Gość: cork17
IP: *.dynamic.chello.pl
03.08.11, 08:53
Postanowiłem podzielić się kilkoma uwagami z naszego wyjazdu w tym roku do Bułgarii i Stambułu. Oczywiście moje opinie są subiektywne. Nie zamierzam nikogo obrażać ani denerwować. Nawet jeżeli nie zgadzacie się z moimi opiniami, to pozwólcie mi mieć własne zdanie
Wyjazd zaplanowaliśmy w ciągu tygodnia. Planowaliśmy wyjazd do Francji, ponieważ pogoda jednak w tym roku była niezbyt zachęcająca, zdecydowaliśmy się na wyjazd w kierunku ciepełka – do Bułgarii – Słoneczny Brzeg. Załoga to 4 osoby: 2 dorosłe i 2 dzieci(?) - moje dzieciaki to już 12 i 15 latka, wkrótce „pisanie o podróżach z dzieciakami” będzie chyba nieuprawnione. W każdym razie koszty z tym ponoszone już nie dotyczą dzieci ale osób dorosłych (noclegi, jedzenie ,bilety). Czas podroży to 11 dni. Środek transportu – samochód z silnikiem diesla.
Wyjazd z Gdańska-Oliwy na południe zawsze wiąże się niestety z przejechaniem przez całą Polskę. W tym roku jednak muszę zasadniczo zmienić swoja opinie o polskich drogach i polskich kierowcach. Po powrocie postanowiłem też wysłać kwiaty Grabarczykowi. Kochani! Mamy super drogi, a jeśli nie mamy to za chwilę będziemy mieć i żadne marudzenie (tak dla nas Polaków charakterystyczne) tego nie zmieni. Kto będzie narzekał na polskie drogi niech na 2, 3 dni pojedzie do Rumunii i Bułgarii. Oczywiście trzeba też pamiętać o winietach przy wjeździe do Rumunii (tygodniowa ok 20zł) i Bułgarii (tygodniowa 10 lewa czyli tez ok. 20zł – uwaga ich posiadanie jest sprawdzane przy wyjeździe z Bułgarii. W Rumunii ważność winiet sprawdza policja, której było mnóstwo na drogach). No tak, ale my mamy przecież podatek wliczony w paliwo ktoś powie – no to odpowiem, że mamy najtańsze paliwo z krajów dawnych demoludów, o Turcji nie wspominając, gdzie jest po prostu szaleńczo drogie paliwo. Kierowcy! To jest oddzielna historia. Nieprawdopodobne chamstwo kierowców bułgarskich i rumuńskich bije na głowę wyskoki polskich kierowców. Nasi piraci drogowi to przedszkolaki, przy tych z Rumunii i Bułgarii. Muszę uzasadnić na czym opieram moją ocenę. Brak respektowania ograniczeń prędkości, wyprzedzanie na podwójnej ciągłej i na trzeciego, a nawet czwartego, a nawet piątego – to przeżyłem. Nagminne wyprzedzanie aut stojących w korku (przejechanie 2 km w Karpatach w ciągu 4 godzin zmieniło moje spojrzenie na polskie drogi o 180 stopni). Trąbienie na wszystkich , zajeżdżanie drogi...a właściwie sami pojedźcie i zobaczcie. Jak wróciłem do Polski uznałem, że mieszkam w uporządkowanym , bezpiecznym kraju, gdzie nic mi nie grozi na drodze, bo oczywiście trafiłem na korek na drodze, ale nikt nie przekroczył linii ciągłej, nikt na nikogo nie zatrąbił, a auto wyjeżdżające z podporządkowanej bez problemu zostało wpuszczone do ruchu.
Rumunię przejechaliśmy ze średnią prędkością 60 km/h. Potworny ruch z dużą ilością tirów plus dodatki w postaci zachowań kierowców zniechęciły mnie w najbliższym czasie do wyjazdu w tamtym kierunku własnym autem. W Bułgarii ruch był nieco mniejszy (za wyjątkiem drogi w okolicy Nesebaru) za to jakość drogi była naprawdę kiepska – od dziurawego asfaltu po drogę z płyt podobna do berlinki z Chojnic do Starogardu Gd.
Trasa naszej podróży to Gdańsk-Oliwa - Tokaj(nocleg) – Sibin(nocleg) – Słoneczny Brzeg(SB 2 noclegi – wyjazd do Stambułu 2 noclegi – SB 2noclegi) – Wieliko Tarnowo(nocleg) – Kluj Napoca(nocleg) – Gdańsk.
1) Pierwszy nocleg zaplanowaliśmy w Tokaju. Miejscowość wielkości Nowego Dworu Gdańskiego jest urocza. Ma poza tym wiele polskich akcentów. Zachęcam spędzić tu choć kilka godzin. Jest to dobre miejsce na nocleg, jeżeli nie chce się zmarnować dnia tylko na przejazd, ale che się tez coś zobaczyć. W Tokaju znajdziecie bez problemu nocleg (koszt 150-220zł/4osoby warunki zawsze b. dobre, klima, czysto). Polecam Huli Pensio nad cukraszdą na początku deptaka. Właściciel ma czyściutkie pokoiki do wynajęcia. W tym roku nie miał wolnych pokoi, ale podzwonił do jakichś znajomych i po 5 minutach mieliśmy nocleg. Na pewno warto przyjść do niego rano na kawę i ciacho do cukraszdy (cukierni-kawiarni). W ciekawy sposób porozumiewamy się z właścicielem cukraszdy. My mówimy do niego po polsku, rosyjsku,niemiecku,angielsku ale wstawiamy też słowa węgierskie, a on do nas po węgiersku. Zawsze się dogadujemy. Na śniadanie zachęcamy aby kupić langosze. Lokal IV kategorii obok cukraszdy daje chyba najlepsze langosze na Węgrzech. Obiad można zjeść w restauracji hotelu Tokaj (koszt ok 100-140 zł/4osoby z winem, piwem , można płacić karta, bankomaty są 3 w odległości ok 200-400m od cukraszdy) No i ostatnia rzecz do polecenia w Tokaju – wino. Kilkanaście winiarni zachęca do skorzystania z okazji, żeby napić się dobrego i taniego wina.
2) Po śniadaniu złożonym z langoszy ruszamy przez Oradeę do Sibina. Przejście granicy bezobsługowe można powiedzieć – nikt na nas nawet nie spojrzał. Kupuje winietę (nic się nie nakleja na szybę- trzeba mieć wydruk w aucie). Nie zarezerwowaliśmy noclegu, bo początkowo chcieliśmy dojechać do Bukaresztu. Niestety jakość dróg i ilość samochodów spowodowały, że zanocowaliśmy w Sibinie (Sibiu). Piękne miasto, które zwiedziliśmy 4 lata wcześniej podczas naszego objazdu wokół Rumunii. Miasto było wtedy Europejska Stolicą Kultury. Niestety dojechaliśmy dość późno. Pospacerowaliśmy po rynku i poszliśmy na kolacje do restauracji, w której byliśmy 4 lata temu. Nadal była pełna. Niestety kelnerzy nie mówią nadal w językach innych niż rumuński. Nocujemy w hoteliku Lion. Nocleg to koszt 140 lei za pokój 3osobowy. Dla naszej 4. Jedyny wolny pokój. Na szczęście łoże 2 osobowe zmieściło 3 osoby. Właściciel o dziwo mówi łamanym polskim i francuskim. Razem z żona wypytują z ciekawością o Polskę, w której kiedyś był u swojego przyjaciela Tadeusza, z którym pracował w Rumunii w cukrowni jeszcze za Cauczesku. Następnego ranka ruszamy do Bułgarii przez most Giurgiu/Ruse (korek przed mostem na pół godziny, opłata za most to 5 euro w kierunku Bułgarii i 2 euro w drodze w kierunku Rumunii. Most jest w remoncie – trzeba liczyć się z czekaniem w jedna i w druga stronę)
3) Z Ruse ruszamy przez Warnę do Słonecznego Brzegu. Po zjeździe z mostu kupujemy winietę za 5 euro na stacji benzynowej. Zaraz za stacją na rondzie policja sprawdza posiadanie winiety. Na stacji obsługa niemiła i udaje, że nie ma jak wydać reszty za winietę. Radze mieć odliczone 5 euro lub 20 lewa. Stacyjka jest niewielka, jest tłok i upalnie. Pierwsze wrażenie Bułgarii – kiepskie. Ruszamy w kierunku SB. Po drodze jedziemy zobaczyć jeźdźca z Madary. Jest to płaskorzeźba średniowieczna , która jest zabytkiem na skalę europejską. Nocleg zarezerwowaliśmy przez www.booking.com. Hotel Milenia naprzeciwko Resort Hellena działa super. Zarezerwowaliśmy apartament z kuchnią i tarasem za 150 zł/4os/noc. Warunki super. Czyściutko, klima. Hotel ma niewielki basen. Oprócz nas w hotelu grupa chłopaków z Holandii. Na początku wydawało nam się że będzie hałaśliwe. Potem okazało się bardzo sympatycznie i bezproblemowo. Duża zaleta hotelu – tanie piwo. Duże piwo to koszt chyba 3 zł. Docenicie to przy temp 30-36 stopni. Obok hotelu market Zora. Ceny niezbyt wysokie. Poza tym maja własny grill gdzie za grosze można kupić grillowane mięsko i ziemniaczki, jeśli chcecie zrobić obiad we własnym zakresie a niekoniecznie iść do restauracji (taki obiad we własnym zakresie to koszt ok 40-60 zł/4osoby- mięsko , ziemniaczki , warzywa. W restauracji taki sam obiad to koszt 100-140 zł/4osoby). Nie radze parkować w SB auta byle gdzie. Bardzo dobrze działa służba miejska, która odholowuje auta na parking strzeżony. Odebranie auta to koszt 60 lewa(ok. 120 zł). Koszt parkingu na godzinę to 2 lewa(ok4 zł).
SB to wg mnie skrzyżowanie Sopotu latem, Zakopanego i taniego rynku z prowincjonalnego miasteczka. Ogólnie tandeta i właściwie ciepło jest jedynym atutem tego miejsca. Nie zwykłem krytykować, ale mogę mieć przecież