Dodaj do ulubionych

Oscypki nielegalnie w Turynie?

IP: *.dialup.tiscali.it 26.10.02, 15:20
Wlasnie uslyszalam w programie wloskiej TV, ze rzad polski nie udzielil zgody
na wywiezienie partii oscypkow na odbywajacy sie wlasnie w Turynie "Salon
smaku". Gorale oczywiscie nie poddali sie i przewiezli je ukryte w autokarze.
Oscypki wbudzily zdumienie / zaprezentowane zreszta jako jedyny polski ser /
i ktos zapytal nawet, czy sa to reczne granaty. Gorale jeszcze raz uratowali
sytuacje, gdyz Polska jest w Turynie nieobecna / sa tutaj wystawcy z 30
krajow /. Jeszcze jedna stracona okazja, aby pokazac, ze to co jemy jest
naprawde warte uwagi; szczegolnie, ze "Il Salone del Gusto" cieszy sie
ogromnym powodzeniem odwiedzajacych. My natomiast dyskutujemy, spieramy, a
glownie narzekamy. Jesli do tego dodac, ze musimy wysluchiwac od
przedstawicieli UE, ze zamiast spierac sie o wysokosc doplat do rolnictwa,
powinnismy zaczac wykorzystywac to, co mamy juz w dyspozycji / nie wydalismy
dotad ani 1 euro /, to wszystko to staje sie naprawde zenujace.
Obserwuj wątek
    • m-p Re: Oscypki nielegalnie w Turynie? 26.10.02, 15:52
      No właśnie,
      a może byśmy tak zastanowili się, czym jeszcze moglibyśmy się pochwalić? Nie
      jest tego dużo, chyba że się mylę:

      - miód pitny (wino z miodu);
      - kiełbasa lisiecka. Uwaga na podróbki, ma być taka, jaką można dostać w
      Krakowie u Łodzińskich - zrobiona w Liszkach!
      - może kiełbasa krakowska? Chyba tylko Morliny robią przyzwoitą?

      Może Kongresówka (sękacz?) albo i Wielkopolska coś ma do dodania?
      • mary_z_danii Miod pitny??? 26.10.02, 16:20
        m-p napisał:

        > No właśnie,
        > a może byśmy tak zastanowili się, czym jeszcze moglibyśmy się pochwalić? Nie
        > jest tego dużo, chyba że się mylę:
        >
        > - miód pitny (wino z miodu);
        > - kiełbasa lisiecka. Uwaga na podróbki, ma być taka, jaką można dostać w
        > Krakowie u Łodzińskich - zrobiona w Liszkach!
        > - może kiełbasa krakowska? Chyba tylko Morliny robią przyzwoitą?
        >
        > Może Kongresówka (sękacz?) albo i Wielkopolska coś ma do dodania?
        _____________
        Pozwole sobie uprzejmie zauwazyc, ze miod pitny znany jest w Danii od dawna
        jako dawny napój Wikingów. Nosi nawet adekwatna nazwe "mjød".
        Podobnie ja smalec z przyprawami (nawet z majerankiem, który wielu Polakom
        wydaje sie typowo polska przyprawa ;). O skwarkach nawet nie wspomne :)))
        Dunskie kielbasy, te prawdziwe, nie przemyslowe, tez moga sie rownac z
        polskimi :))
        Nie chce sie klócic, ale moze nalezaloby zaakceptowac, ze wszyscy nalezymy do
        podobnego "kregu kulinarnego"?? I tzw. "polskie specjaly" nie zawsze sa az tak
        polskie? (poza oscypkami, rzecz jasna ;)
        • m-p Re: Miod pitny??? :((( szkoda... 26.10.02, 16:40
          miód nie? :(( Można się było tego spodziewać...

          Ale może nasz jest trochę inny? W końcu szynkę typu włoskiej prosciutto robią
          Chorwaci (prsut- może nawet robią lepiej, ale nieczęsto jadłem wloską, więc
          może się mylę), Hiszpanie i każdy z tych narodów jest z tego dumny.

          Może ktoś coś doda?
          • terlecki3 Re: Miod pitny??? :((( szkoda... 26.10.02, 17:44
            m-p napisał:

            > miód nie? :(( Można się było tego spodziewać...
            >
            > Ale może nasz jest trochę inny? W końcu szynkę typu włoskiej prosciutto
            robią
            > Chorwaci (prsut- może nawet robią lepiej, ale nieczęsto jadłem wloską, więc
            > może się mylę), Hiszpanie i każdy z tych narodów jest z tego dumny.
            >
            > Może ktoś coś doda?


            Dodam ! porownanie dunskiej kielbasy do polskiej to idiotyzm rowny
            porownywaniupolskiego wina do francuskiego ! Tez niby plyn w butelce.jezeli
            chodzi ci o szynke to pewnie masz na mysli " Parma " reszta jak kto chce
            • mary_z_danii Re: Miod pitny??? :((( szkoda... 26.10.02, 17:49
              terlecki3 napisał:

              > m-p napisał:
              >
              > > miód nie? :(( Można się było tego spodziewać...
              > >
              > > Ale może nasz jest trochę inny? W końcu szynkę typu włoskiej prosciutto
              > robią
              > > Chorwaci (prsut- może nawet robią lepiej, ale nieczęsto jadłem wloską, wi
              > ęc
              > > może się mylę), Hiszpanie i każdy z tych narodów jest z tego dumny.
              > >
              > > Może ktoś coś doda?
              >
              >
              > Dodam ! porownanie dunskiej kielbasy do polskiej to idiotyzm rowny
              > porownywaniupolskiego wina do francuskiego ! Tez niby plyn w butelce.jezeli
              > chodzi ci o szynke to pewnie masz na mysli " Parma " reszta jak kto chce
              __________
              A czemu tu jest idiotyzmem porownywanie kielbasy dunskiej do polskiej???
              Mniwj emocji, terlecki3, a wiecej rozsadku, to moze sie dogadamy
            • m-p Re: Miod pitny??? :((( szkoda... 26.10.02, 20:28
              Nie, mialem na myśli ogólnie prosciutto. Ty zapewne prosciutto di Parma? Czyli
              dojrzewająca w soli odmianę tej szynkę z miasta Parmy?

              I nie uważam za idiotyzm tego typu porównań odnośnie wędlin. Może trochę mniej
              ksenofobii?
              No i mód pitny winem nie jest... Akurat znajomi Francuzi mieszkający w Polsce
              wyrażają się o naszym miodzie b. pozytywnie. Ich zdaniem porównanie takie jest
              chybione - nikt też nie porównuje cydru z winem.

              A propos Marysiu_z_Danii, dlaczego miód nazywa się "mjød"? Może jacyś
              słowiańscy niewolnicy Wikingów (z handlu własnymi współplemieńcami byli we
              wczesnym średniowieczu znani Słowianie:(((, bursztyn i futra to pic na wodę;
              nasi przodkowie wbrew Kraszewskiemu byli paskudni... ), lub emigranci nie
              nauczyli ich tego robić? Jakoś mało skandynawsko to brzmi. Jakbyś zerknęła do
              jakiegoś duńskiego słownika etymologicznego?

              No, ale wracając do naszych baranów, poza oscypkiem naprawdę nie mamy sie czym
              pochwalić???
              Niedobrze z naszą kulturą kulinarną...
              • Gość: jarek Re: Miod pitny??? :((( szkoda... IP: *.fastres.net 26.10.02, 21:25
                miod pitny albo mioed po dunsku byl juz znany przez zolnierzy rzymskich na granicy renskiej, bo biedni nasi przodkowie nie majac winogron i piva jeszcze nie umili robi czyms sie musieli opijac, i ty miod jezeli zostawisz nie filtrowany to on powoli zacznie fermentowac, moze tylko roznica jest ta ze wikingi pili miod 1000 lat temu zanim przeszli na pivo ( srednio w 16 wieku pilo sie miedzy 4 a 7 litrow piva dziennie ( wystarczy posluchac przewodnika pa zamku Helsinge ) a w rzeczpospolitej polsko-litewskie nie wszyscy mnieli pieniadze aby sobie pic tocai, i na szczescie sposob picia miodu pitnego przetrwal, i nasi wspolpracownicy wloscy za kzdym razem gdy przyjada do bielska bardzo lubia go ciagnoc ale mie do jedzenia. Ja uwazam ze miod pitny jeszcze nikomu nie zaszkodzil.
                • Gość: maruda Re: Miod pitny??? :((( szkoda... IP: *.mpsz.pl / *.gdynia.mm.pl 27.10.02, 00:57
                  To sprawę miodu mam rozwiązaną. Węgrzy świętowali
                  wpisanie Tokaju na listę światowego dziedzictwa (oznacza
                  to ochronę prawną produktu). My też się powinniśmy starać
                  o kabanosy, polędwicę wędzoną, krakowską suchą,
                  myśliwską, żurek, oscypek, żubrówkę, gorzką żołądkową,
                  krupnik, starkę, goldwasser, ser twarogowy, suszone
                  grzyby i wiele innych. Jeżeli zastosujemy na siłę do tych
                  produktów normy UE, to wyjdzie wielkie g. w rodzaju
                  prostych bananów.

                  Nie chodzi tylko o produkcję, ale również o nazewnictwo.
                  Słyszałem, że po wejściu do UE nie będziemy mogli
                  produkować Wódki Wyborowej, której nazwę ktoś
                  zarezerwował. To przecież dwa rdzennie polskie słowa. I z
                  Wódką Wyborową Polska jest chyba kojarzona. Nie mówię tu
                  o tzw. polskim opilstwie, bo na tle Francuzów, Szwedów
                  czy Niemców nie wyglądamy tak źle.
              • mary_z_danii Miod, mjød i wedliny - do m-p 27.10.02, 08:31
                m-p napisał:

                > Nie, mialem na myśli ogólnie prosciutto. Ty zapewne prosciutto di Parma?
                Czyli
                > dojrzewająca w soli odmianę tej szynkę z miasta Parmy?
                >
                > I nie uważam za idiotyzm tego typu porównań odnośnie wędlin. Może trochę
                mniej
                > ksenofobii?
                > No i mód pitny winem nie jest... Akurat znajomi Francuzi mieszkający w Polsce
                > wyrażają się o naszym miodzie b. pozytywnie. Ich zdaniem porównanie takie
                jest
                > chybione - nikt też nie porównuje cydru z winem.
                >
                > A propos Marysiu_z_Danii, dlaczego miód nazywa się "mjød"? Może jacyś
                > słowiańscy niewolnicy Wikingów (z handlu własnymi współplemieńcami byli we
                > wczesnym średniowieczu znani Słowianie:(((, bursztyn i futra to pic na wodę;
                > nasi przodkowie wbrew Kraszewskiemu byli paskudni... ), lub emigranci nie
                > nauczyli ich tego robić? Jakoś mało skandynawsko to brzmi. Jakbyś zerknęła do
                > jakiegoś duńskiego słownika etymologicznego?
                >
                > No, ale wracając do naszych baranów, poza oscypkiem naprawdę nie mamy sie
                czym
                > pochwalić???
                > Niedobrze z naszą kulturą kulinarną...
                ____________
                OK, poszukam etymologii slowa "mjød", ktore faktycznie brzmi malo skandynawsko,
                ale moze tez miec zrodloslow w angielskim "mead".Twoja teoria moze byc jakos
                tam sluszna, poniewaz istnieje dosc duzo sladow Wikingow na ziemiach polskich.
                A i Slowianie trafiali do Danii...
                Znalazlam poki co, te dunska stronke, w jez. angielskim
                www.mjod.dk/engelsk/mjodenshistory.html
                Co do wedlin i rzekomej idiotycznosci porownywania polskich i dunskich wedlin:
                w swietle najnowszego artykulu w GW o produkcji polskich wedlin brzmi to
                rzeczywiscie idiotycznie (bez zlosliwosci ;).
                Pisalam o tradycyjnych dunskich wedlinach, wyrabianych niemalze domowym
                sposobem, a nie dunskiej przemyslowej papce, ktora da sie zjesc, ale nic
                ponadto.
                Mialam kilka dni temu mozliwosc po raz pierwszy sprobowac takich tradycyjnych
                wedlin w jednym z dunskich pracujacych muzeow rolnictwa. Bylo akurat po
                swiniobiciu i wyrobie wedlin. Ich smak nie umywal sie do tych kupowanych w
                sklepie :)))
                Ale podobnie jest wszedzie: kilkanascie lat temu mialam okazje jesc prawdziwa
                wiejska kaszanke w Polsce, przy ktorej kaszanka ze sklepu podobna byla jedynie
                z nazwy ;))
                Na zakonczenie: nawet typowo "polskie" flaki nie sa chyba az tak wyjatkowe, bo
                z tego co wiem, jada sie cos podobnego np. w Szkocji, a typowy polski schabowy
                to mniej wiecej to samo co sznycel po wiedensku ;)
                Kapusta kiszona znana jest rowniez w Niemczech, a nawet niektorych czesciach
                Francji i Danii.
                Ogorki kiszone istnieja rowniez w Rosji...
                Z cala natomiast pewnoscia zupa grzybowa z grzybow suszonych nie jest znana w
                Skandynawii, mimo obfitosci grzybow w wielu miejscach...
                Pozdrawiam kulinarnie :)
                • m-p Re: Miod, mjød i wedliny - do m-p 27.10.02, 11:01
                  Narażasz sie Marysiu_z_Danii. Jesteśmy w Polsce w ogóle super... :))

                  Mam o polskiej kuchni identyczną, jak twoja opinię i często zbieram za to
                  cięgi. "Prawdziwa" polska kuchnia po prostu nie istnieje. Była sobie kiedyś
                  magnacka, ale z oczywistych powodów zginęła. Była ziemiańska, zniszczyła ją
                  komuna i jest teraz nam niewiele bliższa niż włoska. To co nam zostało, to
                  zbanalizowana kuchnia mieszczańska, o silnie niemieckim charakterze i kuchnia
                  chłopska, raczej żenująca.
                  A nawiasem, czy o charakterze kuchni decyduje taka, czy inna potrawa? W
                  Europie, która dopiero przez Rosjan sie podzieliła? Dla mnie kuchnia to raczej
                  wybór potraw, jakiś nieuchwytny nastrój, który staram się znaleźć w
                  małych knajpkach z dala od głównych dróg i na bocznych ulicach. Coś takiego,
                  nie wiem w jaki sposób, przetrwało komunę w Czechach, choć chyba z wielkimi
                  stratami. To coś zaczyna się odradzać (a raczej tworzyć) na krakowskim
                  Kazimierzu. Może gdzieś jeszcze?

                  Pozdrawiam


                  • mary_z_danii Re: Miod, mjød i wedliny - do m-p 27.10.02, 11:20
                    m-p napisał:

                    > Narażasz sie Marysiu_z_Danii. Jesteśmy w Polsce w ogóle super... :))
                    >
                    > Mam o polskiej kuchni identyczną, jak twoja opinię i często zbieram za to
                    > cięgi. "Prawdziwa" polska kuchnia po prostu nie istnieje. Była sobie kiedyś
                    > magnacka, ale z oczywistych powodów zginęła. Była ziemiańska, zniszczyła ją
                    > komuna i jest teraz nam niewiele bliższa niż włoska. To co nam zostało, to
                    > zbanalizowana kuchnia mieszczańska, o silnie niemieckim charakterze i kuchnia
                    > chłopska, raczej żenująca.
                    > A nawiasem, czy o charakterze kuchni decyduje taka, czy inna potrawa? W
                    > Europie, która dopiero przez Rosjan sie podzieliła? Dla mnie kuchnia to
                    raczej
                    > wybór potraw, jakiś nieuchwytny nastrój, który staram się znaleźć w
                    > małych knajpkach z dala od głównych dróg i na bocznych ulicach. Coś takiego,
                    > nie wiem w jaki sposób, przetrwało komunę w Czechach, choć chyba z wielkimi
                    > stratami. To coś zaczyna się odradzać (a raczej tworzyć) na krakowskim
                    > Kazimierzu. Może gdzieś jeszcze?
                    >
                    > Pozdrawiam
                    _____________
                    :)))
                    Ni bardzo rozumiem, komu sie narazam ;) Co najwyzej kulinarnym szowinistom lub
                    kulinarnym ksenofobom :)))
                    Pojecie kuchni narodowej jest w ogole dla mnie nieco komiczne, rowniez z
                    powodow podanych wyzej przez Ciebie.
                    Dla ciekawosci zerknelam na norweskie strony kulinarne (tamtejszej kuchni nie
                    znam z autopsji). I coz sie okazuje? Ze norweska potrawa narodowa number 1 to
                    poczciwe dunskie "frikadeller" (rodzaj mielonych smazonych kotlecikow) w
                    obowiazkowym w Danii brazowym sosie. OK, OK, wiem, ze Norwegia nalezala przez
                    dlugi czas do Danii, potem do Szwecji, ale jednak ;))
                    Podobnie z tzw. polska kuchnia narodowa.
                    Zachowujac najwiekszy szacunek dla wielu regionalnych przepisow, niezaleznie od
                    kraju, uwazam w dalszym ciagu, ze w tej czesci Europy mamy wiele wiecej cech
                    wspolnych niz odmiennych, czysto kulinarnie :))
                    Z tej prostej przyczyny, ze mamy do dyspozycji mniej wiecej te same produkty i
                    skladniki. No, a ile nowatorskich przepisow moze powstac z ziemniakow, marchwi,
                    cebuli itd. oraz wolowiny i wieprzowiny???
                    Pozdrawiam kulinarnie, czekajac na ewentualne ataki ;)))
                    PS. Kuchnia czeska, ze swoimi knedliczkami tez jest inspirowana kuchnia
                    niemiecka i ichnimi Knödel :))
                    • Gość: Gal Re: Miod, mjød i wedliny - do m-p IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.02, 12:03
                      No to chyba doszliśmy do wniosku, że nie ma kuchni narodowych... Czyżby?

                      Jezeli za wyznacznik kuchni narodowej uznamy obecność potraw, których (lub ich
                      wariacji) nie proponuje żaden inny kraj, to nie ma ŻADNEJ kuchni narodowej, bo
                      WSZYSTKIE z chińską i francuską włącznie, proponują potrawy znane również
                      innym narodom - w tej samej lub nieco zmienionej wersji.
                      A jednak, jeżeli jemy we francuskich restauracjach lub domach zauważamy
                      różnice. To samo w Czechach, na Węgrzech... i w Polsce. Co więcej, smak
                      potraw, ich dobór, dodatki, różnią się dość znacznie nawet między Galicją,
                      tradycyjnym Śląskiem (chyba najbardziej "niemieckim" w kuchni) a np. Kaszubami
                      czy regionem suwalsko-białostockim. Każda z tych kuchni wykazuje podobieństwa
                      do sąsiadów i specyfikę lokalną.

                      To może ustalmy kto pierwszy takie danie stworzył (skąd promieniowało;-)))?
                      Jest odważny, żeby to ustalić? Zmieniały się granice, całe narody migrowały,
                      maszerowały wojska, kupcy osiedlali się w obcych dla nich państwach... i
                      przenosili potrawy do których przywykli "u siebie". Po modyfikacjach i
                      dostosowaniu do dostępnych produktów, lokanego klimatu i zwyczajów, potrawy te
                      były przyjmowane za swoje i w jednym miejscu zostawały a w innych zanikały.

                      Miód pitny mógłby być uznany za Polską specjalność, bo do XVII wieku Polska
                      była krajem "miodowym" a nie wódczanym jak Rosja, piwnym jak Niemcy, czy
                      winnym jak Francja. A i wpóźniejszych wiekach popularność miodu w Polsce była
                      nieco większa niż w innych krajach (być może z wyjątkiem Danii:-)).

                      I ostatnie; czy polska kuchnia to rzeczywiście " zbanalizowana kuchnia
                      mieszczańska, o silnie niemieckim charakterze i kuchnia chłopska, raczej
                      żenująca"... To musi być straszne - mieć takie przekonania i żyć w Polsce. Dla
                      mnie to raczej brzmi jak wyznanie kompleksów i ksenofobia a' rebour (czy
                      raczej "ksenofilia").

                      Z pozdrowieniami kulinarnymi z Polski.
                      Lubiący potrawy najróżniste,
                      Gal


                      Nie ma sensu szukać w Polsce czegoś, co
                      • mary_z_danii Re: Miod, mjød i wedliny - do Gal 27.10.02, 12:15
                        Gość portalu: Gal napisał(a):

                        > No to chyba doszliśmy do wniosku, że nie ma kuchni narodowych... Czyżby?
                        >
                        > Jezeli za wyznacznik kuchni narodowej uznamy obecność potraw, których (lub
                        ich
                        > wariacji) nie proponuje żaden inny kraj, to nie ma ŻADNEJ kuchni narodowej,
                        bo
                        > WSZYSTKIE z chińską i francuską włącznie, proponują potrawy znane również
                        > innym narodom - w tej samej lub nieco zmienionej wersji.
                        > A jednak, jeżeli jemy we francuskich restauracjach lub domach zauważamy
                        > różnice. To samo w Czechach, na Węgrzech... i w Polsce. Co więcej, smak
                        > potraw, ich dobór, dodatki, różnią się dość znacznie nawet między Galicją,
                        > tradycyjnym Śląskiem (chyba najbardziej "niemieckim" w kuchni) a np.
                        Kaszubami
                        > czy regionem suwalsko-białostockim. Każda z tych kuchni wykazuje podobieństwa
                        > do sąsiadów i specyfikę lokalną.
                        >
                        > To może ustalmy kto pierwszy takie danie stworzył (skąd promieniowało;-)))?
                        > Jest odważny, żeby to ustalić? Zmieniały się granice, całe narody migrowały,
                        > maszerowały wojska, kupcy osiedlali się w obcych dla nich państwach... i
                        > przenosili potrawy do których przywykli "u siebie". Po modyfikacjach i
                        > dostosowaniu do dostępnych produktów, lokanego klimatu i zwyczajów, potrawy
                        te
                        > były przyjmowane za swoje i w jednym miejscu zostawały a w innych zanikały.
                        >
                        > Miód pitny mógłby być uznany za Polską specjalność, bo do XVII wieku Polska
                        > była krajem "miodowym" a nie wódczanym jak Rosja, piwnym jak Niemcy, czy
                        > winnym jak Francja. A i wpóźniejszych wiekach popularność miodu w Polsce była
                        > nieco większa niż w innych krajach (być może z wyjątkiem Danii:-)).
                        >
                        > I ostatnie; czy polska kuchnia to rzeczywiście " zbanalizowana kuchnia
                        > mieszczańska, o silnie niemieckim charakterze i kuchnia chłopska, raczej
                        > żenująca"... To musi być straszne - mieć takie przekonania i żyć w Polsce.
                        Dla
                        > mnie to raczej brzmi jak wyznanie kompleksów i ksenofobia a' rebour (czy
                        > raczej "ksenofilia").
                        >
                        > Z pozdrowieniami kulinarnymi z Polski.
                        > Lubiący potrawy najróżniste,
                        > Gal
                        >
                        >
                        > Nie ma sensu szukać w Polsce czegoś, co
                        _________________
                        Nie robie z siebie i cala pewnoscia nie jestem historykiem kulinarnym :)))
                        Moze dla wygody wprowadzimy pojecie "lokalnych kulinariów", bez prowadzenia
                        wojen historycznych o to, kto byl pierwszy serwujac dane danie?
                        Pisalam juz wczesniej, ze mam jak najwiekszy szacunek dla regionalnych
                        przepisow kulinarnych, niezaleznie skad one pochodza.
                        Dla mnie jest wazne, aby smakowalo dobrze, a nie kto byl pierwszy, by to danie
                        stworzyc :)))
                        Smiesza mnie po prostu rozpaczliwe proby stworzenia wlasnej narodowej
                        tozsamosci poprzez przepisy kulinarne, to wszystko ;)
                        A jak wszyscy wiemy, historia Europy i granice jej panstw, zmienialy sie
                        ogromnie poprzez wieki :)))
                        A kazdy i tak musi jesc, codziennie, nawet kilka razy w ciagu dnia ;)
                        Pozdrowienia
                      • m-p Re: Miod, mjød i wedliny - do m-p 27.10.02, 13:24
                        Z paroma Twoimi tezami się nie zgadzam:
                        - "No to chyba doszliśmy do wniosku, że nie ma kuchni narodowych... Czyżby?"
                        Tego nie twierdziłem, wręcz przeciwnie. Tylko, że jedna, czy 10 potraw kuchni
                        nie definiują. Raczej kultura. Ale nie podejmuję się tego uściślać. Czyli tu
                        sie nie różnimy?

                        Nie wprost możesz natomiast wnioskować, że uważam, że kuchnia polska zpsiała.
                        Jej rzeczywista specjalność, może raczej duch, to teraz:
                        1. gotowana kiszona kapusta z odpadkami mięsa, nazywana niesłusznie bigosem;
                        2. fasolka 'po bretońsku'
                        3. pierogi ruskie;
                        4. schabowy z kapustą i ziemniakami.
                        5. Naleśniki z serem
                        6. Kurczak pieczony (tak naprawdę, to często wygotowany w jakiejś zupce, potem
                        podsmażony na patelni)
                        7. marna pizza.
                        8. kiełbasa z 'grila'
                        9. o czyms zapomniałem?

                        Chyba sie zgodzisz, że tym większość z Polaków daje się tym futrować
                        w 'zakładach zbiorowego żywienia', a i w domu od tego nie stroni?

                        - wbrew temu co twierdzisz, Polska to był tez kraj piwny do czasu upadku miast
                        spowodowanego przez szlachtę. Miód był drogi, piwo tanie, woda zagrażała
                        zdrowiu.
                        Picie piwa w całej średniowiecznej Europie było racjonalne - piwo było robione
                        z czystej, źródlanej wody, na dodatek było gotowane w procesie
                        technologicznym.
                        Natomiast woda w miastach czerpana była najczęściejze studzien tuż obok kloak.
                        Upadek miast spowodował, wbrew temu co twierdzisz, nie picie miodu, lecz
                        okowity. Pijaństwo było przerażające - poczytaj sobie może księdza Kitowicza...
                        To wprawdzie juz XVIII wiek, ale zjawisko musiało długo narastać.


                        "I ostatnie; czy polska kuchnia to rzeczywiście " zbanalizowana kuchnia
                        mieszczańska, o silnie niemieckim charakterze i kuchnia chłopska, raczej
                        żenująca"... To musi być straszne - mieć takie przekonania i żyć w Polsce. Dla
                        mnie to raczej brzmi jak wyznanie kompleksów i ksenofobia a' rebour (czy
                        raczej "ksenofilia").
                        "
                        To są juz bardzo daleko idące wnioski, wynikające, jak sądzę, z nieuważnego
                        przeczytania tego co napisałem. Nie wiem, kto z nas zna więcej starych
                        przepisów z Rzeczpospolitej. Nasza terażniejszość kulinarna jest jednak szara
                        jak gierkowski mrówkowiec i ma się nijak do naszej zapomnianej spuścizny.

                        - ksenofilia - że lubię obcych? Jeśli nawet nie czuję do nich niechęci, czy to
                        źle? Natomiast staram sie dobrze wybierać miejsce za granicą, żeby nie trafić
                        na rzucających kurwami i traktujących 'tubylców' z góry zapitych Polaków. O, tu
                        rzeczywiście mam kompleksy...

                        I, wybacz mi małostkowość:
                        "à rebours" nie "a' rebour", jeśli dobrze pamiętam?
                        • mary_z_danii Pytanie do m-p 27.10.02, 13:44
                          .... na ktore oczywiscie nie musisz odpowiadac :) albo moze na priva?
                          Czy jestes historykiem lub socjologiem?
                          Po prostu tak mi przyszlo do glowy czytajac Twoje wypowiedzi ;)))
                          Pozdro
                          Mary (nie *Marysia*, nie lubie tego zdrobnienia :(
                        • aremo Re: Miod, mjød i wedliny - do m-p 27.10.02, 14:26
                          M-P zgadzam sie z Tobą ,że historia,lata komunizmu zrobiły swoje z polską
                          kuchnią narodową. To samo można powiedzieć o rosyjskiej, bo przecież ta przed i
                          po rewolucji to coś zupełnie innego.Kiedyś na tym forum toczyła się dyskusja
                          na temat "narodowości" potraw(oczywiście nie ustaliliśmy większości:-). Często
                          też pojawiają się prośby o przepisy na typowo polskie potrawy do przygotowania
                          dla zagranicznych gości na obiad czy kolację.To co w tej chwili uznawane jest
                          za potrawy polskie niektórzy mylą z tym co w tej chwili jest NAJPOPULARNIEJSZE
                          na polskich stołach i faktycznie przywędrowalo od niemieckich sąsiadów lub z
                          innych słowiańskich kuchni(a takie wpływy sąsiadów są szczególnie mocne, gdy
                          jakiś kraj miał burzliwą historię i nie był potęgą ekonomiczną).Dla niektórych
                          bigos jest potrawą zbyt banalną (bo to przecież tylko rozgotowana kapusta z
                          mięsem), a ja uważam,że dobry bigos choćby przez sam fakt dodatków i
                          czasochłonność jest potrawą wyjątkową. To samo żurek. A to,że pochodzi z
                          chłopskiej kuchni nie uważam za żenujące(Twoje określenie). Słynne dania
                          światowej kuchni(północne regiony Francji, Toskania, Hiszpania)są też proste.A
                          wyśmiewana często "fasolka po bretońsku" pewnie wzięła nazwę z kuchni
                          bretońskiej, która jest dosć tłusta i solidna. Z północy Francji pochodzi
                          przecież cassoulet, potrawa oparta na fasoli i różnych rodzajach
                          mięs:-)
                          I zgadzam się jeszcze z jednym :otwierając się na świat i inne kuchnie ubolewam
                          trochę nad tym,że bierzemy teraz to co najgorsze(króluje pizza,ale jak ja
                          nazywam ją amerykańska,nie mająca nic wspólnego z tym co we Włoszech uważa sie
                          za pizzę, no i grill).Jakoś nie przyjęło się biesiadowanie przy winie, serach i
                          lekkich sałatach, choć klimat faktycznie złagodniał. Jeśli Polak je na
                          powietrzu to obowiązkowo kiełbasa,musztarda, piwo. Pamiętam takiego grilla na
                          imprezie w firmie przy +35 stopniach:-)Może to się zmienić ,ale wtedy gdy
                          Polacy będą podróżować tzn. nie tylko wyjeżdżać za granicę i spędzać czas na
                          plaży i w hotelowych restauracjach tylko w maleńkich knajpkach próbować
                          regionalnych potraw(tak jak Ty). Ja również to robię, bo poznając jakiś kraj
                          chce poznać jego kulturę, na którą składa się również kuchnia. I kolejny raz z
                          Tobą zgodzę się .Tak jak w większości krajów w małych miasteczkach ,w
                          przytulnych knajpkach trafimy na potrawy świeże, bezpretensjonalne i regionalne
                          tak u nas w takich małych restauracjach trafić mozna pewnie na mrożoną pizzę,
                          wodniste lody z owocami z puszki choćby w pobliskim lesie rosły pyszne jagody,
                          a w rzece pływały pstrągi.
                        • Gość: Gal Re: Miod, mjød i wedliny - do m-p IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.02, 14:54
                          m-p napisał:

                          > Z paroma Twoimi tezami się nie zgadzam:
                          > - "No to chyba doszliśmy do wniosku, że nie ma kuchni narodowych... Czyżby?"
                          > Tego nie twierdziłem, wręcz przeciwnie. Tylko, że jedna, czy 10 potraw
                          kuchni
                          > nie definiują. Raczej kultura. Ale nie podejmuję się tego uściślać. Czyli tu
                          > sie nie różnimy?


                          "Pojecie kuchni narodowej jest w ogole dla mnie nieco komiczne, rowniez z
                          powodow podanych wyzej przez Ciebie.
                          Dla ciekawosci zerknelam na norweskie strony
                          kulinarne (tamtejszej kuchni nie
                          znam z autopsji). I coz sie okazuje? Ze norweska
                          potrawa narodowa number 1 to
                          poczciwe dunskie "frikadeller" (rodzaj mielonych
                          smazonych kotlecikow) w
                          obowiazkowym w Danii brazowym sosie. OK, OK,
                          wiem, ze Norwegia nalezala przez
                          dlugi czas do Danii, potem do Szwecji, ale
                          jednak ;))
                          Podobnie z tzw. polska kuchnia narodowa. "


                          To cytat z Mary, tak naprawdę to mój post był odpowiedzią na Jej a nie Twój
                          głos. Ale jest to Jej wniosek z Twojego postu, więc nie tylko ja takie miałem
                          wrażenie. Poza tym, rzeczywiście chyba nie mamy tu skrajnie odmiennych zdań.
                          Kuchnie regionalne różnią się od siebie ale i wykazują podobieństwa,
                          szczególnie w ramach "makroregionów" niekoniecznie równoważnych granicom
                          państwowym i dlatego dyskusja o wyższości jednej kuchni nad drugą nie ma sensu.


                          >
                          > Nie wprost możesz natomiast wnioskować, że uważam, że kuchnia polska
                          zpsiała.
                          > Jej rzeczywista specjalność, może raczej duch, to teraz:
                          > 1. gotowana kiszona kapusta z odpadkami mięsa, nazywana niesłusznie bigosem;
                          > 2. fasolka 'po bretońsku'
                          > 3. pierogi ruskie;
                          > 4. schabowy z kapustą i ziemniakami.
                          > 5. Naleśniki z serem
                          > 6. Kurczak pieczony (tak naprawdę, to często wygotowany w jakiejś zupce,
                          potem
                          > podsmażony na patelni)
                          > 7. marna pizza.
                          > 8. kiełbasa z 'grila'
                          > 9. o czyms zapomniałem?
                          >
                          > Chyba sie zgodzisz, że tym większość z Polaków daje się tym futrować
                          > w 'zakładach zbiorowego żywienia', a i w domu od tego nie stroni?

                          Jeżeli rzeczywiście rozmawiamy tu o stołówkach - to masz rację. Tyle, że
                          kuchnia w Polsce to kuchnia w tysiącach domów polskich, zapewniam Cię, że
                          dalece odmienna od stołówek. Co prawda, każdy ma swoje doświadczenia i
                          związane zapewne z tym wnioski.

                          >
                          > - wbrew temu co twierdzisz, Polska to był tez kraj piwny do czasu upadku
                          miast
                          > spowodowanego przez szlachtę. Miód był drogi, piwo tanie, woda zagrażała
                          > zdrowiu.
                          > Picie piwa w całej średniowiecznej Europie było racjonalne - piwo było
                          robione
                          > z czystej, źródlanej wody, na dodatek było gotowane w procesie
                          > technologicznym.
                          > Natomiast woda w miastach czerpana była najczęściejze studzien tuż obok
                          kloak.
                          > Upadek miast spowodował, wbrew temu co twierdzisz, nie picie miodu, lecz
                          > okowity. Pijaństwo było przerażające - poczytaj sobie może księdza
                          Kitowicza...
                          > To wprawdzie juz XVIII wiek, ale zjawisko musiało długo narastać.

                          Nic nie pisałem o upadku miast i XVIII wieku. To już były czasy wódki, dlatego
                          zaznaczyłem wiek XVII. Piwo (i podpiwek) w średniowiecznych miastach chyba
                          całej Europy zastępowało wodę, właśnie ze względu na to, że było sporządzone z
                          przegotowanej wody i chroniło przed epidemiami. Standardowym napojem
                          alkoholowym w Polsce był w tych czasach właśnie miód pitny - i o tym tylko
                          pisałem.
                          >
                          >
                          > "I ostatnie; czy polska kuchnia to rzeczywiście " zbanalizowana kuchnia
                          > mieszczańska, o silnie niemieckim charakterze i kuchnia chłopska, raczej
                          > żenująca"... To musi być straszne - mieć takie przekonania i żyć w Polsce.
                          Dla
                          > mnie to raczej brzmi jak wyznanie kompleksów i ksenofobia a' rebour (czy
                          > raczej "ksenofilia").
                          > "
                          > To są juz bardzo daleko idące wnioski, wynikające, jak sądzę, z nieuważnego
                          > przeczytania tego co napisałem. Nie wiem, kto z nas zna więcej starych
                          > przepisów z Rzeczpospolitej. Nasza terażniejszość kulinarna jest jednak
                          szara
                          > jak gierkowski mrówkowiec i ma się nijak do naszej zapomnianej spuścizny.
                          >
                          > - ksenofilia - że lubię obcych? Jeśli nawet nie czuję do nich niechęci, czy
                          to
                          >
                          > źle? Natomiast staram sie dobrze wybierać miejsce za granicą, żeby nie
                          trafić
                          > na rzucających kurwami i traktujących 'tubylców' z góry zapitych Polaków. O,
                          tu
                          >
                          > rzeczywiście mam kompleksy...

                          Za granicą spotykam rzucających kurwami Polaków i pijanych "fackujących"
                          Anglików i "scheissujących" Niemców. Każdy odpowiada za siebie. Nie jest mi
                          miło widzieć takich Polaków, ale nie czuję zbytniej z nimi wspólnoty (tak jak
                          z ich odpowiednikami z Anglii czy Niemiec) i wobec tego nie wpędza mnie to w
                          kompleksy.

                          Nasza rzeczywistość kulinarna jest przede wszystkim w naszych domach i powoli
                          pojawia się w restauracjach i barach. Na razie bywa przaśna lub śmiesznie
                          nadęta i schlebiająca przekonaniom "o wyższości"... Za jakiś czas obcość
                          znormalnieje, jakość tego co lokalne (przynajmniej miejscami) wzrośnie i
                          będzie można wybierać czy woli się dzisiaj pójść na kolację włoską czy
                          polską, z dobrą polską kuchnią. Tak jak napisała Mary - rzeczywistość
                          kulinarna dla większości Duńczyków to żywność z hipermarketów, to samo we
                          Francji, w Niemczech czy we Włoszech i to od znacznie dawniej niż w Polsce. Że
                          w tych krajach jest większa grupa ludzi szukających lepszych produktów -
                          jasne, są jednak sporo zamożniejsi. Tak samo będzie w Polsce. Tylko chciałbym,
                          żeby Polacy szukali w Polsce przede wszystkim dobrej kiełbasy krakowskiej a
                          nie chorizo. Dlatego głos Twój wydaje mi się mocno defetystyczny. A różnica
                          między ksenofobią a "ksenofilią" jest taka jak między uwielbieniem a
                          nienawiścią... i możliwy jest jeszcze stan pośredni - akceptacja różności bez
                          emocjonalnego wartościowania. I tego jestem rzecznikem.
                          >
                          > I, wybacz mi małostkowość:
                          > "à rebours" nie "a' rebour", jeśli dobrze pamiętam?

                          Oczywiscie masz rację. Nie chce mi się szukać francuskich liter w
                          klawiaturze, a s rzeczywiście opuściłem. Przepraszam.

                          Pozdrowienia dla wszystkich.
                          Gal

    • Gość: hedonist Re: Oscypki nielegalnie w Turynie? IP: *.chello.pl 27.10.02, 16:22
      I oto Oscypek a sprawa polska
      Czy wy wszyscy nie presadzacie? Dajecie się podpuszczać emigrantce
      matrymonialnej co to już tak Marysią być nie chce że tylko Mary z Danii każe
      się tytułować. HJWS krótko powiem. Szkoda tylko że jeszcze używa polskiego,
      czyżby jakaś nostalgia? Skąd? Czyżby nie było duńskich portali i podobnych
      forów?
      Zjadłem na obiad zupę z zieleniatek na skrzydełkach, na drugie kaczka pieczona
      z żurawiną i pieczonymi ziemniakami na deser domowa babka cytrynowa z herbatą
      chińską. Do jasnej ch.... czy mam klękać przed kartoffelsalat czy bratwurstem
      czy tez bigosopodobnym choucroutte albo gazpacho czy też minestrone?
      Każdą z tych potraw potrafię zrobić a jak jestem za granicą to próbuję ich
      specjałów aby się wzbogacać o nowe doznania. W Polsce komuna zniszczyła
      gastronomię to potrzebny jest czas na jej naturalne odrodzenie i bądźcie pewni
      nie będzie ona gorsza od sielskej włoskiej francuskiej no może duńskiej nie
      dorówna:))) a pamiętacie z muppetów szwedzkiego kucharza btw?
      Co do rządowej promocji i wspierania to inna para kaloszy ale jak się wybrało
      komuchów i zeteselowców to nic dziwnego AWS też dbał tylko o swoje brzuchy...
      Idę wybrać lepiej (tylko kogo???)

      Pozdrawiam
      nawet Mary Zduńską
      • mary_z_danii Hedonisto, sprawdz lepiej znaczenie wlasnego nicka 27.10.02, 16:37
        Gość portalu: hedonist napisał(a):

        > I oto Oscypek a sprawa polska
        > Czy wy wszyscy nie presadzacie? Dajecie się podpuszczać emigrantce
        > matrymonialnej co to już tak Marysią być nie chce że tylko Mary z Danii każe
        > się tytułować. HJWS krótko powiem. Szkoda tylko że jeszcze używa polskiego,
        > czyżby jakaś nostalgia? Skąd? Czyżby nie było duńskich portali i podobnych
        > forów?
        > Zjadłem na obiad zupę z zieleniatek na skrzydełkach, na drugie kaczka
        pieczona
        > z żurawiną i pieczonymi ziemniakami na deser domowa babka cytrynowa z herbatą
        > chińską. Do jasnej ch.... czy mam klękać przed kartoffelsalat czy bratwurstem
        > czy tez bigosopodobnym choucroutte albo gazpacho czy też minestrone?
        > Każdą z tych potraw potrafię zrobić a jak jestem za granicą to próbuję ich
        > specjałów aby się wzbogacać o nowe doznania. W Polsce komuna zniszczyła
        > gastronomię to potrzebny jest czas na jej naturalne odrodzenie i bądźcie
        pewni
        > nie będzie ona gorsza od sielskej włoskiej francuskiej no może duńskiej nie
        > dorówna:))) a pamiętacie z muppetów szwedzkiego kucharza btw?
        > Co do rządowej promocji i wspierania to inna para kaloszy ale jak się wybrało
        > komuchów i zeteselowców to nic dziwnego AWS też dbał tylko o swoje brzuchy...
        > Idę wybrać lepiej (tylko kogo???)
        >
        > Pozdrawiam
        > nawet Mary Zduńską
        ____________
        .....zanim spróbujesz komus dokopac ;)))
        O co Ci tak naprawde chodzi? Nie lubisz emigrantow czy jaki dokladnie masz
        problem???
        Nie musisz mnie nazywac Mary Zdunska-
        • Gość: hedonist Re: Hedonisto, sprawdz lepiej znaczenie wlasnego IP: *.chello.pl 27.10.02, 16:57
          Marysiu
          1,znaczenie znam a Ty chyba niekoniecznie
          2,Co za obsesja? To żart z twojej polonofobii
          Co za kompletny brak poczucia humoru chyba ten morski klimat tak działa
          3,Polecałem polonofobom fora duńskie a nie polonijne
          czyżbyś i tego nie pojęła ręce i nogi opadaja doprawdy
          4,Chciałbym zwrócić Twoją uwagę na to że mój post nie był adresowany do Ciebie
          lecz do tych co tu i teraz
          5, Nie wiem skąd u Ciebie przeświadczenie o mojej wrogości do emigrantów
          odnosiłem się do Twojego konkretnego przypadku nie kierując swojej opinii do
          Ciebie czyżbym nie mógł skomentować Twojej niekonsekwentnej postawy
          Pozdrawiam licząc na brak kontynuacji
          Dunskie fora na pewno są ciekawsze
          chyba że problem językowy mamy:)))
          • mary_z_danii Re: Hedonisto, sprawdz lepiej znaczenie wlasnego 27.10.02, 23:13
            Gość portalu: hedonist napisał(a):

            > Marysiu
            > 1,znaczenie znam a Ty chyba niekoniecznie
            > 2,Co za obsesja? To żart z twojej polonofobii
            > Co za kompletny brak poczucia humoru chyba ten morski klimat tak działa
            > 3,Polecałem polonofobom fora duńskie a nie polonijne
            > czyżbyś i tego nie pojęła ręce i nogi opadaja doprawdy
            > 4,Chciałbym zwrócić Twoją uwagę na to że mój post nie był adresowany do
            Ciebie
            > lecz do tych co tu i teraz
            > 5, Nie wiem skąd u Ciebie przeświadczenie o mojej wrogości do emigrantów
            > odnosiłem się do Twojego konkretnego przypadku nie kierując swojej opinii do
            > Ciebie czyżbym nie mógł skomentować Twojej niekonsekwentnej postawy
            > Pozdrawiam licząc na brak kontynuacji
            > Dunskie fora na pewno są ciekawsze
            > chyba że problem językowy mamy:)))
            ___________
            1. Nie jestem Marysia, wiec sobie daruj
            2. Nie wiem, gdzies ty sie dopatrzyl mojej rzekomej polonofobii
            3. Pozostale twoje opinie sa rownie mylne
            4. Problemow jezykowych nie "mamy", wrecz przeciwnie. No ale moze projektujesz
            w tej chwili swoje wlasne problemy jezykowe....
            5. Nie chce mi sie nawet gadac z osobami takimi jak ty, poniewaz twoje plaskie
            dowcipy o "Zdunskich Marysiach" nie swiadcza o twym poczuciu humoru czy twoim
            ogolnym poziomie
            Swoja droga, nieprawdopodobne, w co moze przerodzic sie niewinna dyskusja o
            jedzeniu i kuchniach narodowych ;)
            Radze ci- mniej kompleksow, wiecej otwarcia na swiat, a przynajmniej na tzw.
            Europe. Istnieje faktycznie swiat poza krajem miedzy Odra a Bugiem ;)
            • Gość: !!! Re: Hedonisto, sprawdz lepiej znaczenie wlasnego IP: *.smlw.pl 28.10.02, 19:24
              !!!
        • Gość: Gal Może trochę spokoju...? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.02, 17:18
          Nie denerwuj sie na post Hedonisty, bo pisze On coś, co jak myślę, warte jest
          zastanowienia.
          Dość częsta jest wśród Polaków w ostatnich latach postawa "na klęczkach" wobec
          kultury i osiągnięć Zachodu i negowanie jakichkolwiek wartości tego co
          stworzone w Polsce, lub choćby jest dla Polski charakterystyczne. Niestety
          najczęściej widać to wśród emigrantów, ale oczywiście nie tylko. Jest to nawet
          zrozumiałe, wziąwszy pod uwagę sytuację w jakiej się znajdują, konieczność
          dostosowania się za wszelką cenę i wpisania się w najczęściej głoszone tam
          opinie.
          Polska jest takim samym krajem jak każdy inny i nie ma powodu, by nie miał
          swoich specjalności lokalnych. Jak one będą postrzegane przez innych, zależy
          nie tylko od ich smaku (bo to jest rzecz względna) ale również od tego, czy
          sami Polacy (również emigranci) będą uważali, że polska kuchnia to "
          zbanalizowana kuchnia mieszczańska, o silnie niemieckim charakterze i kuchnia
          chłopska, raczej żenująca"... . Powiedz to chłopom niemieckim czy duńskim, a
          także francuskim.

          Kuchnia polska nie jest braminem ani pariasem wśród innych kuchni, tu nie
          obowiązuje system kastowy. I tylko tyle warto zrozumieć.

          Z życzeniami duużej satysfakcji z polskiej i innych kuchni,

          Gal
          • mary_z_danii Re: Może trochę spokoju...? 27.10.02, 23:31
            Gość portalu: Gal napisał(a):

            > Nie denerwuj sie na post Hedonisty, bo pisze On coś, co jak myślę, warte jest
            > zastanowienia.
            > Dość częsta jest wśród Polaków w ostatnich latach postawa "na klęczkach"
            wobec
            > kultury i osiągnięć Zachodu i negowanie jakichkolwiek wartości tego co
            > stworzone w Polsce, lub choćby jest dla Polski charakterystyczne. Niestety
            > najczęściej widać to wśród emigrantów, ale oczywiście nie tylko. Jest to
            nawet
            > zrozumiałe, wziąwszy pod uwagę sytuację w jakiej się znajdują, konieczność
            > dostosowania się za wszelką cenę i wpisania się w najczęściej głoszone tam
            > opinie.
            > Polska jest takim samym krajem jak każdy inny i nie ma powodu, by nie miał
            > swoich specjalności lokalnych. Jak one będą postrzegane przez innych, zależy
            > nie tylko od ich smaku (bo to jest rzecz względna) ale również od tego, czy
            > sami Polacy (również emigranci) będą uważali, że polska kuchnia to "
            > zbanalizowana kuchnia mieszczańska, o silnie niemieckim charakterze i
            kuchnia
            > chłopska, raczej żenująca"... . Powiedz to chłopom niemieckim czy duńskim, a
            > także francuskim.
            >
            > Kuchnia polska nie jest braminem ani pariasem wśród innych kuchni, tu nie
            > obowiązuje system kastowy. I tylko tyle warto zrozumieć.
            >
            > Z życzeniami duużej satysfakcji z polskiej i innych kuchni,
            >
            > Gal
            ___________
            Nie rozumiem, dlaczego przypisujesz mi slowa nie wypowiedziane przeze mnie.
            Gdybys uwazniej czytal, co napisalam, zobaczylbys, ze pisalam miedzy innymi o
            moim szacunku dla kuchni regionalnych, niezaleznie od kraju pochodzenia.
            Nie rozumiem tez, czemu twierdzisz, ze przyjmuje postawe " na kleczkach" wobec
            kuchni zachodnich, bo tego tez nigdzie nie pisalam.
            Pozwolilam sobie jedynie zauwazyc, ze wiele tzw. "typowo polskich" dan wcale
            nie jest wyjatkowych i "typowych" dla danego regionu ;)
            Dobra kuchnie doceniam, niezaleznie od kraju jej pochodzenia, a ze mieszkam w
            Skandynawii ponad 20 lat, to akurat te kuchnie znam dosc dobrze.
            Nigdzie tez nie napisalam, ze polska kuchnia jest "pariasem" wsrod innych.
            Twierdze po prostu, ze nie jest tak wyjatkowa ani unikatowa, jakby sie
            niektorym moglo wydawac.
            I to byloby na tyle
            • Gość: Gal Re: Może trochę spokoju...? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.10.02, 00:20
              Nie mam ochoty cytować każdego zdania z postów, które wzbudziły moje
              wątpliwości. W tym co pisałem, polemizowałem zarówno z Twoim, jak i m-p
              zdaniem, bo zdawało mi się, że reprezentujecie wspólne poglądy (czy się mylę?).
              Nie mam poczucia wstydu za polską kuchnię i żenuje mnie, że są tacy którzy tak
              myślą. Mam wrażenie, że w takim rozumieniu świata obowiązuje wybór między
              Samoobrono/LPR-owskim podejściem do Polski a stwierdzeniem "To my, pariasi
              Europy". Jeżeli przejrzysz posty m-p z innych wątków, to zrozumiesz dlaczego
              to piszę.
              Każdy kraj stara się promować swoje produkty poza granicami. Robią to wszyscy.
              Belgowie wymyślają receptury "starożytnych" piw, Francuzi rejestrują nazwy
              czego-się-da, a w Polsce mamy "zbanalizowaną..." itd. Opinia jednej osoby nie
              wpłynie na wizerunek kraju, ale nie widzę powodu, żeby sie temu poddawać.
              Polska nie ma niczego wyjątkowego do zaproponowania - OK - tak jak Niemcy,
              Austria, cała Skandynawia, a może również Francja, Włochy? Czy też oni są
              wyjątkiem?
              Każdy kraj ma kuchnię nieco odmienną od sąsiadów i jak pisałem, łatwo się o
              tym przekonać. A czy uda się wypromować jakieś produkty poza granicami, zależy
              w pierwszym rzędzie od tego, co mówią o swojej kuchni Polacy. I tyle.
              Nie widze powodu, żeby mieć kompleksy wobec kuchni szwajcarskiej, a fondue,
              roesti czy raclette jest znane (i kupowane) na całym świecie. Czy są jakieś
              wątpliwości, że są to chłopskie, prymitywne i wybitnie niezdrowe potrawy?

              Nie twierdzę, że kuchnia polska jest najlepsza na świecie, ale smutno mi, gdy
              słyszę Polaków negujących cokolwiek dobrego w polskiej kuchni.
              Pozdrowienia
              Gal
          • m-p Re: Może trochę spokoju...? 28.10.02, 14:18
            Gal,
            nie będę polemizował, psychologia i narodowe cechy Polaków to nie temat tego
            forum. Siedzę niestety wystarczajaco dlugo i czesto za granicą, żeby mnie to
            nie żenowało.

            "Nie narzekaj na Sejm. Ciesz się, że jest reprezentatywny" (S. Mrożek)

      • Gość: Gal Re: Oscypki nielegalnie w Turynie? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.02, 17:53
        A tak przy okazji; co to jest zupa z zieloniatek na skrzydełkach?
        Naprawdę nie wiem.
        Gal
        • Gość: hedonist Re: Oscypki nielegalnie w Turynie? IP: *.chello.pl 27.10.02, 20:21
          Galu
          Owóż zupa z gąsek zielonych na skrzydełkach drobiowych serdecznie polecam(jeśli
          nie przeszkadza Ci piach niestety nie do usunięcia w 100%z kapeluszy tych
          późnych grzybków).
          Służę przepisem ale w sumie to zupa ze świeżych grzybów. Różnie przygotowuje
          się gąski bo trzeba je namoczyć w osolonej wodzie trzonkami w dół aby
          umożliwić wypłynięcie piasku. Ale nie przesadzajmy krzemionka w takich
          ilościach i postaci nie jest szkodliwa.
          Przepraszam za dość ostre wystąpienie ale zaprezentowane postawy były dla mnie
          niestrawne.
          Pozdrawiam smacznie


          PS.

          w tzw. międzyczasie wybrałem "może nie będzie lepiej ale będzie śmieszniej"
          głosowałem na Kleyffa i na "majora" Frydrycha
          • Gość: Gal Re: Oscypki nielegalnie w Turynie? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.02, 20:37
            Gość portalu: hedonist napisał(a):



            > w tzw. międzyczasie wybrałem "może nie będzie lepiej ale będzie śmieszniej"
            > głosowałem na Kleyffa i na "majora" Frydrycha

            Ze wstydem przyznaję, że (w związku z brakiem wyboru), zająłem się dzisiaj
            ogrodem (z przerwami na Forum) i nie głosowałem. Na Fydrycha - idola młodości -
            nie mogłem, mieszkam w Konstancinie, a tu do wyboru SLD albo miejscowy
            strażak. Naprawdę nie mogłem.
            Pzdr.
            Gal
    • m-p Re: Oscypki nielegalnie w Turynie? 28.10.02, 15:26
      Smutny wątek. Smutniejszy, niz można się było spodziewać.
      Nie warto było polemizować z Linn. Jest, jak jest, wybraliśmy sobie takie
      władze, jakie chcieliśmy. Chwała więc niepokornym wobec Reprezentantów Narodu
      góralom z oscypkami! Trzeba by im jakiś wyroczek z 1.5 roku w zawieszeniu dać,
      nieprawdaż? Sprzeciwili się woli ludu, reprezenowanej przez demokratycznie
      wybrane władze!

      Ale to ja zmieniłem temat. Na świecie jest tak bowiem, że narody mają
      żywnościowe
      produkty eksportowe. Ba, nie narody, regiony!

      No i my mamy oscypki. Fakt, zawsze muszę je znajomym cudzoziemcom wozić.

      Apeluję o dodanie czegoś do tej listy...

      Tylko proszę, nie czystą, bo to każdy potrafi robić, ani szynkę, bo tej juz i
      my robić nie umiemy. Inaczej: wiemy teoretycznie jak zrobić, ale nie robimy,
      więc jej nie ma.
      • Gość: Gal Re: Oscypki nielegalnie w Turynie? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.10.02, 17:52
        Ode mnie - kindziuk.
        Wytęż wzrok.
        Pzdr.
        Gal
        • Gość: Niech Re: Oscypki nielegalnie w Turynie? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.10.02, 20:31
          Oficjalnie: zubrowka i rosolis. Wyborowa i zytnia nie, bo uznano je nie za
          nazwy wlasne, lecz opis produktu. Nie oznacza to, ze nie bedzie mozna uzywac
          tych nazw, lecz ze beda mogli uzywac ich wszyscy.
        • m-p Re: Oscypki nielegalnie w Turynie? 28.10.02, 21:59
          Widziałem i popieram :))
          Swoich propozycji też nie wymieniłem po raz wtóry.

          Tylko coś mi tu pachnie międzynarodowym konfliktem... Czy aby Litwini lub
          Białorusini nie mogą sobie rościć do kindziuka pretensji? Tak mi się po nazwie
          sądząc wydaje. Przyznam, że jadłem go tylko raz, niestety nieczęsto go w CK
          Galicji można dostać. Nie znam jego histori, ani sposobu wyrabiania.
          • Gość: Gal Re: Oscypki nielegalnie w Turynie? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 29.10.02, 15:09
            m-p napisał:


            >
            > Tylko coś mi tu pachnie międzynarodowym konfliktem... Czy aby Litwini lub
            > Białorusini nie mogą sobie rościć do kindziuka pretensji? Tak mi się po
            nazwie
            > sądząc wydaje. Przyznam, że jadłem go tylko raz, niestety nieczęsto go w CK
            > Galicji można dostać. Nie znam jego histori, ani sposobu wyrabiania.


            Dokładnej receptury nie podam - nie jestem masarzem ;-))), ale jest to wędlina
            robiona z mięsa wieprzowego (najlepsze kawałki szynki, polędwica), które
            najpierw pekluje się w soli z dodatliem przypraw (zawsze czarny pieprz i
            czosnek, ale także inne), a potem włożone z przyprawami do żołądka wieprzowego
            (pełni rolę skórki) i ściśnięte między dwiema deskami długo się suszy -
            miesiące a nawet rok. Wbrew pozorom nie jest sucha i bardzo smaczna.

            Litwini napewno mogą się podłączyć, jeżeli my tego nie wypromujemy wcześniej -
            to napewno to zrobią oni. Jest to wędlina regionalna i (przynajmniej przed
            wojną) była znana i wyrabiana na Litwie. Nie jest wyjątkiem, z Litwinami mamy
            wspólny i chłodnik i kołduny i... Ale może skończmy na tym, bo znowu się
            zacznie...

            Pozdrowienia.
            Gal
            • Gość: Linn Re: Oscypki nielegalnie w Turynie? IP: *.dialup.tiscali.it 30.10.02, 09:14
              Temat wzbudzil zainteresowanie, choc tak naprawde nie chodzilo mi tylko o
              produkty wyjatkowe, produkowane jedynie w Polsce / byloby ich naprawde
              niewiele /. Salon w Turynie cieszy sie ogromnym zainteresowaniem / odwiedzilo
              go okolo 130 tysiecy osob, takze cudzoziemcow /. Naiwnoscia byloby sadzic, ze
              moglismy sie tam zaprezentowac tak, aby przycmic Wlochow czy Francuzow. Mnie
              chodzilo o sama obecnosc: istniejemy i potrafimy zrobic cos dobrego, smacznego,
              czasem unikalnego. Amerykanie czy Australijczycy nie przejmuja sie faktem, ze w
              dziedzinie win inni sa potentatami. Robia swoje i calkiem niezle. Czy naprawde
              nie potrafimy zrobic nic, co byloby smaczniejsze od innych produktow? Np.
              ogorki w occie, papryka w occie czy pieczona, slodycze, soki owocowe / we
              Wloszech nie spotkalam soku, ktory moglny konkurowac z polskim /. Przykladow
              mozecie zreszta przytoczyc wiecej ode mnie. Moim zdaniem byloby dobrze
              skoncentrowac sie na 10-15 produktach i urzedzic promocje w wielu krajach
              jednoczesnie. Salon smaku moglby byc poczatkiem. Tymczasem dajemy sie
              zastraszac innym, chocby bajkami, ze np. nasze ogorki konserwowe sa zbyt male.
              Wloskie sa jeszcze mniejsze / wielkosci malego palca / i jakos istnieja / tyle,
              ze Wlosi uzywaja do ich produkcji jedynie wody, octu i soli /. Podobnie
              niemieckie, lepsze, gdyz blizsze naszemu sposobowi ich robienia. Co do
              slodyczy, w niektorych wloskich supermarketach widuje sie hiszpanskie gnioty,
              ktore polskim wyrobom nie byloby trudno wyeliminowac z rynku. Niestety, polski
              rzad pomyslal o zdobywaniu rynku wegierskiego / trudnego, gdyz o bogatej
              tradycji cukierniczej /, zapominajac chyba o tym, jak malym krajem sa Wegry.
              Ciagle mam nadzieje, ze polskie produkty pojawia sie we wloskich / i nie
              tylko / sklepach obok Wodki Wyborowej / ta sprzedawana jest wciaz jako produkt
              polski i tak jest tez reklamowana, niestety tylko latem /. Nikt tego za nas nie
              zrobi i samo wejscie do UE tez nic nie zalatwi. Za malo wierzymy w siebie i w
              to, co produkujemy. Boimy sie konkurowac z innymi. Sprzedajemy jedynie to,
              czego innym brakuje / np. konine i jagniecine, ale wloscy rzeznicy nigdy sie do
              tego swoim klientom nie przyznaja /.
              • Gość: Linn Re: Oscypki nielegalnie w Turynie? IP: *.dialup.tiscali.it 30.10.02, 09:17
                Takze we Wloszech istnieje miod pitny / "idromele" /, ale nigdy nie widzialam
                go w sklepie. Znam go tylko ze slownika.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka