Dodaj do ulubionych

3 lata 4 m-ce-sinusoida siusiu i kupy w majtki

IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 11.11.13, 10:33
Drodzy Psychologowie, drogie Mamy!
Nasz synek ma 3 lata i 4 miesiące. Z chwilą 3 urodzin opanował praktycznie z dnia na dzień siusianie i kupę do ubikacji i ta umiejętność utrzymała się ok. 2 miesięcy. Dodam, ze wcześniejsze próby w okresie pomiędzy 2 a 3 r.ż. się nie udawały, nie „cisnęliśmy” więc tematu tym bardziej, ze ma on jedną nerkę i niewielką wadę pęcherza i dzieci z tymi wadami opanowują trening czystości później. Całe lato i 1 połowę września nie było problemu. Niemniej był to czas wielu zmian dla naszej rodziny – w sierpniu tata wylądował w szpitalu, po powrocie był w domu i w nim pozostał zmieniając swój tryb pracy z nieobecności w domu do godz. 19.00 na sterowanie firmą z domu. Ta zmiana nałożyła się naszym zdaniem na wejście synka w okres edypalny. Sierpień był nadal miesiącem nerwowym, podobnie jak wrzesień gdyż szykowaliśmy się do przeprowadzki w inny rejon Polski. Niemniej do pierwszych dni września z siusianiem i kupą nie było kłopotów. Mam wrażenie, ze zaczęły się one z chwilą, gdy synek podczas kilku chłodniejszych wrześniowych dni przeziębił pęcherz i zdarzało mu się nie trzymać moczu – wówczas pierwszą część siusiania zrobił w majtki, resztę do ubikacji. Pęcherz zaleczyliśmy i na wszelki wypadek zaczęłam go w te zimniejsze dni wypuszczać z pieluchą na dwór. (Dodam, ze od początku opanowania treningu czystości zostawiliśmy pieluchę tylko na noc czekając na pierwsze suche pieluchy i na możliwość wycofania się z nich. Jak na razie nie ma na to szans.) W rezultacie zaczął przychodzić z lekko posiusianą pieluchą, niemniej ciągle sygnalizował potrzebę pójścia do toalety. Szybko jednak odeszłam od tej „pieluchy podwórkowej” w obawie, że może się przyzwyczaić i wróciliśmy do majtek. No i zaczęło się siusianie w majtki (całkowite i częściowe), kupa… Pod koniec września nastąpiła wyprowadzka. Nasz starszy synek poszedł do przedszkola, młodszego zostawiliśmy w domu chcąc wyprostować temat siusiania i kupy by mógł dołączyć o przedszkola, do brata. (Dodam, ze obaj nasi synkowie, których dzieli 2 lata i 4 miesiące różnicy wieku świetnie adaptowali się do poprzedniego przedszkola, jak i aktualnego, nie mieliśmy nigdy problemów tęsknoty, lęku, są wychowywani w ufności do świata i bardzo lubią ludzi – z wzajemnością, zresztą. Aktualnie są razem w zróżnicowanej wiekowo grupie Montesori.) Wprowadziłam więc system motywacyjny (jedynym skutecznym motorem, niestety, okazały się czekoladki), ale synek zaczął wołać, praktycznie nie było wpadek. A zatem uznaliśmy, że czas na przedszkole (to nowe, po zmianie miejsca zamieszkania). W przedszkolu, którym był na początku całkiem zaaferowany zaczęły się pojawiać wpadki praktycznie od samego początku. Panie (bardzo kochane, zaangażowane i współpracujące), zaczęły uprzedzać wypadki, pytać synka, czy chce siusiu, kupę. Raz mówił, ze chce toteż szli do ubikacji i siusiu/kupa była, innym razem deklarował, ze chce, szli do ubikacji – nic nie było, powrót na salę i np. kupa zaraz po powrocie. Podobną taktykę obrałam w domu – po jakimś czasie od np. wypicia herbaty zaprowadzałam synka do kibelka mimo , ze on deklarował, ze nie chce siusiu. Jednak robił ( w końcu był po wypiciu napoju). Zdarzało się też tak, ze w przedszkolu nie było żadnych wpadek, a po powrocie do domu jedna za drugą. I odwrotnie: w domu super, w przedszkolu mokro. Krótko mówiąc jedna wielka zmienna fala. Postanowiliśmy więc zabrać synka z przedszkola żeby spróbować to w domu wyprostować. Aktualnie synek jest przeziębiony i dostaje min. zioła, których skutkiem ubocznym może być lekkie rozluźnienie zwieraczy. Udaje się synkowi jednak w 90% trzymać mocz, sygnalizować potrzebę i na czas dobiec do łazienki na siusianie. Problem stanowi kupa… Już przed przeziębieniem i ziołami robił kupę w majtki, dzisiaj będąc samemu zrobił kupę na łóżko swojego brata - skoro zdążył zdjąć spodnie, majtki, miał zatem czas na zakomunikowanie potrzeby i dobiegniecie do ubikacji. Innym razem zdarzyło mu się ostentacyjnie wręcz zrobić kupę na podłogę na naszych oczach. Kiedy go pytam, dlaczego tak robi, to on się śmieje. Mówię, że jest dużym chłopcem, że potrafi wołać, a on, że „jest malutki”. Staram się go motywować tym, że jak się nauczy i będzie wołał, to wróci do przedszkola, że wszystkie dzieci i panie tam na niego czekają. Ma też wrażenie, że na tę całą sytuację nakłada się trwająca od kilku miesięcy duża zmiana w zachowaniu polegająca na negacji nas – rodziców, brata, nie słuchaniu. NIE naszego synka jest zdecydowanie, silne i nieprzejednane. Bardzo mocno się buntuje tak, jakby to był bunt 2-latka, a nie zachowanie dziecka powyżej 3 roku życia. Czy możliwe jest, ze taki bunt może przesunąć się w czasie o kilka miesięcy? Wcześniej go nie odnotowaliśmy… W innych sferach (poznawczo, społecznie, mowa) synek rozwija się świetnie, z pewnością wyprzedza inne dzieci. Piszę bo zaczynam już reagować nerwowo (słownie, synek może to odczuwać), a nie powinnam, bo wiem, że to delikatna materia. Nie wiem, jak ten temat rozpracować, co zrobić…. Pamiętam tylko, jak nasz starszy synek w wieku ok. 2,5 lat tez miał chwilowo ten problem i z pewnością wiązał się on z pojawieniem się młodszego brata. Wówczas wróciliśmy na chwilę do pieluchy i po ok. 2 tygodniach problem zniknął. U młodszego trwa to z przerwami już ponad 2 miesiące i ciągle jest kupa w majtki. Zauważyła, ze gdy jestem skupiona w 100% na nim, to jest w miarę ok., zdarza mu się zawołać nawet kupę. Niemniej nie mam czasu na dawanie mu uwagi non stop, on powinien być w przedszkolu, a my spokojnie zajmować się obowiązkami zawodowymi i domowymi. Już nie mam siły, pomysłów… On chce nam coś ważnego powiedzieć cała tą historią, a my nie wiemy co. Podpowiedzcie coś, pomóżcie…
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: 3 lata 4 m-ce-sinusoida siusiu i kupy w majtk 11.11.13, 11:32
      Gość portalu: kucharczeka napisał(a):

      > Mówię, że jest dużym chłopcem, że potrafi wołać, a on, że „jest malutki”.
      >Zauważyła, ze gdy jestem skupiona w 100% na nim, to jest w miarę ok.,

      >Nie mam czasu na dawanie mu uwagi non stop,
      >on powinien być w przedszkolu,
      >a my spokojnie zajmować się obowiązkami zawodowymi i domowymi.

      On chce nam coś ważnego powiedzieć.

      Proponuję przeczytać jeszcze raz to co sama napisałaś...i wyciągnąć wnioski, bo dziecko Wam dokładnie powiedziało o co chodzi.
      3, 4 latek i nawet 5 latek to wciąż jeszcze maluch i wymaga uwagi, troski, ciepła i zaangażowania nie mniejszego niż praca zawodowa i obowiązki domowe, a zwłaszcza w sytuacji gdy dotychczasowe uporządkowane życie mu się wali, przewraca i wszystko jest nie tak jak dotychczas.
      • Gość: aaa Re: 3 lata 4 m-ce-sinusoida siusiu i kupy w majtk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.13, 12:17
        przychylam się do opinii że to próba, w dodatki skuteczna, zwrócenia uwagi;

        > >Zauważyła, ze gdy jestem skupiona w 100% na nim, to jest w miarę ok.,
        no więc? odpowiedzi na Twoje wątpliwości są ci znane;

        > >Nie mam czasu na dawanie mu uwagi non stop,
        no niestety nie masz wyjścia:) na pocieszenie mogę cię zapewnić ze już za klika lat zatęsknisz za tym etapem;

        kwestie zdrowotne, zakładam że są dopilnowane ( badanie moczu itd);
        • Gość: kuchareczka Re: 3 lata 4 m-ce-sinusoida siusiu i kupy w majtk IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 11.11.13, 16:20
          Dzięki, dziewczyny.
          Taaak, drogi moczowe są ok, jak najbardziej. Mam przeczucie, że raczej chodzi o moją uwagę.... Ktoś uzmysłowił mi także, że - zważywszy na zbiegnięcie się w czasie zwiększonej obecności taty w domu i wejścia synka w fazę edypalną, być może chodzi o nieświadomą walkę o mnie i synek w taki sposób własnie sobie to załatwia.... Ponadto jest starszy konkurent w postaci brata, który ten etap rozwojowy kończy (ma 5, 5 roku).
          Zdając sobie na 80-90% sprawę, że to własnie może być przyczyną, nie bardzo wiem, jak reagować, ile to może potrwać.... Kiedy starszy synek jest w przedszkolu, młodszy jest w domu i może liczyć na sporą dozę naszej uwagi. Nie oznacza to jednak, że jestem zdolna podążać za jego potrzebami non-stop. Po prostu wśród innych obowiązków jest to fizycznie i psychicznie niemożliwe. I tak wraz z mężem dajemy mu siebie w zwielokrotnionej dawce (choć i tak mamy wszyscy bardzo silne więzi), to robimy tyle, ile możemy. Jestem bardzo ciekawa opinii innych mam z podobnymi doświadczeniami oraz specjalistów. "Męczy" mnie nieco temat powrotu do pieluchy - nie wiem, czy on nie potrzebuje tak naprawdę poczuć się małym dzidziusiem, w czym pomogłaby mu pielucha, czy nie warto pozwolić mu to przeżyć i być może gdyby zastosować taki "zabieg", kłopot by zniknął. Inna sprawa, że wokół tych czynności fizjologicznych, mycia pupy itd. nie byłoby tyle "celebry", zainteresowania (a zatem i wzmacniania). Boję się jednak powrotu do tej pieluchy myśląc z drugiej strony, ze może się przyzwyczaić i później będzie jeszcze trudniej. Trochę na dwoje babka wróżyła.
    • 1optica Re: 3 lata 4 m-ce-sinusoida siusiu i kupy w majtk 03.02.14, 10:49
      kucharczeka, powiedz mi proszę na jakim etapie w tym momencie jest problem. Jeśli powoli ustępuje, to co robiliście. Widzę że jesteś bardzo świadoma i wnikliwa, Twoja historia może mi pomóc uzmysłowić komuś istniejący problem z dzieckiem (teraz silnie i skutecznie wypierany)
      • 1optica Re: 3 lata 4 m-ce-sinusoida siusiu i kupy w majtk 03.02.14, 10:51
        *kuchareczka, oczy już nie te;)
        • Gość: kuchareczka Re: 3 lata 4 m-ce-sinusoida siusiu i kupy w majtk IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 03.02.14, 13:44
          "Problem" jest już w dość zaawansowanym stopniu zażegnania. Bardzo chętnie podzielę się doświadczeniem, tym, co i jak się udało zrobić. Napiszę z pewnością w bardziej wolnej chwili bo to sporo pisania. Mam nadzieję, ze się komuś przyda.
          • 1optica Re: 3 lata 4 m-ce-sinusoida siusiu i kupy w majtk 04.02.14, 08:08
            Będę zobowiązany. Dziękuję Ci za szybki odzew:)
            • Gość: kuchareczka "Recepta" cz.1 IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 04.02.14, 17:05
              A więc obiecany ciąg dalszym naszych „kupowych” perypetii - z pierwszymi sukcesami na koncie, ale pst(!), żeby nie zapeszyć ;-) W listopadzie, idąc za radą znajomej psycholożki, postanowiliśmy całkowicie odpuścić synkowi temat kupy – intuicja podpowiadała mi, by wrócić do pieluchy, co też uczyniliśmy na kilka tygodni, dokładnie do połowy stycznia. Zlikwidowaliśmy więc źródło wielu napięć (jego i naszych), które Józkowi na pewno nie pomagały w przeżyciu/przepracowaniu tego regresu. W połowie stycznia zaczął sam sporadycznie siusiać np. pod prysznic, do sedesu, nie chciał mieć pieluchy, po czym mówił, ze znowu chce – wahał się, a ja pytałam co woli. W końcu zdecydował, ze rezygnuje z pieluchy. Podeszliśmy do tematu wieloaspektowo, ugryźliśmy go z kilku stron uwzględniając takie spostrzeżenia:
              1. Kupa jako reakcja na dużą ilość zmian w krótkim czasie
              2. Pojawienie się buntu rozwojowego (typowego dla buntu 2-latka), który u naszego synka nie pojawił się pomiędzy 2 a 3 rokiem życia, ot pojawił się później i mógł się zbiec w czasie z niezgodą na zmiany i postawieniem jego życia na głowie.
              3. Potrzeba intymności
              4. Rozumienie słowa „czuję”.
              5. Kilkuetapowy trening czystości (jak ja nie lubię tego słowa…) rozpoczęty od biegania z gołą pupą i odejście od pieluchy w nocy.
              Wydaje nam się, że słusznie powróciliśmy do pieluchy. Ten czas, oraz wcześniejszy był to czas (i ciągle jest, ale znacznie mniejszej skali) dużej negacji wszystkich i wszystkiego, słowo „NIE” mogłoby się znaleźć na okładce jego słownika, wściekłość, rzucanie, bicie, tupanie, plucie… Wyczytałam gdzieś, że wydalanie często wiąże się u dzieci z walką o autonomię. Ten bunt i kupa jako oręż w tej walce pokazały nam, jak bardzo nasz Józio chciał być autonomiczny…
              Intymność – robienie kupy gdzieś w zaciszu, intymnie, bez obecności osób trzecich, które mało tego, że są obok, to poprzez pytania, nadskakiwanie, nagradzanie itp. są formą nacisku…. Kupa w majtki mogła być też odpowiedzią na tę potrzebę intymności.
              Rozpoczynając powrót do kupy do sedesu i puszczania Józia z goła pupą, rozmawialiśmy tłumaczyliśmy mu w dość prostych słowach na czym polega „fizjologia kupy”:
              - Jak CZUJESZ, że będzie kupa, to biegnij na kibelek – mówię.
              - Tak NOSKIEM? – on na to.
              No i łapy mi opadły  Bo w jego 3,5-letnim umyśle słowo „czuję” wiązało się z czuciem zapachu. Tłumaczyliśmy mu i pokazywaliśmy, ze można czuć smak, dotyk, ruch itp. On prawdopodobnie był przekonany, ze jak poczuje kupę nosem (a zatem tą obecną już w majtkach), to wtedy ma wołać. No i sobie wołał… Zamiast słowa „czuć” zaczęłam mówić: „Jak WIESZ, że kupa jest w pupci, to biegnij na kibelek”. W taki niepozorny sposób mogliśmy nieświadomie utrwalić „problem”.

              Żeby oswoić temat kibelka i by się pozytywnie kojarzył, to na początkowym etapie pracy nad siusianiem, przykleiliśmy w sedesie specjalną naklejkę, która pod wpływem strumienia ciepła zmienia kolor. Była więc rybka, która „wyłania” się w czarnego akwarium i staje się żółta, auto, które staje się czerwone. Józek sam sobie je wybrał na allegro, a my wszyscy całą rodziną zaczęliśmy „celebrować” wizyty na sedesie dzieląc się radością ujrzenia żółtej rybki ;-)

              No i „trening właściwy”:
              1. „Polowanie na kupę”
              Przez około tydzień Józek biegał z gołą pupą, grzaliśmy mocno kominkiem, z racji tego, ze piętro domu nie jest jeszcze wystarczająco ogrzewane, musieliśmy przeprowadzić się na parter, skąd jest blisko do łazienki. Dobrze się wiec złożyło. Chcąc maksymalnie zminimalizować niepowodzenia i zwiększyć ilość sukcesów, zaczęliśmy od sadzania Józka na kibelek na zasadzie: „Chodź, sprawdzimy, czy kupa chce/nie chce wyjść. Jak nie będzie jej w pupci, to schodzimy z kibelka i przyjdziemy innym razem.” Przez pierwsze 2 dni nie chciał, przekupywałam go więc jakimś cukierkiem za to, ze zgodził się „sprawdzić” (czytaj: usiąść na 3 sek. na sedes i zejść). Kiedy w trakcie zabawy, biegania, widziałam, że „kupa się zbliża” albo sam mi zakomunikował: „zobacz, co robię!”, natychmiast brałam go na sedes, gdzie zaczął robić pierwsze kupy. Za każde zrobienie kupy (jeszcze nie za zawołanie – to 2 różne rzeczy!) dostawał nagrodę w postaci małego czekoladowego misia. Jednocześnie nie było opcji dostania nic słodkiego poza sytuacją zrobienia kupy do kibelka toteż motywacja była bardzo duża. Wprowadziłam taką nagrodę bo wiedziałam, ze jako jedyna na niego podziała za zamysłem by jak najszybciej zmienić ją na np. naklejki. Przez tydzień czy nawet 10 dni było to bieganie z gołą pupą. Zauważyłam, że u mojego dziecka właśnie goła pupa powoduje w nim większą świadomość fizjologii. Założeniem tego etapu było przywrócenie w jego pamięci ruchowej i sensorycznej pozycji siedzącej na sedesie i odejście od odczuwania mokrego, lepkiego, pieluchy, majtek. Na tym etapie nie zakładałam, że Józek zacznie wołać czy z własnej woli robić kupę do sedesu. To miało nastąpić później. Jednocześnie, siedząc na sedesie Józek zaczął wołać: „Idź!” Potrzebował spokojnie, w intymnej atmosferze załatwić swoją potrzebę a ja musiałam się ulotnić.
              • Gość: kuchareczka "Recepta" cz.2 IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 04.02.14, 17:09
                2. Nauka „wołania” – kiedy Józio zaczął być już dumny ze swoich sukcesów (FAKTÓW zrobienia kupy na kibelek), jakby na kanwie tej jego wiary w siebie postawiłam mu poprzeczkę dotyczącą wołania. Powiedziałam mu, że jak ZAWOŁA i zrobi kupę do kibelka, to będzie nagroda. No i pierwsze zawołanie, sukces, radocha, czekoladowy miś. Żeby mu to jednak ułatwić, starałam mu się przypominać o siku i kupie, pytałam, czy mu się chce. Mam wrażenie, że te pytania to największa trudność naszego treningu – dziecko nie chce czuć się osaczone ciągłym kontrolowaniem swojej fizjologii a my jednocześnie chcemy by miał sukcesy i wiarę w to, że potrafi. Józek jest bardzo niezależną osobowością i wszelkie „ciśnienia” działają na niego jak płachta na byka. Mówiłam więc np. „PAMIĘTAM, jak wczoraj dostałeś misia w nagrodę za kupę.” Rzucałam temat jakby „mimochodem” w czasie, gdy kupy należało się spodziewać. Malo, ze zaczął wołać, to poszedł tez dalej udając się do kibelka samodzielnie bez informowania nas o zamiarze kupy, o której dowiadywaliśmy się po wejściu do łazienki widząc go na sedesie albo obok.
                3. Powrót do majtek i spodni.
                Kiedy Józio zaczął już kontrolować i wołać kupę na golasa, zaryzykowaliśmy powrót do majtek. Na początku ubieraliśmy mu na trochę, godzinę, dwie, potem znów zdejmowaliśmy i na początku zaczął wołać kupę w tych momentach, kiedy miał znów tę gołą pupę – chyba tak się po prostu złożyło, bo chciało mu się właśnie wtedy. Kiedy go ubieraliśmy, mówiłam mu: „Teraz masz spodenki, jak będziesz chciał siku lub kupę to wyobraź sobie, ze tych spodni nie masz, tak jak byś miał goła pupę.” No i często mówił sam z siebie, że sobie wyobraża. Zdarzyły się może 2-3 wpadki z siusianiem – wówczas zdejmowaliśmy gatki ponownie na jakiś czas – na zasadzie krok do przodu, 2 kroki w tył. Potem było już z górki.
                4. Rezygnacja z pieluchy w nocy.
                Ponieważ nasz synek ma wadę układu moczowego, a takie dzieci opanowują sprawy nocnikowe często później, pielucha w nocy była nieodzowna, a przynajmniej miała być nieodzowna dopóki nie zacznie być sucha o poranku dnia następnego. Postanowiliśmy pójść za ciosem i pozbyć się tej nocnej pieluchy właśnie teraz. Ostatnie picie było więc o godz. 18.30, pluszowy konik został powołany na „strażnika”, który miał w nocy pilnować by siusiak nie nasiusiał. Strażnik się spisał i praktycznie po 4 nocach poszedł w odstawkę bo przestał być potrzebny.

                Jak na razie są to nasze pierwsze sukcesy. Będzie ciąg dalszy, jako że umiejętność musi wejść w nawyk. Dlatego mamy w planie kolejne etapy, które jeszcze przed nami:
                5. Etap – zwiększenie odległości do kibelka na terenie domu, co oznacza przeprowadzkę na piętro i wychodzenie do ogrodu bez pieluchy.
                6. Etap – spacery bez pieluchy i krótkie, godzinne pobyty w przedszkolu.
                Ostatnio byliśmy na imprezie narciarskiej, Józek miał pieluchę ale jak poszliśmy całą rodziną do toalety, to pielucha okazała się sucha choć miał za sobą trasę samochodem i 2-3h spędzone na stoku w kombinezonie.
                Dzisiaj Józek pojechał z tatą do przedszkola po brata i będąc tam zawołał kupę! Byłam strasznie dumna! Mam nadzieję, że jeśli uda się nam sfinalizować etap 5 i 6, to powrót do przedszkola będzie możliwy już niebawem i w miarę bezkolizyjny. Boję się jednak zrobić to zbyt wcześnie, kiedy jeszcze pracujemy nad 100% nawykiem i przeniesieniem umiejętności poza dom. Chciałabym by ryzyko wpadek było minimalne a spacer w przedszkolu z gatkach, spodniach tj. wszyscy. Mam też takie wrażenie, że ten „trening” zbiegł się w czasie z ustępowaniem buntu – niezależnie, od tego, czy był on rozwojowy czy spowodowany licznymi zmianami, czy też jedno i drugie. Sądzę, że gdyby nie to, to cała taktyka mogłaby wziąć w łeb. Jeśli miałabym coś radzić, to na pewno nie brać się za temat w trakcie tego buntu. Lepiej przeczekać. Na pewno nie warto nic przyspieszać, nie cieszyć się nadmiernie pierwszym sukcesem, pozwolić by temat (jakiś etap) „się uleżał” i dopiero widząc, ze dziecko go opanowało, dopiero zdecydować się na następny krok. Zdaję sobie też sprawę, że to na pewno trudna droga dla tych, którzy pracują codziennie poza domem, a dziecko musi iść do przedszkola. Nam się – jak na razie – tyle udało, ale dzięki temu, że pracujemy w domu. Na pewno potrzebne było „zapomnienie” tematu na jakiś czas i metoda małych kroków. I na pewno warto czasem wrócić do poprzedniego etapu, zrobić krok do tyłu jeśli dziecko jeszcze nie jest na niego gotowe a wpadki niweczą jego poczucie sukcesu i wiarę w wysiłek, jaki dotąd włożyło i są źródłem poczucia frustracji rodziców i napięcia w domu. Polecałabym jeszcze NAPRAWDĘ wykluczenie wszelkich medycznych przyczyn kłopotów - w przeciwnym razie można nieźle namieszać, umęczyć dziecko, jak i siebie. Jak już będziemy po etapie 6 i 7, to damy znać, jak nam wszystkim idzie. Trzymam kciuki za wszystkich zniechęconych i nerwowych rodziców – wiem, że to niełatwe, pochłaniające masę energii ale warto spróbować!




                • Gość: kuchareczka poprawka: IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 04.02.14, 17:13
                  jak już będziemy po 5 i 6 etapie, to damy znać. Nie, po 6 i 7. 7-go pewnie nie będzie ;-)
                • 1optica Re: "Recepta" cz.2 05.02.14, 11:52
                  Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź. Trzymam kciuki za dalsze sukcesy. W Waszym przypadku jest o tyle "łatwiej", że widzicie problem i chcecie go rozwiązać. Mój jest skomplikowany przez sam fakt wyparcia problemu przez rodzica, ale jest światełko w tunelu; jest umówiona wizyta u terapeuty. Przez ostatni rok (zgadza się, problem jest mocno przechodzony) stałem się swego rodzaju ekspertem w zakresie retencji kału, encopresis, i kilku innych kupopochodnych historii. Opiszę dokładnie gdy u Młodego pojawią się jakieś efekty terapii. Historia może być przestrogą dla wielu rodzin, ale sens będzie miała dopiero gdy będę w stanie podać możliwy schemat skutecznych działań zaradczych. Domyślam się że gdy szuka się odpowiedzi na pytania jak z tytułu wątku, to problem już istnieje. Twoje sposoby działają i można je zastosować w Naszym przypadku, gdy tylko do rodzica dotrze że problem jest a zaraz później, że można mu zaradzić przy odrobinie (no trochę więcej niż odrobinie) dobrej woli i chęci. Pozdrawiam serdecznie.
                  • Gość: kuchareczka Re: "Recepta" cz.2 IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 05.02.14, 18:49
                    Przykro mi czytać, że macie taka historię... Zakładam, że po wielu perypetiach (nie wiem, czy to akurat odpowiednie słowo), przegryzieniu tematu wiesz, co piszesz. Nie wiem, ile lat ma Wasza pociecha i jaka ma za sobą historię. Wiem jednak co najmniej tyle, że wiek do 4 roku życia w kontekście omawianego "problemu" to jeszcze czas, kiedy można mówić o regresie, wadze zmian w życiu dziecka, zachwianym poczuciu bezpieczeństwa etc. Krótko mówiąc, do 4-go roku życia dziecko ma prawo tak reagować. My także nie odżegnywaliśmy się od pomocy psychologów (jedna koleżanka psycholożka, do innej jesteśmy umówieni), jednak wydaje mi się, że jeśli nasz sukces będzie się utrzymywał przez dłuższy czas, to chyba psycholog nie będzie potrzebny. Widzimy każdego dnia, że bunt w naszym Józiu opada w naturalny sposób, kibelek staje się nawykiem, wpadki praktycznie nie istnieją. Myślę, że w naszej historii największe znaczenie odegrało przywrócenie poczucia bezpieczeństwa poprzez siedzenie w domu z mamą i tatą, zakorzenienie w nowym miejscu zamieszkania i ten opadający bunt. Metoda, którą wykombinowałam, była/jest jedynie dodatkiem, pewnym wsparciem, z pewnością nie istotą problemu i jego pozytywnych efektów. Życzę więc Wam, by wszystko ułożyło się jak najlepiej. Trzymam kciuki! Daj koniecznie znać, jak Wam idzie. pozdrawiam ciepło!
              • Gość: suzi Re: "Recepta" cz.1 IP: *.zory.vectranet.pl 24.02.14, 21:34
                Cieszę się, że Wam się udało :) U nas synek robi kupę w majty i nic sobie z tego nie robi. Śmieje się jeszcze, nic go nie rusza. Ani pielucha, ani szlaban na słodycze czy wyśmiewanie przez dzieci w przedszkolu. Ja się już poddaję.
                • Gość: kuchareczka Re: "Recepta" cz.1 IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 25.02.14, 08:55
                  Suzi, ja nie wiem, ile lat ma Wasza pociecha, bo to akurat jest tu bardzo istotne i nie wiem, czy moja odpowiedź Wam pomoże. U nas było tak, że musieliśmy niejako "zdjąć" wszelką uwagę z tematu, uwagę pozytywną, negatywną, wszelką. Jestem zdania, że jeśli ją dawać, to pozytywną -w postaci nagrody typu coś słodkiego do zjedzenia w naszym wypadku bo to było skutecznie motywujące, (choć zasadniczo jestem przeciwna traktowania jedzenia jako nagrody). Szlaban na słodycze jest zarazem karą (jej skuteczność jest zdecydowanie mniejsza niż nagrody) i jednocześnie nagrodą w postaci Waszej uwagi. Czyli moim zdaniem następuje wzmocnienie negatywne całego problemu, tym bardziej się on utrzymuje. Z tego, co mi wiadomo, to do 4 r.ż. można te wszystkie problemu z kupą wrzucić do wspólnego worka związanego ze zmianami wszelkimi, napięciami przedszkolnymi etc., po tym czasie chyba mówi się o zaburzeniu (nie chciałabym skłamać). Nie wiem, na ile Wasze dziecko jest w moim wieku, ale jeśli w podobnym to odjęłabym tę uwagę, o której pisałam wyżej, zapomniałbym o problemie na jakiś czas. Jeśli dziecko jest starsze, to skłaniałabym się zdecydowanie ku profesjonalnej pomocy.

                  U nas, po tych wszystkich zabiegach, też na chwilę przyszedł moment 4-dniowy, kiedy kupa powróciła. Zauważyliśmy, ze idzie to w totalnej parze z zachowaniami buntowniczymi, wyrzucaniem złości, pluciem, biciem etc. Ot, wydaje nam się, ze były to jeszcze takie ostatnie podrygi kończącego się buntu. Po 1 dniu powrotu do gołej pupy, wszystko wróciło do normy i nasze kłopoty zniknęły. Trzymam kciuki i życzę wytrwałości :-)
    • Gość: kuchareczka poprawka IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 04.02.14, 17:18
      jak już będziemy po 5 i 6 etapie, to damy znać. Nie, po 6 i 7. 7-go pewnie nie będzie ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka