bathilda
01.10.09, 16:24
Mój mąż ma kilka ulubionych koszul i podkoszulków, które pamiętają jeszcze ubiegły wiek. Są znoszone, sprane i wyglądają fatalnie. Ale on je kocha bo są "takie wygodne" a w dodatku "przecież nic im nie jest, nie są podarte ani nic". Doprowadzają mnie do szewskiej pasji bo wygląda w nich jak łachmaniarz. Ja rozumiem, że po całym tygodniu pod krawatem musi jakoś odreagować, ale dlaczego ja mam na tym cierpieć? Mąż wie, że tych ubrań nie lubię ale powiedział, że się ich nie pozbędzie - udało mi się tylko wynegocjować, że nie zakłada ich jak razem wychodzimy do ludzi.
No i może macie jakąś radę jak to zrobić? Jedną wyrzuciłam ukradkiem, ale nie mogę przesadzać bo się zorientuje. Drugą jasną wyprałam z czarnymi skarpetkami ale gadzina się nie zafarbowała. No to co? Otwarta konfrontacja nie wchodzi w grę - kocham męża i nie chcę się z nim kłócić. Jakieś rady? Pliz pliz pliz.
Tak na marginesie, to słyszałam z pierwszej ręki historię Pana Prezesa który też w weekendy ubierał się w "bardzo wygodne" ciuchy. Podczas przeprowadzki, żona wysłała go do sklepu, że spytał, czy nie mają jakiś kartonów w które mogliby spakować rzeczy które chcą przewieźć ze sobą. W sklepie Pan Prezes usłyszał "nie mamy kartonów a nawet gdybyśmy mieli to bezdomnemu byśmy ich nie dali".