Dodaj do ulubionych

nie moje dziecko.....

09.04.14, 10:05
Synek /1,4rż/ jest co drugi dzień oddawany na kilka godzin do Babci. Nigdy nie było problemów z jego pobytami u Babci, lubił tam zostawać, ładnie jadł, bawił się i trudno go było zabrać do domu. Od jakiegoś czasu (zbiegło się to z jego buntem na jedzenie) po wejściu do mieszkania babci jest jeden wielki krzyk, pisk. Nie chce wziąć do buźki nawet ulubionego owocu i robi to ewidentnie po złości. MOja mama wpada w czarną rozpacz, bo dziecko nie je i prawdopodobnie nie wierzy mi, że u nas w domu je. A je, chociaż nie wszystko i nie zawsze. Był czas, kiedy jadł każdą ilość i buzia wiecznie była pełna. W pewnym momencie faktycznie zaczął grymasić, ja miałam z tym problem i próbowałam go karmić "na siłę" ale spasowałam. Przygotowuję posiłki, które raz lepiej a raz gorzej mu wchodzą ale po uspokojeniu atmosfery przy stole i własnych nerwów generalnie nie mogę narzekać. W domu nie chodzi głodny. Co mam zrobić, by przekonać własną matkę by nie ganiała za wnuczkiem z kotletem na widelcu, bo mam wrażenie, że ten jego wrzask od progu to komunikat "nie chcę jeść! Daj mi święty spokój!"
Dodam jeszcze, że śniadanie zawsze jadł u babci i po zupce był zabierany. Spróbuję to zmienić i odstawiać go do babciu po śniadaniu i odbierać przed zupą ale nie wiem czy to wypali i odstęp między zasadniczymi posiłkami będzie dość duży... Poradźcie coś, pliz
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: nie moje dziecko..... 09.04.14, 10:13
      Myślę, że masz większy problem z matką, nie z dzieckiem. Uszanuj decyzję synka, że nie chce jeść, nie namawiajcie go, a przede wszystkim nie pozwalaj na karmienie na siłę.
    • dansch Re: nie moje dziecko..... 09.04.14, 10:17
      aha - dodam jeszcze, że Młody ewidentnie jest mistrzem wymuszania. Dziś na babci wymusił ciasteczka, których oczywiście nie zjadł ale cel wrzaskiem osiągnął. Z nami-rodzicami też próbuje takich sztuczek ale my liczymy do 10 /czasami do 100 :)/ i w końcu młodemu przechodzi ochota na "to coś". Jak zatem wychować babcię bez porażek - tak by się nie obrażała za słowa krytyki, by się uspokoiła, wyluzowała i nie zamknęłam nam drzwi przed nosem :P

      Nie chcę też by mój post wyglądał, jakbyśmy z mężem byli idealnymi rodzicami a babcia to ta zła. Kocha wszystkie swoje wnuczki, nie faworyzuje żadnego i nie wyobrażałam sobie do tej pory, by moim dzieckiem zajmował się ktoś inny. Tymczasem rozglądam się za jakimś klubem malucha, bo i mnie już ponoszą nerwy. Na pewno nie jesteśmy idealnymi rodzicami, wiele błędów popełniliśmy i wiele popełnimy (to nasze pierwsze dziecko) ale przynajmniej próbujemy się czegoś nauczyć, zrozumieć dziecko....
      • Gość: aaa Re: nie moje dziecko..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.14, 08:30
        > aha - dodam jeszcze, że Młody ewidentnie jest mistrzem wymuszania. Dziś na babc
        skąd się bierze ten mit o wymuszaniu przez dzieci? jest ktoś na forum kto mi wyjaśni zawrotną karierę tego przeświadczenia? słyszałam już kilkakrotnie w życiu o oseskach, które wymuszają!!!!!!!!!!!! na rodzicach to czy owo? o co kaman?
        • magic.meadows Re: nie moje dziecko..... 13.04.14, 09:13
          Dziecko ma ochotę na ciasteczka, ktorych dostac nie moze. Najpierw prosi, słyszy odmowę, zaczyna płakać, nadal słyszy nie, wiec płacze głośniej i głośniej, ewentualnie wprowadza atrakcje w postaci sceny podlogowej aż w koncu rodzice ulegają i wbrew własnej woli dają ciasteczko. Doszło do wymuszenia.
          Jesli rodzice nie ulegną mozna mowic tylko o próbie wymuszenia.
          O to wlasnie kaman w wymuszaniu. Mam nadzieje, ze zrozumiałas;)
          Dziecko ma potrzebę czy pragnienie, próbuje doprowadzić do jej zaspokojenia wszystkimi znanymi mu środkami. Bywa, ze wola czy mozliwosci rodzicow nie sa zbieżne z tym tego chce maluch, wiec próbuje wymusić zmianę decyzji.
          Oczywiscie błędem jest przypisywanie w takiej sytuacji malym dzieciom złych intencji czy oskarzanie o złośliwość, ale fakt jest taki, ze dzieci robią co moga, zeby swoje potrzeby zaspokoić. I wtedy dochodzi do próby wymuszenia lub wymuszenia, takiego czy innego zachowania.
          A ta cala alergia na mówienie, ze dzieci cos wymuszają, wynika z tego, ze przypisujemy im motywacje osob dorosłych, a ich motywacje sa znacznie mniej wyrafinowane i "czyste"
          • Gość: aaa Re: nie moje dziecko..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.14, 09:52
            > Dziecko ma potrzebę czy pragnienie, próbuje doprowadzić do jej zaspokojenia wsz
            > ystkimi znanymi mu środkami.
            a dorośli to niby nie?
            naprawdę czekam na dzień kiedy na forum pojawi się wątek że niemowlak próbuje wymusić! zmianę pampersa;
            • joshima Re: nie moje dziecko..... 13.04.14, 13:39
              Uśmiałam się z tego pampersa. Świetny argument w dyskusji z nieprzemakalnymi miłośnikami teorii wymuszeń.
          • jola_ep Re: nie moje dziecko..... 13.04.14, 09:58
            nie bardzo rozumiem. (ograniczę się do półtoraroczniaka, bo takim mowa w tym wątku)
            Dziecko ma ochotę na ciasteczka - których dostać nie może
            Prosi -> nie dostało, więc jest smutne, rozpacza i przeżywa swoje rozczarowanie.

            Teraz ruch po stronie rodziców:
            jeśli ich decyzja była przemyślana i rzeczywiście nie mogli dać ciasteczka - nie dają. Można spróbować pocieszyć, dać czas na uspokojenie, "odwrócić uwagę" itd. itp.

            Ale jeśli dają te ciasteczko, to albo wcześniej zakazali bezmyślnie, albo są słabi. Więc proszę, nie zrzucajmy winy na dziecko (a określenie "wymuszanie" jakby przesuwa ciężar winy w jego stronę).

            Oczywiście rodzice mogli też zwyczajnie przemyśleć swój zakaz i dojść do wniosku, że był zbędny. W takim wypadku lepiej jednak reagować zanim dziecko zacznie histeryzować (lub poczekać na uspokojenie). Uczymy nasze dzieci także tego, jak mają wyrażać swoje prośby. Jeśli wrzask i rzucenie się na ziemię pomaga, to może tak trzeba? ;)

            "Wymusza" sugeruje, że dziecko ma nad nami władzę i przewagę siłową?psychiczną? No jaką? ;)
            • magic.meadows Re: nie moje dziecko..... 13.04.14, 11:07
              A jak w języku polskim okreslisz sytuacje, gdzie dziecko na środku sklepu rzuca sie na podłogę, bo mama nie kupiła batonika?
              Jakby nie patrzec jest to próba wymuszenia zmiany decyzji (ew. objaw silnych emocji, rozpaczy i niezadowolenia, ktore dziecko tak okazuje).
              Tylko, zeby zrozumieć dzieciece wymuszanie trzeba przypomnieć sobie jak dziecko postrzega swiat, a jego swiat jest przecież zupełnie inny. Po pierwsze jest potrzeba, ktora mozna zaspokoić tylko tu i teraz (bo maluch zyje tylko tu i teraz), nie istnieją oczywiste dla nas związki przyczynowo-skutkowe, nie ma tez empatii.
              Dziecko dąży do zlikwidowania napięcia wynikającego z niezaspokojonej potrzeby wszystkimi znanymi sobie i uznawanymi przez nie za skuteczne środkami (wiec jako rodzice jesteśmy odpowiedzialni za to, aby sceny podłogowe czy dzikie wrzaski nie były na liście skutecznych metod oddziaływania na rodzicow).
              Maluch widzi ciasteczko (oczywiscie potraktuj to symbolicznie) i czuje pragnienie, wiec próbuje je zaspokoić, sam nie da rady, wiec musi "wymusić" określone zachowania otoczenia i podejmuje taka próbę.
              Dziecko ma nad rodzicami pewna władze, ma narzędzia w ktore wyposażyla je natura, aby zmuszać otoczenie do określonych zachowan, bo tylko tak moze przetrwać i uzywa tych narzędzi, a wraz z rozwojem uzyskuje nowe (np. nauczy sie, ze rozczulony buziaczkiem rodzic, mięknie szybciej niż ugryziony w kostkę), poznaje mowę, ktora tez skutecznie wpływa na rzeczywistość itd. Jeszcze pózniej nauczy sie rozumieć, ze potrzebę mozna zaspokoić pózniej, zacznie rozumieć związki przyczynowo-skutkowe itd.
              Dzieci wymuszają na rodzicach rożne rzeczy, ale mówiąc o dziecięcym wymuszaniu trzeba rozumieć, ze mowi sie o czymś absolutnie innym niż w przypadku dorosłych.
              Rodzic dokonuje selekcji potrzeb dziecka, ktore chce i moze zaspokoić i od tego jest.
              Zaspokaja potrzebę zjedzenia jabłka, ale juz niekoniecznie zgadza sie na potrzebę zaspokojenia głodu zjedzeniem ciasteczek, tyle, ze raczej nie ma co liczyć na zrozumienie dziecka, ktore bedzie próbowało spowodować, ze dostanie ciasteczko.
              Rodzic, ktory pisze, ze jego dziecko wymusza, tak naprawde pisze, ze czesto pod wplywem okreslonych zachowan dziecka, postępuje inaczej niż by chciał czy inaczej niż rozsądek podpowiada.
              Dziecko ma prawo próbować wymusić na rodzicach pewne rzeczy (nie robi tego złośliwie, a motywowane chęcią zaspokojenia absolutnie realnych potrzeb), rodzic w roznych sytuacjach ma prawo, a czasem obowiązek nie ulec próbom wymuszenia. Nie ma mowy o winie dziecka, ktore chce wpływać na innych wymuszajac (moze probowac uzywac slow typu "zainicjowac zachowanie") ludzi, aby zaspokoić swoje potrzeby.
              • verdana Re: nie moje dziecko..... 13.04.14, 11:58
                Dziecko rzuca się na ziemię po raz pierwszy, bo jest zrozpaczone - nie sądzę, aby sadziło, zę w ten sposób coś ugra, ale będzie przynajmniej blisko wymarzonego przedmiotu. Jeśli mama nie kupi, dziecko po jednym-dwóch razach wie, ze nawet zostanie w sklepie nic nie da. Ale jesli mama kupi, to wcale nie jest wymuszanie, tylko wyuczony element negocjacji - skoro mama kupuje po rzuceniu sie na ziemię, inaczej nie - to dziecko rzuca sie na ziemię, tak, jak biznesmen usiłuje w czasie negocjacji uzyskać lepsze warunki. Nie dlatego, zę wymusza, tylko dlatego, ze negocjacje z matką na warunkach matki wymagają wycia w sklepie, normalna prośba nie działa.
                • jola_ep Re: nie moje dziecko..... 13.04.14, 14:01
                  Dokładnie tak :)
                • magic.meadows Re: nie moje dziecko..... 13.04.14, 14:28
                  Prośba zawiera zgodę na odmowę, negocjacje zgodę na ustępstwa, a maluch dopiero sie do tego przygotowuje.
                  On ma potrzebę tu i teraz i dąży do jej zaspokojenia. Chwilowo nie widzi jeszcze racji drugiej strony, nie rozumie argumentów, na razie chce tylko, aby zniknęło "napięcie" towarzyszące niezaspokojonej potrzebie.
                  Stosunkowo łatwo jest rozpoznać czy gwałtowna reakcja dziecka to wyraz złości, bo jest inaczej niż powinno byc, czy tez juz mamy doczynienia z sytuacja, gdzie dziecko nauczyło sie (i to juz oczywiscie wina rodzicow), ze takie zachowania przyblizaja je do celu.
              • joshima Re: nie moje dziecko..... 13.04.14, 13:45
                magic.meadows napisała:

                > A jak w języku polskim okreslisz sytuacje, gdzie dziecko na środku sklepu rzuca
                > sie na podłogę, bo mama nie kupiła batonika?
                Jest bardzo ładne słowo które to opisuje. "FRUSTRACJA".


                > Jakby nie patrzec jest to próba wymuszenia zmiany decyzji (ew. objaw silnych em
                > ocji, rozpaczy i niezadowolenia, ktore dziecko tak okazuje).
                A dlaczego ewentualnie. To jest właśnie to drugie a nie to pierwsze.


                > Dziecko ma nad rodzicami pewna władze,
                Proszę Cię. Nie rozśmieszaj mnie.

                > Rodzic, ktory pisze, ze jego dziecko wymusza, tak naprawde pisze, ze czesto pod
                > wplywem okreslonych zachowan dziecka, postępuje inaczej niż by chciał czy inac
                > zej niż rozsądek podpowiada.
                Nie. Rodzic, który pisze, że dziecko wymusza jest z dzieckiem na wojennej ścieżce i już walczy z nim o władzę, o której z resztą dziecko nie ma pojęcia żadnego. Ten etap to już jest porażka rodzica.
                • magic.meadows Re: nie moje dziecko..... 13.04.14, 14:47
                  Gwaltowne reakcje czy nawet zwykly placz, jako wyraz frustracji, dotyczą sytuacji, kiedy rodzice nie nauczyli jeszcze dziecka, ze moga byc środkiem do osiągnięcia celu.
                  Im starsze dziecko, tym większa szansa, ze jednak mamy doczynienia z próba osiągnięcia czegos.
                  Rodzic ma nad dzieckiem władze, bo tego wymaga sytuacja. Rodzic siła zdejmuje dziecko z parapetu, zabiera nóż, ściąga z ulicy. Wykorzystuje do tego swoja przewagę "fizyczna".
                  Nawet samo powiedzenie nie wolno, jest juz rozwiązaniem silowym, bo wiadomo, ze jesli słowo nie zadziała, bedzie ciąg dalszy w postaci np. zabrania przedmiotu, przestawienia dziecka w inne miejsce.
                  A "władza" dziecka istnieje, o tule, ze na wczesnym etapie rodzic traktowany przez dziecko jest tez instrumentalnie, wiec dziecko musi miec narzędzia "wpływu" na zachowanie rodzica (tak urządzila to natura)

                • magic.meadows Re: nie moje dziecko..... 13.04.14, 14:56

                  > Nie. Rodzic, który pisze, że dziecko wymusza jest z dzieckiem na wojennej ścież
                  > ce i już walczy z nim o władzę, o której z resztą dziecko nie ma pojęcia żadneg
                  > o. Ten etap to już jest porażka rodzica.
                  >
                  Taki rodzic jest zwykle zły na siebie, ze ulega. Zapomina, ze np. dla wlasnej wygody pod wpływem dziecka zrobił, to, to i tamto i nagle orientuje sie, ze swiat jest ustawiony pod dziecko. A poniewaz dzieja sie rzeczy, ktorych on nie chce, to czuje, ze pewne rzeczy zostaly na nim wymuszone i wymuszanie przypisuje dziecku
                  Błąd rodzica polega na tym, ze zapomina, ze dziecko ma prawo miec nieograniczona liczbę prób zaspokojenia swoich potrzeb, zachcianek i kaprysow, a rola rodzica jest odpowiednio je selekcjonowac, pamiętając, ze dziecko ma prawo byc niezadowolone (a niezadowolenie wyrażać na sposob właściwy małemu dziecku)
              • jola_ep Re: nie moje dziecko..... 13.04.14, 14:01
                > Rodzic, ktory pisze, ze jego dziecko wymusza, tak naprawde pisze, ze czesto pod
                > wplywem okreslonych zachowan dziecka, postępuje inaczej niż by chciał czy inac
                > zej niż rozsądek podpowiada.

                A w takim wypadku on zrobił coś źle. Jak powiemy "dziecko wymusiło" - to ciężar "winy" przenosimy na dziecko. Psychologicznie my dorośli czujemy się lepiej. No bo jakie mieliśmy wyjście ? ;)

                Słowa są ważne. Szczególnie wtedy, gdy trafi nam się nieco trudniejsze dziecko. Pamiętam jak bardzo pomogło mi, gdy przestałam myśleć o moim półtoraroczniaku jako o "upartym" dziecko (trochę negatywne skojarzenie), który zawsze stawał okoniem i nie chciał współpracować. Spróbowałam na niego patrzeć na jak na dziecko z natury konsekwentne, trochę tak, jak jego ojciec. Mi pomogło. Odkryłam wtedy, że jego cechy są nawet zaletami, tylko trzeba umieć je wykorzystać.

                Łatwo za pomocą słów przykleić "etykietkę" do dziecka i nieświadomie utrudnić sobie proces wychowania. (bo co my możemy, jesteśmy bezradni wobec przmocowca lub walczymy o odzyskanie władzy -> a przecież rodzina to nie arena walki)
                • joshima Re: nie moje dziecko..... 13.04.14, 17:00
                  jola_ep napisała:

                  > A w takim wypadku on zrobił coś źle. Jak powiemy "dziecko wymusiło" - to ciężar
                  > "winy" przenosimy na dziecko. Psychologicznie my dorośli czujemy się lepiej. N
                  > o bo jakie mieliśmy wyjście ? ;)
                  Bingo. Niestety dorośli, niejednokrotnie wychowani metodą kija i marchewki a nie poprzez odczuwanie i ponoszenie rzeczywistych i naturalnych konsekwencji zwyczajnie nie potrafią brać odpowiedzialności ani za swoje słowa ani za swoje decyzje.
            • joshima Re: nie moje dziecko..... 13.04.14, 13:41
              jola_ep napisała:

              > Uczymy nasze dzieci także tego, jak
              > mają wyrażać swoje prośby. Jeśli wrzask i rzucenie się na ziemię pomaga, to mo
              > że tak trzeba? ;)
              Gorzej kiedy rodzice też wrzeszczą jak się denerwują na dziecko ;) Jakoś wtedy wrzask na dziecko celem podporządkowania sobie jego woli nie nazywa się wymuszaniem.
          • joshima Re: nie moje dziecko..... 13.04.14, 13:39
            magic.meadows napisała:

            > Dziecko ma ochotę na ciasteczka, ktorych dostac nie moze. Najpierw prosi, słysz
            > y odmowę, zaczyna płakać, nadal słyszy nie, wiec płacze głośniej i głośniej, ew
            > entualnie wprowadza atrakcje w postaci sceny podlogowej aż w koncu rodzice uleg
            > ają i wbrew własnej woli dają ciasteczko. Doszło do wymuszenia.
            Mówimy o niemowlęciu? I nie to nie jest wymuszenie. Dziecko nie potrafi dygnąć i powiedzieć "szanowna mamusiu..." nie potrafi negocjować i przekonywać. Do pewnego wieku jedyny sposób komunikacji w sytuacjach kryzysowych jakie dziecko ma do dyspozycji to jest krzyk i płacz, póki się nie rozwinie i nie nauczy inaczej. To o czym piszesz to były negocjacje podczas których rodzice zmienili decyzję i ustąpili dziecku.


            > Dziecko ma potrzebę czy pragnienie, próbuje doprowadzić do jej zaspokojenia wsz
            > ystkimi znanymi mu środkami.
            Własnie ma potrzebę a nie kaprys, to jest różnica.

            > Oczywiscie błędem jest przypisywanie w takiej sytuacji malym dzieciom złych int
            > encji czy oskarzanie o złośliwość,
            Uf. Tylko że wymuszanie to element walki o władzę. Tak się to pojmuje potocznie. Tymczasem dziecko nie walczy o władzę ale jedynie o ciasteczko. Krzyczy bo nie potrafi sobie poradzić z odmową i frustracją a nie dlatego, że chce rządzić i decydować.
    • dansch czyli jak postapić, gdy.... 13.04.14, 15:44
      Dobrze - skoro już jest dyskusja nt wymuszania/frustracji czy jak to zwał to chiałabym, żebyście wytłumaczyły mi łopatologicznie jak postąpić, gdy syn histeryzuje, kiedy nie chcemy podać mu smakołyku lub kiedy wije się pod drzwiami łazienki i nie pozwala się przewinąć (a nawet wziąć na ręce).
      W pierwszym przypadku lekceważymy lub próbujemy zaspokoić jego chęci czymś zdrowym lub skupić jego uwagę na np. zabawce (trudne). W drugim przypadku siedziałam z nim pod tymi drzwiami i głaskałam po plecach dopóki się nie uspokoił i dopóki nie wgramolił się na kolana i przytulił. Trwało to dobre 15 min.
      • Gość: aaa Re: czyli jak postapić, gdy.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.14, 16:00
        > iałabym, żebyście wytłumaczyły mi łopatologicznie jak postąpić, gdy syn histery
        > zuje, kiedy nie chcemy podać mu smakołyku
        a dlaczego nie chcecie mu podać? jeżeli syn nie może jeść pewnych rzeczy to po prostu nie należy ich trzymać w zasięgu jego wzroku; mam nadzieję, że nie chodzi o sytuacje kiedy rodzice do woli raczą się słodyczami ustawionymi na stole a dziecku tłumaczą że są niezdrowe?!

        > m z nim pod tymi drzwiami i głaskałam po plecach dopóki się nie uspokoił i dopó
        > ki nie wgramolił się na kolana i przytulił. Trwało to dobre 15 min.
        no i? 15 minut to długo czy o co chodzi? jak się w ogóle zaczęła ta sytuacja że syn rozpoczął protest przed przewinięciem? czy np. nie został zabrany w samym środku super -ciekawej zabawy albo w połowie oglądania bajeczki?
        • dansch Re: czyli jak postapić, gdy.... 13.04.14, 16:12
          chodzi konkretnie o bakalie, bo tylko takie "słodycze" są u nas w domu i są one w konkretnej szafce. Wykorzystujmy je do mojego i syna śniadania. Nie raczymy się nimi w ciągu dnia. Ale od czasu do czasu jemu się przypomni ta szafka , staje pod nią i daje koncert. Wydaje mi sie, że ilość cukru z bakalii jest wystarczająca w dawce śniadaniowej i nie musi osładzać się w ciągu dnia.

          Nie pamiętam okoliczności,w jakich zaczęła się ta scenka pod łazienką....

          Czyli jak postępować??
          • verdana Re: czyli jak postapić, gdy.... 13.04.14, 16:58
            Przestać trzymać bakalie w szafce. Otwierasz szafkę, mówisz "nie ma" i już. Albo dać co pewien czas bakalie - mam wrażenie, że nie dawanie bakalii dziecku to juz trochę obsesja związana z cukrem.
            • dansch Re: czyli jak postapić, gdy.... 13.04.14, 17:07
              ja pierdziele, uczepiłyście się tych bakalii - to jest przykład! Może chodzić o złoty łańcuszek, komórkę czy żelazko. Może będzie chciało się pobawić w mące. Mam wszystko wyrzucić/przenieść w inne miejsce (jakie?) czy cokolwiek bo dziecko być może tego sobie zażyczy??
              Próżna dyskusja - bo dalej nie wiem co mam zrobić w takiej sytuacji.
              • joshima Re: czyli jak postapić, gdy.... 13.04.14, 17:18
                dansch napisała:

                > ja pierdziele, uczepiłyście się tych bakalii - to jest przykład!
                Ale to jest właśnie przykład bezsensownego uporu. To jest przykład na to, że czasem a nawet często warto się zastanowić czy nasz upór i w ogóle odmowa ma jakiś sens.

                > Może chodzić o złoty łańcuszek, komórkę czy żelazko.
                Jeśli takie przedmioty są na widoku albo cogorsza ktoś raz dał je dziecku do potrzymania a potem się ich dziecku odmawia (skoro się upomina to musi wiedzieć o co caman) to trzeba wziąć na klatę efekt głupoty i dorosłych i pomóc się dziecku uporać z frustracją. Bo to jest oczywiste, że są takie rzeczy na które się zgodzić nie można.

                > Może będzie chciało się pobawić w mące.
                A co w tym złego? Kilo mąki kosztuje kilka złotych, dziecku do zabawy wystarczy szklanka albo mniej. To i tak taniej wychodzi niż wszystkie te plastikowe pseudoedukacyjne zabawki z obrzydliwymi melodyjkami. Swoją droga zabawa mąką, kaszą ryżem makaronem itp jest bardzo rozwijająca. Poczytaj sobie o zabawach sensorycznych ;) A jeszcze dodam, że jak się kilka razy na coś takiego pozwoli to dziecku mija zainteresowanie i ma się zg łowy i bez awantur. A sprzątanie po dziecku trwa na ogół krócej niż uspokajanie histerii.

                > Próżna dyskusja - bo dalej nie wiem co mam zrobić w takiej sytuacji.
                Bo może odpowiedzi Ci nie pasują :)
                • dansch Re: czyli jak postapić, gdy.... 13.04.14, 17:48
                  > Może chodzić o złoty łańcuszek, komórkę czy żelazko.
                  > Jeśli takie przedmioty są na widoku albo cogorsza ktoś raz dał je dziecku do po
                  > trzymania a potem się ich dziecku odmawia
                  To można też powiedzieć o bakaliach - skoro raz dałąm płatki z morelami albo kandyzowaną papają to trudno się dziwić, że dziecko chce jeszcze. Czyli bezpieczniej było nie dawać i teraz za głupotę muszę płacić.

                  > > Może będzie chciało się pobawić w mące.
                  > A co w tym złego?
                  Ano to złego, że nie mam absolutnie ochoty sprzątać kuchni obsypanej mąką, nawet jakby ją dawali za darmo. Taki mój wybór. Makaronem się bawił ale zachwytu nie było

                  > > Próżna dyskusja - bo dalej nie wiem co mam zrobić w takiej sytuacji.
                  > Bo może odpowiedzi Ci nie pasują :)
                  BARDZO mi nie pasują, bo są od czapy
                  • joshima Re: czyli jak postapić, gdy.... 13.04.14, 18:31
                    dansch napisała:

                    > To można też powiedzieć o bakaliach - skoro raz dałąm płatki z morelami albo ka
                    > ndyzowaną papają to trudno się dziwić, że dziecko chce jeszcze.
                    No trudno się dziwić. Ale skoro raz dałaś to czemu potem odmawiać i ograniczać? Nie kupować kandyzowanych i problem nadmiaru cukru się rozwiąże. A dziecko przez tydzień będzie jadło żurawinę i suszone śliwki a potem przez dwa nawet na nie nie spojrzy.

                    > Czyli bezpieczniej było nie dawać i teraz za głupotę muszę płacić.
                    No tak. Skoro uważasz, że cukier szkodzi to trzeba było nie dawać. Przynajmniej teraz na etapie kiedy łatwiej nie dać wcale niż wyjaśnić skomplikowane zasady reglamentacji.

                    > Ano to złego, że nie mam absolutnie ochoty sprzątać kuchni obsypanej mąką
                    Jeśli wolisz rozhisteryzowane dziecko i uspokajanie go, to Twój wybór. Ja wybieram mąkę. A mąka z dodatkiem oliwki dla dzieci jest super.

                    > BARDZO mi nie pasują, bo są od czapy
                    Szkoda, bo działają ;)
            • joshima Re: czyli jak postapić, gdy.... 13.04.14, 17:11
              verdana napisała:

              > Przestać trzymać bakalie w szafce. Otwierasz szafkę, mówisz "nie ma" i już. Alb
              > o dać co pewien czas bakalie - mam wrażenie, że nie dawanie bakalii dziecku to
              > juz trochę obsesja związana z cukrem.
              Dokładnie. No chyba, że to są jakieś kandyzowane owoce a nie prawdziwe bakalie. Ja tam swoim nie wydzielam.
          • mad_die Re: czyli jak postapić, gdy.... 13.04.14, 21:18
            Wydaje mi sie, że ilość cukru z bakalii jest wystarc
            > zająca w dawce śniadaniowej i nie musi osładzać się w ciągu dnia.

            No wydaje Ci się.
            Ciebie NIGDY nie nachodzi ochota na coś słodkiego?
            Co złego się stanie jak dasz dziecku 10 rodzynek?
      • joshima Re: czyli jak postapić, gdy.... 13.04.14, 17:05
        dansch napisała:

        > Dobrze - skoro już jest dyskusja nt wymuszania/frustracji czy jak to zwał to ch
        > iałabym, żebyście wytłumaczyły mi łopatologicznie jak postąpić, gdy syn histery
        > zuje, kiedy nie chcemy podać mu smakołyku lub kiedy wije się pod drzwiami łazie
        > nki i nie pozwala się przewinąć (a nawet wziąć na ręce).
        Jeśli rzeczywiście nie mogę tj mam konkretn epowody dla których nie mogę/nie chcę dać tego smakołyku to nie daję i próbuję pomóc dziecku zapanować nad sobą i złagodzić frustrację. Tzn pocieszam, przytulam jeśli się da nie odcinam się od dziecka nie stawiam do pionu nie każę mu się natychmiast uspokoić, tylko udzielam wsparcia, ale nie ustępuję w tej konkretnej kwestii.

        Jeśli chodzi o pieluchę to zawsze jakoś tak wychodzi, że jednak mogę te 5-10 minut poczekać i pozwolić dziecku zdecydować. Żeby poszło z własnej woli i inicjatywy się przebrać. Jednym słowem nie ciągnę na siłę do przebierania i nie doprowadzam do stanu histerii, tylko tłumaczę, że moim zdaniem (ale przecież mogę się mylić) należałoby już zmienić pieluchę, bo może zacząć szczypać tyłek. I pozostawiam dziecku decyzję, żeby przyszło do mnie jak już będzie gotowe.

        > W pierwszym przypadku lekceważymy
        Uważam, że lekceważenie to droga w bardzo złym kierunku.
        • dansch Re: czyli jak postapić, gdy.... 13.04.14, 17:09
          Dziękuję, wreszcie coś konstruktywnego
          • angazetka Re: czyli jak postapić, gdy.... 13.04.14, 18:58
            Rady konstruktywne były cały czas, tylko nie widziałaś tego przez focha.
    • allicja-1213 Re: nie moje dziecko..... 14.09.20, 12:33
      Jeśli szukasz sprawdzonego laboratorium wykonującego testy na ojcostwo, to polecam Centrum Informacji Genetycznych DNAi (Bałtycka 3, 31-214 Kraków). Badania wykonują bardzo szybko, mają też korzystną cenę w porwnaniu z innymi placówkami. Można szukać aktualnych promocji na stronie internetowej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka