myff
11.05.11, 17:06
Moje pytanie z tytułu, to tylko wstęp. Jest coś takiego jak temperament erotyczny? Może być mniejszy i większy? Czy, to tylko alibi dla czegoś poważniejszego z czym człowiek boi się lub najzwyczajniej wstydzi iść do lekarza? A może coś jeszcze innego, problem tkwi we mnie albo, że tak powiem w osobach trzecich.
Kocham moją połowicę, dobrze mi z nim, mamy wspólne plany, pasje i chcemy razem spędzić najbliższe dziesięciolecia. Mamy mieszkanie, dziecko. Myślę, że on ze mną też jest szczęśliwy zapewnia mnie o tym werbalnie i niewerbalnie. Ale sfera seksu, to jakaś porażka, dramat bym rzekła. Lubię seks, sprawia mi przyjemność, jestem w stanie zapomnieć o swoich niedoskonałościach, zapomnieć się w nim, nie mam problemu mówienia o nim, o swoich potrzebach, fantazjach, zachciankach. Nie wiem jaki mam temperament, wysoki, niski czy średni, na pewno nie jest to coś co sprawia mi przykrość i jest dla mnie niemiłym obowiązkiem, czymś co można traktować w kategoriach kary i nagrody- dla mężczyzn-, bo karałabym samą siebie:)
Ale po drugiej stronie jest mur. Nie pokrywamy się, że tak to ujmę. Wracam z rozmową o tym i za każdym razem słyszę co innego, choć to o małych potrzebach przewija się. Temperament. Ja mam niski temperament seksualny i małe potrzeby. I to oczywiście zamyka temat. Ale było też dziecko, za ścianą, w mieszkaniu...gdziekolwiek, były pigułki, a raczej ich brak, oczywiście małe potrzeby, które on zaspokaja bardzo szybko i nieszczególnie finezyjnie, brak inicjacji- to już śmiechu warte, bo moje próby inicjacji zawsze była zbywane jak drażniąca mucha- z mojej strony.
Piszę o tym tutaj, bo na innych forach zawsze pojawia się jeden pomysł- rozstańcie się. Nie chcę się z nim rozstawać. Bo go kocham, bo on kocha mnie, bo kocha go wreszcie nasze dziecko, a on je- jak mam wytłumaczyć komuś, ze rozstaję się z drugim człowiekiem, bo jest słaby w łóżku?!
Seksuolog. Nie ma o tym mowy, bo on nie ma problemu. Tylko małe potrzeby. To mnie rozwala, frustruje. Frustruje mnie, że jestem niezaspokojona. Że moje potrzeby są mniej znaczące nie są traktowane na równi i mogę je sobie sama zaspokajać jak mi coś nie pasuje. Problem polega w sumie też na tym, że tego seksu z czasem jakby jeszcze ubywało...to że rzadziej już pomijam, ale stał się uboższy? Gdzie gra wstępna?! Pieszczoty. Dotknie mnie i już mam być chętna i gotowa. Czy z nim dzieje się coś złego? Rozumiałabym gdybyśmy byli razem 10-15 lat i coś zaczęło się wypalać, wkradła się nuda, ale my jesteśmy ze sobą 4 lata! Z czym miałabym (sama) pójść do tego seksuologa? Z pytaniem czy ja mogę nie pociągać swojego faceta czy też czy rzeczywiście nie dobraliśmy się pod względem temperamentu seksualnego.
Z góry dzięki za wszelkie dobre słowo:) i szczyptę wiedzy:)