Dodaj do ulubionych

Konkurs: Mazurki i Polonezy

13.10.05, 13:38
Rozpoczal sie dzis drugi etap konkursu, na ktorym uczestnicy graja Mazurki,
Polonezy i Sonate.

Do tej pory gralo dwoje japonczykow: Hisako Kawamura i Yosuke Kikuchi, a teraz
skonczyl grac amerykanin Ben Kim.

Moge powiedziec, ze nie jest tragicznie, ale jak na razie wszyscy grali "z
wybojami" wink

Wlasnie zaczal grac Polak, Szczepan Konczal.

A po poludniu wystapi m.in. Kozlova i Levkovich (na konkursie Chopinowskim w
USA zdobyl nagrode specjalna za najlepsze wykonanie Mazurkow - bo to
slowianska krew, a dokladniej Ukrainiec).
Obserwuj wątek
    • a000000 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 13.10.05, 15:17
      A mnie się podobała część czwarta sonaty b-moll w wykonaniu amerykanina. Po
      marszu żałobnym, wietrzyk pofiglował między grobami, zakręcił się, opadłe liście
      porwał i...przepadł w oddali.
      • jdrk Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 13.10.05, 15:27
        Ale sam marsz miałem wrażenie mało żałobny był wink

        No i Polak najlepiej Mazurki zagrał, co nie? smile
        • a000000 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 13.10.05, 16:18
          Do sklepu wyjść musiałam, a na "słuchawkach" w warunkach ulicznego ruchu nie da
          się skupić.
          Mazurki powinny być smutne. Nawet te pozornie wesołe powinny nieść ze sobą
          smutek tęsknoty za utraconym dzieciństwem sielskim i anielskim.
          Słyszałam w radio mazurki Hofmana (tego od samochodowych resorów i wycieraczek),
          i nokturn Des. CUDO, ale w konkursie by odpadł, głowę daję. Coś mi się widzi, że
          Horowitz też.
          • jdrk Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy - zalamalem sie :( 13.10.05, 18:34
            a000000 napisała:
            > Mazurki powinny być smutne. Nawet te pozornie wesołe powinny nieść ze sobą
            > smutek tęsknoty za utraconym dzieciństwem sielskim i anielskim.
            Kortusa raczej takie nie byly, ale za to byly podobne do Mazurkow wink

            A ja sie zalamalem, bo specjalnie wyszedlem z pracy, aby dostac wejsciowke na
            dzisiejszy II etap i posluchac na zywo Levkovicha i sie nie udalo sad Bylem przed
            kasa o 15:45, stalem ponad godzine i wejsciowek w koncu w ogole nie bylo sad
            Zostalo tylko kilka biletow po 100 i 120zl. Wszystkie miejsca wykupili albo
            japonce, albo Polonia (slyszalem po akcencie jak wchodzili do FN).

            Ale najgorsze bylo to, ze nie ma juz biletow na Blechacza (znaczy na niedziele
            rano) i z wejsciowkami pewnie bedzie podobnie - czyli nie bedzie sad((
            • jdrk Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy - zalamalem sie : 13.10.05, 19:02
              jdrk napisał:
              a000000 napisała:
              > > Mazurki powinny być smutne. Nawet te pozornie wesołe powinny nieść ze sob
              > ą
              > > smutek tęsknoty za utraconym dzieciństwem sielskim i anielskim.
              > Kortusa raczej takie nie byly, ale za to byly podobne do Mazurkow wink

              Mialem na mysli Konczala oczywiscie, bo Kortus Mazurki mial niestety gorsze - za
              to marsz byl zalobny (albo to ja bylem smutny, ze nie dostalem wejsciowki) wink
              • a000000 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy - zalamalem sie : 13.10.05, 19:24
                Rosjanką się nie zachwyciłam. Polonez - całkiem nie militarny. Mazurki
                kujawiakowate. Zresztą coś mi fortepian dziwnie brzmiał.
                Podobno sala pęka w szwach, 1000 luda. Dobrze Jarku, ze piszesz o braku
                wejściówek, porzucam zatem chęci pojawienia się w filharmonii.
                Teraz Japonka gra sonatę h-moll. Zaraz zaśnie.

                • jdrk Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy - zalamalem sie : 13.10.05, 20:10
                  a000000 napisała:
                  > Rosjanką się nie zachwyciłam. Polonez - całkiem nie militarny. Mazurki
                  > kujawiakowate. Zresztą coś mi fortepian dziwnie brzmiał.
                  No, ja tez sie zawiodlem, a duzo dobrego o niej slyszelismy - widocznie nie byla
                  dzis w dobrej formie.

                  > Podobno sala pęka w szwach, 1000 luda. Dobrze Jarku, ze piszesz o braku
                  > wejściówek, porzucam zatem chęci pojawienia się w filharmonii.
                  Jedrku... wink

                  > Teraz Japonka gra sonatę h-moll. Zaraz zaśnie.
                  Amerykanka wink No, Sonata czasem miala dobre momenty. A nawet podobaly mi sie
                  Mazurki. Ale Polonez niestety jej nie wyszedl, jakis zbyt delikatny, brak mu
                  bylo powagi i dostojenstwa.
                  • maro76 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy - zalamalem sie : 13.10.05, 20:15
                    ale powiedzcie , co to jest za pomysł ze po każdym wykonawcy jest 25 minut
                    przerwy?? trochę dziwne
                    a to że nie ma biletów na weekend to wieść doprawdy hiobowa
                    • kwarantanna18 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy - zalamalem sie : 13.10.05, 20:45
                      A bo po wysluchaniu dwoch sonat, dwoch opusow mazurkow i dwoch polonezach jury
                      musi odzipnac, bo zwariuje (to zreszta optymalne, potem TRZEBA rozprostowac
                      kosci i ziewnac gleboko dla nabrania oddechu)

                      A pani Lee chyba nie spodziewala sie, ze wejdzie do II etapu;-(
                      • jdrk Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy - zalamalem sie : 13.10.05, 20:51
                        kwarantanna18 napisała:
                        > A pani Lee chyba nie spodziewala sie, ze wejdzie do II etapu;-(
                        Chyba tak wink
                      • maro76 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy - zalamalem sie : 13.10.05, 20:54
                        kwarantanna18 napisała:

                        > A bo po wysluchaniu dwoch sonat, dwoch opusow mazurkow i dwoch polonezach jury
                        > musi odzipnac, bo zwariuje (to zreszta optymalne, potem TRZEBA rozprostowac
                        > kosci i ziewnac gleboko dla nabrania oddechu)
                        >
                        ale po Kozłowej było 30 minut przerwy,potem grała Rachel Naomi Kudo a po niej
                        znowu 25 minut time-out i dopiero Ka Ling Colleen Lee



                        > A pani Lee chyba nie spodziewala sie, ze wejdzie do II etapu;-(

                        ja mam tylko nadzieję,że Lewkowicz się spodziewał, bo sporo sobie
                        po jego występie obiecuję

                        • kwarantanna18 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy - zalamalem sie : 13.10.05, 21:08
                          Ale ta przerwa po Kudo byla przewidziana w programie.
                          Wiec gdyby zostala zlikwidowana, i tak jury musialoby wysluchac trzech osob
                          ciurkiem - Kudo, Lee i Lewkowicza - wiec potrzebna bylaby druga przerwa, po Lee,
                          a potem sam Lewkowicz. To juz chyba lepiej, ze tak zostalo.

                          Podejrzewam zreszta, ze tak bedzie kazdego popoludnia
                        • jdrk Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy - zalamalem sie : 13.10.05, 22:09
                          maro76 napisał:
                          > ja mam tylko nadzieję,że Lewkowicz się spodziewał, bo sporo sobie
                          > po jego występie obiecuję

                          Lewkowicz sie spodziewal, ale... To sie nazywa "etap prawdy", hihi? Jak dla mnie
                          to Sonata b-moll op.35 byla bardzo dobra, przemyslana, skonstruowana i zagrana
                          jako calosc (nie pojedyncze kawalki). Ale ja wole czesc 3. (Marche funebre)
                          potraktowana powazniej i smutniej. Mazurki za to byly przecudne smile Ale w
                          Polonezie As-dur op.53 niestety polegl - zrobil z niego skoczny, lekki taniec (a
                          gdzie cale dostojenstwo tego Poloneza?).
                          • a000000 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy - zalamalem sie : 13.10.05, 22:41
                            Lewkowicz mnie nie zachwycił. Spodziewałam się czegoś więcej. Owszem, był dobry,
                            ale tylko dobry. To jednak jest etap prawdy. Marche Funebre chyba za powoli.
                            Finale Presto świetnie. Grave.Dopio movimento. Słyszałam lepsze wykonania, o
                            wiele lepsze. Wogóle to zauważyłam, że pianiści mają wielkie problemy z
                            kantyleną, z pianem, z miniaturą a świetnie sobie radzą z momentami wymagającymi
                            doskonałego warsztatu technicznego. Czyżby znak czasu?
                    • jdrk Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy - zalamalem sie : 13.10.05, 20:50
                      maro76 napisał:
                      > ale powiedzcie , co to jest za pomysł ze po każdym wykonawcy jest 25 minut
                      > przerwy?? trochę dziwne
                      Po takich Mazurkach i Polonezach Komisja musi chyba odchłonąć z doznanego szoku wink

                      > a to że nie ma biletów na weekend to wieść doprawdy hiobowa
                      Czepiasz sie tongue_out Ja mimo wszystko liczylem na wejsciówki w II etapie.
                      • kwarantanna18 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy - zalamalem sie : 13.10.05, 20:54
                        Chyba nawet bardzo sie nie spodziewala, bo cos za duzo tych odkrywczo
                        clusterowych harmonii i nowatorskich linii melodycznych
    • maro76 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 13.10.05, 22:01
      Boszzz, Sułek Andrzej będzie dziś komentował oprócz MD,KM i MP.
      Super!
      • schaetzchen Kortus, Kozlova 13.10.05, 23:27
        Moje dzisiejsze wrażenia popołudniowe.

        Jacek Kortus.
        Przykro mi to pisać, ale to jeden z tych pianistów, których nie widziałam w II
        etapie – i dziś jego występ tylko mnie w tym przekonaniu utwierdził...
        Surowizna jeszcze straszna, ani w tym emocji, ani dźwięku (tylko cicho-głośno),
        ani czasu. Tak się zastanawiałam podczas jego występu, czy sam fakt że
        siedemnastolatek dość żwawo przebiera palcami, to wystarczający powód do startu
        w konkursie...

        Ale ponieważ doznań artystycznych nie było, przeto zaczęłam się rozglądać po
        sali. No i muszę skomentować “wystrój” czy też “design”. Centralnie wisi jakiś
        chyba medal z podobizną Chopina. Wygląda, jakby go ulepili uczniowie klasy IIIa
        na zajęciach praktyczno-technicznych (młodzieży wyjaśniam, że był kiedyś w
        szkole taki przedmiot, polegający na produkowaniu różnych rzeczy – od szycia,
        przez gotowanie, po obróbkę skrawaniem). Nad Chopinem wisi flaga polska. Ona zaś
        wygląda tak, jakby ktoś się na niej przespał, potem wyczyścił nią buty no i na
        końcu nie użył ace wybielacza nad wybielacze. Wiszą też kartony z autografami
        Chopina. Bardzo fajnie jest te nutki odcyfrowywać, ale moją radość wzbudził
        fakt, że każdy karton (a raczej zdjęcie nut) jest ozdobiony pieczącią TiFCu. W
        dobie Photo Shopa zakrawa to na jakiś żart. Albo kryptoreklamę smile))

        Olga Kozlova.
        Ta pani to kompletnie odjechana wariatka. Niniejszym oświadczam, że miałabym
        poważne opory przed zostaniem z nią sam na sam w pokoju. Przewiduję, że skończy
        jak Maria Judina.
        Jak grała? Wizjonersko. Początkowo myślałam, że jestem w malignie po dostanej
        dziś szczepionce przeciw grypie. Ale chyba nie. Bardzo swobodnie poczynała sobie
        z tempem, rytmem, dynamiką, wszystkim. Grała bardzo różnorodnie – te zmiany
        robione były często, co czasem wprawiało mnie w lekką nerwowość – po prostu nie
        nadążałam za jej pomysłami.
        Polonez – nie polonezowy, schizofreniczny, ale jedną rzecz miała genialną: jest
        taki motyw w taktach 25/26 i potem wiele razy się powtarza – grała go zawsze
        jednakowo, z jakąś nieuchronnością, nie wiem jak to opisać, to było potwornie
        chwytające za gardło, ciarki mi po plecach szły.
        Mazurki – ciosane grubym dłutem (i nie gładzone potem papierem ściernym),
        toporne, kanciaste – ale tak toporne jak sztuka ludowa, nie pejoratywnie. Też
        jakieś narkotyczne wizje. Nie moje, ale bardzo ciekawe. Często brakowało mi
        lewej ręki.
        Sonata -nooooo tutaj już kompletnie nie nadążyłam. Zwłaszcza za częścią
        sostenuto w Largo... Nie podejmuję sie opisu. Dużo było akcentowanych (wręcz
        wybijanych) pojedynczych dźwięków, narracja nerwowa, poszarpana (co często było
        wciągające).
        Nie wiem jaki mam stosunek do Kozlovej. Ale właśnie chyba takiej perwersyjnej
        ciekawości – chciałabym usłyszeć, co będzie się działo w Koncercie...

        Tu była przerwa, więc reszta w następnym poście, boję się że system mnie
        wyloguje smile)))
        • schaetzchen Rachel Naomi Kudo 13.10.05, 23:35
          Rachel Naomi Kudo
          przeczytałam w międzyczasie Wasze wrażenia - przerwy były konieczne!!! Nie da
          się bez przerw wysłychać pięciu Sonat nawet (a raczej zwłaszcza) gdy są świetne.

          Pani Kudo to dla odmiany pianistka bardzo "klasycznie" i z dużym smakiem grająca
          Chopina (klasycznie nie znaczy szkolnie). Ma świetny warsztat (szeroko pojęty),
          bardzo dobrze pod jej palcami brzmiała yamaha!
          Najbardziej w jej występie podobała mi się Sonata. Miała parę, żeby uciągnąc
          Finał, miała piękną, zamyśloną część III, radosne (ale takie bezproblemowe
          interpretacyjnie) scherzo i dobrą, skontrastowaną część I.
          O mazurkach napisałam sobie, że gra jak preludia, ale nie bardzo pamiętam teraz
          co autor miał na myśli smile Zdecydowanie lepiej wypadły jej kujawiaczki niż oberek.
          Polonez - więcej blasku! (chciałam krzyknąć). Intermezzo (ja tak nazywam część
          po oktawach w lewej, tę spokojną) trochę nieuważnie zagrane - po jej largo z
          Sonaty spodziewałam się tutaj więcej. Sprawiła mi zawód tym polonezem.

          Informacja dla Panów - pianistka miała na sobie różową suknię i diamentowe
          pantofelki smile Jest jak landrynka w pudrze, śliczna smile

          Tutaj znowu była przerwa, więc i ja przerywam smile)
          • a000000 Re: Rachel Naomi Kudo 13.10.05, 23:57
            Coś długa ta przerwa.
          • schaetzchen Colleen Lee i Levkovich 13.10.05, 23:58
            teraz na scenie zawitał Steinway.

            Ka Ling Colleen Lee
            Jednak dobrze pamiętałam, że to ona mi się podobała! Zachwyciła mnie dzisiaj!
            Grała pięknym, okrągłym, ciepłym dźwiękiem, cała była muzyką, zamyśleniem, poezją...
            Genialny Polonez Fantazja. Cudowna, zachwycająca improwizacja.
            Mazurki grała te same co poprzedniczka - i były zupełnie czarodziejskie. Gorzej
            wypadł D-dur, ale wynagrodziła mi to ostatnim, absolutnie doskonałym. Te łamane
            kwinty pod koniec!!!!!!!
            Sonata - też h-moll. Niestety, pani Rachel Naomi przy pani Colleen wymięka.
            Jakiż tu był ładunek emocji!!!! Scherzo, zagrane piano, leggiero, i znowu ta
            gnąca się fraza. Largo - zagrała wbrew prawom fizyki. Melodia w prawej ręce
            grana - dźwięki były idealnie stopione, nie było słychać, że cichną,
            wybrzmiewają! Ona jest hipnotyzerką! Nareszcie nie miałam poczucia, że rzeczy
            typu 37 takt w III części są grane za szybko i niedotrzymane. A to rzadkość,
            nawet u największych pianistów (albo ja i pani Colleen mamy tę samą skłonność do
            przesady i sentymentu).
            Bardziej podobało mi się też tutaj pierwsze wejście tematu w IV części - po
            akordach Presto, ma non tanto temat wszedł Agitato, czyli tak jak w nutach.

            Dymitr Levkovich
            Pan mnie zaatakował od strony, której najmniej się spodziewałam, czyli III i IV
            częścią Sonaty (b-moll).
            Ten pianista (też grał na steinwayu) ma dla odmiany potężniejszy dźwięk, jasny,
            błyszczący - ale nie szklisty - z dużą ilością alikwotów, taki prawie lisztowski
            (można się zastanawiać, czy akurat najlepszy do Chopina). "Współczesny" smile
            BOSKO zagrał Grave w I części Sonaty. Potem mniej mi sie podobał sad nie
            słyszałam pauz w I temacie, które są przecież bardzo smakowite. Ale właściwie
            czepiac sie mogę tylko tego I tematu, reszta świetnie.
            Rewelacyjne Scherzo. Szczególik, który ZAWSZE mi umykał (ale może to moja
            nieuwaga, może inni też tak grają) - rzeczy typu 51 takt - tam jest taki temat z
            przednutką i wyrzucaną w górę oktawą - nad oktawą jest kropka i on to tak
            zagrał, przez co ta oktawa nie należała do tematu - a to bardzo ten temat
            zmieniło na korzyść smile Nie gubi sie przez to melodia. Tyle lat musiałam czekać
            na oświecenie smile (nie grałam tej Sonaty)
            Marsz - tym mnie kupił! Idealnie trafione tempo w częściach skrajnych. Zagrane
            cudownie. Środek zaś - nie wierzyłam, że tak można grać na fortepianie. Lewa
            ręka grana chyba portato, ale jakimś skrajnym pianissimem i idealnie połączone
            te dźwięki były (mimo wrażenia właśnie portato, nie wiem jak to wytłumaczyć). Na
            tym tle cudowna, jasno grana melodia... Przy ostatnim zaś wejściu tematu zrobił
            wielkie diminuendo i z niego wyłonił się Finał - absolutnie doskonały.
            Mazurki - niestety nie podobały mi się. Owszem, tak jak zagrał mógł zagrać jakiś
            fragment i byłoby to "ożywcze", a tak... Zagrane jednostajnie, nieładnym
            waciatym dźwiękiem i nijaką artykulacją (a pamiętając jego Tarantellę po
            Mazurkach spodziewałam sie Bóg wie czego...)
            Polonez też mnie rozczarował - był zagrany o włos za szybko i beztrosko.

            Nie podejmuję się wskazać zwycięzcy dzisiejszego popołudnia. Mojej taniochowatej
            duszy najbardziej podobała się pani Ka Ling Colleen Lee. Ale pewnie usłyszę, że
            to sentymentalizm, że "forma jej się rozsypała", że nudno...
            • jdrk Re: Colleen Lee i Levkovich 14.10.05, 00:35
              schaetzchen napisała:
              > Ka Ling Colleen Lee
              > Jednak dobrze pamiętałam, że to ona mi się podobała! Zachwyciła mnie dzisiaj!
              Sorry, ale ja mialem ZUPELNIE inne odczucia.

              > Genialny Polonez Fantazja. Cudowna, zachwycająca improwizacja.
              To my w radio chyba sluchalismy czego innego, bo mnie znudzila tym Polonezem.

              > Mazurki grała te same co poprzedniczka - i były zupełnie czarodziejskie.
              No, Mazurki to wg mnie pomylila z Walcami sad

              Coz, chyba jednak punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, bo mie sie ona dzis
              na prawde nie spodobala sad


              > Dymitr Levkovich
              To pisalem powyzej.

              Dziwne te oceny dzisiejsze - co osoba, to inaczej ocenila (np. w radio
              zachwylili sie Kudo - podejrzewam, ze ta keracja sceniczna zadzialaa) wink
              • a000000 Re: Colleen Lee i Levkovich 14.10.05, 00:55
                Wydaje mi się, że jednak największą wagę mają opinie "na żywo". Bo tylko na żywo
                można odebrać całość artystycznego przekazu, włącznie z fuidami emanującymi wraz
                z dźwiękami, wraz z kolorami chwili. Czary. W głośniku tego nie ma, są suche
                dźwięki. Taki przekaz czarno - biały.
                • jdrk Re: Colleen Lee i Levkovich 14.10.05, 00:59
                  a000000 napisała:
                  > Wydaje mi się, że jednak największą wagę mają opinie "na żywo". Bo tylko na żyw
                  > o można odebrać całość artystycznego przekazu, włącznie z fuidami emanującymi
                  > wra z dźwiękami, wraz z kolorami chwili. Czary. W głośniku tego nie ma, są suche
                  > dźwięki. Taki przekaz czarno - biały.
                  Oczywiscie, ze tak smile Ja doceniam ocene Schaetchzen (i to bardzo). Ja mialem
                  inne odczucia - ubozsze (zauwaz, ze ona dostrzegla wiecej, a nie mniej!), bo
                  wlasnie z radia. Ale, aby odroznic rytm Walca od Mazurka, to nie potrzeba
                  fluidow ze sceny wink
                  • a000000 Re: Colleen Lee i Levkovich 14.10.05, 01:21
                    Właściwie, to dzisiaj grano i walce, i kujawiaki, i mazurki. Wszystko.
                    Mnie się nie podobał Lewkowicz w Grave. Grave dopio mivimento. Już pierwsze
                    dźwięki mnie rozczarowały brakiem ładunku emocjonalnego. Tyle, że może się
                    rozpłynął w eterze? Marche Funebre dla mnie zbyt wolne, owszem, piano było
                    słyszalne, w lewej tryle niedopasowane do całości, jedynie ostatni tryl był na
                    swoim miejscu. Tyle, że te tryle mają być bezemocjonalne, zimne, równiutkie, jak
                    werble. Ale to jest czepialstwo. Ważny jest wydźwięk ogólny, a tu zachwycona
                    nie jestem. Chociaż przyznam, że Finale Presto mogło zatuszowć wiele
                    mankamentów, było wspaniałe. Co mogę powiedzieć? Sonata nie była nudna. A to
                    bardzo dużo.

                    Ta sonata jest BOSKA.
                    • jdrk Re: Colleen Lee i Levkovich 14.10.05, 01:52
                      a000000 napisała:

                      A Ty wiesz, ktora jest godzina? wink

                      > Właściwie, to dzisiaj grano i walce, i kujawiaki, i mazurki. Wszystko.
                      No tak, ale Lee zagrala wszystkie jak Walczyki - takie mialem wrazenie.

                      > Mnie się nie podobał Lewkowicz w Grave.
                      Mi sie generalnie cala Sonata podobala - wlozyl w nia duzo serca, emocji, moze
                      nie wszystko mu wyszlo, ale czuje sie, ze chlopak jest szczery i zyje ta muzyka
                      smile Ja lubie takich pianistow. Gdyby jeszcze byl dokladniejszy. Ale moze gdyby
                      byl dokladniejszy, to nie poruszlaby tak innych swoja muzyka?

                      No i przyczepie sie do jego Poloneza As-dur - no nie byl w stylu Poloneza i nie
                      mial tego dostojenstwa, ktore cenie - a moze za duzo emocji w niego wlozyl? wink

                      > Ta sonata jest BOSKA.
                      Hihi smile)))
                      • kwarantanna18 Re: Colleen Lee i Levkovich 14.10.05, 02:08
                        Dimka Lewkowicz ma jedna wielka zalete - jest tworczy. I w czytaniu tekstu, i w
                        jego oddawaniu. Brakuje mu mistrzowskiego opanowania srodkow, ale to pianista
                        typowo koncertowy, ktory wzruszy, odkryje swiaty, zaimprowizuje, zaskoczy. W
                        kazdym badz razie to jedyna osoba z dzisiejszego dnia, na ktorej recital
                        pobieglabym bez wahania. I wiem, ze bym sie nie zawiodla
                        • ondine trudnosc gatunkowa? 14.10.05, 09:07
                          nie z racji bycia polka czy cos, ale nie uwazam by granie mazurkow czy poloneza
                          bylo wyczynem, a widze z opisow (nei mam czasu sluchac, latam jak szalona ) ze
                          ludzie sie mecza. kurcze dla mnie 2gi etap byl najfajniejszym ! no i swietnie
                          mozna sie prezentowac, roznorodnosc gatunku ale i duza forma.
                          nei myslcie ze to takei trudne, wg mnei trudniejsze sa np eliminacje gdzie w
                          kortkim czasie kaza ci od razu pojechac etiudy tudziez nawet pierwszy etap,
                          gdzie skaczesz z kwaitka na kwiatek. drugi etap jest piekny, recitalowy,
                          oddalabym takiemu jackowi mlodemu tysiaka zeby sie dal zamienic i pograc ten
                          fajny program smile
                          piszcie dalej, bo dzis ide na koncert, tez calkiem smakowity.
                          • jdrk Re: trudnosc gatunkowa? 14.10.05, 10:22
                            ondine napisała:
                            > nie z racji bycia polka czy cos, ale nie uwazam by granie mazurkow czy
                            > poloneza bylo wyczynem, a widze z opisow ze ludzie sie mecza.
                            Dla Ciebie sa fajne, bo naturalne, bo slowianska krew w tobie plynie, Poloneza
                            tanczysz na studniowce, itd. smile Ale kiedys, jak swego czasu uczylem sie tancow
                            greckich, to mielismy duze problemy z niektorymi tancami, gdzie np. wystepowal
                            zmienny rytm - to zwalnial, to przyspieszal, ale konsekwentnie tak samo przez
                            caly utwor - piekne to bylo smile Mozna sie bylo tego nauczyc, trzeba sie wczuc w
                            tamte klimaty - ale nie bylo latwe i naturalne. Podobnie musza czuc obcokrajowcy
                            probujac zrozumiec nasze tance. A poza tym, jak mlodzi ludzie maja grac Mazurki,
                            skoro nawet Walca nie potrafia porzadnie zagrac? wink
                            • kwarantanna18 Re: trudnosc gatunkowa? 14.10.05, 10:36
                              No tak, ale kto dzisiaj na dyskotece walca tanczy, a jeszcze roznice miedzy
                              walcem wiedenskim a angielskim uchwycic potrafi.
                              A poloneza raz na studniowce tez chyba nie wystarczy zatanczyc. Cale szczescie,
                              ze Oginski swojego popelnil, bo za model dziatwie umuzykalnionej sluzy.

                              A jakby zamiast koncertu inauguracyjnego KCH wprowadzic wystep zespolu "Slask"??
                              Albo chociaz poloneza i mazura Moniuszki naszego niedocenionego. A najlepiej
                              byloby, gdyby tanczyli uczestnicy konkursuwink))
                              • jdrk Re: trudnosc gatunkowa? 14.10.05, 10:48
                                kwarantanna18 napisała:
                                > No tak, ale kto dzisiaj na dyskotece walca tanczy, a jeszcze roznice miedzy
                                > walcem wiedenskim a angielskim uchwycic potrafi.
                                No wiesz! Przeciez to calkiem rozne tance, jak mozna je z soba pomylic smile No,
                                ale jak sie ich nie tanczylo...
                                • kwarantanna18 Re: trudnosc gatunkowa? 14.10.05, 11:24
                                  jdrk napisał:


                                  > No wiesz! Przeciez to calkiem rozne tance, jak mozna je z soba pomylic smile No,
                                  > ale jak sie ich nie tanczylo...

                                  No tak, ale jak rozroznic walca od walca?
                                  Otoz walec jedzie, a walca sie tanczywink

                                  Nie wiem, jakos nic mi sie dzisiaj nie podoba, poza tym transmisja sie rwie, co
                                  jest bardzo wkurzajace
                              • a000000 Re: trudnosc gatunkowa? 14.10.05, 11:38
                                kwarantanna18 napisała


                                > A jakby zamiast koncertu inauguracyjnego KCH wprowadzic wystep zespolu "Slask"?
                                > ?
                                > Albo chociaz poloneza i mazura Moniuszki naszego niedocenionego. A najlepiej
                                > byloby, gdyby tanczyli uczestnicy konkursuwink))

                                Ażebyś wiedziała!!! Świat dzisiejszy nie czuje ani walców ani polonezów ani
                                mazurków. Kiedyś, kiedyś, dawno temu, w Polskim Radio PR I, codziennie w
                                południe, po hejnale z Wieży Mariackiej, nadawane były półgodzinne koncerty
                                orkiestry Feliksa Dzierżanowskiego. Wyłącznie muzyka ludowa - mazury, oberki,
                                kujawiaki.....i taki słuchający dzieciak te rytmy miał we krwi ( a nie było
                                wówczas wszechobowiązującgo ogłupiającego hałasu "muzyki młodzieżowej"). Folklor
                                w niebyt odchodzi, stąd od 20 lat nie było nagrody za mazurki. Taki pianista
                                powinien choć raz wziąść udział w wiejskim mazurskim święcie, gdy cycate i
                                brzuchate baby, pod boki się wziąwszy, przytupują obok basetli...
                                A polonezy? Gdzie jest buta i duma sarmacka?
                                Pianiści to wszysko grają doskonale, perliście, każda nutka prezyzyjnie z nutek
                                na klawisze spada....LITERA. Tylko DUCH gdzieś uleciał niespostrzeżenie...
                                • kwarantanna18 Re: trudnosc gatunkowa? 14.10.05, 12:00
                                  Bo my jestesmy okropni, jezeli chodzi o nasza kulture. Bylam na 52 rocznicy
                                  powstania Slaska - odmlodzonego o odkurzonego przez Kilara - toz to REWELACJA!
                                  (teraz profesur Stryjniak mowi o Finlandczyku wink
                                  • a000000 Re: trudnosc gatunkowa? 14.10.05, 12:08
                                    Finlandczyk, mówisz? Jakaś nowomowa, czy cuś?
                                    • rumburakk1 Re: trudnosc gatunkowa? 15.10.05, 19:03
                                      miało być Fińczykwink Od siebie dodam tyle: Polak nie zaśpiewa bluesa z delty
                                      Missisipi a Jankes nigdy nie zagra Poloneza tak jak czuje to Polak (no chyba że
                                      urodzi i zakocha sie w Polsce). To samo z mazurkami. Nie znam się na muzyce jak
                                      Wy ale słucham sobie tego konkursu i te mazurki brzmią , przepraszam, jakby
                                      tancerz dopiero uczył się tańczyć mazura cy też wspomnianego poloneza.
                                      Jak pisałem nie jestem fachowcem, ale jak słucham Rubinsteina to czuję swojskie
                                      klimaty. jak słucham konkursowych to słyszę poprawnie zagrane nutki, ale
                                      właściwie nie zostawiają na mnie zadnego wrażenia.
                            • ondine Re: trudnosc gatunkowa? 14.10.05, 15:00
                              juz kiedys pisalam, jak to jest z tym czuciem i ze mozna miec poprzekrecane. bo
                              ze enesco mi wiruje latwiej w krwi niz chopin to mala zdrada, ale ze
                              hiszpanska muzyka wychodzi z biegu, to juz niewytlumaczalnewink dodajac jeszcze
                              ze rytmy arabskie i wszystkei juz niskie geograficznie w ogole jakbym miala
                              wyssane z mlekiem.
                              wiec wcale mi z taka natura do poloneza nie ejst latwo! wije sie czlowiek a tu
                              trzeba prostoty, kroku. ale faktem jest ze sie to pieknie gra, jesli tylko sie
                              przebrnie przez forme (no np w fantazji polonezie to neilatwe ha) . czysta
                              przyjemnosc. nie to co jakies etiudy.
                              • jdrk Re: trudnosc gatunkowa? 14.10.05, 16:20
                                ondine napisała:
                                > ze enesco mi wiruje latwiej w krwi niz chopin to mala zdrada, ale ze
                                > hiszpanska muzyka wychodzi z biegu, to juz niewytlumaczalnewink dodajac jeszcze
                                > ze rytmy arabskie i wszystkei juz niskie geograficznie w ogole jakbym miala
                                > wyssane z mlekiem.

                                No tak, mozna miec rozne niespodziewane talenty zupelnie nie zwiazane ze
                                srodowiskiem, w ktorym sie zyje i wychowuje wink Ja z kolei dobrze rozumiem
                                mentalnosc i filozofie chinczykow czy japonczykow - i tez nie wiem skad to mam smile

                                A propos - nie wiem, czy pamietacie co powiedzial taki mlody chinczyk (szkoda,
                                ze nie ma go w II etapie) Peng Cheng He: ze on rozumie, ze Chopin z koniecznosci
                                mieszkal daleko od swojego kraju i ze ciagle o nim myslal i za nim tesknil - i
                                taka postawa podoba sie i imponuje chinczykom i dlatego oni tak dobrze go
                                rozumieja smile

                                Powinien dodac (bo Polacy o tym nie wiedza), ze znaczna czesc poezji chinskiej
                                wlasnie temu jest poswiecona, tesknocie za swoimi stronami rodzinnymi (wladza
                                wysylala na krance imperium chinskiego swoich urzednikow, aby tam strzegli
                                nowych podbitych krolestw, a ktorzy niezadko byli poetami, czy artystami
                                malarzami). Wiec oni taka tesknote tez maja we krwi smile Ale Polonezow i Mazurkow
                                niestety nie wink

                                >wiec wcale mi z taka natura do poloneza nie ejst latwo! wije sie czlowiek a tu
                                >trzeba prostoty, kroku. ale faktem jest ze sie to pieknie gra, jesli tylko sie
                                >przebrnie przez forme (no np w fantazji polonezie to neilatwe ha) . czysta
                                > przyjemnosc. nie to co jakies etiudy.

                                Hihi smile)) Ondine, bo Ty jestes z tych Levkovichowych, dla ktorych technika nie
                                jest najwazniejsza (i bardzo dobrze) wink Ale Etiudy tez sa piekne, niektore nawet
                                wybitne i niektorzy potrafili to ukazac, w I etapie zwlaszcza. Tylko
                                "szybkobiegacze" podniesli poprzeczke techniki palcowej (i to przez nich do I
                                etapu nie dostalo sie pewnie wielu wartosciowych pianistow), ale i zdegradowali
                                je do poziomu Etiud Czernego wink
                      • a000000 Re: Colleen Lee i Levkovich 14.10.05, 11:22
                        jdrk napisał:

                        >
                        > A Ty wiesz, ktora jest godzina? wink

                        Co mi tam godzina, czy to moja wina, że czas tak szybko gna?

                        No i mam rozumieć, że Ty spałeś, jak Twój duch pisał post? hehehe
    • jdrk Don Hyek Lim 14.10.05, 10:54
      Spoznilem sie na jego wystep i slyszalem tylko ostatniego Mazurka - ładny smile
      Azerka, slyszalas go moze?

      Ale nie wazne jak gral wczesniej, wazne jak zagral Sonate b-moll! Genialnie!
      Mimo, ze jestem w pracy, to nie moglem oderwac sie ani na chwile od ekranu (a
      wlasciwie sluchawek)! Juz pierwsze dzwieki wywolaly ciarki po plecach i
      zapowiadaly to co sie wydarzy pozniej. No geniusz - bez dwoch zdan! Jeszcze nie
      moge ochlonac smile
      • a000000 Re: Don Hyek Lim 14.10.05, 11:18
        NIEEEEEEE!!!

        nie słyszałam. Wyleciało mi z głowy że będzie grał. teraz dopiero się
        podłączyłam. A i tak za chwilę wychodzę.

        powiem słowami nieodżałowanego Koziołka Matołka:

        O rozpaczy! król zawołał, to nie przyszło mi do głowy!
        I by głowę swą ukarać, tłukł nią w twardy pień palmowy....

        Palmy twardej na gwałt guła potrzebuje!!!! A tak się nastawiałam na tego
        pianistę, zauważyłam go w pierwszym etapie. Dla mnie to pewniak finałowy.

        To powiadasz, ze tak piękna sonata była? Nie dobijaj.
        • jdrk Re: Don Hyek Lim 14.10.05, 11:27
          a000000 napisała:
          > To powiadasz, ze tak piękna sonata była? Nie dobijaj.
          Piekna to malo powiedziane smile Po nim za fortepianem zasiadl Mustonen i zaczal
          wlasnie od tej sonaty - az mi sie odechcialo go sluchac. I juz skonczyl ta
          Sonate, a ja myslami (wlasciwie sercem) wciaz jestem przy tamtym wykonaniu.
          Biedny Mustonen, moze i nawet gra niezle, ale ja nie jestem w stanie tego
          zauwazyc smile O, zaczal Mazurki, calkiem ladnie - moze dam sie wciagnac smile
          • a000000 Re: Don Hyek Lim 14.10.05, 11:58
            Finn jest całkiem, całkiem.

            Widzisz, jesli chodzi o sonatę b-moll, to ja jestem spaskudzona wykonaniem Ivo
            Pogorelića. Pierwszym akordem chwycił mnie za twarz i rzucił na podłogę. A
            następne takty pozostawiły mnie na tej podłodze po dobrej woli. I nie słyszałam
            tekstowych uhybień, nic się nie liczyło, gul dławił. Od tej pory już nikt na
            mnie tak piorunującego wrażenia nie zrobił.
            Grave był cięzkie, ponure, zapowiadające....a w doppio movimento "poszły konie
            po betonie" w rytmie absolutnie nieziemskim, dechu brakło. Popis bodajże
            powiedział, że poczuł się w tym momencie jak zaczadziały. Słusznie Ivo nie
            dostał pierwszej nagrody, jemu się należało Grand Prix. Potrafił stworzyć
            "klimat", w którym przestaje się liczyć litera tylko duch wszechobecny śpiewa...

            Kilka lat po tamtym skandalu pani Hesse Bukowska w wywiadzie się przyznała, że
            będąc w Belgii poszła na koncert Pogorelicha i nigdy w życiu tak pięknej
            kantyleny nie słyszała. Normalnie: czarował chorobnik....

            jestem bardzo ciekawa, jak opisałby tamten występ pan Dyżewski hehehehe.

      • arana Re: Don Hyek Lim 14.10.05, 11:29
        A tak chciałam go usłyszeć!!!! Niestety, nic nie wyszło z moich planów
        zniknięcia po angielsku z zajęć, na których stanowiłam tylko tło, ale szefowa
        wlepiała we mnie oczy – a może to tylko moje nieczyste sumienie tak mnie
        mamiło. W każdym razie będę polować na powtórki. Dajcie znać, gdyby ktoś
        wiedział wcześniej.


        • kwarantanna18 Don Hyek Lim i Mustonen 14.10.05, 11:51
          Czy ktos moze mi przelozyc na jabluszka, o co chodzi profesurowi Stryjniakowi z
          tym opoznionym dzwiekiem.
          A co to za zwierze Finczyk???
          • jdrk Re: Don Hyek Lim i Mustonen 14.10.05, 12:09
            kwarantanna18 napisała:
            > Czy ktos moze mi przelozyc na jabluszka, o co chodzi profesurowi Stryjniakowi z
            > tym opoznionym dzwiekiem.
            Facet w ogole nie ma daru tlumaczenia i gada jakims zargonem akademickim - nie
            chcialbym byc jego studentem.

            > A co to za zwierze Finczyk???
            I to mowi Pan profesor! Hihi smile
            • arana Konkurs w Sali Kameralnej 14.10.05, 12:17
              Słyszeliście informację, że można tanio (10 zł.)i przy dobrych głosnikach na
              telebimie posłuchać Konkursu?
              Czyli w niedzielę jakś tam sznsa jest.
              • kwarantanna18 Re: Konkurs w Sali Kameralnej 14.10.05, 12:23
                Telebim to w ogole powinien stac przed Palacem Kultury przez te trzy tygodnie
              • jdrk Re: Konkurs w Sali Kameralnej 14.10.05, 12:27
                arana napisała:
                > Słyszeliście informację, że można tanio (10 zł.)i przy dobrych głosnikach na
                > telebimie posłuchać Konkursu?
                > Czyli w niedzielę jakś tam sznsa jest.
                No, wlasnie przed chwila tez sie o tym dowiedzialem z Wyborczej. Telebim jest w
                sali Kameralnej FN. W takim razie w niedziele sie wybieram na Rafala smile
                • arana Re: Konkurs w Sali Kameralnej 14.10.05, 12:31
                  Ja też, ale zacznę od polowania na wejściówki, a może? smile
                  • a000000 Nezu Rieko 14.10.05, 14:22
                    Zaczęło się całkiem nieźle. Mazurki nie bujały tylko podskakiwały. Sonata
                    interesująca, nad wyraz, żyła, opowiadała. No i nastąpił czas na część czwartą.
                    Pianistka z furią zaatakowała materiał dźwiękowy. Pomyślałam: czemu nie? Ale.
                    Zaczął się polonez, a furia nie ustąpiła (może ta japonka to karateka??) Andante
                    spianato wybrzmiało jakoś i zwalił się ciężki, bez lekkości i elegancji Wielki
                    Polonez. Tak, jakby konie poniosły. Według mnie, polonez to pycha i duma
                    sarmacka, jednocześnie elegancja połączona z pogardą dla profanum.
                    Ciekawam opinii innych.

                    No i uważam, że japońskie fortepiany źle brzmią w Chopinie. Żeby nie rzec:
                    krzykliwie i prostacko.

                    Druga japonka była lepsza. Oczywiście jest to moja całkowicie subiektywna opinia.
                    • arana Re: Nezu Rieko 14.10.05, 14:40
                      Azerko, w Wielkim Polonezie niesłychanie ważne są dla mnie dwie rzeczy.
                      Po pierwsze - cudowny kontrast między Adante Spianato a samym Polonezem;
                      pisałam już kiedyś, że zawsze mi wtedy serce zamiera, tzn. powinno zamierać,
                      gdy jest dobrze zagrany. Tym razem nic mi nie zamarło, nawet nie miało ochoty.
                      sad
                      A teraz druga sprawa – piszesz o niej „pycha i duma sarmacka” Ja to
                      nazywam „sława i chwała pierwszej Rzplitej”. Nie znalazłam tego jeszcze w
                      Konkursie, no ale nie słyszałam wszystkich Polonezów. Czy ktoś zagrał już, jak
                      należy?

                      • a000000 Re: Nezu Rieko 14.10.05, 15:08
                        O tak! Sława i Chwała Rzeczypospolitej Obojga Narodów i Koronie. Dokładnie.

                        Jak należy to zagrał Zimerman 30 lat temu i Yundi Lee 5 lat temu. Tak po
                        bożemu. Wszystko było na swoim miejscu i w należytych proporcjach. Aż dusza
                        rosła. No i ta bezczelna sarmacka pycha z ócz wyzierała hehehehe.
                      • jdrk Re: Nezu Rieko 14.10.05, 15:47
                        arana napisała:
                        > Czy ktoś zagrał już, jak należy?
                        Jeszcze nie (nie wiem jak Dong Hyek i Mustonen podolali, ale cos slyszalem ze
                        nie bardzo) wink

                        A wlasnie sprawdzilem, kto jeszcze podjal to wyzwanie:
                        - Yuma Osaki, Japonia - to jeszcze dzis
                        - Yeol-Eum Son, delikatna koreanka
                        - Krzysztof Trzaskowski, Polska
                        - Nobuyuki Tsuji, Japonia (moze byc ciekawie)
                        - Ingolf Wunder (no, no, no)
                        - Soo-Jung Ann, Korea Pd.
                        - Nicolas Bringuier, Francja
                        • arana Drogi Sherlocku! 14.10.05, 18:26
                          Skąd masz takie wiadomości? Mam na myśli program poszczególnych artystów.
                          Podziel się adresem.
                          Na panią Osaki nie zdążyłam, ale gdybym znała program, postarałabym się, aby
                          usłyszeć Wielkiego Poloneza, bo to mój ulubiony.
                          • schaetzchen Re: Drogi Sherlocku! 14.10.05, 19:08
                            Dr Watson w imieniu Sherlocka:
                            w necie tego chyba nigdzie nie ma, jest w książce konkursowej - do kupienia w
                            FN. Jeśli masz ochotę, podaj mi na priv swój adres, wyślę Ci.
                            • arana Re: Drogi Watsonie! 14.10.05, 19:46
                              Wysyłam list pocztą pneumatyczną. smile
                            • jdrk Re: Drogi Watsonie 14.10.05, 20:08
                              schaetzchen napisała:
                              > Dr Watson w imieniu Sherlocka:
                              Dziekuje Ci Watsonie wink
                              • kwarantanna18 Re: Drogi Watsonie 14.10.05, 21:23
                                A czy ktos nie moglby sie poswiecic i zeskanowac program i wrzucic na jakis
                                serwer w necie. Juz upominalam sie u tv, na stronie konkursu tez nie ma, a nikt
                                mi nie przysle, bo za daleko;-(((
                                • schaetzchen Re: Drogi Watsonie 14.10.05, 21:45
                                  Aż taka poświętliwa nie jestem (bo nie mam skanera), ale mogę sukcesywnie
                                  wpisywać tutaj listę utworów. Tylko czy to nie będzie zaśmiecanie forum? smile
                                  Czekam na opinie.
                                  • kwarantanna18 Re: Drogi Watsonie 14.10.05, 22:05
                                    Dla mnie nie, ale demokracja obligujewink))
                                    Nie rozumiem, dlaczego nie ma programu ani zyciorysow na stronie KCH. Na stronie
                                    TV w I etapie byly tylko zyciorysy ekipy polskiej, a teraz uczestnikow II
                                    etapu.A prawde mowiac najbardziej intryguja mnie ci wielcy nieznani, ktorzy
                                    przpadli w eliminacjach
                                    • maro76 Re: Drogi Watsonie 14.10.05, 22:08
                                      kwarantanna18 napisała:

                                      > Dla mnie nie, ale demokracja obligujewink))
                                      > Nie rozumiem, dlaczego nie ma programu ani zyciorysow na stronie KCH. Na
                                      stroni
                                      > e
                                      > TV w I etapie byly tylko zyciorysy ekipy polskiej, a teraz uczestnikow II
                                      > etapu.A prawde mowiac najbardziej intryguja mnie ci wielcy nieznani, ktorzy
                                      > przpadli w eliminacjach

                                      Kwarantanno, poszperaj na tej stronie konkursu, są tam mini życiorysy.
                                      W zakładce "serwis prasowy" i dalej "informacje prasowe"
                                  • maro76 Re: Drogi Watsonie 14.10.05, 22:05
                                    schaetzchen napisała:

                                    > Aż taka poświętliwa nie jestem (bo nie mam skanera), ale mogę sukcesywnie
                                    > wpisywać tutaj listę utworów. Tylko czy to nie będzie zaśmiecanie forum? smile
                                    > Czekam na opinie.

                                    Schaetz, a nie masz cyfraka?
                                    Bo mam taki patent przećwiczony z innych forów,ze robię zdjęcie w dobrej
                                    rozdzielczości i wklejam do jakiegos darmowego programu, np. www.imageshack.us
                                    Jak druk nie jest zbyt mały i się światło jakoś wrednie nie załamie to powinno
                                    być ok.
                                    • schaetzchen Re: Drogi Watsonie 14.10.05, 22:07
                                      No jasne!!! Zaraz zacznę eksperymenty!
                                      • schaetzchen Re: Drogi Watsonie 14.10.05, 22:32
                                        Poddaję się sad(( Spróbuję jeszcze jutro, w dziennym świetle. Póki co tylko
                                        zapowiedź co czeka nas jutro rano:

                                        63. Gracjan Szymczak - steinway
                                        Mazurki op. 59
                                        Polonez As-dur
                                        Sonata h-moll

                                        66. Krzysztof Trzaskowski - yamaha
                                        Mazurki op.17
                                        Andante spianato i Wielki Polonez Es-dur
                                        Sonata b-moll

                                        67. Nobuyuki Tsujii - steinway
                                        Mazurki op.24
                                        Andante spianato i Wielki Polonez Es-dur
                                        Sonata h-moll

                                        72. Sławomir Wilk - steinway
                                        Mazurki op. 59
                                        Polonez As-dur
                                        Sonata h-moll

                                        Podaję w wersji skróconej, bez tonacji Mazurków, bez opusów reszty, ale myślę,
                                        że wiadomo o co chodzi?
                                        • schaetzchen Re: Drogi Watsonie 14.10.05, 22:33
                                          Acha, te mało elegancko wyglądające numery to po to, że Dwójka organizuje jakiś
                                          plebiscyt na ulubieńca publiczności i ten numer trzeba gdzieś tam smsem wysłać.
                                          Więc na wszelki wypadek podaję.
                                        • maro76 Re: Drogi Watsonie 14.10.05, 22:41
                                          to jeszcze małe pytanko
                                          czy ktoś zagra mazurki z op.50??
                                          • schaetzchen Mazurki op.50 14.10.05, 22:45
                                            Piotr Banasik
                                            i parę osób, które nie przeszły.
                                            • kwarantanna18 Re: Mazurki op.50 14.10.05, 23:37
                                              A ktora sonate bedzie gral Rafal Blechacz? A ktora mial grac Drzewiecki? I
                                              Chinczycy?
                                              • kwarantanna18 Serwis prasowy 14.10.05, 23:38
                                                Tak, wiem, ze sa zyciorysy, le zreflektowali sie dopiero po kilku dniach i z
                                                trzech bodaj pierwszych nie ma nic
                                        • jdrk Re: Drogi Watsonie 14.10.05, 23:37
                                          Dziekuje Watsonie smile Sherlock uzupelni reszte:

                                          74. Ingolf Wunder
                                          Mazurki op.59
                                          Andante spianato i Wielki Polonez Es-dur
                                          Sonata h-moll op.58

                                          75. Takashi Yamamoto
                                          Mazurki op.59
                                          Polonez As-dur
                                          Sonata b-moll op.35

                                          78. Andrey Yaroshinsky
                                          Mazurki op.30
                                          Polonez fis-moll
                                          Sonata b-moll

                                          2. Soo-Jung Ann
                                          Mazurki op.30
                                          Andante spianato i Wielki Polonez Es-dur
                                          Sonata h-moll

                                          3. Piotr Banasik
                                          Mazurki op.50
                                          Polonez As-dur
                                          Sonata h-moll

                                          5. Rafal Blechacz
                                          Mazurki op.56
                                          Polonez As-dur
                                          Sonata h-moll

                                          6. Nocolas Bringuier
                                          Mazurki op.59
                                          Andante spianato i Wielki Polonez Es-dur
                                          Sonata h-moll

                                          8. Chio-Ying Chang
                                          Mazurki op.50
                                          Polonez As-dur
                                          Sonata h-moll

                                          13. Alexej Gorlatch
                                          Mazurki op.33
                                          Polonez As-dur
                                          Sonata b-moll

                                          I to chyba wszyscy w tym etapie smile
                                          • jdrk Re: Drogi Watsonie 14.10.05, 23:38
                                            Przepraszam za maly blad:

                                            > 8. Chio-Ying Chang
                                            > Mazurki op.30
                                            > Polonez As-dur
                                            > Sonata h-moll
                                          • kwarantanna18 Merci, merci, merci... 14.10.05, 23:49
                                            Beaucoup!!!
                                            • jdrk Re: Merci, merci, merci... 14.10.05, 23:54
                                              S'il vous plait wink
                                            • jdrk Re: Merci, merci, merci... 14.10.05, 23:59
                                              Ale chyba powinienem odpowiedziec: de rien ? wink
                                              • maro76 Re: Merci, merci, merci... 15.10.05, 00:07
                                                jdrk napisał:

                                                > Ale chyba powinienem odpowiedziec: de rien ? wink

                                                albo il n'y a pas de quoismile
                                                • kwarantanna18 Re: Merci, merci, merci... 15.10.05, 00:10
                                                  O, nie...
                                                  Je vous en prie, ce fut un plaisir...

                                                  • jdrk Re: Merci, merci, merci... 15.10.05, 00:18
                                                    kwarantanna18 napisała:
                                                    > Je vous en prie, ce fut un plaisir...

                                                    Czyli? "Cala przyjemnosc po mojej stronie"?
                                                    Uczylem sie francuskiego, ale chyba z 10 lat temu i juz nic nie pamietam wink
                                                  • kwarantanna18 Re: Merci, merci, merci... 15.10.05, 00:36
                                                    Dokladnie (prawie) tak
                          • jdrk Komentarze? 14.10.05, 23:50
                            Niewiele dzis komentarzy. Wiem, ze wiekszosc polegla na Mazurkach i Polonezach,
                            ale moze jednak ktos sie wam spodobal?

                            W kometarzach radiowych pochwalili troszke Miku Omine, troche Yuma Osaki (no w
                            tym kawalku, ktory puscili spodobala mi sie), troche Takashi Sato, najbardziej
                            chyba Shohei Sekimoto (ale zdania tez byly podzielone). Reszta w ogole slabo.

                            A ja sie utwierdzilem w tym, ze Dong Hyek Lim Sonate b-moll wykonal bosko smile
                            Nawet ten chwalony "Marche funebre" w wykonaniu Sekimoto nie byl tak przejmujacy
                            jak u Dong Hyeka. Ale mimo tego nie wiadomo, czy koreanczyka jeszcze zobaczymy,
                            bo Polonez, a zwlaszcza Mazurki mu nie wyszly sad
                            • a000000 Re: Komentarze? 15.10.05, 01:02
                              Sekimoto był dobry. Marsz zagrał pięknym piano legato w lewej. Szkoda, że na Kawaiu.
                              A tak wogóle, to o czym tu mówić na paryskim bruku???? Ogólnie w miarę
                              poprawnie, ale ....to mało. Wolę mniej poprawnie, ale porywająco. Toż to jest
                              kwiat pianistyki światowej.
                              • jdrk Re: Komentarze? 15.10.05, 01:09
                                a000000 napisała:
                                > Wolę mniej poprawnie, ale porywająco. Toż to jest
                                > kwiat pianistyki światowej.

                                Własnie! Ale gdyby nie te glupie Mazurki i Polonezy, to "kwiat pianistyki"
                                pokazalby co potrafi! wink

                                A ja czekam (jutro o 17:50) na mojego pupila w II etapie, Takashi Yamamoto. Nie
                                wiem jak mu wyjda Mazurki, ale na pewno bedzie porywajacy smile
                                • a000000 Re: Komentarze? 15.10.05, 01:26
                                  hehehe mazurki nie takie głupie. To są takie miny przeciw-piechotne, pułapki na
                                  zadufanych. Zdaje się - miniatura, byle co, łatwizna. A tu BUUUUM!
                                  • jdrk Re: Komentarze? 15.10.05, 01:39
                                    a000000 napisała:
                                    > hehehe mazurki nie takie głupie. To są takie miny przeciw-piechotne, pułapki na
                                    > zadufanych. Zdaje się - miniatura, byle co, łatwizna. A tu BUUUUM!

                                    Hihi, fajne porownanie smile A mi czesto chcialo sie smiac z wykonan Polonezow. Bo
                                    albo traktuja go niepowaznie i wychodzi lekko i skocznie (tak najczesciej), albo
                                    z kolei zbyt monotonnie i nudno, albo niektorzy wiedza, ze powinien byc dostojny
                                    i patetyczny, i nawet zaczynaja dobrze, z powaga. Ale z uplywem czasu chca coraz
                                    bardziej patetycznie i uderzaja mocniej i mocniej, az nagle widzimy, ze Polonez
                                    zrobil sie nie wiadomo jak skoczny, a dostojenstwo pryslo - tak wlasnie zapedzil
                                    sie dzis w kozi rog Takashi Sato wink
                                    • kwarantanna18 Gracjan 15.10.05, 10:42
                                      Dziecko, przestan sie trzasc przy tej klawiaturze. Lubimy cie i zdolna bestia
                                      jestes, nie boj sie...
                                      Och, rozbolal mnie zoladek z udzielonego strachu
                                      • a000000 Krzysztof 15.10.05, 11:03
                                        Takie konkursy to rozdwojenie jażni. Z jednej strony pianista musi być,
                                        muzykalny uduchowiony, czujący, delikatny....a z drugiej strony musi mieć
                                        kamienną psychikę, żelazne nerwy aby znieść obciążenia występów publicznych.
                                        Zwłaszcza konkursowych.
                                        Schiza.

                                        Właśnie zaczął Trzaskowski. Chyba się boi, gubi się. Jakże mi żal tych młodych
                                        ludzi. Praca tytana, talent nieprzeciętny, a tu trema go zjada.
                                        Ale na scenie nie ma zmiłuj. Pianista koncertujący MUSI się odciąć od świata i
                                        pozostać sam na sam z muzyką. Kto tego nie potrafi, źle skończy. Znam jednego,
                                        który nawet psychicznie się załamał.
                                        Okropne to co powiem, ale wolałabym słuchać teraz Żółtego Niemca niż naszego
                                        pianistę.
                                        I nie skomentuję sonaty, w życiu.
                                        • a000000 mam pomysła 15.10.05, 11:14
                                          A jakie byłoby Wasze zdanie na temat przeciwdziałania paraliżującej tremie przy
                                          pomocy medycznych sztuczek? Jest taki nowoczesny system poprawiania zdolności
                                          skupiania się na problemie, biofitback. Zakłada się na głowę elektrody i myślami
                                          (czyli bioprądami) steruje się obrazem komputera. Oczywiście to jest
                                          wytłumaczenie dla "widza", bo rzecz polega na obserwacji bioprądów i większa
                                          amplituda tego który odpowiada za np skupienie uwagi jest nagradzana pożądanym
                                          skutkiem na ekranie: np myślami należy powrócić rozlaną powodziowo rzekę do
                                          koryta, lub przeprowadzić coś nad urwiskiem....stopień trudności jest zależny od
                                          wytrenowania umysłu. Podobno rewelacyjne efekty.
                                          O ileż więcej mielibyśmy wspaniałych przeżyć muzycznych, gdyby nie ta parszywa
                                          trema.
                                          • jdrk Re: mam pomysła 15.10.05, 11:28
                                            a000000 napisała:
                                            > A jakie byłoby Wasze zdanie na temat przeciwdziałania paraliżującej tremie
                                            > przy pomocy medycznych sztuczek?
                                            [...]
                                            > Podobno rewelacyjne efekty.

                                            Ale czy takie "wycwiczenie" umyslu ukladaniem obrazkow ma jakiekolwiek
                                            przelozenie na emocje odczuwane w "swiecie rzeczywistym" - smiem watpic. No
                                            chyba, ze artysta bedzie na scene wychodzil z elektrodami przyczepionymi do
                                            skroni (aha - no gdzies musialby stac ekranik, zeby wiedzial jak sterowac
                                            emocjami), hihi wink

                                            > O ileż więcej mielibyśmy wspaniałych przeżyć muzycznych, gdyby nie ta parszywa
                                            > trema.

                                            Trema jest, byla i bedzie smile Wykorzystana pozytywnie (lekka andrenalina) pozwala
                                            artyscie wzniesc sie na wyzyny smile
                                            • a000000 Re: mam pomysła 15.10.05, 11:35
                                              Nie, to uczy koncentracji. Rozumiesz? Mózg trenuje. Potem mózg sam sobie radzi w
                                              sytuacjach stresowych, bo ma zapamiętane mechanizmy.
                                              Jak widzę pianistów dalekowschodnich, spokojnych, pewnych siebie, to odnoszę
                                              wrażenie, że są po treningu.
                                              • jdrk Re: mam pomysła 15.10.05, 11:52
                                                a000000 napisała:
                                                > Nie, to uczy koncentracji. Rozumiesz? Mózg trenuje. Potem mózg sam sobie radzi
                                                > w sytuacjach stresowych, bo ma zapamiętane mechanizmy.

                                                Ale tu nie chodzi tylko o koncentracje. Wiem to dobrze na swoim przykladzie. Ja
                                                potrafie skoncentrowac sie na jakims zajeciu bez problemu - kiedys w akademiku,
                                                teraz w pracy, czy gdziekolwiek indziej, potrafie skupic sie i odciac od swiata.
                                                Ale jesli publicznie prowadze jakies szkolenie, czy prezentuje, to sama
                                                umijetnosc koncetracji nie wystarcza. Bo stres jest zupelnie czyms innym i
                                                trzeba umiec sie z nim oswoic i umiec go wykorzystac do wlasnych celow. I jak
                                                juz sie go opanuje, to dopiero wtedy mozna starac sie koncentrowac smile

                                                > Jak widzę pianistów dalekowschodnich, spokojnych, pewnych siebie, to odnoszę
                                                > wrażenie, że są po treningu.

                                                U nich jest taka prosta metoda, sprawdzona juz ponad 2 tys lat temu, nazywa sie
                                                medytacja smile
                                            • maro76 Re: mam pomysła 15.10.05, 11:38
                                              nie ma zmiłuj, opanowywanie tremy musi być ćwiczone tak samo jak utwory
                                              Horowitz chyba powiedział,że o tym stołeczku przy fortepianie,że to "miejsce
                                              największej samotności na świecie", czy jakoś tak
                                              można to chyba dwojako rozumieć
                                              negatywnie - artysta sam jak palec, a wokół tłum stawiający wysoko poprzeczkę
                                              i choć generalnie życzliwy to jednak z trudnością tolerujący wpadki
                                              pozytywnie - artysta sam jak palec, ale świadomie i w sposób kontrolowany
                                              oddzielony od rozpraszającej rzeczywistości, sam na sam z dziełem
                                              • a000000 Re: mam pomysła 15.10.05, 11:53
                                                myślę, że chodzi o wydźwięk pozytywny - artysta i jego muzyka, i nic się innego
                                                nie liczy, wszystko co nie jest dźwiękiem przepada w otchłani. Zauważyłam, że ci
                                                wielcy, którzy potrafią zaczarować, po skończeniu utworu, jakby się z transu
                                                budzili.
                                              • jdrk Re: mam pomysła 15.10.05, 12:06
                                                maro76 napisał:
                                                > artysta sam jak palec, ale świadomie i w sposób kontrolowany
                                                > oddzielony od rozpraszającej rzeczywistości, sam na sam z dziełem

                                                Ladnie powiedziane smile Granie dla siebie, dla dziela, dla kompozytora - to jest
                                                ideal Artysty. A nie wystepy "pod publiczke" - tego nie lubie.
                                                • a000000 Re: mam pomysła 15.10.05, 13:13
                                                  Boże, grał niewidomy. I to 17 - latek. Tylko podziwiać, i gratulować.
                                                  • jdrk Nobuyuki Tsujii 15.10.05, 13:24
                                                    a000000 napisała:
                                                    > Boże, grał niewidomy. I to 17 - latek. Tylko podziwiać, i gratulować.

                                                    Ale jak gral! Az sie wzruszylem jak juz skonczyl i publicznosc bila mu brawa (5
                                                    razy wychodzil sie poklonic). Co on musi teraz czuc! Wlasnie dla takich chwil
                                                    warto sie poswiecac i tyle lat cwiczyc smile
                                                  • kwarantanna18 Re: mam pomysła 15.10.05, 13:28
                                                    Tak, to nazywa sie medytacja.
                                                    A wracajac do Tsujii - do jakiego stopnia w jego grze punkt ciezkosci
                                                    przesuniety jest na slyszenie (zanim ona sie pojawi) kazdej najdrobniejszej
                                                    nuty. Wszystko u niego odgrywa sie w wyobrazni, bo jak patrzy sie na jego
                                                    aparat, wydaje sie niemozliwe, ze tak jednolita (na zewnatrz) artykulacja jest
                                                    zdolny polaczyc legato, czy chocby konsekwentnie, trzy nuty.

                                                    A przeciez ta nieruchoma reka, chocby ja korcilo, nie ma prawa drgnac.
                                                    Wiec wszystko odbywa sie wewnatrz, a on naciska tylko na odpowiednie klapki
                                                    (czytaj klawisze), i to jeszcze w sam ich srodeczek.
                                                    Potwierdza sie Michalowski i jego olowek

                                                    Wspanialy pianista, grajacy z ogromna prostota, a jednoczesnie porywajaco. Choc
                                                    w II etapie wydawal mi sie nieco asekuracyjny.

                                                    Poza tym Tsujii ma przepiekny swietlisty dzwiek (tak przynajmniej radio dyktuje)
                                                    i nieskazitelna muzyczna dykcje.
                                        • jdrk Re: Krzysztof 15.10.05, 11:15
                                          a000000 napisała:
                                          > Właśnie zaczął Trzaskowski. Chyba się boi, gubi się. Jakże mi żal tych młodych
                                          > ludzi. Praca tytana, talent nieprzeciętny, a tu trema go zjada.

                                          A wiesz, jak już serio podejrzewałem, że zaraz wstanie i zakończy tą Sonatę wink
                                          Ale jakoś opanował nerwy (co nie znaczy, że Sonatę).

                                          > Ale na scenie nie ma zmiłuj. Pianista koncertujący MUSI się odciąć od świata i
                                          > pozostać sam na sam z muzyką. Kto tego nie potrafi, źle skończy. Znam jednego,
                                          > który nawet psychicznie się załamał.

                                          Chłopak dopiero w tym roku pisze maturę, więc może będzie z niego koncertujący
                                          pianista - bo ma na to zadatki. A ja go widzę w Mazurkach - i zaraz się okaże,
                                          czy ma je "we krwi" wink
                                      • jdrk Re: Gracjan 15.10.05, 11:10
                                        kwarantanna18 napisała:
                                        > Dziecko, przestan sie trzasc przy tej klawiaturze. Lubimy cie i zdolna bestia
                                        > jestes, nie boj sie...

                                        Co do Gracjana, to od początku nie słyszałem, ale w Mazurkach powiało polskością smile
                                        • kwarantanna18 Re: Gracjan 15.10.05, 11:38
                                          Nie do konca sie zgodze. Do konkursu trzeba sie przygotowywac w specyficzny
                                          sposob. Nie wystarczy grac, gdy sie jest w formie. Nalezy utrzymac specyficzna
                                          rownowage pomiedzy szarymi komorkami a trzesacym sie cialem.
                                          Czyli: kazda nute nalezy miec wyryta w glowie , zeby mozna bylo sobie wyobrazic
                                          bez instrumentu KAZDY dzwiek i KAZDY ruch palca (bo najczesciej pamiec wysiada).
                                          Nalezy zaczac grac wolniej niz zwykle i dociskajac kazdy klawisz do dna, zeby
                                          rece sie uspokoily. No i miec punkty odniesienia dosc gesto. Jak cos umknie, to
                                          do przodu
                                          I na tym sie skupic. Najwazniejsze, zeby grac od poczatku do konca w miare bez
                                          przeszkod. To jest podstawa.
                                          A wszystko bierze sie z tego, ze na estradzie przy tremie ma sie zupelnie inne
                                          poczucie czasu i stawia sie sobie caly szereg glupich pytan w stylu jaka nuta
                                          ktorym palcem, na ktore nie znajduje sie natychmiastowej odpowiedzi. Jezeli
                                          dojdzie do tego "co ludzie o mnie powiedza", to juz jest koszmar. A jezeli
                                          zacznie sie siebie krytykowac po pierwszym omsknieciu palca, to juz katastrofa.

                                          I wydaje sie, ze tego nasi nie maja. tej prostej wiedzy. To nieprawda, ze
                                          wystarczy ograc program. Jezeli przed ciocia czy na malo znaczacym koncercie
                                          zagrasz sonate 25 razy bez obciazen, to i tak niewiele sie na tym nauczysz, bo
                                          nie nauczysz sie grac z obciazeniem.
                                          • maro76 Re: Gracjan 15.10.05, 11:45
                                            no właśnie, chyba Dyżewski obarczył ubóstwo polskiego zycia koncertowego
                                            winą za słabą odporność psychiczną naszych pianistów
                                            częste występy przed publicznością (nie musi być zaraz Filharmonia)są korzystne
                                            w kontekście radzenia sobie z tremą, poza tym pozwalają dopracować utwór
                                            • ondine Re: Gracjan 15.10.05, 13:55
                                              maja te zgrupowania, polskie konkursy, a na nic sie nie zdalo- bo to samemu
                                              trzeba ze soba popracowac, zen, a profesor na odstawke. duzo cwiczenia
                                              wyobrazni i wytrzymalosci psychicznej, granie w calosci calego programu
                                              lentissimo maksimissimo szczegolow i napiecia. obkumany kazdy ruch, oddech,
                                              czynnosci fizyczne. gdy ruchy sa pewne, cialo sie wyuczy, i pokona rozklekotany
                                              leb.
                                              ja mam czesto ochote nawiac juz przed wejsciem na scene, ale za bardzo lubie te
                                              bajery z oklaskami i potem juz samo granie, wiec nei zwiewam. czasem gra mi sie
                                              duper, czasem do bani (zazwyczaj na malo znaczacych koncertach)-na wazne
                                              imprezy zawsze sie skupiam. teraz sobie poza tym dowiodlam ze umiem zagrac bez
                                              wtopy, moglam kontrolowac kazda nute na tych niechlubnych eliminacjach, nie
                                              panikowalam, czulam sie jak w domu. po prostu palce byly pewniejsze niz
                                              kiedykolwiek. efekt tzw dupogodzin ale z i intensywnym mysleniem. duzo ludzi
                                              gra za duzo i za glupio. nie powinno sie cwiczyc wiecej niz 6 godzin dziennie,
                                              bo powyzej tej normy mozg sie lasuje i zaczynamy cwiczyc "do tylu". niestety
                                              polacy lubia cwiczyc bardzo duzo i bardzo glupio (zreszta belgowie podobnie-
                                              azjaci robia to przynajmniej ilosciowo ale tez JAKOSCIOWO; dlatego tez
                                              najgorszy niemuzykalny japonski mitsubischi gra bez wtopy.

                                              no i jeszcze - musi byc wizja opracowana na maksa intelektualna , forma,
                                              zadnych tam przypadkow, inwencja sie rodzi na wiedzy , jesli zas nei ma wiedzy,
                                              pojawia sie na scenie jedyne co wtedy w nas siedzi-strach.

                                              a co do samego stresu- taaa, na dzien przed trzese sie, umieram i choruje. rece
                                              mi za to na scenie raczej nei drza, trzeba kontrolowac oddech jak spiewqacy i
                                              pic duzo wody zimnej niegazowanej, uspakaja trzewia i ten dygot.
                                              • ondine literowka-duper mialo byc super:) 15.10.05, 13:57

                                                • kwarantanna18 Re: literowka-duper mialo byc super:) 15.10.05, 14:15
                                                  Przypomnialas mi jak kiedys uczylam sie Arietty z sonaty op.111 i wymyslilam
                                                  sobie torture w postaci grania jej codziennie na izust z metronomem w tempie
                                                  zdychajacego zolwia dwa razy pod rzad. Trwalo to trzy miesiace, ale pozniej byla
                                                  taka latwa
    • korelli Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 15.10.05, 16:16
      Bez Stasia Drzewieckiego cały ten etap jest jak weselne przyjecie bez tortu.
      Może komus to opdpowiada, ale dla mnie jest wyłacznie żenujace. To po prostu
      policzek dla tych, którzy znają sie co nieco na muzyce i potrafia docenic
      fenomenalny talent. A jeśli ktoś ma wątpliwosci co do powyższego niech sobie
      kupi płytę Stasia z etiudami op. 10 i koncertem e-moll. Tam znajdzie
      potwierdzenie dla mych słów.
      Pamietam jak jeden z wielkich jurorow tego konkursu próbowal zagrać koncert e-
      moll Chopina w 1958 r lub w 1959 r. tuz po serii recitali w Towarzystwie im.
      Chopina i w Filharmonii. Uważałem go wówczas za dobrze zapowiadajacego się
      pianistę. Ale ten koncert to była tortura dla ucha kogoś posiadającego nawet
      przecietny słuch muzyczny. Juror nie zagrał prawie jednego taktu bez błedu, bez
      przerwy gubił rytm i cos grał, a orkiestra swoje, by po opuszczenu kilku
      taktów wskoczyć znow na chwile w rytm. I tak do końca. Powinien był podziękowac
      publicznosci za przybycie i zejć z estrady po pierwszych wpadkach, ale on nas
      męczył przez całe 30 minut. Nie wyjawię jego nazwiska, gdyż do końca nie wiem,
      jak głosował, choc przypuszczam, ze był przeciw dopuszczeniu Stasia. Po tym
      koncercie ów juror zniknał z estrad na zawsze. I słusznie. Przynajmnniej umiał
      wyciagnąć wnioski ze swej gry.
      Jeśli pomyślę, że takie muzyczne ciepłe kluski ferują wyroki w sprawie
      genialnego pianisty, który najtrudniejsze miejsca koncertu e-moll i siedemnastu
      innych koncertów fortepianowych, które ma w repertuarze, bierze z niesamowitą
      łatwością, nigdy sie nie zawaha, cudownie moduluje dźwiek, trzyma sie rytmu jak
      zegarek i nigdy nie pozwoli tremie, by nim zawładnęła, moge tylko pokiwać
      głową. Bo szkoda słów.
      • kwarantanna18 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 15.10.05, 17:31
        Drogi korelli
        Specyfika kazdego konkursu jest to, ze ocenia sie nie zyciorys kandydata, nie
        jakosc plyt jakie nagral i nie jakosc recenzji, jakie zamiescil NY Tims, a
        ocenia sie pianiste TU I TERAZ grajacego? Anonimowego niemal, bo nawet jezeli
        polowa jury zna go na wylot, to druga polowa nie.
        Zgoda, jest pewne, ze w II etapie Stanislaw Drzewiecki gralby pewniej niz
        niejeden (niejedna) z uczestnikow. Pewniej, ale czy lepiej - nie wiem. Pierwszy
        etap nie powa jakos nikogo na kolana, nie bylo zamieszek pod FN, nie bylo
        telefonow oburzonych sluchaczy do radia i TV z pretensjami. Jury jest cale i
        zdrowe, nikt nikomu o ile wiem nie grozil gilotyna.

        Na tle produkcji, jakie slyszelismy w I etapie, wystep Stanislawa Drzewieckiego
        nie wzbil sie na wyzyny niezapomnianego. Latwiej wspomni sie Lewkowicza, czy
        nieslusznie odrzuconych Chinczykow, Ingolfa Wundera czy nawet Jacka Kortusa nie
        Stanislawa D.

        W takich przypadkach jury rzadko jest zlosliwe. Nie sadze, zeby w jego decyzji
        byla zla wola. Gdyby SD nazywal sie Xiao Xun Li albo Yusuki Kawamoto, nikt by na
        niego nie zwrocil nawet uwagi. A gdyby zwal sie Tomasz Nowak i przyjechal prosto
        z Wisly-Glebca, zaczeloby sie filozofowanie - coz to za szkola! Jak tak mozna!!!
        Jak mozna tak zabijac spontanicznosc w mlodym czlowieku, etc...

        Na pewno sposrod grajacych w II etapie sporo jest takich, ktorzy sie tego nie
        spodziewali, wiec na estradzie ma miejsce nerwowa Wielka Improwizacja, a imie
        jego 32, nie 44, ale nie mozna powiedziec, ze w tym konkretnym przypadku decyzja
        dwudziestoosobowego jury jest spiskiem przeciw...

        Je rozumiem, ze to co wiesz o SD wplywa na Twoja opinie, ale wierz mi, jak
        poczytasz zyciorysy niektorych odrzuconych juz w eliminacjach, nie odbiegaja one
        wiele od zyciorysu naszego Wunderkinda. Najprawdziwszego w swiecie zreszta.

        Bardzo pieknie i z niejakim zazenowaniem ujal to Jan Popis. Podkreslil, ze po
        raz pierwszy Stanislaw Drzewiecki (robiacy zreszta kariere "kanalem
        rownoleglym") z grania na koncercie, gdzie jedynym jego zadaniem bylo
        potwierdzic poprzedzajaca go fame jest postawiony w sytuacji bezposredniego
        konkurowania z innymi, inaczej wyksztalconymi i inaczej uksztaltowanymi
        pianistami. I w tym kontekscie wypadl szaro.
        • rumburakk1 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 15.10.05, 18:39
          romantyczna wizja talentu kawalera Stasia zaczyna mnie już trochę irytować.
          Przepraszam, ale ja w nim nie widzę dosłownie nic z rzeczonego Wunderkinga -
          raczej młodzieńca który gdzieś po drodze się mocno pogubił. Myślę że ta lekcja
          będzie dla niego zbawienna.
          • dwakretki Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 15.10.05, 19:37
            dla niego, jak dla niego...
            ciekawe, czy rodzina przestanie go "szlifować"
            jego gra nie jest szczera
            i te wszystkie machania łapkami, ta "gestykulacja" dla publiczności w
            stylu "uwaga!, kończę"
            dobrze, że nie przeszedł
            • a000000 pytanie za pięć groszy 15.10.05, 20:20
              dokąd się spieszył Austriak w Polonezie?
              • rumburakk1 Re: pytanie za pięć groszy 15.10.05, 20:46
                Spieszyć sie Polonezem to rzecz wielce niebezpieczna. Zwłaszcza po polskich
                drogach.
                W poprzednim poście popełniłem freudowską pomyłkę . Winno być Wunderkinda a ni
                kinga. Ot tak coś mnie naszło na wspominki o Poniatowskim. A właściwie to jak to
                jest z tym chłopakiem? jakim trafem urodził się w Moskwie? Ma ojca Rosjanina czy
                matkę?
                • a000000 Re: pytanie za pięć groszy 15.10.05, 20:56
                  Jeśli pytasz o Stanisława Drzewieckiego, to jest synem Tatiany Szebanowej
                  (Rosja)- II miejsce na Konkursie Chopinowskim w 1980 roku. Ojciec - Marek
                  Drzewiecki - pianista.
              • jdrk Re: pytanie za pięć groszy 15.10.05, 21:11
                a000000 napisała:
                > dokąd się spieszył Austriak w Polonezie?

                Na najblizszy samolot do Zurichu? wink No dobra, bez zartow. Ale caly jego wystep
                byl jakis nerwowy - nie wiem skad to mu sie wzielo. Po Austriaku sie tego nie
                spodziewalem wink
                • kwarantanna18 Re: pytanie za pięć groszy 15.10.05, 21:20
                  Nerwowy, moze i tak, ale tak elektryzujacego finalu w sonacie i wygranych
                  firanek w tym najradosniejszym polonezie jeszcze nie slyszalam. Fenomenalny
                  muzyk i fenomenalny pianista. Poloneza moze sie i uczyl od ogloszenia wynikow,
                  bo sie nie spodziewal, jak wiekszosc.wink

                  A co do SD Plyty z etiudami chopina nie znam, za to znam te z Lisztem i uwazam,
                  ze jest swietna.
                  Ale dajmy mu juz swiety spokoj, przed nami ostatni zakret i meandry prostej.

                  A, ojciec ma na imie Jaroslaw
                  • jdrk Re: pytanie za pięć groszy 15.10.05, 21:31
                    kwarantanna18 napisała:
                    > Nerwowy, moze i tak, ale tak elektryzujacego finalu w sonacie i wygranych
                    > firanek w tym najradosniejszym polonezie jeszcze nie slyszalam. Fenomenalny
                    > muzyk i fenomenalny pianista. Poloneza moze sie i uczyl od ogloszenia wynikow,
                    > bo sie nie spodziewal, jak wiekszosc.wink

                    No, ja sobie troche zartuje - mam taki humor po Yamamoto wink A tak na serio, to
                    rzeczywiscie juz w Scherzo byl troche spokojniejszy, bardziej skupiony i
                    dynamiczny. Largo pieknie zagrane bylo wlasnie zapowiedzia niesamowitego Finale
                    - dynamiczne, az z fotela podrywalo (tak sobie zapisalem w notatkach) wink

                    Aha - bylem dzis w Kameralnej ogladac wystepy na telebimie - polecam! Obraz jak
                    w kinie i bardzo dobry dzwiek. Atmosfera prawie jak na sali Koncertowej smile
                    • arana Niedzielny koncert 15.10.05, 21:52

                      Jdrk:
                      Aha - bylem dzis w Kameralnej ogladac wystepy na telebimie - polecam! Obraz jak
                      > w kinie i bardzo dobry dzwiek. Atmosfera prawie jak na sali Koncertowej smile

                      W której kasie kupuje się bilet? Czy był tłok, tzn. czy trzeba jutro przyjść
                      dużo wcześniej?



                      • jdrk Re: Niedzielny koncert 15.10.05, 22:03
                        arana napisała:
                        > W której kasie kupuje się bilet? Czy był tłok, tzn. czy trzeba jutro przyjść
                        > dużo wcześniej?
                        W kasie od ul.Moniuszki (tzn. przy sali Kameralnej). Dzis bylo bardzo duzo
                        miejsc wolnych smile A kasa czynna bedzie od 9:00. To co, spotykamy sie o 9:30? smile
                        • arana Re: Niedzielny koncert 15.10.05, 22:08
                          Od razu na Moniuszki? OK, będę.
                        • kwarantanna18 Re: Niedzielny koncert 15.10.05, 22:13
                          Przesylam Wam moje uszy, bo na pewno nie dojadawink)))

                          A co z recenzja schaetzen???
                          • arana Re: Niedzielny koncert 15.10.05, 22:18
                            Możesz być spokojna,zaopiekujemy się nimi. smile
                  • a000000 Re: pytanie za pięć groszy 15.10.05, 21:34
                    kwarantanna18 napisała:
                    >
                    > A, ojciec ma na imie Jaroslaw

                    Zgadza się. Z Bydgoszczy. Dużo tych Drzewieckich. Kiedyś nawet był taki
                    profesor, Zbigniew, rektor Akademii Warszawskiej - może rodzina?
                    • kwarantanna18 Re: pytanie za pięć groszy 15.10.05, 22:01
                      Nie, z tego, co wiem, nie rodzina
                      A Zbigniew Drzewiecki to cala epopeja polskiej pianistyki, nie tylko rektor
          • korelli Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 15.10.05, 20:54
            rumburakk1 napisał:

            > romantyczna wizja talentu kawalera Stasia zaczyna mnie już trochę irytować.
            > Przepraszam, ale ja w nim nie widzę dosłownie nic z rzeczonego Wunderkinda -
            > raczej młodzieńca który gdzieś po drodze się mocno pogubił. Myślę że ta lekcja
            > będzie dla niego zbawienna.
            Spokojnie, ani ja ani kwarantanna nie zamierzamy nikogo irytować. Analizujemy
            fenomen (zjawisko) Stasia i rózne mysli przychodza nam do głowy.Ona trzyma sie
            litery prawa muzycznego, ja ducha muzyki. Mogę słuchać na okrągło płyty Stasia
            z etiudami i koncertami. Tu muszesie wam przyznac, że słucham też na okrągło
            Ich Troje w najnowszym hicie "Dokąd idziesz Polsko", oczywiscie bez żadnych
            odniesień politycznych. Ta pieśń jest przecudna. Co za harmonia w jakże prostym
            temacie. A jak wymowne słowa. I jakie fajne wideo. Palce lizac. I nie
            wjeżdżajcie na mnie, że na tym forum nie mozna mówic o Ich Troje.
            To sum up, polecam Ci płyte Stasia. Spróbuj jej posłuchac, a polubisz
            go.Pozdrawiam.
            • forresty Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 15.10.05, 21:23
              Mam takie wrażenie że chłopak przy owacjach wyglądał na skrajnie wyczerpanego.
              Gdyby Chopin grał tak spięty jak oni nie dożyłby chyba tych swoich trzydziestu
              paru. Wiadomo - konkurs, ale trochę chyba za dużo tych nerwów i dlatego te
              polonezy tak trochę pod górę wszystkie.
              Podobał mi sie tem JApończyk . Tak sie wił przy tym fortepianie że myślałem że
              zaraz Raya Charles'a odwinie jak mu się zapomni. Założe się że po godzinach
              tłucze jazz i szlaja się po knajpkach. Bardzo pozytywna postać. W ogóle to mam
              wrażenie że zmienia się trochę cały anturaż imprezy. Z dziecka pamiętam że
              standard to był frak, mucha, potem chyba garnitur - mucha a teraz to Japończyk
              wychodzi w rozciągnietej marynarce z krawatem prawie na wierzchu. Ledwo co go
              było widać zza tej klawiatury taki mikrus z niego. Tyle że występ miał taki
              sobie jak dla mnie.
              Ogólnie jak napisałem - wszystkie te polonezy i mazury to tka ja jakby ktoś
              kazał im tańczyć pod górkę. jakoś dziwnie to brzmi.
        • korelli Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 15.10.05, 21:34
          kwarantanna18 napisała:

          > Drogi korelli
          > Specyfika kazdego konkursu jest to, ze ocenia sie nie zyciorys kandydata, nie
          > jakosc plyt jakie nagral i nie jakosc recenzji, jakie zamiescil NY Tims, a
          > ocenia sie pianiste TU I TERAZ grajacego?
          Droga kwarantanno, ja wiem o tym, ale jak przed chwila powiedziałem
          ramurrakkowi, jakis potężny dżin wstąpił we mnie z płyty Stasia i nigdy, ale to
          nigdy nie przeboleję, ze go utrącili. Powoli zaczyna do mnie docierać, że to
          mogło nie mieć żadnego podtekstu, że Stas mógł zagrac ponizej swych możliwosci,
          choć dalibóg nie stwierdziłem tego podczas transmisji, którą wysłuchałem od A
          do Z. "Fakt" spekuluje, że na grę Drzewieckiego mógł wplynać fakt, że jego
          prawie narzeczona, ktora deklarowała swa obecnosc na wszystkich jego
          przesłuchaniach, z jakiegos powodu w ogóle sie nie pojawiła na owym feralnym
          przesłuchaniu. Mógł z tego powodu miec problemy z koncentracją.
          Miałaś racje, ze wystawienie go do konkursu jako ucznia sśredniej szkoły
          muzycznej w klasie Tatiany było błędem strategicznym, ale gdybym był Tatianą,
          popełniłbym zupełnie swiadomie ten sam bład. Bo któz by z czystym sercem
          pozbawił tysiace fanów mozliwosci posłuchania Stasia na Konkursie?!
          Natomiast skromna profesorka Jewgienija Kisina nie popełniła tego błędu, gdy
          nie wystawiła go do Konkursu Czajkowskiegoi. W ten sposób oszczedziła sobie i
          Jewgieniemu strasznych zgryzot i frustracji, bo wiedziała, że tez go utrącą
          motywujac swą decyzję "zmanierowaniem" lub innym madrym frazesem. Bo dziś liczy
          sie tylko u kogo się studiuje i jakie ten ktoś ma chody w swiecie muzycznym.
          Nic wiecej. Zawsze bede ich obu miał przed oczyma, gdy ledwie widoczni za
          ogromnymi fortepianami - Kisin 13-latek grajacy w wielkiej sali Konserwatorium
          Moskiewskiego od razu oba koncerty Chopina z orkiestra i 13-letni Staś w
          koncercie e-moll na festiwalu Eurowizji czarują słuchaczy swa bezbłedną grą.
          > Zgoda, jest pewne, ze w II etapie Stanislaw Drzewiecki gralby pewniej niz
          > niejeden (niejedna) z uczestnikow. Pewniej, ale czy lepiej - nie wiem.
          Mam nadzieję, że tak
          > Etap nie powalił jakos nikogo na kolana, nie bylo zamieszek pod FN, nie bylo
          > telefonow oburzonych sluchaczy do radia i TV z pretensjami. Jury jest cale i
          > zdrowe, nikt nikomu o ile wiem nie grozil gilotyna.
          Bo prawie nikt nie miał płyty Stasia, o której mówiłem i nie wiedzą, co
          stracili.
          > Latwiej wspomni sie Lewkowicza, czy
          > nieslusznie odrzuconych Chinczykow, Ingolfa Wundera czy nawet Jacka Kortusa
          To jakim cudem Wunder grał dzis w II etapie? Zrobił jakis Wunder? Szkoda ze
          Stas tego nie umie.
          > Na pewno sposrod grajacych w II etapie sporo jest takich, ktorzy sie tego nie
          > spodziewali, wiec na estradzie ma miejsce nerwowa Wielka Improwizacja, a imie
          > jego 32, nie 44, ale nie mozna powiedziec, ze w tym konkretnym przypadku
          > decyzja dwudziestoosobowego jury jest spiskiem przeciw...
          Moze nie spiskiem, ale na pewno świństwem.
          > Ja rozumiem, ze to co wiesz o SD wplywa na Twoja opinie, ale wierz mi, jak
          > poczytasz zyciorysy niektorych odrzuconych juz w eliminacjach, nie odbiegaja
          > one wiele od zyciorysu naszego Wunderkinda. Najprawdziwszego zresztą.
          No widzisz?! Nikt nie ma tak fenomenalnej techniki. Sprawdź. Bardziej po
          szopenowsku nauczyłby sie grac wystepujac juz jako laureat. A tak co? Zgnoili
          człowieka.
          > Bardzo pieknie i z niejakim zazenowaniem ujal to Jan Popis. Podkreslil, ze po
          > raz pierwszy Stanislaw Drzewiecki (robiacy zreszta kariere "kanalem
          > rownoleglym") z grania na koncercie, gdzie jedynym jego zadaniem bylo
          > potwierdzic poprzedzajaca go fame jest postawiony w sytuacji bezposredniego
          > konkurowania z innymi, inaczej wyksztalconymi i inaczej uksztaltowanymi
          > pianistami. I w tym kontekscie wypadl szaro.
          Bez serc, bez ducha. To szkieletów ludy.
          • kwarantanna18 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 15.10.05, 21:50
            Wlasnie skonczyl Piotr Banasik. I dobrze
          • kwarantanna18 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 15.10.05, 21:54
            korelli napisał:

            > Bez serc, bez ducha. To szkieletów ludy.

            MLODOSCI!!! Podaj mi skrzydla!!!!

            .... kedy zapal czyni cudy

            Sam rzekles



            • korelli Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 16.10.05, 14:34
              kwarantanna18 napisała:

              > korelli napisał:
              >
              > > Bez serc, bez ducha. To szkieletów ludy.
              >
              > MLODOSCI!!! Podaj mi skrzydla!!!!
              >
              > .... kedy zapal czyni cudy

              > Sam rzekles
              Martwi mnie, że tak lakonicznie zbyłaś mój post. Teraz mam nowy pakiet wrażeń,
              po tym jak wysłuchałem kreowanego przez wszystkich na geniusza Rafała
              Blechacza. Otóz zagrał poprawnie ale niesamowicie szaro i nudno. W trzeciej
              czasci sonaty po prostu przysnąłem i obudziły mnie dopiero akordy finału. A
              jaki skandaliczny dobór utworów? Mazurek H-dur z opusu 56 gra sie i to tylko we
              fragmentach na quizach telewizyjnych, zeby nikt nie mógł zgadnac co to jest.
              Nie wiem jak Chopin mógł się podpisac pod takim g. Nastepny C-dur niewiele
              lepszy. I takie to wyskrobki wybrał sobie Rafał na II Etap Konkursu. Bóg raczy
              wiedziec dlaczego. Nie dopuszczam myśli, że dlatego, aby mądrale z jury nie
              potrafili tego ocenic i dali mu 5-ke nie słuchajac. Nawet w polonezie, który
              mozna przeciez zagrac porywajaco, Rafal zaprezentował nudną uczniowska
              interpretacje. Po prostu zagrał, jak mu pani kazała, bojąc sie panicznie
              wzniesc choćby na centymetr nad drętwe stereotypy lansowane przez jury i trójke
              malkontentów z II Programu PR jako styl szopenowski. Zeby przypadkiem jakis
              koryfeusz nie zarzucił mu manieryzmu. Wszyscy tacy madrale powinni wiedziec,
              że Chopin zazdroscił Lisztowi jego sposobu grania swych (Chopina) utworów. A
              przeciez wiemy jak w owym czasie grał Liszt. Burza na klawiaturze i precyzja,
              co nie wyklucza przecież pieknej ornamentyki tam, gdzie jest na nią miejsce.
              Czyli trzeba było grac dokładnie tak, jak zagrałby Staś, gdyby go nie odsunieto
              od tej uczty bogów. A ona bez niego śmierdzi nudą. Po pewnym odpadnieciu
              wiekszosci Polaków w II etapie pozostałby tylko on jeden, aby jak Samson stanać
              w srodku pola i obronic honor Polaków. Nasi opiniodawcy nie dorosli do
              zrozumienia tej prawdy. Gott verzeih ihnen.


              • a000000 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 16.10.05, 14:58
                och, Korelli. Żałość przez Ciebie przemawia. Ja rozumiem, że możesz być
                wściekły. Ale ochłoń. To jest konkurs z JURY. I to oni decydują kto przechodzi
                dalej. Nie kto jest lepszym pianistą, tylko kto ICH zdaniem lepiej rozumie
                Chopina. A to, że Chopinowi podobał się Liszt nie oznacza, że mozna sobie
                dowolnie przykładać siłę i masąhuku gnać do przodu.
                Może Drzewieckiemu na zdrowie wyjdzie odrzucenie? Może porzuci manierę cudownego
                dziecka i stanie się samodzielnym dojrzałym pianistą?

                Twój post jest dowodem na względność subiektywnych ocen sztuki. De gustibus non
                disputandum est.
                • dwakretki Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 16.10.05, 15:03
                  pięknie powiedziane
              • dwakretki Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 16.10.05, 15:01
                CO TY WYPISUJESZ!!
                • a000000 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 16.10.05, 15:05
                  dwakretki napisał:

                  > CO TY WYPISUJESZ!!


                  Za Chiny z kawałkiem Mongolii - nie wiem, mnie pytasz, czy nie mnie?
                  • dwakretki Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 16.10.05, 15:06
                    korellego, przepraszam za nieporozumienie smile
                    • a000000 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 16.10.05, 15:08
                      Wiesz, najlepiej jest wkleić komnetowaną sentencję lub napisać imię, któremu sie
                      odpowiada. Obraz jest jaśniejszy.
                      • dwakretki Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 16.10.05, 15:10
                        jeszcze raz przepraszam, wezbrało we mnie...
                        poprawię sie wink
              • schaetzchen Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 16.10.05, 16:08
                Corelli, weź ty się w coś puknij. Blechacz nudny, Chopin napisał gówna?
                Wypisujesz takie androny, że rodzi się we mnie podejrzenie, że jesteś jakąś
                jedną wielką podpuchą. No bo jak można być AŻ TAKIM idiotą? Idź lepiej posłuchać
                Drzewieckiego z Lisztem, albo Ich Troje.
          • a000000 Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 15.10.05, 21:55
            Korelli, Ty się tak nie gorączkuj. Nie Ty jeden słuchałeś przesłuchań. Występ
            Drzewieckiego był poprawny, TYLKO. Muszę przyznać, że spodziewałam się o wiele
            mniej, po wysłuchaniu niektórych poprzednich jego produkcji.

            Na festiwalu eurowizjii S.D. był małym dzieckiem, i jak na dziecko, zagrał
            dobrze. Ale TYLKO jako dziecko. Bo obiektywnie, moim subiektywnym zdaniem,
            koncert był zagrany drętwo i technicznie i muzycznie. Piszę to tylko dlatego, że
            uważasz, że czarował bezbłędną grą. NIE - grał bez duszy, ale to było tylko dziecko.

            Austriak Wunder w pierwszym etapie zagrał znakomicie.

            Zgadzam się, że wystawienie S.D. było błędem. Nie powinni ryzykować, S.D. jakąś
            tam renomę miał, a konkurs? los szczęścia, zależy od tylku czynników!
            Szli na pewniaka? Zarozumialstwo to brzydka cecha.
            • dwakretki Re: Konkurs: Mazurki i Polonezy 16.10.05, 00:36
              tak, tak, tak
              od dziecka (nawet "cudownego") nie wymaga się jakiegoś wielkiego artyzmu i
              ekspresji
              austyjak sprawił, że sonata h-moll była zwarta - to chyba sztuka smile
              • a000000 Lim Dong Min 16.10.05, 10:52
                czyżby finalista? Nie słyszałam poloneza.
                • a000000 Chwała i Sława Rzplitej - Rafał Blechacz 16.10.05, 11:41
                  Mówi się, że na eliminacjach o stypendium zdeklasował innych kandydatów. Chyba
                  przyjdzie mi się z tym zgodzić.

                  POLONEZ - to było T O .
                  Mazurki - płakały, tęskniły, wspominały, tańczyły. Z prawidłowym podskakiwaniem
                  na trzeciej części taktu.
                  Sonata - nie mam się do czego przyczepić. Nie gnała, tylko opowiadała.

                  Ma talent do czarowania. Aż mi się gorąco zrobiło, gdy w finale sonaty
                  zaobserwowałam zbytnie rozemocjonowanie.
                  • jdrk Re: Chwała i Sława Rzplitej - Rafał Blechacz 16.10.05, 15:55
                    a000000 napisała:
                    > POLONEZ - to było T O .
                    Wlasnie! smile)) Jak zaczal pomyslalem: "publicznosc doda ci skrzydel" wink I w
                    czasie kiedy gral nagle przypomnialo sie dziecinstwo, kiedy zaczarowal mnie ten
                    Polonez grany nawet nie wiem przez kogo w radio. Potem jeszcze jeszcze go kilka
                    razy slyszalem, ale nie wiem do dzis kto gral (koniec lat 70-tych). Pozostal mi
                    taki wlasnie archetyp Poloneza As-dur, a dzis wrocil dokladnie taki, niesiony
                    "na skrzydlach Rafala Blechacza" smile

                    > Mazurki - płakały, tęskniły, wspominały, tańczyły. Z prawidłowym
                    > podskakiwaniem na trzeciej części taktu.
                    I jakie polskie smile

                    > Sonata - nie mam się do czego przyczepić. Nie gnała, tylko opowiadała.
                    Opowiadal wzruszajaco pieknie i romantycznie. Nawet nie pamietam jak gral - bo
                    on nie gral, tylko wspominal, pokazywal, opowiadal. Zwlaszcza Largo dla mnie
                    bylo wedrowka po krajobrazie Mazowsza, z momentami zadumy, podziwianiem piekna
                    przyrody, wspominania chwil spedzonych na łąkach i polach... smile))

                    > Ma talent do czarowania. Aż mi się gorąco zrobiło, gdy w finale sonaty
                    > zaobserwowałam zbytnie rozemocjonowanie.
                    Jakiekolwiek muzyczne kryteria oceny nie maja tu zadnego zastosowania, bo do
                    opisu jego gry potrzebny jest poeta smile))
                • jdrk Re: Lim Dong Min 16.10.05, 16:15
                  a000000 napisała:
                  > czyżby finalista? Nie słyszałam poloneza.
                  Ja mam z nim problem juz od I etapu, bo z jednej strony mi sie podoba jego gra,
                  jest bardzo dobry technicznie, dynamiczny, ale potrafi tez wzruszyc, ale z
                  drugiej jest nierowny i w jednym utworze potrafi zaczarowac, a zaraz potem
                  zagrac slabo i nudnawo.

                  Dzis Poloneza potraktowal jako bardzo radosny taniec - rytm mial dobry, ale za
                  malo w tym bylo poloneza wink

                  Z kolei Mazurki zagral wg mnie bardzo dobrze, skocznie, tanecznie - pewnie mozna
                  sie do czegos przyczepic, ale mi sie podobaly smile

                  Sonata h-moll bardzo dobra (mimo, ze Yamaha brzmiala dzis okropnie). Allegro
                  maestoso dynamiczne, wciagajace sluchacza do dalszych czesci utworu. Moze
                  opowiadac to on sie dopiero uczy, ale za to jak ladnie pokazuje obrazki
                  (polskiej przyrody) - co potrafi i tak niewielu uczestnikow smile

                  Czy w finale go zobaczymy? Chcialbym, bo chyba nadaje sie do pierwszej 12-tki smile
                • arana Re: Lim Dong Min 16.10.05, 16:21
                  a000000 napisała:
                  > Nie słyszałam poloneza.

                  A ja słyszałam. Rozśmieszył mnie. Jakby tańczyła pszczółka Maja z świerszczem
                  Filipem, a truteń Gucio pomrukiwał w takt lewej ręki pianisty. smile

    • jdrk Yamamoto, Yaroshinsky 15.10.05, 21:25
      Czyz Takashi Yamamoto nie byl dzis porywajacy? smile)) Ja jestem nim zafascynowany
      juz od I etapu - a dzis potwierdzil, ze jest niesamowity. Strasznie do
      polubilem, ma jakas taka energie wewnetrzna i jest strasznie sympatyczny smile)) No
      i co najwazniejsze gra niezle, ma swoj styl, dynamike, potrafi nawet pieknie
      zagrac marsz zalobny. Wiem, ze moja opinia nie jest obiektywna, ale nawet Walce
      mi sie podobaly. A Polonez jaki energetyczny! smile))

      A po nim zagral Andrey Yaroshinsky. Albo chcial byc bardziej dynamiczny od
      Yamamoto, albo byl czyms mocno zdenerwowany, bo walil ten biedny fortepian,
      jakby chcial sie na nim wyzyc wink No i wyszedl z tego duzy halas zamiast muzyki
      sad Najgorsze, ze walil tak w niego przez caly koncert. Gdyby tak jak dzis zagral
      "Marche funebre" na pogrzebie, to z pewnoscia obudzilby zmarlego wink
      • korelli Re: Yamamoto, Yaroshinsky 15.10.05, 21:45
        jdrk napisał:

        > Czyz Takashi Yamamoto nie byl dzis porywajacy? smile)) Ja jestem nim
        zafascynowany
        > juz od I etapu - a dzis potwierdzil, ze jest niesamowity. Strasznie do
        > polubilem, ma jakas taka energie wewnetrzna i jest strasznie sympatyczny smile))
        > No i co najwazniejsze gra niezle, ma swoj styl, dynamike, potrafi nawet >
        pieknie zagrac marsz zalobny. Wiem, ze moja opinia nie jest obiektywna, ale
        > nawet Walce mi sie podobaly. A Polonez jaki energetyczny! smile))
        Masz rację. To na pewno kandydat do jednego z pierwszych miejsc.
        > A po nim zagral Andrey Yaroshinsky. Albo chcial byc bardziej dynamiczny od
        > Yamamoto, albo byl czyms mocno zdenerwowany, bo walil ten biedny fortepian,
        > jakby chcial sie na nim wyzyc wink No i wyszedl z tego duzy halas zamiast muzyki
        > sad Najgorsze, ze walil tak w niego przez caly koncert.
        Ale mazurki grał pięknie. Poloneza fis-moll i sonate zreszta też.
        • dwakretki Re: Yamamoto, Yaroshinsky 16.10.05, 00:28
          nie grał pięknie. łomotał i huczał
          • ondine drugiego etapu nie komentuje 16.10.05, 12:36
            bo nie mam czasu sluchac, jestem strasznie zajeta.. a dzis , genialna, spalam
            kiedy blechacz gral- sromotnie mi sie pomylily dni no i ten sen
            sprawiedliwego..zaraz obacze fragmenty na kulturze.
            na razie zas francuz ktorego pamietam z dekalazy w preludiach(fuj),dekalazy
            ktorych oni (france) sie ponoc tak brzydza (dla laikow- kiedy obsuwa jest
            miedzy basem a prawa manieryczna)
            no kurcze mazurki sprawily ze mi sie jednak zolc polala- te mazurki to moje
            dzieci, wychuchane, wymuskane, od serca, a on je balamuci, leci do przodu nuta
            po nucie, nawet czlowiek nie zrobi roznic poczawszy od kazej tonacji nie mowiac
            juz o rytmie, artykulacji, rubacie, barwach (ach jak one pieknie moduluja)
            jak to jest ze tyle cwiczyl i tego nie dojrzal, to jest w nutach..
            o nie, teraz andante zaraz-sie-zepne i wielki polonez, nei lubie tego wyboru
            samego przez sie, ale moze lepiej sie wtedy sluchac bo bez emocji do samego
            dziela.
            ogolnie gra jak francuz, zimno, metrycznie , no i nie ma przy tym geniuszu
            cortota czy perlemutera. nie powinnam krytykowac francuzow bo w sumie to
            jakbym skalala obecne gniazdo , ale oni sa dobrzy do dawania ci uwag, kiedy
            cos grasz nierowno i niespojnie- z reszta idzie sie do rosjansmile
            • jdrk Re: drugiego etapu nie komentuje 16.10.05, 16:31
              ondine napisała:
              > na razie zas francuz ktorego pamietam z dekalazy w preludiach(fuj),dekalazy
              > ktorych oni (france) sie ponoc tak brzydza (dla laikow- kiedy obsuwa jest
              > miedzy basem a prawa manieryczna)

              Ja zdziwilem sie, ze w ogole przeszedl do II etapu i sie za wiele nie
              spodziewalem. Ale i tak mile mnie zaskoczyl wink Ma szczescie, ze gral na Kawai,
              ktore dzis wyjatkowo ladnie brzmialo. Ogolnie postawil na estetyke, czyli ladne
              dzwieki, ladne melodie. I Sonate h-moll w ten wlasnie sposob zagral! Ale nawet w
              Etiudach Chopina jest cos wiecej niz melodia, jest glebia! On tego jeszcze nie
              zauwazyl.
              • arana Re: drugiego etapu nie komentuje 16.10.05, 16:36
                jdrk:
                Ogolnie postawil na estetyke, czyli ladne
                > dzwieki, ladne melodie. I Sonate h-moll w ten wlasnie sposob zagral! Ale nawet
                > w Etiudach Chopina jest cos wiecej niz melodia, jest glebia! On tego jeszcze
                nie zauwazyl.

                Między jego Sonatą a Rafała była taka różnica jak między sentymetalizmem a
                romantyzmem.
                U Francuza był "nastrój melancholii i tęsknoty, który nie ma nic wspólnego z
                bólem, a przypomina tylko smutek, jak mgła przypomina deszcz."

                • ondine Re: drugiego etapu nie komentuje 16.10.05, 19:00
                  smutek francuza to gdy rano okaze sie ze zabraklo mleka do kawy albo gdy frytki
                  sa à la americaine i pas à la francaise- mais merde alors!
                  przepraszam, ale nie lubie za bardzo tej nacjiwink tak jak np lubie czechow czy
                  balkancow.
                  czesto widze jak to sie mecza z interpretacja wlasnie. rozmowy filozoficzne
                  nie wchodza w gre, zupelnie inna mentalnosc. sam chopin narzekal do konca
                  swych dni, ze nigdy sie z nimi nie porozumie i ze bynajmniej nie jest to
                  bariera jezykowa.
                  ale grywaja ladnie, gustownie, stylowo, zazwyczaj dobrze respektuja nuty.
                  • arana Re: drugiego etapu nie komentuje 16.10.05, 19:07

                    Ondine:
                    ale grywaja ladnie, gustownie, stylowo, zazwyczaj dobrze respektuja nuty.


                    Tak właśnie było. Tylko po jego recitalu mogłabym spokojnie iść na obiad lub
                    zakupy. smile
                    • ondine Re: drugiego etapu nie komentuje 16.10.05, 19:12
                      najlepiej do francuskiego hipermarketu.
                      ja sie kapalam, ale jak juz zasiadlam i poszly te quasi mazurki, ja sie
                      poryczalamµ ze zlosci, ze jury podejmuje takie a nie inne decyzje, ze po prostu
                      gwalci tym publicznosc i zabiera okazje do kontaktu z piekna sztuka..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka