mmm-mm
19.02.10, 07:50
Czuje sie jakby mi ktos umarl, juz dawno nie bylam w tak podlym
nastroju. Nie chce, zeby ktos popelnil ten sam blad co ja, chociaz
to nie byla jakas wazna sprawa, ale chyba o jedna za duzo. I
wkurzona jestem strasznie, a jesli jutro tej osoby nie zabije to
tylko dlatego ze nie chce isc do wiezienia. Mielismy na jutro
niezbyt dlugie zadanie, ot napisac po swojemu kilka definicji. I
kolezance wysiadl internet, ale komputer jej chodzi. Ja przychodze z
pracy o 10 w nocy, a tu rozpaczliwie ona do mnie dzwoni i gada o tym
internecie, ze nie ma i czy bym mogla jej napisac te definicje, to
jest przekopiowac z internetu. Ja sie zgodzilam, bo mozg mi wysiada
zawsze po pracy i nie mysle rozsadnie ani odrobine, znaczy sie
mysle, ale o tym, zeby zjesc i pojsc spac. Niestety zawsze sie jakis
test zdarzy na nastepny dzien czy inne wypracowanie. Potem poszlam
do samochodu i pojechalam do rodziny na noc, bo dziecko (nie moje)
musze przez pewien czas zawozic do przedszkola. Musze wstac o 6
rano. Potem jade albo do szkoly albo do swojego domu jak nie mam
szkoly.
A teraz najlepsze: ona zaczyna jutro zajecia o GODZINE POZNIEJ ode
mnie, czyli ma o jedna lekcje mniej niz ja, ale jest zbyt glupia,
zeby pomyslec i:
1. Zwlec sie z lozka i pojechac laskawie do biblioteki szkolnej
gdzie mamy w pierony komputerow z dostepem do internetu i jest tez
drukarka, platna, tyle zeby cos tam zarobili i zawsze dziala.
2. Popatrzec dobrze na ta kartke z zadaniem gdzie pisze: ZROB TO
UZYWAJAC KSIAZKI, ja to niestety za pozno zauwazylam (zmeczona
bylam).
3. Potem moglaby to napisac na komputerze, uzywajac ksiazki i
wydrukowac, bo drukarka jej dziala.
Szlak mnie w ciagu tej godziny trafil z 1000 razy. Jestem tak zla,
ze wyszlam na dwor, wsiadlam do auta, odpalilam i jezdzilam prawie
pol godziny caly czas placzac, raz po raz wyjac jak wilk (doslownie)
i kilka razy krzyczalam na caly glos. Czyli pewnie klasyczny atak
histerii, nie znam sie.
Czuje sie teraz jak najglupsza osoba na swiecie, jak jakis smiec.
Tak, jestem nieraz zbyt mila, jak moglo mi sie to zdarzyc, kiedy
myslalam, ze pokonalam to? A mialam nie klnac, a jutro pewnie bede
uzywac najpaskudniejszych slow jakie znam. I co z tego ze obiecala,
ze da mi tez odpisac zadanie, szlak mnie trafil. Bardzo zaluje ze
nie pale, bo bym sie chociaz odprezyla jakos. Jak tak mozna? Raz
chciala, zebym jej zalatwila prace tam gdzie ja pracuje. I ja glupia
istota poszlam do menadzerki, porozmawialam z nia i wzielam dwie
aplikacje dla niej i dla swojej siostry. Ta druga rozplakala sie i
powiedziala, ze ja w jej wieku (17 lat) nie pracowalam, no w tym
problem ze w Polsce nastolatki nawet nieduzo ponizej 18 roku zycia
raczej nie pracuja, zreszta i tak nie mialam gdzie dorobic, chocbym
chciala na przyklad przez wakacje. Ale to jest inny kraj, nie
Polska, inny system, co nie znaczy ze nic w szkole nie ucza. Potem
powiedziala, ze kto bedzie sprzatal. I tu tez mnie szlak trafil.
Zgadnijcie kto codziennie walczy o porzadek w naszym wspolnym pokoju-
ja. Bo ona potrafi w ciagu pieciu minut zrobic balagan, ktory
wyglada ni mniej ni wiecej jak po tornadzie. Aha i jeszcze
stwierdzila ze wtedy wogole nie bedzie miec czasu na nauke. Hmmmm,
chodzilam do tej szkoly, to ze w ostatnim roku pracowalam przez
jeden semestr po piec dni (zawsze w soboty i niedziele i 3 dni
pomiedzy nimi), przez drugi semestr po cztery i mialam bardzo dobre
oceny to sie nie liczy, nie dociera do niej, czy co? A kolezanka tez
stwierdzila, ze najchetniej to by po 2 dni robila, bo sie nie wyrobi
z nauka, bo to studia. I tak sie nie wyrabia. Ja pracuje 4 dni i
musze sie wyrabiac. Potem zwlekala z daniem mi wypelnionej aplikacji
az w koncu przyszedl dzien, w ktorym sie spotkalam z ta menadzerka i
zazenowana dalam jej tylko numer telefonu kolezanki i powiedzialam,
ze ta druga osoba (moja siostra) znalazla prace gdzie indziej. Od
tej pory odmawiam na wszelkie aluzje i prosby dotyczace zatrudnienia
sie przeze moja osobe. Mowie ze wlasnie kogos zatrudnili albo ze nie
potrzebuja.
Chce byc bardziej samolubna. Niestety moja pewnosc siebie caly czas
zabijaja rodzice i to ze nie wyladowalam w psychiatryku, to tylko
moja upartosc i dazenie do uwolnienia sie od nich. Nie zamierzam sie
zabic czy cos tylko przez nich, to byloby bardzo glupie. Jak sie
chwalilam raz mamie w podstawowce dobrymi ocenami, to mi powiedziala
urazonym i zlym tonem: "Nie badz taka pewna siebie". Ze co? Do
wlasnego 10-letniego dziecka z takiej grubej rury? Zabrzmialo to jak
jakas obelga. Za co? Ja normalnie zyje w jakims morzu zawisci do
mnie, ciekawe za jakie grzechy. A jak mialam 9 lat to organizowana
byla zabawa w mojej miejscowosci dla dzieci 1-ego czerwca i tam byly
rozne zawody i konkursy. Uslyszalam ciekawa rozmowe: ojciec jakiejs
dziewczynki powiedzial do niej: "Tak bardzo sie ciesze, jestem z
ciebie bardzo dumny, poradzilas sobie wspaniale, zajelas 4 miejsce,
gratuluje" i ja przytulil. A ja sie odwrocilam: "Ze co? Tak ja
chwali za CZWARTE miejsce?" Bylam bardzo zdziwiona i jednoczesnie
wiedzialam, ze mnie to sie nigdy nie zdarzy. Jak ja zajmuje w
czymkolwiek pierwsze miesjce to nie jestem chwalona tylko otrzymuje
komunikat, ktory nalezy odczytac jako: "Czym sie chwalisz, przeciez
albo zajmujesz pierwsze miejsce albo jestes niedolega jakas".
I tak koncze swoj dlugi opis wkurzenia sie, chcialam tylko ostrzec
przed takim postepowaniem jak ja czasami. Na usprawiedliwienie
swojej bezmyslnosci dodalam wlasnie to jakie mialam od najmlodszych
lat "wsparcie" jakze "kochanych" rodzicow i to ze musze caly czas
glownie sama walczyc z jego skutkami.Zaczelabym palic, ale szkoda mi
mojej ciezko zarobionej kasy. Pozdrawiam was.