Dodaj do ulubionych

do Holenderek :-)...

01.10.10, 19:12
...mam pytanie.
Jak się nazywają te fileciki śledziowe w bułce z siekanym korniszonem i cebulą?
O kurczaki, zjadłabym sobie takiego pomimo tej półsłodkiej klapciatej buły.
Może chociaż sobie popatrzę w internecie na to cudo.
Obserwuj wątek
    • sarahdonnel Re: do Holenderek :-)... 01.10.10, 20:56
      Broodje haring met uitjes en zuur, czyli buła ze śledziem z cebulką i 'kwaśnym'.

      Ja zamiast 'broodje' kupuję 'pistoletje', i problem gumowatej bułki jest rozwiązany. Pistoletje jest z chrupiącą skórką, taka bagietkowata bardziej ;), może być 'bruin', i wtedy dostajemy śledzia w grahamce.

      Położna kazała mi jeść takiego śledzia przynajmniej 2 razy w tygodniu, jak byłam w ciąży, z dobrego sklepu rybnego, żeby był świeży. Teraz w ogóle wydaję jakieś niesamowite pieniądze w jednym, wybranym rybnym w okolicy, bo mają tam same dobre rzeczy.

      A z takich fastfoodów rybnych, to jest jeszcze 'kibbeling met saus', czyli kawałki ryby w panierce z wybranym sosem (najczęściej jakimś śmietanowo-czosnkowym). Tja, jutro skończę znów wydając jakieś przerażające kwoty w rybnym... ;).
      A dziś znów uskuteczniam lasagne - mój chłop zaraził się 'syndromem Garfielda' ;).
      • wodadobra Re: do Holenderek :-)... 02.10.10, 12:15
        NO taaa.
        Coś mi właśnie świtało, że to fonetycznie było coś koło brotsieharije. Niestety miałam okazję spędzić w nl zaledwie jeden weekend - w Amsterdamie łaziliśmy po mieście i zwiedzaliśmy (szlajaliśmy się bardziej niż zwiedzaliśmy) najpierw targ kwiatowy, a później spożywczo-śmietnikowy (niesamowicie kolorowy głośny ). Zakupiliśmy wtedy sporo sera i zajadaliśmy się śledzikami.
        A jak jest właściwie technologia preparowania tego cuda? Coś nam facet mówił, że całe śledziki pakowane są do beczek z solą i w ten sposób się jakby marynują. Zadziwiająca byłą konsystencja - fileciki były mięciutkie jak masło. No i nie waliły śledziem w naszym pojęciu ;-)
        Bułka rzeczywiście była najsłabszym punktem programu. Szkoda, że nie miałam okazji posmakować różnych wersji.
        • kryklu Re: do Holenderek :-)... 02.10.10, 15:41
          > miałam okazję spędzić w nl zaledwie jeden weekend - w Amsterdamie łaziliśmy po
          > mieście i zwiedzaliśmy (szlajaliśmy się bardziej niż zwiedzaliśmy)

          Jest duże prawdopodobieństwo, żeśmy się o siebie otarły :) Wróciłam stamtąd przed tygodniem.
          Jadłam tylko te kibbelingi i garnalen w panierce, znaczy krewetki.
          Z podziwem przyglądałam się Holendrom wsuwającym te śledzie solo, ale sama się nie odważyłam. Po Twoim opisie żałuję, że ich nie spróbowałam. Śledzi, ma się rozumieć.
          A pieczywo mają fatalne, jechałam głównie na bagietkach, które były całkiem całkiem.
          • wodadobra Re: do Holenderek :-)... 02.10.10, 17:53
            Nie, nie otarłyśmy się z całą pewnością, bo ja tam byłam 5 lat temu ;-D
            Śledzia solo wsunęłabym bez mrugnięcia okiem, ponieważ niesamowity smak i konsystencja i brak śledziowego smrodku powoduje, że ta wdzięczna kulinarnie ryba (u nas w Polsce uznawana za podłą, a sądzę, że to pokłosie siermiężnej kuchni w czasach komuny) staje się rarytasem.
            I tak mi się właśnie zackniło, tylko nie wiedziałam werbalnie zaczem.
            A tak w ogóle to tam właśnie będąc rozsmakowałam się w krewetkach, mulach i rybach.
            • kryklu Re: do Holenderek :-)... 02.10.10, 22:45
              > Nie, nie otarłyśmy się z całą pewnością, bo ja tam byłam 5 lat temu

              Oj, nie byłabym tego taka pewna :) Holandia to moje ulubione miejsce urlopowe od kilkunastu lat. Ale przed 5 laty nie miałybyśmy szans rozpoznać się po dobrze dobranych stanikach ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka