Dodaj do ulubionych

Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża?

01.10.09, 16:24
Mój mąż ma kilka ulubionych koszul i podkoszulków, które pamiętają jeszcze ubiegły wiek. Są znoszone, sprane i wyglądają fatalnie. Ale on je kocha bo są "takie wygodne" a w dodatku "przecież nic im nie jest, nie są podarte ani nic". Doprowadzają mnie do szewskiej pasji bo wygląda w nich jak łachmaniarz. Ja rozumiem, że po całym tygodniu pod krawatem musi jakoś odreagować, ale dlaczego ja mam na tym cierpieć? Mąż wie, że tych ubrań nie lubię ale powiedział, że się ich nie pozbędzie - udało mi się tylko wynegocjować, że nie zakłada ich jak razem wychodzimy do ludzi.

No i może macie jakąś radę jak to zrobić? Jedną wyrzuciłam ukradkiem, ale nie mogę przesadzać bo się zorientuje. Drugą jasną wyprałam z czarnymi skarpetkami ale gadzina się nie zafarbowała. No to co? Otwarta konfrontacja nie wchodzi w grę - kocham męża i nie chcę się z nim kłócić. Jakieś rady? Pliz pliz pliz.

Tak na marginesie, to słyszałam z pierwszej ręki historię Pana Prezesa który też w weekendy ubierał się w "bardzo wygodne" ciuchy. Podczas przeprowadzki, żona wysłała go do sklepu, że spytał, czy nie mają jakiś kartonów w które mogliby spakować rzeczy które chcą przewieźć ze sobą. W sklepie Pan Prezes usłyszał "nie mamy kartonów a nawet gdybyśmy mieli to bezdomnemu byśmy ich nie dali".
Obserwuj wątek
    • turzyca Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 01.10.09, 16:30
      Kto to opisywal metode na zalatwianie gatek? Ze sie trza na chlopa lubieznie
      rzucic i umiejetnie zachaczyc palcem o dziurke?
      W razie braku dziurki polecam sprawdzenie, czy przypadkiem szew sie gdzies nie
      pruje... ;)


      PS Czarne skarpetki zazwyczaj nie farbuja, sa barwione w wloknie. Nie masz pod
      reka tanich dzinsow? A najlepiej badziewnej czerwonej bluzeczki (moze byc
      dziecieca)? W buro-szarym jeszcze bedzie chodzil, w rozowym chyba raczej nie.
      • akna Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 01.10.09, 17:24
        No proszę też o tym myślałam składając ostatnio zaległe pranie. Ilość koszulek
        przekraczająca 40 i to tylko z tych w kolorze czarnym mnie powaliła ;-)
        Nie ma to jak koszulki konferencyjne :>
      • skrzydlasta Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 01.10.09, 17:35
        Zdecydowanie dorzuć coś czerwonego do prania! Dla lepszego kamuflażu możesz
        "przypadkowo" zafarbować też coś swojego - mniej lubianego oczywiście.
        Albo postawić faceta w takiej koszulce przy patelni, na której smaży się ryba
        (bez fartuszka he, he).
        Albo kolacja z czerwonym winem i niechcąco potrącony kieliszek. Od biedy potknąć
        się i oblać niesioną kawą (tu jednak lepiej uważać na temperaturę).
        • turzyca Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 01.10.09, 17:43
          Metoda w druga strone: dzielimy pranie na podlodze, rozdzielajac kolorami na
          stosy, wlasciwa koszulke umieszczamy na brzegu stosu jasnego, tuz obok stosu
          czerwonego. Podnoszac stos czerwony, zahaczamy upatrzona koszulke, ktora w ten
          sposob znajduje sie na dole stosu i laduje na samym dnie pralki. W ten sposob
          mamy jedna biala koszulke, ktora zaplatala sie w stos prania czerwonego, co
          odkrywamy niestety dopiero po otworzeniu pralki i wyjeciu prania. ojej.

          A dzieci nie lubia sie bawic z tata? Jakiejs farby? Plastelina? Bo z
          marcheweczki to chyba Twoje juz wyrosly?
          • szarsz Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 01.10.09, 17:46
            farbki sie spierają, przetestowane :) Z plasteliną może być ciężej,
            bo tłusta.
            Buraczki też moga być niezłe :)
            • marciasek Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 01.10.09, 21:36
              Rajstopy! Tanie, zwykłe, brązowe - ale beżowe też dadzą radę. Wszystko co jasne
              wygląda jak zalane herbatą. Polecam. Załatwiłam tak sobie cała partię białej
              bielizny.
            • 987ania Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 14:39
              buraczki się spierają...
              • jul-kaa Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 15:22
                987ania napisała:

                > buraczki się spierają...

                Jak to przeczytałam, to zrozumiałam, że "prostaki się kłócą", heheheheh
                • slotna Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 16:48
                  jul-kaa napisała:

                  > 987ania napisała:
                  >
                  > > buraczki się spierają...
                  >
                  > Jak to przeczytałam, to zrozumiałam, że "prostaki się kłócą", heheheheh

                  Ustawilam sobie na chwile "od najnowszego" i pomyslalam tak samo ;D
    • szarsz Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 01.10.09, 17:34
      Rrrrany, dzień, w którym mój wyrzucił stare, podarte i powyciągane
      spodnie (takie do chodzenia po domu) jest moim prywatnym świętem :)
      Jakie one były straszne! Dziury miały wszędzie, w kroku też.

      Mój miał w końcu dość marudzenia i się poddał :) Kupiłam mu w HM
      zestaw bardzo podobnych, z cienkiej bawełny, a tamte wylądowały w
      śmietniku. ufff. Po prostu wykazałam się większą determinacją ;)
    • yaga7 Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 01.10.09, 18:11
      To ja mam chyba jakiś dziwny egzemplarz w domu. Ostatnio sam stwierdził, że
      zielona koszula (która kiedyś była czarna, ale wiadomo, sprała się) nadaje się
      tylko w jedno miejsce.

      W naszym domu to ja jestem chomikiem ;)
    • bathilda A propos farbowania 01.10.09, 18:47
      Pomysł z farbowaniem jest fajny, ale niestety działa tylko na jasne rzeczy. Więc
      prosze jeszcze o rady na rzeczy granatowe ;)

      BTW, ktoś wie gdzie w Warszawie można kupić tanio masakrycznie farbującą
      czerwoną bluzeczkę? ;)
      • skrzydlasta Re: A propos farbowania 01.10.09, 18:54
        Granatowe to trzeba wybielić, np. domestosem zachlapać (przy tym segregowaniu
        prania na podłodze w łazience).
      • turzyca Re: A propos farbowania 01.10.09, 18:55
        A lubieznie sie na meza nie rzucasz? To moze go zlap za ramie majac swiezo
        pomalowane paznokcie? Albo pacnij jakos przypadkiem grzbietem dloni. Bo obawiam
        sie, ze przypadkowe wylanie moze byc trudne.

        I zostawilabym ze dwie w najlepszym stanie na pocieche, zeby nie bylo podejrzane.


        Moze poprosisz effuniaka o rozyczke? ;)
      • anna-pia Re: A propos farbowania 02.10.09, 20:46
        bathilda napisała:

        > BTW, ktoś wie gdzie w Warszawie można kupić tanio masakrycznie farbującą
        > czerwoną bluzeczkę? ;)
        U mnie, za darmo dostaniesz. Mam bluzkę koszulową chłopięcą rozmiar między 104 a
        116, farbuje jak narąbana. Daj znać na priva :) Serio piszę.
    • urkye Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 01.10.09, 19:09
      Moi faceci ubierają te ciuchy, które są pierwsze na półce. Może Twój też tak robi? Wtedy wystarczy jego ulubione koszule schować głęęęęęęęęęęęboko w szafie, nigdy się do nich nie dokopie:)
      Inny sposób, wykorzystywany przez siostrę: ubrania zagubione w akcji (wrzucone do kosza na brudy, nie ujrzały znów półki:P). Po prostu siostra ich nie pierze. Są ciągle w koszu na brudy, jej mężowi i tak się nie chce tam grzebać, więc czeka, aż będą znów na półce (już tak od kilku miesięcy... niedługo o nich w ogóle zapomni;))
      Oba sposoby mają ten plus, że nie wyrzucasz bezdusznie ukochanych ubrań męża i nie musisz go okłamywać (sama się zafarbowała/podziurawiła/wyrzuciła). Minus-nadal są w domu.

      A tak zupełnie z drugiej strony-jak byś się czuła, gdyby Twój mąż wymagał od Ciebie wyrzucenia Twoich kochanych koszulek?
      Zazwyczaj nie lubimy jak nam się coś każe robić wbrew naszej woli-może on po prostu na przekór nie chce się ich pozbyć? (ja bym pewnie się wściekła-co mi facet będzie mówił jak mam się ubierać? I żeby mu udowodnić, że ja jednak mam coś do gadania w tej kwestii nosiłabym te ubrania)
      Tak sobie gdybam;)
      • bathilda Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 01.10.09, 19:47
        O! Niepranie może się przez jakiś czas sprawdzić. Choć dopomina się niestety ...
        Głębokie chowanie też podziała krótko, będzie szukał. On te koszulki zakłada
        niestety świadomie.

        A co do rewanżu to jak mi mówi, że mu się w czymś nie podobam to więcej tej
        rzeczy nie zakładam. Nie zgodziłam się tylko na obcięcie włosów na krótko, ale
        to chyba już przebolał.
        • jul-kaa Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 01.10.09, 20:04
          Jak zobaczyłam tytuł, to ryknęłam śmiechem. Moim zdaniem najlepszy będzie
          domestos. Ja jestem w stanie z niedbałości zachlapać wszystko, Ciebie tez może
          dopaść chwilowa niezdarność :) Ja miałabym jeszcze jedną metodę - nasza pralka
          czasem "wciąga" ubrania niszcząc je nieodwracalnie. Takie wciągnięcie można
          spokojnie zasymulować :) Tyle tylko, ze Twój może potem oddać pralkę do
          naprawy, a to zbędne koszty :)
          My z mężem mamy umowę - jak już ja chcę wyrzucić coś jego, to sama też się muszę
          czegoś pozbyć. Działa, bo oboje jesteśmy strrrasznymi chomikami.
          • sarahdonnel Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 01.10.09, 21:04
            Mój miał szpitalne (długi pobyt po wypadku) poliestrowe pidżamki i
            dżisy w rozmiarze 'na patyczaka'. Zapakowałam do śmiećwora, do
            pudła, i wystawiliśmy do szafy na balkonie. Żeby nie było tak
            brutalnie...

            Niestety nie mogę wywalić paru naprawdę źle wyglądających
            swetrów 'bo to tylko po domu', czy... starych majtów (takich, co
            spadają z tyłka, bo guma jest zdecydowanie za luźna). Takie rzeczy
            chowam na dnie kosza na brudy tak długo, jak to tylko możliwe.

            Przefarbowanie starego ciucha 'podomowego' nic by nie dało, i tak by
            nosił, jak podżamkę alboco...
          • epistilbit Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 01.10.09, 21:06
            1. Nastawiamy pralkę na 90 stopni
            2. Szykujemy stertę pościeli do wyprania
            3. W jedną lub dwie poszwy wkładamy koszulkę
            4. Krzyczymy "misiu włóż ręczniki do prania i włącz pralkę"
            4. Wyciągamy pranie wraz z koszulkami skurczonymi do rozmiaru xs siadamy i
            litujemy się na mężem, o widzisz biedny misiu zniszczyłeś sobie ulubione koszulki..
            • marciasek ooo, to jest najlepsze :))) n/t 01.10.09, 21:39
            • bathilda epistilbit jesteś moją idolką :) n/t 01.10.09, 22:14

            • turzyca rzeczywistosc mniej alternatywna ;) 01.10.09, 22:50
              smutne zyciowe doswiadczenie podpowiada mi, ze punkt 4 bedzie wygladal tak:
              wyciagamy z pralki ufarbowane w dziwaczne szaro-bure smugi reczniki i posciel,
              zas sprawczyni calego nieszczescia wyglada tylko nieco gorzej ale nie az tak,
              zeby przypadkiem nie nadawala sie zdaniem mezczyzny do noszenia i nadal w
              rozmiarze pasujacym na mezczyzne.
              Ostatnim aktem jest kupno nowych recznikow i poscieli, w czym nasz ukochany
              mezczyzna dzielnie nam towarzyszy. W swojej ukochanej koszulce, rzecz jasna...
              • 987ania Re: rzeczywistosc mniej alternatywna ;) 02.10.09, 15:00
                można mieć ręczniki i pościel granatowe, czerwone itp.
            • lukrecjabo Rewelacja:D Na pewno wypróbuję :))))) n/t 03.10.09, 08:17

        • luliluli Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 10:43
          > O! Niepranie może się przez jakiś czas sprawdzić. Choć dopomina się niestety ..

          tadaaam, u mnie dzięki tej metodzie dno kosza na brudne ciuchy od 1,5 roku
          stanowią dwa okropne szare swetry:D trzeba je prać ręcznie, żeby się nie
          rozwlekły, więc małżon nie ma na to nigdy dość dużo czasu i cierpliwości;)))

          polecam też zabranie tych ubrań ze sobą gdzieś "na wyjazd" i zapomnienie ich z
          hotelowej szafy:D
          • szarsz Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 14:51
            luliluli napisała:
            > polecam też zabranie tych ubrań ze sobą gdzieś "na wyjazd" i
            > zapomnienie ich z hotelowej szafy:D

            Ja się kiedyś tak pozbyłam mojej ulubionej sukienki :(
            To już parę lat, a do dziś nie mogę sobie kupić choćby podobnej
    • zarin Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 02:29
      Moim zdaniem jest to nie w porządku, zwłaszcza oszukiwanie i niszczenie ubrań. Niby kwestia jest bzdura, ale jednak jest to jakaś nielojalność i burzenie zaufania. No i brak szacunku dla odmiennych preferencji. Wyobraźcie sobie, że wasz partner celowo farbuje wam w praniu ulubiony, przewygodny stanik, bo jego zdaniem jest zabudowany po szyję i aseksualny (poniekąd prawda w dużej części brytyjczyków).

      Uważam, że lepiej jest taktownie i nie na siłę namawiać do kupna takich ubrań, które nam się podobają, niż starać się pozbywać niepodobających się. Ewentualnie wypracować sobie taki układ, żeby to pozbywanie odbywało się za zgodą i uczciwie, np. w zamian za jakiś gest z naszej strony. Szkoda robić zgrzyty z tak głupiego powodu.
      A prywatnie w ogóle wychodzę z założenia, że jestem z dorosłym człowiekiem, a nie dzieckiem, więc ubieranie się pozostawiam jemu.
      • yaga7 Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 07:42
        W sumie to najbardziej się zgadzam z tym postem.
        Nie wyobrażam sobie, jakbym miała za plecami Lubego w ten sposób postępować.
        Zwłaszcza w kontekście tego, że to samo mogłoby mnie spotkać i to już nie byłoby
        przyjemne.
        Dlatego ja osobiście preferuję rozmowę - fakt, czasem się kłócimy i wynik
        rozmowy jest różny i pewnie gdybym zastosowała jakiś taki babski sposób na
        faceta, byłoby inaczej, ale nie potrafię tak i już :)
      • bathilda Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 10:02
        zarin napisała:

        > Moim zdaniem jest to nie w porządku, zwłaszcza oszukiwanie i niszczenie ubrań.

        Wiesz co Zarin, ja się z Tobą zgadzam. I najchętniej znalazłabym jakieś
        argumenty w dyskusji - trop niszczycielski przeważył w wątku, ale to nie znaczy
        ze większosć z nas by tych metod chciała próbować na żywca.

        > A prywatnie w ogóle wychodzę z założenia, że jestem z dorosłym człowiekiem, a n
        > ie dzieckiem, więc ubieranie się pozostawiam jemu.

        Mnie nie przeszkadza że on tak się ubiera na spotkania ze swoimi kolegami. Albo
        do swojej mamy na obiad. Ale czy jest coś dziwnego w tym, że chciałabym, żeby
        mój mąż dobrze wyglądał? Żeby mi się podobał? Poza tym niestety żyjemy w
        społeczeństwie, które patrząc na źle ubranego faceta myśli "czy on nie ma żony
        albo matki? jak ona mogła mu pozwolić wyjść w czymś takim?". I to nie jest moja
        autorska teza, usłyszałam ją na zajęciach na studiach. Więc z tej perspektywy to
        nie jest tylko jego sprawa.
        • yaga7 Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 10:25
          bathilda napisała:

          Poza tym niestety żyjemy w
          > społeczeństwie, które patrząc na źle ubranego faceta myśli "czy on nie ma żony
          > albo matki? jak ona mogła mu pozwolić wyjść w czymś takim?". I to nie jest moja
          > autorska teza, usłyszałam ją na zajęciach na studiach. Więc z tej perspektywy t
          > o
          > nie jest tylko jego sprawa.
          >

          Czytając takie teksty, otwiera mi się nóż w kieszeni (gdybym go miała ;)
          I się cieszę niesamowicie, że zasadniczo nie obchodzi mnie (ani mojego Lubego) to, co myśli większość społeczeństwa (w kwestiach typu jak powyżej, w innych kwestiach już może być inaczej ;) ) i w związku z tym nie musimy się stosować do tak durnych - jak dla mnie - zasad.
          Bo w sumie to jest problem ludzi, którzy oceniają, a nie ludzi, którzy są oceniani.
          A ocenianie wyglądu faceta przez pryzmat jego żony czy matki jest dla mnie po prostu idiotyczne. W końcu to dorosły człowiek jest nie? :) Powinien umieć o siebie zadbać ;)
          • bathilda Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 10:42
            > A ocenianie wyglądu faceta przez pryzmat jego żony czy matki jest dla mnie po p
            > rostu idiotyczne. W końcu to dorosły człowiek jest nie? :) Powinien umieć o sie
            > bie zadbać ;)

            Najciekawsze w tym jest to, że ja się z Tobą Yaga zgadzam. Tak powinno być, że
            każdy odpowiada za siebie. Ale nie każdy jest odporny na opinię świata
            zewnętrznego. A zresztą w tej akurat kwestii to jest opinia świata wewnętrznego
            - ja już nie mogę patrzeć na te jego wyciągnięte koszulki ;)
            • madzi1 Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 11:03
              Hmmm... może zadam głupie pytanie. Nie probowałaś go namówić na
              jakieś zakupy ciuchów domowych? Tzn czy proponowałaś mu żebyście
              poszli do sklepu i wymienili te jego superwygodne stare koszule na
              superwygodne nowe koszule?
            • lafere Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 11:15
              O jak mnie ucieszył ten wątek!:)Czyli nie jestem sama!Tylko że mój ma luźną pracę no te różne wynalazki potrafi zakładac na codzień. Ubaw po pachy po prostu. No ale ostatnio sam stwierdził, że w jednej koszulce już nie będzie chodził bo wstyd:) Jeżeli chodzi o wywalanie rzeczy to po prostu czasem mu mówię - wyrzucam to i to bo do niczego się nie nadaje.Czesem się dąsa, ale generalnie jakoś sie udaje. Muszę się przyznac, że stosuję też metodę z niepraniem niektórych rzeczy...Później jak odleżą swoje w koszu można powiedzieć - o zobacz i tak tego nie nosisz to może wyrzucimy? ;)Osobną sprawą jest wyprawa na zakupy ciuchowe...koszmar...Fochy straszliwe i narzekanie.U was też to tak wygląda?
              • yaga7 Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 11:27
                lafere napisała:

                Osobną sprawą jest wyprawa na zakupy ciuchowe...k
                > oszmar...Fochy straszliwe i narzekanie.U was też to tak wygląda?

                Na szczęście nie ;)

                Po pierwsze ja sama nie lubię zakupów ciuchowych - dlatego przerzuciłam się na zakupy internetowe - prościej, wygodniej i bez stresu.
                A po drugie - w związku z pierwszym Luby ma czasem dużo większą tolerancję zakupową niż ja, więc często bywa tak, że to ja mówię, że już wracamy, bo ja mam dość, nie on.
              • turzyca Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 15:12
                Osobną sprawą jest wyprawa na zakupy ciuchowe...k
                > oszmar...Fochy straszliwe i narzekanie.U was też to tak wygląda?

                Narzekania owszem, ale narzekamy obydwoje rowno, bo ubranie wysokiego i
                szczuplego faceta jest zajeciem trudnym i meczacym. Szczegolnie jesli nie jest
                mu ganz egal, co wciaga na grzbiet i ma scisle okreslone zyczenia do co kroju i
                palety kolorow. Co oznacza, ze jestem farciara nie muszaca prowadzic bojow o
                wyglad towarzysza :) (a i na uwagi typu "nie przepadam za ta koszulka" reakcja
                tez jest wlasciwa), ale za to zakupy sa potwornie meczace, bo znalezc ciuchy o
                pozadanych cechach to wyczyn straszny. I nie da sie ugadac na cos, co nie
                spelnia kryteriow jego wysublimowanego gustu. Na szczescie jego matka uwielbia
                myszkowac po sklepach i wyszukiwac ubrania, wiec co jakis czas kupuje kilka
                koszul, bluz, swetrow czy marynarek, z ktorych jedna, dwie sztuki pasuja, a
                reszta jest zwracana. Przyprawiajacy nas o ciezkie zgrzytanie zebow problem
                spodni wlasnie rozwiazalismy, okazalo sie, ze jeden model levisow lezy jak
                marzenie i jest produkowany w odpowiednim rozmiarze. A ze sklepy tego rozmiaru
                nie zamawiaja, to nastepne spodnie bedziemy zamawiac przez net i do zakupow
                stacjonarnych zostana nam juz tylko buty (tylko 2 sklepy, reszta nie prowadzi
                tego rozmiaru), garnitury i okrycia wierzchnie. Uff. ;)
            • yaga7 Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 11:25
              Dostosowanie się do opinii świata wewnętrznego jak najbardziej rozumiem i
              popieram ;)

              To, co mnie denerwuje, to dostosowywanie się do opinii świata zewnętrznego tylko
              na zasadzie - bo tak wypada, bo 90% społeczeństwa, bo co sąsiedzi pomyślą itp,
              itd. No ale to temat już na inny wątek. ;)
      • turzyca Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 11:51
        Mialam Ci wczoraj po nocy odpowiedziec, ze zachowujesz sie jak stara ciotka,
        ktora zupelnie trzezwa siedzi w gronie swoich mlodych siostrzenic na rauszu i z
        obrzydzeniem mowi "ale przeciez ten palec wcale nie jest smieszny". Nie masz
        ochoty sie nieco powyglupiac, ok, ale reszta moze miec taka ochote. Skoro jednak
        padly juz odpowiedzi serio, to odpowiem tez zupelnie serio.
        Jest taki profesor w mojej dziedzinie, jeden z lepszych, znany dobrze poza
        granicami kraju. Znajac jego renome, poszlam do niego na zajecia. To byl semestr
        koszmaru, bo niestety czasem trzeba sie bylo na niego popatrzec. Pan nosil
        niedoprane koszule z fredzelkami na rogach kolnierzyka, wyszmelcowane garnitury
        i buty, ktore pasty nie widywaly latami. Nie wynikalo to z biedy - inne zestawy
        pan mial i naszal, ale to byl ewidentnie ulubiony zestaw. No i szczerze mowiac
        ciesze sie do tej pory, ze nasze zainteresowania badawcze sa tak odmienne, bo w
        innym wypadku mialabym duzy zgryz, czy go wybrac na promotora. Owszem jest
        genialny, ale spotykanie sie z nim bylo taka udreka, ze do tej pory na samo
        wspomnienie jego wygladu mnie mdli. I dobra, pal szesc studentow, ale on tak sie
        naszal tez na spotkania zawodowe, zjazdy, konferencje. Ile osob zrezygnowalo ze
        wspolpracy z nim, bo nie mogly sie przemoc, zeby ogladac to cos? Mozliwe, ze pan
        po prostu pewnych rzeczy nie widzial, tak jak daltonisci nie widza pewnych
        kolorow. Nie oskarzam go w zaden sposob, ale fakt jest faktem: wygladal
        strasznie i swoim wygladem odrzucal ludzi. I uwazam, ze jesli byla w jego
        otoczeniu jedna dobrze zyczaca mu osoba, to powinna te ciuchy w jakis sposob
        usunac z jego zasiegu. Owszem probowac mu je wyperswadowac. Ale jesli nie dalo
        sie wynegocjowac, to po prostu posunac sie do rozwiazan skuteczniejszych.

        PS I uroczyscie oswiadczam: jesli moj partner celowo ufarbuje moj
        najwygodniejszy _dziesiecioletni_ stanik, to slowem sie nie zajakne.
        • zarin Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 13:17
          Widywałam w środowisku akademickim trochę ludzi w podobnym typie, których według społecznych standardów można uznać za zaniedbanych, ale nie przyszłoby mi do głowy rozumować w ten sposób, zwłaszcza gdyby fascynowali mnie intelektualnie, oraz zwłaszcza że mówimy o kontaktach oficjalnych, nie towarzyskich. Dopóki ktoś dba o higienę, reszta jest imho jego sprawą. Skoro uważasz, że jest to powód do zrywania kontaktów, to Twój wybór, ale proponuję jednak wyluzować i pozwolić ludziom żyć swoim życiem.
          • bathilda Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 14:14
            Wiesz co Zarin, ja bym się mogła zgodzić na fascynującego intelektualnie faceta w podartej koszuli, o ile to byłby młody James Dean, w którym każda z nas się kochała w liceum. Ale Turzyca pisze o człowieku, który tak się ubiera DO PRACY. Dla mnie to jest po prostu brak szacunku dla ludzi z którymi pracuje i dla których pracuje, w tym wypadku dla studentów. Więc ja bym go nie rozgrzeszała w imię życia własnym życiem. Co innego grill u znajomych czy pub na starówce a co innego praca.
          • turzyca Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 14:31
            Nie, ten pan nie dbal o higiene i z mojego posta wynikalo to jasno. Chyba ze
            Twoim zdaniem niedoprana koszula jest w jakikolwiek do pogodzenia z dbaniem o
            higiene.

            I nie, nie zrywalam kontaktow, jak pana widuje, to mu sie klaniam i zamieniamy
            kilka slow, ale starannie nie nawiazalam glebszych kontaktow. I z tego co wiem
            to nie tylko ja.
      • szarsz Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 15:03
        zarin napisała:
        > Moim zdaniem jest to nie w porządku, zwłaszcza oszukiwanie i
        > niszczenie ubrań.

        ooooooo, to tylko ja odebrałam ten wątek żartobliwie? :)

        > Wyobraźcie sobie, że wasz partner celowo farbuje wam w praniu
        > ulubiony, przewygodny stanik, bo jego zdaniem jest zabudowany po
        > szyję i aseksualny (poniekąd prawda w dużej części brytyjczyków).

        nene, nie że zabudowany i aseksualny, ale że poszarzały i dziurawy.
        To zupełnie inny kaliber. A zupełnie powaznie - stanik nie jest w
        ogóle dobrym przykładem, bo ma znacznie donioślejszą rolę od
        ozdabiania. I część z nas (w tym ja) nie wybiera wśród setki modeli,
        a wsród trzech.

        Chyba żadna z nas nie ma ambicji zmuszać swojego faceta do noszenia
        stringów, jeśli ten np. ich szczerze nienawidzi ;)
        • zooba Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 15:44
          Ja zmuszałam na zasadzie: chcesz, żebym stringi nosiła, pochodź sam, wtedy
          pogadamy. Od lat nie naciska w tej kwestii. Jest wiele seksownych fasonów majtek:-)
    • kulka_kulkowa Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 11:53
      Proponuję poszukać czegoś o podobnym fasonie i w ulubionych kolorach. Jeśli mąż nie lubi zakupów, to na własną rękę. Wiesz, co mąż lubi, jaki rozmiar nosi, nie powinno być problemu.

      Mój przyszły-kiedyś-mąż "do ludzi" ubiera się fajnie, ale na co dzień potrafi nosić dżinsy, które mu się rwą. Ze starości, na tyłku na przykład. A raczej nie ubiera się w stylu grunge (to już prędzej ja), choć i garnituru nie musi nosić :) Przyciśnięty do muru przyznał, że szkoda mu nowych, świeżo kupionych spodni, że szkoda mu kasy na nowe codzienne (takie po bułki do sklepu itp.). Jestem zwierzęciem lumpeksowym, więc zabrałam go ze sobą na zakupy. Wcześniej robiłam rekonesans i miałam kilka par upatrzonych do mierzenia. Jedna pasowała :) Kupiliśmy spodnie, niezniszczone, ładnie leżą. A kosztowały 4 zł.
      Docenił mnie ostatnio, jak w "normalnym" sklepie mierzył spodnie po zwykłej sklepowej cenie. Leżały tragicznie, bo akurat chyba moda na wąskie nogawki przyszła. Przebrał się w te lumpeksowe i mówi: "o, te dobrze leżą i w jakiej dobrej cenie".

      Nie mówię, że trzeba biec koniecznie do second handu, bo można nie znaleźć tego, czego akurat potrzeba. Myślę, że delikatnie trzeba z mężem porozmawiać i kupić coś, co się obojgu spodoba. Można dodatkowo argumentować, że też przy dobieraniu stroju patrzysz na to, czy mężowi się będzie podobać. No i że taki fajny facet z niego, a te ciuchy go "pobrzydzają". I że nie masz nic przeciwko, żeby mu było wygodnie, ale też zależy Ci, żebyś, jak to się mówi, miała na co popatrzeć.
    • ankh_morkpork Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 13:10
      Niektóre pomysły na "niszczycielskie wypranie niechcący" sa naprawdę zabawne, ale szczerze mówiąc osobiście wolałabym ich nie stosować. To takie trochę nie fair jest. Będąc w takiej sytuacji zdecydowałabym się co najwyżej na pomijanie nielubianych ciuchów przy wstawianiu prania, niech sobie będą "wiecznie brudne" i nie do noszenia.

      Nie mam na szczęście takiego problemu, ale gdybym miała, to:

      1. Skoro partner ignoruje moje uwagi na temat tego, że w tych ciuchach brzydko wygląda, to ja ignoruję jego uwagi na temat mojego stroju. Jeśli mam coś, co mi się podoba, a jemu nie, noszę to tak często jak to tylko możliwe. Na wszelkie krytyczne uwagi odpowiadam: "a Ty nie podobasz mi się w tej i tej koszuli, a i tak ją nosisz".

      Generalnie: jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. I miałabym szcególną frajdę, gdyby np. mąż uważał, że "spódniczka za krótka / dekolt za głęboki".

      2. Przestaję prosić i tłumaczyć, ale otwarcie krytykuję jego wygląd, gdy zakłada zniszczone ciuchy. "Wyglądasz niechlujnie." "A ja tak chciałabym w domu popatrzeć na przystojnego i schludnego faceta..." Jeden krótki tekst mimochem, ale za każdym razem gdy nosi "szmaty". Jak zdrata płyta. Chyba facetom też zależy, aby być atrakcyjnymi dla swoich partnerek? Oczywiście, jeśli facet założy coś, w czym mi się podoba, to się zachwycam na całego.

      3. Ewentualnie zadaję pytanie: DLACZEGO upiera się nosić te szmaty? Bo wygodne? Idziemy na zakupy i kupujemy NOWE i WYGODNE. Bo szkoda niszczyć innych ubrań? Idziemy na zakupy i kupujemy TANIE (outlet, secondhand). Bo mi się podobają? Idziemy na zakupy i kupujemy ŁADNE, które też się podobają. Bo je lubię? A ja ich nie lubię, ale lubię patrzeć na przystojniaka w domu, a nie na obdartusa (tu wracamy do punktu 2).

      Nie kłóć się, nie stosuj sztuczek i podchodów, ale narzekaj i jasno mów za każdym razem, co Ci się nie podoba.
      • bathilda Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 14:17
        ankh_morkpork, dziękuję Ci za tę odpowiedź. Punkt 1 odpada, bo źle się czuję w
        czymś co mu się nie podoba. Punkt 2 też, bo wiem, że sprawiłabym mu przykrość, a
        tego nie chcę. Ale myślę, że punkt 3 to dobry trop - pokonam go siłą jego
        własnych argumentów ;)
    • madzioreck Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 02.10.09, 19:09
      Ooo, temat dla mnie :D Mój szanowny maż ma dwa takie swetry we zworki, bardzo je
      kocha, ma je chyba od szkoły średniej, i wygląda w nich... :/
    • lilianna Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 03.10.09, 04:35
      A mnie najbardziej ciekawi które rady dawały kobiety z jakim stażem
      małżeńskim/związkowym. Tak z ciekawości czy to się dzieli jakoś na
      praktyczki i teoretyczki ;)
      • wariamiktoria Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 03.10.09, 10:49
        To o porwaniu bielizny to mój patent, związek z tym facetem to 4 lata, 2 rok
        jako małżeństwo. Za porwanymi bokserkami nie płacze bo ma inne w zastępstwie,
        które staram się kupować "z jajem" albo super materiałowo. Problemem były jego
        skarpetki ale w końcu nauczył się, że jak są uszkodzone to żona nie weźmie nitki
        do ręki tylko trzeba je wyrzucić do kosza. Z podkoszulkami choćby nie wiem jak
        znoszonymi nie ma problemu bo: działka, samochód, pole itd to miejsca gdzie je
        używa. Do pracy sam sobie prasuje koszule i znacznie większy problem ma ze mną
        bo ja:
        - mam swoje ulubione ubrania, których nie pozwolę wyrzucić
        - co gorsza chodzę w nich
        - i z reguły mi to zwisa i powiewa.
        Na spółkę z moją siostrą, ciocią i szwagierką cioteczną stopniowo uczą mnie jak
        ważne jest ubranie. Namawiają do noszenia innych ubrań (które mam w szafie ale
        nie mogę się przekonać), pomagają eliminować te ubrania w których nie powinnam
        chodzić (bo źle wyglądam, bo zniszczone itd) i pomagają w zakupach (to ładne, to
        nie, w tym wyglądasz super, to sobie odpuść). Mają ze mną orkę na ugorze ale
        zamiast niszczyć mi ubrania (sama perfekcyjnie to robię) przekonują do innych.
        Trochę to działa, teraz nieco odpuścili ale pewnie po porodzie znowu będą
        namawiać na bardziej kobiece ubrania.
        Na mnie najbardziej działa chwalenie gdy w czymś ładnie wyglądam i wyłapanie
        kiedy zaczynam wyglądać gorzej a wtedy skierowanie uwielbienia na inny komplet
        ubrania. I pokazanie gdy już nastawię się na nowe ubrania, że tamte stare tylko
        zajmują mi miejsce w szafie i nie powinnam do nich wracać. Wtedy wystarczy je
        spakować, zabrać do kontenera i po bólu. A nuż widelec jako czyściwo czy inne
        takie się nada, z kontenera przecież nie wyciągnę.
      • skrzydlasta ok, ja się przyznam 03.10.09, 19:21
        8,5 roku z jednym chłopem (z czego 4 pod jednym dachem) - moje teorie
        niszczycielskie są mimo to teoretyczne, bo problemów z odzieżą chłopa nie mam.
        Jak któraś już wyżej wspominała: bierze to, co leży na wierzchu.
        • skrzydlasta ps 03.10.09, 19:23
          wątek był dla mnie od początku bardziej humorystyczny niż praktyczny
    • lukrecjabo Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 03.10.09, 08:41
      Też właśnie miałam problem kilku koszul i koszmarnych sweterków jeszcze z
      zamierzchłych czasów. Z pomocą przyszło mi mieszkanie we własnym domu. Sweterki
      i koszule stanowią wprost idealny strój do noszenia w trakcie wrzucania węgla do
      piwnicy, czyszczenia pieca z sadzy, opróżniania pojemników z popiołem. Mimo
      "najszczerszych" chęci, niektórych rzeczy nie udało się doprać (nie żebym się
      specjalnie starała;) ) i musiały wylądować w śmietniku, kilka sztuk jeszcze
      zostało, ale tylko do w/w celów:)
    • molowiak Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 03.10.09, 13:41
      Ja swojego straszę, że jak on w tych koszulkach to ja będę w "antygwałtkach"
      chodzić - działa :)
      • ko_kartka OT-antygwałtki 07.10.09, 15:29
        Mówisz o podkolanówkach rajstopowych, si? Czemu one są takie pogardzane? Co mam
        w zastępstwie założyć do spodni, skoro rajstop nienawidzę, a pończochy samonośne
        mnie się odwijają i irytują?
        • turzyca Re: OT-antygwałtki 07.10.09, 16:46
          Bo wszystko musi miec wlasciwe miejsce i czas. Do spodni, gdy normalna skarpetka
          jest za gruba do eleganckich butow, sa ok. Ale w przyszlym roku latem obejrzyj
          kobiety w spodnicach i w tym czyms. Szczegolnie jesli beda badziewnej jakosci z
          waska, a wiec wpijajaca sie w cialo, gumka u gory.
          • ko_kartka Re: OT-antygwałtki 09.10.09, 09:25
            A nie, no, zwracam honor, podkolanówki pończosznicze do spódnicy nie uchodzą,
            jako i skarpetki do sandałów. Ulżyło mi, bo myślałam, że do spodni też są takim
            fopa ;)
            • jul-kaa Re: OT-antygwałtki 09.10.09, 09:27
              ko_kartka napisała:

              > A nie, no, zwracam honor, podkolanówki pończosznicze do spódnicy nie uchodzą,

              Do doziemnych spódnic uchodzą :)
              • akj77 Re: OT-antygwałtki 09.10.09, 12:11
                jul-kaa napisała:

                > ko_kartka napisała:
                >
                > > A nie, no, zwracam honor, podkolanówki pończosznicze do spódnicy nie ucho
                > dzą,
                >
                > Do doziemnych spódnic uchodzą :)

                Brr, ja uważam, że tylko do spodni.
                Zdarza się, że kobieta nawet w długiej spódnicy usiądzie jakoś tak, że widać tę
                podkolanówkę... Brr.
              • turzyca Re: OT-antygwałtki 09.10.09, 12:49
                > Do doziemnych spódnic uchodzą :)

                O ile sa to spodnice naprawde doziemne, bo juz odrobine krotsze uwielbiaja
                podnosic skraj tak, zeby antygwaltki zostaly nalezycie wyeskponowane.

                A swoja droga - czemu ludzie nie maja nawyku ogladania sie ze wszystkich stron
                zanim wyjda??? Przez tydzien wyjazdu cierpialam ogladajac kolezanke, ktora do
                spodnicy z rozporkiem nosila podkolanowki. Spodnica owszem do kostek, ale
                rozporek ponad kolano, ogladanie jej od tylu przyprawialo o mdlosci do
                szescianu. (Ogladanie od przodu o mdlosci zwykle, bo rzeczy byly strasznie
                niedobrane.)
                • jul-kaa Re: OT-antygwałtki 09.10.09, 15:51
                  turzyca napisała:
                  > A swoja droga - czemu ludzie nie maja nawyku ogladania sie ze wszystkich stron
                  > zanim wyjda???

                  A tam. Oni wiedzą, jak wyglądają, ale ich to nie rusza. Moja przyjaciółka nosi
                  takie paskudztwa do spódnic do kolan (z rozcięciem z tyłu) i ściągaczy
                  skarpetkowych nie widać TYLKO wtedy, kiedy stoi i to przodem. jak idzie, siada,
                  jak stanie tyłem - widać. Sugerowałam jej delikatnie, a ona na to, że to
                  przesada i że tak jej wygodnie...
                  Nosi też takie cuda do spodni a'la rybaczki, czy innych za kolano. I też -
                  siądzie i wszystko widać. Zęby mnie bolą, ale powiedziałam ze dwa razy i już
                  milczę... Nic się nie da zrobić, jak myślicie?

                  A jeśli chodzi o długie spódnice, to takie szerokie, falbaniaste nie mają szans
                  się podwinąć :)
    • ko_kartka Re: Jak się pozbyć ulubionej koszuli męża? 07.10.09, 15:45
      Domestos działa, sama zniszczyłam sobie tak kilka ciuchów. Ewentualnie w grę
      wchodzi malowanie mieszkania - żółta farba lateksowa Duluxa nie spiera się,
      gwarancja na rok (na razie).

      Mojemu też kiedyś było szkoda sweterków a'la Kononowicz i innych takich
      wynalazków. Pobudziłam i podjudziłam jego estetyczne ego, to sam zapakował do
      wora i pojechał kupić nowe (a też ma, niestety, wymagania, choć wymiary typowe).

      Teraz mam śmiesznie - nie zabrania mi wyrzucać skarpetek czy gatek
      podziurawionych, ale sam nie wyrzuci, bo... zapomina podobnież. Choćby mu, za
      przeproszeniem, jajka wyszły na spacer z tych gatków, to nie wyrzuci (a widzi,
      niestety). Za to do moich rzeczy aż go ręce świerzbią i każe mi wyrzucać
      niezniszczone, bo ich nie lubi - raz się dałam wmanewrować, czego do dziś żałuję.

      A co do tego, że "co ludzie powiedzą" - trudno, darmo, jeśli ja widzę (w innych
      okolicznościach niż leśne/działkowe/budowlane itp.) niedogolonego faceta w
      spranym podkoszulku i dziurawych spodniach - to nie pomyślę sobie "o, pan prezes
      w stroju casual", czy "roztargniony geniusz", tylko "niechluj i brudas, wstyd
      się z takim pokazać". I nie cieszy mnie, że inni mogą o mnie czy mężu pomyśleć
      tak samo - choć, oczywiście, nie ubieram szpilek do wynoszenia śmieci.
    • bathilda EPILOG 09.10.09, 14:23
      Naładowana estrogenem po naszych dyskusjach (Girl Power Rulezzzzz!) poszłam do męża i poprosiłam, żeby zarezerwował sobie w weekend czas na zakupy bo musimy mu kupić nowe ubrania bo ja na niektóre z tych które nosi nie mogę już patrzeć. Powiedziałam mu że konsultowałam z Wami dostępne rozwiązania i że dostałam cały szereg praktycznych rad jak się pozbyć jego starych ciuchów, ale że nie chcę go tak traktować i że wołałabym żeby to zrobił dlatego, że go proszę.

      Zrobił wielkie oczy i zapytał co konkretnie ma sobie kupić i co mi się nie podoba. Na co ja, że mnóstwo rzeczy i że z głowy to mu nie opiszę. Więc otworzył szafę i powiedział, żebym wyrzuciła wszystko co mi się nie podoba. I żebym mu tylko zostawiła 4 t-shirty do czasu az zrobimy zakupy. Wyrzucałam więc przez ponad godzinę podarte dżinsy i rozciągnięte podkoszulki. A kiedy skończyłam i popatrzyłam na piętrzącą się górę ciuchów, mąż spokojnie zapakował ją w 3 wielkie wory i SAMODZIELNIE wyniósł je do koszy PCK.

      Zaskoczył mnie niesamowicie, myślałam, że będzie się bardziej kłócić. Ale może przeraziła go wizja plasteliny i domestosa ;). Tak że teraz przed nami wielkie zakupy.

      Podsumowując dziękuję ogromnie za wszystkie rady, te poważne i te żartobliwe. Panie Forumki, melduję że zadanie (prawie) wykonane. :)
      • ocisza Re: EPILOG 09.10.09, 14:55
        Hmmm - facet Cię kocha na zabój, to pewne!
        :)
      • szarsz Re: EPILOG 09.10.09, 19:15
        kocha nad życie. Jak nic :)
      • jul-kaa Re: EPILOG 09.10.09, 19:50
        Ale fajny facet!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka