Dodaj do ulubionych

lobbystki wiedzą wszystko - ginekolog w Holandii?

01.03.10, 11:50
Przyszła i na mnie pora, żeby udać się do Was po radę, Lobby wie wszystko.
Przy okazji rozmowy o Mazidłach swego czasu wyszło, że nie jestem tu jedyną
stanikomaniaczką znad kanałów. Mieszkam w Amsterdamie od sierpnia i właśnie
kończą mi się zapasy tabletek. Znaczy: muszę znaleźć ginekologa, który
przyjmie mnie w ramach polskiego ubezpieczenia - mam tę kartę niby europejską
z NFZ.

Proszę, napiszcie mi, jak to tutaj działa (Rozmowy z Holendrami kończą się
frustracją, bo "ja nic nie wiem"). Uniwersytecki ośrodek zdrowia oferuje tylko
lekarzy, którzy nazywają się General Practitioner, czyli nie to, o co mi
chodzi. Ale może ja o czymś nie wiem i w Holandii po tabletki chodzi się do
takiego właśnie doktora?

Czy którakolwiek z Was chodziła tu do lekarzy mając jedynie tę kartę
europejską? Czy oni w ogóle wiedzą, o co chodzi? Jeśli nie General
Practitioner, to gdzie w takim razie szukać ginekologów - mają tu jakieś
przychodnie, czy np. wszyscy mają prywatne praktyki?

Ech, za bardzo się tym stresuję. Ale absurdy uczelniano-emigracyjne tak mnie
ostatnio osaczyły, że aż trudno myśleć samodzielnie.

A jeszcze wracając do mazidłowego tematu - w kwietniu będę miała gości z PL
jadących samochodem z suplajami :) Możemy się zastanowić, czy nie chcemy
zrobić razem zamówienia z mazideł czy innej takiej rzeczy, a potem się to po
Holandii roześle (zresztą bywam też w Utrechcie).
Obserwuj wątek
    • ciociazlarada Łehehe... (smutno-ironiczne) 01.03.10, 12:35
      Ginekologa w Holandii obejrzysz zasadniczo przez szybkę.
      Tabletki, nie wiem bo nie biorę, ale wszystkie inne środki antykoncepcyjne
      wypisuje lekarz domowy czyli huisarts.

      W ogóle, nie licz na to, że podczas pobytu w Holandii zobaczysz jakiegokolwiek
      specjalistę, chyba że masz, po pierwsze, holenderskie ubezpieczenie, po drugie
      determinację i nerwy ze stali, po trzecie jesteś umierająca...

      I ostatnie pytanie: pracujesz tam czy studiujesz? Jeśli to pierwsze, to MUSISZ
      mieć holenderskie ubezpieczenie, płacisz składkę sama i wybierasz
      ubezpieczyciela sama, ale jest to obowiązkowe. Nie jest to droga rzecz, a
      znacznie ułatwia życie (znajomi - erasmusy, musieli płacić gotówką u lekarzy,
      nie było gadania jaka karta). No i nie daj Boże jak coś Ci się stanie i trafisz
      do szpitala, to jękniesz na widok rachunku (np. wizyta na pogotowiu to ok. 300
      euro), a NFZ oddaje pieniądze powoli, statecznie i z oporami.
      Ja byłam ubezpieczona w VGZ, bo miałam zniżkę grupową ze swojego uniwersytetu.
      Wzięłam wariant z najwyższym ryzykiem własnym i bez zębów, bo holenderska służba
      zdrowia jest do niczego. Płaciłam 74 euro miesięcznie więc całkiem ok.
      • ciociazlarada I jeszcze 01.03.10, 12:46
        Czegoś takiego jak prywatna praktyka tu nie ma, bo teoretycznie wszystkie
        praktyki są prywatne, czyli państwowe:)

        Holendrzy nic nie wiedzą o ginekologach, bo ich nie widują prawie nigdy, w ciąży
        się nie chodzi do gina, tylko do położnej.

        Ja osobiście byłam u ginekologa (aha!!) tylko dlatego, że mam spiralę, którą
        zresztą mój huisarts usiłował mi osobiście założyć na u siebie w gabinecie na
        stoliku. Podniosłam oczywiście raban na pół miasta (pisałam już o nerwach ze
        stali i determinacji:)) i dopiero wtedy zostałam skierowana do gina. Jeżeli już
        w końcu trafisz do specjalisty, to obsługa jest na poziomie o jakim nie śniło
        się Polakom, ale tak jak mówiłam, ten szczęśliwy dzień prawie nigdy się nie zdarza:)

        No i jeszcze jedna sprawa. W aptece za leki na receptę się nie płaci, rachunek
        przychodzi do domu (stąd konieczne ubezpieczenie holenderskie). Leki są raczej
        tanie, moja spiralka kosztowała 30 euro (zwykła miedziana, hormonów unikam) +
        założenie - u huisartsa byłoby za darmo, u ginekologa kosztowało mnie 200.
      • mszn Re: Łehehe... (smutno-ironiczne) 01.03.10, 17:57
        No to się wkopałam...

        Dzięki wielkie za te wszystkie informacje. Tak coś właśnie kojarzyłam, że
        widziałam Twoje posty o byciu w ciąży w NL.

        74 euro miesięcznie? Łehehe (smutno-ironiczne) - na WSZYSTKIE nieczynszowe
        wydatki mam miesięcznie nie więcej niż 120 euro. Studiuję tutaj i jako Erazmus,
        i jako pełnowymiarowa studentka też, na ubezpieczenie mnie, jak widać, nie stać,
        więc zmuszona byłam wziąć za dobrą monetę zapewnienia polskiego biura erazmusa,
        że NFZ wystarcza. Najwyraźniej wystarcza tylko wtedy, kiedy ubiezpieczeniem
        trzeba się wykazać, a nie z niego korzystać.

        Nic to, jutro się przejdę do przychodni uniwersyteckiej i zobaczymy, jak to
        będzie. Dobrze, że teraz wiem, w którym kierunku iść. Hehe, dzwoniłam do tej
        przychodni rano: dzień dobry, chciałam się dowiedzieć, czy macie też
        ginekologów? - Chce pani iść do lekarza, tak? - Tak, chcę iść do lekarza, ale
        chodzi mi o ginekologa. - Nie rozumiem. Chce pani iść do lekarza? Mamy u nas
        lekarzy.

        Teraz już wiem, o co chodziło :)

        Może do sierpnia nie wpadnę pod żaden samochód, a w przyszłym roku będę miała
        albo stypendium, albo pracę i lekarze będą niestraszni.

        Jeszcze raz dzięki.
        • ciociazlarada Re: Łehehe... (smutno-ironiczne) 01.03.10, 19:00
          Te o ciąży w NL to nie moje, moje były o badaniach profilaktycznych piersi,
          które na szczęście miałam okazje robić w Polsce, a teraz mieszkam w Danii (4
          przypadki raka piersi w najbliższej rodzinie jeszcze nie kwalifikowały mnie do
          okresowych badań profilaktycznych wg. mojego huisartsa...).

          Jeśli będziesz chodzić do studenckiego lekarza, to pewnie nie przerazi się na
          widok eurokarty z NFZ. Radziłabym się wybrać również do International Office na
          uczelni i wypytać co i jak, wiem że u nas (RU w Nijmegen) niektórzy stypendyści
          mieli okresowe ubezpieczenia podróżne z zewnętrznej holenderskiej firmy,
          załatwiane przez uniwersytet. Musieli płacić u huisartsa za wizytę (ok. 25 euro)
          i w aptece za recepty, ale potem ta firma zwracała pieniądze.
          Lepiej dowiedzieć się dokładnie co i jak, bo jeśli studiujesz jako
          pełnowymiarowa studentka (nie Erasmus) to prędzej czy później jakaś holenderska
          ubezpieczalnia może zapukać do Twoich drzwi. Jak mówiłam wcześniej,
          ubezpieczenie zdrowotne w Holandii jest obowiązkowe.
    • sarahdonnel Re: lobbystki wiedzą wszystko - ginekolog w Holan 01.03.10, 18:10
      Tabletki antykoncepcyjne przepisuje huisarts, czyli właśnie 'tylko'
      to, co oferuje uniwersytecka przychodnia. Husarts ma znacznie
      większy zakres obowiązków niż lekarz POZ w Polsce. Istnieje też
      instytucja artsassistente (felczer?), który może wydać receptę.
      Przedłużenia recept - załatwia się w swojej przychodni przez
      telefon. Aha - Norlevo, czyli 'tabletka dzień po' jest dostępna bez
      recepty w drogeriach typu Kruidvat czy Etos, pełnopłatna (i droga).
      Nie wiedziałam, i zdarzyło mi sie kiedyś pognać właśnie do
      uniwersyteckiego huisartsa po receptę, a potem do apteki.

      Jak na UvA, to studentenartsen są w samym centrum (ulica Oude
      Turfmarkt czy jakoś tak, koło Allard Pierson museum). Wtedy przyjma
      Cię w ramach NFZ. W aptece poproszą Cie o kartę ubezpieczeniową i
      zapiszą do tej konkretnej apteki, więc najlepiej wybrać taką blisko
      siebie.

      Za leki na receptę płaci ubezpieczenie (holenderskie pokrywa też
      tabletki). Nie wiem, jak sprawa wygląda z wymianami, ja studiuje
      pełnowymiarowo na UvA i przy wydawaniu legitymacji musiałam im
      pokazać holenderskie ubezpieczenie (kartę ubezpieczenia). Leki z
      apteki odbierałam 'za okazaniem legitymacji', bez płacenia.

      A specjalistę widziałam, chirurga szczękowego w VU Medisch Centrum,
      i nawet mam szansę jeszcze raz zobaczyć, chociaż wcale nie mam na to
      ochoty, bo sprawa jest poważna, ale incydentalna.

      Co do kosztów - z opieki zdrowotnej innej niż lekarze rodzinni
      (GP/huisarts i ich recepty) i parę innych ściśle określonych
      przypadków (np. opieka nad ciężarną) owszem, można korzystać, ale
      ubezpieczalnia pokrywa koszty od 165 eur rocznie w górę. Czyli
      pierwsze 165 eur płacisz sama, a potem idzie z ubezpieczenia. Biorąc
      pod uwagę, że np. 'przejażdżka' ambulansem kosztuje wg cennika 532
      eur... opłaca się. Nazywa się to 'ryzyko własne'. Kiedyś w tej samej
      sytuacji zwracali za niekorzystanie ze specjalistów pod koniec roku.
      Pomijam już to, że po 'dzień dobry' proszą Cię w szpitalu/
      ambulansie - jak mogą - o 'dowodzik i legitymację ubezpieczeniową'.

      Polscy lekarze są wyśledzalni przez forum polonusów
      magazyn 'Niedziela.nl'), były chyba też praktyki ginekologiczno-
      położnicze. Za to pewnie są pełnopłatni, i pełnopłatne mogą być też
      recepty.
      • mszn Re: lobbystki wiedzą wszystko - ginekolog w Holan 01.03.10, 19:02
        UvA! :) Co takiego? Ja siedzę na logice w ILLC.

        No to mnie pocieszyłaś, że na Turfmarkcie da się z NFZ, bo tam właśnie się jutro
        rano wybieram. Na UvA też jestem pełnowymiarowo i wystarczyło im ksero tej
        głupiej karty z Polski. W Utrechcie studiuję jako Erasmus i nawet nie pamiętam,
        czy ktoś się tam ubezpieczeniem naszym interesował.

        Uch, jak ja nie lubię tych wszystkich papierów.

        Swoją drogą, przypomniało mi się, że ostatnio czytałam, że reforma w PL miała
        właśnie na tym polegać, żeby lekarze rodzinni byli tymi głównymi, i skończyło
        się tak, że jest ich dużo i nic nie mogą.
        • victoria1985 Re: lobbystki wiedzą wszystko - ginekolog w Holan 01.03.10, 19:21
          koleżanka mająca podobny problem jak ty będąc za granicą zadzwoniła do lekarza u
          którego ostatnio była po pigułki wyjaśniła mu całą sytuacje
          i ten na podstawie tego że miała aktualne badanie cytologiczne (robione przed
          wyjazdem) wystawił receptę na 12 opakowań którą odebrała jej siostra .
          Zrealizowała receptę w aptece i je jej wysłała.
          • szarsz Re: lobbystki wiedzą wszystko - ginekolog w Holan 01.03.10, 19:40
            U mojego gina jest tak samo. Robisz badania przed wyjazdem
            (cytologia + hormony) i na tej podstawie pani w recepcji
            przygotowuje recepty przez rok na prośbę telefoniczną.
        • sarahdonnel Re: lobbystki wiedzą wszystko - ginekolog w Holan 01.03.10, 22:10
          ACLC ;), czyli językoznawstwo. Lub: wykłady z imprezami wydziałowymi
          (zebrania zakładu...) w piątki o 15/30, Bungehuis 420.

          Raz w roku robią nam wspólną konferencję czy inny warsztat.

          U mnie ewidentnie przy rejestracji centralnej chcieli holenderskie
          ubezpieczenie (ma być, i już, skan i oryginał do wglądu, podobnie
          jak dowodu tożsamości), natomiast jako 'wymiennej' dwa lata
          temu wystarczyła mi karta EKUZ, którą okazywałam w przychodni i w
          aptece.

          Jak zaczynasz pracować (chyba powyżej 12 godz. w tygodniu, ale głowy
          nie dam), to musisz mieć ubezpieczenie holenderskie. Załatwia się
          przez internet, jak masz BSN (odpowiednik peselu, dostajesz przy
          meldunku w urzędzie gminy, znajduje się przy browarze Heinekena,
          list przychodzi ze 2 tyg. później) i holenderskie konto.

          Jakby Ci kiedyś przyszło do głowy, i niderlandzkojęzyczna
          papierologia Cię przerażała - może coś poradzę, bo mówię w tym
          makabrycznym języku, wg 'władzy' całkiem nieźle.

          Ja mam huisartsa tam, gdzie mieszkamy - jest rejonizacja wg kodów
          pocztowych. Akurat z przychodni (5 lekarzy + stażysta, 5 asystentów)
          jestem zadowolona, jest duża i nieźle wyposażona. Ostatnio, jak
          zgłosiłam się z 'babskimi' problemami, to przyjęła mnie
          (zamiast 'mojego' giepa) lekarka, która najwyraźniej w 'babskich'
          sprawach się specjalizuje, w dostosowanym gabinecie. Jest też pani
          doktor-Marokanka, co uważam za wyczucie sąsiedztwa w 100% (mieszkają
          tu też bardzo ortodoksyjne 'burqua babes' z rodzinami).
          Praktykę położnych wybierałam dłuugo, ale tak, żeby móc od niej
          dotrzeć pieszo latem w ciągu 10 minut (czyli pod nosem). Niby tez
          jest rejonizacja, ale nie tak ścisła, jak przy huisartsach. Mają USG
          na miejscu, oraz całe 'centrum doradztwa rodzinie', więc coś jak
          odpowiednik poradni psychologiczno-pedagogicznej, doradców od
          papierków i takie tam. To akurat Ci nie jest potrzebne, ale może kto
          inny zajrzy (temat zbliżony) i się przebije do tej informacji.

          Apteka musi byc 'po drodze', bo niektóre przychodnie wysyłają
          przedłużone (telefonicznie) recepty prosto do wybranej apteki, a
          pacjent tylko odbiera leki. Warto tez sprawdzić, ile trzeba czekać
          na realizację recept - w niektórych aptekach recepty wrzuca się do
          skrzyneczki, a gotową paczke z lekami odbiera następnego dnia. W
          mojej (Kring Apotheek, sieciówka w całym mieście) realizują recepty
          od ręki.

          Młodsi lekarze mówią 'naturalnie' po angielsku (amerykańsku?),
          starsi w sumie też, ale raczej zachowują się 'sucho', 'zbyt'
          konkretnie. Starsi są raczej bardziej sympatyczni, jak porozumieważ
          sie w 'miejscowym narzeczu'. Chociaż, przy Oude Turfmarkt jest
          całkiem ok.
    • joannea Re: lobbystki wiedzą wszystko - ginekolog w Holan 02.03.10, 12:58
      ta w ciąży to ja. Dziewczyny, nie straszcie nowych Holenderek ;) miałam tu
      znajomych z na erazmusie, którzy spokojnie przetrwali stypendium z polskim
      ubezpieczeniem, także bez przesady. Jeżeli jednak zostaniesz na dłużej, nie ma
      zmiłuj, musisz mieć ubezpiecznie. Co do nerwów ze stali w celu zobaczenia speca
      owszem, jednak po paru latach doświadczeń zdecydowanie doceniam system. Co
      prawda musiałam przejśc przez fizjoterapię, bo huisarts nie zauważył złamania
      dłoni po wypadku, ale jednak wolę tutejsze metody działania. Chyba trzeba
      naprawdę ciężko zachorować, by widzieć różnicę na plus między polskim łatwym
      dostępem do specjalisty i holenderskim
      tylko-w-wypadkach-poważnych-i-zagrożenia-życia. Przynajmniej tak było w moim
      wypadku. Wiele zależy też od lekarza, ja akurat dostałam skierowanie na badanie
      piersi od ręki (dzień po tym, jak guzki znaleziono u kogoś z bliskiej rodziny).

      Tak, piguki przepisuje huisarts, nie zna się przy tym na rzeczy zupełnie (mój
      gin w Polsce padł był, jak zobaczył, co miałam przepisane).
      • ciociazlarada Re: lobbystki wiedzą wszystko - ginekolog w Holan 02.03.10, 13:23
        Mi się jakoś przez 6 lat nie udało przyzwyczaić. Jestem z natury niecierpliwa i
        wkurzało mnie, że muszę pójść 4-5 razy do huisartsa i bębnić mu nad uchem zanim
        skieruje mnie do specjalisty. Na szczęście jestem zdrowa, więc byłam raz u
        ginekologa, a badania profilaktyczne załatwiałam w Polsce przy okazji odwiedzin
        u rodziców.

        Druga rzecz, która skracała moją krótką cierpliwość jeszcze bardziej:) to były
        ajurwedyczne, chińskie, tybetańskie, etc. ciągoty mojego huisartsa. Np.
        przychodzę do niego cała poskręcana, a on mi zaczyna wykład o chińskiej
        medycynie... Cóż ma piernik do wiatraka, tak ostatecznie, jeżeli lekiem z wyboru
        na wszelkie dolegliwości od zadrapanego paluszka po afektywną dwubiegunową jest
        paracetamol? Złotą radą każdego huisartsa, zapisaną zapewne w annałach chińskiej
        medycyny jest: "bierz paracetamol":)
        Pamiętam, że zatkało go zupełnie, gdy zapytałam czy może mi zaproponować jakąś
        alternatywę dla paracetamolu bo zamierzam wypić wino do obiadu. Gdybyście
        słyszały kiedyś historie o trudnych pacjentach z Polski, to obawiam się, że to
        byłam ja:)
        • sarahdonnel Re: lobbystki wiedzą wszystko - ginekolog w Holan 02.03.10, 14:50
          Ja doceniłam tę filtrację, jak do specjalisty-chirurga szczękowego
          umówiłam się w ciągu 1 dnia ('A jutro może Pani przyjść?' Mało co mi
          żuchwa znów nie wyleciała z zawiasów ;). Byłam absolutnie
          przygotowana na miesięczną kolejkę.
          Podoba mi się to, że lekarz (specjalista) jak ma pacjenta świadomego
          i rozmownego, to opisuje za i przeciw dostępnych możliwości
          terapeutycznych, ale decyzję zostawia pacjentowi.

          Naszego huisartsa (stałego) poznałam od złej strony na początku. Mój
          partner jest po poważnej operacji ortopedycznej, i czasami 'druty'
          dają się mu we znaki. Huisarts (alias 'dr Paracetamol';) owszem
          paracetamol przepisał, ale w mieszance z kodeiną, czyli już
          mieszanka ogłupiająco-piorunująca (wzięłam parę razy Thiocodin i
          Paracetamol razem, nieświadoma ich wzajemnego oddziaływania). Do
          tego dorzucił klasycznego psychotropa antydepresanta, w którego
          ulotce stoi jak byk 'pod żadnym pozorem nie mieszać z opiatami'.
          Lekarz wie, co robi, ok, może w tym szaleństwie była metoda (chyba
          przesłanką było 'nie moge spać, jak mam te bóle'), ale
          wersja 'bełkoto-aczyterazjestdzieńczynoc' jednak mnie trochę
          zaniepokoiła. I leki miały być na parę dni.

          Z drugiej strony - jak już wykopuję swojego TŻa do huisartsa (ja
          sama ich w ogóle unikam, w Polsce tak samo ich unikałam, może stąd
          też ten system nie robienia z igły wideł mi się podoba), bo za dużo
          marudzi i podejrzewam, że moje możliwości się skończyły, to
          przeważnie przyłazi z apteki z czymś więcej niż z paracetamolem.

          Co do przesłanek do badania piersi (genetyczne są poważne) -
          napomknęłam o tym, dlaczego nie chciałam tabletek antykoncepcyjnych,
          i lekarka nie uznała tego za szarlatanerię. Jak znów trafię do
          przychodni, to aż sprawdzę. Albo zapytam położnej przy najbliższej
          wizycie.

          Co do medycznej turystyki - Holendrzy robią sobie zęby i aparaty
          ortodontyczne komercyjne w Polsce, potem ew. przywożą faktury, bo
          jest tanio i stomatolodzy w dużych, prywatnych klinikach są wbrew
          pozorom nieźli. Sporo Polek, jak ma wątpliwości co do jakości opieki
          medycznej (co może też wynikać z bariery językowej), przy okazji
          wyjazdu do Polski 'załatwia' dentystę i ginekologa, niektóre też
          dermatologa - i jest to 'jakieś' wyjście. Stomatolog i tak jest (pół)
          komercyjny w Holandii, więc czy prywatnie tu, czy tam - różnica
          kosztów jest nieduża.
        • joannea Re: lobbystki wiedzą wszystko - ginekolog w Holan 02.03.10, 16:43
          ciociazlarada napisała:
          Gdybyście
          > słyszały kiedyś historie o trudnych pacjentach z Polski, to obawiam się, że to
          > byłam ja:)

          hheiiihiiieee ;;))

          Poważnie mówiąc, dziś miałam przykład jak działa system od tej strony, którą
          lubię. Na porannej kontroli (co 2 tygodnie mam wizytę w szpitalu u szefa
          położnictwa) pan doktor powiedział, że w zasadzie chyba zmienimy koncepcję i
          nie będzie cesarki, w świetle najnowszych, dzisiejszych, dobrych wyników. Ale to
          jest decyzja, której on sam nie podejmie (facet ma doktorat i lata praktyki),
          tylko zbierze się już któreś z kolei konsylium i zdecyduje. Bo on woli wiedzieć,
          co na ten temat myślą doświadczeni koledzy. Poprzednio ten sam lekarz
          zastanawiał się nad zrobieniem dość skomplikowanej operację w czasie ciąży, i
          konsylium zdecydowało, że jednak nie, zaczekamy. W Polsce, na kontroli, jeden
          lekarz z opinią najlepszego (a na pewno najdroższego ;( ) gina w Poznaniu
          proponował zrobienie wszystkiego samemu: operację, prowadzenie ciąży i przyjęcie
          porodu. To ja jednak wolę, żeby oni się tutaj nie przemęczali nadmiarem
          pacjentów i specjalizowali, i mieli czas na konsylia. Jakoś pewniej się czuję.
          • ciociazlarada Re: lobbystki wiedzą wszystko - ginekolog w Holan 02.03.10, 22:16
            Ja również chwalę sobie kontakt ze specjalistami (kiedy w końcu nastąpił): byłam
            u ginekologa z w sumie błachą sprawą, jak pisałam wcześniej, zakładanie spirali,
            a zostałam zdiagnozowana od stóp do głów, USG cuda niewidy, obrazki, rysunki,
            zdjęcia proste i kolorowe jak dla dzieci, pamiątki (fotki) do domu... Z drugiej
            strony: zero jakiegokolwiek znieczulenia, darłam się tam jak prześcieradło i
            dałam pani asystującej w łeb (literalnie, broniłam akurat swojej, ehm, cnoty i
            się nawinęła). Aaa, i na wizytę czekałam 2 mce. Ja nie mam problemów
            dentystycznych, ale TŻ czekał na chirurga szczękowego 1.5 mca, z tym że nie było
            to coś nagłego.

            Co do huisarsta to nie przepadałam za swoim, ta chińska medycyna mnie dobijała.
            Jak szłam po antykoncepcję to byłam zdeterminowana stanąć na głowie, a nie
            dostać hormonów, właśnie przez historię raka piersi w rodzinie. Okazałam się tak
            obstukana z typów, rozmiarów, użycia i cen spirali, że praktycznie sama sobie
            receptę wypisałam:) huisarts wyglądał na lekko zagubionego.

            Ps. a paracetamolu nigdy nie biorę:) Po pierwsze przez wino do obiadu, po drugie
            przez brak jakichkolwiek właściwości przeciwzapalnych tegoż, po trzecie jestem
            fanką aspiryny i ibuprofenu:)
            • sarahdonnel Re: lobbystki wiedzą wszystko - ginekolog w Holan 02.03.10, 23:51
              Pewnie tylko mówiąc, że chcę, bo mam najprawdopodobniej genetycznie
              spłycone stawy i szczęka mi latała jako nastolatce, musiałabym sie
              sporo namarudzić, ale po akcji 'ostry dyżur' dostałam się na
              konsultację do polikliniki VU (Amsterdam) w ciągu mniej niż 48
              godzin. W sumie obyłoby się samym dyżurem ('Chce Pani przedyskutować
              to w ciągu dnia? To damy Pani skierowanie do polikliniki.), bo
              diagnozowana i to super-dokładnie byłam lata temu w Warszawie i w
              Ołomuńcu, lekarka z VU nie znalazła nic nowego. W ramach zdrowego
              rozsądku mój partner został poinstruowany, co i jak (podstawy
              anatomii i fizjologii stawu, oraz gdzie co nacisnąć, żeby nie zrobić
              krzywdy) - czyli dokładnie tak, jak mój tata 15 lat temu.

              Natomiast w przeciwieństwie do warszawskich lekarzy, lekarka miała
              czas odpowiedzieć na naprawdę wszystkie moje pytania. RTG
              strzelonoby mi 'na dzień dobry' (w sumie śmieszne, bo efekt to
              dokładnie uśmiechnięty Jolly Roger, i dwa profile), ale zgłosiłam
              pierwszy trymestr, więc zaniechano.
              • joannea Re: lobbystki wiedzą wszystko - ginekolog w Holan 03.03.10, 00:34
                na pierwszą wizytę u gina też czekałam długo. W ciąży, gdy diagnostyka
                (przeprowadzana przez inną instytucję) wykazała pewne problemy, od razu po
                badaniu udałam się do szpitala umowić się z ginem na wizytę. W ostateczności
                czekałam na speca... godzinę, i jeszcze przepraszał, że tak długo, choć przecież
                weszłam właściwie z ulicy.

                A moja ulubiona historia szpitalna tutaj to mega zaparcie, przy którym z bólu
                nie mogłam nawet stanąć prosto i byłam pewna, że rodzę. Wieczór, szpital pusty,
                dostałam z małżem jedynkę (!!!) gdzie czekaliśmy na dyżurnego lekarza, a
                pielęgniarka pytała, czy chcemy może herbatkę albo kawę (obydwoje, w ramach
                szoku, odmówiliśmy - co to jest, room service??? nie mogliśmy wyjść z podziwu).
                Przeprowadzono wszystkie badania od ręki, stwierdzono zaparcie i nawet mnie nie
                wyśmiano (możecie sobie wyobrazić, jak mi było wstyd).
    • mszn udało się :) 14.03.10, 12:06
      Dziękuję Wam wszystkim za informacje. Udało mi się dostać do lekarza,
      przychodnia uniwersytecka uznała mi ubezpieczenie z NFZ, i tylko za tabletki
      musiałam płacić, bo pani w aptece się karta EKUZ nie podobała (i słusznie, bo
      przecież NFZ by za Chiny im nie oddał za antykoncepcję).

      Kolejne zdziwienie: wchodzę do gabinetu, a tam żaden gabinet, tylko wielki pokój
      z kanapą, kominkiem z bibelotami, komputery, a gdzieś w kącie po chwili
      wypatrzyłam upchniętą kozetkę i jakieś inne bajery. Myślałam, że mnie pani
      doktor zaprowadziła do biura :)
      • ungore Ginekolog w Utrechcie-pilne:/ 20.09.10, 14:53
        Przeczytałam już chyba milion wątków na każdym możliwym forum a dalej nie wiem co mam zrobić. Boli mnie brzuch strasznie, nie mogę jak człowiek zrobić siku (wybaczice bezpośredniość) bez wyginania się z bólu. W skrócie- z mojego doświadczenia wynika, że mam stan zapalny dróg rodnych/moczowych etc. W Utrechcie jestem od hmm... 5 dni? i nie mam zielonego pojecia gdzie mam pojsc zeby ktoś mi pomógł, gdzie znalezc tego GP ktory zadziala w miare sprawnie? Po przeczytaniu wątów przestalam marzyc o ginekologu.. jakie to są koszta? mam europejska karte zdrowia i tyle na temat mojego ubezpieczenia. Jestem tu na wymianie studenckiej, ale nie na Erasmusie (nie wiem czy to ma znaczenie). Jest tu jakas studencka uczelnia? moze ktoś obecnie przebywa w tym pieknym miescie? hmm? pomocy :( ps. nie znam ichniejszego jezyka :] tylko fr/ang/esp
        • mszn Re: Ginekolog w Utrechcie-pilne:/ 20.09.10, 20:50
          Znalazłam coś takiego:

          www.huisartsdeuithof.nl/en/
          Wygląda mi to na oficjalną przychodnię uniwersytecką (na googlową przyszłość: musisz szukać fraz związanych z "studenten huisarts"). Ponieważ jesteś w bardzo naglącej sytuacji, na Twoim miejscu przejechałabym się tam jutro z samego rana, tuż przed ósmą. Jest szansa, że wcisną Cię do któregoś z lekarzy, albo że rano mają godzinę-dwie bez umawiania (u nas w Amsterdamie tak to działa, że od 9 do 9:50 można przyjść i wpaść w kolejkę od razu). EKUZ będzie przez nich honorowany, na wszelki wypadek weź też legitymację z Utrechtu, no i oczywiście dowód.

          Jeśli na rowerze nie dasz rady ujechać, to tutaj możesz sprawdzić dojazd komunikacją:
          www.9292ov.nl/9292ov1.asp
          Acha, językiem się nie przejmuj, na pewno już zauważyłaś, że wszyscy tutaj mówią po angielsku, a już na pewno lekarze w przychodni uniwersyteckiej. Już to przerabiałam.

          Mam nadzieję, że wszystko się dobrze skończy. Pisz na priva, jeśli potrzebujesz jeszcze jakiś informacji. I jak już wyzdrowiejesz, to miłego Erazmusa!
        • sarahdonnel Re: Ginekolog w Utrechcie-pilne:/ 20.09.10, 21:37
          Studentenartsen utrecht.

          Muisisz domagać się na uni, żeby powiedzieli Ci, gdzie iść do huisartsa.

          Artsassistente (pielęgniarkorecepcjonistkofelczerka) da Ci kubeczek do nasiusiania, zbada mocz pod kątem zapalenia pęcherza i albo dostaniesz od razu receptę, albo do lekarza.
          Jak nie dajesz rady, to szukaj huisartsenpost utrecht w google, działa 24/7 przy szpitalu/ach.

          Anglojęzyczni są - ale 'wilk' nazywa się 'blaasontsteking', po ang. cystitis.
        • sarahdonnel 24/7 20.09.10, 21:43
          www.primair-hap.nl/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka