dansch
09.04.14, 10:05
Synek /1,4rż/ jest co drugi dzień oddawany na kilka godzin do Babci. Nigdy nie było problemów z jego pobytami u Babci, lubił tam zostawać, ładnie jadł, bawił się i trudno go było zabrać do domu. Od jakiegoś czasu (zbiegło się to z jego buntem na jedzenie) po wejściu do mieszkania babci jest jeden wielki krzyk, pisk. Nie chce wziąć do buźki nawet ulubionego owocu i robi to ewidentnie po złości. MOja mama wpada w czarną rozpacz, bo dziecko nie je i prawdopodobnie nie wierzy mi, że u nas w domu je. A je, chociaż nie wszystko i nie zawsze. Był czas, kiedy jadł każdą ilość i buzia wiecznie była pełna. W pewnym momencie faktycznie zaczął grymasić, ja miałam z tym problem i próbowałam go karmić "na siłę" ale spasowałam. Przygotowuję posiłki, które raz lepiej a raz gorzej mu wchodzą ale po uspokojeniu atmosfery przy stole i własnych nerwów generalnie nie mogę narzekać. W domu nie chodzi głodny. Co mam zrobić, by przekonać własną matkę by nie ganiała za wnuczkiem z kotletem na widelcu, bo mam wrażenie, że ten jego wrzask od progu to komunikat "nie chcę jeść! Daj mi święty spokój!"
Dodam jeszcze, że śniadanie zawsze jadł u babci i po zupce był zabierany. Spróbuję to zmienić i odstawiać go do babciu po śniadaniu i odbierać przed zupą ale nie wiem czy to wypali i odstęp między zasadniczymi posiłkami będzie dość duży... Poradźcie coś, pliz