oryginalny.nick
02.09.10, 09:34
Dziś rano w przedszkolu ręce mi opadły.
Opis sytacji - Zu od lutego chodziła na zajęcia z bratem 4xtydz po 2,5h, wszystko było ok, choć wiadomo, że na początku musiała się "wdrożyć". Grupka była 10. osobowa. To było w domu kultury.
Dziś drugi dzień w przedszkolu, jest w grupie II, czyli dzieci 3-4 letnie. Podejrzewam, że "nowych dzieci" jest ok 5-7. Reszta chodziła do przedszkola również w zeszłym roku.
Wychowawczyni musi ze mną porozmawiać, i co słyszę: "Czy ona (chodzi oczywiście o Zu ;-)) długo tak będzie do mnie przylepiona? Wczoraj cały dzień była (czyli od 8.30 do 12, bo potem była zmiana pań), ja nie chcę dziecka odtrącić, ale nie wiem, co mam robić.
Na to właśnie mi ręce opadły, bo sobie myślę, że dziecko pierwszy dzień w przedszkolu, nowe miejsce, nikogo nie zna (poza jedną dziewczynką z domu kultury, którą jednak przez wakacje zapomniała)i to normalne, że 3,5 latek tak reaguje. Czuje się niepewnie i.t.d. Wczoraj obyło się bez płaczu, ale dziś niestety nie.
I ta reakcja wychowawczyni, która pyta mnie, co ma robić. Dodam, że pani raczej z tych z doświadczeniem, nie żadna młódka tuż po studiach. No powiedzcie, jak mam reagować w takiej sytuacji?