Dodaj do ulubionych

Po co są pieczątki na jajach

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.03.06, 21:40
skoro i tak nie ma tam daty zniesienia przez kurę. Mnie nie interesuje kraj
pochodzenia, zakład i partia. Mnie interesuje data!!! Co Wy na to?
Obserwuj wątek
    • Gość: lodziarz Re:Sprawdziłem - na moich jajkach nie ma pieczątek IP: *.brunel.ac.uk 23.03.06, 08:28
    • Gość: zadumana Re: Po co są pieczątki na jajach IP: 83.238.166.* 23.03.06, 09:56
      Bo to chyba ten kraj pochodzenia, zakład, a zwłaszcza partia:))))) mają nas
      chronić przed, na przykład, salmonellą.
      Data przydatności do spożycia jest na opakowaniu.

      Jajo bez pieczątki po prostu nie istnieje, nie ma go, nie ma prawa go być. Jest
      jak człowiek bez dowodu osobistego. Nie ma go:))))
      • evamarija Re: Po co są pieczątki na jajach 23.03.06, 10:12
        Mnie interesuje tylko pierwsza cyfra.

        Pierwsza cyfra na jaju - od 0 do 3 oznacza w jakich warunkach zyje kura i czym
        jest karmiona. 3 oznacza chow klatkowy, najlepsze sa 0 - kurka skubie trawe na
        podworku. Taka jest teoria - podobno tak naprawde jaja maja u nas 3 bo nie
        spelnione sa warunki uniowe - tak slyszalam od znajomej ze wsi, ktora zajmuje
        sie "produkcja" i ma 3. Moze dlatego w POlsce trudno znalezc inny numer na jaju.
        • Gość: Kasia Re: Po co są pieczątki na jajach IP: *.spray.net.pl 23.03.06, 18:49
          Regularnie w Carrefourze i E.Leclerc kupuję jaja z 2 na początku. 1 ani 0 w
          życiu nie widziałam. Pozdr.
    • jarek_zielona_pietruszka Re: Po co są pieczątki na jajach 23.03.06, 11:07
      żeby parę setek durnych urzędasów z przydziału partyjnego miało zajęcie i dobrze
      płatne ciepłe posadki,bo ze zdrowym rozsądkiem nie ma to nic wspólnego.
      • Gość: zadumana Re: Po co są pieczątki na jajach IP: 83.238.166.* 23.03.06, 12:15
        Jeśli jajo Ci zaszkodzi to dotrzesz do producenta i zamkniesz mu fermę drobiu
        na amen, bo podobno nie ma sposobu na oczyszczenie fermy z salmonelli.

        A dlaczego nie mamy wiedzieć, kto firmuje każde jajko i z jakiej półki zostało
        zdjęte? Inne produkty, jak są bublem czy trucizną dają szansę dotarcia do
        kogoś, kto próbuje nieuczciwie na nas zarobić.
        Jak się buty rozlecą to można od dawna dotrzeć, na której zmianie były
        produkowane i jaki pracownik je schrzanił. A jaja niosące ryzyko zarazy mamy
        beztrosko kupować bez cienia szansy ustalenia do końca, kto nas zapakował do
        szpitala????
        W Polsce lata całe kupowaliśmy lewą cielęcinę, lewy schab i lewe jajka na
        czarnym rynku i wszystkie negatywne problemy stąd płynące przyzwyczailiśmy się
        traktować jak fatalne zrządzenia losu i kropka. A tu się właśnie okazuje, że
        nie ma kropki - tylko jest początek ochrony konsumenta.

        Jaja kupowane kiedyś, jakby od sąsiada zza płotu, miały sto lat temu jasny
        adres producenta. Dzisiaj wśród tysięcy jaj spływających na półki sklepowe -
        szukaj wiatru w polu. No to jest pieczątka.

        Pośmiać się zawsze można, ale tak serio, to ze siebie się śmiejmy, że nie
        chcemy szukać odpowiedzialnego za nasze zdrowie.
        • jarek_zielona_pietruszka Re: Po co są pieczątki na jajach 23.03.06, 12:36
          jeżle ktos kupuje jajka w marketach to nie dziwię się, że tam sa potrzbne
          pieczątki. wtedy wiadomo gdzie szuka winnego bo market umyje ręce i powie, że to
          nie ich wina, a kontroli sanepidu, pihu, czy innej i tak nie wpuści.
          ja kupuje jajka zawsze u tych samych dostawców i wiem w razie czego kogo bic.
        • ba_nita Re: Qrczę - aż się muszę zapytać.... 23.03.06, 12:47
          To znaczy, że spisujesz numery użytych jajec czy zachowujesz skorupki???? )))
          Aż się chce krzyknąć: _ Bez jaj choroba, bez jaj!!!! :-D
          • Gość: zadumana Re: Qrczę - aż się muszę zapytać.... IP: 83.238.166.* 23.03.06, 12:59
            :))))))))
            Bez przesady:) Wszystkich metek z pozostałych kupowanych produktów (od odzieży
            do jaj) też nie zostawiam. Ale fakt, że jednak ślad gdzieś pozostaje -
            mobilizuje producenta.

            Ci co pracowali lub pracują, tam gdzie jest kontakt z klientem wiedzą, że
            zawsze znajdzie się ktoś u...ciążliwy, kto będzie swoje prawa egzekwował do
            bólu. Jeśli firma żyje z klientów, a nie z przekrętów, to właścicielowi
            wystarczy świadomość, że ślad jest pozostawiony i mogą go jednak znależć.
            • ba_nita Re: Hmmm - biorąc pod uwagę naszą mentalność to 23.03.06, 13:05
              raczej wątpię w tę mobilizację...)))
          • Gość: A Re: Qrczę - aż się muszę zapytać.... IP: *.igf.fuw.edu.pl 23.03.06, 13:33
            A u nas się zbiera skorupki i wykorzystuje do nawożenia ogródka. Więc zawsze
            wiadomo, jakie jajka były ostatnio (na wierzchu w pudełku). Ale można także nie
            zużyć całej partii jajek i zatruć się pierwszym a pieczątkę sprawdzić na
            pozostałych.
    • ticoqp Re: Po co są pieczątki na jajach 23.03.06, 13:59
      do tego sluża kolczyki :PP
    • Gość: Iga Dziękuję wszystkim za odpowiedź IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.03.06, 20:42
      Po przeczytaniu wszystkich listów mam dalej wątpliwości. Lekarze, SANEPID
      nakazują kaźde jajo traktować tak jakby było zakażone salmonellą - myć zanim
      się użyje do potraw, broń Boże nie spożywać surowych! Nie robić kogla mogla.
      Tam gdzie jest zbiorowe żywienie jest specjalne stanowisko do mycia jaj. Przy
      takim postępowaniu nie ma szans złapać salmonellę. Data ważności na opakowaniu
      mnie nie przekonyje. Kiedy gotuję jaja z długim terminem przydatności do
      spożycia (około miesiąca) świetnie obierają się z błony pergaminowej. Świadczy
      to o tym, że jajo nie jest pierwszej świeżości, czyli prosto z dupki kurki.
      Kiedy kupuję jaja na wsi muszę odczekać dobrych kilka dni do tygodnia, aby
      dobrze obierało się. A co by się stało gdyby pieczątka miała dodatkowo dzień i
      miesiąc zniesienia? Jak złapię salmonellę to i tak nie będę pewna z czego (jest
      kilka innych możliwości podłapania tego choróbska). Nikt nie będzie badał
      wszystkiego w lodówce i dochodził skąd. Takie rzeczy robi się w przypadku
      masowych zatruć.
      • ba_nita Re: A ja jak zwykle z przekorą. 23.03.06, 20:55
        Przez te ponad 4 dziesiątki lat życia nie spotkałem się z salmonellą, nikt z
        mojej licznej rodziny również i z mojej żońcinej strony także. Nie obmywam jaj
        wrzątkiem, nie za bardzo mnie interesuje ptasia grypa i jeszcze parę innych
        rzeczy. A jeśli chodzi o obieranie jajec - to nie muszą czekać nie wiadomo ile
        czasu. Wustarczy przed gotowaniem nakłuć je od grubszej strony a potem obierać
        pod bieżącą wodą. Skorupka schodzi jak ta lala.)))
        • jarek_zielona_pietruszka Re: i o to chodzi 23.03.06, 21:17
          do wszystkiego trzeba podchodzic ze zdrowym rozsądkiem. ja rónież nie przejmuję
          się ptasią grypą ani salmonellą, a jajka kupuje bez pieczątek,bo gospodyni od
          której kupuję mówi, żebym sobie poszedł do sklepu jak chcę mie z pieczątką:)
          • Gość: gocha Re: i o to chodzi IP: *.icpnet.pl 23.03.06, 22:47
            moje też nie mają pieczątek i nawet jak je dostaje to są troche oświnione :)
            kurnikiem. Ale za to wiem, skąd, jak karmione i że wczoraj zniesione.
            • Gość: Iga Re: i o to chodzi IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.03.06, 15:28
              Uświnione kurnikiem też kupuję na wsi - jeżeli tylko trafi mi się taka okazja.
              Kiedyś słyszałam, że wręcz nie powinno się myć jaj, bo niszczy się
              zabezpieczającą powłokę. Kiedy kura wypuszcza dupką jajo jest ono wilgotne. W
              ciągu paru sekund obsycha. I to co umożliwia kurze łatwiejsze znoszenie jaj
              jest jednocześnie zabezpieczeniem.
              Druga sprawa to jakość jaj fermowych i od szczęśliwych kur (te co same sobie
              wyszukują też pokarm grzebiąc nawet na oborniku). Miałam kiedyś okazję być na
              wykładzie pani, naukowca Politechniki Wrocławskiej, która badała jakość jaj od
              kur fermowych i z gospodarstw rolnych. Twierdziła, że skład tych pierwszych był
              lepszy niż drugich. Pierwsze miały wszystkie makro i mikroelementy we
              właściwych proporcjach i nie zawierały substancji trujących (azotyny, azotany).
              Drugie nie wykazały się taką jakością. Może jest na tym forum żywieniowiec
              naukowiec i coś na ten temat napisze?
              • Gość: Andersena Re: i o to chodzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 15:55
                a wspomniała ta pani naukowiec o antybiotykach i hormonach, którymi faszerowane
                są kury na fermach?
    • Gość: zadumana statystyka polska i obca IP: 83.238.166.* 24.03.06, 08:39
      www.swiatkonsumenta.pl/testy.php?action=showtest&category=27&id=&newsid=417&topicid=38&story=2

      www.nowe-panstwo.pl/07_2002_miesiecznik/07_2002_nauka.htm
      • Gość: gość Serdecznie współczuję wszystkim IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.06, 16:12
        którzy są zmuszeni jeść jajka z supermarketów lub ferm.Od lat mam kury znoszące
        jajka na potrzeby domowe i wiem ,że różnica jest ogromna.Jajko od szczęśliwej
        kury karmionej w naturalny sposób to poezja smaku ,a salmonella to w mojej
        rodzinie choroba wręcz mityczna.Niestetu wielu producentów ułatwia sobie sprawę
        i robi wszystko aby jajko wyprodukować jak najmniejszym kosztem-czyli stosuje
        gotowe mieszanki z barwnikami i trzyma kury w klatkach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka