Dodaj do ulubionych

System robienia zakupow poza Polska

IP: *.access.telenet.be 29.03.06, 14:23
Byl watek o lodowkach i przerodzil sie troche w dyskusje na temat
czy robic zakupy raz na tydzien czy codziennie swieze .
Pomyslalam , ze w Polsce mozna robic zakupy nawet co godzine w czym przoduje
moj ojciec :-)
Wiadomo , ze stragan na kazdym rogu ulicy , sklep spozywczy i miesny jeden
przy drugim wobec tego wszystko jest swieze i pod reka .
Mozna sie rowniez wybrac na targ i do supersamu przejechac na obrzeza
miasta samochodem lub darmowymi autobusami do centow handlowych na
wycieczke .
Nic tylko kupowac bo sklepow i srodkow lokomocji nie brakuje .

Mam pytanie jak jest u was za granica ?
W Belgii straganow warzywnych nie ma ani handlu z ziemi gdzie mozna kupic
tanie owoce i warzywa od dzialkowiczow .
W ogole nie ma malego handlu i malych sklepikow sa za wszedzie sa nocne
sklepy prowadzone przez Pakistanow i Hindusow . To takie kioski spozywcze
gdzie mozna wyskoczyc po papierosy , napoj a rowniez dostac artykuly
pierwszej potrzeby . Tu sie nie robi wiekszych zakupow bo przede wszystkim
jest duza marza ale w razie potrzeby bardzo przydatne i ciesza sie
powodzeniem nocnej mlodziezy . Mieszkam nad takim i powiem , ze jest
bardzo praktyczny :-)
Belgia slynie z frytek wiec frytkarni nie brakuje sa wszedzie ( jedna tez
pode mna ) Ludzie kupuja tu cale zestawy z mielonych mies , majonezy z
frytkami i zabieraja do domow bo nie chce im sie gotowac lub spozywaja na
miejscu .
Mysle , ze oni tez nie przejmuja sie zakupami co widac po wygladzie
calych rodzin :-)
Kawiarnie na kazdym kroku , ludzie nie goszcza sie w domach tylko tam
spotykaja aby pogadac - sklepow nie ma .
Supermarkety
Sa ale wcale nie jeden przy drugim i czesto trzeba zrobic niezla runde
aby skompletowac ulubione wyroby a za komunikacje( swietna ) sie placi
wiec najlepiej kupic duzo za jednym podejsciem .
Samochodami mozna jechac na obrzeza miasta i tam robic naprawde MEGA i MAKRO
zapasy .
Osobiscie lubie markety chinskie i tureckie sklepy , gdzie mozna dostac
ciekawe artykuly oraz tanie owoce ( w supermakretach sa 3-4 razy drozsze )
lub bazarek .
Tak jest u mnie . Niemozliwe sa takie typowe codzienne zakupy jak w Polce
Napiszcie jak to wyglada w innych krajach .
Bylam we Wloszech tam jest wszedzie przerwa po poludniu i spuszczone
zaluzje :-)



Obserwuj wątek
    • Gość: bagatella francja poludniowa-zachodnia IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 29.03.06, 14:53
      Uwielbiam wprost robic zakupy w polsce,jak dla mnie to bajka, dostaje amoku
      zakupowego, te sklepiki osiedlowe, cukiernie i targiiii ze wszystkim, miodzio.
      W niczym sie to nie przeklada na moj lokalny rynek, wszedzie daleko i tylko
      wielkie molochy ze sztuczna zywnoscia, male dzielnicowe sklepiki zostaly w
      perfidny sposob zduszone i zmuszone do zamkniecia, a ich miejsce zajely tu i
      tam arabskie bazarki, ktore sluza noca jak trzeba za 'pogotowie ratunkowe'.
      ale daje sobie swietnie rade, dwa razy w tygodniu, w tym niedziela, na targu
      obok mnie robie sobie zakupy jarzynowo-owocowe prosto od rolnika wiec pierwszej
      swiezyzny. nie pamietam kiedy kupowalam ostatnio cos warzywnego w wielkim
      sklepie z chemikaliami. mam rowniez w zasiegu reki targ biologiczny, ceny z
      kosmosu, ale od czasu do czasu jak najbardziej dla zdrowia.
      mieso to zalezy, czekam na promocje i kupuje w duzych ilosciach i chyc do
      zamrazarki, a tak wogole to u zaprzyjaznionego rzeznika, podobnie z pieczywem,
      tylko u mojego tradycyjnego piekarza. Korzystam rowniez ze sklepu Bio raz w
      miesiacu.
      Tak ogolnie rzecz biorac to obywam sie bez Auchanow czy innych Leclercow bez
      wiekszego problemu, ale po papier toaletowy to niestety musze z bolem glowy tam
      zasowac, ale rowerkiem, wszedzie gdzie moge na zakupy to na rowerze, choc w
      garazu stoja auta.
      lubie robic zakupy, lazic po sklepach i wydawac kase na rozne roznosci wiec
      zakupy robie codziennie i sprawia mi to przyjemnosc.
      • Gość: ela.tu-i-tam Francja pod Paryzem (9 km od) i Wwa Zoliborz IP: *.cetp.ipsl.fr 29.03.06, 17:05
        We Francji mieszkam w bardzo przyjemnym miejscu. Na brzegu mojej dzielnicy
        domkow jest maly Champion, gdzie moge kupic absolutnie wszystko na codzien,
        jarzyny, owoce, sery, swieze mieso i ryby, mleko, szampony, proszki, itp.
        Obok Championu jest jakis tuzin butikow: apteka, piekarz, pressing, fryzjer,
        perfumy, kwiaciarnia, optyk, sklep z winem (Nicolas), tabac (znaczki pocztowe),
        szewc, pizzeria, sklep z gazetami i ksiazkami, chinczyk z zywnoscia, jarzyny-
        owoce, rzeznik, sklep z butami.

        Kupuje prawie zawsze w tym Champion (chocby dlatego ze wozkiem sklepowym
        podjezdzam pod wlasny dom, wyladowuje tony, i odprowadzam wozek).
        Ale mieso kupujemy codziennie swieze, maks na dwa dni. Ser takze. Chleb
        codziennie ma byc cieply od piekarza. Czyli chodzenie do sklepu jest czeste. W
        sobote czy niedziele chodzimy na targ, maz czesciej jak ja, po sery, ryby,
        mieso, czy wedliny od Wlocha.

        Nigdy nie robie zapasow (taka reakcja na PRL - u mnie nie ma wiecej niz 2 worki
        kilogramowe maki i cukru, w tym jeden nadpoczety).

        Gdy jestem w Wwie na Zoloborzu, kolo Hali Marymonckiej - chodze tamze na targ
        warzywny. Ale w Polsce, mimo ze nadal raj, to na targach warzywnych jest tak
        samo teraz jak u nas: chlopi robia produkcje przemyslowa, i wybor sie wykruszyl
        ze az. Poki co to w Polsce najadam sie malinami, bo we Francji one sa z 20-cia
        razy drozsze.
      • momas Re: francja poludniowa-zachodnia 30.03.06, 11:26
        Bretania - Brest Baaaardzo podobnie..
        • momas Re: francja poludniowa-zachodnia 30.03.06, 11:28
          Tzn, jak we Franci południowo zachodniej..
    • jo.hanna chyba mieszkasz w innej Belgii 29.03.06, 20:22
      a moze to roznice regionalne? Bo mozna tu kupic warzywa i mieso prosto od
      producenta. Jest pelno malutkich sklepikow, i to niekoniecznie tureckich czy
      chinskich, sa nawet male zieleniaki lub sklepy specjalistyczne typu sery i
      chleby z Normadii. Nie moge pisac o calej Belgii, bo jej nie znam, ale w
      Gandawie wiadomosc o dobrej kawiarni/sklepie/restauracji przekazywana jest
      poczta pantoflowa. Wiele swietnych miejsc pochowanych jest po jakis bramach,
      podworkach lub pietrach. No i niekoniecznie sa oznakowane. Trzeba pytac
      belgijskich znajomych o polecane adresy. W ten sposob znalazlam swietny sklep z
      makami, rzeznika, browary i sklepy z winami. Z tego co obserwuje, to
      rzeczywiscie robi sie zakupy w supermarketach, ale podstawowe zakupy typu
      cukier, proszek do prania, papier toaletowy, olej. Po cos ciekawszego chodzi sie
      do delikatesow lub sklepikow specjalistycznych.
      • Gość: Xena Re: chyba mieszkasz w innej Belgii IP: *.access.telenet.be 29.03.06, 22:00
        Nie wiedzialam , ze jestes z Gentu . Mieszkalam tam 3 lata i jedyne co mile
        wspominam to Gentse Feest a zakupy byly dla mnie katorga .
        Przy dworcu na Astridlaan niby swietna okolica miedzy dworcem a parkiem
        3 piekarnie ale ja chleba nie jem tylko taki czarny z pudeleczka
        sklep z kanapkami i wedlina "Richelieu " i naprzeciw mialam Wibre , w ktorej
        bylo stoisko z warzywami a jablka zawsze twarde i kwasne .
        Na zakupy chodzilam za dworzec do Aldiego i Delhaize ale byl kiepsko
        zaopatrzony w same produkty belgijskie .
        Z wypraw do centrum tylko sklepy odziezowe i gospodarstwo , znalazlam
        tez dwa tureckie sklepy bardzo marnej jakosci i w dodatku daleko . W centrum sa
        same kawiarnie i nocne kioski .
        Znalazlam tez jeden chinski sklep w ktorym byly puste polki a potem byl
        juz w ogole zamkniety . Zastanawiam sie , gdzie ty kupujesz te swoje
        chinszczyzny czy przyjezdzasz do Antwerpii ? :-)
        Co mile wspominam to jak powiedzialas knajpki w bramach jest taka z pysznymi
        zeberkami , palce lizac :-)
        Wrocilam do Antwerpii i tu mam jak ryba w wodzie , wszystko czego dusza
        zapragnie .
        Jednak nie czuje potrzeby kupowania codziennie swiezego pieczywa ani miesa
        jak sie wybieram na zakupy to zaliczam pare waznych miejsc od razu
        bo w kazdym mam swoje ulubione rzeczy .
        W tygodniu wychodze tylko po to , zeby sie przejsc i polazic ale nie lubie z
        siatami chyba , ze cos niewielkiego kupie .
        Porownac chcialam do zaopatrzenia w Polsce , gdzie wszedzie sa osiedlowe
        sklepiki , ja mam za to Videoland :-) a do najblizszego Spar-u 200-300 m
        chodze tam po zwirek i przy okazji cos jeszcze ( papier toaletowy , zeberka )
        jednak dla mnie to nie jest to i wole sie wybrac na porzadne zakupy :-)
        Warzywniak mam od siebie trzy przystanki tramwajowe ale oczywiscie
        przejde przez park na skroty bo od czego nogi ?
        Do GB 2 km to troche dalej za parkiem fajnie sie idzie ale z torbami wracam
        tramwajem chyba , ze poszlam tylko po cytryny :-)
        Jakby nie bylo wole jechac na miasto tam wszystko jest .
        Hale z miesem od producentow , pyszna baranina , wyroby z kurczaka a nawet
        szyjki . W innym wypadku kupuje tylko w supermarketach porcjowane tacki
        mieso jest swieze . Polskie i chinskie delikatesy i egzotyczne sklepy .
        Nie moglabym tak zyc z jednym osiedlowym sklepikiem czy jednym supermarketem
        troche wybredna jestem i uwielbiam zakupy :-)
        w Polsce zazdroszcze owocow ( duzo i tanio jestem owocozerca ) ale miesa
        niestety nie .
        Widzialam bardzo zlej jakosci no i stosunkowo drogie jak na polskie warunki
        za to wedliny sa dobre .





        • jo.hanna Re: chyba mieszkasz w innej Belgii 29.03.06, 22:38
          Wlasnie mieszkam w okolicach dworca. O jedna ulice dalej, a wlasciwie za rogiem
          czyli na Elisabethlaan sa jedne z najlepszych delikatesow w Gandawie--Grimod. O
          krok dalej jest wspanialy sklep z winami, a po drugiej stronie ulicy jest
          wspanialy zieleniak. No w centrum--sklep z baranina obok najwspanialszego na
          sery. Przy Vrijdagmarkt jest duzy supermarket azjatycki, moze nie tak dobrze
          zaopatrzony jak te w Antwerpii, ale zielona papaje mozna tam kupic. W bok od
          Vrijdagmarkt jes sklep z makami (takimi od mlynarza--100% maki w mace) a przy
          kosciele sw. Jakuba jest doskonaly zieleniak...itd...itd..Wspomnialas Aldi i
          Delhaize--chyba wiem, o ktorych mowisz. Dobrze zaopatrzony i duzy Delheize jest
          w druga strone--w kierunku centrum. Tak wiec nasze opowiesci o Gent niezbyt sie
          zgadzaja :-) bo Gentse Feesten tez, niestety, nie lubimy. Wyglada na to, ze ty
          wyprowadzalas sie z Gandawy a mysmy sie do niej wprowadzali, bo zamieszkalismy w
          niej dokladnie 1 wrzesnia 1999.
          • Gość: Xena Re: jo.hanno sasiadko :-) IP: *.access.telenet.be 30.03.06, 13:03
            Wyglada na to , ze bylysmy bardzo bliskimi sasiadkami bo ja sie wyprowadzilam
            w 2002 ( 1999-2002 ) po tym jak mi wycieli piekne drzewa przed oknem :-)
            Moze nawet mijalysmy sie na ulicy ?
            Zaciekawily mnie te delikatesy Grimod . Czy to cos nowego czy moze ja cos
            przeoczylam bo zawsze narzekalam , ze w okolicach dworca brak porzadnego
            sklepu ? W ogole nie kojarze tym bardziej , ze to przy bialym koniu z winami .
            Na Vrijdagmarkt i okolice Jakobs zagladalam ( tym chinskim sklepem bylam
            rozczarowana )tylko tam bywalam bardziej spacerowo a na zakupy zdarzalo
            mi sie nawej wsiasc w pociag i jechac do Damport :-)
            Moj facet uzywa samochodu do pracy i rzadko sie udziela w zakupach dlatego
            radze sobie jak moge jednak targanie wyladowanych siat od dworca do domu
            bylo dla mnie ciezkie a raz nawet bilam sie z baba o taksowke ( to jest
            niemozliwe a jednak tarzalysmy sie po ziemi i rwalysmy wlosy ) Wygralam bo byla
            moja kolejka ale kierowca po uslyszeniu adresu wyrzucil mnie na bruk .
            Czulam sie jak zbity pies :-( Niemozliwe ? A jednak .
            Teraz mam przystanek przed samym domem i to jest wielkie szczescie .
            Uwazam , ze ta okolica jest piekna i pare razy wracajac z Brugge zatrzymalam
            sie powspominac Gent , najfajniejsze byly fajerwerki przy dworcu mozna sie bylo
            wylozyc na trawie na wznak i podziwiac piekno :-) , male kasyno obok.
            Fajne tez jest jeziorko Mieren ( nie pamietam dokladnie nazwy) w parku troche
            za miastem .
            W sumie nie bylo zle jednak wole Antwerpie tu czuje sie jak w domu :-)
            Szkoda , ze nie zgadalysmy sie pare lat temu . Moge tylko przeslac
            pozdrowienia :-)








    • fettinia Re: System robienia zakupow poza Polska 29.03.06, 20:54
      Male miasteczko bawarskie:)Dwa supermarkety ale wyposazone w dzialy miesne
      piekarnie,no i cala reszte.Raz na tydzien targ na rynku warzywno-owocowy.Poza
      tym wszelkie warzywa owoce i inne specjaly dostepne w malych sklepikach na
      codzien.Dodatkowo bio-laden.Wszystko swieze okoliczne i zachecajace do
      kupienia:)Czegoz chciec wiecej?:)Dodam jeszcze jako ciekawostke "russkij
      magazin" przyjezdny2 razy w tygodniu z rybami,owocami i innymi specjalami dla
      smakoszy:)
    • Gość: Voske Re: System robienia zakupow poza Polska IP: *.access.telenet.be 29.03.06, 22:21
      W Belgii sa targi,mozna takze kupic warzywa prosto od rolnika.
      Istenieje rozwinieta siec sklepow bio,a takze malych prywatnych sklepow rodzinnych (takze warzywno-
      owocowych).

      A moze mieszkamy w dwoch roznych Belgiach??
      • Gość: Xena Re: System robienia zakupow poza Polska IP: *.access.telenet.be 29.03.06, 22:45
        Gdzie napisalam , ze w Belgii nie ma sklepow ? O targu bylo w innym watku .
        Prawdopodobnie nie mieszkamy w dwoch roznych Belgiach tylko mamy rozne
        potrzeby .
        Ja lubie wybierac a nie brac co mi daja to tak ogolnie ale w szczegolach tez .
        Nieopodal jest warzywniak , gdzie nie wolno dotykac towaru .
        Ma takie prawo Belgijka ? Ma .
        Tylko u niej nie ma nikogo w sklepie i drogo a tam gdzie ludzie biora do
        reki i wybieraja towar kupuje sie na skrzynki po dobrej cenie np 4 kg- 3 euro
        i jeszcze dorzucaja prezenty bo taki dobry obrot :-)
        1 szt 1 euro 3 szt 1,5 :-)

    • abere8 Nowa Zelandia 30.03.06, 05:37
      Tutaj sa supermarkety, jak i male sklepiki na roku z reguly prowadzone przez
      Hindusow. W tych sklepikach to wlasnie awaryjnie czasami jakies ciastka kupuje
      czy chusteczki do nosa, a cotygodniowe zakupy robie w supermarkecie, bo taniej i
      wiekszy wybor.

      W niedziele jest pare przecznic ode mnie targ, na ktory staram sie co tydzien
      chodzic, bo warzywa i owoce sa tam duzo lepszej jakosci, niz w supermarkecie, a
      do tego potrafia byc kilkakrotnie tansze, tak ze prawie tam za drobne z kieszeni
      kupuje, a wracam z siatami wyladowanymi na caly tydzien. Co mi przeszkadza to
      to, ze bardziej by mi ten targ w sobote pasowal, zeby sobie w weekend pogotowac.

      Sa tez chinskie supermarkety, gdzie mozna kupic wszystko, co potrzebne do
      azjatyckiego gotowania. Sa tam np. cale polki zastawione roznymi rodzajami sosu
      sojowego, w wiekszosci przypadkow opisanego tylko po chinsku czy tez innymi
      robaczkami :-) Jest sklep z miesem halal dla muzulmanow, jak ktos potrzebuje. Sa
      sklepy z przyprawami indyjskimi do wyboru, do koloru.

      No i najrozniejsze take-awaye, z ktorych korzystam, jak mnie lenistwo najdzie -
      chinskie, indyjskie i malezyjskie sa tu chyba najpopularniejsze. Niezbyt zdrowe
      to jedzenie, ale od czau do czasu super.
      • linn_linn Re: Wlochy 30.03.06, 08:40
        Ja mam wlasciwie wszystko w zasiegu reki. Oprocz hipermarketow, co szczegolnie
        mnie nie martwi / oszczednosci sa pozerane przez zakupy zrobione pod wplywem
        chwili /. Samochod z owocami warzywami, swizeutkimi, stoi o 150 m od domu, ale
        ze 2 przejezdzja nawet blizutko i sie zatrzymuja w okolicy. Nawet sklep rybny
        otworzyli mi bardzo blisko. Towar prosto znad morza. A musze zaraz wyskoczyc po
        jajka od kury bialej liwornijskiej: jesli nie kupie dzisiaj, musze czekac do
        nastepnego czwartku / a do ciast sa niezastapione /. Facet sprzedaje z
        samochodu takze zywe kury i kroliki, ale to nie dla mnie.
        • Gość: bagatella zywy drob IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 30.03.06, 09:17
          kurcze, u mnie tez jest taki targ na ktorym chlopstwo sprzedaje zywy drob i
          kroliki, ale powodzenie jak widze to ma tylko u arabow, ja sobie nie wyubrazam
          skubania kurki w domu, a tak robila moja babcia, ale jaki rosolek z tego by
          byl,mniam, pa
          • linn_linn Re: zywy drob 30.03.06, 09:21
            Tutaj tez: chyba tylko oni kupuja.
        • aka10 Re: Wlochy 31.03.06, 10:57
          Linn! Co to za kura i jak takie jajka poznac?Pozdrawiam.
          • aka10 Re: Wlochy,Linn... 31.03.06, 18:54
            Kure juz znalazlam:
            tinyurl.com/qda4v
            Nie wiem tylko,dlaczego te jaja znosi takie wyjatkowe;-)Pozdrawiam.
      • Gość: senin Re: Nowa Zelandia IP: *.156.240.220.dsl.comindico.com.au 30.03.06, 13:25
        No i najrozniejsze take-awaye, z ktorych korzystam, jak mnie lenistwo najdzie -
        > chinskie, indyjskie i malezyjskie sa tu chyba najpopularniejsze. Niezbyt
        zdrowe
        > to jedzenie, ale od czau do czasu super.

        tiaaa..!!!

        nie ma to jak KFC albo fish and chips

    • Gość: zadumana Re: System robienia zakupow poza Polska IP: 83.238.166.* 30.03.06, 10:01
      Zakupy w Polsce obarczone są ciągle jednym poważnym problemem. Jedzenie stanowi
      bardzo dużą, często przekraczającą 50% dochodów, pozycję w budżecie. To i tak
      zmieniło się chyba przez ostatnie lata na układ trochę mniej dramatyczny, ale
      jednak niższe ceny to poważny argument w naszych wyborach żywieniowych.
      Amerykanie wg statystyk z lat osiemdziesiątych, które akurat znałam, wydawali
      na jedzenie chyba ok. 10% budżetu. Europa zachodnia trochę więcej.

      Ale czytając ten wątek widać, że przewija się temat zakupów w niedzielę. Np.
      targi we Francji działają w niedzielę rano. Gdzie jeszcze? W Nowej Zelandii
      teżdo jedzenia możecie kupić w niedzielę? To ostatnio gorący temat w Polsce.
      W Polsce na targach raczej pusto - truskawki w niedzielę można kupić w sezonie.
      No i czynne hipermarkety.
      • Gość: Xena Re: System robienia zakupow poza Polska IP: *.access.telenet.be 30.03.06, 13:20
        U nas tez jest wielki targ . Zywnosciowy w sobote a bazar ze wszystkim w
        niedziele . Mieszkalam kiedys w tym miejscu i regularnie uczeszczalam
        teraz rzadko zagladam . Kury mozna ylo podziwiac jak na wystawie bo to byly
        kury rasowe i piekne . Do jedzenia zywe widzialam , ze kupowali Czarni .
        Sprzedawali tez psy i koty , na zwierzeta zjedzalai sie wszyscy z Holandii
        teraz zabroniony jest ten handel i zwierzeta siedza w szklanych klatkach w
        sklepach dookola rynku . Czy lepiej ? Nie wiem .
        Co do handlu w niedziele to mysle , ze polski pomysl nie byl dobry
        aby handlowac w supermarketach i na zachodzie nie spotkalam sie z tym .
        Caly tydzien jest na to czas u mnie to piatek przed weekendem
        chyba nawet nie tylko ja tak robie bo wszedzie jest duzy ruch i ludzie
        laduja pelne wozki . Czasem wpadne po cos w sobote i potem wyskocze
        w tygodniu ale nie sa to wielkie zakupy .
        Ludzie pisza , ze sa sklepy warzywnicze , sa u niektorych nawet obwozne :-)
        W Polsce jest zieleniak , stragan na kazdym kroku , hale , targowiska
        no i wlasnie ci dzialkowicze , ktorzy sprzedaja z ziemi . Tylko w Polsce
        mozna kupic pomidory malinowe od nich , wisnie , maliny , agrest , jagody i
        grzyby .
        Kolo moich rodzicow w sezonie pojawia sie stragan z samymi truskawkami
        od plantatora i nic tylko brac :-)
        Tego mi brakuje ale i tak nie narzekam bo mam wiele innych "dobr"

        • morgan11 grecja 30.03.06, 14:16
          ja mieszkam na wyspie tutaj robie zakupy w marketach a najczesciej odwiedzam
          lidl(niestety) tylko tam jedzenie jest sprowadzane z niemiec wiec ma podobny
          smak do polskiego (tu w grecji nie ma smietany, normalnego masla,kaszy
          gryczanej i jeszcze wielu innych, wiec lidl zawsze mnie ratuje serkami,
          jogurtami..sokami i bardzo tanimi warzywami i owocami). jesli nie tam to u nas
          tez jest targ gdzie mozna nabyc owoce, warzywa i swierze ryby(tak razem, nie
          pytajcie grecki system); reszte narmalnych zakupow robie w marketach i
          mniejszych sklepach. tu wszystko jest czynne do 21 pozniej to tylko kioski z
          jakims chipsami i cola, natomiast w niedziele sa zamkniete i zostaje tylko
          mcdonald ;)
      • abere8 Re: System robienia zakupow poza Polska 31.03.06, 03:57
        Gość portalu: zadumana napisał(a):

        > Ale czytając ten wątek widać, że przewija się temat zakupów w niedzielę. Np.
        > targi we Francji działają w niedzielę rano. Gdzie jeszcze? W Nowej Zelandii
        > też do jedzenia możecie kupić w niedzielę? To ostatnio gorący temat w Polsce.
        > W Polsce na targach raczej pusto - truskawki w niedzielę można kupić w sezonie.
        >
        > No i czynne hipermarkety.

        Tutaj supermarkety sa otwarte codziennie oprocz Piatku Wielkanocnego i Bozego
        Narodzenia. Targ dziala w niedziele, nie wiem, dlaczego. Sprzedaja na nim
        glownie Azjaci, tez nie wiem, czemu. W tygodniu nie mam czasu na zakupy, staram
        sie je robic w soboty i niedziele (w niedziele mniej, bo tez akurat jestem
        zajeta wiekszosc dnia), a w inne dni ewentualnie dokupowac pojedyncze rzeczy,
        ktorych brakuje.
    • Gość: Hanna Puero Rico IP: 206.248.70.* 30.03.06, 15:02
      Jak sie robi zakupy zalezy tu od gustu. Jezeli nie lubisz robic tego za czesto-
      mamy Sam's Club--wielkie opakowania wszystkiego, jak kurczaki-to dwa, jak ryby-
      to 10 filetow, ,opakowanie z dwoma wiekimi schabami-macie obraz.Do tego
      wedlinym sery owoce, warzywa, owoce morza, artykuly drogeryjne.Jest tam
      wlasciwie wszystko ,jak w supermarkecie , ale w duzych ilosciach. Wiec jezeli
      masz duza rodzine i lodowke-wizyta raz na dwa tygodnie i juz.Musisz tu miac
      oplacone czlonkowstwo i ceny sa nizsze, niz w supermarketach.
      W naszym 120-tysiecznym miescie sa jeszcze 3 supermarkety, gdzie praktycznie
      mozna codziennie wpasc-sa w centrum miasta, jak ktos lubi. Ale ludzie robia
      generalnie duze zakupy raz na tydzien i jezeli czegos zabraknie-wpadaja .
      Do tego mamy male piekarnie, gdzie mozna dostac swiezy chleb(typ
      bagietka),ciastka, maja tez mleko, szynke czy jajka, gazety i danie gotowe na
      lunch. Z reguly mozna tam zjesc to czy owo.

      Nie ma malych sklepikow w zywnoscia w miastach, ale w malych osadach sa takie
      Colmados-ze wszystkim po trochu, aby na codzien nie jezdzic do miasta.

      Do tego Walgreens-cos jak skrzyzowanie drogerii, apteki -tez maja troche
      artylow codziennych-zywnosciowych(mleko swieze, sery, lody , cukier herbata czy
      kawa......... Poniewaz sa otwarte 24 godziny na dobe-mozna sie poratowac.

      Urok lokalny to stragany usytuowane przy drogach z miejscowymi owocami
      (pomarancze ,banany, papaye, grejfruty, mango itd. czy warzywami. Do tego
      przydrozne jadalnie na kolkach-z kanapkami, czy daniami cieplymi.
      A juz zupelnie kuriozum-to sprzedajacy banany czy wode ludzie na skrzyzowaniach
      ulic.
    • Gość: hiena Re: System robienia zakupow poza Polska IP: *.romix.net.pl 30.03.06, 19:04
      up up up;) ciekawe to!
    • posafega Brazylia 30.03.06, 22:35
      Generalnie nie mogę narzekać. Zakupy robię raz na tydzień i z otwartymi ze
      zdziwienia ustami, bo żarcie zdecydowanie tańsze niż w Polse. Dodatkowo, pod
      samym blokiem mam 2 markety warzywno-mydłopowidlane i piekarnię, która co
      godzinę ma gorące bułeczki (krótkie bagietki, które oni nazywają francuskim
      chlebem) i różne wypieki własnej produkcji, smakowite całkiem.
      W marketach można przebierać; są tańsze i mniejsze - Guanabara, Extra, Champion
      (w Guanabarze zakupuję, można wybrać całkiem porządne rzeczy w bardzo
      przystępnych cenach), średnio tanie hipermarkety - Wal-Mart i Carrefour i
      markety typu PiP - Pao de Acucar, Sendas (takie delikatesy ze wszystkimi
      dobrami z całego świata i cenami trochę z kosmosu).
      W razie potrzeby biegam na dół, po 2 pomidory (ohydne i niejadalne przez cały
      rok) czy jakiegoś ananasa :) W soboty, z rana, Uszaty schodzi do piekarni po
      buły, zawsze też jakiegoś łakocia przyniesie.
      W centrum każdej dzielnicy co krok sie potykam o jakis fruit market, pastelarię
      czy inną piekarnię, gdzie sprzedają różnej maści przegryzki gorące typu
      rogaliki, sakiewki, bułeczki z nadzieniem wytrawnym czy pizzę. Wszystko swieże
      i własnej produkcji. Można też sie tam napić wspaniałych soków owocowych
      robionych na miejscu, z - nie przesadzając - co najmniej 25 rodzajów owoców.
      Na każdym rogu też znaleźć można restauracyjkę z self-servisem, za śmiesznie
      niskie ceny.
      Jedyne co mi się tu nie podoba to brak chleba normalnego - wszędzie albo te
      bułki bagietkowe (raz na tydzień sobie pozwalam i wystarczy), albo waciaty,
      sztuczny chleb tostowy. Ah, no i zauważyłam, że większość nabiału (zwłaszcza
      sery) jest dla mnie zgagogenna. Chyba jakiegoś innego E dodają.
      :)
      Abelho, może byś co nieco uzupełniła? Masz dłuższy staż ode mnie ;)
      • Gość: Hanna Re: Brazylia IP: 206.248.70.* 31.03.06, 01:39
        Tak, u nas tez chleb marny. Pierwsza rzecza, ktora kupilam byla maszyna do
        chleba.
        • posafega Re: Brazylia 31.03.06, 11:35
          Myślałam już o tym. Ale jest nas dwoje tylko, z czego jedno od rana do nocy
          pracuje a drugie chleb jada tylko w weekendy :)
          Może kiedyś...
          :)
      • abere8 Re: Brazylia 31.03.06, 03:52
        posafega napisała:

        > Jedyne co mi się tu nie podoba to brak chleba normalnego - wszędzie albo te
        > bułki bagietkowe (raz na tydzień sobie pozwalam i wystarczy), albo waciaty,
        > sztuczny chleb tostowy.

        Tutaj akurat na szczescie jest pare malych piekarni sprzedajacych "europejski"
        chleb. Niestety drozszy od "normalnego" (=paczkowanego, krojonego), bo kosztuje
        od NZD 2.70 do ok. NZD 6.00, a ten paczkowany ok. dolara czy dwoch, ale warto.
        Moja ulubiona jest piekarnia szwajcarska, ale sa tez dwie fajne francuskie, w
        tym jedna prowadzona przez Wietnamki (chyba) - maja najlepsze bagietki
        francuskie pod sloncem! Bez wielu produktow sie tu obchodze, ale bez chleba nie
        moglabym zyc, chociaz nie jadam go codziennie, tak jak w PL.
    • Gość: paniena System robienia zakupow - Bradford, UK IP: *.range86-138.btcentralplus.com 31.03.06, 16:29
      Bradford to Stolica Curry - pln anglia i drugie (po Birmingham) najwieksze
      skupisko Pakistanczykow w UK.
      Mieszkam w centrum - naprzeciwko M. Ahsan General Store - pakistanski sklep ze
      wszystkim. Sa tu warzywa, ktore widze pierwszy raz w zyciu - na razie chodze i
      sie im przygladam. Oczywiscie sporo straczkowych, ale to juz oswoilam.
      Reszta troszke drozsza niz w super/hipermarkecie (nie wiecej niz 10%), ale za
      to naprzeciwko i nie ma tloku. No i czynne w niedziele. Sa nawet guziki i
      przecenione kalendarze z 1996 roku ;-).
      Obok sklep z miesem halal- czyli po rytualnym uboju. Jestem wegetarianka, dla
      mnie to okropne miejsce.
      Na obrzezach miasta hipermarkety: ASDA, Morrison, w srodku miasta maly Morisson
      (supermarket) plus bazar z warzywami pod dachem, kawalek dalej calodobowe Tesco.
      W Morissonie mozna kupic kabanosy i kiszona kapuste. Jest rowniez litewski
      sklep z chlebem razowym, piernikami z Torunia i wedlinami. Maja tez drozdzowki
      (z ciasta drozdzowego, nie francuskiego) z serem :-).
      Ostatnio bardzo zadziwily mnie tutejsze wedzone ryby: byly prawie surowe,
      zupelnie inne niz w Polsce.

      Obok College'u i Uniwersytetu moc Take away z calego swiata: w polskim klubie
      mozna zjesc bigos i pierogi, curry na kazdym kroku, chinskie buffety: placisz
      raz, jesz ile chcesz (8 funtow w weekendy, 5 funtow w czasie lunchu - czyli
      nawet jak na polskie warunki, to ceny przyjazne).

      Zakupy generalnie robione sa przez ludzi, raz w tygodniu, chociaz supermarket w
      centrum zatloczony jest przez caly dzien.
      Dla mnie szokiem byl dzial azjatycki w tesco: 20 kg wory ryzu, 10 litrowe
      puszki oleju ... Dla rodziny kilkunastoosobowej moze to byc rzeczywiscie
      wygodne, ja jadlabym ten ryz miesiacami ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka