Gość: kucharczeka
IP: *.dynamic.gprs.plus.pl
11.11.13, 10:33
Drodzy Psychologowie, drogie Mamy!
Nasz synek ma 3 lata i 4 miesiące. Z chwilą 3 urodzin opanował praktycznie z dnia na dzień siusianie i kupę do ubikacji i ta umiejętność utrzymała się ok. 2 miesięcy. Dodam, ze wcześniejsze próby w okresie pomiędzy 2 a 3 r.ż. się nie udawały, nie „cisnęliśmy” więc tematu tym bardziej, ze ma on jedną nerkę i niewielką wadę pęcherza i dzieci z tymi wadami opanowują trening czystości później. Całe lato i 1 połowę września nie było problemu. Niemniej był to czas wielu zmian dla naszej rodziny – w sierpniu tata wylądował w szpitalu, po powrocie był w domu i w nim pozostał zmieniając swój tryb pracy z nieobecności w domu do godz. 19.00 na sterowanie firmą z domu. Ta zmiana nałożyła się naszym zdaniem na wejście synka w okres edypalny. Sierpień był nadal miesiącem nerwowym, podobnie jak wrzesień gdyż szykowaliśmy się do przeprowadzki w inny rejon Polski. Niemniej do pierwszych dni września z siusianiem i kupą nie było kłopotów. Mam wrażenie, ze zaczęły się one z chwilą, gdy synek podczas kilku chłodniejszych wrześniowych dni przeziębił pęcherz i zdarzało mu się nie trzymać moczu – wówczas pierwszą część siusiania zrobił w majtki, resztę do ubikacji. Pęcherz zaleczyliśmy i na wszelki wypadek zaczęłam go w te zimniejsze dni wypuszczać z pieluchą na dwór. (Dodam, ze od początku opanowania treningu czystości zostawiliśmy pieluchę tylko na noc czekając na pierwsze suche pieluchy i na możliwość wycofania się z nich. Jak na razie nie ma na to szans.) W rezultacie zaczął przychodzić z lekko posiusianą pieluchą, niemniej ciągle sygnalizował potrzebę pójścia do toalety. Szybko jednak odeszłam od tej „pieluchy podwórkowej” w obawie, że może się przyzwyczaić i wróciliśmy do majtek. No i zaczęło się siusianie w majtki (całkowite i częściowe), kupa… Pod koniec września nastąpiła wyprowadzka. Nasz starszy synek poszedł do przedszkola, młodszego zostawiliśmy w domu chcąc wyprostować temat siusiania i kupy by mógł dołączyć o przedszkola, do brata. (Dodam, ze obaj nasi synkowie, których dzieli 2 lata i 4 miesiące różnicy wieku świetnie adaptowali się do poprzedniego przedszkola, jak i aktualnego, nie mieliśmy nigdy problemów tęsknoty, lęku, są wychowywani w ufności do świata i bardzo lubią ludzi – z wzajemnością, zresztą. Aktualnie są razem w zróżnicowanej wiekowo grupie Montesori.) Wprowadziłam więc system motywacyjny (jedynym skutecznym motorem, niestety, okazały się czekoladki), ale synek zaczął wołać, praktycznie nie było wpadek. A zatem uznaliśmy, że czas na przedszkole (to nowe, po zmianie miejsca zamieszkania). W przedszkolu, którym był na początku całkiem zaaferowany zaczęły się pojawiać wpadki praktycznie od samego początku. Panie (bardzo kochane, zaangażowane i współpracujące), zaczęły uprzedzać wypadki, pytać synka, czy chce siusiu, kupę. Raz mówił, ze chce toteż szli do ubikacji i siusiu/kupa była, innym razem deklarował, ze chce, szli do ubikacji – nic nie było, powrót na salę i np. kupa zaraz po powrocie. Podobną taktykę obrałam w domu – po jakimś czasie od np. wypicia herbaty zaprowadzałam synka do kibelka mimo , ze on deklarował, ze nie chce siusiu. Jednak robił ( w końcu był po wypiciu napoju). Zdarzało się też tak, ze w przedszkolu nie było żadnych wpadek, a po powrocie do domu jedna za drugą. I odwrotnie: w domu super, w przedszkolu mokro. Krótko mówiąc jedna wielka zmienna fala. Postanowiliśmy więc zabrać synka z przedszkola żeby spróbować to w domu wyprostować. Aktualnie synek jest przeziębiony i dostaje min. zioła, których skutkiem ubocznym może być lekkie rozluźnienie zwieraczy. Udaje się synkowi jednak w 90% trzymać mocz, sygnalizować potrzebę i na czas dobiec do łazienki na siusianie. Problem stanowi kupa… Już przed przeziębieniem i ziołami robił kupę w majtki, dzisiaj będąc samemu zrobił kupę na łóżko swojego brata - skoro zdążył zdjąć spodnie, majtki, miał zatem czas na zakomunikowanie potrzeby i dobiegniecie do ubikacji. Innym razem zdarzyło mu się ostentacyjnie wręcz zrobić kupę na podłogę na naszych oczach. Kiedy go pytam, dlaczego tak robi, to on się śmieje. Mówię, że jest dużym chłopcem, że potrafi wołać, a on, że „jest malutki”. Staram się go motywować tym, że jak się nauczy i będzie wołał, to wróci do przedszkola, że wszystkie dzieci i panie tam na niego czekają. Ma też wrażenie, że na tę całą sytuację nakłada się trwająca od kilku miesięcy duża zmiana w zachowaniu polegająca na negacji nas – rodziców, brata, nie słuchaniu. NIE naszego synka jest zdecydowanie, silne i nieprzejednane. Bardzo mocno się buntuje tak, jakby to był bunt 2-latka, a nie zachowanie dziecka powyżej 3 roku życia. Czy możliwe jest, ze taki bunt może przesunąć się w czasie o kilka miesięcy? Wcześniej go nie odnotowaliśmy… W innych sferach (poznawczo, społecznie, mowa) synek rozwija się świetnie, z pewnością wyprzedza inne dzieci. Piszę bo zaczynam już reagować nerwowo (słownie, synek może to odczuwać), a nie powinnam, bo wiem, że to delikatna materia. Nie wiem, jak ten temat rozpracować, co zrobić…. Pamiętam tylko, jak nasz starszy synek w wieku ok. 2,5 lat tez miał chwilowo ten problem i z pewnością wiązał się on z pojawieniem się młodszego brata. Wówczas wróciliśmy na chwilę do pieluchy i po ok. 2 tygodniach problem zniknął. U młodszego trwa to z przerwami już ponad 2 miesiące i ciągle jest kupa w majtki. Zauważyła, ze gdy jestem skupiona w 100% na nim, to jest w miarę ok., zdarza mu się zawołać nawet kupę. Niemniej nie mam czasu na dawanie mu uwagi non stop, on powinien być w przedszkolu, a my spokojnie zajmować się obowiązkami zawodowymi i domowymi. Już nie mam siły, pomysłów… On chce nam coś ważnego powiedzieć cała tą historią, a my nie wiemy co. Podpowiedzcie coś, pomóżcie…