Dodaj do ulubionych

Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie?

11.05.11, 17:06
Moje pytanie z tytułu, to tylko wstęp. Jest coś takiego jak temperament erotyczny? Może być mniejszy i większy? Czy, to tylko alibi dla czegoś poważniejszego z czym człowiek boi się lub najzwyczajniej wstydzi iść do lekarza? A może coś jeszcze innego, problem tkwi we mnie albo, że tak powiem w osobach trzecich.
Kocham moją połowicę, dobrze mi z nim, mamy wspólne plany, pasje i chcemy razem spędzić najbliższe dziesięciolecia. Mamy mieszkanie, dziecko. Myślę, że on ze mną też jest szczęśliwy zapewnia mnie o tym werbalnie i niewerbalnie. Ale sfera seksu, to jakaś porażka, dramat bym rzekła. Lubię seks, sprawia mi przyjemność, jestem w stanie zapomnieć o swoich niedoskonałościach, zapomnieć się w nim, nie mam problemu mówienia o nim, o swoich potrzebach, fantazjach, zachciankach. Nie wiem jaki mam temperament, wysoki, niski czy średni, na pewno nie jest to coś co sprawia mi przykrość i jest dla mnie niemiłym obowiązkiem, czymś co można traktować w kategoriach kary i nagrody- dla mężczyzn-, bo karałabym samą siebie:)
Ale po drugiej stronie jest mur. Nie pokrywamy się, że tak to ujmę. Wracam z rozmową o tym i za każdym razem słyszę co innego, choć to o małych potrzebach przewija się. Temperament. Ja mam niski temperament seksualny i małe potrzeby. I to oczywiście zamyka temat. Ale było też dziecko, za ścianą, w mieszkaniu...gdziekolwiek, były pigułki, a raczej ich brak, oczywiście małe potrzeby, które on zaspokaja bardzo szybko i nieszczególnie finezyjnie, brak inicjacji- to już śmiechu warte, bo moje próby inicjacji zawsze była zbywane jak drażniąca mucha- z mojej strony.
Piszę o tym tutaj, bo na innych forach zawsze pojawia się jeden pomysł- rozstańcie się. Nie chcę się z nim rozstawać. Bo go kocham, bo on kocha mnie, bo kocha go wreszcie nasze dziecko, a on je- jak mam wytłumaczyć komuś, ze rozstaję się z drugim człowiekiem, bo jest słaby w łóżku?!
Seksuolog. Nie ma o tym mowy, bo on nie ma problemu. Tylko małe potrzeby. To mnie rozwala, frustruje. Frustruje mnie, że jestem niezaspokojona. Że moje potrzeby są mniej znaczące nie są traktowane na równi i mogę je sobie sama zaspokajać jak mi coś nie pasuje. Problem polega w sumie też na tym, że tego seksu z czasem jakby jeszcze ubywało...to że rzadziej już pomijam, ale stał się uboższy? Gdzie gra wstępna?! Pieszczoty. Dotknie mnie i już mam być chętna i gotowa. Czy z nim dzieje się coś złego? Rozumiałabym gdybyśmy byli razem 10-15 lat i coś zaczęło się wypalać, wkradła się nuda, ale my jesteśmy ze sobą 4 lata! Z czym miałabym (sama) pójść do tego seksuologa? Z pytaniem czy ja mogę nie pociągać swojego faceta czy też czy rzeczywiście nie dobraliśmy się pod względem temperamentu seksualnego.
Z góry dzięki za wszelkie dobre słowo:) i szczyptę wiedzy:)
Obserwuj wątek
    • kis-moho Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 17:23
      W sprawie roznic temperamentow sie nie wypowiem, bo nic madrego nie wymysle, ale w twoich slowach uderzyla mnie jedna rzecz:
      > (..) on nie ma problemu. Tylko małe potrzeby. (...) Że moje potrze
      > by są mniej znaczące nie są traktowane na równi i mogę je sobie sama zaspokajać
      > jak mi coś nie pasuje.
      To dla mnie brzmi jak powazny problem - nie fakt, ze nie jestescie 100% dopasowani, ale fakt, ze twoje potrzeby nie sa brane pod uwage. Wydaje mi sie, ze (teoretycznie) przy roznym poziomie checi mozna znalezc rozne kompromisy satysfakcjonujace dla obu stron, pod warunkiem, ze potrzeby partnera sa dla nas wazne. Nie wiem, czy to ma sens, co pisze, ale czy ten brak odpowiedniej uwagi dla twoich potrzeb nie jest tu waznym problemem?
    • kasia_grubasia Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 18:15
      Ja bym nie powiedziała "rozstańcie się". Ale powiem "nie zależy mu na Tobie".
    • mujer_bonita Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 19:13
      myff napisała:
      > Moje pytanie z tytułu, to tylko wstęp. Jest coś takiego jak temperament erotycz
      > ny? Może być mniejszy i większy?

      Istnieją dwie płaszczyzny 'podziału':
      - wysoko/niskolibidowość
      - wysoko/niskoerotyczność

      To pierwsze to skala zapotrzebowania na seks w kwestii ilości, druga - w kwestii jakości (doznań, finezji, urozmaiceń). Kombinacje są w zasadzie dowolne

      > Piszę o tym tutaj, bo na innych forach zawsze pojawia się jeden pomysł- rozstań
      > cie się. Nie chcę się z nim rozstawać. Bo go kocham, bo on kocha mnie, bo kocha
      > go wreszcie nasze dziecko, a on je- jak mam wytłumaczyć komuś, ze rozstaję się
      > z drugim człowiekiem, bo jest słaby w łóżku?!

      Właściwe forum:
      forum.gazeta.pl/forum/f,15128,_Brak_Seks_u_w_malzenstwie.html
      Niestety nie pocieszę Cię - wieeeelu ludzi tam się przewinęło a jako-tako problem rozwiązały pojedyncze jednostki.
    • ciociazlarada Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 19:37
      Nie lubię się wywnętrzać na forach, ale co tam... Przeżyłam bardzo podobny układ jak Ty, więc rozumiem Cię doskonale. Też się nie chciałam rozstawać. W końcu coś we mnie pękło i zaczęłam pocieszać się gdzie indziej - nie miałam wyrzutów sumienia, ani skrupułów, bo wcześniej zrobiłam wszystko co w mojej mocy, żeby między nami się ułożyło. Też chciałam terapii, iść do seksuologa - mur, ściana. Dokładnie to co Ty opisujesz, kropka w kropkę - nie jesteś Ty przypadkiem z moim byłym ex;)?
      No cóż, mój związek się rozpadł. Po dwóch tygodniach żałoby nigdy już nie spojrzałam wstecz. Później poznałam kogoś innego z kim układa mi się doskonale pod każdym względem, również łóżkowym.
      Nic Ci nie poradzę, mogę tylko napisać jak podobna historia zakończyła się u mnie.
      • myff Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 19:56
        Jestem zdruzgotana w takim razie. I już w żałobie.
        Ale widzę, że jednak jest takie pojęcie.
        Na chłopski rozum, czy jego obsesyjny- bo to chyba już zakrawa na obsesję ciągłe pytanie z byle powodu czy okres mi się nie spóźnia, czy mnie nie mdli[niby żarcik taki, ale mnie już mdli od tego żarciku] etc- lęk przed ciążą może, nie wiem jak to ująć, wpędzić go w psychiczną impotencję? Technicznie jest w stanie uprawiać seks, ale sama myśl o tej ciąży napełnia go takim lękiem, że nawet nie chce tego inicjować. Czy to może być powodem?
        Wydaje mi się, że mu zależy na mnie- z jego punktu widzenia przecież zaspokaja wszelkie moje potrzeby sam albo jakoś pośrednio. Z mojego też. Bo tylko to jedno tak kuleje, więc gdzieś tam musi być ukryty problem- może zdrowotny, może psychiczny.
        Tak, nie sam brak seksu jest problemem (chociaż jest, bo to dla mnie bardzo ważna sfera życia) tylko bagatelizowanie tego- "ot, przereklamowany jest ten seks!"- że ja przykładam do tego taką wagę.
        Naprawdę nie pozostaje mi nic innego jak puszczać bokiem albo kupić sobie potężny wibrator? Nie mogę sobie ot tak odejść od niego, nieco za daleko zaszliśmy, w końcu jest jeszcze dziecko i nie umiem sobie poradzić z myślą jak ten dzieciak będzie cierpiał dla mojej przyjemności i seksualnego spełnienia. Wiem, że upraszczam, ale tu chyba nigdy nie będzie dobrego rozwiązania.
        Dzięki za tę iskierkę nadziei Ciociu. Kto wie, może za 20 lat odbiję sobie te wszystkie braki.
        • maheda Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 19:59
          myff napisała:

          > Technicznie jest w stanie uprawiać seks, ale sama myśl o tej ciąży napełnia go takim
          > lękiem, że nawet nie chce tego inicjować. Czy to może być powodem?

          Tak.
          • myff Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 20:10
            Ale dlaczego?!
            Wiem, nie jesteście grupą specjalistów. Ja też nie wiem co z tym zrobić, bo to pat. Chyba musiałabym podwiązać sobie jajowody, ale to rozwiązanie nazbyt ekstremalne- zwłaszcza, że chciałabym mieć co najmniej jeszcze jedno dziecko. Więc i wykluczone.
            Tym bardziej jestem zdruzgotana. Chyba jedynym rozwiązaniem byłoby paradoksalnie zajście w ciążę- pokrętne, ale ciąża jest stanem permanentnym i niezmiennym przez 9 miesięcy. Nie można być mniej lub bardziej w ciąży, naraz można zajść tylko raz- chyba, że trafi się dublecik albo trio;) ale to też jednym rzutem. Będą płodami, niemowlętami, a potem małymi i większymi dziećmi w jednym czasie- to ma nawet plusy. Załatwia się to jednym rzutem:D
            • mujer_bonita Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 20:22
              myff napisała:
              > Ale dlaczego?!

              Dziecko było planowane?
              • maheda Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 21:35
                To samo mi przyszło do głowy.

                No i warto może pomyśleć o takich środkach antykoncepcyjnych stosowanych łącznie, żeby on się czuł bezpieczny, a nie uzależniony od np. Twojego wzięcia lub nie tabletki anty.
                • myff Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 21:48
                  Poważnie myślę o spirali. Sączę mu propagandę na jej temat od kilku tygodni, rzucam mimochodem o jej zaletach i wyższości nad pigułkami. Ale zasianie tego ziarna to chyba jednak za mało, bo gadać o spirali, a mieć spiralę w sobie to jednak dwie bardzo różne sprawy.
                  • zooba Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 12.05.11, 12:19
                    A gdyby zakładał prezerwatywy nie czułby, że ma kwestie antykoncepcji pod kontrolą?
                    Faceci mają uprzedzenia do gumek, ale teraz są takie cienkie wynalazki, że komfortu nie obniżają, a zabezpieczenie jest.
                    Przetestowane :-)
                    • maheda Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 12.05.11, 12:38
                      Prezerwatywy też nie dają 100% zabezpieczenia.
                      Jeśli ktoś ma uraz psychiczny, to może być ciężko, bo zwykłe tłumaczenia i środki rzadko pomagają.
                    • myff Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 12.05.11, 18:47
                      No nie, to jest taki maniak, że jakby mógł to by się kochał w dwóch naraz;) Z tym nie ma, że tak powiem problemu, ale on nie wierzy w 100% metody zapobiegania ciąży- chyba, że ABSOLUTNA abstynencja seksualna. Co można powiedzieć stosuje z pewnym przymrużeniem oka. Stosowałam pigułki i prezerwatywy, ale wiadomo gumy pękają, pigułka mogła nie wiem co być za późno, za wcześnie albo jakoś jeszcze inaczej wzięta i nie zadziałać. Odstawiłam piguły, bo mi szkodził konkretny preparat, a do tego z taką częstotliwością i "przyjemnością" czerpaną dzięki takiej formie antykoncepcji uznałam, że szkoda pieniędzy i mojego poniekąd zdrowia.
                      Może do nich wrócę, ale nie wiem po których znowu nie przytyję, nie będę mieć PMS albo innych humorów i takich tam ciekawych efektów ubocznych.
                      • tfu.tfu Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 12.05.11, 20:45
                        no to dlaczego on się nie zabezpieczy? może oddać nasienie do banku a nasieniowody podwiązać, dlaczego Ty masz się wszystkim zajmować i w ogóle nie widzę sensu w tych zachowaniach, neurotyczne są jakieś...
              • myff Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 21:45
                Nie..ale kochane;)
                Nawet na krótką metę widać, że świat się od tego nie zawalił. Wręcz zadziałało na jego korzyść- nie jest duszą towarzystwa, raczej stroni od ludzi, imprez, tłumu, mas; picie piwa w pubie czy oglądanie meczu na stadionie, to dla niego męki- miał doskonałe alibi, żeby zamknąć się przed światem jeszcze bardziej. I korzystał z tego bardzo aktywnie. 4 lata temu byliśmy zupełnie gdzie indziej. Byliśmy kim innym.
                I nie do końca rozumiem, do czego zmierza to pytanie?
                • ananke666 Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 21:59
                  > I nie do końca rozumiem, do czego zmierza to pytanie?

                  Do jego strachu przed Twoją ciążą, oczywiście...
                  • maheda Dokładnie. 11.05.11, 22:10
                    Jedno już nieplanowane ma.
                    Po co mu drugie nieplanowane? Faceci lubią mieć kontrolę nad życiem.
                • mujer_bonita Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 22:02
                  myff napisała:
                  > Nie..ale kochane;)
                  (...)
                  > I nie do końca rozumiem, do czego zmierza to pytanie?

                  Do rozwinięcia odpowiedzi na pytanie czy lęk przed ciążą może doprowadzić do psychicznej impotencji. Może - a przy wpadce lęk jest jak najbardziej uzasadniony. Nawet jak dziecko teraz jest centrum jego świata.
            • maheda Tak mi jeszcze przyszło do głowy 12.05.11, 08:25
              myff napisała:

              > chciałabym mieć co najmniej jeszcze jedno dziecko.

              A on? Chciałby, czy już nie? Jeśli by chciał, to ile i kiedy?
        • pinupgirl_dg Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 22:02
          > Na chłopski rozum, czy jego obsesyjny- bo to chyba już zakrawa na obsesję ciągł
          > e pytanie z byle powodu czy okres mi się nie spóźnia, czy mnie nie mdli[niby ża
          > rcik taki, ale mnie już mdli od tego żarciku] etc- lęk przed ciążą może, nie wi
          > em jak to ująć, wpędzić go w psychiczną impotencję? Technicznie jest w stanie u
          > prawiać seks, ale sama myśl o tej ciąży napełnia go takim lękiem, że nawet nie
          > chce tego inicjować

          TAAAK! Jeśli Ci to pomoże, opiszę moją historię. Nie jest zbyt budująca. Mój Ukochany też nie chciał ze mną sypiać, powodów mogło być wiele, wszystkie brałam pod uwagę i akceptowałam, nie chciałam go do niczego zmuszać. Ale w końcu do mnie dotarło, że chodzi o to, żebym przypadkiem nie zaszła w ciążę, bo wtedy już "musiałby" się ze mną wiązać. Więc ja nie musiałam odchodzić, wystarczyło, że przestałam za nim biegać.
          W Twoim przypadku ten powód odpada, ale bardzo możliwe, że on się tak boi kolejnej ciąży. Może martwi się, że nie dacie sobie rady od strony finansowej, może czymś innym? Spróbuj z nim porozmawiać o tym. A co do antykoncepcji - może plastry albo nuva ring?
    • maheda Trochę inaczej, niż kis-moho, ale... 11.05.11, 19:46
      Wydaje się, że ma problem - jakiś natury fizycznej? Może depresja? Może cukrzyca? Może bezdech senny? Może miliony innych rzeczy, o których nie chce myśleć, a które odbijają się na Waszym seksie?

      Uderzyło mnie najbardziej to:

      > Seksuolog. Nie ma o tym mowy, bo on nie ma problemu. Tylko małe potrzeby.

      Ten fragment Twojej wypowiedzi mi się nie podoba.
      To dla mnie nie wygląda jak coś, co może powiedzieć kochający mąż.

      A czy do niego nie trafi, że moglibyście się przejść do terapeuty rodzinnego, żeby pomógł Wam w poradzeniu sobie z tym, że Ty masz większe potrzeby, niż on?
      Bo aktualnie Ty popadasz w coraz większy stres, bo nie jesteś zaspokojona, a on być może popada w coraz głębszą frustrację, bo nie staje na wysokości zadania.
      Możliwe, że terapeuta rodzinny bardziej Wam pomoże, niż seksuolog.
      • myff Re: Trochę inaczej, niż kis-moho, ale... 11.05.11, 20:01
        A może właśnie jest zbyt zawstydzony tym, że nie jest w stanie zaspokoić swojej kobiety, a tu miałby się przyznawać przed kimś trzecim do tego, obnażać najbardziej intymne część swojego i tak już osobistego życia.
        Problem w tym, że on wierzy, że leczyć można nie "gadaniną" tylko pigułami.
        • maheda Re: Trochę inaczej, niż kis-moho, ale... 11.05.11, 20:04
          A jeśli podałabyś to w formie, że jego obecność na takiej wizycie byłaby potrzebna po to, żeby Tobie pomóc?
          • myff Re: Trochę inaczej, niż kis-moho, ale... 11.05.11, 20:12
            Mahedo, powinnaś zmienić nick na Machiavelli:)
            To jest całkiem rozsądna myśl. Tak, on mnie kocha, troszczy się o mnie, a gdybym miała problem chciałby mi pomóc być przy mnie- wcale nie jest taki zły. Przemyślę to. Czy takie poradnictwo oferuje państwo w ramach NFZ czy czegoś zbliżonego czy lepiej szukać na własną rękę?
            • maheda Re: Trochę inaczej, niż kis-moho, ale... 11.05.11, 21:33
              Oferuje, ale nie wiem, czy to nie jest tak, jak ze wszystkimi specjalistami - lepiej prywatnie, niż NFZ?... nie wiem, jakie są kolejki, spróbuj się zorientować, gdzie najbliżej Ciebie jest poradnia psychologiczna terapii rodzinnej.
              Na pierwszą wizytę możesz wszak udać się sama, a po powrocie powiedzieć, że jego pomoc, żeby Tobie pomóc, byłaby bezcenna.
              Zresztą na takiej pierwszej wizycie na pewno psycholog już Ci coś doradzi.
            • ciociazlarada Re: Trochę inaczej, niż kis-moho, ale... 12.05.11, 10:49
              Bede trzymac kciuki, wiem doskonale jak takie przezycia moga uprzykrzyc/zmarnowac zycie.
              W moim przypadku nie byl to akurat lek przed ciaza, a cos zupelnie innego i niejako nierozwiazywalnego z mojej strony, ale wole nie pisac o takich rzeczach na forum, byly ex, ale jednak odrobina prywatnosci kazdemu sie nalezy...
              Sle dobre fluidy i trzymam kciuki. BTW, mam spirale i sobie chwale:)
            • kasia_grubasia Re: Trochę inaczej, niż kis-moho, ale... 12.05.11, 14:29
              Też uważam, że powinnaś się sama przejść do tego seksuologa. W końcu masz problem, tak czy nie? Nie jesteś specjalistką, więc idziesz do takowego żeby się dowiedzieć w czym rzecz. Myślę że dobrze Ci zrobi pogadanie z lekarzem, który wytłumaczy Ci, co i jak, no bo przecież my tutaj to znamy się jak kura na pieprzu. Na pewno co najmniej co druga pacjentka przychodzi z dokładnie tym samym problemem, więc lekarz ma swoje wypróbowane sposoby na takich opornych co to problemu nie mają. Albo chociaż doradzi w wyborze wibratora ;)
        • mujer_bonita Re: Trochę inaczej, niż kis-moho, ale... 11.05.11, 20:23
          myff napisała:
          > Problem w tym, że on wierzy, że leczyć można nie "gadaniną" tylko pigułami.

          Seksuolog to lekarz (w przeciwieństwie np. do psychologa) więc jak najbardziej może wypisywać recepty ;)
    • epistilbit Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 22:13
      Z takiego powodu się rozwiodłam. Czasami żałuję, że nie dałam szansy. A czasami nie, jak sobie przypomnę to spojrzenie zimnej ryby.
    • mujer_bonita Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 22:19
      myff napisała:
      > oczywiście małe potrzeby, które on zaspokaja
      > bardzo szybko i nieszczególnie finezyjnie, brak inicjacji- to już śmie
      > chu warte, bo moje próby inicjacji zawsze była zbywane jak drażniąca mucha-
      > z mojej strony.

      A czy tak było zawsze - od początku związku czy po dziecku?
    • pinupgirl_dg Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 11.05.11, 22:26
      > Piszę o tym tutaj, bo na innych forach zawsze pojawia się jeden pomysł- rozstań
      > cie się. Nie chcę się z nim rozstawać. Bo go kocham, bo on kocha mnie, bo kocha
      > go wreszcie nasze dziecko, a on je- jak mam wytłumaczyć komuś, ze rozstaję się
      > z drugim człowiekiem, bo jest słaby w łóżku?!

      A może on czuje, że Ty tak uważasz, dlatego unika seksu?
    • pierwszalitera Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 12.05.11, 12:27
      To ja ci dopiszę jeszcze moje spojrzenie na sprawę. Czasem i to wcale nie rzadko, właściwie nawet zawsze, jest tak, że konkretny partner nie spełnia w stu procentach naszych oczekiwań. I może się to zdarzyć na różnych płaszczyznach, nie tylko w sprawach seksu. Nie ma to nic wspólnego z tym, co ktoś tu w tym wątku napisał, że patrnerowi wtedy na nas nie zależy. Owszem, partner może się starać nas uszczęśliwić, ale pewnych rzeczy nie przeskoczy. To nie jest tak, że jak się kochamy, to wszystko będzie między nami grało, a jak nie gra, to znaczy, że jest tylko za mało miłości, albo za mało dobrej woli. To takie romantyczne wyobrażnie, które nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Partner jest zawsze innym człowiekiem, z inną strukturą psychiczną i ma inne pojęcie o tym, co w życiu jest ważne. Ludzie, którzy zdają sobie z tego sprawę i nauczyli się robić kompromisy są szczęśliwsi, bo zwykle nie można mieć wszystkiego i nie ma się też żadnej gwarancji, że przy następnym partnerze będzie lepiej. Może będziesz miała dobry seks, ale zabraknie czegoś innego, wtedy to inne stanie w centrum twojej uwagi i stanie się źródłem niezadowolenia. Takie jest już życie. Ale to nie znaczy, że musisz się z twoją obecną sytuacją zgadzać. Jesteście ze sobą krótko i wszystkie statystyki i doświadczenia ludzkie pokazują, że w miarę postępowania związku seks traci trochę na namiętności, ucodziennia się, czyli będzie raczej gorzej, a nie lepiej. Jeżeli partnerzy o to dbają, to bywają też jeszcze naprawdę dobre fazy, satysfakcja z pożycia staje się lepsza, bo partnerzy lepiej się znają i dogrywają, ale ten ogień pierwszych dni i lat, kiedy partner jest nowy, świeży i niezwykle interesujący, to już nie jest. Więc na cudowną odnowę zainteresowania partnera swoją osobą nie licz. Moim zdaniem on nie ma żadnych stanów lękowych przed ciążą. Mężczyźni, którzy potrzebują seksu, a nie chcą by ich partnerka zaszła w ciążę, znajdują inne techniki seksualne, które pozwalają na zaspokojnie obu partnerów bez potrzeby rezygnacji z kontaktów. Chociażby bardzo popularny seks oralny. Jeżeli więc unika seksu, to znaczy, że nie ma takich potrzeb. Możliwe też, ża ma potrzeby, ale nie kojarzysz mu się erotycznie i spełnia je w inny sposób. Sam i to mu wystarcza, bo nie jest specjalnie wymagający, albo z inną osobą, którą traktuje instrumentalnie jako erotyczny gadżet. To wcale nie jest takie nieprawdopodobne. Musisz więc pomyśleć, gdzie leżą twoje priorytety, bo możliwe, że partnera nie zmienisz i on pozostanie już takim trochę leniwym misiem panda i/albo łóżkowym prostakiem bez erotycznego polotu. Dziecko i czteroletni staż małżeński, to nie jest argument do zmarnowania sobie życia. A to ty musisz wiedzieć, jak bardzo zmarnowane będzie one w twoim przypadku, bo istnieją ludzie, którym taka sytuacja w ogóle nie przeszkadza i żyją sobie bez seksu, bo ważne są dla nich inne rzeczy. Pamiętaj jednak, że istnieje dla ciebie duże niebezpieczeństwo. Możesz bowiem kiedyś spotkać kogoś, z kim wdasz się w niby mały niezobowiązujący romans, jak ci się będzie wydawało, a hormonalna huśtawka, która wtedy powstanie, przewróci ci życie do góry nogami.
      • pinupgirl_dg Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 12.05.11, 19:21
        > Moim zdaniem on nie ma żadnych stanów lękowych przed ciążą. Mężczyźni, którzy potrzebują
        > seksu, a nie chcą by ich partnerka zaszła w ciążę, znajdują inne techniki seksualne,

        To by potwierdzał i mój przypadek...

        Nie wiem, jaki jest mój temperament, ale nie sądzę, żeby był niepokojąco niski. W taki przypadku na pewno byłoby mi trudno i zrobiłam, co w mojej mocy, żeby zaciągnąć drugą połowę do seksuologa, nie po to, żeby ją zmieniać, ale żeby wykluczyć inne problemy.
    • morgen_stern Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 12.05.11, 14:02
      Nie pakuj się w ten kanał, bo to prędzej czy później was zabije. Nie da się tego przeskoczyć i już, wiem, co mówię :)
      Rozwiązanie zagadki może być szalenie proste. Facet może być po prostu kiepski w te klocki i niespecjalnie mu zależy na twoich potrzebach, są kłopotliwe, wywołują napięcia, podkopują jego męskie ego. A ty się weź i gotuj. Nie będę ci doradzała rozstania, bo to łatwo powiedzieć, ale nie oczekiwałabym tutaj zbyt wiele.
      Jak chcesz, pisz na priv.
    • zarin Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 12.05.11, 16:11
      > Moje pytanie z tytułu, to tylko wstęp. Jest coś takiego jak temperament erotycz
      > ny? Może być mniejszy i większy?

      Tak. I nie widziałam dotąd żadnych dowodów na to, że da się trwale zmienić temperament, a widziałam takich przypadków mnóstwo. Zdarza się, że ktoś przez jakiś czas bardziej się stara, a potem wszystko wraca do normy. I właściwie nawet ciężko mieć o to pretensje do drugiej strony.

      Szczerze i brutalnie: albo się rozstaniecie, albo będziesz do końca życia nieszczęśliwa i sfrustrowana, albo znajdziesz sobie kochanka/ów i w końcu i tak się rozstaniecie.
      Jedyne, co tutaj możesz jeszcze zdziałać, to wyznaczyć konkretną datę, do której dajesz mu czas na seksuologa etc. informując, że po tym czasie odchodzisz/znajdujesz sobie kochanka (ale konsekwentnie!). Przy czym z góry uprzedzam, że na 99% nic to nie da, ew. da poprawę na krótko.

      Nie ma żadnych racjonalnych powodów, żeby czuć wyrzuty sumienia, kiedy przerywa się związek z powodu braku satysfakcji seksualnej. To jest równouprawniona sfera życia. Niezaspokajanie potrzeb partnera/rki w tym obszarze, to tak jakby ze sobą nie rozmawiać albo nie brać udziału w opiece nad wspólnym dzieckiem.
      Nie zabierasz ojca dzieciom. Cztery lata związku to nie jest długo. Jeżeli facet jest ok na innych płaszczyznach, to jesteś w dobrej sytuacji, serio, bo nie powinnaś mieć problemów przy rozwodzie, nie powinien uciekać od płacenia alimentów ani angażowania się w wychowywanie dziecka. Znajdziesz sobie kogoś innego po jakimś czasie (on pewnie też), zachowajcie dobre stosunki i będzie w porządku.

      Aha, w żadnym przypadku nie idź na forum "Brak seksu w małżeństwie", usłyszysz, że powinnaś schudnąć, chodzić po domu w szpilkach, odstawiać mu w chałupie taniec na rurze, myć podłogę w silikonowym kombinezonie, nigdy w życiu nie pokazać mu się w szlafroku, zaprosić jakąś panienkę do trójkąta, zaproponować mu głębokie gardło, w żadnym wypadku nie wymagać od niego używania gumek, nie obciążać go żadnymi obowiązkami domowymi nawet jeśli pracujecie po równo, bo się biedaczek przemęczy, etc., i w ogóle, że to wszystko Twoja wina, a od pana nie należy niczego wymagać, albowiem jest bogiem w łóżku z samego tytułu posiadania członka.
      • mujer_bonita Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 12.05.11, 18:41
        zarin napisała:
        > Aha, w żadnym przypadku nie idź na forum "Brak seksu w małżeństwie", usłyszysz,
        > że powinnaś schudnąć, chodzić po domu w szpilkach, odstawiać mu w chałupie tan
        > iec na rurze, myć podłogę w silikonowym kombinezonie, nigdy w życiu nie pokazać
        > mu się w szlafroku, zaprosić jakąś panienkę do trójkąta, zaproponować mu głębo
        > kie gardło, w żadnym wypadku nie wymagać od niego używania gumek, nie obciążać
        > go żadnymi obowiązkami domowymi nawet jeśli pracujecie po równo, bo się biedacz
        > ek przemęczy, etc., i w ogóle, że to wszystko Twoja wina, a od pana nie należy
        > niczego wymagać, albowiem jest bogiem w łóżku z samego tytułu posiadania członka.

        To akurat wierutna bzdura :D
        • myff Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 12.05.11, 19:12
          Zacznę odpowiedzi od końca i tak jednym rzutem. Podczytywałam to forum i też doszłam do podobnych wniosków, a nawet wniosku najlepsze rozwiązanie to rozstanie. Nie chcę się z nim rozstawać, chcę wiedzieć co jest nie tak, bo przecież na początku było inaczej, lepiej. Czy ja coś robię nie tak, czy on uznał że nie musi się już wysilać, bo tyle czasu razem przetrwaliśmy i przecież mogę to na pewno jakoś sobie zrekompensować, wiem gdzie leży kasa...(to ostatnie bardzo upraszczam, ale czemu nie?)
          Na początku było lepiej, nie idealnie, ale w poprzednich związkach też nie było na początku idealnie pod tym względem, a potem..ahhh...różnie;) Dziecko nie odebrało mi ochoty na seks, no może pierwsze tygodnie czy dwa trzy miesiące nie były pod tym względem najszczęśliwsze, bo nie miałam siły się podrapać po tyłku czasem i nie prezentowałam się najlepiej- szczególnie według mnie-, ale gdy nieco się oswoiłam z naszym trzecim pasażerem Nostromo i wróciłam do formy, to i libido mi skoczyło. Nie było idealnie, ale to trening czyni mistrzem. W czasie ciąży jednak nie narzekałam pod tym względem.
          Gdy zastanawiam się nad tym, zaczęło się psuć jakiś rok temu, a na pewno walnęło na początku tego. Dlatego spotyka się to z takim moim niezrozumieniem. Udawał do tej pory? Silił na coś? A może lęk przed tą ciążą jednak nad nim zwyciężył?
          Rozmowy o ciąży, kolejnych dzieciach...hmmm, tak, odbywaliśmy je. Odpowiedź, jego stanowisko jest dość spławiająca- jak będzie nas na to stać. To znaczy będziemy właścicielami WŁASNEGO M3, a jeszcze lepiej M4 i mieli miesięczne wpływy na konto 10tys (ja nie żartuję) bo przecież dziecko to straaaszne wydatki. Może kiedyś spłodzimy jeszcze jedno, ale trudno powiedzieć kiedy to nastąpi. O czymś jeszcze powinnam wspomnieć?
          A, już wiem. W rozmowach z nim nie sugeruję ani dosłownie ani nawet delikatnie, że jest kiepski w te klocki. Wiem, że mężczyźni są niezwykle wrażliwi na tym punkcie i taki tekst zamiast zmotywować do jakiejś pracy nad sobą sprawia, że mu nie staje za przeproszeniem. Robię dobre miny i staram się bardzo delikatnie podchodzić do tematu, ale jeżeli on się domyśla, że ja czuję, że nie sprawdza się to co ja mogę jeszcze zrobić? Pozostaje nam chyba tylko ktoś trzeci, kto nami pokieruje. Choć zastanawiam się czy gdy trzecia osoba, niech będzie terapeuta rodzinny powie mu, że jego żona nie jest zadowolona z seksu to czy nie odniesie się dokładnie takiego samego efektu.
          • kasia_grubasia Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 12.05.11, 19:31
            Myff, kochana, ale po co Ty się tłumaczysz. Nie ważne, czy jesteś po ciąży czy przed, coś robisz źle czy wszystko dobrze, molestujesz go co do drugiego dziecka czy nie, nawet nieważne czy się myjesz czy nie. Jakby mu się chciało to by Cię wziął nawet po miesiącu niemycia włosów ;) Przecież to nie twoja wina, że jemu się nie chce. A nawet jeśli popełniłaś jakiś błąd, co z tego? On też na pewno parę popełnił. Nie wiem czy terapia coś wam da, ale przynajmniej się dowiecie na czym stoicie.
          • besame.mucho Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 12.05.11, 19:31
            Dlatego idziesz do _sprawdzonego_ terapeuty/seksuologa. A do tego pierwszy raz idziesz sama i poza tym, że ktoś Ci go polecał, sama w rozmowie z nim widzisz, czy to sensowny człowiek. Dobry terapeuta/seksuolog nie powie "wie pan, żona się skarżyła, że jest pan słaby w te klocki", tylko zasugeruje, że nie jesteście pod względem seksu idealnie zgodni i dobrani, i że może da się coś z tym zrobić. Bez wartościowania, że ktoś tu jest lepszy, ktoś gorszy i komuś się drugi ktoś nie podoba. Zresztą to prawda - to przecież jest tak, że macie wspólny problem wynikający z różnicy temperamentów, przyzwyczajeń, upodobań czy czego tam jeszcze, a nie tak, że Ty masz problem, bo mąż jest słaby w łóżku :)
            • pinupgirl_dg Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 12.05.11, 19:41
              > . Bez wartościowania, że ktoś tu jest lepszy, ktoś gorszy i komuś się drugi kto
              > ś nie podoba. Zresztą to prawda - to przecież jest tak, że macie wspólny proble
              > m wynikający z różnicy temperamentów, przyzwyczajeń, upodobań czy czego tam jes
              > zcze, a nie tak, że Ty masz problem, bo mąż jest słaby w łóżku :)

              Amen :).
    • slotna Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 12.05.11, 19:36
      To ja nie pomoge, bo bylam w zwiazku z takim panem i mimo wysilkow, musialam odejsc. Zalowalam tylko, ze nie zrobilam tego wczesniej, bo oprocz frustracji prostej, wywolanej zwyczajnie brakiem seksu, doszly jeszcze problemy okoliczne, tj. spadla mi samoocena, czulam sie nieatrakcyjna etc.
    • sarahdonnel Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 00:02
      Bardzo rzeczowy wydał mi się post Pierwszejlitery. Przegadanie sytuacji z terapeutą rodzinnym czy seksulogiem, a nawet trenerem umiejetności interpersonalnych, o ile masz dostęp, też jest na rzeczy, bo w Twoich wypowiedziach jest kilka niepokojących (może na zasadzie flashbacku) fragmentów:
      Pierwszy to taki, w którym wspominasz, że urodzenie się dziecka było pretekstem do zamkniecia się w domu, gdyż Twój partner nie należy do osób zbyt towarzyskich. Może poza dyskoteka, nie było miejsca, w którym nie dalo się spedzic czasu z niemowlakiem - troche wyobraźni, i uprawianie życia towarzyskiego jest mozliwe.
      Po drugie - rozmowa o drugim dziecku: czy te 'warunki' są realne do spełnienia w przeciągu powiedzmy, mniej niz pięciu lat? Nie chcę krakać, ale podejrzewam, że nawet, gdyby te warunki zostały spełnione, to pojawiłyby sie jakieś inne. Czy Twój partner zdaje sobie sprawę z tego, że w wieku, w ktorym splacicie ewentualny kredyt na mieszkanie, najprawdopodobniej w ciażę nie zajdziesz z przyczyn zgoła 'technicznych'?
      Po trzecie - 'on nie ma problemu', 'nie wierzy w terapię nie-farmakologiczną' tymczasem Ty bierzesz na siebie odpowiedzialność za jego rozwiązanie, z jego 'schizą ciążową' włacznie.

      Być może nadinterpretuję, ale sytuacja, w której potrzeby jednej strony są praktycznie negowane, a druga strona narzuca swoje, nie wróży według mnie związkowi dobrze. Decyzja, czy w takim związku trwać, należy do partnerów.
      • madzioreck Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 00:20
        > Po drugie - rozmowa o drugim dziecku: czy te 'warunki' są realne do spełnienia
        > w przeciągu powiedzmy, mniej niz pięciu lat? Nie chcę krakać, ale podejrzewam,
        > że nawet, gdyby te warunki zostały spełnione, to pojawiłyby sie jakieś inne. Cz
        > y Twój partner zdaje sobie sprawę z tego, że w wieku, w ktorym splacicie ewentu
        > alny kredyt na mieszkanie, najprawdopodobniej w ciażę nie zajdziesz z przyczyn
        > zgoła 'technicznych'?

        Może tu nie chodzi o "zdawanie sobie sprawy", tylko narzucenie z góry warunków zaporowych :(
      • pinupgirl_dg Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 00:32
        > Być może nadinterpretuję, ale sytuacja, w której potrzeby jednej strony są prak
        > tycznie negowane, a druga strona narzuca swoje, nie wróży według mnie związkowi
        > dobrze. Decyzja, czy w takim związku trwać, należy do partnerów.

        Wiesz, trudno mi sobie wyobrazić w tej sytuacji kompromis, moim zdaniem jest tylko jedno wyjście - strona z większymi potrzebami musi się dostosować, bo trudno tę drugą stronę zmusić. Co nie znaczy, że nie można oczekiwać, że ta druga strona włoży w to trochę serca, chociażby miało to być bardzo nieporadne. Wydaje mi się, że tutaj obie strony są tak zapatrzone w swoje problemy i w swoje większe czy mniejsze potrzeby, że trudno im się będzie dogadać bez pomocy. Jednocześnie z tego, co pisze myff, wciąż im na sobie zależy więc mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, chociaż w tej całej historii też widzę dużo poważniejsze (dla mnie) problemy, niż niedopasowanie w łóżku.
        • ananke666 Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 01:10
          > Wiesz, trudno mi sobie wyobrazić w tej sytuacji kompromis, moim zdaniem jest ty
          > lko jedno wyjście - strona z większymi potrzebami musi się dostosować, bo trudn
          > o tę drugą stronę zmusić.

          Kompromis istnieje, tylko nie każdemu musi odpowiadać. Jeśli chętniejszego partnera satysfakcjonują inne formy seksu, druga strona może się dopasować. Możliwości jest kilka, od pieszczot rozmaitych, poprzez seks oralny do zabaweczek. Mniej chętnej stronie potrzebna jest do tego czułość i chęć zaspokojenia partnera. Podniecenie nie jest konieczne. Tylko dobra wola.
        • maheda Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 07:32
          pinupgirl_dg napisała:

          > Wydaje mi się, że tutaj obie strony są tak zapatrzone w swoje problemy i w swoje
          > większe czy mniejsze potrzeby, że trudno im się będzie dogadać bez pomocy.

          Też tak mi się właśnie wydaje, stąd moja wcześniejsza propozycja terapeuty rodzinnego, a nie seksuologa.
      • myff Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 09:10
        "Pierwszy to taki, w którym wspominasz, że urodzenie się dziecka było pretekstem do zamkniecia się w domu, gdyż Twój partner nie należy do osób zbyt towarzyskich. Może poza dyskoteka, nie było miejsca, w którym nie dalo się spedzic czasu z niemowlakiem - troche wyobraźni, i uprawianie życia towarzyskiego jest mozliwe. "

        Tu zostałam chyba nieco błędnie zrozumiana, ja się nie dałam zamknąć w domu:D chadzałam ze swoim bobasem na co spokojniejsze spotkania czy inne imprezy, odwiedzałam swoje przyjaciółki i byliśmy z nim w dość długich podróżach po kraju w czasie wakacji. Ale on tego nie lubi i dziecko nie wpłynęło znacząco na jego tryb życia. Nie musiał z niczego rezygnować, a może nawet było mu to na rękę, bo wykręt małe dziecko doskonały i niepodważalny. Nie musiał się zaharowywać, żeby utrzymać dodatkowego członka rodziny. Pracował tyle ile pracował, nadgodzin nie brał, a podwyżki i tak były.

        Trochę mi się nie podoba wytykanie mi(?) mojego zapatrzenia w swoje potrzeby. A kto ma być w nie zapatrzony? Nim związałam się z tym człowiekiem, byłam z kimś dla kogo się poświęcałam i wpatrzona byłam tylko w niego, w jego monstrualne i wyśrubowane potrzeby. Gdy się z hukiem rozstawaliśmy, postanowiłam wreszcie zadbać o siebie i walczyć o swoje. Nie chcę być męczennicą, bo to się zemści, może nie w ciągu 5 czy 10 lat, ale 15, 20...mogę stać się kimś pełnym żalu, że tak się poświęcałam i co właściwie z tego mam? Ciągle to komuś wyrzucać itp. Może oboje przesadzamy z tym "zdrowym egoizmem", ale wierzę że na dłuższą metę obojgu nam wyjdzie to na zdrowie, bo zwyczajnie nie damy się stłamsić. Ja wiem, że życie jest sztuką kompromisów i jeżeli jest tak, że on ma taki temperament i to nie ma nic wspólnego z jakąś fobią czy psychozą albo cukrzycą i bezdechem nocnym i nie przeskoczy sam siebie, to zaakceptuję to. Przyjmę z całym dobrodziejstwem inwentarza i tak dalej. Może jakoś inaczej rozładuję tę energię. Ale chciałabym, żeby ta mała ilość szła w parze z wysoką jakością;) a nie było to odwalaniem jakiejś pańszczyzny. Za nic w świecie nie chciałabym go gwałcić dosłownie i w przenośni. Bo to nie egoizm tylko patalogia:) ale siebie też nie.

        Rozmawialiśmy wczoraj o ciąży i wpływie miesięcznych wpływów na jej planowanie.
        Wróciła kwestia jeśli nie wielkiego, to przynajmniej własnego M. Zrozumiałe jest, że spłacenie tak wielkiego kredytu zanim się zdecydujemy na kolejne dziecko wyklucza zajście w ciążę, bo jestem zwyczajnie za stara na dzień dzisiejszy i za 20-25 lat będę wchodzić już w etap menopauzy powoli. W każdym razie i dla mnie i dlatego dziecka to nie byłby najlepszy moment na ciążę. Ale rozmowę zaczęłam od pytania czy boi się ciąży, bo można odnieść wrażenie, że ma na jej punkcie obsesję. Niby, ależ skąd...a po chwili, a ty się nie boisz? I oczywiście, a jesteś w ciąży? Na prowokację, a gdybym była to co? Oczy mu się baardzo rozszerzyły i jakby nieco stężał. Więc się boi, nawet jeśli próbuje robić dobrą minę.
        Dziś do argumentu o swoim mieszkaniu- na razie wynajmujemy od prywatnej osoby- który jestem w stanie poprzeć, bo jednak wynajmowane mieszkanie niesie ze sobą pewne ryzyko, że wynajmującemu w każdej chwili może się odwidzieć i może nas wyrzucić. Oczywiście, mamy 2 miesiące okresu wypowiedzenia, ale i tak musimy znaleźć coś nowego i w zasadzie organizować sobie życie od nowa. To spory problem, ale nie o tym chciałam. Kolejny argument, poza kasą- małe dziecko dużo kosztuje, bo wyprawka, bo potem pieluchy, ubranka, zabawki, odżywki i tak dalej...to to, że mamy nadal małe dziecko. Które jest dość absorbujące i niesamodzielne. Ergo, ciąża nie byłaby nam na rękę. Ciąża jest zła. Nie chcemy zajść w ciążę, ani teraz ani w ciągu najbliższych 3-5 lat.

        Wczoraj jakby na zakończenie poinformował mnie o mądrości wyczytanej w internecie, że ludzie cieszą się najbardziej i najgłębiej doceniają swoje potomstwo...uwaga, po 40 tce. Bo przedtem powinni się wyszumieć. Nie wiem kto tak twierdzi...ale mnie zwaliło z nóg.
        Na dzieci po 40 tce jednak może sobie pozwolić mężczyzna, nie kobieta;/

        Sprawdzę tych terapeutów w Warszawie i chyba zaopatrzę się w jakiś sprzęt. I adoptuję kota. W końcu jego też można nieziemsko hołubić:) patrzeć jak rośnie, rozpuszczać, gadać do niego, bawić się z nim, zasypiać...kupować różne- naprawdę różne rzeczy:D

        Czyli muszę się zacząć orientować
        • diuszesa Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 12:13
          To ja Ci jeszcze od siebie coś napiszę.
          Łatwo jest komuś napisać: Odejdź od niego, z tej mąki chleba nie będzie, musisz to przeciąć itp. Ba, gdyby to było takie proste. Jak sama napisałaś, nie chcesz się z nim rozstawać, bo go kochasz. Jeżeli na innych płaszczyznach niż seks dobrze jest Wam ze sobą, i jesteście przekonani, że do siebie pasujecie, nadajecie na tych samych falach, to może warto powalczyć? Znaleźć wtedy kompromis, o którym pisała jedna z forumek - zamiast stosunku inne formy zaspokojenia seksualnego (seks oralny, zabawki itp.). No i pomoc seksuologa tez by się przydała.
          Gorzej, jeśli i na innych płaszczyznach nie dogadujecie się. Bo to nie jest tak, że jak jest dobry seks, to i wszędzie indziej jest dobrze. Myślę, że jest wręcz odwrotnie - głęboka relacja między partnerami, zaufanie, przyjaźń, wspólne zainteresowania, podobny system wartości, nadawanie na tych samych falach - to sprawia, że seks może byc udany. Bo seks jest nie tylko fizyczną gimnastyką, ale i wyrazem miłości, zaufania, oddania. A jak ich nie ma w związku, to niby skąd ma być dobry seks, gdzie jest ta "pożywka"? Hormony itp.? To jest dobre przez pierwsze dwa lata; potem, w trakcie codziennego życia, słabnie, i musi posiłkować się czym innym niż tylko erotyczną fascynacją.
          Czy wy jesteście dograni? Czy gracie w tej samej drużynie?
          Spróbujcie przyjrzeć się waszemu związkowi.
          Czy przyjaźnicie się? Czy macie pewność, że partner stanie zawsze po waszej stronie, choćby nie wiem co? Czy macie do siebie zaufanie, że żadne z was świadomie nie zrobiłoby nic, co skrzywdzić mogłoby drugie? Czy nie ograniczacie siebie nawzajem, mówiąc: Nie możesz robic tego/tamtego; nie możesz iść tam czy tam? Czy dajecie sobie odrobinę wolności - tak fizycznej, jak i psychicznej? Czy chętnie do siebie wracacie? Czy tęsknicie za sobą?
          Czy lubicie spędzać razem czas? Czy czujecie się dobrze w swoim towarzystwie? Czy macie podobne poczucie humoru? Czy śmiejecie się z tych samych żartów?
          Czy rozmawiacie ze sobą o sprawach innych niż dom, dziecko, finanse? Czy wiecie coś o swoich wyznawanych wartościach, poglądach, czy też nigdy was to nie interesowało? Jak zwracacie się do siebie? (tu chodzi mi akurat o to, żeby się wzajemnie nadmiernie nie upupiać. Bo jak facet jest wiecznie misiaczkiem i pieseczkiem, to to może też wpłynąć na to, jak on o sobie myśli. Na zasadzie: takim mnie masz, jakim mnie stworzyłaś). Czy macie podobny pogląd na istotę seksu w związku, na wychowanie dzieci? Czy traktujesz go na codzień nie tylko jak ojca swego dziecka, ale jak mężczyznę, partnera? I czy on Ciebie tak traktuje? Czy utrzymujecie zainteresowanie swoją fizycznością? Czy staracie się być chociaż odrobinę atrakcyjni fizycznie dla siebie? Czy na codzień okazujecie sobie bliskość inną niż erotyczna?
          Przyjrzyjcie się waszej relacji.
          Jak bilans wypadnie na nie, to może warto pomyśleć o rozstaniu.
          • myff Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 14:47
            Strasznie dużo pytań na, które muszę sobie przede wszystkim odpowiedzieć.
            Ale nie połączyło nas wzajemne pożądanie. A przyjemność spędzania wspólnie czasu. Rozmowy. O wszystkim, niczym. Kino, spacery. Cielesność była ważna, przed tym się nie ucieknie, ale nie najważniejsza. Była dodatkiem. To, ze seks nie przesłaniał wszystkiego było w tym cudowne- mimo mojego głębokiego upodobania do niego.
            Lubimy wspólnie milczeć. I nie znaczy, to że nie mamy sobie nic do powiedzenia, jesteśmy obrażeni po prostu są chwile, które nie wymagają żadnego komentarza. Jak się namyślę czy nie za bardzo to ekshibicjonistyczne, to może odpowiem na te pytania.

            Co do pieszczot..co konkretnie macie na myśli? Kwestia seksu oralnego wracała w rozmowach. Ale nie chcę o tym mówić, pisać. Może się domyślicie dlaczego, a może nie. Ale sama na razie chcę się z tym uporać i porozmawiać najpierw o tym z nim.
            Dziękuję za wszystkie dobre słowa, wszelkie ciepłe myśli i zapewnienia o solidarności ze mną. To dla mnie ważne, nie czuję się taką łajzą, która nie potrafi sobie sama poradzić poradzenia się w sumie grupy zupełnie obcych osób.
            • diuszesa Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 16:18
              myff napisała:


              > Jak się namyślę czy nie za bardzo to ekshibicjonistyczne, to może odpowiem na t
              > e pytania.

              Myff, ale nie musisz odpowiadać tu na forum. Ważne, żebyś odpowiedziała najpierw sama przed sobą, a potem porozmawiała o tym z partnerem. Przyjrzyjcie się waszej relacji; zobaczcie, czy faktycznie idziecie tą samą drogą. Bo jak nie idziecie ta samą drogą, to jak możecie się spotkać? Żeby się spotkać, trzeba podążać w tym samym kierunku. Jeżeli wasze światy są w zupełnie odległych miejscach, to się w łóżku nie spotkacie.
              I te dwa światy to np. może być w waszym przypadku posiadanie i nieposiadanie kolejnego dziecka. Myślę, że Pierwszalitera może mieć sporo racji w kwestii jego reakcji obronnej na konieczność wpasowania się w schemat życia i sprostanie Twoim oczekiwaniom prorodzinnym.

              A jeszcze mi przyszło do głowy. Jeśli powodem jest jego "schiza ciążowa", to czego on KONKRETNIE się boi? Co mu sprawia lęk w związku z posiadaniem i wychowywaniem dziecka? Co jest dla niego uciążliwe, dyskomfortowe, bolesne? Może da się to jakoś wyeliminować poprzez zastosowanie innych metod opieki nad dzieckiem?
              Dobrze by było, żeby odpowiedział Ci konkretnie, czego się obawia - jakich czynności, jakich sytuacji, jakich odczuć. Może się okaże, że nie taki wilk straszny jak go malują. (Chociazby te wydatki - przecież dziecko do roku to nie kosztuje prawie nic, jeśli macie już rzeczy po starszym.)
              • diuszesa Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 16:25
                diuszesa napisała:
                . Może się okaże, że nie taki wilk straszn
                > y jak go malują.

                Diabeł znaczy się chciałam powiedzieć ;-)
                >
                >
              • myff Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 17:06
                Te dzieci są w takim razie patem.
                Choć nie chodzę za nim i nie marudzę jakie te maluszki są słodkie, nie szczebioczę nad dziecięcymi wózkami, nie patrzę tęsknie na sklepi z malutkimi ubrankami. Po prostu raz czy dwa kiedyś zadeklarowałam, że chciałabym mieć dzieci. To nie miało być nic wiążącego. Jak się z tego wykaraskać? Krzyknąć żartowałam? Słowo się rzekło i już tego nie cofnę. Przecież normalni ludzie rozmawiają ze sobą o tym, dlaczego trzeba to traktować tak zobowiązująco. Ja chcę, on nie chce. Trudno. Wezmę sobie kota albo lepiej dwa. Ale czemu od razu robić z tego takie halo?
                Wie o wielu moich małych czy większych zachciankach, o których oboje wiemy, że nie ma zamiaru w nich maczać palców, bo na przykład nie podziela mojego zapatrzenia w "cudowne wyspy brytyjskie" ale ja mogę się realizować jak mi się podoba pod tym względem, nie wygląda jakby miał z tego powodu wyrzuty sumienia. Mamy każdy swój kawałek podłogi, czas, który poświęcamy każde tylko samemu sobie i czujemy się z tym doskonale. Nie gwałcę go- ani on mnie!- zmuszając do jedzenia czegoś, gdzieś, z kimś, do oglądania filmów, programów czy spotykania się z kimś, myślę że bylibyśmy w stanie wyjechać kiedyś na oddzielne wakacje tram gdzie nam by się podobało, ale na razie ze względu na dziecko- w pojedynkę z takim maluchem w obcym miejscu byłoby bardzo trudno.
                Owszem okazujemy sobie czułość, zainteresowanie sobą swoją cielesnością, wychodzimy razem, czytamy te same książki, oglądamy te same filmy, dyskutujemy o nich. W wielu sferach uzupełniamy się, ja uwielbiam gotować (dla kogoś) on uwielbia to co ja gotuję, to jak gotuję:) Ja mam silny instynkt opiekuńczy, a on potrzebuje kogoś kto się nim zaopiekuje, zatroszczy o niego, bo od najmłodszych lat musiał się wykazywać dużą samodzielnością, zaradnością, wysoką odpowiedzialnością. On potrzebuje kogoś, kto będzie go znał lepiej niż on sam siebie;) i intuicyjnie się do do niego dopasuje. Jeżeli on nie ma humoru nie będę zadawać zbędnych pytań albo wręcz odwrotnie, powiem coś pocieszającego. Nawet banał.
                Powiedzmy, że jesteśmy duetem z pod znaku serce i rozum. On jest chłodny, analityczny, bywa, że szorstki i rozsądniejszy. Ja jestem empatyczna, współczująca, impulsywna i spontaniczna.
                Nie ma mamy problemu z przecięciem na linii zainteresowań, systemu wartości, poglądów nawet jeśli nie zawsze się w 100% zgadzamy ze sobą- tak jest ciekawiej, bo co a przyjemność rozmawiać z kimś znając jego odpowiedzi, bo są takie jak moje tezy?;>- gustów. Jesteśmy sobą zainteresowani, podobamy się sobie mimo jakiś niedoskonałości. Nie ma ciała adonisa rodem z kalendarza cosmopolitan, ale mnie to odpowiada, bo ja nie mam nóg modelki i talii osy. Zaskakujemy siebie ciągle. Coś czego mi brakuje w tym związku to ten seks. Trochę jakby za szybko się wypaliła ta namiętność i pasja dwudziestolatków. Może to dlatego, że tak naprawdę nigdy nie było na nią czasu? Za szybko musieliśmy dorosnąć i to jest pokłosie decyzji, które podjęliśmy kilka lat temu?


                Zastanawiam się także nad czymś absolutnie prozaicznym. Diuszesa o to pytała, czy dbamy o siebie o swoje ciała, ich atrakcyjny wygląd. Mam odczucie, że w ostatnim roku zaczęłam się bardziej do tego przykładać. Walczę z cellulitem i pękającymi piętami. Robię sobie pedicure, chadzam do kosmetyczki i fryzjera, nacieram się wonnymi balsamami i eksperymentuję z makijażem- szukam swojej kolorystyki- zaczęłam się inaczej ubierać. Kobieco. Przytyłam drogie panie. Od lipca zeszłego roku 10kg będzie. Z czego 3 do 4 po tabsach;/ po ich odstawieniu zeszło może 2kg. Nie jestem zbyt wysoka...8kg plus to sporo.
                Jak zapytać faceta czy jestem gruba czy (nie) atrakcyjna, żeby nie potraktował tego jako prowokacji? Tym dosyć optymistycznym akcentem (jednak zrzucić nawet 18 kg jest łatwiej niż pogodzić chęć posiadania dzieci z ich nie posiadaniem lub zwalczyć uzasadniony lęk przed ciążą [jesteśmy płodni] i kochać się namiętnie) kończę na razie.

                PS. nie chciałam Cię zaatakować Pierwszalitero, jeśli tak to odczułaś to nie było moim zamiarem.
                • pierwszalitera Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 17:43
                  myff napisała:

                  > PS. nie chciałam Cię zaatakować Pierwszalitero, jeśli tak to odczułaś to nie by
                  > ło moim zamiarem.

                  Mnie nie chodziło też o to, że zaatakowałaś mnie, czy moją wersję widzenia sprawy, tylko byś spojrzała na to z innej perspektywy, nie z perspektywy osoby, której dzieje się krzywda. Zachowanie partnera nie jest bowiem zwykle spowodowane złą wolą. Bardzo znaczące są też te słowa: a on potrzebuje kogoś kto się nim zaopiekuje, zatroszczy o niego, bo od najmłodszych lat musiał się wykazywać dużą samodzielnością, zaradnością, wysoką odpowiedzialnością. On potrzebuje kogoś, kto będzie go znał lepiej niż on sam siebie;) To niemalże jest potwierdzeniem mojej teorii, że on zwykle dobro innych stawiał przed swoje i nigdy nie mógł wykazać się zdrowym egoizmem, który pozwoliłby mu poznać swoje własne potrzeby. W takiej sytuacji bardzo trudno odkryć, czego się naprawdę chce. Jego poczucie obowiązku jest zbyt wielkie. Zwykle z biegiem czasu ma się tylko niejasne poczucie, że coś niepasuje, ale bardzo trudno przyznać się nawet przed sobą, że chciałoby się inaczej, niż życzy sobie droga nam osoba. On bardzo chce chcieć tak jak ty i nawet próbował, ale nie bardzo mu się to udaje. Nie wydaje mi się, że ma to coś wspólnego z twoją atrakcyjnością. Całkiem możliwe, że on czuje swoje niezadowolenie, które go drażni i daje poczucie porażki, i to on czuje się przez to nieatrakcyjny. Do seksu trzeba się bowiem samemu dobrze czuć i atrakcje partnerki raczej wiele nie pomogą. Bardzo trudno przełamać taki schemat, nie wystarczy powiedzieć, że zmieniłaś zdanie z planami na przyszłość i może się odrężyć, potrzebujecie chyba profesjonalisty.
        • pierwszalitera Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 13:45
          myff napisała:

          > Wczoraj jakby na zakończenie poinformował mnie o mądrości wyczytanej w internec
          > ie, że ludzie cieszą się najbardziej i najgłębiej doceniają swoje potomstwo...u
          > waga, po 40 tce. Bo przedtem powinni się wyszumieć. Nie wiem kto tak twierdzi..
          > .ale mnie zwaliło z nóg.
          > Na dzieci po 40 tce jednak może sobie pozwolić mężczyzna, nie kobieta;/

          No i właśnie. Uderza tu, że macie zupełnie inne wyobrażenie o tym, jak powinno wyglądać wasze życie. Miłość miłością, ale ona nie zapewni, że ludzie będą ze sobą szczęśliwi, jeżeli w tej najważniejszej kwesti nie są do siebie dopasowani. Ty masz konkretny plan, życzysz sobie rodziny, jedno dziecko już masz i chciałabyś mieć drugie, ale czy pytałaś partnera, czy jemu też to odpowiada? W pewnym sensie został zmuszony do zaakceptowania pierwszej ciąży, sama napisałaś, że nie była planowana. A może nie chciał w ogóle dzieci, albo nie zdążył się nawet nad tym zastanowić, bo zadecydowało się samo bez niego? Być może wydawało mu się nawet, że dzieci są w porządku, w końcu większość tak robi, ludzie się kochają, pobierają, przychodzą upragnione dzieci itd. W głębi serca jednak i tego nie wiedział może wcześniej, taki model rodziny wcale go nie uszczęśliwia i jego małe zaangażowanie w to wszystko jest poważną poszlaką. Jeżeli cię kocha, to pewnie zależy mu na twoich szczęściu, więc stara się jak może zaakceptować twoje potrzeby życia rodzinnego. Być może nie potrafi powiedzieć wprost, że to go przerasta, że już jedno dziecko jest mu w zasadzie za wiele, a na drugie nie ma w ogóle już ochoty. Nie potrafi ci tego powiedzieć, bo nie chce sprawić ci przykrości i może ma nawet wrażenie, że to u niego coś musi być nie w porządku, przecież większość ludzie uważa rodzinę za źródło szczęścia. Możliwe, że jest mocno nieszczęśliwy w tej patowej sytuacji, bo z jednej strony kocha cię i chce uszczęśliwić, ale czuję, że oznacza to rezygnację z samego siebie. Skąpienie ci seksu może być więc podświadomą chęcią ukarania cię za tą sytuację, tu ma pełną kontrolę i może cię odrzucić. Jak napisałam, to nie jest świadome, ale jest to coś w rodzaju obrony przed tobą i twoją "zaborczością", jedynym sposobem powiedzenia NIE.
          • myff Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 14:33
            Gdyby kogoś to interesowało, to ja też nie byłam zachwycona tą ciążą. Dzieckiem w tym momencie. Może nawet w ogóle dziećmi. Są słodkie, ale fajnie móc wyjść w każdej chwili, że tak to mocno uproszczę. Ja miałam ogromne wątpliwości, gotowa byłam na dość zdecydowane kroki. Mocno, zatrzęsło naszym związkiem, bo ktoś mi nieżyczliwy mógłby uznać, że zrobiłam to celowo- przecież gdyby coś się między nami nie układało, posypało to taki przyzwoity facet będzie miał duże opory przed rozejściem się.
            Nie chcę kolejnego dziecka tu i teraz, natychmiast, ale chciałabym je mieć bliżej trzydziestki niż czterdziestki. Owszem, nasza sytuacja materialna i mieszkaniowa regularnie, stopniowo się poprawia i dziś jest nieporównywalna z tym co 4 lata temu, ale i ja bym chciała, żeby była stabilniejsza i jeszcze lepsza. Wiem, że teraz to nie będzie najlepszy moment, bo mimo najlepszych chęci mojego życiowego partnera, to ja w głównej mierze sprawuję opiekę nad dzieckiem. To ja zajmuję się domem i jeszcze znajduję czas na swoją pracę, która jest raczej odskocznią od prania, prasowania i spacerków na plac zabaw niż realnym źródłem utrzymania. Nie udźwignęłabym opieki nad dwójką małych dzieci sama. Jego rodzice mieszkają bardzo daleko, moi pracują. Klops.
            Chce mnie ukarać? To już bardzo nie w porządku w takim razie. Sama w tę ciążę nie zaszłam- przykro mi, kobiety nie są wiatropylne- i odpowiedzialność za to jest po obu stronach, taka sama. I równo ją ponosimy oboje. Dyskutowaliśmy o innych rozwiązaniach, gdy był na to czas, ale nie chciał ich wziąć pod uwagę. Może rzeczywiście się przeliczył ze swoimi możliwościami, fizycznymi i psychicznymi. I jedno dziecko, to już o jedno za dużo. Są dni, całe tygodnie kiedy jestem w stanie przyznać mu rację, choć przecież i tak muszę więcej dać z siebie niż on. W tej sferze. To nie znaczy, że się nie angażuje! Bardzo się angażuje, ale nie oszukujmy się, gdy go nie ma w domu po 10 godzin i więcej, ja mimo licznych obowiązków- nawet dzielonych jako tako- jestem bardziej w tym. I nawet gdy choruję, gdy mam swoje bolesne menstruacje nie mogę wziąć wolnego, L4 i nie ma mnie dla nikogo. On też się nie może zwolnić. Powzięliśmy tę decyzję razem i razem ponosimy jej konsekwencje. Więc dlaczego, to mnie ma spotykać kara?
            I teraz też go nie stawiam albo dasz mi zdrowego dzieciaka albo z nami koniec. Nie zaczynam zdania, od "bo ja bym chciała mieć więcej dzieci, najlepiej małą śliczną córeczkę..więc, co robisz dziś wieczorem?" Pytam go czy chce mieć KIEDYŚ więcej dzieci. A jeśli tak, to ile, od czego to uzależnia. Nie nudzę całe dnie tymi bachorami, nie robię notatek o swojej płodności. Stawiam sprawę jasno, jeśli nie chcesz, to może warto zainteresować się zabiegiem podwiązania jajowodów- i myślę o tym serio, serio- bo chyba nie ma skuteczniejszej metody. I tu zdziwko, bo on gwałtownie się obrusza, a co jak kiedyś zmienimy zdanie?! Tylko, że jemu jest łatwiej, bo kiedy się już wyszumi, ustatkuje i odchowa jedynaka, to dla mnie może być za późno. Jak się to wielokrotnie przewija na różnych forach, dziecko nie jest zabawką albo niezbędnym sprzętem, który dobrze się prezentuje na zdjęciach, czymś co wypada mieć. Ukoronowaniem. Na zasadzie, jestem dobrze ustawiony, mam fajne mieszkanie, całkiem atrakcyjną żonę, kasę którą odkładałem przez lat 20 to mogę sobie strzelić dzieciaka, żeby dopełnić obrazu sielanki. Więc myślę, że najdalej za 10 lat zdecyduję się na ten zabieg. Bo chyba mam największe prawo decydować o swoim ciele. I płodności.
            Jeszcze jedno mi przyszło do głowy. Jeżeli kara mnie właśnie w taki wyrafinowany sposób odbierając mi akurat seks, to musi go chyba wyjątkowo nie lubić.
            • pierwszalitera Re: Temperament erotyczny- istnieje takie pojęcie 13.05.11, 15:10
              myff napisała:

              > Chce mnie ukarać? To już bardzo nie w porządku w takim razie. Sama w tę ciążę n
              > ie zaszłam- przykro mi, kobiety nie są wiatropylne- i odpowiedzialność za to je
              > st po obu stronach, taka sama. I równo ją ponosimy oboje.

              Nie odbieraj tego jako ataku, tylko spróbuj spojrzeć na sprawę trochę neutralnie. Jasne, że dzieci nie są wiatropylne, ale mimo tego wiele ludzi świadomie nie korzysta z opcji rodzicielstwa i uważa takie wyjście życiowe za lepsze. Twój partner poniósł też z całą odpowiedzialnością konsekwencje życia seksualnego, deklaruje chęci i czynnie się może angażuje, ale to nie znaczy, że sytuacja go uszczęśliwia i że angażuje się mentalnie. Ta kara, o której pisałam, to nie jest jego świadomy wybór. Tobie wydaje się, że to nie w porządku, bo widziesz w pierwszej lini swoje potrzeby, zgoda, masz do tego prawo, ale tak jak nie możesz zmusić nikogo do miłości, nie możesz zmusić nikogo do szczęścia na twój sposób. Ta sytuacja jest nawet dowodem na to, że jesteś dla partnera ważna i bierze pod uwagę twoje plany życiowe, ale dzieje się kosztem jego samorealizacji, więc pojawia się u niego podświadoma frustracja, której konsekwencje odczuwasz w łóżku. I koło się zamka. Pytaniem, czy chce mieć więcej dzieci stawiasz go pod murem, bo on zdaje sobie sprawę, że to jest coś, czego TY sobie życzysz, a on nie ma odwagi ci tego odebrać, nie ma odwagi podjąć decyzji, która jego zdaniem mogłaby cię trafić, więc cierpi sobie na swój sposób i wysyła sprzeczne sygnały. Niby dopiero po 40-stce, w praktyce czyli nigdy, ale może jednak tak, bo może mu się odmieni. Że nie ma ochoty na radosne baraszkowanie w łóżku jest zrozumiałe. U mężczyzn długotrwały stres i frustracja bardzo często pokazują się w ten sposób. Zresztą nie tylko u mężczyzn. Moim zdaniem twój facet ma dramatyczne problemy z definiowaniem swoich własnych potrzeb, bo ciągle ma wrażenie, że musi robić to, czego od niego oczekują inni. On w pewnym sensie funkcjonuje według stereotypowego, narzuconego sobie siłą woli planu, ale jak widać, gdzieś tam zaczyna się sypać, bo nie daje rady.
    • maheda Nie mów mu "misiu" 13.05.11, 20:57
      zdrowie.onet.pl/zycie-intymne/przestan-mowic-mu-misiu-i-idz-z-nim-do-lozka,1,4102151,artykul.html

      Niezły artykuł.
      • madzioreck Re: Nie mów mu "misiu" 13.05.11, 21:16
        A mnie odrobinę podniósł ciśnienie, grrr.
        • maheda A dlaczego? 13.05.11, 21:30
          Znaczy - któryś konkretny fragment?
          • zmijunia.lbn Re: A dlaczego? 13.05.11, 21:38
            Mi nic te wskazówki nie podniosły, bo w ogóle totalnie do mnie nie trafiły. :P
            Ja wiem, że za 20 lat mój związek może wyglądać zupełnie inaczej - ba, że może w ogóle nie istnieć.. Ale odnoszę wrażenie, że to są rady dla ludzi, którzy poznali się w łóżku i teraz są razem tylko i wyłącznie z wyboru.

            I podobał mi się kawałek o "skarbie" - nie wpadłabym na to, żeby mówić o barmanie jak o czymś, czego szuka się całe życie i bardzo boi się to stracić. No cóż, musiałabym chyba popaść w ciężki alkoholizm. :P
            • maheda Re: A dlaczego? 13.05.11, 21:43
              zmijunia.lbn napisała:

              > Mi nic te wskazówki nie podniosły, bo w ogóle totalnie do mnie nie trafiły. :P
              > Ja wiem, że za 20 lat mój związek może wyglądać zupełnie inaczej - ba, że może
              > w ogóle nie istnieć.. Ale odnoszę wrażenie, że to są rady dla ludzi, którzy poz
              > nali się w łóżku i teraz są razem tylko i wyłącznie z wyboru.

              Bardzo, bardzo się mylisz. Ludzie się z upływem czasu - a zwłaszcza przy zmianie warunków - bardzo zmieniają. Bardzo.

              > I podobał mi się kawałek o "skarbie" - nie wpadłabym na to, żeby mówić o barman
              > ie jak o czymś, czego szuka się całe życie i bardzo boi się to stracić. No cóż,
              > musiałabym chyba popaść w ciężki alkoholizm. :P

              Nie jest to najszczęśliwsze tłumaczenie na polski, być może lepszym tłumaczeniem byłoby "kochany" lub "kochanie" w przypadku osób, które tego wyrazu używają do sąsiadek, kolegów i tak dalej.
              Po angielsku chodziło pewnie o "honey", a tym terminem można się też zwrócić do barmana w pubie ;)
              • pinupgirl_dg Re: A dlaczego? 16.05.11, 11:34
                > > Mi nic te wskazówki nie podniosły, bo w ogóle totalnie do mnie nie trafił
                > y. :P
                > > Ja wiem, że za 20 lat mój związek może wyglądać zupełnie inaczej - ba, że
                > może
                > > w ogóle nie istnieć.. Ale odnoszę wrażenie, że to są rady dla ludzi, któr
                > zy poz
                > > nali się w łóżku i teraz są razem tylko i wyłącznie z wyboru.
                >
                > Bardzo, bardzo się mylisz. Ludzie się z upływem czasu - a zwłaszcza przy zmiani
                > e warunków - bardzo zmieniają. Bardzo.

                Sądzę, że o to właśnie zmijuni chodziło. Ja też zdaję sobie sprawę, że za 20 lat seks może już nie będzie moim priorytetem (chociaż w tej chwili trudno mi sobie to wyobrazić :D). Oczywiście, mam nadzieję na udane, piękne życie erotyczne jak najdłużej, ale przyjmuję do wiadomości, że pewnie będzie inaczej, co nie znaczy, że gorzej.
                • maheda Re: A dlaczego? 16.05.11, 11:46
                  Ale mnie nie o to chodziło, że seks się nie stanie priorytetem.
                  Ale może się okazać, że za 20 lat (albo i za 8) seks _z_TŻ_ nie będzie priorytetem z różnych względów.
                  Dla takich właśnie ludzi jest ta książka.
          • madzioreck Re: A dlaczego? 13.05.11, 22:07
            Głównie chodzi mi o potworne ujednolicenie relacji międzyludzkich. Jedna cudowna recepta dla wszystkich. A prawda jest taka, że to, co jednego nudzi i kojarzy się z ciepłymi kapciami, a nie seksem, drugiego może kręcić. No więc mnie konkretnie ruszył na przykład fragment na temat, że mamy sobie nie skarbować, tylko na co dzień mówić po imieniu... tak się składa, że po imieniu mówimy sobie tylko, jak się na siebie lekko podkurzymy albo zniecierpliwimy: Michał! Madzia! W żadnych innych okolicznościach. Więc bezmyślne zastosowanie tego wspaniałego patentu odniosłoby raczej skutek odmienny od zamierzonego ;)
            Wkurzył mnie też zakaz rozmów o seksie... no dżizas, całe lata różni mądrzy pompowali nas radami, aby nie czekać, aż ktoś się domyśli, bo statystyczny człowiek nie jest wróżką, a tu nagle co... może niektóre osoby faktycznie potrafią tylko mową ciała pokazać, czego chcą lub nie, ja nie potrafię, i bywało, że drobiazg, który mi przeszkadzał lub którego brakowało, załatwiało jedno krótkie zdanie, i to, o zgrozo, wypowiedziane cienkim głosikiem, jak do pieska, czy tam misia ;P A ile potem jeszcze ze sprawdzania w przećwiczeniu, czy aby teraz będzie dobrze :D Powinnam się, według autorek, miesiącami głowić i cierpieć w milczeniu, jak to przekazać niewerbalnie...
            Co to znaczy - zakaz wspólnego korzystania z łazienki? Czy jeśli np. prośba o umycie pleców jest w prywatnym języku... zaproszeniem, to co, mam zaprzestać, bo autorki uważają, że ta łazienka zabija namiętności, czy jak...? ;) Czy to to samo, co robić siusiu przy mężu? No bez jaj ;)

            Czyli - głównie to ujednolicanie, a nie konkretne porady. U jednego zadziała, inny będzie się tym tylko wkurzał.
            • maheda Re: A dlaczego? 13.05.11, 22:36
              Ale to sa porady dla tych, u których jest już wszystko w papciach i eros zgasł.
              A nie dla osób, które do tego etapu jeszcze nie doszły ;-)
              • madzioreck Re: A dlaczego? 13.05.11, 22:43
                Nie no, jasne, to rozumiem, ale mimo wszystko uważam, że w takich szczegółowych poradach nie powinno się przykładać do wszystkich jednego klucza - bo jeśli ktoś od lat przywykł, że Madzia! to tylko jak mąż zły, to z seksu nici...;) wiesz, coś jak odruch... chyba, że chodzi o kompletne postawienie na głowie wszelkich zwyczajów i przyzwyczajeń... taki powiew nowości czy co...?
                • maheda Re: A dlaczego? 13.05.11, 23:17
                  Tak właśnie mi się wydaje.
                  Żeby wrócić do etapu, w którym się zakochiwało w tym drugim człowieku. Wtedy się nie mówiło kochanie, tylko po imieniu. Nie sikało się wtedy, gdy drugie się kąpało i nie zabierało się chłopaka na zakup podpasek czy wacików.
                  • madzioreck Re: A dlaczego? 13.05.11, 23:40
                    Tylko czy da się "anulować" wszystkie wyrobione przez ten czas odruchy...? A zresztą, może czepiam się akurat szczegółów, które w wyjątkowej sytuacji, jak moja z wołaniem po imieniu, można pominąć po prostu.
                    • pinupgirl_dg Re: A dlaczego? 14.05.11, 16:39
                      madzioreck - wiadomo, że takie poradniki trzeba zwykle czytać z pewnym przymrużeniem oka, bardziej jako temat do przemyśleń, niż ścisłe wytyczne. W sumie mi to wołanie po imieniu się podoba, chociaż na co dzień też misiuje i żabkuję, to jednak jest coś dla mnie w mówieniu po imieniu, nawet, jeśli to oznacza, że sprawa jest poważna albo że zaraz będzie awantura. W końcu kłótnie też tam polecają ;).
                      • myff Re: A dlaczego? 14.05.11, 19:44
                        Seks z kimś kogo się nienawidzi?;> domyślam się, że to jakieś kopnięcie w tłumaczeniu, ale przeoczyć coś takiego?;> nie mniej seks z kimś na kogo się gniewam jakoś mi nie chodzi po głowie.
                        • pierwszalitera Re: A dlaczego? 14.05.11, 20:30
                          myff napisała:

                          > Seks z kimś kogo się nienawidzi?;> domyślam się, że to jakieś kopnięcie w t
                          > łumaczeniu, ale przeoczyć coś takiego?;> nie mniej seks z kimś na kogo się
                          > gniewam jakoś mi nie chodzi po głowie.

                          Zdaje się, że w tekście jest z kimś, kogo się nie lubi, a to nie jest nienawidzi. Założeniem jest też, że ludzie, którzy prowadzą długoletni związek, są ze sobą, bo się kochają, więc nie ma mowy o nienawiści ani antypatii. Sprzeczka, ostra wymiana zdań, pozwala zobaczyć partnera jako odrębną osobę, z własnym, odmiennym spojrzeniem na wiele spraw, a to kręci bardziej od kogoś, kto jest kalką naszej osobowości. Poza tym sprzeczka pozwala na zabawę w dominację i uległość, niespodziewane przechodzenie z jednego stanu w drugi, na nowy podział ról w partnerstwie, a to też odświeża życie seksualne.

                        • pinupgirl_dg Re: A dlaczego? 15.05.11, 23:35
                          Nie wiem, też nie przeżyłam łóżkowego objawiania z kimś, kogo nie lubię, bo zwyczajnie nie dałam nam tej szansy ;). Ale wierzę, że seks po kłótni może być niezły, chociaż wydaje mi się, że to raczej nie kwestia starcia i adrenaliny, co świadomość, co można stracić, nie wiem, czy to dobrze tłumaczę. Generalnie takie poradniki traktuję tak, jak porady typu "kup czerwone stringi". Kupić można, może to dodać pewności siebie, wnieść powiew nowości, pokazać drugiej stronie, że nam na tej sferze zależy itd itd, ale to nie znaczy, że te czerwone stringi uratują związek w poważnych tarapatach albo że bez nich się nie da :). Poczytać w wolnej chwili można, ale trzeba to mocno przefiltrować przez swoje gusta i swoją sytuację i nie traktować tego tak śmiertelnie serio, bo świat się nie zawali, jeśli się powiem do niego "Misu", albo jak zobaczy mnie w bawełnianych figach w grochy :).
                  • zmijunia.lbn Re: A dlaczego? 13.05.11, 23:42
                    maheda napisała:

                    > Tak właśnie mi się wydaje.
                    > Żeby wrócić do etapu, w którym się zakochiwało w tym drugim człowieku. Wtedy si
                    > ę nie mówiło kochanie, tylko po imieniu. Nie sikało się wtedy, gdy drugie się k
                    > ąpało i nie zabierało się chłopaka na zakup podpasek czy wacików.
                    >

                    To ja dziwna jestem, bo nigdy nie mówiłam do chłopaka po imieniu.
                    A propos - jak się tego nauczyć? O nim bez problemu mówię "po imieniu", ale do niego jakoś nie potrafię..
                  • edhelwen mówienie po imieniu... 15.05.11, 23:39
                    ja mówię do swojego faceta po imieniu, a on do mnie głównie "kochanie"... i jak to zinterpretować?
                    ech, żeby się po kilku latach związku czaić z kupowaniem podpasek przy facecie, to trochę jakby paranoja ;)
                    • myff Re: mówienie po imieniu... 16.05.11, 18:53
                      Ja pewnie ruinuję swoje pożycie wysyłając swojego po te podpaski.
                      Ale nigdy nie widział żadnych przeciwwskazań, żeby to robić- podpaski, menstruacja ludzka rzecz:D
                      Może on po prostu najzwyczajniej w świecie nie lubi seksu i tyle. Może należy się z tym pogodzić, że jedni przestają się interesować seksem w pewnym wieku, jako ludzie dojrzali, a inni już na samym wstępie dorosłego życia. Może zamiast dzielić włos na czworo popracować nad tym co już mamy.
                      Coraz mocniej stawiam na tezę o ciąży. Cóż, życzcie mi w takim razie, żeby seks na nowo rozkwitł, gdy tylko kupimy wielkie mieszkanie:D
                      • pierwszalitera Re: mówienie po imieniu... 16.05.11, 20:27
                        myff napisała:

                        Może należy s
                        > ię z tym pogodzić, że jedni przestają się interesować seksem w pewnym wieku, ja
                        > ko ludzie dojrzali, a inni już na samym wstępie dorosłego życia.

                        Zainteresowania seksem, jako takim, nie traci się z postępującym wiekiem. Temperament się zachowuje, a u kobiet istnieje nawet spora szansa, że z wiekiem się podniesie. W wieku lat 25 jeszcze długo nie osiągnęło się swojego szczytu. U mężczyzn spadają może fizyczne możliwości, ale zainteresowanie i chęci też pozostają, i to spore. Jeżeli nie wykazuje się ich w stosunku do stałej partnerki, to jest to tylko wynik słabnącej reakcji na powtarzające się sygnały i sprawa interakcji pomiędzy tymi konkretnymi partnerami.
                        • edhelwen Re: mówienie po imieniu... 16.05.11, 21:00
                          a w ogóle został poruszony temat ewentualnego stresu np. w pracy czy innych aspektach życia (poza związkiem)?
                          • maheda Ale przecież facet 16.05.11, 21:22
                            komunikuje, o co mu chodzi.
                            Wyraźnie daje znać, że się boi kolejnej wpadki.
                            Po co kopać dalej, skoro nie zlikwidowano najpierw tego, o czym mówi, że się tego boi?
                            Jeśli np. myff założy sobie spiralę, o czym wspomniała, a facet nadal nie będzie miał ochoty, to wtedy dopiero się trzeba zastanowić, co jeszcze może nie działać.
                            Tak mi się wydaje, być może mylnie.
                            • myff Re: Ale przecież facet 19.05.11, 19:06
                              Im więcej myślę o tym i o nim, to on jasno to komunikuje. Jak wszystko z resztą. Jego małe (mniejsze niż moje) potrzeby i głębokie przekonanie, że seks "jest przereklamowany"

                              Tak, praca go może nie tyle stresuje, co zaczyna nudzić. Jak on to określa "przestaje być rozwijająca". Czy wiąże się to ze stresem? Trudno mi powiedzieć, jak do tej pory nie traktowałam swojej, tej czy innej, pracy na tej zasadzie, a właściwie sprowadzała się do dawania mi środków do życia. Rozwijałam się w czasie wolnym od pracy. Więc trudno mi się wczuć w taką sytuację. Może być sfrustrowany, bo jednocześnie znalezienie pracy, która dawałaby mu na samym początku takie zarobki jak obecnie i inne profity jest właściwe niemożliwe. Może być sfrustrowany, bo to pat. Ostatnio sporo mówi o tym, że chciałby iść na urlop- gdy idzie na urlop, góra po 5 dniach jęczy jak mu się nudzi. Słowem potrzebuje ciągle pewnej adrenaliny, wyzwania- praca mu tego nie daje, bo zadania mu powierzane uważa za zbyt banalne i na poziomie kogoś ze znacznie mniejszymi możliwościami. Seks nie jest dla niego wyzwaniem. Przejechanie na rowerze dodatkowych 10km (poza tymi 60 które już zrobił) to jest wyzwanie. Itd.

                              Może źle się wyraziłam, a może właśnie tak jak chciałam. Może jego to zwyczajnie nie interesuje i tyle.

                              Zobaczymy co da spirala i kolejne dwie podwyżki.
      • myff Nie mów do mnie misiu! nie mów do mnie misiu! mów 14.05.11, 11:11
        do mnie tygrysie!
        Bardzo dziękuję za przytoczenie tego artykułu, ale nam nie pomoże, bo żadnego z przytoczonych punktów nie możemy zmienić. Nie zwracamy się do siebie per "misiu" czy cukiereczku, kotku. Nie kąpiemy się razem (choć uważam, że to duża oszczędność czasu, kiedy nie trzeba sterczeć pod drzwiami łazienki. BTW. gdzieś był taki wątek z zapytaniem czy takie zabiegi higieniczne i pokrewne jak depilacja czy farbowanie włosów wykonywać w obecności, przy asyście swojego faceta. Zdania mocno podzielone, ja mam odczucia ambiwalentne:) ) owszem, droczymy się czasem o "piękne aktorki" lub niemądre filmy z pod znaku Amerykański ninja, które on ubóstwia, ja nie mogę ich znieść. Nie mówimy do siebie piskliwymi głosikami, nie spędzamy całego wolnego czasu ze sobą. Inna rzecz, co to za przyjemność chodzić na zakupy z kimś- skoro akurat zakupy zostały przytoczone jako forma rozrywki- kogo to nie bawi, nudzi i o kim wiadomo, że będzie marudził?
        Coś pominęłam? A, puszczanie bąków w towarzystwie...cóż, ja to pozostawię bez komentarza...w czyimkolwiek towarzystwie się to odbywa jest zwyczajnie nieeleganckie i rzeczywiście może odbierać ochotę na wszystko, łącznie z seksem.
        Na pewno. W każdym razie my wypełniamy te punkty wzorowo. A seks jest marny.
        Powiem więcej, będąc w innym podobnym stażem (3 lata) i zaangażowaniem (chcieliśmy brać ślub, już mieliśmy obrączki, byliśmy zaręczeni, ale nie wytrzymałam z nim. To inna opowieść, którą zachowam dla siebie) i mówiliśmy do siebie misiu, słodkim głosem, wszystko robiliśmy razem, wszędzie chodziliśmy razem, wszelka higiena intymność to było coś obcego nam. Byliśmy niezwykle swobodni ze sobą. Może pomijam te bąki, bo to jest coś poniżej wszelkiej krytyki. I co? Seks był bardzo, bardzo udany. Częsty (nawet za częsty) namiętny i orgazmiczny. Więc naprawdę bardzo wielkie dzięki za to, ale to nie to. Zmiana tonu głosu nam nie pomoże, bo możemy już na siebie albo warczeć albo mówić przesłodko.
        • myff Re: Nie mów do mnie misiu! nie mów do mnie misiu! 14.05.11, 11:19
          A z tym imieniu to i jak tak mam, że ono jest takie oficjalne;)
          Przy ludziach mówię o nim po imieniu, zwracam się do niego po imieniu, a w domu mówię panie inżynierze:D (co jest zgodne z jego wyraźnym życzeniem) albo mężu. Mówimy do siebie po imieniu, ale to znaczy, że sprawa będzie poważna i tyle.
          Tak, zgadzam się, że ten artykuł jest dla tych naprawdę zaawansowanych:)
    • chrrr Preferencja i odczucia - mały offtop 19.05.11, 14:40
      Podepnę się z pokrewnym tematem, myślę, że nie ma sensu zakładać nowego, podobnego wątku. Ale najpierw dla myff :)
      Krótko jesteście razem, myślę, że jeżeli to nie sprawa z ewentualną ciążą, to facet ma po prostu niższy temperament. Niewiele da się z tym zrobić, to chyba tylko nowa partnerka potrafi wykrzesać coś więcej.

      A teraz moja prywata. Poniżej wklejam wypowiedź pewnego pana z forum Brak seksu w małżeństwie:
      "Nikt nie wspomniał o fajnych wrażeniach czerpanych z poniżenia kobiety. Może i ona szczerze poniżona nie jest ale dobra choć i symulacja.
      Twarz wtłoczona w poduchę, włosy owinięte wokół zaciśniętej pięści i brutalny, jak to ujął loppe "thrust". Yeah!!! "
      i jeszcze parę
      "...lepiej nie wiedzieć co jest istotą męskiego seksu."
      "Żaden facet nigdy nie powiedział Ci nigdy co tak naprawdę o Tobie myśli gdy to z Tobą robi?"

      Facet wydaje się mówić poważnie. I teraz pytanie - macie pomysł gdzie konkretnie ten facet widzi poniżanie kobiety? On sam uparcie wymiguje się od odpowiedzi. Czy rzeczywiście wielu z nich czerpie z tego przyjemność? Dominację rozumiem, popularne zjawisko, ale poniżanie?
      • magdalaena1977 Re: Preferencja i odczucia - mały offtop 19.05.11, 14:52
        chrrr napisała:

        > Facet wydaje się mówić poważnie. I teraz pytanie - macie pomysł gdzie konkretni
        > e ten facet widzi poniżanie kobiety? On sam uparcie wymiguje się od odpowiedzi.
        > Czy rzeczywiście wielu z nich czerpie z tego przyjemność? Dominację rozumiem,
        > popularne zjawisko, ale poniżanie?

        Moje pierwsze skojarzenie - pan ma na myśli właśnie dominację. Najpierw napisał, co lubi, a teraz się wstydzi.
        • akj77 Re: Preferencja i odczucia - mały offtop 19.05.11, 18:02
          magdalaena1977 napisała:

          > chrrr napisała:
          >
          > > Facet wydaje się mówić poważnie. I teraz pytanie - macie pomysł gdzie kon
          > kretni
          > > e ten facet widzi poniżanie kobiety? On sam uparcie wymiguje się od odpow
          > iedzi.
          > > Czy rzeczywiście wielu z nich czerpie z tego przyjemność? Dominację rozum
          > iem,
          > > popularne zjawisko, ale poniżanie?
          >
          > Moje pierwsze skojarzenie - pan ma na myśli właśnie dominację. Najpierw napisał
          > , co lubi, a teraz się wstydzi.

          Mam podobne skojarzenie. To dość często spotykane upodobanie. Jeśli partnerce to odpowiada, to nie ma problemu.
      • myff Re: Preferencja i odczucia - mały offtop 19.05.11, 19:20
        Twarz wtłoczona w poduchę, włosy owinięte wokół zaciśniętej pięści i brutalny, jak to ujął loppe "thrust". Yeah!!! "
        i jeszcze parę
        "...lepiej nie wiedzieć co jest istotą męskiego seksu."
        "Żaden facet nigdy nie powiedział Ci nigdy co tak naprawdę o Tobie myśli gdy to z Tobą robi?"

        Intryguje mnie to ostatnie zdanie. Co miałby myśleć? Czy człowiek odczuwając szczyty rozkoszy jest w stanie w ogóle myśleć? Ja nie:D Tym bardziej zastanawiać się, co jeszcze myśli druga strona. Co jest istotą męskiego seksu? Chyba nie usnę póki sobie nie odpowiem na to pytanie- to takie zdanie nieco naiwne. Zakładające, że w każdym facecie dżemie bestia, która chciałaby mówiąc najprościej walnąć babę w łeb i wlec ją za przysłowiowe włosy do jaskini. W jednym drzemie, w innym pewnie nie. Tak jak jedna kobieta chce, żeby jej szeptać sprośności do ucha i dawać klapsy w tyłek, a inna chce dominować i "ukarać" niedobrego chłopca. A jeszcze trzecia chce romantyzmu rozumianego na sto sposobów i w ciszy...itd. Nie można tak generalizować. Mój facet zapytany całkiem szczerze czy nie marzą mu się takie klimaty z POGRANICZA dominacji zaprzeczył.
        Myślę, że branie(sam termin branie już pod to podchodzi) kobiety od tyłu z włosami owiniętymi wokół piąchy nie ma w sobie nic poniżającego. Komuś chyba się terminy pomyliły.
        Wszystko na co godzą się obie strony jest dozwolone. I nie uważam, żeby było dewiacją. Nawet gdy mu sikają ku jego radości na stopę:D
        • chrrr Re: Preferencja i odczucia - mały offtop 19.05.11, 20:45
          > Myślę, że branie(sam termin branie już pod to podchodzi) kobiety od tyłu z włos
          > ami owiniętymi wokół piąchy nie ma w sobie nic poniżającego. Komuś chyba się te
          > rminy pomyliły.
          O to, to. Właśnie tego nie zrozumiałam. Wyobraziłam sobie opisaną sytuację, zaczęłam dumać i nijak nie widzę niczego poniżającego dla kobiety. No chyba że dla kogoś zdominowany, bierny = upokorzony.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka