Dodaj do ulubionych

Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc":(

19.02.10, 07:50
Czuje sie jakby mi ktos umarl, juz dawno nie bylam w tak podlym
nastroju. Nie chce, zeby ktos popelnil ten sam blad co ja, chociaz
to nie byla jakas wazna sprawa, ale chyba o jedna za duzo. I
wkurzona jestem strasznie, a jesli jutro tej osoby nie zabije to
tylko dlatego ze nie chce isc do wiezienia. Mielismy na jutro
niezbyt dlugie zadanie, ot napisac po swojemu kilka definicji. I
kolezance wysiadl internet, ale komputer jej chodzi. Ja przychodze z
pracy o 10 w nocy, a tu rozpaczliwie ona do mnie dzwoni i gada o tym
internecie, ze nie ma i czy bym mogla jej napisac te definicje, to
jest przekopiowac z internetu. Ja sie zgodzilam, bo mozg mi wysiada
zawsze po pracy i nie mysle rozsadnie ani odrobine, znaczy sie
mysle, ale o tym, zeby zjesc i pojsc spac. Niestety zawsze sie jakis
test zdarzy na nastepny dzien czy inne wypracowanie. Potem poszlam
do samochodu i pojechalam do rodziny na noc, bo dziecko (nie moje)
musze przez pewien czas zawozic do przedszkola. Musze wstac o 6
rano. Potem jade albo do szkoly albo do swojego domu jak nie mam
szkoly.
A teraz najlepsze: ona zaczyna jutro zajecia o GODZINE POZNIEJ ode
mnie, czyli ma o jedna lekcje mniej niz ja, ale jest zbyt glupia,
zeby pomyslec i:
1. Zwlec sie z lozka i pojechac laskawie do biblioteki szkolnej
gdzie mamy w pierony komputerow z dostepem do internetu i jest tez
drukarka, platna, tyle zeby cos tam zarobili i zawsze dziala.
2. Popatrzec dobrze na ta kartke z zadaniem gdzie pisze: ZROB TO
UZYWAJAC KSIAZKI, ja to niestety za pozno zauwazylam (zmeczona
bylam).
3. Potem moglaby to napisac na komputerze, uzywajac ksiazki i
wydrukowac, bo drukarka jej dziala.
Szlak mnie w ciagu tej godziny trafil z 1000 razy. Jestem tak zla,
ze wyszlam na dwor, wsiadlam do auta, odpalilam i jezdzilam prawie
pol godziny caly czas placzac, raz po raz wyjac jak wilk (doslownie)
i kilka razy krzyczalam na caly glos. Czyli pewnie klasyczny atak
histerii, nie znam sie.
Czuje sie teraz jak najglupsza osoba na swiecie, jak jakis smiec.
Tak, jestem nieraz zbyt mila, jak moglo mi sie to zdarzyc, kiedy
myslalam, ze pokonalam to? A mialam nie klnac, a jutro pewnie bede
uzywac najpaskudniejszych slow jakie znam. I co z tego ze obiecala,
ze da mi tez odpisac zadanie, szlak mnie trafil. Bardzo zaluje ze
nie pale, bo bym sie chociaz odprezyla jakos. Jak tak mozna? Raz
chciala, zebym jej zalatwila prace tam gdzie ja pracuje. I ja glupia
istota poszlam do menadzerki, porozmawialam z nia i wzielam dwie
aplikacje dla niej i dla swojej siostry. Ta druga rozplakala sie i
powiedziala, ze ja w jej wieku (17 lat) nie pracowalam, no w tym
problem ze w Polsce nastolatki nawet nieduzo ponizej 18 roku zycia
raczej nie pracuja, zreszta i tak nie mialam gdzie dorobic, chocbym
chciala na przyklad przez wakacje. Ale to jest inny kraj, nie
Polska, inny system, co nie znaczy ze nic w szkole nie ucza. Potem
powiedziala, ze kto bedzie sprzatal. I tu tez mnie szlak trafil.
Zgadnijcie kto codziennie walczy o porzadek w naszym wspolnym pokoju-
ja. Bo ona potrafi w ciagu pieciu minut zrobic balagan, ktory
wyglada ni mniej ni wiecej jak po tornadzie. Aha i jeszcze
stwierdzila ze wtedy wogole nie bedzie miec czasu na nauke. Hmmmm,
chodzilam do tej szkoly, to ze w ostatnim roku pracowalam przez
jeden semestr po piec dni (zawsze w soboty i niedziele i 3 dni
pomiedzy nimi), przez drugi semestr po cztery i mialam bardzo dobre
oceny to sie nie liczy, nie dociera do niej, czy co? A kolezanka tez
stwierdzila, ze najchetniej to by po 2 dni robila, bo sie nie wyrobi
z nauka, bo to studia. I tak sie nie wyrabia. Ja pracuje 4 dni i
musze sie wyrabiac. Potem zwlekala z daniem mi wypelnionej aplikacji
az w koncu przyszedl dzien, w ktorym sie spotkalam z ta menadzerka i
zazenowana dalam jej tylko numer telefonu kolezanki i powiedzialam,
ze ta druga osoba (moja siostra) znalazla prace gdzie indziej. Od
tej pory odmawiam na wszelkie aluzje i prosby dotyczace zatrudnienia
sie przeze moja osobe. Mowie ze wlasnie kogos zatrudnili albo ze nie
potrzebuja.
Chce byc bardziej samolubna. Niestety moja pewnosc siebie caly czas
zabijaja rodzice i to ze nie wyladowalam w psychiatryku, to tylko
moja upartosc i dazenie do uwolnienia sie od nich. Nie zamierzam sie
zabic czy cos tylko przez nich, to byloby bardzo glupie. Jak sie
chwalilam raz mamie w podstawowce dobrymi ocenami, to mi powiedziala
urazonym i zlym tonem: "Nie badz taka pewna siebie". Ze co? Do
wlasnego 10-letniego dziecka z takiej grubej rury? Zabrzmialo to jak
jakas obelga. Za co? Ja normalnie zyje w jakims morzu zawisci do
mnie, ciekawe za jakie grzechy. A jak mialam 9 lat to organizowana
byla zabawa w mojej miejscowosci dla dzieci 1-ego czerwca i tam byly
rozne zawody i konkursy. Uslyszalam ciekawa rozmowe: ojciec jakiejs
dziewczynki powiedzial do niej: "Tak bardzo sie ciesze, jestem z
ciebie bardzo dumny, poradzilas sobie wspaniale, zajelas 4 miejsce,
gratuluje" i ja przytulil. A ja sie odwrocilam: "Ze co? Tak ja
chwali za CZWARTE miejsce?" Bylam bardzo zdziwiona i jednoczesnie
wiedzialam, ze mnie to sie nigdy nie zdarzy. Jak ja zajmuje w
czymkolwiek pierwsze miesjce to nie jestem chwalona tylko otrzymuje
komunikat, ktory nalezy odczytac jako: "Czym sie chwalisz, przeciez
albo zajmujesz pierwsze miejsce albo jestes niedolega jakas".
I tak koncze swoj dlugi opis wkurzenia sie, chcialam tylko ostrzec
przed takim postepowaniem jak ja czasami. Na usprawiedliwienie
swojej bezmyslnosci dodalam wlasnie to jakie mialam od najmlodszych
lat "wsparcie" jakze "kochanych" rodzicow i to ze musze caly czas
glownie sama walczyc z jego skutkami.Zaczelabym palic, ale szkoda mi
mojej ciezko zarobionej kasy. Pozdrawiam was.
Obserwuj wątek
    • kocio-kocio Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 19.02.10, 09:00
      A Ty nie możesz od nich uciec?
      Od rodziców, od siostry i całej tej dziwnej relacji?
      Mnie bardzo pomogła wyprowadzka na swoje, ale tej zupełnie swoje. Z
      telefonem do domu raz w tygodniu i widywaniu się w Święta.
      Udowodniłam sobie i im, że daję sobie radę sama. A to zdecydowanie
      poprawiło moje relacje z nimi. Teraz jesteśmy równoprawnymi
      partnerami, mimo że absolutnie nie spełniam ich oczekiwań.
      Nad moim dzieciństwem wiszą dwa zdania: "żebyś ty tylko takie kłopoty
      miała" i "ustąp mu, on jest jeszcze malutki".
      • ciri1971 Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 19.02.10, 10:14
        Popieram kocio-kocio. Wyprowadzka, ograniczenie kontaktów bardzo
        zmieniają relację. Ja też słyszałam:" przecież on jest młodszy", a parę
        razy nawet "jesteś wyrodną siostrą", bo nie chciałam bratu czegos
        pożyczyć. Odcięłam się od tego, teraz z bratem mam świetny kontakt, z
        mamą średni, ale mi to nie przeszkadza, bo- nie krzyczcie na mnie-
        jakoś za nią nie przepadam. Dobrze mi tak, jak jest.

        Co do koleżanki- rozumiem Cię, bo też się daję-a raczej dawałam-
        wmanewrować znajomej w takie sytuacje. Było mi jej żal, bo to wdowa z
        dwójką dzieci i dużo czasu upłynęło, zanim do mnie dotarło, że nasza
        relacja jest hmmm...jednostronna. Ja daję, a ona bierze,
        bierze...Pomagałam jej dzieciom w lekcjach, sprawdzałam stosy
        wypracowań syna- gimnazjalisty po rozpaczliwych telefonach w niedzielne
        bardzo późne wieczory:czy możesz przyjść i rzucić okiem na to zadanie,
        bo on nie umie i płacze...Wysłuchiwałam opowieści o problemach, a
        rewanżu nie było nigdy- gdy próbowałam coś powiedzieć o swoich, byłam
        kompletnie ignorowana i rozmowa natychmast wracała na jedynie słuszny
        temat.
        Ograniczyłam tę znajomość, akurat w moim przypadku było to proste.
        Miałam małego moralnego kaca przez jakiś czas, ale szybko minął.
        Koleżanka radzi sobie beze mnie, a ja nie mam poczucia, że jestem
        naiwną, wykorzystywaną dziewczynką.
    • panistrusia Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 19.02.10, 10:51
      1. 'Szlag' nie 'szlak'.
      2. Od rodziny jak najszybciej się odetnij - trudno, musisz o siebie
      zawalczyć nawet kosztem ich uczuć. Tylko czy Ty nie jesteś od nich
      uzależniona?
      3. Co do asertywności...Jesteś jeszcze młoda, masz czas na naukę.
      Proponuję, żebyś najpierw zrobiła SOBIE rachunek sumienia - np. czy
      nie lepiej było ustalić, co z tym zadaniem domowym wcześniej, a nie
      zostawiać na ostatnią chwilę. Zwłaszcza, że już mogłaś mieć
      podejrzenia co do słowności koleżanki...
      To właśnie po to, żeby Was uczyć, szkoła daje takie zadania. Żebyś
      umiała sobie zaplanować pracę, ułożyć stosunki z ludźmi, na których
      jesteś skazana, żebyś nauczyła się dobierać sobie współpracowników.
      Asertywność nie powinna być odwetem, nie powinna też być
      'automatyczna', tylko dostosowana do sytuacji.

      Akurat w przypadku zadania domowego, to wchodzi jeszcze kwestia
      moralna: jak można pozwolić komuś podpisać się pod nieswoją pracą? I
      jak głupim trzeba być, żeby świadczyć swoim nazwiskiem pod odpisanym
      zadaniem?
      • mmm-mm Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 22.02.10, 02:46
        Nie wiedzialam, ze chcesz zebym ci odpowiedziala na wszystkie
        podpunkty, nie zrobilam tego zlosliwie.
        1. Juz odpowiedzialam.
        2. Jak sie odetne od rodziny, kiedy kasy brak? Nie czuje ze jestem
        uzalezniona inaczej od nich, nie widze zupelnie potrzeby widzenia ich
        codziennie. Chcialabym dostac stypendium w szkole daleko od miejsca
        zamieszkania, ktore nie byloby stypendium dla nauczycieli, bo sie na
        to nie nadaje, ale nie wiem czy mi sie uda. Staram sie ukladac sobie
        wszystko jak trzeba, na ile moge.
        3. Ona napisala mi to dzien przed. To taka osoba, ktora mysli jak by
        tu kogos wkrecic w przysluge, niestety czasem nie widac takich rzeczy
        po ludziach zaraz jak sie ich pozna. A i najprostsze rozwiazania
        przychodza jej najtrudniej, po co bedzie czytac tresc zadania czy
        bron Boze otwierala ksiazke i szukala w niej potrzebnych informacji?
        A i jak sie ma na godzine 10 do szkoly to sie zupelnie nie da wstac
        wczesniej i pojechac do biblioteki, po coooo... Nie ma az tak daleko,
        zeby nie dalo sie tego zrobic. Wlasnie przedstwilam jakbym to ja
        rozwiazala jakbym byla na jej miejscu, nie lubie prosic nikogo o nic,
        chyba ze naprawde musze. To znaczy nie ze sie boje zapytac o podanie
        dlugopisa czy cos, ale o to, na co mozna samemu zaradzic? To juz wiem
        jakich wspolpracownikow czy kolegow unikac. Co do kwestii moralnej to
        nas raz nuczycielka od matematyki straszyla, ze poza Polska nigdzie
        nie odpisuja zadan, a tu widze ze czy Amerykanin, Hindus, itd. to sie
        to nie sprawdza. Pewnie znowu trafilam na miejsce duzego zepsucia
        etycznego i pewnie gdzies indziej jest zupelnie inaczej, jak sie ma
        pecha to nie tylko do jednej rzeczy:)
        A i sobie przypomnialam, zeby nigdy przenigdy jak bede miec wlasne
        dzieci (chcialabym za kilka lat) nie mowic "jestes starsza to
        powinnas byc madrzejsza" i "ustap mlodszej".
        Dziekuje wam wszystkim za rady i wrecz przeciwnie chce jeszcze
        przeczytac bardzo duzo przydatnych rzeczy, takze jak macie cos, to
        piszcie, zrobie uzytek na pewno.
        • panistrusia Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 22.02.10, 11:56
          Wiesz, nie chodzi o to, że ja czegoś chciałam. Po prostu wydaje mi
          się, że skupiasz się na głupotach odsuwając dzięki temu to, co jest
          istotą problemu.

          Daj spokój już tej koleżance, co robi w wolnym czasie, kiedy wstaje,
          skąd ma pieniądze - to tylko i wyłącznie jej sprawa. Ja odnoszę
          wrażenie, że jesteś właśnie uzależniona od takich relacji - piszesz
          komuś scenariusze, bo boisz się żyć własnym życiem?

          Zobacz, ja Ci napisałam o tym, że jak się postępuje w zgodzie z
          własnymi zasadami to i ma się 'asertywność' by odmówić, nie czuje się
          źle i wykorzystanym. A Ty odpowiadasz o jakichś nauczycielkach i
          setkach innych ludzi. Akurat co do ściągania - nie ściąga się nie
          dlatego, że nie można, tylko dlatego, że się nie chce. Nawet jak
          wszyscy wokół ściągają i dostają najlepsze oceny a Ty oblewasz, bo
          się nie nauczyłaś.
          Nie patrz na innych, zastanów się, jaki jest TWÓJ stosunek do tego.


          Bo tak, to wychodzi na to, że zakładasz wątek 'chcę być asertywna' a
          najwięcej miejsca zajmują w nim opisy życia Twojej koleżanki.
    • pierwszalitera Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 19.02.10, 12:01
      Nie wiem kto ci naopowiadał, że palenie jest takiem świetnym odprężaczem? ;-) No i chyba doszło ci do uszu, że to niezdrowy i bardzo kosztowny nałóg, więc skoro masz wrażenie, że życie nie jest dla ciebie łatwe, dlaczego chcesz się jeszcze bardziej karać? Mam bowiem wrażenie, że to właśnie jest odrobinę symptomatyczne dla twojej wypowiedzi. Ktoś cię wykorzystuje, albo robi jakąś wredność, a ty regujesz samodestruktywnym zachowaniem winy za sytuację szukając w swojej słabości. Wprawdzie pewne zależności już zauważasz, nie dostałaś wiele potwierdzenia w życiu (od rodziców), ale ciągle podejrzewasz, siedzi to w tobie głęboko, że nie jesteś tego potwierdzenia warta. To trochę jest tak, że czekasz, aż z zewnątrz ktoś cię doceni, pochwali, odwdzięczy się, będzie traktował poważnie, ale jak tego nie dostajesz i spotka cię może nawet coś przykrego, to czujesz się winna, naiwna, głupia, dobijasz się dodatkowo nieco histerycznym jeżdżeniem po okolicy i desperackimi myślami o zakończeniu swego życia (nawet jak nie bierzesz ich zbyt serio). Przy całym zrozumieniu dla twojej emocjonalnej reakcji, takie dobijanie się do niczego nie prowadzi. Wiele z nas miało w rodzinnym domu niekorzystne relacje. To nawet jest takie typowo polskie, że u nas się nie chwali, by nikogo niby nie zepsuć. Dobre osiągnięcia odbierane są jako oczywiste, a za złe dostaje się po łbie. W ten sposób człowiek nabiera wrażenia, że nigdy nie jest wystarczająco dobry, rodzą się kompleksy i powstaje poczucie niskiej wartości. Ale od tego można się uwolnić, bo zdanie rodziców nie musi być dla nas wiążące na zawsze. Z tą asertywnością też jest różnie. Zwykle źle. Nie jest czymś strasznym oddać komuś od czasu do czasu przysługę, która kosztuje nieco wysiłku, jest dla nas niewygodna, i za którą nie dostanie się wiele w zamian, nie może to być jednak stan przewlekły. Asertywności trzeba się jednak nauczyć, to przychodzi z czasem i w wieku lat 17-tu nie powinnaś jeszcze oczekiwać od siebie zbyt wiele. Chyba jesteś zbyt surowa dla siebie. Nie podoba ci się, jak twardo obchodzili się z tobą twoi rodzice, a sama jesteś dla siebie bardzo, bardzo twarda. Być może zacząć powinnać niekoniecznie od tego, że zaczniesz trenować stanowczą odmowę, bo łatwo wpada się wtedy w opryskliwy, aroganacki ton i przyniesie ci to tylko znowu nieprzyjemną reakcję otoczenia. Być może powinnaś najpierw zacząć lubić samą siebie. Nie uzależniaj się od zdania innych, tylko przypatrz się sama sobie, ile już w tym młodym wieku osiągnęłaś. Zrób sobie listę z twoimi dobrymi cechami, zaletami, przypominaj sobie codziennnie o nich, chwal się sama za osiągnięcia, sytuacje, w których dałaś sobie świetnie radę, nie traktuj ich jako oczywistości i rób sobie wtedy w nagrodę coś dobrego. Celebruj i świętuj. Możesz nawet trochę przesadzać. Fałszywa skromność wcale nie jest cnotą. Nie koncentruj się aż tak bardzo na negatywach, szukaj w każdej sytuacji pozytywnej interpretacji, w każdej coś takiego znajdziesz. Nawet porażki do czegoś tam się przydają i nigdy nie wiesz, do czego to doświadczenie może być kiedyś dobre. Tylko takie rzeczy trzeba robić aktywnie, trzeba pomyśleć, bo dobre rzeczy czasem nie rzucają się same w oczy. Musisz bronić się przed automatycznym dołowaniem w twojej głowie. Gdy ktoś zrobi ci coś przykrego, nie przypinaj tego tak do siebie, nie jesteśmy w życiu zawsze za to odpowiedzialni, że komuś chciało się wywalić swój zły nastrój właśnie na nas. Potraktuj jako osiągnięcie, że nie udało się temu komuś wyprowadzić cię z równowagi. Pamiętaj też, że jesteś jeszcze młoda i masz prawo do błądzenia, nie szukaj perfekcji. Bo tylko gdy zaczniesz wierzyć, że jesteś fajną laską, wartościowym człowiekiem, może i nie całkiem doskonałą, ale za to z całą kupą zalet i umiejętności, poczujesz, że obrona tej osobowości przed wykorzystywaniem przez innych ma sens. Ktoś, kto ceni samego siebie, nie zapomina o swoich potrzebach, nie ulega tak łatwo atakom i nie czuje się niepewnie, gdy chce/musi komuś odmówić.
    • daslicht Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 19.02.10, 12:28
      Ledwo się przebiłam przez ten wywód, nie wiem czy zrozumiałam, ale nie szkodzi (nie wiem o co pani chodzi, ale to nie szkodzi). W każdym razie:

      - Możesz cośtam zrobić?
      - Nie

      lub:

      - Możesz cośtam zrobić?
      - Mogę
      - A zrobisz?
      - Nie

      Działa :)

      I w ogóle nie przymilaj się zbytnio przez jakiś czas. Zamiast uczestniczyć w tzw. "luźnych rozmowach" zajmij się "czymś ciekawszym". Gazetę sobie poczytaj. Pokręć się po okolicy "bo raz na ileś godzin należy się ruszyć" albo pooglądaj sobie świat za oknem. Powinno na jakiś czas przyhamować zawracanie głowy bzdurami :)))
    • mmm-mm Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 20.02.10, 00:27
      Ale ja mam 19 lat (no prawie 20), to siostra ma 17:) "Szlag", nie
      "szlak", no coz zazwyczaj o takich rzeczach pamietam... Najwieksza
      zlosc juz mi minela, spotkalam sie dzisiaj z inna osoba i bylysmy tu
      i tam. Szkoda ze nie moglyscie widziec miny tej kolezanki kiedy m.in.
      uswiadomilam ja, ze te definicje byly w ksiazce. Z zazenowaniem
      odpowiedziala ze nie zagladala do ksiazki, a potem zamilkla na amen.
      A pewnie tresci zadania nie przeczytala tez. Nie wiem jak nazwac taka
      glupote. Szkoda tylko ze mam takiego pecha do takich osob. To mowicie
      ze mam jeszcze czas na uczenie sie asertywnosci? Hmm, mi by sie
      przydalo niestety juz dawno ja miec.
      I cos jest w tych polskich rodzinach, nie znam zadnej, ktora by sie
      nie potrafila klocic o byle co i byle gdzie. Nie dalej jak wczoraj
      bylam swiadkiem "uroczej" rozmowy malzenstwa Polakow z kur i ch ze
      strony zony. Co jest w niektorych ludziach ze jak wylapia polska
      kasjerke (to byla moja kolezanka), to robia przy niej cyrk? Ze nie
      wspomne o glosnym i piskliwym na pol sklepu "kaman uoc de prrooblem"
      z bardzo twardym "rrr" i wyraznym "ooo" co stanowi zupelne
      pokaleczenie tego slowa w angielskim o to ze zwroty sa przyjmowane w
      jednym miejscu, a nie ze kazda kasjerka moze przyjac zwrot, bo nawet
      nie ma jak (inny system w komputerze). A o takich "luksusach" jak nie
      uzywanie mocnych uderzen w stosunku do dzieci to mozna zapomniec w
      wielu domach. Zwariowac mozna, a co do wyprowadzki to niestety ze
      wzgledow finansowych moge tylko probowac starac sie o stypendium do
      jakiegos uniwersytetu daleko od miejsca zamieszkania, oby bylo jakies
      nie dla tych, co chca zostac nauczycielami. Nie chce calego zycia
      spedzic w szkole, nie interesuje mnie tez ten zawod w zupelnosci.
      Gadac niemal cale 45 minut? Nigdy nie gadalam tyle naraz do tylu osob
      co w klasie.
      • pierwszalitera Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 20.02.10, 00:56
        mmm-mm napisała:

        Najwieksza
        > zlosc juz mi minela, spotkalam sie dzisiaj z inna osoba i bylysmy tu
        > i tam. Szkoda ze nie moglyscie widziec miny tej kolezanki kiedy m.in.
        > uswiadomilam ja, ze te definicje byly w ksiazce. Z zazenowaniem
        > odpowiedziala ze nie zagladala do ksiazki, a potem zamilkla na amen.
        > A pewnie tresci zadania nie przeczytala tez. Nie wiem jak nazwac taka
        > glupote. Szkoda tylko ze mam takiego pecha do takich osob.

        Nie dalej jak wczoraj
        > bylam swiadkiem "uroczej" rozmowy malzenstwa Polakow z kur i ch ze
        > strony zony. Co jest w niektorych ludziach ze jak wylapia polska
        > kasjerke (to byla moja kolezanka), to robia przy niej cyrk?


        Wiesz, co mnie w twoich wypowiedziach bardzo drażni? Że bardzo łatwo operujesz słowami jaki głupota, śmieć i podobne pejoratywy. To nie jest jedyny wątek, w którym określasz w ten sposób raz siebie, raz innych. Do tego celujesz w opisach deprecjonujących ludzi, tak jakbyś we wszystkim sytuacjach i wszystkich osobach starała się zobaczyć tylko najgorsze. Nawet tutaj nie mogłaś się powstrzymać, by komuś dołożyć, chociaż troszkę wyżej robiłaś jeszcze za biedną ofiarę. Nie wiem dlaczego tak robisz, może stosujesz to jako obronę, może chcesz się tym dowartościować, ale wiedz, że jak krzykniesz w las, tak ci odpowie. Więc jeżeli naprawdę zależy ci na tym, by ludzie się z tobą liczyli i cię szanowali, to chyba też musisz przestać traktować innych jak odpad. Ale pewnie nie wydają ci się tego warci.
        • mmm-mm Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 22.02.10, 04:10
          A wiesz co mnie denerwuje w twoich wypowiedziach (nie wszystkich)?
          Masz duzo inteligentnego do powiedzenia, ale czy moglabys dopuscic do siebie taka mysl, ze ktos inny tez moze miec racje pomimo iz ma zupelnie odmienne zdanie od twojego?
          Potem bardzo dlugo nie dajesz spokoju, az komus sie nie chce
          odpowiadac na twoje posty, bo nie widzi w tym juz sensu. Czy jak ktos
          woli czerwony sweter od szarego (przyklad, nie zeby to mialo cos
          wspolnego z zyciem) to od razu musi to swiadczyc o tym ze jest
          pozbawionym wyczucia, wyobrazni i malo kreatywnym osobnikiem, ktory
          nieudanie probuje to zakryc intensywnymi kolorami ubran? :D Czy cos w
          tym stylu? Nie pisze tego w najmniejszym stopniu zlosliwie ani nie
          uwazam, ze to prawda co o tobie sadze, po prostu tak o tobie mysle i
          juz.
          Jesli uzywam takich brzydkich okreslen to przez nerwy.
          Moze ciebie nie rusza osoba, ktora mieszka w obcym kraju 20 lat i
          nie umie sie porozumiec w podstawowym stopniu w obcym jezyku. Tylko dlatego ze przez ten czas woli pracowac na trzy zmiany, kupic 3 wielkie domy, ktore ma problemy teraz splacic i zyc przez tyle lat jak pustelnik, kiedy by wystarczyla jedna zmiana, a bez tych 50 tysiecy na ksiazeczce moznaby sie tez obyc, wystarczyloby 30. Ale nie, na koncie musi byc i trzeba skapic! A kto by sie tam przejmowal angielskim? Denerwuje mnie taka postawa, pozostaje mi sie pogodzic z taka mentalnoscia, na szczescie nie jest to moje pokolenie, wiec stykam sie z takimi ludzmi tylko w pracy. Nic na to nie poradze, przyjdzie pani i pyta sie mnie po polsku czy umiem mowic po polsku, bo jak nie to ona sobie pojdzie wielce urazona (nie uslyszalam jej pytania, patrze ktos sie na mnie gapi, nie kladzie rzeczy na tasme z wozka, gapie sie na nia i ja, pytam w czym moge pomoc, a ta czy mowie po polsku, bo "juz sobie miala pojsc" Taa, bardzo by mi bylo przykro z tego powodu, akurat). Bo ona sobie zyczy polskiej obslugi gdziekolwiek sie ruszy z domu. Nic na to nie poradze, bardzo, ale to bardzo mnie to denerwuje... Nieraz chcialabym miec czarne wlosy, ciemnobrazowe oczy, niepolskie rysy i miec swiety spokoj, nawet jesli nie mysle o tym powaznie ani nie chce sie wyprzec swojej narodowosci.

          • pierwszalitera Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 22.02.10, 10:49
            mmm-mm napisała:

            > Jesli uzywam takich brzydkich okreslen to przez nerwy.

            Potrafię zrozumieć, gdy w afekcie, sprowokowany, albo w podobnej sytuacji, ktoś nie przebiera w słowach, ale ty produkujesz długie tyrady w takim stylu, więc w tym czasie emocje zdążą się (powinny) uspokoić. Masz wytłumaczenie, paskudne życie itp., ale nie u każdego życie usłane jest różami i to nie znaczy, że trzeba być zgorzkniałym. Masz dopiero 19 lat, wszystko dopiero przed tobą, spróbuj z odrobiną optymizmu, bo inaczej na zasadzie samosprawdzającej się przepowiedni, życie będzie dla ciebie autentycznie wredne. A wierz mi, istnieją gorsze rzeczy niż ludzie wkurzający nieprawidłowym akcentem. Tracisz życiową energię na banały, a istotności ci umykają. A może następnym razem więcej humoru przy kasie? Przestań dostrzegać wszędzie atak na swoją osobę, to zakrawa już na paranoję. I pomyśl więcej o sobie, co można by w twoim nastawieniu i zachowaniu zmienić, by było ci łatwiej, nie zajmuj się tyle wyszukiwaniem błędów u innych.
            Za opis mojej osoby dziękuję, ale twoja interpretacja jest błędna, co nie dziwi. Nie rozmawiamy też o mnie, bo nie ja jestem bohaterką wątku. Skoncentruj się raczej na sobie.
      • panistrusia Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 20.02.10, 08:15
        A możesz odpowiedzieć na moje pozostałe podpunkty? Jakieś
        przemyślenia? Czy może Ty po prostu chciałaś się wygadać i nie mamy
        się produkować?


        > kasjerke (to byla moja kolezanka), to robia przy niej cyrk? Ze nie
        > wspomne o glosnym i piskliwym na pol sklepu "kaman uoc de
        prrooblem"
        > z bardzo twardym "rrr" i wyraznym "ooo" co stanowi zupelne
        > pokaleczenie tego slowa w angielskim o to ze zwroty sa przyjmowane
        w
        > jednym miejscu, a nie ze kazda kasjerka moze przyjac zwrot, bo
        nawet


        To fantastycznie, że Twój angielski jest bez zarzutu (bo np. polski
        już nie :\). Akurat tak się składa, że obecnie moje życie jest
        związane z pewną instytucją unijną - językiem urzędowym jest
        angielski. Wyobraź sobie, że Francuzi, Hiszpanie, Niemcy, Włosi mają
        gdzieś perfekcyjny akcent. I są to ludzie, którzy piszą, rozmawiają,
        prowadzą negocjacje w tym języku, ze stażem pracy dłuższym 1.5 raza
        niż Twoje życie. Jednemu ciężko wymówić 'h' innemu 'w' a jeszcze
        komuś 'r'...Jakoś im to nie przeszkadza w efektywnej pracy,
        komunikowaniu się z Amerykanami czy Brytyjczykami.
        • mmm-mm Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 22.02.10, 02:18
          Zawsze mialam troche bledow stylistycznych w wypracowaniach z jezyka
          polskiego, ale i tak moje byly zawsze jako jedne z najlepszych w
          klasie, dostalam tez na tescie gimnazjalnym 47 punktow na 50, pewnie
          byla za latwy:) To juz chyba wina moich szkol w Polsce, ktorych
          szczerze nienawidze, bo bardzo dobijaja czlowieka i pomimo wysokiego
          poziomu i ogromnej ilosci zadan nie ucza dobrze, jak widac po tym jak
          ukladam swoje wypowiedzi. Nawet ortografii mnie nie nauczyli, sama
          sie nauczylam, bo czytalam mnostwo ksiazek. Owszem i tak zdarza mi
          sie popelnic jakis blad:) A mowic skladnie tez nie potrafie,
          denerwuje sie i wogole, no i jestem leworeczna, wiec stanowie
          klasyczny przypadek gdzie lewa polkula mozgu jest mniej rozwinieta.
          A co do tego jak mowie czy pisze o innych ludziach, to jesli sie
          przez tyle lat slyszy rozne piekne okreslenia to to potem
          nieswiadomie wychodzi, np. w wieku 16 lat uslyszalam od swojego ojca,
          ze jestem swirus i psychicznie chora tylko dlatego ze krew mi
          poleciala z nosa na lotnisku i chcialam usiasc zamiast lezec. Jakbym
          siedziala to bym nie musiala polykac wlasnej krwi, zeby sie nie
          udusic, dobrze ze jej taka duzo nie bylo. Nawet nie dal mi dojsc do
          slowa. Dobrze ze ludzi wiecej bylo, bo bym pewnie jeszcze dostala
          mocno w twarz od niego za to ze probowalam usiasc. Moze i nie
          powinnam jego slow brac do siebie, ale jak ich nie brac kiedy widzi
          sie ze sa wypowiadane powaznie? Niektorzy nie nawykli do tego, ze
          czasem instynktownie wiem jak postapic, np. nienawidze jak ktos mi
          mowi zmien pas, wyprzedz go czy cos w tym stylu kiedy czuje ze nie
          moge, bo za chwile auto za mna mocno przyspieszy, pomimo ze jest
          pozornie daleko, pare razy i by byla niezla stluczka, juz nikogo nie
          slucham. A i jestem bardzo nerwowa, odziedziczone i po dziadkach z
          obu stron i po obu rodzicach.
          Hmmm, moze akurat nie to mnie denerwuje jak ktos wypowiada slowa ze
          zlym akcentem, ale to w jaki sposob sie zachowuje. Sama nie mam
          perfekcyjnego angielskiego, caly czas nad nim pracuje i mi to bardzo
          pomaga jak slysze dobry akcent, bo dzieki temu sie ucze:) Jest taka
          strona: retail-sucks.com i tam sa opisane rozne sytuacje z roznymi
          klientami. Nie chce juz sie rozpisywac na ich temat, nieraz
          zachowuja sie jakby zapomnieli podstawowych zasad dobrego wychowania
          i byli niewiadomo kim.
          I tak to juz jest, ze nawet nauczycielka angielskiego w szkole
          poslugiwala sie nim jakby dopiero zaczela sie uczyc, a spedzila tutaj
          18 lat. To jest bardzo, bardzo zle dla uczniow, widze to po nich, nie
          chodzi nawet o takich co sie nie chca uczyc, tylko tych co sie
          naprawde ucza. Trzymaja ich tez po 6 lat w klasach stworzonych
          specjalnie dla dwujezycznych, kiedy 3 lata spokojnie wystarcza. Ale
          panie chca miec prace, bo coraz mniej osob przyjezdza. Mialam tez
          innego nauczyciela, tez Polaka, ktory nie mial dobrego akcentu, ale
          wiedzial jak prawidlowo skladac zdania itd., nie tak jak ona, nie
          traktowal uczniow jak smieci, a sam nie zachowywal sie jakby byl
          krolem. Wiecie ze jak raz powiedzialam, ze dala zly tekst do zadania
          (trzeba bylo wyszukac czas przeszly, a zadnego nie bylo) to sie
          wydarla na mnie po polsku, bo po angielsku nie umiala i odejmowala
          punkty kazdemu, tylko nie odjela jednej osobie, ktora sie jej
          podlizywala. Napisala jakas forme czasownika zupelnie nie majaca nic
          wspolnego z czasem przeszlym. Ta pani miala po prostu zle nawyki z
          nauczania w Polsce, blagam nie mowcie ze generalizuje, bo swoje
          przeszlam z paniami w szkole, ktore czuly sie jakby mozna bylo
          uczniow calkowicie pograzyc i ze zawsze mialy racje, pomimo iz pletly
          bzdury. Mialam pecha do nauczycieli, ot co, nie twierdze ze kazdy
          taki jest i ze kazda szkola jest zla. Gdyby te trzy czynniki odrzucic
          z mojego zyciorysu (niektorych nauczycieli, niektorych klientow i
          traktowanie rodzicow) to moje zycie byloby idealne...
          • panistrusia Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 22.02.10, 12:01
            Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.
          • sarahdonnel Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 22.02.10, 19:24
            Primo - poniżej pozwolę sobie używać słownictwa raczej ostrego i potocznego.
            Przepraszam, ale w kontekście tej wypowiedzi wydaje mi się stosowne.

            Piszę przez doświadczenie i przez podstawy wykształcenia pedagogicznego (jestem
            lektorką angielskiego, szkoły językowe klasyfikowały mnie jako 'near-native'
            (standardowy brytyjski), i szkolną polonistką ;). Mam nadzieję, że nie sprawi to
            automatycznie, że
            rzucisz ten post w cholerę.
            Jestem 3. rok poza Polską, i w porównaniu do Warszawy, ekonomicznie mój standard
            życia się nie poprawił, wyjechałam w innym celu, który realizuję.

            Po pierwsze, bardzo brutalnie - jeżeli doszłaś do takiego stanu, w którym
            'wku...' Cię co drugie słowo lub osoba, to wiesz dokładnie, że zaczyna to
            upośledzać normalne funkcjonowanie na zewnątrz. Zanim się obejrzysz, wpadniesz w
            jakieś kłopoty. Zaczniesz się jeszcze bardziej denerwować - po cholerę takie
            błędne koło?
            Moje pytanie - wyjdziesz z tego sama? Ja prawie przypadkiem trafiłam do
            psychoterapeutki, w takie bagno się wkręciłam (zmiana sytuacji życiowej i wyjazd
            naprawdę się na mnie odbiły).
            Po dwóch miesiącach efekty były naprawdę zaskakujące, np. nie miałam ochoty
            wybuchnąć na typa, który czarną podeszwą mi nadepnął na czubek jasnego buta w
            tramwaju (a wcześniej potrafiłabym się najpierw odwrócić i zwymyślać go od
            takich czy owych, a potem wybuchnąć płaczem, i pewnie ktoś zadzwoniłby po
            policję czy pogotowie).

            Po drugie - nikt, nawet własny ojciec, nie ma prawa nazywać Cię świrem, grozić
            Ci przemocą fizyczną, czy jakąkolwiek inną. Tak samo, jak Ty nie masz prawa
            nikogo tak traktować. Jasne?

            Poniżej - w tych spekulacjach chcę się mylić i chcę nadinterpretować.

            Jeżeli w domu się boisz, to skorzystaj z internetu w bibliotece, i wyszukaj
            'domestic violence', idź do doradcy w szkole, dzielnicowego (albo policjantki
            specjalnie się tym zajmującej), organizacji kobiecej, jeżeli masz: lekarza
            rodzinnego (musi zachować tajemnicę, zwalnia zdaje się tylko sąd w konkretnych
            przypadkach i bezpośrednie zagrożenie życia), kogokolwiek. WYGADAJ co dzieje się
            w domu, że w efekcie jesteś nerwowa itd. Nawet, jeżeli domowe stosunki są w
            normie, to przez takie instytucje otrzymasz wsparcie w zakresie odbudowywania
            relacji z ludźmi, kursy asertywności itd. Na początku utrzymuj sprawę w
            tajemnicy przed rodziną (i przed znajomymi Polakami z okolicy, świat jest mały,
            a zamknięte środowiska lubią sensacje), ale gwarantuję Ci, że po pewnym czasie
            poprawią się Twoje stosunki z rodziną.

            Wiesz, o co chodzi? O to, że na każdy przejaw agresji reagujesz podświadomie jak
            ofiara, nawet, jeżeli jest to schemat 'małego, szczekającego pieska w kącie'. To
            tylko stymuluje dalsze ataki.
            Tego naprawdę da się oduczyć, i warto się oduczyć... nagle okazuje się, że
            otoczenie zaczyna Cię słuchać i traktować jak dorosłego, równorzędnego partnera.
            Jeżeli zabrnęłaś tak daleko, że masz ataki histerii czy wściekłości nieadekwatne
            (przynajmniej z punktu widzenia 'zdrowego rozsądku', chociaż pewnie masz wysypkę
            na samo wspomnienie tego słowa, do sytuacji) i z trudem panujesz nad swoimi
            reakcjami, to sama tego nie zrobisz. Nawet, jeżeli będzie Cię to kosztowało pół
            pensji przez parę miesięcy - poszukaj pomocy profesjonalisty (chociaż przez
            NGOsy nie powinno aż tak dużo).

            Zdradzę też tajemnicę poliszynela: Wiesz, jaką satysfakcję sprawia, kiedy, gdy
            ktoś wyzwie Cię do świrów, zamiast odszczekiwać albo wybuchać płaczem, spokojne
            spojrzenie takiej osobie w oczy, i powiedzenie głosem rodzaju 'Idę na spacer z
            Burkiem.': 'A tak, jestem - chodzę do psychologa.', odwrócenie się na pięcie, i
            powrót do własnych spraw?
            Oczywiście taki numer można odstawić TYLKO po paru sesjach terapeutycznych,
            kiedy NIE masz już odruchu ofiary, i z telefonem szybko wybierającym 112/911 pod
            ręką (stąd ten dzielnicowy, który powinien zostać zawiadomiony, o ile jest taka
            potrzeba, że mogą być zapalne sytuacje).

            Jeszcze raz wspominam, chcę się mylić i chcę nadinterpretować.

            I, last but not least, jeżeli niestety się nie mylę, i niestety nie
            nadinterpretuję, to tak czy inaczej Ty zdecydujesz, co zrobisz z tym, co
            nawypisywałam. Jasne?

            Jak chcesz napisać na priva, to daj znać jakoś na forum, nie sprawdzam regularnie.
    • heliamphora Re: Chce byc bardziej samolubna-moja "asertywnosc 22.02.10, 09:26
      Trudne masz życie, to i Cię nerwy ponoszą. Ale to, że ponoszą, też
      życia nie ułatwia - pewnie już sama to zauważyłaś.

      Co do tytułu wątku, to warto pamiętać, że asertywność to postawa
      zakładająca rodzaj międzyludzkiej demokracji i zakłada, że ja mam
      takie same prawa, jak inni. Mogę kogoś poprosić o przysługę, ktoś
      mnie też może poprosić. Mogę odmówić, ktoś mi też może odmówić. Nie
      zgadzam się z kimś, ktoś ze mną też może się nie zgodzić. Traktuję
      innych z szacunkiem i nie naruszam ich dóbr osobisych i inni też
      mają mnie traktować z szacunkiem i nie naruszać moich. Nikt nie ma
      prawa mi dokopywać ani obrażać, i ja też nie mam prawa nikogo
      obrażać.

      W sytuacji, którą opisałaś, asertywna reakcja wobec rozpaczliwie
      dzwoniącej w nocy koleżanki byłaby taka: "Niestety, nie pomogę Ci,
      jestem bardzo zmęczona i zaraz kładę się spać". Ta część o zmęczeniu
      nie jest stricte asertywna, jest raczej "zmiękczjąca" odmowę i
      napisałam tak głównie dlatego, że ja sama bym tak odpowiedziała.
      Samo powiedzenie "niestety, nie mogę Ci pomóc" jest wystarczająco w
      porządku. Potem trzeba tylko wytrwać w tej decyzji i nie poddać się
      naciskom.

      Jeśli nie dasz toksycznym ludziom wchodzić sobie na głowę, to nie
      będziesz taka rozżalona w stosunku do całego świata i naprawdę
      będzie Ci lepiej :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka