Dodaj do ulubionych

BUDGIE & TSA albo TSA & BUDGIE - impresje

05.03.04, 05:19
1. Chyba sprzedano wszystkie albo nawet i więcej biletów, bo to, co się
działo w Stodole, chyba dawno się na żadnym koncercie u nas nie działo.

2. Support grał nieco dłużej (albo tak samo długo, dokładnie nie pamiętam) i
chyba nawet lepiej niż główna gwiazda.

3. Oba zespoły były w bardzo dobrej formie i nie zawiodły.

4. Tradycyjna kaszana z chwilową awarią nagłośnienia (brzmiało to, jakby w
środku piosenki TSA zaczęła nagle śpiewać Mariah Carey) została przyjęta
przez publikę jako zwczajowy element rozrywkowy polskich koncertów.

4. Wokalista Budgie nie przeszedł jeszcze mutacji i nadal wygląda jak dziecko
wojny.

5. Ceny gadżetów, związanych z Budgie, były powalające (T-shirt: 80 zł,
bluza: 180 zł, płyta: 90 zł).

6. Nowa płyta TSA zapowiada się nieźle (jeśli ktoś lubi). Marek Piekarczyk
śpiewał świetnie, muzycy też się super spisali - nowe utwory (wyłapałem dwa,
ale może coś mi umknęło) są całkiem niezłe, zwłaszcza singlowy "Proceder",
którego chyba żadne radio nie będzie grało.

7. Oczywiście, ochrona w Stodole, dokładnie obmacująca wszystkich przy
wejściu, nie zwracała uwagi na to, że na salę nie wolno było wnosić napojów
itp., w efekcie czego leżało sobie na ziemi stłuczone szkło oraz piwo,
porozlewane przez kilku pijanych buraków, którzy nawalili się jeszcze chyba
przed występem TSA.


A poza tym, było całkiem sympatycznie (mimo tłoku i braku powietrza) - oba
zespoły stanęły na wysokości zadania i przedstawiły dokładnie taki repertuar,
jakiego można by po nich oczekiwać (tzn. w przypadku Budgie wolałbym,
oczywiście, kilka innych kawałków w miejsce tych, które się pojawiły, ale
trudno). Muzycy Budgie chyba od dawna nie widzieli takiej ilości ludzi na
swoim koncercie. Szkoda tylko, że to wszystko miało miejsce w czwartek
(koncert zakończył się koło północy), a następnego dnia na rano do roboty wink

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • fubb Re: BUDGIE & TSA albo TSA & BUDGIE - impr 05.03.04, 08:59
      ja też pozwolę sobie na kilka "głębokich przemyśleń" smile po wczorajszym
      koncercie:

      1. TSA: rzeczywiście w bardzo dobrej formie, po nowych kawałkach rzeczywiście
      można mieć nadzieję na całkiem niezłą płytę. Piekarczyk rzeczywiście śpiewa
      wciąż świetnie. Jedyna rzecz do której można się było przyczepić to "mało
      rockandrolowy" image Stefana Machela smile kto był i widział ten wie smile

      2. Budgie: nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem tej grupy, w domu mam ich 5
      pierwszych płyt (od "Budgie" do "Bandolier") i uważam, że przynajmniej jedną z
      nich "Never Turn..." można postawić na półce obok innych słynnych płyt tamtego
      czasu. Wczorajszy koncert... niestety zawiódł mnie i to bardzo! A wszystko
      przez gitarzystę - jakiegoś klona Steve'a Morse'a, wywijającego bezsensowne
      solówki oparte na brzmieniu w/w. To może nawet nie było złe technicznie tak do
      końca, ale do Budgie pasowało jak... (idę po słownik brzydkich wyrazów, bo mi
      się określenia skończyły)... co do głosu Shelleya to nie mogę za wiele
      powiedzieć bo przez prawie pół koncertu w ogóle go nie było słychać (a może to
      ja źle stanąłem? chyba nie tylko, bo przez pierwszych kilka kawałków Shelley
      usilnie próbował wpłynąć na widocznie przygłuchego akustyka, żeby podciągnął mu
      trochę wokal) - tutaj też dało się zauważyć, że gitarzysta ma jakieś konotacje
      z akustykiem i ten go faworyzuje sad zagrali większość swoich najbardziej
      znanych utworów, ale ich układ też pozostawiał sporo do życzenia, bo zacząć
      mogli z jakimś większym wykopem... z długością koncertu też nie przesadzili,
      trochę ponad godzinka podstawowego setu i 2 (no, prawie 3) utwory na bis i
      poszli... od zespołu, który chyba zdaje sobie sprawę jak jest u nas popularny,
      można chyba wymagać więcej...

      Ech, chyba jak wrócę do domu to włączę jakąś ich płytę, żeby podkoloryzować
      wspomnienia z koncertu wink

      Pozdrawiam
    • Gość: Lukas Re: BUDGIE & TSA albo TSA & BUDGIE - impr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.04, 09:59
      Mnie tylko wkurzyla troche dlugosc koncertu Budgie - jak zaczeli ok.22:15 tak
      skonczyli o 23:45 ,czyli grali niecale 90 minut (niecale ,bo byla jeszcze
      przerwa na wywolywanie zespolu na bisy).To chyba troche malo jak na zespol z
      bodajze 10 plytami na koncie.I jeszcze te skrocone "Nude Disintegrating
      Parachutist Woman",medleye i zaledwie fragmencik "Parents" - czemu?Przeciez to
      niemalze kultowy u nas utwor...no ale to chyba przypadlosc
      wiekszosci "klubowych" koncertow.
      Organizacja byla nienajgorsza (jak na Stodole) ,nie bylo zadnych opoznien
      (pamieta ktos Motorhead ostatni?) i sala byla nawet wentylowana.....wstep tylko
      dla pelnoletnich ,azeby starsi sie mogli piwska nazlopac,co zaowocowalo
      sprawdzeniem moich dokumentow przez pana wpuszczajacego (hehe,mlodo wygladam ;-
      )) ,.Przez to tez srednia wieku na sali byla hohohoho....wyzsza niz na Yes i
      itp. dziadach.
      • fubb Re: BUDGIE & TSA albo TSA & BUDGIE - im 05.03.04, 10:27
        zgadzam się z przedmówcą: te skrócone wersje "Spadochroniarki" i "Parents" to
        zupełnie nie wiadomo czemu... zreztą w "Breadfanie" też zapomnieli o środkowym
        fragmencie... no, ale pewnie to dlatego, że "wypierdalacz" nie umie zagrać
        spokojniej smile mam nadzieję, że chłopak to czyta i weźmie sobie do serca smile

        "medleje" to inna sprawa: wkurza mnie to jak mało co, wolałbym, żeby omijali ze
        2-3 hiciory a grali je po całości, niech już sobie nawet poimprowizują trochę,
        a co! smile niestety to nie tylko przypadłość Budgie, Jethro Tull też się w tym
        lubuje sad
    • jasiek666 parę chaotycznych przemyśleń: 05.03.04, 10:55
      Występ TSA podobno dobry. Ale przy barze jakoś słabo było go słychać, więc nie
      wypowiadam się.

      Budgie - jak zauwazono powyżej całkiem przyjemny i bardzo poprawny występ,
      aczkolwiek mój koncert roku raczej to nie będzie. Miło było usłyszeć "breadfan"
      czy "in for the kill", ale – co tez już zauwazono - sposób ich zaprezentowania
      wysoce taki sobie - wolałbym usłyszeć wersje bardziej przypominające te z płyt
      studyjnych.

      Brawa dla nagłośnieniowców –dość cieniutki w sumie głos Burke` a dopiero za
      sprawą akustyka zabrzmiał na prawde cieniutko

      Bardzo przyjemnie odegrane "whiskey river" z potężnie brzmiącą perkusją, utwór
      na płycie dość średni, na żywo wypadł wręcz powalająco.

      Wokalista wystąpił w brudnych i podartych na obydwu kolanach dzinsach, co w
      przypadku muzyków młodszych o 20 pare lat byłoby odczytane jako przejaw
      swoistej scenicznej mody, ekstrawagancji czy jakiegoś tam młodzieńczego buntu.
      Ale 50 letni, wychudzony Burke wyglądał, jakby żadnych innych spodni po prostu
      nie miał.

      Gdy podczas "parents" Burke wyrzucił z siebie słynne: "now I`m over twenty one"
      dość spora grupka stojących niedaleko ode mnie widzów gruchnęła potężnym
      śmiechem. Bo w przypadku pana Burke`go to już nawet bardzo "over".

      Zestaw utworów w sumie nienajgorszy, choć przydałoby się jeszcze np. "baby
      please don`t go" "young is a world" i parę tylez kiczowatych co sympatycznych
      balladek w rodzaju "ridin my nightmare" czy "wondering what everyone knows".

      Zawsze uważałem ze na "never turn your back on a friend" zespół przegiął z
      długością "Parents". Tak więc logicznym było, ze przegnie tez i na koncercie,
      choć nikt chyba nieprzypuszczał, ze dokładnie w drugą stronę –
      kilkunastominutowe "parents" zostało odegrane w ciągu 3 minut i to bynajmniej
      nie za sprawą nadania mu tempa znanego z płyt Vader.

      to tyle.
      • Gość: Jackas Re: parę chaotycznych przemyśleń: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.04, 11:04
        To czemu siedziałeś przy barze? Dużo straciłeś - koncert TSA był fenomenalny, a
        Piekarczyk u szczytu swoich możliwości wokalnych! Absolutna rewelacja - mam
        nadzieję że ich udany come back przywróci u nas rockowe granie do łask (tłum
        ludzi na koncercie też o czymś świadczy). A Bugdie wypadło znacznie gorzej,
        muzycznie jeszcze nie tak źle, ale wokalnie - tragedia.
        • jasiek666 Re: parę chaotycznych przemyśleń: 05.03.04, 11:11
          Gość portalu: Jackas napisał(a):

          > To czemu siedziałeś przy barze?

          bo na sali nie sprzedawano browaru smile
          a jezeli chodzi o tzw. polski metal to zawsze znacznie bardziej od TSA
          przekonywał mnie inny krajowy ansambl, także z trzyliterową nazwą.
          • Gość: Jackas Re: parę chaotycznych przemyśleń: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.04, 11:29
            Rozumiem że chodzi o KAT-a? A oni jeszcze grają?
            Rozumiem że musiałeś sobie wypić - głosu Shelleya rzeczywiście trudno było
            słychać na trzeźwosmile)))
            Zresztą w marcowym "Teraz Rocku" M. Piekarczyk opowiada o swych muzycznych
            fascynacjach i mówiąc pozytywnie o Budgie, przyznaje, że zawsze brakowało mu
            wokalnego czadu w tym zespole...
            • jasiek666 Re: parę chaotycznych przemyśleń: 05.03.04, 11:59
              Gość portalu: Jackas napisał(a):

              > Rozumiem że chodzi o KAT-a? A oni jeszcze grają?

              a owszem, całkiem niedawno zespól powrócił z niebytu.

              > Zresztą w marcowym "Teraz Rocku" M. Piekarczyk opowiada o swych muzycznych
              > fascynacjach i mówiąc pozytywnie o Budgie, przyznaje, że zawsze brakowało mu
              > wokalnego czadu w tym zespole...

              No cóż, taki własnie a nie inny wokal burke`a jest po prostu znakiem
              charakterystycznym budgie, takim samym jak wszystkie te głupawe okładki z
              papugami. Więc wymagania aby burke śpiewał np. głosem roberta planta są
              cokolwiek absurdalne.
              • Gość: Jackas Re: parę chaotycznych przemyśleń: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.04, 12:49
                Ale sam piszesz, że wokal jest cieniutki, więc....
                Nie chodzi o to żeby śpiewać jak Plant (czy nawet Piekarczyk:smile) ale żeby
                oprócz "charakterystycznego" głosu czasem dać czadu, po prostu. Osobiście
                jednak mi to nie przeszkadzało - nasycony mocą i potęgą wokalną Piekarczyka
                akurat na tym koncercie nie oczekiwałem od Shelleya jakichś wyczynów...
                Żeby było jasne - lubię Budgie i nie czepiam się na siłę, ale przyszedłem
                głównie na TSA - jako że wolę właśnie taki szlachetny, klasyczny metalowy
                wokal.
                • jasiek666 Re: parę chaotycznych przemyśleń: 05.03.04, 13:30
                  burke nie ma tej siły głosu co plant, ozz czy gillan i tylko o to mi chodziło
                  gdy pisałem o dość cieniutkim wokalu. Ale jak tez wspomnialem jest to element
                  charakterystyczny muzyki Budgie, który ja akurat akceptuję w 100%, tak samo z
                  resztą jak wspomniane wyżej idiotyczne okładki.
                  Odrębną kwestią jest natomiast to jak wokale zabrzmiały wczoraj i ile w tym
                  winy akustyka a ile obecnej formy shelleya.
                  • xamel Re: parę chaotycznych przemyśleń: 05.03.04, 13:36
                    jasiek666 napisal:
                    >a jezeli chodzi o tzw. polski metal to zawsze znacznie bardziej od TSA
                    >przekonywał mnie inny krajowy ansambl, także z trzyliterową nazwą.

                    tak sie zastanawiam - IRA ? czy HeY ??



                    • jasiek666 pudło: 05.03.04, 13:40
                      O.N.A
                      • Gość: Jackas Re: pudło: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.04, 13:47
                        Nie widzę naprawdę potrzeby naśmiewania się z Hey`a i ONA. Chylińska i Nosowska
                        to naprawdę nieliczne z polskich wokalistek które robią coś ponad standardowy
                        pop-disco-rock.
                        • xamel Re: pudło: 05.03.04, 14:10
                          Gość portalu: Jackas napisał(a):

                          > Nie widzę naprawdę potrzeby naśmiewania się z Hey`a i ONA. Chylińska i
                          Nosowska
                          >
                          > to naprawdę nieliczne z polskich wokalistek które robią coś ponad standardowy
                          > pop-disco-rock.

                          a kto sie z nich smieje? przeciez my piszemy o zespolach. a zespol to nie
                          chylinska i nosowska
                          • vulture pudło: 05.03.04, 15:06
                            xamel napisał:

                            >
                            > a kto sie z nich smieje? przeciez my piszemy o zespolach. a zespol to nie
                            > chylinska i nosowska

                            "Chylińska" to zespół. Hejwimetalowy.
                            • xamel Re: pudło: 05.03.04, 16:56
                              lubie zespoly chejwimetlove
                              ale akurat chylinska to nie 3 litery
                      • Gość: luukasz4 Re: pudło: IP: *.humangenetik-med.Uni-Goettingen.de 05.03.04, 17:17
                        nie , to chyba RSC....albo KSU, ewentualnie PRL
    • vulture co do pana w podartych spodniach 05.03.04, 17:12

      To zastanawia mnie, jak on to zrobił, że najpierw na płytach piszczał, potem na
      takim "Deliver Us From Evil" nie piszczał, a teraz znów piszczy? Retro-mutacja?
      • Gość: wienek w hali Wisły :))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.04, 00:57
        właśnie wróciłem z koncertu !!! jednym słowem było zaje....cie !!smile
        Starszy pan daje radę !!smile a powrót TSA tez uważam za bardzo udany !!smile
    • mtq Kraków 06.03.04, 00:57
      Będzie króciutko:
      Stałem w pierwszym "rzędzie", zaraz przy barierce, naprzeciwko Simona Leesa i muszę przyznać że ze
      3 razy nawiązaliśmy kontakt wzrokowo-gestykulacyjny (In For The Kill, Zoom Club, Breadfan smile))
      Podczas koncertu TSA i na pocz. Budgie publika robiła trochę bydło, potem się lekko uspokoiło i wciąż
      nie słyszę wysokich częstotliwości... Idę spać smile
      • mtq Re: Kraków 06.03.04, 01:00
        No oczywiście, jeśli chodzi o samą muzykę to oba zespoły zagrały genialnie - bardzo udany koncert!!
        • Gość: wienek Re: Kraków IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.04, 01:01
          hehehe no myślę, że tak myslisz !!! smile)))
          • vulture odnośnie gitarzysty 06.03.04, 06:52

            Ktoś w powyższych postach zarzucił gitarzyście "stevovomorsowe" zarzynanie
            instrumentu, ale nie zgodziłbym się z tym. Przede wszystkim, wcale nie skopał
            starych kawałków, a wręcz je wzmocnił. To, co Steve Morse wyprawia z klasykami
            Deep Purple, nie sprawdza się, ale to, co pan z Budgie dokonuje z ich
            kawałkami, naprawdę im pomaga. Może to dlatego, że część utworów Budgie
            poważnie się postarzała i słuchane w studyjnych wersjach brzmią archaicznie. Na
            przykład taki "Zoom Club" doczekał się wreszcie odpowiedniej interpretacji i
            wypadł jak porządny, metalowo-hardrockowy hymn, a na płycie studyjnej ("In For
            The Kill" brzmi tak se. Tzn. nieźle, ale staroświecko okropnie.
            • mtq Re: odnośnie gitarzysty 06.03.04, 10:02
              Mnie się Zoom Club studyjne bardzo podoba smile
              Natomiast samo In For The Kill zdecydowanie lepiej wyszło live wg mnie...
            • kozlorf Re: odnośnie gitarzysty 06.03.04, 13:06
              Czy mozna wiedziec, w jakim skladzie wystapilo Budgie, w szczegolnosci, co to
              byl za gitarzysta? I jaki mial instrument?
              • mtq skład 06.03.04, 16:22
                Burke Shelley - bass i wokal
                Steve Williams - drums
                Simon Lees - gtr
    • Gość: Kasyx Re: BUDGIE & TSA albo TSA & BUDGIE - impr IP: 213.25.168.* 06.03.04, 12:03
      A kto kogo supportował?
      • Gość: kosiak Kraków raz jeszcze IP: *.autocom.pl 06.03.04, 12:38
        Krotko: TSA bardzo poprawnie, nie spodziewalem sie, ze bedzie tak dobrze i do
        tego dobry dzwiek / Budgie - po dobrym dzwieku pozostalo wspomnienie, zrobila
        sie jedna wielka kupa z ktorej raz po raz wylanialo sie pilowanie Leesa, czy
        bylo potrzebne czy nie. Zawsze mowilem, ze odejscie Bourge'a bylo w Budgie
        niepowetowana strata. Facet mial w sobie bluesa, potrafil zagrac dynamicznie,
        ale tez i romantycznie. Wszyscy pozniejsi gitarzysci to angusomorsozakkiwyldy,
        czy trzeba czy nie trzeba to dawaj po gryfie, byle szybciej i byle bardziej
        swiszczaalo. Rezultat = bez sensu.
      • vulture Re: BUDGIE & TSA albo TSA & BUDGIE - im 06.03.04, 18:05
        Gość portalu: Kasyx napisał(a):

        > A kto kogo supportował?


        Teoretycznie TSA supportowało Budgie.
        • mtq Re: BUDGIE & TSA albo TSA & BUDGIE - 07.03.04, 00:01
          Jak mówił p. Piekarczyk nie chodziło o support tylko o gościnny występ (tak też było na plakatach).
          • vulture Re: BUDGIE & TSA albo TSA & BUDGIE 07.03.04, 10:08
            mtq napisał:

            > Jak mówił p. Piekarczyk nie chodziło o support tylko o gościnny występ (tak
            też
            > było na plakatach).

            Nie wiedziałem, że jest jakaś różnica.
    • oratio Re: BUDGIE & TSA albo TSA & BUDGIE - impr 12.03.04, 23:23
      TSA - rewelacja, Budgie - wystarczyły trzy utwory, myślę, że wiele nie
      straciłem, choć trzeba przyznać, ze jak na trio robili całkiem sporo miłego dla
      ucha hałasu.
      • vulture Re: BUDGIE & TSA albo TSA & BUDGIE - im 14.03.04, 15:59


        > TSA - rewelacja, Budgie - wystarczyły trzy utwory, myślę, że wiele nie
        > straciłem

        Jak to "wiele nie straciłeś"? Tzn. wyszedłeś po Tsa?
    • Gość: papug falisty Re: BUDGIE & TSA albo TSA & BUDGIE - impr IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 16.03.04, 21:22
      Dla mnie Budgie to zespół tak kultowy, że sam fakt bycia na ich koncercie jest
      przeżyciem. Co do głosu Burke'a - dobrze że znowu zaczął cienko śpiewać -
      właśnie tym mnie rozwalił, kiedy włączyłem ich pierwszy raz ich płytę - to
      była "Squawk" z 1972(?). Ten facet właśnie tak śpiewa i nie są to heavymetalowe
      arie tylko takie klimatyczne przyśpiewki chudego chłopca z Walii,który w
      dodatku zajebiście młóci na basiesmile
      Co do archaiczności brzmienia - mnie to kręci - te wszystkie brudy na
      studyjnych płytach i fajna łamana perkusyjka (nie wiem jak to lepiej określić)
      w takich kawałkach jak Whiskey River. Wczesne rzeczy jeszcze mocno tkwiące
      duchem w bluesie mają ten klubowy klimacik - ale mnie to jaaaraaa smile)
      Uwspółcześnienia na siłę nie wychodzą na dobre - dorobku po 1975 nie cenię już
      tak bardzo - zespół poddał się wpływom heavy metalu. Tak samo odbieram
      krakowski występ pana gitarzysty - mr.Szybkie Palce - po co świrował - chciał
      polskie fanki po czterdziestce podrywać czy co ?

      Bardzie takie szpanowanie tapingiem mi pasuje do TSA - czeskiego metalu ( bez
      urazy dla fanów - każdy lubi to co lubi) , ale to właśnie taki zespół - skóra,
      harley, długie pióra, spodnie jajognioty - logo stylizowane na błyskawicę -
      jesteśmy heavy - jazda!czadu !smile) Notabene teksty w stylu "możesz wszystko
      zmienić, musisz tylko baaardzo chcieć" czy jakoś tak, pasują bardziej do IDOLA
      czy roweru błażeja.

      Dlatego połączenie Budgie i TSA średnio mi pasuje, bo Papuga nigdy nie
      epatowała pseudoironmaidenowym klimatem. Może lepszy byłby Dżem albo Nalepa..?
      Nie wiem, to chyba jeszcze gorzej. W każdym razie na koncert przyszło sporo
      ludzi po prostu na TSA - ludzi którzy Budgie właściwie nie znają i raczej nie
      czują tej muzyki. Ale w sumie było fajnie i jakoś tam się wszyscy zgrali. Warto
      było jechać do Krakowa z Wrocławia.
      Pozdrawiam fanów Budgie i TSA !
      • vulture Re: BUDGIE & TSA albo TSA & BUDGIE - im 16.03.04, 22:05
        Gość portalu: papug falisty napisał(a):

        > Co do głosu Burke'a - dobrze że znowu zaczął cienko śpiewać -

        Ale na koncercie brzmiało to faktcycznie "cienko" - jego głos ginął gdzieś tam
        w otchłani dźwiękowej...

        > Bardzie takie szpanowanie tapingiem mi pasuje do TSA - czeskiego metalu ( bez
        > urazy dla fanów - każdy lubi to co lubi) , ale to właśnie taki zespół -
        skóra,
        > harley, długie pióra, spodnie jajognioty - logo stylizowane na błyskawicę -
        > jesteśmy heavy - jazda!czadu !smile) Notabene teksty w stylu "możesz wszystko
        > zmienić, musisz tylko baaardzo chcieć" czy jakoś tak, pasują bardziej do
        IDOLA
        > czy roweru błażeja.

        TSA chyba jednak ma za wysoką pozycję wśród fanów polskiego (nie czeskiego)
        metalu czy hard rocka oraz za duży dorobek, żeby ich odsyłać do "Idola"
        czy "Roweru Błażeja". Akurat logo TSA ma niewiele wspólnego z ich imagem, bo
        jakoś image grupy niespecjalnie się rzucał w oczy (tzn. długie włosy i
        oczywista wieśniackość Nowaka), więc porównywanie ich do pudli w legginsach
        jest niesprawiedliwe.

        > Dlatego połączenie Budgie i TSA średnio mi pasuje, bo Papuga nigdy nie
        > epatowała pseudoironmaidenowym klimatem. Może lepszy byłby Dżem albo Nalepa..?

        Sądzę, że gdyby Grażyna Dramowicz wyszła na scenę, mogłaby zrobić konkurencję
        wokaliście Budgie.

        smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka