Dodaj do ulubionych

relacja Besenova-Tokaj-Hajduszoboszlo-Rum unia-Gyul

24.08.07, 14:25
startujemy we dwojke z zona w piatkowe popoludnie z Warszawy.Cel-
wymienione w tytule kapieliska termalne+wino w Tokaju i Rumunia.Nie
wiemy ile czasu spedzimy w kazdym z wymienionych miejsc,ani czy uda
nam sie zrealizowac program wyprawy.Na wszelki wypadek bierzemy ze
soba maly namiocik i spiwory.Na 1 noc rezerwujemy przez internet
pokoj w hotelu Summit w Besenovej,po to by po ciemku i podrozy nie
szukac spanka.Dalej w swiat jedziemy w ciemno.
Jedziemy przez Czechy,granice przekraczamy w Kaczycach,na wprot
Karwiny.Mamy interes w tamtejszym czynnym cala dobe Tesco.Na ok.35km
odcinek z Karviny do Svircinovca(granica czesko-slowacka)nie
potrzeba winietek.Droga nie jest tak dobra jak bywaja drogi w
Czechach,trwaja remonty.Maly korek mimo wieczora tworzy sie w
miejscowosci Hradek.
Na Slowacje nie kupujemy winietki swiadomie,mamy zamiar unikac
autostrad i platnych odcinkow drog(www.dalnice.sk-ta strona
podaje ,ktore drogi ekspresowe sa platne,a ktore nie)
Placic zamierzamy gdzie sie da karta,choc bierzemy troche gotowki w
SK kupionych w Warszawie po 11,9 pln/100.
Przed polnoca ladujemy w Besenovej.Pokoj oczywiscie
super,sniadanie rano tez.Koszt-2260SK za dwojke ze sniadaniem.W
telewizorze jeden polski program-chyba TV Polonia.Dostajemy 10%znizki
(po slowacku zlava)na kapielisko termalne i po sniadaniu od razu tam
lecimy.Wstep normalnie kosztuje 290SK/osoba/3 godziny.My placimy za
2 osoby 522SK.Mimo wczesnej pory wszystkie lezaki pozajmowane.Z
glosnikow ryczy animator,a przy nasypie kolejowym zauwazam kolejna
zjezdzalnie,zbudowana od ostatniej wizyty.Zloty Bazant 0,5l z beczki-
30 SK.Decydujemy,ze nie zostajemy dluzej w Besenovej i po 3h
pluskania przebieramy sie w wygodnych szatniach z
prysznicami.Wsiadamy w pojazd i wio do Tokaju.Jedziemy do Popradu
droga rownolegla do autostrady,przez Liptovski Mikulasz.W LM lapie
nas policja,pod zarzutem"czy widzieliscie tamten znak?My tu mamy
kamery!!"Znak widzielismy,to byl znak STOP i grzecznie
stanelismy.Policjant jest jakis nieprzekonujacy-"Nie myslcie,ze my
tylko Polakow lapiemy,o tam mamy Slowaka.To kosztuje 2000koron"Ale
co pytam?"2000 koron kosztuje"Ale co pytam ponownie,widzielismy znak
STOP i sie zatrzymalismy."My tu mamy kamery"mowi policjant i oddaje
dokumenty.Tym razem upieklo sie,ale o bandytyzmie policji slowackiej
krazy duzo opowiesci.Nam krzywdy na wczesniejszych wyjazdach nie
zrobili,oprocz sprawdzania winietek na autostradach nie mielismy z
nimi kontaktu(winietki te sprawdzaja w sposob szczegolny-robia
blokade autostrady).
Benzyne tankujemy po 38,55SK za litr,placimy karta.Bank pozniej
rozliczy te transakcje po 11,85/100SK.
Przez Poprad,Slowacki Raj i Roznave jedziemy do granicy z
Wegrami.Nagle zachcialo nam sie zobaczyc Sarospatak i nadkladamy
drogi do przejscia Slovenske Nove Mesto/Satoraljaujhely.
Koszyce omijamy bocznymi drogami,oznaczonym na mapie jako biale(mapa
Demartu).Sa w dobrym stanie i dobrze oznakowane,nie gubimy sie ani
razu.Podziwiamy gory Zemplinskie i juz jestesmy na Wegrzech.
C.D.N...
Obserwuj wątek
    • elaola1 Re: relacja Besenova-Tokaj-Hajduszoboszlo-Rum uni 24.08.07, 16:43
      Relacja super,poprosimy o więcej.
      pzdr
    • edziasz Re: relacja Besenova-Tokaj-Hajduszoboszlo-Rum uni 25.08.07, 20:20
      Trochę wam zazdroszcze, dopiero co prawda wróciłam ze słowacji właśnie z
      Besenowej, ale zazdroszcze wam wypadu na Węgry a zwłaszcza uroczego miasteczka
      Sarospatak, w którym byłam w tamtym roku we wrześniu.
      Pozdr
      • lidek_syn_ubeka cz.2-Tokaj 25.08.07, 20:58
        Mala errata do pierwszej czesci -strona www.dialnice sk nie
        dziala,mape platnych drog na Slowacji podaje strona www.highways.sk
        A wiec jestesmy juz na Wegrzech.Podobnie jak na Slowacji,swiadomie
        nie kupujemy winietki na autostrady.Mape wegierskich autostrad i
        cennik winietek podaje strona www.autopalya.hu.
        Mamy w gotowce troche forintow zakupionych po 1,6pln/100 i silne
        nastawienie na pobieranie gotowki z bankomatow.Doswiadczenie uczy,ze
        placic w Tokaju karta jest bardzo ciezko.
        Pedzimy droga nr37 od Satoraljaujhely do Tokaju.Leje okropny
        deszcz i nie chce nam sie zatrzymywac w Sarospatak.Totez nie
        opuszczamy drogi 37 na rzecz rownoleglej bocznej,ktora biegnie
        dolina rzeki Bodrog.Urbanizacja Wegier tu jest straszliwa,po drodze
        sa chyba tylko 2 wsie.Podobnie ze stacjami benzynowymi-od jednej do
        drugiej kawal drogi.A droga swietna i pusta.Totez po polgodzinie
        jestesmy w Tokaju.
        Tokaj to praktycznie jedna ulica-deptak.Ma w sobie cos z nostalgii
        Kazimierza Dolnego,zwlaszcza w deszczu.A ten leje ciagle,wiec
        szukanie jakiegos locum ogranicza sie do hotelu TOKAJ,obok ktorego
        przypadkiem zaparkowalismy.Ja troszeczke mowie po wegiersku,wiec w
        oryginale ustalam warunki pobytu-dwojka bez sniadania 10.400
        HUF/doba.
        Hotel to chyba zbudowali z wielkiej plyty,ale wystroj ma w sobie cos
        z habsburskiej secesji-olbrzymi taras,draperie na scianach,wanna
        wielkosci lotniskowca,baterie lazienkowe jakby z konca XIX w.Bardzo
        nam sie podoba.Za oknem droga chyba na Nyiregyhaze i skrzyzowanie
        rzek Bodrog i Cisa.
        Przestaje padac i ruszamy w miasto.Doslownie naprzeciwko jest
        opisywana juz na forum cukiernia(weg.cukraszda) swiadczaca uslugi
        sypialniane.Na tablicy cena 3500HUF/noc/osoba.Ogolnie to spania
        nalezy szukac pod szyldami PANZIO lub KIODA SZABO.
        Czasem hotel nazywa sie SZALLODA.Po spacerze okazuje sie,za napisow
        Panzio i Kioda Szabo jest sporo,wiec kazdy znajdzie cos dla
        siebie.Jest nawe camping.
        Jak tu pobytu na Wegrzech nie rozpoczac od gulaszu i zupy rybnej
        halaszle.Wedlug recepcjonistki najlepszym miejscem do konsumpcji
        tychze bedzie restauracja hotelu Millenium,jakies 300m.na lewo od
        hotelu,za rondem i najlepszymi nalesnikami(palacsinta).Oczywiscie
        dla niepoznaki restauracja to po wegiersku etterem.To etterem jest
        bardzo autentyczne a nie blichtrowane-zadnych chromow,plastiku i
        aluminium.Sa poplamione serwety,okruchy chleba na podlodze przy
        kredensie,jest nawet wasaty kelner.Zamawiamy gulasz z kluskami i
        halaszle.Wyborne!Prosze Panstwa,gulasz tak naprawde jest zupa i
        Madziarzy maja jej(ich)ze 20 rodzajow.Ja odrozniam po nazwach 5,ale
        smakowo np; porkolt i gulasleves sa identycznie pyszne.Za to gulasz
        debreczynski ma smazone plasterki boczku.Zupa halaszle podawana
        jest z kawalkiem tlusciutkiego karpia.Krzyczymy o butelke Harslevelu
        i pol litra anielskiego trunku znika w moment.Rachunek-ok 8000HUF,z
        wliczonym 10% serwisem.
        No i idziemy w miasto w poszukiwanie tego co jest esencja Tokaju-
        bialego wina.Wystepuje tu ono w 4 glownych odmianach- wytrawny z
        reguly Furmint,rozne Harslevelu,Szamorodni i cudowny Aszu.Wino to
        po wegiersku bor,wiec trzeba szukac napisow bor,borozo,pince
        (piwnica) i vinoteka.Lokale handlujace trunkiem sa srednio co 10m-
        czasem jest to gleboka piwnica ze schodami i drewnianymi stolami,ze
        stojacymi w katach beczkami,czasem malutka knajpka na 3 stoliki,a
        czasem tylko sklep bez wyszynku.
        Sprzedaz na decylitry czyli po naszemu na sety i butelki(weg.uweg),z
        reguly pollitrowe.Ceny zroznicowane,tak jak zroznicowane sa gatunki
        wina,roczniki i poszczegolne winnice.Najtanszego mlodziaka
        znalezlismy po 50HUF za sete czyli 80 groszy polskich.Bardzo dobre
        winka(bo dobre sa wszystkie)zaczynaja sie od 1500 HUF za flaszke.Dla
        porownania,najtanszy Furmint kupiony w supermarkecie kostowal ok 400
        HUF.
        Lazimy od knajpy do knajpy.Szybko konczy sie forsa i lecimy do
        bankomatu OTP na deptaku.W knajpach nasi rodacy mecza sie z
        angielskim,ale to bezcelowe.Za szynkwasami nikt nie rozumie tego
        jezyka,czasami ktos zna niemiecki.Problemu to nie czyni,wszedzie sa
        karty win z cenami.Dlatego chwiejnym krokiem udajemy sie na
        spoczynek.Mimo poznej pory(22) mozna spokojnie zjesc hot-doga(od 250
        HUF),gyrosa(ok 500 HUF),langosa(od 300 HUF) i palacsinte(nie
        pamietam po ile)Jest tez sklep samoobslugowy.
        Bo nowy dzien wstaje,bo nowy,jak spiewa Stare Dobre
        Malzenstwo.Lekki szmerek z tylu glowy i charakterystyczna suchosc w
        gardle,przy niespotykanej lekkosci ducha kaza mi wybiec z hotelu o
        7;30.Doslownie po drugiej stronie ulicy miesci sie sorozo.Od
        sor,czyli piwo.Bomba jasnego z pianka+kawa z ekspresu i czuje sie
        jak mlody Bog.Z piw wegierskich odradzam wszechobecne reklamowo
        Borsodi,a polecam Aranyi Aszok,z czerwona kartka.W sklepie 150-
        200HUF.W knajpie 250-500.
        Razem z malzonka udajemy sie do innej,lepszej cukraszdy niz ta
        naprzeciwko.Po wejsciu mam wrazenie,ze cofnelismy sie w
        czasie.Gustowne obicia scian,obrazy,biedermaierowskie meble.Syczy
        ekspres do kawy.Zamykam oczy i widze panow w polgorsach i frakach,ze
        sztywnymi kolnierzykami koszul,panie w krynolinach i kapeluszach z
        piorami.Boze,co to za czasy byly-podatek dochodowy 12,5%,a i tak
        najwyzszy w Europie,budowanie domow nie wymagalo uzyskania
        pozwolenia,pederasci byli traktowani jak chorzy zboczency,a maly
        kretacz Olus zostalby tylko pomocnikiem lokalnego faktora.Pijemy
        kawe po wiedensku,zajadamy ciacho,a do kawy 5-cio puttonowy
        Aszu.Jest gesty,miodowy,slodki,w kolorze ciemnego zlota i przypomina
        likier.Idziemy w miasto kolejny raz i niby przypadkiem trafiamy do
        piwnicy ksiecia Rakoczego.Kolo fontanny z pomnikiem chyba
        Bachusa,sadzac po braku ubrania i pollezacej pozycji.Gleboko w
        dol,ciemno,swieczki,brak wilgoci i duuzo butelek.Jestesmy
        sami,nastroj delikatny i nagle rozlega sie glos z innego
        swiata;"Heniu,a jak my wyjdziemy po tych schodach?"Dwa nasze rodaki
        wpadaja na degustacje.My konczymy butelke i idziemy gdzie indziej.To
        gdzie indziej to malutka winiarnia polaczona z lodziarnia,na wprost
        sklepu samoobslugowego.Prowadzi ja mlody chlopak z rodzicami.Stara
        sie mowic po polsku,ma sciagawki dla Polakow z rodzajami win-edes -
        slodkie,feledes-polslodkie.Gaworzymy leniwie,on dba o zawartosc
        kieliszkow.Dosiada sie 2 sympatycznych rodakow z dziecmi
        (Walenty,Jaroslaw,pozdrawiam!!)Wieczor mija zbyt szybko.
        Rano wspinamy sie na gore Tokaj i z tarasu widokowego zauwazamy
        statek wycieczkowy na Cisie.Bieg w dol na przystan i juz plyniemy w
        godzinny rejs za 850HuF od osoby.Statek ma barek.Po rejsie zjadamy
        cos gyrosopodobnego w samoobslugowej restauracji przy przystani i
        ruszamy do HAJDUSZOBOSZLO.
        A moral z pobytu taki;"biale wina z Tokaju, spozywane w miare,nie
        szkodza nawet w najwiekszych ilosciach".Kto pierwszy wpisze tutaj
        autora tej sparafrazowanej sentencji i poda jej oryginalne
        brzmienie,dostanie w nagrode na priva namiar na najlepsza winiarnie
        w Tokaju,wraz ze zdjeciem tejze.Dla utrudnienie co poniektorym
        informuje,ze autor byl endekiem.
        • hepik1 Re: cz.2-Tokaj 27.08.07, 08:46
          Klinowanie z rana nie jest zbyt optymistycznym i dobrze rokującym na przyszłość objawem.
          I dla przypomnienia ...na Węgrzech dozwolona zawartość alkoholu w krwi dla kierowców wynosi 1 ziobro czyli 0,0% ;))
          • lidek_syn_ubeka czesc3-Hajduszoboszlo 27.08.07, 14:04
            Kazden jeden lewak to ma tak,ze zawsze lepiej wie co indywidualna
            jednostka ludzka potrzebuje.
            My jedziemy droga nr 38 do Nyiregyhazy. Przejazd przez miasto
            dluzy sie okropnie.Droga kreci we wszystkie strony,duzo swiatel.Kto
            ma dobra mape,niech objezdza bokami,da sie,sprawdzilem w drodze
            powrotnej.Dla odmiany przejazd przez znacznie wiekszy Debreczyn
            idzie o wiele szybciej.Na Hajduszoboszlo prowdzi drogowskaz
            Hajduszoboszlo-Kelet.Misto wyrasta w polu znienacka.Kapielisko jest
            100m.na polnoc od glownej ulicy.Tam parkujemy i idziemy szukac locum
            w dzielnicy willowej na poludniu.Co prawda PANZIO i KIODA SZABO sa w
            kazdym domu,ale wolnych miejsc nincs.Wszedzie na podworkach po 10
            samochodow.Po godzinie lazenia mamy dosyc i idziemy na polnoc do
            wysokich hoteli.W jednym,jedynym BEKKE hotel jest wolna dwojka.Za 90
            euro.Ale dookola snuja sie niemieckie parale w szlafrokach.Nie,nie
            bierzemy.Jedziemy z powrotem do Debreczyna,tam cos sie znajdzie,a te
            20km w kazda strone mozemy codziennie dojezdzac.W polowie drogi jest
            motel.Wolna dwojka bez sniadania za 7200HUF.Bierzemy,skladamy bagaze
            i hajda z powrotem do Hajduszoboszlo na kapielisko.Jest juz po 16-
            tej i za bilet licza 800HUF.Normalnie 1100HUF.
            W porownaniu z Hajduszoboszlo Besenova to cmentarz.Tutaj
            roznojezyczny tlum okupuje kazdy splachetek miejsca-publika obozuje
            kolo kibli i prysznicow,rozkladajac kocyki nawet na rozgrzanym
            asfalcie.Kapielisko super-co krok punkty gastronomiczne,czyste
            toalety i prysznice.Baseny-termalne sa 3,z tego pierwszy od wejscia
            ma wygodne miejsca do lezenia,a ostatni z nich,pod ruchoma wiata-
            najcieplejsza wode.Basen plywacki ma na calej dlugosci
            2m.glebokosci,nie ma maloletnich petakow uczacych sie plywac i
            blokujacych tory.Kilka basenow dzieciecych,basen ze sztucznymi falami
            (godziny odpalu podaje po polsku radiowezel),plaza srodziemnomorska
            z lezakami(z daszkiem!)po 500HUF i duzy,plytki basen wokol
            niej.Idealny do baraszkowania z potomstwem lub zabaw z pilka.Jest i
            jezioro z wypozyczalnia rowerow wodnych i wyspa
            naturystow.Przechadzaja sie policjanci,wiec chyba niebezpieczenstw
            nie ma.Odzdzielnie platny Aquapark z olbrzymia zjezdzalnia.
            Interes zamykaja o 20,o 21 zaczynaja sie kapiele nocne.
            Po wyjsciu,na mini bazarze przed bramami kupujemy kurczaka z rozna
            za 1280 HUF i jak mlodociani turysci zjadamy go na
            krawezniku.Odkrylismy camping z wolnymi miejscami,jakies 400m. od
            kapieliska.
            Nastepnego dnia rano rozbijamy nasz maly namiocik na campingu
            Hajdu.Panie w recepcji mowia po polsku.Nasza dwojka,maly
            namiot,samochod i dwa bileta na kapielisko liczone po 750HUF/os
            kosztuja lacznie 4200HUF za dobe.Sa tez jakies drewniane domki,ale
            nawet nie pytamy o cene.Toalety czyste,prysznice tez,jest ciepla
            woda,w nocy motocyklisci-kretyni smigaja na scigaczach glowna ulica
            Hajduszoboszlo,o 8-mej rano na budowie po sasiedzku zaczyna pracowac
            mlot udarowy.Na sniadanka chodzimy do restauracji przy samym
            kapielisku-typowe dania sniadaniowe,codziennie zostawiamy tam 2000-
            2500HUF.Ale jest i calodobowy sklep spozywczy.Wszedzie mowia troche
            po polsku.
            Rano na kapielisku taki scisk,ze idziemy na wyspe nudystow.Wysepka
            spora,bardzo duzo wolnego miejsca,trawka,wygodne lezanki,kamienne
            stoly,prysznic,gesta trzcina dookola.Onanistyczne nastawienie paru
            starszych facetow prawie zerowe.
            Blogostan,slonce.Tak nam mija pare dni.
            Wzdluz glownej ulicy- pare kantorow skupujacych zlotowki po
            62HUF,fajne kawiarnie z dobra kawa i lodami,stacja
            benzynowa,bankomaty i najprawdziwszy bazar(piac),gdzie kroluja
            pyszne miejscowe owoce i warzywa.Na gulaszowate obiady chodzimy do
            restauracji"Pod zoltym kolem",gdzie zostawiamy codziennie 5000-7500
            HUF.Ma ona tez swoja filie na kapielisku.
            Fajnie jest.Ale przerywamy te sielanke i jedziemy do Rumunii.
            Na forum Rumunia ukaze sie dalszy ciag relacji.Potem powroce
            tu,aby opisac pobyt w Gyuli.
            • lidek_syn_ubeka czesc 4-zdjecia 11.09.07, 12:11
              pod tym adresem bede codziennie dorzucal po pare zdjec z wyprawy;
              fotoforum.gazeta.pl/u/lidek_syn_ubeka.html
              • lidek_syn_ubeka czesc5-Gyula 15.10.07, 12:32
                Impresje z rumunskiej czesci wyprawy znajduja sie pod
                adresem;forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25616&w=68246316.My
                zas dopiero co przekroczylismy granice rumunsko-wegierska w Varsand
                i jedziemy do Gyuli.Juz na pierwszym skrzyzowaniu na Wegrzech jest
                drogowskaz na "Furdo",czyli kapielisko.Kierujac sie tym drogowskazem
                i nastepnymi bez pudla ladujemy na kapielisku.Oddalonym od granicy z
                Rumunia dokladnie o 5km.Pobyt w Gyuli zaczynamy od poszukiwan
                jakiegos locum.Samochod zostawiamy niedaleko bocznego wejscia na
                kapielisko i ruszamy w miasto.Juz po przejsciu 100m.natrafiamy na
                napis"Kioda Szabo"w bardzo ladnej willi.Niestety wywolana
                dzwonieniem do furtki sympatyczna Wegierka oswiadcza,ze nie ma
                wolnych miejsc.
                Poniewaz po Hajduszoboszlo i Bran mamy stany wylekowe z powodu nie
                posiadania dachu nad glowa,wiec w dalszym poszukiwaniu locum nie
                zamierzamy sie przejmowac cena.Rozwiazaniem naszych problemow
                okazuje sie spotkany 50m.dalej drogowskaz z napisem"Hotel Agro-
                100m."Od tylu trafiamy do owego hotelu i juz po chwili stajemy sie
                posiadaczami klucza do pokoju.Koszt-14900HUF oczywiscie ze
                sniadaniem.Ale przy pobycie dluzszym niz 1 doba-za jedna nocke licza
                sobie 16500HUF.Hotel bardzo ladny i cichy,czteropietrowy w okolicy
                parku miejskiego.Do kapieliska 50m.,wystarczy przejsc przez
                ulice.Pokoj tez super-od tylu,na parterze,z duzym tarasem.A z tarasu
                zejscie wprost na ogrodzony zywoplotem hotelowy ogrodek z mebelkami.
                Jedyny mankament tego interesu to brak znizki na kapielisko.
                Ruszamy zwiedzac Gyule.Kapielisko miesci sie w parku,od miasta
                oddzielone jest nie plotem,a leniwie plynaca rzeczka,po ktorej
                czasami przemknie rowerek wodny.A sama Gyula to ciche,spokojne i
                nieco senne miasteczko.Osia jest sliczny deptak,przy ktorym mieszcza
                sie wszystkie niezbedne turyscie utensylia-
                gulaszownie,pizzernie,kawiarnie,cukiernie,lodziarnie,gyrosownie,frytk
                ownie,hot-dogsiarnie,warzywniak,bankomaty,sklep samoobslugowy i
                nocny oraz fontanna w ktorej mozna przeplukac nozki.A na koncu
                deptaka znajduje sie lokal o wielce obiecujacym
                szyldzie"Sorpatika"(sor-piwo,patika-apteka)I juz po chwili pociagamy
                z kufelka jasne Aranyi Aszok po 350 HUF.
                Czesc miasta zabudowana jest blokami z wielkiej plyty i tam sie
                nie zapuszczamy.A najbardziej urokliwa czesc to jednorodzinne domki
                przy waskich uliczkach ze szpalerem drzew.
                Kapielisko;wstep normalnie 1600HUF,po godzinie 17-tej juz tylko
                900HUF.Ma kilka wejsc,z tego glowne miesci sie w okolicy zamku
                gorujacego nad calym miastem.My wchodzimy od strony Hotelu Agro
                mostkiem nad rzeczka.Basen plywacki 50m.jest dosc chytrze ukryty
                przed oczami ciekawskich.Pozostale baseny juz nie-sa i te
                przeznaczone dla dzieci i ten ze sztuczna fala.Jedna gigantyczna
                zjezdzalnia i pare malych.Z wodami termalnymi sa 4 baseny-z tego
                jeden czesciowo w budynku i jeden pod wiata.Temperatura w nich to
                36-38 stopni,czyli max tego co serwuja w innych osrodkach.Prysznice
                i toalety czysciutkie.Punktow gastronomicznych od jasnego
                gwinta,zaczynajac od budek z gyrosem a na restauracji rybnej
                konczac.Babgyulas juz od 700HUF.Jest tez i Velkopopovicki
                Kozel,czyli moim zdaniem najlepsze piwo swiata,po
                300HUF.Kapielisko,jak juz wspomnialem w parku sie miesci,co oznacza
                duzo starych drzew dajacych cien i zadbana trawke do lezenia.W
                odroznieniu od Hajduszoboszlo nie obozuje sie na betonie.Sa nawet
                hustawki ogrodowe z daszkiem,ale oczywiscie zajete w godzinach
                szczytu.Opisu niech dopelnia wellnesy i spa zajmujace jedna z
                pierzei kapieliska.Strasza tez 2 lub 3 betonowe wysokie hotele z
                czasow srodkowego Kadara.Ogolnie,jest o wiele luzniej i spokojniej
                niz w Hajduszoboszlo czy Besenovej.
                Na kazdym folderze reklamowym Gyuli obowiazkowo znajduje sie
                zdjecie zamku i jezioro.O ile zamek jest OK,to jezioro widoczne na
                zdjeciu okazuje sie malym stawem.Mimo mikroskopijnych rozmiarow
                wypozyczaja rowery wodne.Sluzace chyba tylko do tego,zeby sforsowac
                rzeczke oddzielajaca kapielisko i nie placic za bilet nań.W
                zamku,ktoren jest dosc imponujacych rozmiarow miesci sie
                muzeum.Czego,to juz diabli wiedza,bo wszystkie napisy po wegiersku,a
                parafrazujac jedna ze scen "Nie Lubie Poniedzialku"tych slow akurat
                nie znalem.W kazdym razie wstep cos w okolicy 1500HUF.Aby nie miec
                wyrzutow sumienia z powodu braku obcowania z historia i
                kultura,troche czasu spedzilismy w knajpie przy murze zamkowym.
                Na deptaku znajduje sie reklamowana"Stuletnia Cukiernia"Goraco
                polecam wszystkim amatorom i amatorkom
                slodyczy,ciastek,czekolady,lodow,ptifurek i kawy.Wymyslne
                konstrukcje ciastkowo-lodowe,biedermaierowski pelen elegancji
                minionych lat wystroj i doskonala obsluga skladajaca sie z 3
                nimfetek ubranych w krociutkie mundurki.Oczywiscie nie znajace
                zadnego jezyka oprocz wegierskiego.Nie jest drogo.
                Najpiekniejsza pamiatka z Gyuli wydaja sie byc slynne
                kielbasy.Jest to rodzaj salami,z tym,ze w odroznieniu od salami
                Picka z Szegedu sa bardziej paprykowane,a przez to i kolorem
                czerwiensze.W smaku rewelacja,choc Pick...lepszy.Odmian sporo,w
                ksztaltach przypominajacych zarowno wyroby Picka jak i nasza
                podwawelska.Cena-ok.2000-2500HUF za kg.Picka wyrob zas kosztuje ok.
                3500HUF za kg.
                No i tyle o Gyuli.Do Warszawy wracamy przez Tokaj,gdzie robimy
                zakupy w winotekach i Miskolc,gdzie puszczamy reszte forintow.Na
                Slowacje wjezdzamy przez przejscie w Banreve.Pomiedzy Miskolcem a
                Kazincbarcika bardzo duzy ruch,pewnie ze wzgledu na
                Borsodchem,ktoren tamze swoja siedzibe posiada.Za Kazincbarcika do
                Banreve pusto.Pozniej przez Slowacki Raj i Poprad pedzimy do
                Zyliny.Slowakow cos chyba opetalo.Takiego nasilenia ruchu miedzy
                Popradem a Zylina jeszcze niewidzialem.A w Czechach jeszcze gorzej-w
                Hradku korek gigant z powodu dlubania w ziemi przez robotnikow
                budowlanych.Jakos dojezdzamy do Ceskego Tesina,gdzie w Hypernovej
                robimy zakupy i przez przejscie autostradowe wio na ojczyzny
                lono.Ruch na katowickiej zerowy.Pewnie dlatego,ze jest srodek
                dlugiego wekendu.Totez wieczorkiem,po 2 tygodniach wojazy i
                przejechaniu 3449km znow jestesmy w naszem ukochanem miescie.
                A bank zakupy w Ceskym Tesinie rozliczyl po 14,4pln za 100CZK.
        • Gość: Pawel Re: cz.2-Tokaj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.07, 20:04
          znam odpowiedz na Twoja zagadke:
          wódka wypita w miarę,nie szkodzi nawet w największych ilościach
          Aleksander Fredro
          ;-)
          • lidek_syn_ubeka niestety:( 22.10.07, 09:32
            Panie Pawle;Zygmunt Nowakowski.Urodzony jako Zygmunt Tempka."Alkohol
            spozywany w miare nie szkodzi nawet w najwiekszych
            ilosciach"Zyciorysu nie radze sprawdzac w wikipedii.Pominieto jego
            dzialalnosc polityczna.
            Niemniej Pan Wygral, namiar na najlepsza piwniczke Tokaju wysle na
            priva.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka