papac
04.06.08, 17:02
„Timeo Danaos et dona ferentes - czyli: lękam się Greków, nawet jeśli niosą
dary”. Słowa te wyrzekł Laokoon na widok drewnianego konia przed murami Troi.
2 czerwca podpisana została umowa o utworzeniu Polsko-Niemieckiej Fundacji na
rzecz Nauki. Na konto fundacji Niemcy zapowiadają wpłatę w wysokości 50
milionów euro – Polacy 5 milionów. Mimo gorących zapewnień strony niemieckiej,
że Polacy nie będą mieli ograniczonych praw w fundacji, jak również zapewnień,
że jest to umowa pomiędzy dwoma równorzędnymi partnerami… to jakoś sobie tej
nagłej dobroczynności niemieckiej wyobrazić nie potrafię. Nie ma się z czego
cieszyć, gdy wilk barana na obiad zaprasza! Z lekka przestraszona pani
minister Kudrycka wyjąkała wprawdzie, że w statucie fundacji mają nastąpić
zmiany np: że „…każda ze stron będzie mogła zablokować decyzję w sprawie
przedsięwzięcia, którego nie akceptuje”, ale co ma być a co będzie - to się
dopiero okaże, ale jak na razie szwindlem zalatuje!
We Wrocławiu pod patronatem Fundacji "Polsko-Niemieckiego Pojednania",
Wydawnictwa Demart S.A. a także Instytutu Historycznego Uniwersytetu
Wrocławskiego zorganizowano konferencję pod znamiennym tytułem: „Wysiedlenia,
wypędzenia i ucieczki 1939-1959" - zręcznie razem opakowano i jedną wstążeczką
udekorowano i ofiary i katów. Gościem honorowym całej imprezy był „patriota,
profesor” W. Bartoszewski. Niestety przykłady wyrastają jak grzyby po deszczu,
tak naprawdę zaczynamy się przyzwyczajać do pomników zbrodniarzy na grobach
ofiar. Wydaje się, że ten koszmar będzie narastał!
Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie poinformowało, że rozpoczną się
prace nad wspólnym polsko - niemieckim podręcznikiem do historii. Pomysłodawcą
jest niemiecki dyplomata Frank Walter Steinmeier, a przyklasnął temu ochoczo
pan minister Radosław Sikorski. Oznaczać to może, że w niedalekiej przyszłości
nasze dzieci będą uczyć się polskiej historii z niemieckich podręczników – bo
kto je będzie pisał, kto będzie akceptował? Z cała pewnością jakiś współczesny
Thietmar! „Timeo Danaos et dona ferentes”…
Ostatnio wpadła mi w ręce książka: „Dyplomacja w Dachau” - Mieczysława
Grabińskiego, przedwojennego konsula RP w Wiedniu i Monachium. Ma to być
opowieść o niewoli i gehennie jaką przeżywali więźniowie w tym niemieckim
obozie. Książka wydana została już w roku 1946 przez Wydawnictwo „Słowa
Polskiego”… Z pozoru wszystko słuszne, tylko niepokoi fakt odmalowania
historii przez autora, jakby w tajemniczym, ideologicznym sosie. Oprócz złych
i dobrych Niemców, widzimy polskich księży spasionych na więziennym chlebie i
na paczkach przysyłanych przez wiernych z Polski! Mało tego, według dyplomaty
M. Grabińskiego ci kapłani dzielą się jedzeniem tylko wtedy, gdy już jest
spleśniałe i nie nadaje się do spożycia. W drugiej połowie lektury przeczytać
można, że więźniowie grają w piłkę, urządzają teatrzyki, ba nawet zawody
bokserskie, a już w zupełne osłupienie wprowadza fakt, że sam autor zostaje na
tydzień wypuszczony z Dachau na spotkanie z żoną w Monachium. Można odnieść
wrażenie, że to nie był obóz tylko wczasy? Tak, tak…
iskry.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1661&Itemid=1