sotie
31.08.07, 12:02
jechaliśmy Lwów - Symferopol - bilety na kupe bez żadnych problemów
we Lwowie
miejsca, które widzieliśmy: Ałuszta, Gurzuf, Ałupka, Jałta, Liwadia,
Kercz i okolice
zrobiliśmy błąd, że wybraliśmy się tam w sierpniu (ale innej
możliwości ne było), upał był tak niemiłosierny, że nie dało się
żyć, wg tv było 38 stopni, wg nas chyba z 50 w cieniu, stojąc w
cieniu płynęliśmy potem. z powodu temperatury ciężko było sprytnie
przemieszczać się z miejsca na miejsce, i z tego względu
zobaczyliśmy mniej niż zaplanowaliśmy.
zabiła nas tez cena noclegów 25$ - 30$, byc może we wrześniu było by
taniej.
Ałuszta - miejsce nie dla nas, masakryczny tłum turystów, drogo.
Gurzuf - przyjemne miesteczko, bardzo ładnie położone (nieźle się
nagibaliśmy po górkach), turystów znacznie mniej, choć na
promenadzie max, fajna stara część miasta, plaża podzielona na małe
kawałki, płatne 4-5hr, niektóre tylko sanatoryjne, kamieniste -
ciężko wejść do wody. fajna skalista plaża przy daczy Czechowa.
Liwadia - większe wrażenie od pałacu zrobiła na nas winda do morza,
którą prominenci zjeżdżali na plażę :) winda dwa kawałki po 1hr w
jedną stronę, plaża bezpłatna kamienista.
Jaskółcze gniazdo w Ałupce warto zobaczyć, a w Jałcie Lenina wśród
palm ;)
Najbardziej podobał nam się Kercz, mimo że to duże miasto, ale miało
taki klimat jaki lubimy, swoisty folklor. załapaliśmy się na dancig
na placu Lenina, gdzie orkiestra grała niezłe kawałki, a ludzie
tańczyli, najczęściej kobieta z kobietą ;) super klimat.
niezwykła twierdza Elikale z widokiem na przedwzgórza Kaukazu,
kurhany, pole bitwy o Kercz z kamieniołomami i kolesiami
sprzedającymi wszelkie wojenne gadżety łącznie z działkami, górka
Mirytadesa z widokiem na całe miasto, no i w końcu wycieczka do
położonego na końcu świata Kurortnoje i plazowanie nad m. Azowskim -
rewelacja :)
naszym największym hobby było polowanie na pominiki wodza, których
było wszędzie od cholery.
z żarełka najbardziej smakował nam lagman, manty, czeburieki,
żarkoje i pielmieni oczywiście, najlepiej z grzybami.
z napojów: Obolon i kwas. z owoców - dyńki :)
wracając parę godzin spędziliśmy w Chersoniu, a drogę z Ch. do Lwowa
pokonaliśmy plackardką i mimo wcześniejszych obaw była to fajna
podróż :)
ogólnie zdziwił nas straszny pęd na kasę, za wszystko zdzierali, a
najbardziej zdziwiło nas, że w zasadzie to zdzierali ze swoich
przede wszystkim, bo ich tam najwięcej, turystów z obcych landów nie
spotkaliśmy, Polaków tylko w pałacu w Liwadi.
to, że rzucało nas w te miejsca, w których byliśmy to głównie
kwestia przypadku, gdybym miała tam jechac jeszcze raz szerokim
łukiem ominęłabym południe.
chętnie odpowiem na wszelkie pytania.