba, ze
      praktykowal w Anglii (francuscy kelnerzy sa bardzo modni). O chlopie/babie na
      targu nawet nie wspominam.

      Te wielkie zielone liscie na bialych lodygach to blettes wzglednie bettes
      (blattes to karaluchy ;). Przygotowuje sie je jak szpinak, zdaje sie, ze
      botanicznie sa spokrewnione - mozna np dodawac do ravioli, albo jako warzywo do
      miesa. Smak tez zblizony do szpinaku.

      Dookola siebie jakos nie zauwazylam szalenstwa zdrowej zywnosci, poza tym, ze
      Francuzi ogolnie wola kupic cos z malego sklepiku, czy na targu od producenta,
      niz pedzone chemia hiszpanskie warzywa co nigdy slonca nie widzialy, albo
      nafaszerowane E-costam i aspartamem jogurty przemyslowe. I ta potrzeba jakosci
      jedzenia i zycia przejawia sie tez w roznorodnosci - sama widzialas. Pewnie, ze
      nie zawsze jest wybor i czas pojechac na targ, ale ogolnie Prowansja to kraina
      dobrego jedzenia :)

      A pomidory namocz na noc w zimnej wodzie zmieszanej z octem balsamicznym w
      proporcji 5:1, a nazajutrz uloz w sloiku przekladajac zabkami czosnku,
      galazkami tymianku czy co Ci tam pasuje i zalej dobra oliwa (uwaga - ziolka
      musza byc suche, bo ze swiezymi gwarantowana plesn, jesli dluzej postoi).
      Nie musisz wszystkiego robic na raz, pomidory moga polezec w przewiewnym
      miejscu, w papierowej torebce.

      Czy po drzewach udalo sie Wam polazic ? No i jak mlody ocenil jedzenie ? A maz
      porzucil pomysl kaszy i ryzu ? :)
      • blum Re: do andzi-nie-ani 04.08.05, 17:44
        no tak, warzywo tak sie wlasnie nazywalo!Niestety, nie zdazylysmy go przygotowac. Dziecko okazalo
        sie fanem pistou z makaronem, ktorego w domu nie chcialo tknac, zjadlo owoce morwy, ale juz melon i
        figi - nie. Kasze i ryz...przywiezlismy z powrotem. Po drzewach nie chodzilismy, ale udalo nam sie
        znalezc jeszcze jedno takie miejsce, obejrzelismy je dokladnie, blisko Rustrel - Colorado. Las a w nim
        ochrowe skaly takie jak w Rousillon i zadnych ludzi. Lazenie bylo nieczynne, bo, czemu trudno sie
        dziwic, trzeba sie umawiac na godzine.
        Bylo piekielnie goraco, a ja nie moglam uwierzyc, ze mozna pic wode z kranu...ha ha.
        Dzięki za przepis na pomidory. Codziennie sobie zalewam cos francuska oliwa - wydaje mi sie dosc
        mocna i taka gorzkawa, ale b. ok.No i wyzeram karczochy w oliwie. Ach Francja!
        Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie
        b.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka