sasanka40
16.10.08, 23:22
Pierwszy raz inicjuję nowy wątek na tym forum sprowokowana trochę dyskusją o
podłej jakości masła garwolińskiego i nie tylko.
Zaczynam się zastanawiać, czy czytanie wszystkich informacji o składnikach
kupowanych produktów i świadome wybieranie tych potencjalnie zdrowych lub mało
szkodliwych ostatecznie wychodzi mi na zdrowie.
Od 4 lat jestem bowiem w posiadaniu działki z domem na wsi, na pograniczu
Mazowsza i Podlasia i choć na co dzień mieszkam i pracuję w stolicy, to niemal
wszystkie weekendy,od wiosny do jesieni, spędzam na tejże działce uprawiając
warzywa, reanimując 50-letnie jabłonie (papierówka, antonówka i biała nalew -
wszystkie o niepowtarzalnym aromacie), uprawiając truskawki i maliny, robiąc
kwaśne mleko, jogurt i biały ser z mleka od krów wiejskich pasących się na
trawie (ale mytych wg standardów unijnych), robiąc jesienią wszelkiego rodzaju
przetwory, zbierając grzyby dokarmiając wolno biegające kury sąsiada, aby
dostarczały smacznych jajek, kręcąc miód zebrany przez mojego sąsiada z jego
własnej pasieki jednocześnie przywracając dom i ogród do porządku. W Warszawie
staram się gotować "normalne" obiady dla mnie, męża i syna, który jest tak do
nich przyzwyczajony, że gdy zdarzy mu się najeść tzw. fast food-ów, to je
odchorowuje mniej lub bardziej. Mój syn (nastolatek) też już umie odróżnić
dobre, wartościowe jedzenie od nic nie wartego. Ale tak się zastanawiam, do
czego to prowadzi, bo niedługo będę chyba musiała "wyprodukować" własnoręcznie
niemal wszystko, jeśli będziemy chcieli zjeść coś wartościowego. "Masło" nie
jest masłem, "chleb" nie zawsze nadaje się do spożycia, nie wspomnę o
wędlinie, mięsie, niektórych warzywach itp.Wiem, że dla przeważającej
większości liczy się tylko cena, bo społeczeństwo jest w większości biedne.
Ale do czego to prowadzi, gdy jesteśmy tak oszukiwani przez producentów na
każdym kroku. Czy mamy szansę na to, że kiedyś się to zmieni, skoro jest popyt
na takie, przepraszam za wyrażenie, "śmieciowe jedzenie"?
Czy będziemy sobie rozsyłać po całej Polsce to, czego jeszcze nie zepsuli w
trakcie produkcji nastawionej wyłącznie na zysk?
Uważam, że za mało i za cicho o tym mówimy na forum publicznym, np. w
telewizji? Sprowokowałam taką dyskusję w pracy i okazało się, że na ok 20 osób
3 robią mniej więcej to samo, co ja, a kolejnych 5 stara się kupować
świadomie, bo nie ma warunków, by coś hodować. Pozostali kupują cokolwiek,
tzn. nie patrząc na skład.
A Wy, co o tym myślicie?