Dodaj do ulubionych

Czy są tu mamy-furiatki?

IP: 77.87.160.* 07.09.11, 12:34
Verdano, to pytanie przede wszystkim do Ciebie, bo pisałaś że jesteś choleryczką, masz 3 dzieci, z tego co piszesz - dobrze wychowanych. Masz głowe na karku, piszesz sensownie. Czy Twoje furie, napady wściekłości odbiły się jakoś na dzieciach? Czy masz jakies praktyczne rady dla osób takich jak ja, tj szybko popadających w irytację, mało cierpliwych?
Sama staram się być jak najbardziej opanowana, i z reguły mi się to udaje, jestem spokojna, czuła i cierpliwa, bardzo kocham moje dziecko. Ale zdarza się, że wpadnę w szał....np. ostatnio, młody śpiący jak nie wiem, u babci zwykle usypia o 10-10:30, będąc ze mną w domu o godzinie 13:00 pokładał się na dywanie....ale spać nie, schodził z łóżka, bawił się, wygłupiał, wszystko tylko nie spanie. No i...poniosło mnie, skrzyczałam go, nawet szarpnęłam za ramię....potem go przeprosiłam, ale synek był "załamany", potem się do mnie nie odzywal, odpychał mnie. Takie sytuacje uczą mnie na jakiś czas, ale minie znowu dłuższy okres, i jak bumerang, pewnie znowu stracę cierpliwość. Nie biję mojego dziecka, absolutnie, natomiast uważam, że to nie jest dobre, że 2 letnie dziecko widzi wściekłą mamę, tak naprawdę bez powodu.
Najgorsze jest to, że jak ta lawina ruszy to już nie umiem się zatrzymać. Nie chcę żeby dziecko miało taką niestabilną mamę.
Proszę o opinie wszystkie mamy, nie tylko Verdanę ;-)

P.S. Tarczycę mam w normie (górnej, ale jeszcze w normie).
Obserwuj wątek
    • justyna_dabrowska Re: Czy są tu mamy-furiatki? 07.09.11, 13:55
      Nie myślę żeby to było cos złego, że dziecko widzi wściekła mamę. Ważne by ta wściekłośc nie była skierowana W DZIECKO bo mały człowiek nie wie jak sie ma przed tym obronić. W dodatku uznaje że to z nim jest coś nie tak, a nie z matką. Chroni najwazniejszą osobę i w efekcie obwinia siebie.

      Ale furia sama w sobie nie jest tak destrukcyjna jak np wielomiesięczna depresja. Są badania nt depresyjnych matek i ich dzieci, które pokazują jak ta depresyjność uderza w poczucie bezpieczeństwa dziecka.

      Dla dzieci niszczące są akty przemocy, wojny między dorosłymi, nieustające napięcie w domu, ukryte konflikty, tajemnice rodzinne,

      Jeśli matka sie wścieknie, wazne by potem dziecko usłyszało od niej jakąs opowieśc o tym co sie zdarzyło, żeby mogło to sobie zsymbolizować, jakoś poukładać. CZyli to wymaga od nas, matek-furiatek pewnego dystansu do tych swoich furii. Umiejętności spojrzenia na taki atak troche z lotu ptaka, przyjscia do dziecka i powiedzenia: wyszłam z siebie, strasznie cie przepraszam, ale już mi sie cierpliwośc skonczyła.

      pozdr

      jd
      • teanah Re: Czy są tu mamy-furiatki? 07.09.11, 14:01
        Mnie do furiatki daleko,ale kiedy dzieciaki wariują,a moje słowa nie pomagają,czuję,że narasta we mnie bezsilność i złość-zdarzyło mi się powiedzieć "mama ma dość" i wyjść z pokoju.
        Moje zniknięcie zaowocowało natychmiastową ciszą.
        Same do mnie przyszły,zaczęły patrzeć,co robię,przytulać się.Wytłumaczyłam wtedy,że musiałam wyjść bo...jestem zmęczona,słaba,mam gorszy dzień,przykro mi,kiedy mnie nie słuchają i rozrabiają...itd.
        U nas się sprawdza.W moim odczuciu wrzaski i agresja skierowana na własne dzieci to porażka.
        • verdana Re: Czy są tu mamy-furiatki? 07.09.11, 14:14
          Najbardziej wsciekałam się przy najstarszym, bo bylam po prostu bardzo zmęczona. Jemu, być moze to zaszkodziło, trudno powiedzieć, ile w tym mojej zasługi, a ile kochanej szkoły. Przy córce się wściekałam mniej, bo ja bardziej się jej boję, niż ona mnie:)
          Atak furii to nie wyjście z pokoju, ktore uwazam w ogóle za normalne zachowanie, ale wrzask i walenie pięścią w ścianę. Natomiast, poza zupełnie pojedynczymi wypadkami starałam się nie mowić, ze jest mi smutno, tylko wreszczec, ze jestem wsciekla.
          Problem w tym, ze ataki furii nie działają wcale.
          U mnie ataki furii wywołują nieodmiennie klamstwa na temat szkoły. Nie złe oceny, ale kłamstwa prosto w oczy.
          Co u mnie pomagało - srodki antykoncepcyjne, odpoczynek, uprzedzenie dzieci, ze "ty mów, a ja zdrów", czyli zeby raczej puszczały mimo uszu, to co mowie, jak jestem zła, a najbardziej "okres karencji". jak dowiadywałam się o czymś, to dostawalam ataku szału - po godzinie mi przechodzilo. Czyli, jak weszłam do pokoju syna i przekonałam się,z e nie ma ANI JEDNEGO zeszytu, a syn był w domu, to wybuchałam. A jesli przyszedł po dwóch godzinach to spokojnie mówilam "Synu, znowu nie masz zeszytów?".
    • Gość: mamma Re: Czy są tu mamy-furiatki? IP: 77.87.160.* 07.09.11, 14:52
      Chyba faktycznie nie powinnam AŻ tak sie tym zadręczać, a skupić na tym, żeby w momencie tę złość kierować gdzieś indziej. W moim przypadku tabletki antykoncepcyjne zwielokrotniły te napady, od momentu kiedy je odstawiłam jest dużo lepiej. Muszę też często sobie tłumaczyć, że idealnych mam nie ma, i to chyba lepiej jak puszczę trochę pary w gwizdek, niż zatrzymam w sobie i będę trawiona miesiącami....

      Dziękuję za odpowiedzi.
    • Gość: domza2 Re: Czy są tu mamy-furiatki? IP: *.rzeszow.vectranet.pl 07.09.11, 18:07
      Jeśli ataki furii zdarzają się zbyt często i godzą w poczucie bezpieczeństwa dziecka to trzeba by z nimi walczyć, poznać przyczynę na terapii. Myślę, że określenie matka-furiatka jest łagodną formą usprawiedliwienia, że jest taki typ matek, taki typ ludzi, tymczasem pomijając oczywiście kwestie temperamentu, zmęczenia, przemęczenia itp. złość może mieć i głębsze podłoże i nie minie nawet po wypoczynku, relaksie. Moim zdaniem dziecku należy się dorastanie w spokoju. Chyba też jestem bardziej typem choleryka, ale staram się tak jak pisze Verdana dawać wyraźne znaki ostrzegawcze jak wilk, "rozkręcać się powoli" , bo nagła napaść na dziecko jest najgorsza.
    • kakuba Re: Czy są tu mamy-furiatki? 07.09.11, 20:39
      Ja po drugiej ciąży zaczęłam ciepieć na ostre PMS-y.
      Wkurzam się na wszystko co się rusza, normalnie bez kija nie podchodź.
      Powoli uczę się z tym żyć, choć jest ciężko. Kiedy czuję, że zaczął się 'ten dzień' - uprzedzam Małża... nauczył się już schodzić mi z wtedy drogi i za dużo nie dyskutować :P
      Jak za bardzo szaleję, to Małż zabiera mi dzieci sprzed oczu ;-) czasami nawet pół godzinki wystarczy, żeby trochę ochłonąć zamiast się dalej nakręcać.
      Generalnie na PMS-ie krzyczę, wkurzam się o wszystko. Taki jednodniowy wybuch raz w miesiącu. Małż stara się tłumaczyć dzieciom, ze mama 'ma zły dzień i jest zdenerwowana'.
      Im bardziej jestem świadoma sytuacji, tym łatwiej sobie z nią radzić... ale generalnie to przechlapane jest...
      • manala Re: Czy są tu mamy-furiatki? 07.09.11, 21:28
        są .

        Bardzo szybko i łatwo się wściekam. Czasem niestety i na młodą (która łatwym modelem do obsługi też nie jest). Przy całej świadomości jak to negatywnie może wpływać na córkę - nie potrafię panować nad emocjami (przynajmniej nie zawsze).
        Pewnie za to kiedyś zbiorę...choć znam dzieci matek choleryczek, które wyrosły na fajnych młodych ludzi - to tak na pocieszenie ; )
    • Gość: ma Re: Czy są tu mamy-furiatki? IP: *.196.189.109.customer.cdi.no 08.09.11, 13:22
      fajny watek. wreszcie, bo do tej pory na forum byly matki-anioly,idealnie cierpliwe. :)

      pozdrawiam zwyczajne matki :) furiatki
    • demonii.larua Re: Czy są tu mamy-furiatki? 09.09.11, 08:21
      To ja. U mnie podobnie jak u Verdany, teraz dzieciaki już nauczone że jak mną zacznie telepać to "zamykają uszy i pamięć" a ja nauczona że rzucanie czym popadnie nie przynosi ulgi długofalowej i wychodzę sobie do łazienki porzucać ręcznikami - potem układam pół godziny z muzyką na uszach, poględzę sama do siebie i przechodzi oraz czas, jeśli mnie trafia jak ich nie ma to przewinienie ma mniejszą moc jak w końcu są w moim zasięgu:). Ostatnio ataki furii generują u mnie córki - kłócą się o wszystko (zapomniałam już jak sama darłam koty z siostrą:D), ale żyć bez siebie nie mogą. Mam jedną zasadę, jak mnie bierze nie dotykam dzieci.
      • jedynybasek5 Re: Czy są tu mamy-furiatki? 10.09.11, 14:31
        O rany, dziewczyny, dzięki wam za ten wątek, i Pani psycholog równiez, bo własnie uznałam, że chyba najgorszą matka nie jestem. jak moja córa była mała, to ja potrzebowałam terapii, ale nie poszłam. terazpii z tego powodu, że kiedy moje kilkutygodniowe dziecko płakało, ja się wściekałam. Tzn., czasem było mi żal, że na pewno jest jakiś powód tego płaczu, ale córa nie schodziła mi z rąk przez pierwze 3 m-ce życia, i czasem , no częściej niż czasem byłam wściekła. Potem miałam wyrzuty sumienia, że tak czuję, czułam się jak rozkapryszona gó...ara, która wyobrażała sobie, że dziecko będzie cały czas słodko spało... kiedy młoda podrosła, stała się aniołkiem. Kocham ją ponad wszystko na świecie, mam nadzieję, że moja złośc wtedy nie wpłynęła na nią negatywnie. teraz także zdarza mi się, że stracę cierpliwość, krzyknę, pociągnę za rękę na siłę ( 15 m-cy więc potrafi pokazać, że chce w drugą stronę niż ja ;)) , i potem jestem okrutnie zła na siebie, ale wiem też, że emocje są ludzkie, te złe także, że nie można dziecku pokazywać świata tylko z tej miłej strony. Ważne, żeby utulić, przeprosić, wytłumaczyć... Wbrew pozorom tak małe dzieci rozumieją bardzo bardzo wiele .
        • jedynybasek5 Re: Czy są tu mamy-furiatki? 10.09.11, 14:40
          Kurczę, przeczytałam swój post i wygląda, jakbym się oczyściła z zarzutu, że jak dziecko było małe i bezbronne, ja byłam zimna, pozbawioną instynktu osobą. ja bardzo załuję, że nie poszłam na terapię. żałuję, bo to okropne czuć złość na takie maleństwo. mam nadzieje, że jestem w stanie wynagrodzić to mojemu dziecku, nawet jeśli czasem się wściekam i krzyczę
          • verdana Re: Czy są tu mamy-furiatki? 10.09.11, 18:01
            Wiesz co?
            Ja nie wierzę w matki, które nigdy nie czują złości na ryczace w dzień i w nocy maleństwo. I uważam, ze uczucie wsciekłosci, kiedy się wstaje po raz siódmy o czwartej nad ranem jest uczuciem absolutnie normlanym i terapii się nie podda. Jedyną terapią jest odpoczynek.
            Pewnie, jeśli ta wścieklość generuje takie zachowania jak stałe wrzeszczenie na dziecko, zaniedbywanie go, albo co gorsza bicie - to terapia się przyda - ale bez odpoczynku nawet cudotwórca nie pomoże. A jesli tylko bylaś wściekła, i raz czy dwa zdarzyło ci się wrzasnąć na słodkie, bezbronne maleństwo, nie cieszyłas się non stop, ze je masz, ale czasem myślałaś "po cholerę mi to bylo" to coś Ci powiem.
            Jesteś normalna. Nie idealna, nie bez winy - po prostu normalna.
    • mama_myszkina Re: Czy są tu mamy-furiatki? 10.09.11, 18:01
      Zaciekawił mnie ten wątek, ponieważ mieszkam w Skandynawii i tutaj za krzyczenie na dziecko można nawet je stracić. Osobiście uwazam, ze to naprawde przesada, bo matka i ojciec są ludźmi z krwi i kości i dobrze jeśli dziecko wie, co moze się stać jeśli za długo gra komuś na nerwach. Oczywiście nie mówię o wrzeszczeniu o byle co, ale o sytuacjach ekstremalnych.

      Tutaj jest wymagana samokontrola na maxa i rodzicom mówi się, że w ramach kary mają dzieci ignorować, nie odzywać się do nich itp. Osobiście uważam, że to emocjonalnie bardziej szkodliwe niż reakcja naturalna. Taka zaplanowana kara- nieodzywanie się wydaje mi się okrutna.

      No i są efekty. Skandynawowie mają naprawde duży problem z odczytywaniem i wyrażaniem emocji. Niestety, ale takie są moje i nie tylko moje obserwacje.

      Czyli z dwojga złego lepsza furiatka ;)
      • verdana Re: Czy są tu mamy-furiatki? 10.09.11, 18:06
        Ktoś zwariował. Ignorowanie dziecka jest dla psychiki bardziej niszczące, niz awantura, a nawet zaryzykuję, lanie. Nie mowiąc już o tym, ze dziecko nie otrzymuje żadnej informacji o tym, co zrobiło źle. I jesli dziecko robi coś źle, to często ma jakiś problem - wtedy ignorowanie i milczenie rodziców ten problem tylko pogłębi.
        Wrzask jest sygnałem, ze ktos jest na nas wściekły, ignorowanie jest sygnałem, ze ktos jest obrazony (a czesto nie ma przeciez o co), albo że po prostu ma nas dosyć, nie kocha i już.
        Tresuje się dziecko znacznie bardziej, niż zezwalajac na krzykli. Bo krzykowi rodciców można się przeciwstawić, chocby wrzeszcząc samemu, podając argumenty. Uczy się dziecko, ze albo postepuje zgodnie z wolą rodzicow, albo dla rodziców nie istnieje. Pranie mózgu i tyle.
        • mama_myszkina Re: Czy są tu mamy-furiatki? 10.09.11, 20:05
          verdana napisała:

          > Ktoś zwariował. Ignorowanie dziecka jest dla psychiki bardziej niszczące, niz a
          > wantura, a nawet zaryzykuję, lanie. Nie mowiąc już o tym, ze dziecko nie otrzym
          > uje żadnej informacji o tym, co zrobiło źle. I jesli dziecko robi coś źle, to c
          > zęsto ma jakiś problem - wtedy ignorowanie i milczenie rodziców ten problem tyl
          > ko pogłębi.
          > Wrzask jest sygnałem, ze ktos jest na nas wściekły, ignorowanie jest sygnałem,
          > ze ktos jest obrazony (a czesto nie ma przeciez o co), albo że po prostu ma nas
          > dosyć, nie kocha i już.
          > Tresuje się dziecko znacznie bardziej, niż zezwalajac na krzykli. Bo krzykowi r
          > odciców można się przeciwstawić, chocby wrzeszcząc samemu, podając argumenty. U
          > czy się dziecko, ze albo postepuje zgodnie z wolą rodzicow, albo dla rodziców n
          > ie istnieje. Pranie mózgu i tyle.

          Też tak sądzę.

          Na kursach dla rodziców 'dysfunkcyjnych' panie z Barnevernet (norweska opieka społeczna) szkoląa ich, że zamiast krzyku mają dziecko ignorować, bo to i tak jest większa kara. Dla mnie to jest nie do pomyslenia.

          No i niestety prowadzi to do sytuacji, w których emigranci tracą dzieci dużo częściej niż rodziny norweskie z powodów 'nienorweskości' zachowania rodziców. Jest to krytykowane przez tutejsze 'autorytety' ale niewiele się zmienia. Do tego wytyczne mówią, że dziecko ma być umieszczone w rodzinie norweskiej, bo tylko to zapewni mu prawidłowy rozwój, więc dziecko ma podwójny szok - odbiera mu się rodziców i kulturę. Ale to już na inną rozmowę.

          Teraz rozumiem, dlaczego kiedy ojciec Breivika publicznie i na zimno, bez emocji oświadczył (w prasie), że wolałby aby jego syn umarł, ja byłam jedyną osobą, która była mocno oburzona. Moich norweskih znajomych wcale to nie bulwersowało.

      • Gość: basca Re: Czy są tu mamy-furiatki? IP: *.ghnet.pl 10.09.11, 21:22
        > Czyli z dwojga złego lepsza furiatka ;)

        Matka ignorująca i matka furiatka to właściwie są dwie skrajności, które trudno oceniać. Oczywiście jeśli mówimy o mamie furiatce, która często wpada w wielką złość przy błahym problemie, zachowując się w zasadzie irracjonalnie. Moim zdaniem taka osoba jest jak bomba zegarowa, tylko że dziecko nie wie, kiedy wybuchnie. I to również może być niebezpieczne.

        ps. ja owszem krzyczę na dziecko jeśli coś zrobiło złego/niebezpiecznego.
    • zniemczyk Re: Czy są tu mamy-furiatki? 10.09.11, 22:50
      a już myślałam, że na tym forum znajdują się rzeczywiście tylko cierpliwe, spokojne mamusie...

      specjalnie dla moich dzieci powróciłam na psychoterapię... Nie jestem najgorszą matką, ale wiem, że krzywdzę moje dzieci.
      Wiem, że mnie to nie usprawiedliwia, ale ja sama przez 20 lat byłam gnębiona psychicznie, karcona psychicznie i fizycznie, wykorzystywana seksualnie, pozbawiona dzieciństwa, a do tego zakazywano mi kontaktów z rodziną i rówieśnikami (poza godzinami lekcyjnymi), nie wolno mi było dotykać urządzeń technicznych (agd, rtv, telefon), nastraszono mnie totalnie przed światem... dwukrotnie próbowałam popełnić samobójstwo; raz prawie mi się udało...
      koniec końców po 20 latach wyrzucono mnie na bruk... powiedziano, w formie ujawnienia sekretu, że nie udało się mnie ukatrupić/ zabić (zostały podane przykłady prób), ale i tak jestem nikim i skończę pod mostem...
      rodzina nie znała mnie - każdy miał mnie za intruza, balast...
      pomimo średniego wykształcenia nie potrafiłam podjąć pracy - bałam się ludzi, odebrać telefonu...
      ktoś dał mi szansę... ktoś inny pokochał...

      Dziś mam wspaniałą rodzinę :D kochającego męża i dwóch wspaniałych synów :D
      Możemy nie mieć co włożyć do garnka, ale cieszy nas, że jesteśmy razem :)
      Nie mamy nikogo, kto mógłby nam pomóc, ale wiemy, że możemy liczyć na siebie...
      Niestety, zdarzyło mi się nie raz nie zapanować nad sobą. Dzięki temu forum uczę się sposobów, jak właśnie nad sobą zapanować, jak rozmawiać z dziećmi.

      Z moim pierwszym synem nie mogłam znaleźć kontaktu wzrokowego (do 1,5 roku przejawiał zachowania typowe dla autystycznego dziecka) - przyznaję, że raz albo dwa razy nawet 8-mies. niemowlęciem potrząsałam, a gdy moje emocje opadły, ryczałam jak bóbr z bezsilności...
      Drugi synek po tygodniu od narodzin dostał kolki, która ustąpiła dopiero jak skończył 5 m-cy - zasypiał tylko na piersi, wykończony własnym płaczem... Gdy miał m-c dostałam zapalenia stawu stopy - chodziłam o kulach, nie byłam w stanie stanąć na nogi, a jego trzeba było nosić... Któregoś ranka, wymęczona totalnie, już prawie wyzdrowiała moja stopa, ale jeszcze kuśtykałam, położyłam go w leżaczku, który stał na stole. Mały ciągle wrzeszczał... Już nie myślałam racjonalnie. Myślałam jedynie "dziecko, chyba cię zaraz zabiję, już mam dość..." i usłyszałam "pac" - spadł z leżaczka na podłogę...
      Żyje i świetnie się rozwija (nie ma 11 mies. a już chodzi i stara się mówić ;) ), ale ja mimo wszystko popadłam w ogromną depresję. Dlatego wróciłam na psychoterapię. Staram się panować nad sobą i doprawdy, panuję jak mogę.
      Zdarzało mi się dać klapsa starszemu synkowi "w odruchu". Porozmawiałam z nim, uzgodniliśmy, że jak ktokolwiek będzie chciał go uderzyć, to on ma tej osobie dać poduszkę, bo nie wolno bić nikogo. Zaczęłam rozmawiać więcej z dziećmi o uczuciach i widzę, że to pomaga zarówno im, jak i mi. Wyłapuję rzeczy, które wyprowadzają mnie z równowagi i pracuję nad nimi, np.: wkurzało mnie, że syn rozlewa picie - zaczęłam zauważać, że ja też rozlewam, a jestem starsza ;) , synek znowu posikał majtki, poplamił bluzkę - nauczyłam syna i siebie odpowiadać na ten widok: "wyyyyschnie" :)

      Ja wiem, że na tym forum za to wszystko co robiłam (a może robię jeszcze czasem) zostanę/zostałabym zlinczowana totalnie, ale zrozumcie, że takie matki jak ja istnieją, i będą istnieć. Ja też chciałabym, żeby moje dziecko było wychowywane bez klapsów, a w atmosferze kochającej się rodziny, która jest mu przyjacielem, gdzie sam wybierze świadomie swoją właściwą drogę, która będzie dobra. Niestety, popełniam przy tym karygodne błędy, ale nad nimi pracuję, i nie uważam ich za dobro!
      • verdana Musze to napisać... 10.09.11, 22:54
        Cóż, nie ma matek doskonałych. A jesli są, to serio - uwazam, ze jesteś jedną z nich.
      • Gość: basca Re: Czy są tu mamy-furiatki? IP: *.ghnet.pl 11.09.11, 09:33
        Bardzo współczuje doświadczeń z dzieciństwa.
        I jestem pod wrażeniem Twojej pracy nad sobą:)
        Bo właśnie IMO nie chodzi o to, by poklepywać się wzajemnie jak dużo jest mam furiatek, ale by pracować nad sobą.
        ps. błędy każdy popełnia
      • mama_myszkina Re: Czy są tu mamy-furiatki? 11.09.11, 11:11
        Wiesz, naprawdę Cię podziwiam. Musisz być nietuzinkową osoba, skoro wykonujesz tak cieżką pracę nad sobą! Myślę, że Twoje dzieci wygrały los na loterii.
      • zniemczyk Re: Czy są tu mamy-furiatki? 12.09.11, 22:05
        zbieram się żeby coś odpisać w ramach podziękowań za TAKIE posty, ale nie wiem w jakie słowa mam ubrać to, co czuję. Więc może po prostu: dziękuję ;)

        Nie napisałam tego postu żeby zebrać żniwa w postaci Waszych postów, ale bardzo mi miło ;) napisałam ten post, ponieważ większość (tak mi się wydaje) mam na tym forum ocenia baaardzo ostro mamy, które nie postępują wg norm z książek, wg właściwych zasad, których przestrzega mama idealna. Te oceny często są dodatkowo określone epitetami, słowami które dotykają dogłębnie mamy, które wiedzą że popełniły błąd, ale piszą na tym forum żeby się dowiedzieć jak można byłoby postąpić/zareagować inaczej. Te epitety i dotkliwe słowa często doprowadzają drugiego człowieka do depresji itp. Dlatego proponuję zmianę podejścia do tematu. Co wy na to? ;)

        mam nadzieję, że mój przekaz jest w miarę czytelny...
        • Gość: alishou Re: Czy są tu mamy-furiatki? IP: *.dynamic.chello.pl 12.09.11, 23:18
          Powtórzę pewnie to co, większość osób przede mną - dobrze, że nie jestem jednak sama.
          Mam dwójkę maluchów w domu i pierwsze miesiące były ciężkie dla mnie gdy pojawił się Młodszy. Wyrzuty sumienia względem jednego i drugiego, wstawanie w nocy, hormony, bunt.... Zdarzyło mi się potrząsać wózkiem bo już nie wiedziałam co robić, siedziałam i ryczałam razem z Młodszym a potem siedziałam i przytulałam i dalej ryczałam. Do tej pory czasem tak mam.... Przy Starszym ponosi mnie, jak dostaje jakiejś histerii (co nie zdarza się jakoś często) i nie potrafie go uspokoić, albo jest tak irracjonalna, że już kreatywność mi siada, żeby wymyślic argumenty.
          Dla mnie najgorsze jest to, że naczytam się jakiś teorii i głupieje....
          I to, że mam wrażenie, że nie potrafie okazywać uczuc, mówić o nich...
          U mnie w domu tego brakowało, nie było; Generalnie - wszystko zawsze było nie tak, za mało, nie wystarczająco i ogólnie źle.
          Mam teraz paranoję, że moge równiez moim dzieciom dawać takie komunikaty nieświadomi, równiez po przez zachownie (np. obrażanie się - nie robię tego póki co, no bo niby jak przy 2 latku?)

          Podsumowując - dziękuje, że nie jesteśmy doskonałe. To byloby straszne dla naszych dzieci.
          • Gość: Mamma Re: Czy są tu mamy-furiatki? IP: 77.87.160.* 13.09.11, 09:43
            Dzięki wszystkim za odpowiedzi. Ja też tak miewałam jak urodził się mój syn. Przede wszystkim miałam depresję poporodową, bałam się własnego cienia, nie mówiąc o dziecku, jak przyszłam do domu ze szpitala, zdjęłam mu rękawiczki, siedziałam z nim na łóżku i nie wiedziałam co dalej. On w tym czasie udrapnął się w policzek - płakałam chyba z godzinę.....o to udrapnięcie. Potem, po walce o karmienie piersią, karmiłam go butelką. Teoretycznie nie można dać butli częściej niż co trzy godziny, a on płakał. Raz z rozpaczy, że płacze a ja nie mogę mu dać jeść (bo nie minęły 3 godziny...) potrząsnęłam wózkiem i krzyknęłam wyjąc jak bóbr "nie wiem co ci jest!!!!" Do dzisiaj to pamiętam, tą jego małą buźkę....
            Dlatego uważam, że tak ważne jest oswajanie tych naszych demonów, że NIE MUSIMY być idealne, ważne że chcemy być lepsze, kochając swoje dzieci.
            Ta presja na bycie mamą idealną jest po prostu straszna. Kiedyś na Facebooku napisałam post na forum znanej psycholog coś o spaniu dziecka, sama psycholog odpowiedziała dość sensownie, natomiast inne mamy przebijały się ile to mają czasu wolnego, bo ich dziecko samo usypia o 20, jakie to nie są spokojne i szczęśliwe....masakra....matki matkom.
        • Gość: basca Re: Czy są tu mamy-furiatki? IP: *.ghnet.pl 13.09.11, 09:45
          Ja napisze tak: Jesteśmy odpowiedzialni za nasze dzieci.
          Popełniamy błędy, ale jeszcze większym błędem jest pozostawianie w nich.
          Nie chodzi o to, by być idealnym rodzice. Ale matka furiatka musi zdawać sobie sprawę z niebezpiecznych konsekwencji swojego zachowania. I pracować nad sobą. Sama, z pomocą bliskich, ewentualnie psychologa.

          Tez zgadzam się, że niektóre epitety towarzyszące ocenie zachowania mamy są przesadne. Ale czytając to forum zauważyłam, że jednak zazwyczaj pojawiają się głosy obrony.
    • mc_bratney zniemczyk 13.09.11, 09:44
      jestes wspaniala mama
      czlowiekiem,ktorego by sie chcialo poznac :) pozdrawiam
      • zniemczyk Re: zniemczyk 13.09.11, 16:07
        mc_bratney napisała:

        > jestes wspaniala mama
        > czlowiekiem,ktorego by sie chcialo poznac :) pozdrawiam

        jeśli naprawdę masz ochotę mnie poznać, to podaję maila: zsmieja@interia.pl :D
    • Gość: domza2 Re: Czy są tu mamy-furiatki? IP: *.rzeszow.vectranet.pl 13.09.11, 17:12
      A ja jednak widzę subtelną może różnicę w byciu matką-furiatką, a popełnianiu normalnych chyba błędów młodych, niedoświadczonych , wymęczonych fizycznie i psychicznie mam. Która z nas nie miała czasem dość ryczącego niemowlaka? Która nie krzyknęła na dwulatka, kiedy po raz n-ty wypróbowywał naszą cierpliwość? Która wreszcie nie pacnęła chociażby raz ( w pupę na ten przykład) rozwydrzonego drącego się malucha. Czy żadna z nas nie miała chociażby myśli, żeby wystawić na Allegro swojego malucha i to od złotówki ( to częsty mój tekst w pierwszym roku życia dziecka)?:) Ja uznaję to za normę. Ale tego, by codziennie lub bardzo często szarpać, krzyczeć, wrzeszczeć na dziecko - już nie. By odreagowywać wszystko na dziecku, by być dla niego niemiłą czy wręcz chamską bez powodu, by się wydzierać przy byle okazji - to jest dla mnie matka-furiatka i dla takiego zachowania nie znajduję usprawiedliwienia. Mama może pójść na terapię (jak zniemczyk), mama wie, gdzie szukać pomocy, dziecko NIE.
    • Gość: Zła Mama Re: Czy są tu mamy-furiatki? IP: *.dynamic.chello.pl 13.09.11, 21:58
      W Gdańsku organizuje się grupa wsparcia dla sfrustrowanych mam. Prowadzą psycholożki z centrum Teraz. Może to być dobre rozwiązanie na nasz problem... Ja chyba się skuszę, bo sama próbuję, próbuję i nie bardzo potrafię się opanować w pewnych sytuacjach (a raczej dniach)....
      • aura1508 Re: Czy są tu mamy-furiatki? 14.09.11, 11:01
        Dziękuję za ten temat bardzo, bardzo, bardzo :-) Jesteście wspaniałe :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka