Dodaj do ulubionych

Sklonnosci dziedziczne - zasieg?

09.10.09, 01:42
Byly juz watki o profilaktyce i koniecznosci regularnych badan. Ale jak
powszechnie wiadomo, na rozwoj choroby wplyw maja oprocz naszego stylu zycia
takze sklonnosci zapisane w naszych genach. Logicznym byloby wiec
zastanowienie sie, do jakich chorob mozemy miec sklonnosci, zeby np.
zmniejszyc ich ryzyko stylem zycia czy baczniej zwracac uwage na badania
okresowe pod tym katem. No ale wlasnie - jak dalece brac pod uwage choroby w
rodzinie? Wiadomo, ze cukrzyca u rodzica jest wazna, za to siostra stryjeczna
dziadka majaca raka piersi nie liczy sie w statystyce. Z drugiej strony gdy
czytam o schorzeniach psychicznych (depresje, alkoholizm) to wymieniani sa tez
dalsi krewni (typu: jego rodzice i dziadkowie to nic, ale wszyscy bracia
dziadkow umarli z przepicia). Do jakiej stopnia pokrewienstwa brac pod uwage
choroby wystepujace w rodzinie? Dopytywac sie na co umarla prababcia? A na co
jej siostra? Dziadkowie - oczywiscie, a ich rodzenstwo? Czy wazne sa problemy
naszych braci/siostr ciotecznych/stryjecznych? Czy nalezy brac pod uwage
czynniki zewnetrzne? Czy jest roznica miedzy depresja po smierci ukochanego
meza w pol roku po slubie, a depresja, ktora pojawia sie ni stad ni zowad?

Czy ktos umialby odpowiedziec na te pytania albo podrzucic jakas madra lekture?
Obserwuj wątek
    • unrealpast Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 02:53
      Odnoszę wrażenie, że pytasz przede wszystkim o depresję. To, czy
      depresja pojawia się po utracie kogoś lub czegoś ważnego, czy też
      samoistnie, nie czyni wielkiej różnicy .W pierwszym wypadku nazywa
      się depresją reaktywną, w drugim endogenną ale objawy i leczenie są
      identyczne.Ważne jest różnicowanie depresji od rozpaczy.W depresji
      występuje utrata napędu i spłycenie emocjonalne. Ludziom w depresji
      dokuczają myśli,często natrętne, tzw. ruminacje,a nie uczucia, bo
      tych w zasadzie nie ma. Natomiast człowiek pogrążony w rozpaczy
      odczuwa ból, a nie rozmyśla o beznadziejności swojej
      egzystencji.Prawidłowa żałoba, z której wychodzi się mniej więcej po
      roku, to przede wszystkim rozpacz.I właśne ta rozpacz leczy.
      Depresja zaś jest reakcją patologiczną i wymaga leczenia u
      psychiatry, chyba, że nie jest na tyle głęboka, żeby zakłócać
      codzienne funkcjonowanie. Wtedy można czekać aż sama przejdzie, ale
      trzeba uważać na siebie, bo depresja potrafi się szybko pogłębić
      tak,że człowiek nie jest już zdolny pójść do lekarza.No i każdy
      następny rzut może być gorszy.
      Co do dziedziczności , to skłonność do depresji ma ok. 30%
      populacji, więc prawdopodobnie znajdziesz w rodzinie conajmniej
      jednego dziadka popadającego bez przyczyny w przygnębienie i
      gnuśność.
      • turzyca Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 12:35
        > Odnoszę wrażenie, że pytasz przede wszystkim o depresję.

        Odnosisz zle wrazenie, depresja byla tylko przykladem choroby w zaleznosci od
        okolicznosci. Rownie dobrze moglabym sie pytac o zawal serca w mlodym wieku u
        prowadzacego higieniczny tryb zycia czlowieka i ostrego alkoholika, nalogowego
        palacza. Czy synowie pana numer jeden i pana numer dwa sa obciazeni w ten sam
        sposob? Obydwaj maja ojca z zawalem w mlodym wieku, ale na chlopski rozum to nie
        to samo. Tyle ze nie zawsze chlopski rozum i medycyna sie zgadzaja.
    • jul-kaa Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 08:03
      Moim zdaniem nie można przesadzić. Po pierwsze należy pamiętać, że definicje i
      rozpoznanie chorób z czasem się zmienia. coś, co kiedyś było szaleństwem, teraz
      jest np. schizofrenią, że tak pójdę banałem. Po drugie nie do końca wiadomo, czy
      dane schorzenie jest dziedziczne - lekarze mają w tej kwestii różne zdanie.
      Ja bym szczególnie zwracała uwagę na te choroby/przypadłości, które pojawiły się
      w obu gałęziach - matki i ojca.

      W sumie przyszła mi do głowy jeszcze taka kwestia - czy są ludzie (znacie
      jakichś?), którzy przy doborze partnera/ki kierują się jego skłonnościami
      dziedzicznymi?
      • joankb Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 08:55
        Nas to może szokować...
        Polskie społeczeństwo jest dość zróżnicowane genetycznie (wbrew pozorom), w
        społeczeństwach bardziej homogenicznych badania genetyczne są koniecznością. Nie
        pamiętam czy w Izraelu są czy nie są obowiązkowe - wiem, że większość je robi.
        • joannea Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 10:37
          joankb napisała:

          > Nas to może szokować...
          > Polskie społeczeństwo jest dość zróżnicowane genetycznie (wbrew pozorom),

          pamiętam artykuł o tym, że jesteśmy prawie że ewenementemw skali europejskiej,
          bo tak mało zróżnicowane geny występują naprawdę nieczęsto. Zabij, nie pamiętam
          gdzie, to musiało być coś przy poszukiwaniu genomu.
          Co do chorób: wczoraj położna mówiła mi, że cukrzyca u dziadków nie liczy się
          jako choroba w rodzinie, bo jak na formularzu jest pytanie o choroby dziedziczne
          w rodzinie, to rozliczamy tylko najbliższych (rodzice+rodzeństwo). Z drugiej
          strony, rak jajnika, który często jest dziedziczny, w mojej rodzinie wypadł
          "ostatnio" u sióstr mojego pradziadka, bo odezwać się ponownie w moim pokoleniu.
          Może przypadek, może nie. Mam wrażenie, że lekarze sami nie wiedzą, na ile na
          dziedziczność zwracać uwagę.
          • turzyca Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 12:43
            > pamiętam artykuł o tym, że jesteśmy prawie że ewenementemw skali europejskiej

            A Zydzi byli ewenementem w stosunku do Polakow. Ludnosc diaspory byla
            ograniczona, zenili sie tylko w swoich granicach, wiec u nich niektore
            kombinacje genow sa jeszcze czestsze. To samo z Islandia, tyle ze tu role
            odgrywala geografia a nie religia. Polacy wydaja mi sie po prostu dobrze
            wymieszani, co widac dosc dobrze w przypadku nazwisk. W Niemczech sa nazwiska,
            ktore np. na poludniu Niemiec wystepuja masowo, a na polnocy w ogole. W Polsce
            pomijajac bardzo rzadkie nazwiska (typu 20 osob w calej Polsce, wszyscy
            spokrewnieni) takie cos sie raczej rzadko zdarza.

            > Co do chorób: wczoraj położna mówiła mi, że cukrzyca u dziadków nie liczy się
            > jako choroba w rodzinie, bo jak na formularzu jest pytanie o choroby dziedziczn
            > e
            > w rodzinie, to rozliczamy tylko najbliższych (rodzice+rodzeństwo).

            Moja lekarka pytala sie tez o dziadkow, co wydaje sie o tyle logiczne, ze u
            stosunkowo mlodych rodzicow pewne choroby mogly sie jeszcze nie rozwinac. Twoj
            przyklad z rakiem tez jest idealny - u matki moglo nic nie wystapic, u ojca i
            dziadka trudno, zeby wystapilo, a chromosom X po tamtej stronie rodziny moglysmy
            odziedziczyc.
            • joannea Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 12:59
              Wymieszani jesteśmy, fakt, ale w tamtym artykule chodziło tez o jednorodność
              genotypu (i co najciekawsze - o ile odbrze pamiętam - wiele genów mamy
              wspólnych z Żydami, bo się jednak mocno mieszaliśmy; miało to być szczególnie
              widoczne w danych chorobach przenoszonych nomen omen genetycznie). Ocztywiście,
              nie mogę tego tekstu teraz na szybko znaleźć, ale wyskoczyło mi np. coś takiego:

              "Badania genetyczne populacji z różnych regionów Polski wykazują dużą
              jednorodność populacji polskiej jako całości, słowem praktycznie nie ma
              genetycznych różnic między współczesnymi Polakami z Mazowsza i ze Śląska.
              Naukowcy przypuszczają, że spowodowała to druga wojna światowa, masowe
              przesiedlenia Polaków, Niemców, Ukraińców, eksterminacja Żydów. Ale może jest
              inna przyczyna? To nietypowe jak na tak duży kraj w Europie"

              https://wyborcza.pl/1,75476,6864770,Wszystkie_geny_Kaszubow.html

              Fakt, nie jesteśmy tak słynni, jak Islandia, wymarzone miejsce do badań dla
              genetyków, niemniej, jesteśmy stosunkowo ciekawym krajem pod tym względem.
              • turzyca Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 13:30
                Ale jednorodne genetycznie jest wlasnie dlatego, ze sie wymieszalo, gdybysmy
                wszyscy siedzieli tam, gdzie nasi przodkowie 300 lat temu, to bysmy byli
                zroznicowani. :)

                Alternatywnie - jestesmy jednorodni, bo wszystkie kobiety byly gwalcone przez te
                same wojska. ;) Ale jednak stawiam na intensywne mieszanie, bo w takim XVII
                wieku w Polsce trzeba bylo znac 17 jezykow, zeby dogadac sie z kazdym z
                mieszkancow. Roznorodnosc byla dzika. A potem zostalismy zhomogenizowani.
                • szarsz Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 19:08
                  turzyca napisała:
                  > Ale jednorodne genetycznie jest wlasnie dlatego, ze sie
                  > wymieszalo, gdybysmy wszyscy siedzieli tam, gdzie nasi przodkowie
                  > 300 lat temu, to bysmy byli zroznicowani. :)

                  To świetnie widać po ludziach noszących np. to samo nazwisko, co ja.
                  Jest nas w Pl sporo, mamy niezły klan na nk :) I wszyscy, o których
                  mam jakiekolwiek informacje, pochodzą z kilku wsi, rozrzuconych w
                  promieniu może 10, może 20km. Ci ze Stanów, z Podlasia, z
                  Białegostoku, z Wawy... Tak żeśmy się rozleźli po świecie :D Nigdy
                  wcześniej się tym nie interesowałam, więc było to dla mnie niezłe
                  zaskoczenie. A wszystko zaczęło się od przesiedleń po IIWŚ.
                  • jul-kaa Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 20:02
                    szarsz napisała:
                    > To świetnie widać po ludziach noszących np. to samo nazwisko, co ja.

                    Jak miałam naście lat, to odkryłam (na gg, to było dość dawno), jak wielu jest
                    ludzi z moim nazwiskiem (i to w okolicach, w których urodził się tata).
                    Ucieszyłam się strasznie, że to moja rodzina i zaczęłam wypytywać o koligacje. W
                    rodzinnych stronach mojego taty mój dziadek (tata taty) jest znaną osoba, jest
                    tam nawet szkoła jego imienia. I oczywiście WSZYSCY, z którymi rozmawiałam
                    (noszący takie nazwisko, jak ja) przyznawali się do baaaardzo bliskiego
                    pokrewieństwa z moim dziadkiem :) A że w rodzinie dzieci rodziły się późno
                    (dziadek urodził się na początku XXw., tata 40 lat później, ja 40 lat później
                    :), to im (tym niby krewnym) wydaje się, że to jakaś historia sprzed wieków i
                    pewnie dlatego tak łatwo przyznają się do koligacji :)
                    A prawda jest taka, że my dość dobrze znamy (teraz to wiem, wtedy nie
                    wiedziałam) nasze drzewo genealogiczne do kilku pokoleń wstecz, więc jako żywo
                    ci wszyscy ludzie aż tak bliskimi krewnymi nie są :)

                    Ludzie z okolicznych wsi oczywiście mogą być ze mną jakos spokrewnieni, ale
                    raczej sądzę, że po prostu nosili jedno nazwisko - to było przecież kiedyś
                    bardzo popularne - i nie muszą być ani ze sobą, ani ze mną skoligaceni w żaden
                    sposób :))
          • anna-pia Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 12:54
            joannea napisała:

            > joankb napisała:
            >
            > > Nas to może szokować...
            > > Polskie społeczeństwo jest dość zróżnicowane genetycznie (wbrew pozorom),
            >
            > pamiętam artykuł o tym, że jesteśmy prawie że ewenementemw skali europejskiej,
            > bo tak mało zróżnicowane geny występują naprawdę nieczęsto. Zabij, nie pamiętam
            > gdzie, to musiało być coś przy poszukiwaniu genomu.

            "Wprost" o tym kiedyś pisał :)
            Wystarczy rozejrzeć się wśród znajomych Polaków (takich zasiedziałych, najlepiej
            z rodzinami na wsi), mamy pełen przekrój kolorystyczny - od jasnookich blondynów
            po smagłych brunetów :) Efekt położenia geograficznego i historii.
          • joankb Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 13:53
            To jest zawikłane :))
            Mamy mieszankę genów m.in. litewskie, ruskie, germańskie, żydowskie, nordyckie,
            ormiańskie. Stąd zróżnicowanie, ale za to rozkłada się to dość równomiernie w
            kraju.
            Trochę więcej, choć ujęcie popularnonaukowe tu:
            media.wp.pl/kat,1022939,wid,10558682,wiadomosc.html
            • daslicht Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 16:10
              Ale błędy w tym artykule!

              A genetyczną historię potencjalnego reproduktora ;) zawsze warto znać. No moze nie po to żeby robić jakąś akcję Lebensborn ale lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć :)))))
    • akj77 Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 11:53
      Turzyco, po pierwsze, nie do końca wiadomo, czy np. choroby psychiczne
      rzeczywiście dziedziczy się w genach. Są choroby dziedziczne o dobrze poznanych
      przyczynach, ale wiele jest takich, co do których istnieją tylko domysły. Na
      przykład rodzic może przekazać dziecku skłonności do depresji lub alkoholizmu
      poprzez wychowanie, a nie geny.

      A jeśli już wiadomo, że to geny - to kwestia matematyki. Załóżmy, że mamy do
      czynienia z chorobą warunkowaną jednym genem (przypadek najprostszy). Łatwo
      wtedy obliczyć, jakie jest prawdopodobieństwo, że jeśli siostra dziadka to
      miała, to Ty też masz. Mamy tutaj też różne kombinacje związane z pełną lub
      niepełną dominacją bądź recesywnością genu.

      Jeśli dane schorzenie jest wielogenowe, sprawa robi się bardziej skomplikowana,
      bo geny mogą, ale nie muszą, być przekazywane grupami (prawdopodobieństwo zależy
      od tego, jak blisko siebie się znajdują na danym chromosomie). Tak że na Twoje
      pytanie nie ma prostej odpowiedzi, bo najpierw trzeba przyjąć jakiś próg
      prawdopodobieństwa, od którego się przejmujemy, a potem jeszcze go obliczyć.

      Możesz przyjąć model najprostszy, czyli dziedziczenie jednym genem i sama sobie
      policzyć, czy masz się przejmować chorobą ciotki, czy nie.
      • turzyca o rany! 09.10.09, 12:31
        Ja sie tylko chcialam dowiedziec, na ile meczyc rodzicow, zeby sie dowiedziec,
        jakie choroby wystepowaly w rodzinie. Czy np. wazna jest choroba psychiczna
        siostry dziadka albo nietypowa forma zapalenia wyrostka, ktora wystepowala dwa
        pokolenia wstecz za to u wszystkich. Pytanie wazne o tyle, ze zdarza sie, ze
        nasi bezposredni przodkowie umieraja dosc mlodo np. w wyniku wypadku. Czy brac
        pod uwage choroby ich rodzenstwa?
        • anna-pia Re: o rany! 09.10.09, 12:55
          turzyca napisała:

          > Ja sie tylko chcialam dowiedziec, na ile meczyc rodzicow, zeby sie dowiedziec,
          > jakie choroby wystepowaly w rodzinie. Czy np. wazna jest choroba psychiczna
          > siostry dziadka albo nietypowa forma zapalenia wyrostka, ktora wystepowala dwa
          > pokolenia wstecz za to u wszystkich. Pytanie wazne o tyle, ze zdarza sie, ze
          > nasi bezposredni przodkowie umieraja dosc mlodo np. w wyniku wypadku. Czy brac
          > pod uwage choroby ich rodzenstwa?

          Ja bym brała, ponieważ przodek w linii bezpośredniej mógł mieć jakiś krzywy gen,
          który nie zdążył dać znać o sobie w przypadku tegoż przodka, ale został
          przekazany dalej.
        • akj77 Re: o rany! 09.10.09, 12:56
          Pytanie wazne o tyle, ze zdarza sie, ze
          > nasi bezposredni przodkowie umieraja dosc mlodo np. w wyniku wypadku. Czy brac
          > pod uwage choroby ich rodzenstwa?

          Teoretycznie można brać pod uwagę wszystkich możliwych krewnych, tylko z różnym
          prawdopodobieństwem.

          Załóżmy, że chodzi o chorobę warunkowaną jednym genem, dla uproszczenia
          niesprzężonym z płcią, o charakterze dominującym (to najgorszy przypadek, bo
          najłatwiej to odziedziczyć). Wiesz, że chorowała na to siostra ojca (wystarczy
          jedna, niezależnie od tego, ile ojciec miał rodzeństwa). Ojciec zmarł, zanim
          zdążyłby zachorować, albo też choroba jest typowo kobieca, więc nie wiesz, czy
          on też miał ten gen. Ojciec z siostrą dzieli 25% genów. Ty z ojcem 50%. Jest
          więc 1/8 prawdopodobieństwa, że Ty też masz gen warunkujący tę chorobę.

          Niektóre z tych genów są zresztą znane i można je zbadać bezpośrednio u siebie.

          [mam nadzieję, że się nie rabnęłam gdzieś w tych wyliczeniach, ale chyba
          rozumiesz, o co mniej więcej chodzi).
          • akj77 Re: o rany! 09.10.09, 13:12
            Trochę jednak namieszałam. Jeśli nic nie wiemy o dziadkach, to sytuacja staje
            się nieco bardziej skomplikowana nawet w tym prostym przypadku i
            prawdopodobieństwo odziedziczenia wadliwego genu, który miała ciotka, jest
            jednak większe. Moja analiza była właściwa dla przypadku, w którym tylko jedno z
            dziadków miało dany wadliwy gen, a i to tylko w jednej kopii.
        • kamamil Re: o rany! 14.10.09, 14:35
          W praktyce zwykle jest tak, że pytamy o krewnych pierwszego (rodzice,
          rodzeństwo) i drugiego stopnia (np. dziadkowie). Wyjątkiem są choroby
          warunkowane całkowicie genetycznie (np. hemofilia) oraz sytuacja, gdy w rodzinie
          jest wiele przypadków jednej choroby, np.: krewni 1. i 2. stopnia zdrowi (lub
          nie wiadomo), ale 5 przypadków w rodzinie od strony matki raka sutka

          A przy okazji się przywitam, bo na OT dziś piszę chyba pierwszy raz
      • maith Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 13:35
        Hmm, gdybyśmy chcieli przy alkoholizmie wydzielić geny od wychowania,
        to należałoby wziąć dziecko alkoholików, które od razu było
        wychowywane przez kogoś innego.

        Hmm, ale w zasadzie alkoholikiem musiałby u niego być tylko ojciec
        (na wszelki wypadek jeszcze trzeźwy w chwili poczęcia) ew. matka
        musiałaby w alkoholizm popaść już po urodzeniu dziecka.
        Bo inaczej dochodzi nam efekt nałogu, z którym dzieci się rodzą,
        chyba. Tak przynajmniej czytałam, że jest przy dzieciach
        narkomanów...

        I teraz, ale to tylko takie moje przypuszczenia, mogłoby się okazać,
        że takie dziecko do alkoholu skłonności mieć nie będzie (szczególnie
        jeśli zostałoby wychowane w niechęci do alkoholu) ale może po prostu
        (genetycznie) łatwo się od czegokolwiek uzależniać. Może zostać
        nałogowym palaczem, albo nałogowym telemaniakiem ;)
        • maith oddzielić* n/p 09.10.09, 13:35

        • turzyca Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 13:41
          Moze byc tez alkoholizm, ktory rozwinal sie, gdy dziecko bylo juz dorosle,
          niezalezne i prowadzilo samodzielne zycie.
        • jul-kaa Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 16:05
          maith napisała:

          >
          > Hmm, ale w zasadzie alkoholikiem musiałby u niego być tylko ojciec
          > (na wszelki wypadek jeszcze trzeźwy w chwili poczęcia) ew. matka
          > musiałaby w alkoholizm popaść już po urodzeniu dziecka.
          > Bo inaczej dochodzi nam efekt nałogu, z którym dzieci się rodzą,
          > chyba. Tak przynajmniej czytałam, że jest przy dzieciach
          > narkomanów...

          Zawsze jest pytanie, kiedy matka przestała pić - jeśli dłuższy czas przed
          zajściem w ciążę, lub chociaż zaraz po tym, jak zaszła, to jeszcze będzie w
          miarę ok (chociaż paskudztwo w organizmie siedzi jeszcze jakiś czas). Jeśli zaś
          piła w ciąży, to dziecko raczej nie rodzi się nałogowcem (to rzucam z głowy, tak
          pamiętam ze studiów), ale często ma FAS, czyli alkoholowy zespół płodowy. Tu
          można sobie poczytać, czym grozi picie w ciąży:
          www.biomedical.pl/ciaza/fas-zespol-alkoholowy-plodu-fetal-alcohol-syndrome-39.html
    • maith Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 13:23
      Nie znam się, ale chociaż na jedno potrafię odpowiedzieć (Ty zresztą
      też, wystarczy się chwilę zastanowić ;)
      Depresja wywołana konkretnym, realnym, tragicznym zdarzeniem jest
      zrozumiała i świadczy raczej o zdrowiu psychicznym. Mylenie jej z
      chorobą, kiedy depresja wynika nie wiadomo z czego byłoby więc bez
      sensu.
      A co do doliczania do chorób psychicznych bardzo dalekiego
      pokrewieństwa, to przypomniał mi się film z Barbarą Streisand, gdzie
      gra właśnie żydowską dziewczynę i spotyka chłopaka, który nie może
      się ożenić, bo u Żydów tak bardzo bano się chorób psychicznych, a tam
      chyba mu ktoś z odległej rodziny popełnił samobójstwo czy coś. Zatem
      zastanawiam się, czy tu akurat nie działa cały czas efekt strachu
      wobec niezrozumiałego...
      • jul-kaa Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 16:00
        maith napisała:

        > Depresja wywołana konkretnym, realnym, tragicznym zdarzeniem jest
        > zrozumiała i świadczy raczej o zdrowiu psychicznym. Mylenie jej z
        > chorobą, kiedy depresja wynika nie wiadomo z czego byłoby więc bez
        > sensu.

        Depresja to choroba. bardzo powszechne obecnie nazywanie smutku, żalu,
        melancholii, żałoby depresją jest po prostu myleniem pojęć i to naprawdę
        niebezpiecznym. Przyznam, że jak słyszę osoby mówiące: "ale miałam depresję w
        zeszłym tygodniu", to mnie trafia. Skutkiem takiego zachowania jest potem
        traktowanie przez ludzi ciężkiej (czasem wręcz śmiertelnej) choroby jako
        obniżenia nastroju i zwykłe "smutkowanie", które każdemu się zdarza, ale które
        nie jest traktowane poważnie. I tak, jak w przypadku melancholijnego nastroju
        można często "wziąć się w garść" i to naprawdę pomaga, tak w prawdziwej,
        klinicznej depresji rady o wzięciu się w garść, zapomnieniu o złych myślach i
        cieszeniu się życiem mogą tylko stan chorego pogłębić.

        Słusznie pisze maith, że smutek, przygnębienie, brak energii po przeżyciu czegoś
        tragicznego świadczy o zdrowiu psychicznym. Ale to wtedy nie jest depresja.
    • madzioreck Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 09.10.09, 20:28
      Też chętnie poczytałabym na ten temat. Moi obydwaj dziadkowie zmarli na raka :/
    • sylwiastka Re: Sklonnosci dziedziczne - usystematyzowanie 09.10.09, 21:28
      Turzyco, szalenie ciekawy wątek...
      Zapytałaś się konkternie o ryzyko pojawienia się chorób dziedzicznych u
      określonego członka rodziny, jeśli choroby te występowały u innych krewnych.
      Ja jestem za spoglądaniem na rodziców i ich rodzeństwo, a przede wszystkim na
      dziadków i ich rodzeństwo. Czemu na dziadków?? Są dziedziczne odmiany chorób
      genetycznych, za które odpowiadają mutacje recesywne. W pierwszym pokoleniu taka
      mutacja nie ujawnia się (zatem nie ma chorego tylko jest nosiciel), który może
      spotkać się z drugim nosicielem i 1/4 razy spłodzi chorego...

      I jeszcze jedna uwaga tylko część chorób genetycznych jest dziedziczna. Muszą
      nastąpić mutacje (trwałe) w gametach, których wadliwe geny zostaną przekazane
      potomstwu. Np. nowotwór płuc spowodowany paleniam nie jest dziedziczny, bo
      mutacje występują w komórkach nabłonka pęcherzyków płucnych, a nie komórkach
      jajowych lub plemnikach. Inaczej jest w przypadku np. nowotworów piersi
      spowodowanych mutacją w genach BCRA1 BCRA2, w tym przypadku rodzimy się już z tą
      mutacją (czyli została ona odziedziczona po rodzicach) i w przypadku wystąpienia
      kolejnych mutacji (codziennie jesteśmy narażeni na czynniki mutagenne)
      rozpoczyna się proces chorobowy.
    • kuraiko Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 10.10.09, 03:05
      zależy jeszcze jakie choroby psychiczne. np jeśli chodzi o schizofrenię, to
      podobno sch. się nie dziedziczy, ale można odziedziczyć skłonności do
      zapadnięcia na tą chorobę. nie wiem do końca o co chodzi, ale schizofrenia jako
      taka nie jest dziedziczna.
    • wielebnna Re: Sklonnosci dziedziczne - zasieg? 12.10.09, 10:17
      jest jeszcze zjawisko tzw spektrum choroby (przy zaburzeniach psychicznych)
      tłumacząc w miarę prosto - gdy jeden członek rodziny jest chory to u innych
      członków rodziny jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia zaburzeń
      psychicznych - np. ktoś choruje na schizofrenię a jego kuzyn ma znacznie wyższe
      prawdopodobieństwo zachorowania na nerwicę natręctw - rodzina z osobą chorą jest
      bardziej "trefna" określając to mocno kolokwialnie
    • slotna kontrowersyjny artykul o mammografii w Przekroju 26.10.09, 10:51
      przekroj.pl/cywilizacja_nauka_artykul,5677,0.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka