Dodaj do ulubionych

Nie umiem gotowac..

02.12.08, 14:40
...i zle mi z tym.Mąż się drze,że w końcu by chciał zjeść porządny obiad.Umiem
tylko kotlety,klopsy,wątróbkę..No i wsio.Najgorsze jest to,że ja nie lubię w
ogóle stać w kuchni,więc jak mam się tego nauczyć.Córcia ma już 5
miesięcy-niedługo będzie mogła jeść to co my i co jej dam?Codziennie
kotlety..eh..książki nie pomagają..Czytam,czytam i nic z tego nie
rozumiem.Dzisiaj się wzięłam za makaron z sosem pomidorowym i właśnie przed
chwilą rozgotowałam makaron...Jakieś rady?
Obserwuj wątek
    • marghe_72 Re: Nie umiem gotowac.. 02.12.08, 14:41
      Zapędzić męża do kuchni. Skoro się drze..
    • Gość: x Re: Nie umiem gotowac.. IP: *.unitymediagroup.de 02.12.08, 14:45
      Zmien meza na takiego, ktory lubi stac w kuchni.
    • Gość: Gość Re: Nie umiem gotowac.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.12.08, 15:03
      Metodą małych kroków. Najpierw spróbuj zrobić rzeczy łatwe, korzystaj z przepisu
      krok po kroku np. jeśli makaron trzeba gotować 8 min, to tyle go gotuj, jeśli
      podane są 4 szczypty soli to tyle daj. Zobaczysz, że później sama stwierdzisz co
      jest dobre i ile dodać np. przypraw żeby wyszło smaczne. Z łatwiejszych rzeczy
      na początek to np. pierś z kurczaka (przyprawić i usmażyć, zapiec) + ziemniaki
      np pieczone i mizeria. CZasem wystarczy zmieniać surówki sałatki żeby było
      inaczej (np. marchewka z groszkiem, kapusta z marchewką, sałatka z pora, sałata
      z oliwą). Ja też jestem poczatkująca. Najważniejsze, żeby się nie poddawać.
      Trzymam kciuki. ;-)
    • eeela Re: Nie umiem gotowac.. 02.12.08, 15:06
      Z tego co piszesz, to problem nie tkwi w tym, że nie umiesz, tylko w tym, że nie
      lubisz. Gotowanie to nie fizyka kwantowa, każdy się może tego nauczyć i robić to
      dobrze. A jeśli ma się chociaż trochę zapału, to można to robić bardzo dobrze i
      z polotem :-)

      Czytaj sobie przepisy. Bez presji, bez myślenia 'i jak ja to mam niby zrobić'.
      Czytaj dla odprężenia, najlepiej na głodnego. Zobaczysz, jak ci się zaczną w
      głowie roić zapachy ;-) Próby zaczynaj od najłatwiejszych przepisów - zbyt duża
      liczba początkowych niepowodzeń potrafi zniechęcić. Ustaw sobie w kuchni radio
      na ulubioną stację. Ozdób kuchnię miłymi dla oka przedmiotami. Musisz się tam
      czuć dobrze, żeby chcieć tam być, czyż nie? :-)
      • mhr-cs Re: Nie umiem gotowac.. 02.12.08, 15:36
        hej,
        a kto napisal ze mezczyzna nie gotuje,
        niestety to twoj problem,
        a co bylo przed slubem?
        moze jeszcze sie tobie uda,
        nie daj sie ponirzac,
        ty jestes osoba ktora ma prawa,
        jak ci sie nie podoba to wyrzuc,
        albo zrozumie co znaczy rodzina,
        moj maz zawsze robil kanapki sobie i dla dzieci,
        bo od pierwszego dnia wiedzial,
        albo razem albo nie,



      • qubraq Re: Nie umiem gotowac.. 02.12.08, 16:15
        Chyba Eela ma rację, Ty po prostu nie lubisz gotowania i całej tej
        kuchennej magii, czarów, fantazji i jeszcze czegoś takiego czego nie
        potrafię nazwac a co jest znacznie trudniejsze niz fizyka kwantowa i
        co sie dostaje przy narodzeniu od Tego Tam Na Górze; niektóre to
        mają - pytanie: czy Ci sie uda polubić kucharzenie; osobiscie raczej
        wątpię; ale kobiety tak maja, że czasem jak coś im odbije to wchodzą
        bez tlenu na Sagarmathę (8848 m) wiec moze to kwestia motywacji :-)
        Pinos na przykład moze całymi dniami siedziec w kuchni i co chwila
        pichcić boskie żarełko - bo ONA TO KOCHA, ONA TO UWIELBIA!!! Ale Ona
        równie dobrze potrafi orać na traktorze, wydoić krowę, naprawić
        Jeepa jak i świetnie tłumaczyć ksiązki a do tego jest naprawde ładna
        ciepła i sympatyczna! Napisz do niej - moze Ci cos podpowie :-))
        • eeela Re: Nie umiem gotowac.. 02.12.08, 16:27
          > co sie dostaje przy narodzeniu od Tego Tam Na Górze; niektóre to
          > mają - pytanie: czy Ci sie uda polubić kucharzenie; osobiscie raczej
          > wątpię


          Ja nie lubiłam gotować, wcale a wcale. Najpierw zaczęłam się tym interesować
          teoretycznie, w końcu, przyciśnięta życiową koniecznością, stopniowo zabrałam
          się do praktyki, co skończyło się całkiem ważną pasją :-) U mojej Mamy podobnie
          - gotowanie prez długi czas jej nie interesowało, było przykrą życiową
          koniecznością, ale z czasem zaczęło być przyjemnością - dziś jest w wielu
          rzeczach mistrzynią i jednym z głównych źródeł mojej wiedzy, szczególnie w
          wypiekach :-)
        • turzyca Veto 03.12.08, 01:56
          Umiem i w sumie lubie gotowac. Ale to lubie jest pochodna umiem!
          Pamietam jaka niechecia napelnialy mnie kolejne porazki. Gdybym musiala
          prowadzic wlasny dom i zaspokojac zadania zirytowanego meza, to pewnie
          znienawidzilabym gotowanie. Ale mialam to szczescie, ze jak cos mi nie
          wychodzilo, to mialam sie do kogo zwrocic i poprosic o pomoc i ew. pocieche -
          kurs smazenia nalesnikow by Tata, kurs prawidlowego robienia pierogow by Babcia,
          kurs kuchennej niefrasobliwosci i tworzenia jedzenia z dowolnej zawartosci
          lodowki by Mama ;) to wszystko powoduje, ze teraz wiele przepisow umiem ocenic
          na oko ("o to bedzie smaczne", "o nie, tego do ust nie wezme", "ten przepis
          wyglada na fajny pomysl, ale cos nie styka, trzeba bedzie pokombinowac"), nie
          boje sie porazek, wiem, ze czasem cos sie schrzani, nawet jak wszystko zrobie
          dobrze, wiem, gdzie moge sobie pozwolic na dowolnosc, a gdzie musze dokladnie
          zwracac uwage na przepisy. To tylko praktyka, ale bez niej cieszenie sie kuchnia
          jest trudne. Na pewno sa ludzie, ktorzy sa w stanie opanowac pewne zagadnienia
          szybciej i lepiej i to sie nazywa talent. Ale do gotowania domowego nie trzeba
          byc artysta, wystarczy byc dobrym rzemieslnikiem.



          A autorce watku bym doradzila, zeby sie nie przejmowala. Trzeba przezyc iles
          porazek, zeby wyszlo dobrze, trzeba tylko pamietac, co sie robilo i wyciagac
          wnioski. Rozgotowalas kluski? To nastepnym razem przygotuj durszlak, wez
          widelec, stoj nad kluskami i probuj je co jakis czas, jak uznasz, ze sa gotowe,
          to wyrzuc na durszlak. Zapamietaj jak wygladaly, co sie dzialo, jak sie
          zachowywaly. Nastepnym razem wystarczy Ci polowa prob. A w ktoryms momencie
          bedziesz umiala ocenic, czy sa dosc ugotowane tylko po wygladzie. :) Probuj i
          nie boj sie, cwiczenie czyni mistrza. :)
    • dzioucha_z_lasu Re: Nie umiem gotowac.. 02.12.08, 16:31
      Niech mąż coś ugotuje. Co to znaczy "drze się"?? Na gosposię się
      drze czy co?
    • Gość: miu Re: Nie umiem gotowac.. IP: *.fbx.proxad.net 02.12.08, 16:54
      Ja tez nie lubilam gotowac. I nie umialam. W ogole uwazalam to za
      strate czasu.

      Mysle, ze po prostu nie lubimy robic rzeczy, ktorych... nie umiemy
      robic. Jak bedziesz widziala sukcesy, to zaczniesz to cos lubic.

      Sama zaczynalam od roznych pomocy w postaci polproduktow, mieszanek
      przypraw, fixow, itp. Na opakowaniach jest łopatologicznie wylozone
      co z czym i w jakiej kolejnosci. Dania zawsze wychodza, poza tym
      robi sie je szybko.

      Po jakichs dwoch latach zaczelam eksperymentowac, dokladac wlasne
      pomysly. Dzis wszycy chwala moja kuchnie. W dodatku robie to
      naprawde szybko. Fixow juz nie kupuje, mrozonki - tak. Nauczylam sie
      tez sama tak przygotowywac polproduty, zeby miec baze pod reka, a
      wtedy normalny obiad podaje w pol godziny.

      Jak to wyglada? Np. zestawy wloszczyzny do zup przygotowuje hurtem i
      mroze w porcjach potem jedny ruchem wrzucam do kolejnych zup.
      Zamiast ciaglego podawania zmieniakow (brudne, trzeba obierac, itp.)
      czesto uzywama makaronow, kuskusu, ryzu. To o wiele szybsze. Itp.
      itd. Jesli robie dania pracochlonne jak rolady wolowe, pieczen, itp.
      przygotowuje duza ilosc i mroze w porcjach, potem wystarczy tylko
      wyjac rano.
      • thiessa Re: Nie umiem gotowac.. 02.12.08, 17:54
        Problem polega na tym, ze nie lubisz, bo to nudne robic na okraglo 3 te same
        rzeczy. Ja nie lubie zabierac sie za cos jesli wiem jaki efekt osiagne, no
        chyba, ze smam bardzo malo czasu i robie to samo po raz kolejny, ale nie wiecej
        niz 3 razy do roku (taka mam zasade). Cala magia gotowania polega na tym, ze
        czytajac sklad jakiegos dania zastanawiam sie jak moze smakowac polaczenie
        wszystkich skladnikow i ten moment oczekiwania, kiedy potrawa sie gotuje jest
        najbardziej fascynujacy.
        Na poczatek do dan, ktore potrafisz robic dodaj jakis nowy skladnik. Dla
        przykladu na kotlety poloz podsmazone na cebulce pieczarki, przykryj plastrem
        sera i zapiecz, do srodka klopsow wloz nadzienie, moze to byc podsmazona
        papryka, pieczarki, badz inne warzywa. Z tego samego miesa zrob malutkie
        klopsiki (kuleczki) i gotuj z dodatkiem pomidorow z puszki i na sposob grecki
        mieszanki mielonych gozdzikow, cynamonu i ziela angielskiego (po szczypcie) a
        zobaczysz jak inny uzyskasz rezultat. Watrobke tez mozesz przyrzadzac na rozne
        sposoby z jablkiem i cebula smazona na masle, z papryka i ananasem. Za kazdym
        razem uzyskasz inny smak. Radze sie tez zainteresowac zupami, bo sa proste i
        szybkie i daja wiele mozliwosci. Wywarem miesnym sie nie przejmuj, ja uzywam go
        malo kiedy.
        Sprobuj nadziewanych warzyw, nie jest to skomplikowane i wiele jest mozliwych
        wariantow. Zapiekanki tez prosta sprawa. Wystrczy jakas baza, tzn. ugotowane
        ziemniaki, czy tez ryz, kasza i dodatek miesa, lub innych warzyw.
        Mozesz sobie zrobic zalozenie, ze postarasz sie np. przez 2 tyg. nie ugotowac
        tego samego, pozniej mozesz te okresy czasu wydluzac.
        I jeszcze jedna sprawa. Umow sie z mezem, ze raz w tygodniu gotuje on. Jak
        troche postoi przy garach to doceni Twoje checi i trud.
        Powodzenia.
    • myszz Re: Nie umiem gotowac.. 02.12.08, 18:36
      po pierwsze zapomnij że gotowanie to pół dnia stania w kuchni....
      czesem pyszne danie można wyczarować w kwadrans /polędwiczki grilowane z makaronem na szpinaku/ , gotujesz zupe i tez nie musisz stać w kuchni... ja wrzucam wszystko do gara, nastawiam pikanie na kuchence i tak co kwadrans idę pomieszać w garnku lub coś dodac...
      pieczeń się robi sama , kluski śląskie zrobic dla dwóch osób to na prawde zaden wysiłek :)

      nie musisz przecież od razu robić jakiegoś wydziwionego jedzenia... :)

      mój mąż mnie nauczył gotować, matka w kuchni cierpiała... a teraz często idę do kuchni, biore mięso do ręki, otwieram lodówkę patrzę czym nafaszerować czy tylko rozbić i usmażyć, zgrilować czy ususić :)
      powiem tez że jeśli pół dnia myslę co zrobi i jak to potem często wychodzi kaplica nie do zjedzenia :)
      • Gość: miu Moze dlatego nasza forumowiczka sie meczy??? IP: *.fbx.proxad.net 02.12.08, 19:55
        Z tym ze zeby komponowac dania z tego co jest w lodowce, potrzeba
        DOSWIADCZENIA, bo nie wszystko ze soba sie laczy. A nasza
        Forumowiczka narazie chcialaby polubic gotowanie. Jak widac
        metody "kija" nie lubi (maz naklaniajacy do gotowania obiadku), wiec
        potrzebna jest "marchewka": sukcesy i przyjemnosci plynace z
        gotowania.

        Przyszlo mi do glowy jeszcze jedno: zeby gotowanie bylo OK,
        potrzebne sa odpowiednie warunki. Na wlasnej skorze przekonalam sie
        ze nie cierpie gotowac w malej, zle wyposarzonej kuchni, gdzie nie
        ma miejsca do pracy, gdzie sa kiepskie noze, male deski, slaby
        sprzet. Kuchnia to warsztat pracy. Blat musi byc duzy, potrzeba
        odpowiednich nozy, sprzetu, tarek, desek, dobrych garnkow i patelni,
        roznych przypraw. Latwego dostepu do tego sprzetu. Wtedy czujemy sie
        jak mistrzowie stajacy przed orkiestra: to frajda! W malych
        kuchenkach walczymy z materia, przekladamy miecho zeby obrac
        marchewke, z malego zlewu wszystko sie wylewa i chlapie, itp. itd.
        Moze dlatego nasza forumowiczka sie meczy w kuchni???
        • Gość: myszz Re: Moze dlatego nasza forumowiczka sie meczy??? IP: 213.17.144.* 02.12.08, 20:10
          dlatego mówię, ze to przyszło z czasem...
          a co do warunków w kuchni masz rację... ja mam kuchnię otwartą, dużą , gdy była mala i ciasna /zwaliliśmy jedną ściane/ to wcale tak miło nie było :)
          • Gość: kija Re: Moze dlatego nasza forumowiczka sie meczy??? IP: *.adsl.inetia.pl 02.12.08, 21:06
            A ja dodam inny powód. Ja na przykład potrafię gotować, bo tak
            zostałam wychowana. Ale jak się często słyszy komentarze
            niezadowolonego męża, że akurat dzisiaj wolał coś innego, albo
            więcej mogłam dodać papryki, albo...itp itd. to naprawdę odechciewa
            się stać w kuchni. Często długo stać, bo niektóre potrawy z mięska
            są naprawdę pracochłonne. "Zupa nigdy nie była za słona", bo
            teściowa nauczyła swoje dzieci jeść tylko mięso, hehe. No i
            pogoniłam lenia (bo poza tym to straszny z niego leń był).
            • Gość: myszz Re: Moze dlatego nasza forumowiczka sie meczy??? IP: 213.17.144.* 02.12.08, 22:08
              widzisz więc u ciebie nie tylko o zupe chodziło. a jak nie chodzi o
              zupe to wszystko przeszkadza łącznie z zupą...

              mój na szczęscie cmoka jak je :) nie w sensie mlaskania żeby nie
              było...
      • akabe Re: Nie umiem gotowac.. 03.12.08, 20:13
        > po pierwsze zapomnij że gotowanie to pół dnia stania w kuchni....
        > czesem pyszne danie można wyczarować w kwadrans /polędwiczki >grilowane z makaro
        > nem na szpinaku

        Ja właśnie zawsze mam problem z takimi wyliczeniami, ponieważ obiad "w 15 minut" zamienia się w obiad w 40 minut.
        Wchodzę do kuchni, myję mięso, doprawiam je, wrzucam na grill.
        Wstawiam wodę na makaron.
        Zanim woda się zagotuje, przygotowuję garnki, szpinak, obieram czosnek, itd.
        Woda gotuje się (po 10 minutach), wrzucam makaron, który gotuje się 9-12 minut.
        Sporo przekraczam przepisowe i magiczne 15 minut i nie wiem, czy to po prostu taki utarty zwrot na forach kulinarnych, czy ja rzeczywiście kupuję zły makaron.

        Z przymrużeniem oka, pytam szczerze: komu udała się sztuka podania na talerz w/w dania po 15-stu minutach od wejścia do kuchni.

        Pozdrawiam
        akabe
        • eeela Re: Nie umiem gotowac.. 03.12.08, 22:44
          Ja mam jedno takie danie: pasta primavera. Spaghetti z mrożonymi warzywami w
          białym sosie. Makaron gotuje się 10 minut, warzywa w osobnym garnku jeszcze
          krócej, sos się robi bardzo szybko: posiekane ząbki czosnku na oliwe, podsypać
          mąką, podlać mlekiem, wrzucić dużo koperku i czarnego pieprzu, pomieszać z
          odcedzonymi warzywami i makaronem. Da się zrobić w 15 minut. Podobnie ulubiony
          sos pomidorowy mojego lubego: znów spaghetti, posiekany czosnek na oliwe, zalać
          pomidorami z puszki, do tego pokrojone liście bazylii, papryczka chili, anchois
          ze słoiczka, sól. Również nie więcej niż 15 minut. Prawda, że te 15-mnutowe
          zazwyczaj będą zawierać makaron, bo jego się najszybciej obrabia termicznie :-)
          • eeela Re: Nie umiem gotowac.. 03.12.08, 22:46
            Aha, a wodę wystarczy zagotować w czajniku elektrycznym i wlać do nagrzanego już
            na kuchence garnka - zajmuje to wówczas dwie minuty, nie dziesięć.
            • akabe Re: Nie umiem gotowac.. 04.12.08, 18:33
              Nie korzystam z czajnika, więc pozostaje mi garnek :(
              • eeela Re: Nie umiem gotowac.. 04.12.08, 23:42
                Jeśli chcesz oszczędzać czas i móc robić 15-minutowe obiady, powinnaś
                zainwestować w czajnik :-)
                • akabe Re: Nie umiem gotowac.. 05.12.08, 22:54
                  Eeelu!

                  Dążę właśnie do tego, że nie mam zamiaru zagracać kuchni niepotrzebnymi urządzeniami.
                  O ile, czajnik zwyczajny mógłby stać na kuchence, elektryczny wylądowałby w łazience [tam para (wodna) jest pożądana;)].
                  Jednakże na kuchence żal mi miejsca, wodę na herbatę gotuję w garnku.
                  Wiocha wiochą, ale my mamy teraz Konferencję Klimatyczną :)
                  • panistrusia Re: Nie umiem gotowac.. 06.12.08, 14:30
                    No i chyba lepiej gotować wodę 2 minuty przy użyciu energii
                    odnawialnej niż 10 minut na gazie.

                    I o jakiej parze wodnej mówisz???
                    • Gość: ptasiekm Re: Nie umiem gotowac.. IP: 195.47.201.* 08.12.08, 14:53
                      panistrusiu jeśli prąd jest dla ciebie energią odnawialną dziękuję
                      Bogu że nie kończyliśmy tej samej podstawówki
                      • panistrusia Re: Nie umiem gotowac.. 08.12.08, 16:52
                        No cóż, raz na jakiś czas trzeba byka trzasnąć:)

                        Ale mam nadzieję, że mimo wszystko dało się odczytać moje intencje
                    • akabe Re: Nie umiem gotowac.. 08.12.08, 18:11
                      Ok, zacznijmy od początku:
                      wodę na gazie wystarczającą na 1 szklankę gotuję mniej, niż 2 minuty.

                      Czajnik przeniosłabym do łazienki, aby wytwarzał mi parę podczas kąpieli (taki trik), ponieważ szkoda mi miejsca w kuchni na trzymanie tam przedmiotów bezużytecznych. Próbowałam znaleźć praktyczne zastosowanie dla tego przedmiotu, ale, jak widzę, także dla Ciebie jest ono wątpliwe.

                      Pozdrawiam serdecznie.
                      akabe
        • coralin Re: Nie umiem gotowac.. 06.12.08, 15:30
          Te 15 minut to nie utarte wyrażenie. Ale faktycznie kiedy robi sie te szybkie
          dania to od razu po wejściu do kuchni trzeba nastawić wodę. Przykryta pokrywką i
          na duzym ogniu gotuje sie w mig (a nie 10 minut:)
    • Gość: senin ja dam Ci jedna rade: BADZ CZUJNA ;) IP: *.bri.connect.net.au 02.12.08, 20:00
      bo, jak dowodzi Twoja przygoda z gotowaniem makaronu, prze gapilas
      po prostu moment kiedy powinnas byla wylaczyc palnik

      a to dlatego, ze NIE PROBOWALAS czy makaron jest juz dobry

      podobne z wszelkimi innymi potrawami - wg mnie na poczatku trzeba
      probowac/smakowac - nawet jak sie ma tzw niezawodny/sprawdzony
      przepis

      i nie boj sie ksiazki kucharskiej na blacie kuchni - jest ok, nie
      tylko na poczatku ale i w pozniejszych etapach kucharzenia

      a kluczowe 'nielubienie' oszukuj, gotuj potrawy szybkie - tzw 15
      minutowe, coby to nielubienie nie roslo w sile wobec wystawania w
      kuchni godzinami- bo wtedy to naprawde gotowanie znienawidzisz

      i jeszcze jedna rada: przygotuj wszystkie skladniki wczesniej, w
      malych pojemnikach/miseczkach - to naprawde pozwala uniknac
      dodatkowego stresu w czasie gotowania i daje ci swiadomosc, ze to ty
      kontrolujesz sytuacje a nie odwrotnie

      ale co do tej jednej, jedynej rady ;DDD - czujnosc i probowanie
      pozwola ci osiagnac w kuchni, to co zamierzylas... z reguly, bo
      wpadki wszystkim sie zdarzaja
    • Gość: ania Re: Nie umiem gotowac.. IP: *.acn.waw.pl 02.12.08, 20:31
      1. gotuj potrawy kolorowe i aromatyczne, takie, że przy minimum środków i niewielkim nakładzie pracy osiąga się smaczne efekty; spróbuj wyspecjalizować się w kolorowych, pachnących curry, gulaszach, leczo, itp. składniki kroisz, szybko podsmażasz, potem ewentualnie zostawiasz w garnku czy na patelni i dusisz pod przykryciem; w "międzyczasie" w drugim garnku gotujesz jakiś dodatek (ziemniaki, ryż, kasza itp)

      2. używaj więcej warzyw, zwłaszcza tych pachnących
      zwyczajne cebula, czosnek, papryka, pomidory, seler potrafią nadać potrawie właściwego tonu i sprawić, że będzie pyszna

      3. przekop się przez świat przypraw, ziół, dodatków
      potrafią nie do poznania zmienić dobrze znane dania

      4. zakochaj się w aromatycznej kuchni, której potrawy nie są bardzo trudne i czasochłonne w robieniu (dobry kierunek to popularna i łatwa do odtworzenia w polskich warunkach kuchnia śródziemnomorska)

      5. otwórz się na nowe smaki; zakładaj sobie, że np. w każdą sobotę, kiedy robisz większe zakupy, kupisz dodatkowo jedną rzecz, której zawsze chciała spróbować, ale się boisz; to może być gotowiec, np słoiczek muli w sosie albo dobre ravioli - może sama kiedyś zechcesz je sobie zrobić? wyrabiaj w sobie ciekawość smaków!

      6. odrobiny uwagi i uważniejszej lektury opakowań przy gotowaniu, jak pisze senin, też nie zaszkodzi ;-)


      spraw, żeby twoja kuchnia nabrała charakteru, była miejscem, w którym lubisz siedzieć, wdychając zapachy pyrkającej zupy :-)
      od tego już tylko krok, żeby kucharzenie uczynić czynnością co najmniej znośną, a kiedyś może lubianą ;-)

      powodzenia!
      • Gość: senin Re: Nie umiem gotowac.. IP: *.bri.connect.net.au 02.12.08, 20:39
        ania, no co ty!

        przeciez kobita nawet makaron rozgotowala a ty jakies 'currywizje'
        roztaczasz

        i gdzie ja napisalam o czytaniu opakowan!? - no gdzie?!

        pisalam o czytaniu i sprawdzaniu przepisow - nie tych z opakowan

        w IMHO to wlasnie UWAGA w kuchni jest NAJWAZNIEJSZA - bo jak nie
        jestes uwazna w czasie gotowania (zwlaszcza kiedy sie uczysz) to
        kurrywizje zawsze beda tylko wizjami

        UWAGA w KUCHNI to:

        co z czym
        kiedy i jak
        jak dlugo
        ile

        a jak juz sie umie wode na herbate zagotowac to wtedy mozna sie
        otwierac, panie
        • Gość: ania Re: Nie umiem gotowac.. IP: *.acn.waw.pl 03.12.08, 09:28
          senin, ja wychodzę z założenia, że najpierw trzeba polubić kuchnię, chociaż
          troszeczkę, żeby zacząć stosować pruską dyscyplinę >>co, z czym, kiedy i jak,
          jak dlugo, ile stosować<< stąd emocjonalne podejście i currywizje ;-)

          jak się coś chce robić, to człowiek próbuje
          im więcej próbuje, to częściej zaczyna mu wychodzić
          a jak zaczyna wychodzić, to zaczyna mu się to podobać
          zaczyna gotowanie lubić i o to chodzi ;-)

          pogodne nastawienie jest ważne, tak samo, jak dokładne stosowanie się do
          przepisów, duzo rzeczy udaje się wtedy zupełnie nieoczekiwanie ;-)

          sylwusia musi najpierw oswoić kuchnię i przestać się jej obawiać
          reszta przyjdzie sama ;-)
    • roseanne Re: Nie umiem gotowac.. 02.12.08, 21:12
      spokojnie i odwaznie

      jak wspominano juz - dobra ksiazka to podstawa, najlepiej z dokladnymi opisami
      i obrazkami poszczegolnych etapow przygotowania potrawy

      nie zapominac o czasomierzach, glosnych, uzywac na okraglo - owszem wiekszosc
      makaronow, ryzu gotuje sie probe, ale zawsze na opakowaniu jest zblizony czas
      gotowania, wystarczy pamietac o sprawdzeniu jak minutnik zabrzeczy - nie ma mowy
      o rozgotowaniu, czas podawany jest na al dente

      moim zdaniem najbardziej wszechtrsonnym i najlatwiejszym do obrobki jest kurczak

      w rybie, poza przesuszeniem tez ciezko cos zepsuc
      • dzioucha_z_lasu Re: Nie umiem gotowac.. 02.12.08, 21:15
        Czemu wszyscy radzą, żeby ćwiczyła, ćwiczyła i ćwiczyła, chociaż
        może akurat gotowanie nigdy nie będzie jej sprawiało radości? Może
        jest dobra w czym innym? Czemu pan mąż oczekuje obiadków i
        awanturuje się, zamiast samemu pofatygować się do kuchni? Czy
        kobieta = kucharka? A z jakiej paki?
        • Gość: senin Re: Nie umiem gotowac.. IP: *.bri.connect.net.au 02.12.08, 21:38
          dzioucha_z_lasu napisała:

          > Czemu wszyscy radzą, żeby ćwiczyła, ćwiczyła i ćwiczyła

          bo wyglada na to, ze chce sie nauczyc gotowac

          co do radosci: mnie np prasowanie nie sprawia radosci, ale uwazam,
          ze warto umiec prasowac

          a pan maz powinien byc ustawiony do pionu tak czy owak - jedno
          drugiego nie wyklucza ;D
        • eeela Re: Nie umiem gotowac.. 02.12.08, 21:52
          > Czemu wszyscy radzą, żeby ćwiczyła, ćwiczyła i ćwiczyła, chociaż
          > może akurat gotowanie nigdy nie będzie jej sprawiało radości?

          Skoro przyszła tutaj i prosi o radę, to znaczy, że chce zmienić swój stosunek do
          gotowania. A skoro prosi o rady, to ich udzielamy, to chyba logiczne?

          Czemu pan mąż oczekuje obiadków i
          > awanturuje się, zamiast samemu pofatygować się do kuchni?

          Autorka wątku nie prosiła o rady w zakresie podziału obowiązków domowych czy
          rozwiązywania małżeńskich konfliktów, więc normalne, że nikt się na tym
          specjalnie nie skupiał. Mnie się też bardzo nie podoba 'drący się' mąż, ale może
          to była tylko taka przesadna ekspresja? Przenośnia? Nie mam wystarczających
          przesłanek, żeby oceniać małżeństwo autorki wątku po jednym zdaniu, w którym
          prosi o pomoc w przekonaniu się do gotowania...
        • Gość: ania Re: Nie umiem gotowac.. IP: *.acn.waw.pl 03.12.08, 09:34
          dzioucho, gotowanie jest cenną i przydatną umiejętnością
          dobrze to umieć, żeby w razie czego umieć przygotować coś smacznego nie temu
          mężowi, co domaga się zmiany menu, ale sobie albo gromadzie przyjaciółek, co
          mają wpaść na imieniny czy plotki ;-)

          • dzioucha_z_lasu Re: Nie umiem gotowac.. 03.12.08, 09:49
            Więc niech mąż się nauczy, przyda mu się jak koledzy przyjdą :D
            • Gość: ania Re: Nie umiem gotowac.. IP: *.acn.waw.pl 03.12.08, 09:56
              mąż swoją drogą ;-)

              ale dlaczego sylwia ma nie nauczyć się gotować dla przyjemności?
              nie tylko męża, ale ich wspólnej ;-)

    • j.o.a.q.u.i.n.a Sylwusiu :) 03.12.08, 01:37
      witaj :)
      odnosnie porad jak nauczyc sie gotowac wiele dobrych porad dostalas
      juz od kolezanek powyzej. wiec nie bede niczego powtarzac ale
      chcialam napisac Ci, aby sie nie zniechecala nawet gdy Twoje
      nastepne kulinarne kroki byly wpadkami, bo tak na pewno bedzie
      jeszcze czesto ;)
      ja sama zaczelam gotowac baaaaaardzo pozno i mniemam, ze o wiele
      pozniej niz Ty teraz :)) gotowala zawsze Mama, ktora nigdy nie
      chciala abym uczyla sie gotowac "za wczesnie" bo i tak wystarczajaco
      wczesnie bede kiedys musiala sama gotowac - jak mowila ;)
      mnie kuchnia tez dlugo nie interesowala, ksiazki kucharskie byly dla
      mnie "czarna magia". nadal w wiekszosci gotuje Mama, bo Rodzice
      mieszkaja tuz kolo nas. ALE: w miedzy czasie nauczylam sie gotowac -
      niektore rzeczy gotuje sama, niektore z przepisow. oczywiscie, ze
      nie umiem wszystkiego i nigdy nie bede umiala, nawet nie mam takich
      ambicji a zwyklego ciasta biszkoptowego do dzis nie umiem i chyba
      nigdy nie bede umiala...;))
      ale jest jeszcze jeden aspekt nad ktorym moglabys sie zastanowic.
      gdy ja wyszlam za maz tez nie umialam gotowac (i tak pare lat
      jeszcze dluzej nie umialam) i moj maz nie umial. wiec oboje
      zaczelismy sie wspolnie uczyc gotowac (prawde mowiac, to moj maz
      troszke wiecej umial niz ja). jako ze oboje pracujemy nie ma tak, ze
      tylko jeden z nas zajmuje sie kuchnia tylko oboje. rozumiem, ze
      jezeli jedna osoba nie pracuje, obojetne czy kobieta czy mezczyzna,
      dana osoba ma po prostu wiecej czasu na domowe obowiazki i tym sie
      zajmuje. ale nawet gdybys byla w domu, to pomysl, ze kiedys i Ty
      bedziesz moze pracowala i wtedy przeciez nie mozesz nosic wszystkich
      obowiazkow na Twoich barkach: praca, kuchnia, dom. dlatego dobrze
      byloby abyscie oboje wspolnie (uwierz mi, wspolnie uczyc sie gotowac
      jest bardzo wesolo) uczyli sie. aby pozniej byc w stanie dzielic
      codzienne obowiazki.

      zycze Ci coraz wiekszych sukcesow kulinarnych oraz pozdrawiam
      serdecznie :))
      • Gość: myszz Re: Sylwusiu :) IP: 213.17.144.* 03.12.08, 08:35
        mój mąż gotuje gdy ja pracuje ale wspólnie w jednej kuchni to byśmy sie conajmniej pogryźli...
        • j.o.a.q.u.i.n.a Myszko :) 03.12.08, 09:56
          oczywiscie, ze pozniej gdy maz juz umie gotowac mozna sie umowic kto
          kiedy i jak gotuje - sam/a czy wspolnie - poniewaz jak piszesz, nie
          kazdy lubi stac w dwojke w kuchni ;)
          ale mysle, ze Sylwia powinna zaczac ten "kurs kucharski" razem z
          mezem.

          pozdrawiam :)
          • Gość: myszz Re: Myszko :) IP: 213.17.144.* 03.12.08, 17:35
            wnioskując ze słowa "drze się " to ja nie widzę jego ochoty pomaszerowania do kuchni....
            • j.o.a.q.u.i.n.a Re: Myszko :) 03.12.08, 18:06
              masz racje Myszko. i wlasnie ten fakt, ze rowniez on nie ma ochoty
              Sylwia powinna w domu wykorzystac: jej idzie ciezko i nie ma checi i
              maz nie ma ochoty - wiec powinni wspolnie powedrowac do kuchni.
              dlaczego tylko jedna osoba (Sylwia) ma sie przymuszac do czegos
              czego nie lubi. rowne prawa dla kazdego...;)w koncu my kobiety nie
              mamy "genow kulinarych" (hmm...przynajmniej moje dluuuuuugo sie nie
              odzywaly).
              rozumiem, gdyby miala plany w ogole nie pracowac, zostac jak sie to
              u nas mowi "Hausfrau" - pania domu (a takich jest tu wiele i to tez
              bardzo ciezki zawod), to kuchnia nalezalaby do niej. ale gdy po
              urlopie macierzynskim wroci do pracy (czy tez kiedykolwiek pozniej),
              to "troche nie tego", zeby sama musiala sie wszystkim zajmowac.
              chyba ze obowiazki sa tak podzielone, ze maz pracuje i zajmuje sie
              domem (sprzatanie etc etc) a Sylwia gotuje :)

              pozdrawiam :)
              • Gość: myszz Re: Myszko :) IP: 213.17.144.* 03.12.08, 18:43
                my tu gaworzymy a autorka nam zwiała :) u nie dowiemy się jak maż się zapatruje na to wspólne kucharzenie...

                ja w kuchni nie umiałam nic jak przyszłam do mojego meża, patrzyłam jak on robi i mnie "dopadło" gorzej jak się nie ma gdzie podejrzeć, może, może tego Pascala pooglądać...?
                • j.o.a.q.u.i.n.a Re: Myszko :) 04.12.08, 01:30
                  moze Sylwii jest nieprzyjemnie, ze padly uwagi na temat Jej
                  meza...ale czytajac te wypowiedzi nie powinna sie obrazic tylko
                  wziasc te uwagi jako konstruktywna krytyke.

                  Myszko, to Ty mialas wiecej szczescia :) my z mezem podpatrywalismy
                  moja Mame a to podpatrywanie wygladalo tak, ze stojac w kuchni pare
                  razy dzwonilismy do niej aby powtorzyla jak sie robi...ciasto na
                  nalesniki...;)))))

                  u mnie jest tak, ze sa potrawy, ktore lubie gotowac, lubie
                  poeksperymentowac w kuchni ale sa tez takie rzeczy, ktorych nie
                  lubie gotowac i jeszcze pare, ktorych nie umiem...:)

                  pozdrawiam :)
                  • Gość: myszz Re: Myszko :) IP: 213.17.144.* 04.12.08, 07:44
                    o, piec to w zyciu nie piekłam, na szczęcie małż nie lubi ciast... pewnie gdyby lubił, miała bym z 10 kilo wiecej :)
    • Gość: Gosc Re: Nie umiem gotowac.. IP: *.bredband.comhem.se 03.12.08, 10:42
      Dam Ci dobra rade.Zapros do siebie jakas kolezanke czy kogos z rodziny i
      wspolnie ugotujcie cos.Wspolnie jest troche latwiej i weselej.Popijajac kawke
      mozna wyczarowac mase smakolykow.Dobrze by bylo,aby ten ktos lubil i umial
      gotowac.Przy takim ukladzie mozna zalapac "bakcyla" i po pewnym czasie polubic
      rzeczy,ktorych kiedys sie omijalo wielkim lukiem.
      • fettinia Re: Nie umiem gotowac.. 04.12.08, 09:02
        Oprocz wielu dobrych rad powyzej to Gosc ma racje:)Tak wlasnie-zapros jakas
        kolezanke lub kogos z rodziny dla kogo gotowanie jest pasja:)Podpatrzysz
        tricki-jak owy nieszczesny makaron czy ryz ugotowac i bedzie to milsze niz
        stanie samotnie w kuchni i zgrzytanie zebami nad kolejna nieudana potrawa:)
      • smutas13 Re: Nie umiem gotowac.. 04.12.08, 15:24
        Gość portalu: Gosc napisał(a):

        > Dam Ci dobra rade.Zapros do siebie jakas kolezanke czy kogos z
        rodziny i
        > wspolnie ugotujcie cos.Wspolnie jest troche latwiej i weselej.

        Bardzo krępowałabym się przed koleżanką, że nie umiem gotować.
        Wolałabym swoje ew. porażki kulinarne, przeżywać tylko z mężem ;)
        • fettinia Re: Nie umiem gotowac.. 04.12.08, 15:50
          To juz zalezy od kolezanki:)Mnie by nie przeszkadzalo absolutnie gdyby ktos
          chcial sie czegos nauczyc i staralabym sie aby ta osoba nie czula sie skrepowana:)
    • etnolka Re: Nie umiem gotowac.. 04.12.08, 18:30
      Jak możesz pisać, że nie umiesz gotować. Przecież każdy to potrafi,
      bo nauka tego to nic trudnego. Poprostu trzeba chccieć:) Przecież
      teraz jest tyle przepisów, że nie trzeba się jak kiedyś trudzić.
      Mojej znajomej córka na studiach tez ma ten problem i kupuje różne
      produkty w opakowaniu i wchodzi sobie na stronę producenta i nie ma
      problemu. Jak cos to jest tostrona frosta.pl. P.S. A ciekawe co Twój
      mąż potrafi skoro tak narzeka :'?
      • an_0 Re: Nie umiem gotowac.. 04.12.08, 22:53
        to prawda. Ja też często korzystam z gotowych dań. Tym bardziej że
        mozna je fajnie mieszać albo dodawać do czegoś innego. Naprawdę
        fajne i prostę dania można z tego wyczarować dodając np ryz czy
        makaron. Sa tez takie mrożonki juz z makaronem i sosami. Polecam.
      • salsadura Re: Nie umiem gotowac.. 04.12.08, 23:59
        No nie wiem.Moja corka (jeszcze nie na studiach) "walczy"
        sama...Jakos woli sama filet z kurczaka usmazyc i ryz do tego
        ugotowac,niz wcinac gotowce.Wie po prostu,ze lepiej smakuje
        jedzenie "domowe".Dluga droga przed nia,jada w McD.czasami(z braku
        czasu),kebaba zje na ulicy,ale wie,co jest dobre.I na pewno duzo
        tansze;-)
        • sylwusia87.0 Pf! 05.12.08, 20:06
          Wczoraj zabrałam się za sos pomidorowy z makaronem.No,więc poprosiłam
          lubego,żeby mi pomógł..O dziwo zgodził się!i co?I W ogóle nie czuć było
          koncentratu tylko samą mąkę i godzina czasu na kombinowanie poszła do kosza..I
          jak tu się nie zniechęcać?
          • paulina.galli Re: Pf! 05.12.08, 20:32
            Iii tam - nie umiesz.
            ja cale zycie mowilam - ze nie umiem gotowac i "przypalam wode na herbate", a
            tak naparwde to mialam gdzies gotowanie i zajmowalam sie czyms innym gdy
            herbata, ziemniaki czy cos innego pyrkało sobie wesoło na ogniu i przechodzilo w
            stan zweglenia.
            I nie czytalam przepisow dokladnie.
            teraz mistrzem nie jestem - i wiem ze nie umiem gotowac PEWNYCH potraw.
            Wiekszosc takich ktore wymagaja zrecznosci (albo wprawy) - np katastrofa sa
            nalesniki :( - nie umiem ładnie rozlac ciasta na patelni i moje nalesniki sa
            bardzo smaczne ale malo estetyczne.
            Inne - mniej lub bj. proste rzeczy umiem. Fakt ze musze miec bardzo dokladny
            przepis i nie improwizuje ale umiem.
            Nawet raz zrobilam kaczke. taka faszerowana jablkami. ku mojemuzdumieniu -
            wyszla mi! I byla pyszna :)
            • qubraq Re: Pf! 05.12.08, 23:31
              paulina.galli napisała:

              > Iii tam - nie umiesz....
              > .....

              Czytałas moja propozycje w tamtym wątku odnosnie zebrania przeze
              mnie porcji pigwowca dla Ciebie na jedną nalewkę?
              • paulina.galli Re: Pf! 08.12.08, 15:24
                O rany nie! :(
                Juz szukam watku!
          • smutas13 Re: Pf! 05.12.08, 21:04
            sylwusia87.0 napisała:

            > Wczoraj zabrałam się za sos pomidorowy z makaronem.No,więc
            poprosiłam
            > lubego,żeby mi pomógł..O dziwo zgodził się!i co?I W ogóle nie czuć
            było
            > koncentratu tylko samą mąkę i godzina czasu na kombinowanie poszła
            do kosza..I

            I nie próbowaliście ratować sosu? Można było odlać połowę sosu
            (jeszcze nie do kanału) do drugiej części dodać więcej koncentratu,
            trochę soli, cukru i próbować.
            Nie zniechęcaj się, ja też nie umiałam i nie lubiłam gotować.
            Teraz już lubię :)
            > jak tu się nie zniechęcać?
            • thiessa Re: Pf! 05.12.08, 21:51
              Wybacz, bo nie che Cie zniechecac, ale koncentrat zageszczony maka nie moze
              dobrze smakowac. Skad mialas przepis?
              W sezonie zimowym wystarczy puszkowe pomidory gotowac, az zgestnieja. Przyprawic
              sola, pieprzem, bazylia i wcisnac czosnek. Po wymieszaniu z makaronem i posypane
              parmezanem pycha.
              • coralin Re: Pf! 06.12.08, 15:08
                Tak jak napisała Thiessa koncentrat zagęszczony mąką nie ma prawa być dobry. W
                ogóle moim zdaniem nie nadaje sie do zrobienia prostych sosów pomidorowych, bo
                jest za kwaśny i trzeba umiejętnosci w doprawianiu np. cukrem, by podratować
                smak. Podobnie jak wrzucisz pomidory z puszki i dodasz mąki to wyjdzie cos
                ohydnego. To wymaga chwilowego gotowania tak,zeby woda odparowała i przyprawy
                się uaktywniły smakowo. Czyli nie sos na bazie koncentratu tylko na bazie
                pomidorów z puszki lub przecieru z kartonu. Kroisz cebulę,czosnek, dodajesz
                przecier lub pomidory, przyprawy i gotujesz 15 minut na niewielkim ogniu i jest
                pycha.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka