Dodaj do ulubionych

Barcelona - byłam

11.05.10, 14:36
Mój pobyt miał być od 9 do 16 kwietnia, ale z powodu wybuchu wulkanu
przedłużył się do 20 kwietnia.
Pogoda:
Weekendy były bardzo ciepłe i słoneczne w tygodniu trochę bardziej pochmurno,
ale padało tylko raz. Temperatura nieco cieplej niż u nas. W każdym razie
udało nam się gdzieniegdzie przypalić ;) Głównie ostatniego dnia na plaży nad
którą przewalała się mgła, która bynajmniej nie powstrzymała słońca ;) Co
odważniejsi kapali się już w morzu, ale woda nie była jeszcze najcieplejsza.

Plaża:
Piasek mniej miałki niż nad naszym polskim morzem. Wydawała mi się nieco
brudna, a pierwszego dnia nawet trochę śmierdziało tak jak przy kutrach
rybackich ;). Potem było już OK. W kilku miejscach były jakieś dziwne rury
które wędrowały z zabudowań przy plaży wprost do morza. Nie wiem co to było i
na wszelki wypadek nie chcę wiedzieć o_O

Hotel:
Mieszkałyśmy w pięcioosobowym pokoju w :
AAE Orleans Hotel
Kategoria: Hotel **
Adres: Av. Marques de Argentera 13 ,1a - Barcelona, Hiszpania

Piąte łóżko to była raczej porządna dostawka. Jedno łóżko było podwójne. W
pokoju telewizor, szafa i mały sejf w niej, komoda, dwie szafka przy łóżku,
krzesła, działająca klimatyzacja, balkon. Łazienka z ubikacją i wanna z
prysznicem.
W hotelu są dwa komputery z płatnym dostępem do internetu. Zaczyna się od 1
euro za pół godziny.
Hotel czysty, właściciele bardzo mili i chętni do pomocy. Trochę słabo mówią
po angielsku.
Hotel jest na przeciwko Estacia de Franca. W jego pobliżu kilka restauracji,
knajpek itp. Ale bez obaw. To nie jest Rambla i ich towarzystwo nam nie
dokuczało :)
Najgłośniejsza z tego wszystkiego jest ulica przy której stoi hotel, ale da
się wytrzymać.
Blisko do bardzo fajnego Parku de la Ciutadella, plaży, metra, sklepów,
dzielnicy gotyckiej, Rambli...

Wyżywienie:
Żywiłyśmy się tym co przywizłyśmy z Polski, zakupy w marketach i kilka razy
FrescCO, o którym pisałam już tutaj
forum.gazeta.pl/forum/w,204,110301929,110724674,Re_w_miejcach_nie_100_turystycznych_tak.html
Ceny:
Za jedzenie nie pamiętam
Ceny wstępów do muzeów sporo droższe niż w Paryżu. Za ok 9 euro mogłam cały
dzień zwiedzać Louvr, a w Barcelonie za zwiedzanie prawie pustego Casa Batllo
musiałam zapłacić 17 euro.
Bardzo opłaci się przejrzeć te wszystkie karteczki ze zniżkami które sa
wystawiane przy recepcjach w hotelach, ponieważ można trafić na naprawdę
ciekawe obniżki i nikt nie wstydzi się z nich korzystać.
Ceny podobnych pamiątek też sporo droższe niż w Paryżu. W sklepach przy
Rambli, które sa prowadzone przez hindusów można się targować.
Generalnie miałam podobne odczucia co autorka tego wątku:
forum.gazeta.pl/forum/w,204,100868036,100868036,wlasnie_wrocilam_z_barcelony_DROGO_.html
C.D.N.

PS. Można zadawać pytania ;)
Obserwuj wątek
      • c_x_v Re: Barcelona - byłam 13.05.10, 09:54
        Turystów było sporo. Nie wiem jak tam jest w szczycie sezonu, ale już teraz w
        godzinach szczytu czasami trudno było przejść Ramblą :)
        O zwiedzaniu za chwilę ;)
    • bebiak Re: Barcelona - byłam 11.05.10, 22:19
      Też byłam - dokładnie tydzień temu wróciłam a spędziłam tamże 5 dni.
      Wrażenia jak najbardziej pozytywne i to pod każdym względem: począwszy od
      mentalności Katalończyków, poprzez kuchnię a skończywszy na tym co oczy wokół
      widzą. I pozytywne zaskoczenie (bo ofkors czytałam tamten wątek o rzekomej
      drożyźnie w Barcelonie): Barcelona jest przeciętnym miastem europejskim jeśli
      chodzi o ceny, nie różni się niczym szczególnym od Warszawy, Aten czy Sztokholmu
      - wymieniam te trzy miasta bo w Warszawie mieszkam a do tamtych jeżdżę jakoś
      częstawo i ceny znam przyzwoicie. Za całkiem niezłą kolację dla dwóch osób w
      restauracji na Plaça Reial albo przy kościele Santa Maria del Pi (zawsze trzy
      tapas, chleb pomidorowy, paella, po lampce wina, jakiś deser) płaciłyśmy od 45
      do 52 euro. Wychodzi w przeliczeniu (zasadniczo nie przeliczam ale chcę obalić
      argument o drożyźnie tamże) po 100 zł na osobę - no sorry, ale to doprawdy nie
      jest abstrakcyjnie drogo za kolację jak na miasto w Europie i to jeszcze miasto
      turystyczne.
      Swoją drogą ciekawe jak ceny w Rzymie (dawno nie byłam) czy Paryżu - myślę, że
      podobnie jak nie więcej. Oczywiście mówię o restauracjach i to jakichś
      przeciętnych dla przeciętnych ludzi, nie w Grand Hotelach. Zwracam na
      restauracje uwagę, bo dla mnie każdy kraj to w dużym procencie kuchnia: smaki,
      zapachy, lokalne potrawy, zachowania ludzi przy stole itp.
      Za kawę w kafeterii w Poble Espanyol płaciłyśmy 1,50 euro (w filiżance, co ważne
      dla mnie), za krem kataloński w okolicach 2,5 euro - to są wysokie ceny? W życiu
      się nie zgodzę, bo w Atenach kawy za 1,50 euro się nie znajdzie, chyba, że w
      jakimś fast food'zie ale nie korzystam, a w Warszawie kawa za 15 zł i więcej
      złotych nie jest czymś abstrakcyjnie nadzwyczajnym. Oczywiście nie chcę z nikim
      w spory wchodzić, ale nie bardzo rozumiem takie krzywdzące opinie (nawiązanie
      wciąż do tamtego wątku).
      Do restauracji przy kościele Santa Maria del Pi czeka się po 21-szej na stolik w
      całkiem niezłej kolejce: nie sądzę, żeby taka się tworzyła gdyby było tam drogo.

      Ta pora roku jest fantastyczna na Barcelonę, bo platanów tamże mnóstwo a o tej
      porze liście już zielone.
      Metro - doskonałe, naprawdę jestem nim zachwycona: tak częstotliwością
      kursowania pociągów (2-3 minuty) jak i poczuciem (chyba nieco złudnym)
      bezpieczeństwa. Tam wszędzie widziałam kamery a i dwukrotnie widziałam jak coś w
      rodzaju chyba straży miejskiej wyciągało na zewnątrz śpiącego, średnio
      pachnącego pasażera.
      osobiście mnie nieco kłopotu sprawiało bycie wciąż uważnym: ja do gap należę,
      lubię się czuć swobodnie a niestety tak w Barcelonie się nie czułam uprzedzana
      przez wielu, bo całkiem sporo tam złodziei co nawet ja zauważałam (absolutny TOP
      jak dla mnie to Rambla, okolice tańczącej fontanny w czasie spektaklu - grupki
      2-3 osobowe).

      No i na zakończenie: 5 niecałych dni na Barcelonę to nie jest wiele. Oczywiście
      można biegać od punktu do punktu, nie mieć czasu na kafeterię czy siądnięcie
      gdzieś celem pogapienia się na ulicę, i może wtedy jest więcej czasu, ale na
      takie spokojne chłonienie atmosfery miejsca (jestem zwolennikiem) - to niezbyt
      dużo. I ja już sobie dumam na jakimiś czterema dniami gdzieś pod koniec września
      może - też musi być pięknie.

      A, i zaczęłam wrzucać fotki na fotoforum - ja korzystałam z czyichś przed
      wyjazdem, dorzucam swoje, bo może ktoś również skorzysta.
      Pozdrawiam.B.
    • Gość: tomB Re: Barcelona - byłam IP: *.acn.waw.pl 12.05.10, 13:20
      Szkoda, że tak dużo mówi się o cenie kawy, ciasteczka, czy kolacji. Gdzie są
      wrażenia z podróży, wartości poznawcze. Może warto czasem opisać to co
      widzieliśmy, zachęcić innych. Barcelona, to wspaniałe zabytki, to kolebka
      secesji, to również doskonałe kluby flamenco.
      • c_x_v Re: Barcelona - byłam 13.05.10, 09:52
        Szkoda, że niektórzy widzą i czytają tylko to co chcą widzieć i czytać...
        Komentarz dotyczący cen jest tylko jednym z podpunktów mojej relacji i zajmuje
        niewielki procent treści posta. Posta, którego nawiasem mówiąc nawet nie
        napisałam do końca na co wskazują literki "C.D.N."...
    • bebiak Re: Barcelona - byłam 12.05.10, 13:50
      Myślę, że do wakacji w Barcelonie nie trzeba nikogo specjalnie
      zachęcać: to piękne miasto pod każdym względem, począwszy od
      mentalności tambylców, poprzez kuchnię a skończywszy na tym co
      widzimy naszymi oczami a i duszą (bo tak też się patrzy). Gdzieś
      kiedyś czytałam, że Barcelona jest najpięknieszym miastem w Europie
      a ja myślę, że jeśli nawet nie tym NAJ to i tak w ścisłej czołówce.
      Przykre jest to, że kiedy gdzieś jedziemy zwracamy uwagę przede
      wszystkim na ceny - vide: przywołany wcześniej wątek, jak również i
      to, że o ile język polski jest w czołówce tych słyszanych tamże na
      ulicach, o tyle w restauracjach Polaków jakoś nie widać.
      Miasto ma wielką szansę podobać się absolutnie każdemu bo i każdy
      znajdzie tam coś dla siebie: piękna jak na miejską plaża (ja
      zajrzałam na Sant Sebastia niedaleko Barcelonety), zaułki pełne
      tajemnic, wąziutkich uliczek, ślicznych kamienic, balkonów, takichż
      latarń (El Raval, Barri Gotic czy Barceloneta), mnóstwo zieleni przy
      ulicach a i w parkach (ja byłam tylko w Guell i w Ciutadella).
      Rejony El Raval będę każdemu polecała ale z dodaniem, że chyba
      jednak nie w nocy a i wdzień ze szczególną uwagą, bo to nieco dziwne
      rejony: w okolicach Antic Hospital de la Santa Creu wcale
      nieukrywające się dziwki stoją co 10-15 metrów, a przeróżnych
      nardoowości (jednakiej profesji raczej) panowie z bram cmokają,
      gwiżdżą i inaczej zwracają uwagę. W okolicach południa w niedzielę
      tam wędrowałam - kamienice piękne ale nie sposób zrobić zdjęcie:
      ledwo wyciągnęłam aparat już krzyk dziwek się podniósł aj do
      tchórzliwych należę stąd nie przekonywałam, że tylko budynek... Ale
      warto tam pójść (zresztą to droga od Rambli do najstarszego
      sakralnego obiektu miasta - kościółka/klasztoru Sant Pau), bo to też
      Barcelona, jaka ciekawa na dodatek (osobiście lubię takie lokalne
      kolory).
      Staram się coś tam na Fotoforum opisywać z tego co widziałam z tym,
      że o klubach nie napiszę nic, bo ja zupełnie nie jestem klubowa.
      Wspomnieć mogę natomiast, że byłam w teatrze Paliorama przy Ramblas
      bo chciałam obejrzeć prawdziwe flamenco (bilet kupiony wcześniej),
      Nie wiem jak inni ale nie przepadam za flamenco, zwyczajnie nie
      czuję tej muzyki, która na dłuższą metę jest dla mnie nużąca (moja
      opinia!), ale od czasu do czasu pokaz oczywiście obejrzeć można
      (marzyłam!) a jeśli jeszcze tańczą profesjonaliści, wokół mnie sala
      pełna Katalończyków strasznie żywiołowo na pokaz reagujących - to
      pełnia szczęścia i wrażenia niezapomniane (szczególne taki obłok
      potu biegnący za tancerką na wysokości jej głowy w czasie
      dynamicznego obrotu - coś niesamowitego).
      Pozdrawiam. B.
    • bebiak Re: Barcelona - byłam 12.05.10, 15:04
      O marzeniach, zachwytach, rozczarowaniach nieco - oczywiście
      subiektywnie bo to moje, takie osobiste.

      Największym moim marzeniem na Barcelonę było siądnięcie na długiej
      ławce w parku Guell oraz (to drugie) nieśpieszny spacer uliczkami
      Poble Espanyol. O tych dwoch meisjcach marzyłam, marzenia
      zrealizowałam, po Poble Espanyol wędrowałam nawet dwukrotnie: raz w
      nocy z czwartku na piątek od ok. 23-ciej przez ponad 2 godziny (a
      czynne do 2-giej, w weekendy bodaj do 5-tej rano), a raz wczesnym
      popołudniem. Za każdym razem było magicznie tak, że och ale i za
      każdym razem inaczej (strasznie tajemniczo nocą kiedy prawie nikogo
      tam nie było - pewnie tylko w weekendy póki co życie nocą się
      toczy). W dzień pootwierane są kafeterie, restauracje, sklepiki,
      galerie - można pozaglądać, pogapić się jak ktoś lubi, zasiąść w
      ogródku i podelektować się kremem katalońskim:-), a uliczki i
      budynki wyglądają zupełnie inaczej niż nocą. Poza tym dla mnie
      takie "dzienne" odkrycia: o, a tego nie widziałam w nocy, o, a tego
      chyba nie było (choć wiadomo, że być musiało).
      Rozczarowaniem moim to kiepski barek przy wiadomej ławce w parku
      Guell - no cóż, pewnie tak musi być, a mnie się marzyło wypicie na
      tej mozaikowej ławce kawy.
      W zachwyt wpadłam nad klimatami starej dzielnicy El Raval
      (wspominałam wcześniej) oraz w Barcelonecie: zastanawiałam się czy
      tam wodę włączają ludziom raz w tygodniu stąd wszyscy na komendę
      piorą, bo takiej ilości suszącego się prania nie widziałam nigdzie,
      poza (skojarzenia oczywiste) Neapolem oraz miastem Korfu na greckiej
      wyspie Korfu. Balkony zawieszone są niesamowicie a sznury
      wyciągnięte w dół pod ciężarem materiału. Na balkoanch suszy się
      wszystko: i skarpetki, i bluzeczki, ale i wielkie prześcieradła.
      Mnie osłabiły metalowe rybki wiszące na sznurku (co? też się
      suszyły), oraz rower tak przymocowany na zewnątrz balkonu, że pada
      pytanie: "też się suszył"? Biednie tam, zasadniczo biednie i to
      czuje się na uliczkach ale jak pięknie, przede wszystkim w
      rozumieniu atmosfery!!!

      Rozczarowanie moje (pewnie się wielu narażę, niemniej kłamać tu nie
      będę) to Sagrada Familia, ale pewnie z uwagi na to, że przypomina
      wielki plac budowy (jak określiła moja koleżanka). Budowla robi
      niesamowite wrażenie z zewnątrz: kiedy wynurzyłam się z metra i na
      prośbę koleżanki, stojąc na ostatnim schodku wyjścia, odwróciłam w
      tył głowę - zamarłam! Zwyczajnie zamarłam! W tym momencie poczułam
      się strasznie malutka - Sagrada Familia mnie przytłoczyła.
      Nie oceniam w kategoriach minusów kolejek i do wejścia (blisko trzy
      kwadranse) i do windy (kolejne tyle), bo wiadomo, że tego typu
      obiekty są nawiedzane gremialnie i temu się nie należy dziwić.
      Podobnie zresztą do Cas Gaudiego - też wcale nie takie krótkie
      kolejki do kasy.

      Czy czegoś żałuję, tak osobiście?
      Jednej rzeczy (gapa): uwielbiam cmentarze, zwyczajnie uwielbiam i
      gdziekolwiek jestem zaglądam na cmentarz bo wiele mówi o miejscu a
      poza tym lubię atmosferę cmentarza. W Barcelonie mi to zupełnie
      umknęło a że przypadkowo żaden cmentarz nie stanął na mojej drodze
      no to...
      Pewnie jeszcze coś doskrobię w innym czasie - póki co pozdrawiam. B.
      • Gość: Yaris68 Re: Barcelona - byłam IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.05.10, 09:42
        Wybieram się 6 czerwca do Barcelony Bardzo chciałabym zobaczyć pokaz
        flamenco. Czy możecie podać mi nazwę i namiary na jakis niedrogi
        klub, gdzie można podziwiać ten taniec? Bebiak pisała o teatrze, ale
        podejrzewam, że tam jest dużo drożej. Wiem, że są kluby, gdzie można
        obejrzeć pokaz flamenco. Może któś mógłby mi podpowiedzić? Gdzieś
        raczej w centrum...choć niekonieczni
        Pozdrawiam
        • c_x_v Re: Barcelona - byłam 13.05.10, 09:52
          Gdy ja byłam, były plakaty reklamujące takie pokazy, ludzie na ulicy rozdawali
          ulotki i nawet chyba na wieszakach ze zniżkami były tez kupony zniżkowe na takie
          pokazy więc myślę że powinnaś na jakieś trafić :) Niestety ja nie byłam na
          żadnym, więc nie mogę Ci nic polecić :(
          • mojito Barcelona - będę 13.05.10, 11:21

            Hola Amigos,

            Będę w Barcelonie przez tydzień w sierpniu. Moją bazą
            wypadową będzie dzielnica L`Eixample.

            Czy ktoś z Was był lub się zbliżył do Camp Nou? Być
            może powaliła Was na kolana jakaś rybna restauracja
            w Barceloneta? Chętnie przeczytam wrazenia.

            Saludos!
            m.
            • bebiak Re: Barcelona - będę 13.05.10, 11:51
              Hola Mojito:-)

              mojito napisał:

              > Czy ktoś z Was był lub się zbliżył do Camp Nou? Być
              > może powaliła Was na kolana jakaś rybna restauracja
              > w Barceloneta?

              Ja nic Ci nie podpowiem, bo:
              - miałam dwie swoje (i wg mnie doskonałe) restauracje: na Plaça
              Reial i przy kościele Santa Maria del Pi, gdzie biesiadowałam w
              ramach kolacji zamiennie: raz tu, raz tu - i tylko w nich;
              - Camp Nou jest obiektem, gdzie znaleźć się niewątpliwie trzeba ale
              Barcelona jest taka głęboka, że nie sposób w ramach 5 tylko dni
              obejrzeć wszystkiego (może można zaliczyć - nie wiem, nie
              praktykuję), stąd nawet o nim nie myślałam.

              Ale i tak Ci zazdroszczę wyjazdu:-)
              Pozdrawiam. B.
            • mancipi Re: Barcelona - będę 15.05.10, 21:29
              do stadionu jedziesz metrem, bodajże niebiską 3. potem kawałek trzeba przejsc na pieszo i jestes. polecam przejrzec repertuar bo można wybrać się na mecz, no i wtedy właśnie widać co to za stadion. nam przypadkiem udało się być na LM Barca-Dynamo, bilety po 41 E (i wiecej), kibicami zapalonymi nie jesteśmy, ale skoro pojawiła się taka okazja, to grzech byłoby nieskorzystać:) wrażnia-niezapomniane
    • bebiak O flamenco 13.05.10, 10:58
      Cześć,
      jak wspomniałam rzeczywiście oglądałam flamenco w teatrze i tylko
      tam - z klubów doświadczeń nie mam żadnych, w tym porównań co do
      cen.
      Byłam w teatrze Paliorama (Poliorama?) - to przy ul. Ramblas, prawie
      przy Placa Catalunya (po lewej stronie Ramblas patrząc w stronę
      Placa Catalunya).
      Kupowałam bilet przez internet ponad miesiąc przed wyjazdem - cena:
      50 euro. Tam na miejscu w teatrze widziałam cennik - kosztował 45
      euro, stąd może przy nabyciu online coś tam doliczają, nie wiem.
      Tu masz link do takiej stronki z eventami - może sobie coś
      wynajdziesz:
      www.classictic.com/en/Search/Spain/Barcelona/2010-05-13/0,0,0/page1.html
      Acha, dodam, że widownia była pełna (piątkowy wieczór - może mieć
      znaczenie), dosłownie kilka pojedynczych miejsc wolnych zauważyłam
      stąd może lepiej coś sobie wcześniej zarezerwować/kupić jeśli bardzo
      chcesz obejrzeć. Ja chciałam bardzo, bardzo:-)
      I jeszcze dodam (być może uprzedzając pytanie), że w tym teatrze na
      pokazie flamenco nie wymaga się sukni wieczorowych i
      garniturów/smokingów/nawet marynarek. Dość luźna atmosfera i pod tym
      względem Katalończycy bliżej do Szwedów mają niż do nas czy Greków w
      Atenach: mnóstwo osób w dżinsach, t'shirt'ach itp. Ja byłam ubrana
      bardzo neutralnie: czarne spodnie i czarna bluzka (nieco inna niż na
      spacery!) + jakaś dyskretna biżuteria, i było całkiem OK.

      Acha, i jeszcze: siedziałam w 4-tym rzędzie na środku (może cena
      zależy od miejsca? Pewnie tak!) i to było dla mnie ważne, bo qrczaki
      mimikę twarzy, ruchy dłoni czy palców, koniecznie stopy, trzeba wg
      mnie absolutnie dobrze widzieć - to bardzo jak dla mnie istotne.
      Może dla innych mniej to ważne, nie wiem, ale ja jestem w ogóle
      maniakiem teatralnym i zwyczajnie na układ czy mimikę twarzy
      artystów zwracam zawsze uwagę.

      Pozdrawiam serdecznie. B.
      • Gość: Yaris68 Re: O flamenco IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.05.10, 12:22
        Bardzo dziękuję za odpowiedzi.Może faktycznie wpadnie na w ręce
        jakas ulota z oferta pokazów tańca flamenco. Pozostaje mieć taka
        nadzieję.
        Mam jeszcze jedno pytanie: gdzie w poblizu Barcelony znajduję sie
        najbliższa plaża? Jak tam dojechać? Ile kosztuje bilet (i jaki?) i
        jak długo trwa podróż?
        Przeczytałam o plaży w Sitges, ale oddalona jest ona 30 km od
        Barcelony i to w większości plaża gejowska :-(
        Pozdrawiam
          • bebiak Re: Plaza 13.05.10, 12:40
            Nie wiem o jakie plaże Ci chodzi - może jakieś szczególne? Licho
            wie - na plażach znam się średnio bo w ogóle nie plażuję, ale lubię
            dotykać morza czy wędrować brzegiem..
            I tak chciałam w Barcelonie - zajrzałam na plaże San Sebastian, to w
            mieście. Jechałam metrem do stacji Barceloneta bo zasadniczo tam
            się wybierałam, ale ponieważ szłam takim bulwarem jakby [ciągnie się
            od stacji metra do morza - podam z domu nazwę, bo w pracy mapy nie
            mam] to sobie doszłam na plażę, ot tak się pogapić. Całkiem ładna ta
            plaża jak dla mnie była: taka w stylu polskiej bo szeroka i długawa,
            kilka osób się opalało, kilka nawet pływało. Dotknęłam wody ale dla
            mnie to Arktyka - z mocno ciepłolubnych jestem. Słyszałam (gdzie?
            od kogo?), że w Barcelonie właśnie jest najładniejsza plaża miejska
            w Europie - możliwe jeśli lubimy plaże długie i szerokie.

            Jeśli popatrzysz do planu/mapy Barcelony to zobaczysz, że ta Sant
            Sebastian przechodzi w następną a ta w następną (gdzieś tam też
            Nuova Icaria). To chyba taki ciąg plaż.
            • Gość: Yaris68 Re: Plaza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.05.10, 09:38
              bardzo dziękuję Ci Bebiak za info. Nie mam oczekiwań co do jakieś
              specjalnej plaży. Chodziło mi o taką blisko centrum (nwet miejską)
              gdzie można 2-3 godziny poleżeć, pokąpać sie, odpocząć.Jak dotrzeć
              do tej miejskiej plaży w San Sebastian?
              Pozdrawiam i dziękuję
              • bebiak Re: Plaza 14.05.10, 14:03
                Cześć,
                ja przyjechałam metrem (chyba żółtym ale głowy nie dam) do stacji
                BARCELONETA.
                Od metra przeszłam w stronę morza takim jakby bulwarem, którego
                nazwę mogę podać z domu (tu brak mapy). Bardzo piękny to spacer bo
                poprawej stronie coś w rodzaju zatoki pełnej jachtów, po prawej
                zabudowania Barcelonety, w której uliczki koniecznie należy się
                zanurzyć: czy to przed plażą czy po.. ale należy:)
                Zajrzyj tutaj:
                www.barcelona-tourist-guide.com/en/maps/barcelona-map.html
                tu jest ten cały ciąg plaż właśnie. Być może jest jeszcze coś
                takiego z drugiej strony - tego nie wiem: ja zajrzałam tu a Sant
                Sebastian jest właśnie na wysokości Barcelonety.

                I jeszcze o flamenco: mam chyba 7 przewodników o Barcelonie i
                wczoraj coś tam sobie przeglądałam znajdując polecane miejsce (klub
                jakiś) z flamenco. To w centrum, przy Plaça Reial (piękny plac przy
                ul. Ramblas, mniej więcej na wysokości ul. Nou de la Rambla, po
                drugiej stronie Ramblas, poniżej - patrząc od Pl. Catalunya -
                stacji metra LICEU). Zapomniałam nazwę tego klubu ale może w
                weekend Ci wrzucę tutaj - może zajrzysz? Na ten plac i tak
                koniecznie zajrzeć trzeba, np. wieczorem, bo doprawdy ładny:)
    • bebiak Re: plaża --> errata!!! 14.05.10, 14:14
      Ja - gapa!
      Prostuję jedno zdanie z poprzedniego wpisu:

      Bardzo piękny to spacer bo po prawej stronie coś w rodzaju zatoki
      pełnej jachtów, po LEWEJ zabudowania Barcelonety, w której uliczki
      koniecznie należy się zanurzyć: czy to przed plażą czy po.. ale
      należy:)

      Przepraszam!
    • bebiak Słowo o katedrze św. Eulalii 14.05.10, 14:32
      Wspomnę o tym, o czym nie wiedziałam a co odkryłam przypadkowo: w
      katedrze po lewej stronie (mniej więcej pod organami) jest winda,
      którą można wjechać na taras i stamtąd pogapić się na dachy
      Barcelony. Koszt wjazdu w cenie biletu wstępu do Katedry (to było
      chyba 5 euro).

      Kiedy ja byłam (teraz, dłuższy weekend majowy) trwały roboty w
      krypcie św. Eulalii i widziałam ją tylko z góry (sarkofag słabo
      jednak z tej wysokości widoczny), co mnie wkurzyło bo roboty trwały
      wewnątrz a zamknięte już zejście ze schodków. Może warto (gdyby
      nadal tak było) poprosić kogoś kto do bramy dopuści? Doprawdy nie
      wiem dlaczego tak nie zrobiłam no ale... Niech sobie pracują za
      bramą czyli w krypcie jak już muszą ale na allaha dlaczego do bramy
      dojść nie można? Nie pojmuję.
      Dodam, że krypta znajduje się na środku katedry - tak podpowiadam,
      bo się jej qrczaki nawet trochę naszukałam (myślałam, że gdzieś z
      boku).

      Warto wg mnie również wcześniej (o teraz, w deszczowy weekend)
      zapoznać się z historią Eulalii a to i po to również, by potem w
      katedrze wyjść na patio i popatrzeć z zadumą na 13 zawsze tam
      obecnych gęsi. To, stojąc twarzą do ołtarza katedry - taka odnoga po
      prawej stronie. Tam są krypty róźniste, ołtarze, chodzi się tak
      dokoła a w środku chodzą gąski, przy takiej fontannie.
      Gąsek jest 13-ście bo tyle lat miała Eulalia kiedy zginęła męczęńską
      śmiercią, gąski są białe na znak niewinności Eulalli i są to gąski,
      bo Ona miała stadko gąsek.
      Tutaj poruszający opis:
      martyrologium.blogspot.com/2010/02/sw-eulalia-z-barcelony.html
      Mnie o gąskach opowiedziała koleżanka, ktora nawiedziła Barcelonę
      miesiąc przede mną - sama bym pewnie tego nie znalazła.
    • bebiak Słowo o sardanie (sardana) 16.05.10, 14:09

      Sardana to narodowy taniec Katalończyków, który jest symbolem katalońskiej
      jedności i dumy.
      Nie wiem czy to jest jakaś cykliczna impreza czy przypadek sprawił, że w
      niedzielnie popołudnie (po 19-tej jakoś) na Plaça de Sant Jaume (spory plac
      zaraz za katedrą i pałacem Generalitat, w pobliżu stacji metra Jaume I -
      naprawdę łatwo znaleźć) rozłożyła się kilkuosobowa orkiestra. Kiedy popłynęły
      dźwięki muzyki ludzie na tym placu zaczęli chwytać się za ręce tworząc kółka i
      zrzucają torby do ich środków. I w tych kółkach tańczyli sardanę właśnie a
      wyglądało to przepięknie - osobiście lubię takie lokalne wydarzenia, coś, czego
      nigdzie więcej zobaczyć nie można. Co chwila ktoś do kółka się dołączał, zatem
      kółka się powiększały.. Ślicznie! Warto to wg mnie zobaczyć ale doprawdy nie
      wiem czy co tydzień w niedzielę na tym palcu czy wyjątkowo wtedy (może podpytać
      w informacji turystycznej - widziałam taką bodaj na początku Rambli - niedaleko
      pl. Catalunya).
      Pomnik tańczących sardanę znajduje się przy zejściu z zamku na Montjuic ale ja
      go nie widziałam - zjeżdżałam z góry kolejką.

      Na fotoforum wrzuciłam kilka zdjęć tańczących sardanę
      • magbin Re: Słowo o sardanie (sardana) 16.05.10, 23:47
        Byliśmy przez 10 dni - wróciliśmy 5 maja. Polecam "nasz" system
        noclegowy - wynajęcie mieszkania (my akurat w urokliwej El Born,
        rzut beretem od Muzeum Picassa). Widzieliśmy wspaniałe rzeczy,
        chłonęliśmy atmosferę, trafiliśmy na parę świetnych knajpek, gdzie
        turyści raczej nie wchodzą, a gdzie naprawdę warto wejśc ;) Za 20
        euro/2 osoby bez problemu można zamówic doskonałe menu del dia
        (najlepsze jedzenie - w przedziwnej knajpce wypełnionej katalońskimi
        kibicami, dzień po meczu :) Plaża - podobała mi się najmniej. Warto
        wsiąśc do pociągu i ruszyc do Girony. Jest PRZEPIĘKNA!
          • Gość: magbin Re: Słowo o sardanie (sardana) IP: 212.59.248.* 17.05.10, 14:14
            Więcej niż dwa razy byliśmy w 'Salamance' (Barceloneta) - są dwie
            naprzeciw siebie: w tej, co serwuje zestawy. Jada tam wielu
            pracowników w czasie przerwy w pracy, ale i dziennikarze TVE (kamera
            leżała pod stołem)... Prosto i smacznie. Druga niezła jest po drodze
            do Salamanki, ale nie pamiętam nazwy (zawsze pełno; stoliki na
            zewnątrz). Smakowało nam w 'Ramnou' (Nou de la Rambla).
            Byliśmy też w bardziej eleganckich lokalach, ale nie pamiętam nazw -
            jakoś nie wyryły się w pamięci ;) Tapas (niezłe): w pobliżu Muzeum
            Picassa (Montcada) - jest tam też kilka lokali z baskijskimi
            przekąskami i doskonałą cavą.Wchodzi się tam, gdzie jest wielu
            miejscowych i nie ma miejsca :) Ot, cała tajemnica.
    • bebiak O bilecie na 10 przejazdów 24.05.10, 11:34
      Cześć Yari,
      nie wiem czy o tym samym myślimy - słowo "bloczek" mnie trochę
      zastanawia, więc może to coś innego jednak?

      Ja kupowałam bilet na 10 przejazdów za 7,80 e czy jakoś tak (prawie
      8 e). To był jeden kartonik, który wsuwałam do bramki a ta
      wypisywała kolejny przejazd.
      Ważne, że o ile przekraczasz bramki w ciągu godziny czy nawet
      godzina i 10 minut - jest to liczone jak jeden przejazd.
      Niem usisz tych przejazdów oczywiście liczyć - masz na odworcie
      wydrukowane, który to jest.

      Moja koleżanka kupiła sobie bilet czterodniowy za 20 e, ale coś z
      tym biletem jest nie tak: w żaden sposób nie mogłyśmy się doliczyć
      dlaczego skoro go skasowała w czwartek ok 15-tej już w niedzielę nie
      mogła nim otworzyć bramki. Nie chcialyśmy tracić czasu na
      wyjaśnianie, ale tu nam coś sienei pdoobało.

      Byłyśmy w Barcelonie od czwartku do poniedziałku i ja kupowałam
      dwukrotnie ten mój bilet za prawie 8 e (ten na 10 przejazdów).
      Zostały mi chyba 2 przejazdy, z tym, że kilka razy jechałyśmy
      taksówka ale to w godzinach nocnych.

      Pozdrawiam. B.
      • kissmygrass Re: O bilecie na 10 przejazdów 24.05.10, 12:20
        bebiak napisała:

        > Moja koleżanka kupiła sobie bilet czterodniowy za 20 e, ale coś z
        > tym biletem jest nie tak: w żaden sposób nie mogłyśmy się doliczyć
        > dlaczego skoro go skasowała w czwartek ok 15-tej

        O ile mnie pamięć nie zawodzi, to nie ma znaczenia o której kasujesz
        bilet, liczy się tylko dzień. Oczywiście mogłem pomylić miasta ;)
        Bilet mógł się uszkodzić, mnie kiedyś lizboński Carris obdarzył
        biletem wielodniowym, który blipał na czerwono już w pierwszym
        autobusie.
        • bebiak Re: O bilecie na 10 przejazdów 24.05.10, 12:35
          kissmygrass napisał:

          > O ile mnie pamięć nie zawodzi, to nie ma znaczenia o której
          >kasujesz bilet, liczy się tylko dzień.

          A to żeśmy też zakładały oczywiście - ale nijak nadal nie mogłyśmy
          się doliczyć, bo nawet licząc cały czwartek od 0.01 to i tak w
          niedzielę winna móc jeździć - a nie mogła.
          Uszkodzenie - to jedyne wytłumaczenie ale nie dochodziłyśmy
            • Gość: tomek Re: O bilecie na 10 przejazdów IP: *.infinity.net.pl 26.05.10, 22:09
              tak na dobrą (nieuczciwą sprawę)można wcale nie mieć biletów Renfe
              na trasie Macanet- Hospitalitet, jeździliśmy koleją cały tydzień i
              nie było tam żadnej kontroli, na naszej startowej stacji nie było
              żadnych bramek tylko kasownik, a bilet był potrzebny do wyjścia na
              placu Catalunya ( ale i tak dało by się wyjść przez bramki za kimś
              innym) bilety oczywiście kupowaliśmy głownie T-10. inna sprawa z
              podróżą do Girony lub Figures, chodzi kontroler i sprawdza bilety,
              kto nie ma ,kupuje bezpośrednio u niego (chyba nawet w tej samej
              cenie co w kasie lub troszkę drożej)a kto niema kasy zostaje
              wysadzony na następnej stacji bez żadnej kary (widziałem kilka razy)
              najbardziej cwani są czarni emigranci z rowerami, wsiadają i
              wysiadają głownie na przystankach bez bramek i dalej sru rowerem na
              przełaj, podjadą kilka przystanków i znowu na Renfe, ci co nie mają
              rowerów, a wysiadają tam gdzie są bramki, skaczą zwyczajnie przez
              płoty... , większość jednak kasuje normalnie
    • Gość: wiola Re: Barcelona - byłam IP: 85.222.87.* 10.06.10, 19:09
      Czy Waszym zdaniem warto jest korzystac z ofert last minute aby
      wyleciec i odpoczac na Majorce.Z orbis travel wpładł mi w oko teraz
      oferta do hotelu GEMINIS.Zupelnie niedrogo- i w czerwcu,wiec tak
      jakby bez tego wielkiego szumu i tloku ,który jest w lipcu/sierpniu.
      Czy myslicie ze takie oferty sa korzystne,zwłaszcza jesli sie
      niczego nie planuje?
      • Gość: Yaris68 Re: Barcelona - byłam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.10, 13:32
        Wczoraj wróciłam z Barcelony.Byłam tam od poniedziałku. Koszt pobytu dla 3 osób
        dorosłych wyniósł nas ze wszystkim 2500 zł. I dlatego stanowczo odradzam
        korzystanie z wszelakich biur podróży.Zwiedziliśmy niemal wszystkie
        najważniejsze rzeczy, w tym całodzienny wypad do Montsterat.Nocowaliśmy z hotelu
        Formula 1 w Mollet Sant Fost. Koszt noclegu dla 3 osób 35 Euro. Czas dojazdu do
        centrum Barcelony 20 minut szybkim czystym klimatyzowanym Renfe. Cena biletu dla
        1 osoby to 1,58 Euro (w ramach karnetu T-10 ważny 90 minut bo to 2
        strefa)Nigdzie nie przespalibyśmy się taniej.Ceny artykułów w marketach takie
        same jak w Polsce, gorąca bagietka np.to 0,38 E.Barcelona jest jak dla nas
        tańsza niż Rzym czy Paryż. Doskonałe połączenie z lotniska El-Prat do hotelu,
        też 2 strefa, cena biletu T-10 to 1,58.
        Zwiedziliśmy Sagrada Familia, Montsterat, Park Ciutadela, wszystkie zabytki
        związane z Gaudim, Güelem, najciekawsze kościoły, najważniejsze place, Ramblę,
        pasaż Gracia, byliśmy też nad morzem.A wieczorem przed odlotem oczywiście
        spektakl magicznych fontann. Wrażenie nie do opisania!!!!!Jak dla nas - brak słów.
        Na pewno jeszcze wrócimy do Barcelony.
        Pozdrawiam i dziękuję za wszystkie praktyczne info, które pozwoliły zorganizować
        nasz pobyt bez żadnych zakłóceń.
        Pozdrawiam
        • atednat Pytanie do Yaris. 14.06.10, 11:52
          Rozumiem,że w trójkę korzystaliście z jednego /w danym momencie /
          biletu T10. Czy nie było to kłopotliwe na "bramkach".
          I drugie pytanie. Czy rzeczywiście jadąc renfe z lotniska można w
          określonym czasie przesiąśc się na tym samym bilecie np. ma metro?
          Czy tez to "przerabialiście"?
          Pozdrawiamy.
          • Gość: Yaris68 Re: Pytanie do Yaris. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.06.10, 12:26
            Tak, jechalismy wszyscy na jednym bilecie T-10.Mąż stał przy
            kasowniku i przepuszczał mnie, potem córkę, a sam przechodził na
            końcu, kasując oczywiście za każdym razem bilet trzykrotnie.Dużo
            osób tak robiło, nie stanowiło to żadnego problemu.
            My mieszkalismy w 2 strefie, więc bilet wazny był 90
            minut.Dotarliśmy na nim z lotniska do hotelu (ok. 50 minut) i
            gdybyśmy jedynie zostawili bagaże w hotelu i od razu wsiedli do
            Renfe do centrum Barcelony, to z pewnością wyrobilibyśmy się w
            czasie. Jednek zostaliśmy chwilę w hotelu, odświeżylismy się i po 2
            godz. pojechalismy do Barcelony. Musięlismy skasowac już drugi
            bilet.
            Droga z hotelu do centrum Barcelony zajmowała ok. 25 minut, więc
            swobodnie przesiadaliśmy sie na metro i jechaliśmy w interesujące
            nas miejsce. Bilet kasujesz tylko 1 raz, na przystanku początkowym,
            potem musisz przepuścić go przez kasowanik na stacji metra. Ale
            bilet nie jest juz drugi raz kasowany, jeśli oczywiście zmieścisz
            się w tych 90 minutach.
            Pozdrawiam
    • bebiak Re: Barcelona - byłam 13.06.10, 13:34
      Witaj Yari,
      wiem, żeś pewnie niechętnie wracała, ale .. miło Cię czytać po powrocie:-)
      W ogóle strasznie miło jest czytać kogoś kto wraca zadowolony z wakacji, choćby
      i tak krótkich, kilkudniowych, jak Twoje w Barcelonie.
      Straszliwie się cieszę, żeś taka zadowolona, straszliwie się cieszę, że masz
      nadzieję i zamiar tam wrócić.
      Też mam takie zamiary, bo Barcelona jak dla mnie to miasto magiczne pod każdym
      względem:)

      W sumie i tak naprawdę to w ogóle nie mogę z Barcelony wyjechać, bo co prawda
      fizycznie to już ponad miesiąc tu jestem ale ciągle ktos tam jedzie stąd
      nieustające dyskusje, podpowiadanie (dziś koleżanka jedna też wraca a za moment
      następna pojedzie), opowieści, oglądanie zdjęć...
      Piękne jeśli jest takie miejsce, które tak bardzo się podoba i jesli potrafimy
      ten urok dostrzec:-)
      Cieszę się Twoją radością i pozdrawiam bardzo.
      B.
      • magbin Re: Barcelona - byłam 13.06.10, 13:42
        Ładnie powiedziane: "Nie mogę z Barcelony wyjechac...". Ja też tam
        zostałam na zawsze :) A jeszcze bardziej "zostałam" w deszczowym
        Oviedo - jeśli ktoś ma okazję, polecam. No i "Vicky Christina
        Barcelona" - Oviedo i Barcelona w jednym :)))
        • bebiak Re: Barcelona - byłam 13.06.10, 14:12
          Ha ha, się uśmiałam! Uśmiałam się z Oviedo oczywiście:-)
          Nie będę ukrywała, że Barcelona była u mnie od lat w marzeniach (a nieczęsto się
          u mnie zdarza, aby coś poza Grecją było w moich marzeniach - taka choroba!), a
          film tylko potwierdził, że muszę...
          Film w kinie obejrzałam kilkakrotnie, kiedy tylko mogłam nabyłam na dvd wydanie
          kolekcjonerskie bo to jeden z takich filmów, które mogę oglądać dziesiątki razy
          - relaks totalny bo i coś dla oka, coś dla duszy, coś dla serca.. Piękny:-)
          W Barcelonie byłam z koleżanką [na zasadzie: "Eli-Betaki-Barcelona"] i kiedy z
          zachwytem opisywałam coś tam w smsie - mój dorosły już syn nie komentując tego
          co mu napisałam stwierdził wprost sms-owo: "I tak się skończy w Oviedo". Czytaj:
          mamy zamiar jakiegoś Javiera bliżej poznać:-) To właśnie Oviedo, w którym póki
          co nie byłam ale nie mówię "nie":)
          Pozdrawiam. B.
          • magbin Re: Barcelona - byłam 14.06.10, 13:25
            :))) Ja w Barcelonie Javiera tym razem NIESTETY (haha) nie spotkałam
            :) Ale do Oviedo - zawsze. Tylko jak tam zaczyna lac, to... leje
            NAPRAWDĘ. Trzeba wyczuc moment. Ja też wiele lat byłam "grecka" (moje
            Stavros), ale teraz staję się coraz bardziej "hiszpańska". Następny
            etap to Andaluzja. Pozdrawiam!
    • c_x_v Najtańszy market w Barcelonie 02.08.10, 12:12
      Przypomniało mi się i może się komuś przyda... Pod koniec naszego pobytu poznana
      rodaczka pokazał nam najtańszy market jaki udało nam się znaleźć. Taniej nigdzie
      nie widziałyśmy, a rzeczy dobre. Poza tym z drugiego hotelu (sic!) miałyśmy tam
      po drodze na plażę ;)
      To chyba taki market w którym zaopatrują się miejscowi. Przy nim pod dachem jest
      tez cos a la targ ale do La Boqueria się nie umywa ;)
      Może się komus przyda :)
      Widok z ulicy: tnij.org/hsiw (skrócony link Google Maps)
      Ulica Carrer de la Maquinista. Nie wiem czy to nazwa tego marketu ale to chyba
      tam gdzie jest oznaczone Mercat Barceloneta.
      Widok z góry tnij.org/hsix (skrócony link Google Maps)

      Po przeciwnej stronie jest księgarnia i w pobliżu kilka innych sklepów :))
          • kissmygrass Re: Najtańszy market w Barcelonie 02.08.10, 18:05
            c_x_v napisała:

            > Chyba trochę xle mnie zrozumiałeś ;)

            Trochę źle zacytowałem. Natomiast targowisko wymienione przez Ciebie
            należy do ogólnomiejskiej sieci targowisk, których jest nawet po kilka
            na dzielnicę (Eixample było tak planowane, żeby mieć przestrzeń z
            targowiskiem co ileś przecznic).
    • c_x_v Re: Barcelona - byłam. Wulkan i WizzAir 02.08.10, 13:08
      To co opisałam w pierwszym poście to właściwie pierwsza część naszego pobytu.
      Miała na tym się zakończyć ale się nie zakończyła, bo w dniu w którym miałyśmy
      lecieć do domu zostałyśmy obudzone telefonem od rodziny, że wybuchł wulkan i nie
      latają samoloty.
      Koszmar jakiś. Po pierwszym noclegu obudziła nas telefon o rozbiciu samolotu
      prezydenckiego a na koniec jeszcze to.
      (BTW bardzo miłe było to, że tubylcy słyszący nasz język składali nam kondolencje.)
      Niestety nie mogłyśmy przedłużyć naszego pobytu w tym hotelu ponieważ nasz pokój
      był już zarezerwowany dla następnych gości.
      Pojechałyśmy na lotnisko. Tam czeski film. Nikt nic nie wie. Lotnisko w
      Barcelonie jest OGROMNE. Ale zapomnijcie, że spotkacie na nim jakiegoś
      przedstawiciela WizzAir. Jest bardzo dużo stoisk różnych linii lotniczych, ale
      do pasażerów czekających na samoloty WizzAir'a nie wyszedł nawet nikt aby
      powiedzieć "pocałujcie nas w nos".
      Koczowaliśmy na lotnisku gdzieś od 11.00 do 18.00.
      Ok. 14.00 wykonałam telefon do Konsulatu, aby zapytać jaka pomoc mogą nam
      ewentualnie zaoferować...
      Pani po drugiej stronie słuchawki (konsul?) błyskotliwie mi wyjaśniła, że wybuch
      wulkan i samoloty nie latają... No coś takiego o_O Będąc kilka godzin na
      lotnisku i widząc że wszystkie samoloty są
      odwołane (o czym jej na początku rozmowy powiedziałam) w życiu bym na to nie wpadła.
      Potem mnie jeszcze rozbawiła ceną "taniego hotelu" który mi podała i generalnie
      telefon można uznać za bezsensowny.
      Na lotnisku w Barcelonie nie ma kawiarenki Internetowej. Są dwa niepozorne
      kioski internetowe z których jeden był zepsuty a przy drugi bawiły się dzieci.
      Do WizzAira nie można się było dodzwonić, a strona internetowa po jakimś czasie
      przestała działać.

      Na lotnisku zebrała się nas już mała grupka rodaków. Jednej osobie udało się
      dodzwonić do WizzAir więc wszyscy przebukowaliśmy sobie bilety na następny lot,
      który potem również się nie odbył.

      Z lotniska wróciliśmy na Ramblę w celu poszukania noclegu. Rodzina z bobasem
      została na noc w hotelu u hindusów (nie pamiętam nazwy), ale uciekła stamtąd po
      pierwszym noclegu i udało im się znaleźć bardzo fajny hotel przy samej operze.
      (Hostal Opera) Cena ta sama a komfort nieporównywalnie lepszy.
      My szukaliśmy dalej. Zwiedziliśmy Pensjonat OASIS (nie mylić z Hotelem chociaż
      okolica ta sama). Tanio, bo tylko 15 Euro za noc, ale warunki... z koszmaru.
      Wylądowaliśmy w końcu na tej samej ulicy ale Hostel nie był dużo lepszy. Jedyna
      jego zaleta, że część pokoi ma na port. Generalnie nora. potem napiszę jak sie
      nazywał.

      Miejsc w hotelach nie było ponieważ część podróżnych przyjechała, część nie
      mogła się wydostać, a gwoździem do trumny był kongres kardiologów czy kogoś
      takiego ;)

      Wracaliśmy autokarem firmy Sindbad. Pani przez którą załatwialiśmy rezerwację na
      autokar była niesamowicie miła i pomocna. Niestety nie mam teraz przy sobie jej
      wizytówki i nie pamiętam jak się nazywała ale jesteśmy jej bardzo wdzięczni.
      Jedna uwaga. W autokarach Sindabada NIE ma fotelików dla małych dzieci (w naszej
      powiększonej drużynie pojawił się 9-cio miesięczny brzdąc) i nawet jak rodzice
      kupili fotelik to i tak nie było go potem jak przypiąć w autokarze.

Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka