Dodaj do ulubionych

samozachwyt, czyli przed 40-tką

05.10.11, 21:12
jest zdecydowanie lepiej być kobietą niż koło 20-tki ;-)
siedziałyśmy sobie z przyjaciółką przy piwku i stwierdziłyśmy, że to jest nasz najlepszy okres w życiu chyba ;-)
już nie głupota młodzieńcza, ale mądrość wypływająca z różnorakich doświadczeń (czyt. brak złudzeń ;-)), a do tego wciąż się czujemy jak narwane 19-tki ;-)
też tak macie? ;-)
my mamy i jest nam z tym bosko ;-P
Obserwuj wątek
    • nomina Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 05.10.11, 21:56
      A dużo jesteście przed 40-tką :)?
      • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 05.10.11, 22:00
        coraz mniej ;-)
        nomino, jak się do Ciebie dostukać? pożądam namiętnie Twojej opinii! a przez wydawnictwo się ni dudu nie połączę (próbowałam wysłać mejla ze 20 razy, no!)
        • nomina Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 23:50
          Tfu.tfu, a "na czym" masz skrzynkę e-mail? Bo mi ostatnio ludzie zgłaszają, że listy do mnie są odbijane. Spróbuj może na Gazetowego, ale daj mi tu znać, ok? - postaram się coś zrobić z tymi listami...
          • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 07.10.11, 12:36
            z gazetowego próbowałam, z gmejla też, zaraz wysyłam na gazetowy :-)
    • anulla1974 Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 05.10.11, 22:14
      Mi dalej z tym bosko :)
      • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 05.10.11, 22:48
        powiem w piątek czy mi dalej bosko ;-P póki co, wódka w planie, howgh!
        • clarisse Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 10:37
          A co, w piątek przed przechodzi w po? ;)
          • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 13:41
            a nie nie ;-) jeszcze nie ;-P
            w piątek jest "wódka", po piątku mogę się czuć mniej bosko, zależy od stopnia sponiewierania, chociaż u mnie po 2 piwach robi się straszno ;-) ot, brak wprawy ;-P
    • mszn Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 05.10.11, 22:45
      A jakie złudzenia ma się za młodu? Zupełnie serio pytam, o pewnych mechanizmach warto wiedzieć zawczasu.
      • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 05.10.11, 22:56
        co do ludzi w ogólności :-) co do samego życia i tego jak się potoczy itd. itp.
        a potem z nawet największego syfu się człowiek otrząsa i myśli: a kij im w ryj, i robi swoje nie oglądając się na innych.
        w pewnym wieku się opanowuje do perfekcji tzw. "wd..manie" ;-) już nam zwisa co pomyślą/powiedzą inni, już się wie nie tylko to, czego się nie chce, ale dostrzega coraz wyraźniej kształt tego, co faktycznie się chce.
        niby drobiazgi, a jakie istotne ;-)
        no i kocha się siebie ;-) w całej rozciągłości, chołubi się własne "przywary" zmieniając je w atuty itp. itd. ;-)
        fajny moment w życiu to jest. osiąga się samoświadomość i wypracowuje samoakceptację, bez przymusu i poczucia winy, że się nie spełnia czyichś oczekiwań np.
        • tfu.tfu HOŁUBI 05.10.11, 22:58
          oczywiście!!! no niech mię dunder świśnie, no!
          wybaczcie!!!
          • clarisse hołubienie mi się kojarzy ;) 06.10.11, 10:46
            ... nieodmiennie kojarzy mi się z wycinaniem hołubca ;) Cytat (przybliżony, bo pamięć...) z "Rycerzy trzech":

            - Waść, panie Zagłoba, miałeś wyciąć choinkę!
            - Choinkę?! Aaaa, to ja choinkę miałem wyciąć? A ja tak sobie przypominałem, przypominałem, co to ja mam wyciąć... w końcu wyciąłem w pień podjazd szwedzki!
            - Ba, a ja to sam się w pień wyciąłem, kiedy po nocy za potrzebą w las chadzałem...
            - A ja za to wyciąłem sobie hołubca!
            - Kozikiem?
            - Nie, nogami!
            - A to akrobata z Waści, panie Michale!
            • tfu.tfu Re: hołubienie mi się kojarzy ;) 07.10.11, 12:43
              :-D
              ucieszyłam się ;-D
              dzięki!
        • kk345 Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 05.10.11, 23:08
          tfu.tfu, podpisuję się pod Twoim manifestem;)
          • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 05.10.11, 23:39
            na wódkę też zapisać? ;-P
            babska wódka warszawska się kroi, zapraszam!
            • kk345 Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 05.10.11, 23:59
              Ja chętnie, ale do Warszawy mam 4 godziny drogi, plus dodatkowa godzina na wyjazd przez rozkopany Poznan. Mogę prosić o kieliszeczek kurierem?
              • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 00:10
                się kiedyś zmówimy, spokojnie ;-) ludzie czasem jeżdżą po kraju ;-) kurierem to nie to samo, poza tem taki kurier zwykle pryszczaty i mało gramotny ;-P bes gps-ów to by zginął i przepadł ;-P
                • kk345 Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 07.10.11, 13:05
                  ej no, nie zawsze- nasz kurier jUPieSa całkiem miły dla oka jest:)
                  • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 07.10.11, 13:27
                    e tam ;-P Ty się weź i przywieź, o! wódka kurierem to żadna frajda ;-P
            • kasiadj07 Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 01:34
              Tfu.tfu, zgadzam się z tobą w tym temacie.
              To i ja się oficjalnie wpisuję do klubu i na wódkę też się piszę, he, he:) Kiedy zacząć pić, jak nie przed czterdziestką:)
              • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 13:33
                dobra babska wódka zawsze jest dobra ;-) jak za dużo, to jest problem dnia następnego, ale przecież kiedyś trzeba sobie dać na luz i zrobić wakacje od codzienności, nieprawdaż? :-)
                witamy w klubie!
                na LB wątek o spotkaniu stołecznym, możemy połączyć przyjemne z pożytecznym ;-P
                • kasiadj07 Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 15:25
                  He, he, powiedziałam chłopu, że szykuje mi się wyjście. A że raczej sama nie wychodzę, od razu zapytał, czy stanikowe. Powiedziałam, że raczej impreza lasek przed czterdziestką, to jedynie zrobił minę typu - nie mam więcej pytań:)

                  Wracajac do tematu wątku. Właśnie ta wolność od ludzkich ocen jest dla mnie największym plusem. Bo wreszcie zdałam sobie sprawę, że nie ważne, co inni o mnie myślą, jestem przecież zdecydowaną, znającą swoje oczekiwania i potrzeby kobietą. A nie nastolatką. Niestety piętno nastolatki ciągnęło się za mną dość długo, chyba dopiero koło trzydziestki zdałam sobie sprawę, że przecież już nią nie jestem (mimo, że już dawno miałam swoją rodzinę) i zaczęłam powoli pozbywać się kompleksów. Tak sobie myślę, że wpływ na to ma traktowanie młodych ludzi, mówienie o dwudziestoparolatkach - dziewczyny itd. Tak jakby nie były jeszcze dojrzałe do samodzielnego życia, ani do samodzielnego myślenia.
                  Dlatego ja w kontaktach zawodowych zawsze traktuję młodych ludzi z szacunkiem i nawet do piętnastolatków mówię na pani, pan. Nigdy nikogo nie "tykam" i widzę, że niektóre osoby czują się tym bardzo dowartościowane:)
                  • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 07.10.11, 12:44
                    no ba! ;-)
                    to tylko trzeba uknuć termin i pójść na tę wódkę ;-)
        • mszn Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 05.10.11, 23:09
          Aj, gdyby osiągnięcie takiej dojrzałości (bo w gruncie rzeczy o tym właśnie piszesz) było tylko i wyłącznie kwestią wieku, to byłoby dobrze. Zbyt często jednak obserwuję kobiety 10-15 lat ode mnie starsze, zachowujące się i, co gorsza, rozumujące jak nastolatki - nie wszystko to, o czym piszesz, przechodzi z czasem.

          Tym bardziej gratuluję stanu ducha :)
          • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 05.10.11, 23:38
            a dziękować ;-) ale do tego stanu ducha doszłam po wielu wyjątkowo bolesnych doświadczeniach i życzę wszystkim kobietom, żeby "wd...manie" i samozachwyt przychodziły jak najwcześniej :-)
          • pierwszalitera Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 05.10.11, 23:51
            mszn napisała:

            > Aj, gdyby osiągnięcie takiej dojrzałości (bo w gruncie rzeczy o tym właśnie pis
            > zesz) było tylko i wyłącznie kwestią wieku, to byłoby dobrze. Zbyt często jedna
            > k obserwuję kobiety 10-15 lat ode mnie starsze, zachowujące się i, co gorsza, r
            > ozumujące jak nastolatki - nie wszystko to, o czym piszesz, przechodzi z czasem
            > .

            A o jakiej dojrzałości ty piszesz? Bo jeżeli myślisz, że chodzi o zachowywanie się jak matrona, to się myślisz. Często kobiety w tym wieku są nawet luźniejsze od 20-latek, bo nie biorą już życia tak ciężko. Nie obchodzi ich tak bardzo opinia innych i nie wstydzą się swojej własnej indywidualności. Do czegoś takiego potrzeba doświadczenia. Ma się już po prostu za sobą wiele przeróżnych sytuacji, także tych z negatywnymi konsekwencjami i wie się, że niczego nie je się tak gorąco, jak się gotuje, więc nie trzeba wszystkiego aż tak bardzo przeżywać. Do poznania siebie samej potrzeba też czasu. Wiesz już jakie masz potrzeby, na czym ci naprawdą zależy i co jest dla ciebie ważne. Jesteś z jednej strony mniej skora do ulegania oczekiwaniom innych ludzi, ale z drugiej bardziej strony zdolna do konstruktywnych kompromisów, bo nie zależy ci już tak na postawieniu na swoim dla zasady i na zachowaniu "na złość mamie odmrożę sobie uszy". Akceptuje się też swoje słabości, bo okazują się nie aż takie znaczące, a przede wszystkim przestaje myśleć, że uroda jest najważniejsza. I jesteś po prostu mądrzejsza, z tego głupiego powodu, że miałaś więcej czasu, by poznawać nowe rzeczy i się uczyć. Ja w sumie nie chciałabym mieć znowu 20 lat. Horror. ;-) Albo mieć znowu te 20 lat, ale wiedzieć, to co teraz. ;-)
            • kk345 Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 00:01
              Jednym słowem mówimy o słynnym, teresinym byciu "gódenaf" ")
              • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 00:08
                ja myślę, że to jest coś więcej, to jest po prostu bycie good (bez enough ;-P)
                czyli
                jestem super dokładnie taka jaka jestem, a jak się komuś nie podobuje, niech rzuci okiem w inną stronę, swoje dobre rady niech se wsadzi w kieszeń itd. ;-)
                to jest raczej stan ducha niż umysłu, taka zgoda na siebie
                • pierwszalitera Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 00:18
                  Ja myślę, że kiedyś dochodzi się do poziomu I'm OK, You're OK. To wtedy kiedy przestajemy odnosić wszystko do siebie, tylko zaczynamy akceptować także osobliwości innych ludzi. Od razu wygasa nam kolejne źródło potencjalnego stresu. ;-)
                  • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 13:28
                    nie do końca się zgodzę ;-) jeśli ktoś nie jest ok, to już się na to nie zgadzam, nie daję po sobie jeździć, nie daję się wykorzystywać, bo już znam swoją wartość.
                    akceptuję, że nie wszyscy są ok, nie mam złudzeń, nie pozwalam tym złudzeniom wodzić się za nos. są ludzie mili powierzchownie, są niemili powierzchownie. patrzę na działania, a nie słucham pięknych słówek ;-)
                    pula "przyjaciół" gwałtownie się zmienia, okazuje się, że ludzie wcale nie są tak ok, jak to się wydawało jeszcze kilka lat temu itd. itp.
                    ja całe życie dawałam prawo innym do tego by byli "inni", bez oceniania, może czasem z lekkim zdziwieniem, złudnie myśląc, że to działa w obie strony ;-) w większości wypadkach nie działa. ale o tym też się trzeba przekonać boleśnie na własnej skórze. naiwność to ciężka choroba, a kuracja jest bardzo nieprzyjemna ;-) całe szczęście jest to choroba uleczalna.
                    • zenobia44 Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 23:52
                      >ja całe życie dawałam prawo innym do tego by byli "inni", bez oceniania, może czasem z >lekkim zdziwieniem, złudnie myśląc, że to działa w obie strony ;-) w większości wypadkach >nie działa. ale o tym też się trzeba przekonać boleśnie na własnej skórze. naiwność to ciężka >choroba, a kuracja jest bardzo nieprzyjemna ;-)

                      po stokroć, po milionkroć (?) tak, tak, tak,
                      właśnie dzisiaj odbyłam z moimi siostrami rozmowę na ten temat, miło jest mieć wokół siebie ludzi, ale nie za wszelką cenę

                      >całe szczęście jest to choroba uleczalna.

                      oby!

                      tak prześwietnego humoru nie mam, ale cieszę się, że ty masz dobre samopoczucie:)
                      • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 07.10.11, 12:45
                        z racji comiesięcznego nawrotu kobiecości trochę mniej świetny (bo mię rwie tu i ówdzie ;-)) ale dajemy radę, jak nie my, to kurde kto? ;-)
                        zapisać Cię na wódkę babską? ;-)
            • mszn Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 00:40
              Nie, nie, nie chodzi mi o stateczne zachowanie. Jako urodzony sztywniak nigdy nie kojarzyłam bycia na luzie z młodym wiekiem.

              Chodzi mi chyba o to, że to, co Wy opisujecie w kategoriach: w pewnym wieku JEST tak a tak, ja widzę raczej jako: w pewnym wieku (ze wzglęgu na skumulowane doświdczenie) SZANSE na to, że będzie tak a tak, są znaczne. Czyli statystyka, a nie niepodważalny fakt. Naprawdę są osoby odporne na życiową naukę, zwłaszcza w temacie "samoakceptacja i wdupiemanie".

              Przecież na pewno Ty też znasz kogoś, kto się jakoś nie zdołał nauczyć pewnych z tych rzeczy, które wymieniasz. Np. znam osobę (dawno po czterdziestce), która krytyczną uwagę na niewielki temat (typu buty czy pomysł na urlop, a czasem coś zupełnie niepersonalnego) interpretuje jako brak akceptacji jej jako całości, i widać, jak się przejmuje. To jest dla mnie przykład właśnie nastoletniego myślenia - wszyscy dookoła na pewno na mnie patrzą i każda wypowiedź na mój temat na pewno jest krytyczna.

              Nie mówiąc już o tym, ile w internecie można się naczytać dramatów pt. a co on sobie pomyśli. Pisanych przez osoby w każdym wieku (nawet biorąc poprawkę na gimnazjalne trolle).

              Także chodzi mi tylko o to, że charaktery i skłonności są różne, i prawd uniwersalnych się nie doszukamy - są tylko pewne tendencje, i to takie, które młodym dają nadzieję na przyszłość :)
              • pierwszalitera Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 12:21
                mszn napisała:

                > Chodzi mi chyba o to, że to, co Wy opisujecie w kategoriach: w pewnym wieku JES
                > T tak a tak, ja widzę raczej jako: w pewnym wieku (ze wzglęgu na skumulowane do
                > świdczenie) SZANSE na to, że będzie tak a tak, są znaczne. Czyli statystyka, a
                > nie niepodważalny fakt. Naprawdę są osoby odporne na życiową naukę, zwłaszcza w
                > temacie "samoakceptacja i wdupiemanie".

                Ale to chyba normalne, że nie mówimy tu o prawdach absolutnych dotyczących każdego? ;-) Jeżeli zamienisz słowo SZANSE na PRAWDOPODOBIEŃSTWO, to mogę się zgodzić. Prawdopodobieństwo bowiem, że z wiekiem tak się stanie, jak opisujemy, jest bardzo duże. I ja bym nie mówiła o wdupiemaniu, tylko o dystansie. Coś nie musi być nam zupełnie obojętne, istnieją bowiem ludzie o różnej strukturze psychicznej i niektórzy będę się przejmować wieloma rzeczami do późnej starości. Dojrzałość polega jednak na tym, że pomimo tego potrafisz już do zdarzenia i do własnych emocji zbudować mentalny dystans, pozwalający na lepsze ogarnięcie sytuacji i wyciągnięcie należytych wniosków.


                > Nie mówiąc już o tym, ile w internecie można się naczytać dramatów pt. a co on
                > sobie pomyśli. Pisanych przez osoby w każdym wieku (nawet biorąc poprawkę na gi
                > mnazjalne trolle).

                Dramaty w relacjach damsko-męskich zdarzają się w każdym wieku, ale jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że kobieta około 40-tki zajmuje się tematem a co on sobie pomyśli. I jeżeli jeszcze zajmuje, to zwykle już z refleksją, że coś tu jest nie tak. Teoria to bowiem jedno, praktyka drugie, można mieć głęboko wdrożone niekorzystne mechanizmy i chociaż wiemy już, że są idiotyzmami, niełatwo je odrzucić.
                A co do internetu, to wydaje mi są, że grupa kobiet w okolicach 40-tki udzielająca się na standardowych forach nie jest w Polsce aż tak liczna. Ale może się mylę.
                A tak przy okazji, to ile ty masz lat? Bo kiedy piszesz o kobietach starszych o 10-15 lat, to nie bardzo wiem, jakie masz na myśli.
        • anka_z_lasu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 05.10.11, 23:48
          Gratulacje :)

          Wd...manie to nieskromnie stwierdzam mam już rozwinięte na poziomie zadowalającym jeszcze przed 30-tką ;)
          Gorzej z "już się wie nie tylko to, czego się nie chce, ale dostrzega coraz wyraźniej kształt tego, co faktycznie się chce" - kurczę, wolałabym jednak 10 lat nie czekać na to ;)
          • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 00:05
            a to chyba osobnicze i nie całkiem od wieku zależy, chociaż bardziej od doświadczeń wszelakich ;-)
            ja np. wiem bardzo bardzo, że już nigdy w życiu nie chcę pracować dla polskiego pracodawcy -złodzieja-kombinatora ;-) za to bardzo bardzo chcę mieć własny biznes, gdzie pracownik dostanie godziwą pensję i za wkład pracy będzie doceniony, o!
            • anna-pia Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 09:17
              Przecież jak założysz własny biznes, to automatycznie przejdziesz na drugą stronę mocy, staniesz się polskim pracodawcą złodziejem i kombinatorem :)
              • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 13:18
                a skąd przypuszczenie, że chcę być pracodawcą w PL? ;-) nie mam talentu ani do kradzieży ani do kombinowania, wolę jasne i przejrzyste zasady, co więcej: wiem, że jedyne na czym pracodawca oszczędzać nie powinien to właśnie pracownik. jeśli przedsiębiorcy nie stać na pracownika to tyra sam, jeśli stać, to jest wiele innych metod oszczędzania, a nie oszukiwanie i kombinowanie. mam wrażenie, że etyka działań biznesowych nie jest aż tak skomplikowana, zasadza się generalnie na "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe" ;-)
                • anna-pia Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 06.10.11, 14:27
                  tfu.tfu napisała:

                  > a skąd przypuszczenie, że chcę być pracodawcą w PL? ;-)

                  "polski" nie oznacza wyłącznie osoby prowadzącej działalność w PL, "polskim" przedsiębiorcą będzie tez Polak prowadzący działalność gdziekolwiek bądź

                  > nie mam talentu ani do
                  > kradzieży ani do kombinowania, wolę jasne i przejrzyste zasady, co więcej: wiem
                  > , że jedyne na czym pracodawca oszczędzać nie powinien to właśnie pracownik. je
                  > śli przedsiębiorcy nie stać na pracownika to tyra sam, jeśli stać, to jest wiel
                  > e innych metod oszczędzania, a nie oszukiwanie i kombinowanie. mam wrażenie, że
                  > etyka działań biznesowych nie jest aż tak skomplikowana, zasadza się generalni
                  > e na "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe" ;-)

                  miło, że nie chcesz kraść i oszukiwać
                  z drugiej strony, czemu swoje negatywne doświadczenia (z ilu firm, BTW?) przenosisz na wszystkich polskich pracodawców?
                  • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 07.10.11, 12:46
                    na kilkunastu 2 było uczciwych :-)
                    to nie kwestia narodowości, raczej chyba mentalności....
                    • anna-pia Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 07.10.11, 17:48
                      kilkunastu pracodawców miałaś? na umowę o pracę?
                      • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 07.10.11, 19:54
                        na wszystkie możliwe rodzaje umów :-)
                        nie piszę, bo mnie jeden czy dwóch zrobiło w konia, piszę jakie są praktyki ogólne, niestety.
                        a, nigdy nie pracowałam w korpo. piszę tu wyłącznie o tzw. małych firmach
                        • anna-pia Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 08.10.11, 21:54
                          no wiesz, żeby z kilkunastu firm robić ogólnopaństwową reprezentację, to już przesada

                          z drugiej strony, o ile nie jesteś wolnym strzelcem, pracującym od lat na własny rachunek dla wielu klientów jednocześnie, to kilkunastu pracodawców w CV (każdy w innym okresie) sugeruje jednoznacznie, że problem może leżeć po obu stronach
                          • tfu.tfu Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 09.10.11, 09:58
                            jestem wolnym strzelcem, ale próbowałam pracować "na etat" :-)
                            poza dwoma przypadkami (pierwsza praca i obecna, chociaż obecna to zlecenia) zawsze miałam problemy: a to umowa, a to zwykłe złodziejstwo, a to nie płacenie pensji, bo tak...
                            mam nadzieję nigdy więcej nie pracować dla takich :-)
                            z moich znajomych tylko 3 osoby są zadowolone z pracodawcy, jedna pracuje w amerykańskim koncernie, druga w gminie, trzecia robi portal internetowy.
                            cała reszta klnie w żywe kamienie.
                            może po prostu Ty masz dobre doświadczenia? to się chyba nazywa szczęście.
                            • anna-pia Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 09.10.11, 21:58
                              jestem wolnym strzelcem, kiedyś pracowałam na etat - zanim nawiążę z kimś współpracę, próbuję pozyskać informacje na temat klienta - IMO to nie szczęście, tylko zdrowy rozsądek i pewna znajomość prawa
    • mag-ia1 Re: w kwestii formalnej 06.10.11, 17:03
      ta wódka to gdzie, kiedy i czy można dołączyć?
      z tym,że ja mam już czwórkę z przodu /i nie mówię/piszę o biuście/...
      • tfu.tfu Re: w kwestii formalnej 07.10.11, 12:47
        oczywiście, mam nadzieję że wkrótce? czy jakoś w tygodniu możemy np.? czy tylko łykęd?
        • nikusz Re: w kwestii formalnej 08.10.11, 19:23
          jak jeszcze nie ma daty, to niesmialo podrzuce, ze w łykęd 5-6.11 to i mi by sie udalo. a jak nie pasuje, to duchem bede z wami
          • kasiadj07 Re: w kwestii formalnej 08.10.11, 22:10
            nikusz napisała:

            > jak jeszcze nie ma daty, to niesmialo podrzuce, ze w łykęd 5-6.11 to i mi by si
            > e udalo. a jak nie pasuje, to duchem bede z wami

            Pierwsze piwko było dzisiaj (umawiałyśmy się w innym wątku), ale za miesiąc czemu nie:)
    • teresa104 Nie wiem, czy lepiej. 06.10.11, 19:29
      Ostatnio miałam taką refleksję w jednym lokalu, w którym spędzałam okienka między zajęciami, że niestety wraz z ukończeniem dwudziestu paru lat skończyła się prawdziwa beztroska. Bycie bardzo młodym to też często bycie zależnym, ale ta dorosła niezależność, o której się wtedy marzy, jest tylko inną zależnością.

      Ja nie mam mądrości, mam więcej pytań, więcej wątpliwości, ubytku złudzeń nie odnotowałam. Nie jestem narwana i nigdy nie byłam. Fizycznie jestem jeszcze w dobrym stanie, ale widzę po rówieśnikach, że wielu z nich zaczyna się sypać zdrowie i to często poważnie. Zaczynam mieć w telefonie coraz więcej numerów ludzi, którzy odeszli, a którzy, zdawało mi się, będą zawsze. Dochodzi do mnie, że wiele rzeczy nie wydarzy się za mojego życia, kiedyś ciągle czułam podniecenie nowymi odkryciami, że zaraz będą dostępne i dla mnie. Teraz jak ktoś mi prognozuje, że już w 2040-50 coś będzie możliwe, to już wiem, że z tego nie skorzystam, bo nie zrozumiem, będę gadała: "za moich czasów brało się tutkę po papierze toaletowym i robiło tututu! ale była frajda! Co wy teraz z tego życia macie."

      Tak, mogę się nachlać oranżady i kręcić na karuzeli do torsji. Tak, mogę uwieść licealistę. Mogę dużo, ale jakby ten świat zaczynał się kręcić szybciej ode mnie.

      Dobry okres? Może. Nie odczułam. Odczuwam widmo nadejścia okresów gorszych. Z przyjaciółką przy piwku faktycznie odczuwam to nieco mniej;)
      • pierwszalitera Re: Nie wiem, czy lepiej. 06.10.11, 19:51
        teresa104 napisała:

        Teraz jak ktoś mi prognozuje
        > , że już w 2040-50 coś będzie możliwe, to już wiem, że z tego nie skorzystam, b
        > o nie zrozumiem, będę gadała: "za moich czasów brało się tutkę po papierze toal
        > etowym i robiło tututu! ale była frajda! Co wy teraz z tego życia macie."

        E tam, ludzie teraz młodzi nie będą mieć dłuższego życia, będzie ono tak samo ograniczone, tylko w innym czasie. I skąd wiesz, które czasy są lepsze? Może w 2040 wybuchnie jakaś straszna wojna, albo nastąpi jakaś klimatyczna zagłada? I kto miał wtedy lepiej? ;-)
        • teresa104 Skoro jest lepiej 06.10.11, 20:04
          może być też gorzej. Jasna sprawa. Musi się popieprzyć. Wtedy można młodziakom pokazać gest Kozakiewicza. Wiadomo wszak, że staruszkowi w tej katastrofie czy wojnie już umierać nie żal, nażył się już, że mu uszami wychodzi i oddala się wesół na niebieską łąkę, a anieli grają mu na tutkach ze srajtaśmy.
          • pierwszalitera Re: Skoro jest lepiej 06.10.11, 20:22
            teresa104 napisała:

            Wiadomo wszak, że staruszkowi w tej katastrofie czy
            > wojnie już umierać nie żal, nażył się już, że mu uszami wychodzi i oddala się w
            > esół na niebieską łąkę, a anieli grają mu na tutkach ze srajtaśmy.

            Czy żal, czy nie żal, nie gra roli. Życie młodziaka nawet przy sprzyjających warunkach bez wojen i katastrof nie będzie zwykle dłuższe od twojego. To jest kosmiczna sprawiedliwość. ;-)
      • zenobia44 Re: Nie wiem, czy lepiej. 06.10.11, 23:59
        >"za moich czasów brało się tutkę po papierze toaletowym i robiło tututu! ale była frajda! Co wy teraz z tego życia macie."

        popłakałam się ze śmiechu, jak włączy mi się starczy, narzekacki ton, to sobie to muszę to koniecznie przypomnieć:)
        a najlepsze jest to, że naprawdę brało się tutkę i robiło tututu:D i co oni teraz z tego życia mają:D
      • nomina Re: Nie wiem, czy lepiej. 07.10.11, 00:00
        Tereso, a ja mam wokół siebie coraz więcej osób, które zaczęły mieć problemy zdrowotne w okolicach dwudziestki, ale były zbywane, i teraz, po 30-tce, dostają straszne diagnozy. Powiem więcej - najwięcej okazów zdrowia znam w przedziałach 50-70, bo tam choroby są takie zużyciowe - a to kręgosłup skrzywiony, a to stawy już skrzypią, tu jakiś żylak, tam ciśnienie. Natomiast co się rozejrzę po mojej półce, to albo ratowanie życia, albo chociaż zdrowia.
        Tak że na to nie ma reguły.

        I świat się chyba generalnie szybciej kręci. Mnie na przykład przyspieszył po 30-tce jak wariat. Ale czy to on przyspieszył, czy ja zwolniłam - pewna nie jestem.

        Natomiast dopiero od kilku miesięcy, w zasadzie bardziej tygodni nawet, wdrażam "wd...manie". Nawet nie z własnej woli, ot, tak się potoczyło. Ale chyba, mimo bólu, łez i strat - na dobre się poturla, bo już samo "wd...manie" jest tego warte...
      • mszn OT tutki :) 07.10.11, 09:39
        A wiecie, kto lubi tutkę? Jeż lubi.

        jezyniec.blox.pl/2010/04/DEMOLICJA-WG-JEZA.html
      • tfu.tfu Re: Nie wiem, czy lepiej. 07.10.11, 12:51
        przemijanie jest wpisane w życie.
        wiesz, mnie odumarli wszyscy do 19 roku życia, w temacie śmierci i chorób nie mam złudzeń od dawna i uważam je za naturalną kolej rzeczy. śmiertelności i wrażliwości na choroby nie zmienię, ale mogę zmienić swoje na nie spojrzenie.
        jestem człowiekiem, umrę, zamiast się tym przejmować, po prostu o tym wiem. tyle. mam 90% szansy na raka, zamiast się nakręcać i dostawać schizy przy każdym problemie po prostu robię badania i robię swoje.
      • marikooo Re: Nie wiem, czy lepiej. 08.10.11, 12:46
        O nie, Najzabawniejsze teksty forum się zarchiwizowały! A chciałam znowu Teresę upamiętnić...
        ;(
    • morela888 Re: samozachwyt, czyli przed 20-tką 07.10.11, 19:54
      Najciekawsze w tym wątku jest to, że wystarczy drobny zabieg korekty cyfr by zmienić diametralnie losy wymiany zdań.
      Czy czytałybyście z takim samym spokojem i uśmiechem na twarzy pierwszy post w wątku gdyby był to samozachwyt nastolatki? Nie mam złudzeń, że nie i że oberwałoby się biedaczce. Z kobietami w średnim wieku zaczynać jak widać się nie opłaca ;-)

      Do boju dwudziestki! Nie zazdrośćcie, ani nie wchodźcie w skórę 40-stek sugerując podejrzane wymieranie rówieśników! Ośmielcie się być młode!
      Takie dwudziestki to duchowe czterdziestki! I vice versa! No gdzie jest młodzieńcza buńczuczność komentarzy ?!

      Poważnie obawiałabym się o swoją przyszłość gdyby tutejsze dwudziestki były reprezentatywne dla ogółu społeczeństwa. Takie bez jaj. Co to czterdziestkom już za młodu dają się kastrować.

      A słowa pierwszejlitery nt ewentualnej "straszliwej wojny", co to młodych do cna wybije mogę odczytać wyłącznie w kategoriach tożsamych z tymi, które serwuje mi przyjaciółka gdy się jej żale. Wówczas wyciąga ciężkie działa na wzór: "pomyśl, że inni nie mają nogi i muszą żyć". Tak, czerpanie radości z nieszczęścia innych to jest to! Jakie to dojrzałe :P
      • madzioreck Re: samozachwyt, czyli przed 20-tką 07.10.11, 23:24
        Proszę Cię o doprecyzowanie, o co właściwie Ci chodzi, bo ni w ząb nie rozumiem.
        A szczególnie tego kawałka o czerpaniu radości z nieszczęścia innych.
        • morela888 Re: samozachwyt, czyli przed 20-tką 11.10.11, 16:31
          Chodziło mi o te słowa pierwszejlitery:
          "E tam, ludzie teraz młodzi nie będą mieć dłuższego życia, będzie ono tak samo ograniczone, tylko w innym czasie. I skąd wiesz, które czasy są lepsze? Może w 2040 wybuchnie jakaś straszna wojna, albo nastąpi jakaś klimatyczna zagłada? I kto miał wtedy lepiej? ;-) "

          • pierwszalitera Re: samozachwyt, czyli przed 20-tką 11.10.11, 21:54
            morela888 napisała:

            > Chodziło mi o te słowa pierwszejlitery:
            > "E tam, ludzie teraz młodzi nie będą mieć dłuższego życia, będzie ono tak samo
            > ograniczone, tylko w innym czasie. I skąd wiesz, które czasy są lepsze? Może w
            > 2040 wybuchnie jakaś straszna wojna, albo nastąpi jakaś klimatyczna zagłada? I
            > kto miał wtedy lepiej? ;-) "
            >

            I co z tego wywnioskowałaś? Że życzę sobie zagłady wszystkich młodych ludzi? ;-) A może miałam na myśli, że każdy powinien być wdzięczny za udane życie w dobrych czasach i nie myśleć, że przyszłe pokolenia będą miały jakoś lepiej? Bo nie wiemy, czy będą miały. Historia już nie raz płatała ludzkości figla i już nie raz dzieci miały gorzej od rodziców.
      • pierwszalitera Re: samozachwyt, czyli przed 20-tką 08.10.11, 01:01
        morela888 napisała:

        > A słowa pierwszejlitery nt ewentualnej "straszliwej wojny", co to młodych do cn
        > a wybije mogę odczytać wyłącznie w kategoriach tożsamych z tymi, które serwuje
        > mi przyjaciółka gdy się jej żale. Wówczas wyciąga ciężkie działa na wzór: "pomy
        > śl, że inni nie mają nogi i muszą żyć". Tak, czerpanie radości z nieszczęścia i
        > nnych to jest to! Jakie to dojrzałe :P

        Trzeba przyznać, że to chyba jedna z najbardziej kreatywnych interpretacji moich słów i przez chwilę miałam ochotę polecieć po okulary faceta, bo myślałam, że to moje stare oczy płatają mi figla. ;-) W zasadzie nie warto komentować tych bredni, ale wiedz, że daję prawo do samostanowienia i samoakceptacji kobietom w każdym wieku. Ale trochę wiem co przeżywasz, ja też byłam młoda i niezadowolona z siebie, i z życia, więc niczym mnie nie zaskoczysz. ;-)
        • morela888 Re: samozachwyt, czyli przed 20-tką 11.10.11, 16:35
          A jak ja mam ocenić Twoją jakże szybką i popartą wieloma faktami analizę mojej osoby zawartą w słowach:
          "Ale trochę wiem co przeżywasz, ja też byłam młoda i niezadowolona z siebie, i z życia, więc niczym mnie nie zaskoczysz. ;-)"
          ?
          Młodość mnie jednak nauczyła, że dyskusja z pierwsząliterą jest jałowa (szczególnie gdy już na początku nie obawia się ona obrażać rozmówcy ;-).
    • ko_kartka Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 08.10.11, 00:26
      A być kobietą w 30-tej wiośnie życia? Jak jest?

      Już nie naiwna, pełna niczym nie popartej radości życia 20-tka, ale jeszcze nie doświadczona 40-tka, która wdupiemanie ma opanowne do perfekcji. Tak obiektywnie rzecz biorąc - ta początkująca 30-tka to dopiero ma przez...srane...

      Się mogę zgodzić niby, że z wiekiem odporność na zdanie otoczenia rośnie, ale rośnie równocześnie kij usztywniający kręgosłup moralno-poznawczy, który nieoceniona Teresa104 określiła jako "tutkę ze srajtaśmy". Jedno zmienia się w drugie; natura nie znosi pustki. Bo "moje jest mojsze niż twojsze" najbardziej niestety wynika z racji przeżycia większej ilości lat niż adwersarz, jakby to było miarą uniwersalną.

      Ale to może jakiś filozof się powinien wypowiedzieć, bo przecież taka gówniara, jak ja, wiedzieć niczego nie może (hłe, hłe, hłe).
      • pierwszalitera Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 08.10.11, 01:26
        ko_kartka napisała:

        > Się mogę zgodzić niby, że z wiekiem odporność na zdanie otoczenia rośnie, ale r
        > ośnie równocześnie kij usztywniający kręgosłup moralno-poznawczy, który nieocen
        > iona Teresa104 określiła jako "tutkę ze srajtaśmy".

        A dlaczego miałoby być to czymś negatywnym? W psychologii nazywa się coś takiego kształtowaniem osobowości. Wszystkie badania potwierdzają tezę, że młodość to bezkształtna zupa, stado owiec. Młodzi ludzie są o wiele bardziej do siebie podobni, niż sami by tego chcieli. Kierują się podobnymi motywami, orientują na wspólnych zasadach, podobnie zachowują i przyjmują poglądy mainstreamu jako swoje. Dopiero z czasem powstaje indywidualność, odporność na obce wpływy. Często jednak w niekorzystnych warunkach, gdy wymagane jest dopasowanie, ukrywa się to przed otoczeniem. Dlatego młodym się wydaje, że wszystkie babcie są takie same. Nic bardziej błędnego.
        • ko_kartka Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 08.10.11, 01:39
          pierwszalitera napisała:

          > ko_kartka napisała:
          >
          > > Się mogę zgodzić niby, że z wiekiem odporność na zdanie otoczenia rośnie,
          > ale r
          > > ośnie równocześnie kij usztywniający kręgosłup moralno-poznawczy, który n
          > ieocen
          > > iona Teresa104 określiła jako "tutkę ze srajtaśmy".
          >
          > A dlaczego miałoby być to czymś negatywnym? W psychologii nazywa się coś takieg
          > o kształtowaniem osobowości.

          Stawiasz sztywność naprzeciwko elastyczności? Moim zdaniem elastyczność jest o wiele bardziej pozytywna niż usztywnienie opinii, chociażby w związku z używaniem przyrodzonej człowiekowi inteligencji, którą sztywność wyklucza z definicji, bo raz usztywnione opinie nie mają szans na rewizję i rehabilitację.

          > Wszystkie badania potwierdzają tezę, że młodość t
          > o bezkształtna zupa, stado owiec. Młodzi ludzie są o wiele bardziej do siebie
          > podobni, niż sami by tego chcieli. Kierują się podobnymi motywami, orientują n
          > a wspólnych zasadach, podobnie zachowują i przyjmują poglądy mainstreamu jako
          > swoje.

          Ale mówisz o nastolatkach czy o 30-latkach?

          > Dopiero z czasem powstaje indywidualność, odporność na obce wpływy. Cz
          > ęsto jednak w niekorzystnych warunkach, gdy wymagane jest dopasowanie, ukrywa
          > się to przed otoczeniem. Dlatego młodym się wydaje, że wszystkie babcie są tak
          > ie same. Nic bardziej błędnego.

          Czyli te wszystkie babcie, noszące pępek między piersiami oraz narzekające na "dzisiejszą młodzież", chociażby "młodzież" miała własny przychówek w wieku nastoletnim, są złudzeniem i mirażem? Jak dobrze to wiedzieć. Spróbuję się od poniedziałku pozbyć tych miraży, choćbym miała użyć mężowskiej śrutówki.
          • palacsinta Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 08.10.11, 06:28
            ko_kartka napisała:

            > Czyli te wszystkie babcie, noszące pępek między piersiami oraz narzekające na "
            > dzisiejszą młodzież", chociażby "młodzież" miała własny przychówek w wieku nast
            > oletnim, są złudzeniem i mirażem? Jak dobrze to wiedzieć. Spróbuję się od ponie
            > działku pozbyć tych miraży, choćbym miała użyć mężowskiej śrutówki.

            Weź, bo mi się smutno zrobiło. Nie znam ani jednej starszej pani, która się tak zachowuje, może powinnaś zmienić środowisko?
            • ko_kartka Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 11.10.11, 01:56
              palacsinta napisała:

              > ko_kartka napisała:
              >
              > > Czyli te wszystkie babcie, noszące pępek między piersiami oraz narzekając
              > e na "
              > > dzisiejszą młodzież", chociażby "młodzież" miała własny przychówek w wiek
              > u nast
              > > oletnim, są złudzeniem i mirażem? Jak dobrze to wiedzieć. Spróbuję się od
              > ponie
              > > działku pozbyć tych miraży, choćbym miała użyć mężowskiej śrutówki.
              >
              > Weź, bo mi się smutno zrobiło. Nie znam ani jednej starszej pani, która się tak
              > zachowuje, może powinnaś zmienić środowisko?

              Nie przeprowadzę się na osiedle z samymi niemowlętami w wózkach, sorry. Trasy tramwajów też nie zmienię. Pozytywne babcie też zauważam, bez obaw, ale te niepozytywne bardziej rzucają się w oczy. A może to tylko łódzka, biedna posttekstylna rzeczywistość?
          • pierwszalitera Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 08.10.11, 14:05
            ko_kartka napisała:

            > Stawiasz sztywność naprzeciwko elastyczności?

            Ja nie stawiam niczego przeciwko czemuś. To był twój pomysł. Dla mnie czas życia to kontinuum. Przechodzi się z jednej fazy w drugą i nie ma potrzeby budowania granic i frontów.


            > Ale mówisz o nastolatkach czy o 30-latkach?

            Zwykle w wieku lat 30-tu jest się już w fazie krystalizacji, ale nie zawsze.


            > Czyli te wszystkie babcie, noszące pępek między piersiami oraz narzekające na "
            > dzisiejszą młodzież", chociażby "młodzież" miała własny przychówek w wieku nast
            > oletnim, są złudzeniem i mirażem? Jak dobrze to wiedzieć. Spróbuję się od ponie
            > działku pozbyć tych miraży, choćbym miała użyć mężowskiej śrutówki.

            Nie wiem o co chodzi z tym pępkiem pomiędzy persiami, nigdy czegoś takiego nie widziałam, nawet u staruszek. Poza tym, ja zdawałam sobie sprawę już w wieku lat 15-tu, że przy odrobinie szczęścia kiedyś też się zestarzeję. Ty w wieku lat 30-tu tego jeszcze nie wiesz? Ojej, rozwiałam prawdopodobnie twoje złudzenia. ;-)
            • ko_kartka Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 11.10.11, 02:06
              pierwszalitera napisała:

              > ko_kartka napisała:
              >
              > > Stawiasz sztywność naprzeciwko elastyczności?
              >
              > Ja nie stawiam niczego przeciwko czemuś.

              No jak nie? Napisałaś, że młodzi to stado owiec, a dopiero w późniejszym wieku to się kształtuje osobowość, czy jakoś tak. Stado owiec nie ma osobowości z definicji, więc postawiłaś coś naprzeciwko czemuś. W sensie kontrastu, a nie naturalnej fazy.

              > > Ale mówisz o nastolatkach czy o 30-latkach?
              >
              > Zwykle w wieku lat 30-tu jest się już w fazie krystalizacji, ale nie zawsze.

              Ja granice bym postawiła w 25 roku życia. A im starsza jestem, tym bardziej bym ją przesuwała. Bo ta krystalizacja to też niejednorodny proces. Ale to tam takie se rozważania.

              >
              > Nie wiem o co chodzi z tym pępkiem pomiędzy persiami, nigdy czegoś takiego nie
              > widziałam, nawet u staruszek. Poza tym, ja zdawałam sobie sprawę już w wieku l
              > at 15-tu, że przy odrobinie szczęścia kiedyś też się zestarzeję. Ty w wieku lat
              > 30-tu tego jeszcze nie wiesz? Ojej, rozwiałam prawdopodobnie twoje złudzenia.
              > ;-)

              No, kurczę, idę poszukać gałęzi, bo już Konwicki udowodnił, że na klamce powiesić się nie da :) No i co z tego, że się zestarzeję? W wieku lat piętnastu to stara była dla mnie moja matka, ledwo przed czterdziestką. Pewnie, moja babcia była jeszcze starsza (i miała pępek między piersiami, bo miała duże piersi od młodości i niedopasowany stanik zawsze), ale to był dla mnie chodzący cud, prywatny Nieśmiertelny. W wieku lat 30-tu to ja już zaczynam się starzeć i jakoś mnie to nie martwi, ale staruszki, które noszą piersi na podbrzuszu jakoś nieodmiennie zauważam. Polki mają większe biusty niż Niemki?
              • pierwszalitera Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 11.10.11, 12:43
                ko_kartka napisała:

                > No jak nie? Napisałaś, że młodzi to stado owiec, a dopiero w późniejszym wieku
                > to się kształtuje osobowość, czy jakoś tak. Stado owiec nie ma osobowości z def
                > inicji, więc postawiłaś coś naprzeciwko czemuś. W sensie kontrastu, a nie natur
                > alnej fazy.

                Nieprawda. Ponieważ jest to rozwój płynny i indywidualny, a nie coś takiego jak egzamin na prawo jazdy, wczoraj się papierka nie miało, a dziś już tak, nic niczemu na twoje życzenie nie będę przeciwstawiać.


                > Ja granice bym postawiła w 25 roku życia. A im starsza jestem, tym bardziej bym
                > ją przesuwała. Bo ta krystalizacja to też niejednorodny proces. Ale to tam tak
                > ie se rozważania.

                A ja nie doszukuję się granic. Studiowałam wprawdzie psychologię, ale takie teorie, co do absolutnego wieku osiągnięcia dorzałości są mi trochę za ambitne. Gratuluję ci tej odwagi. ;-)


                > No, kurczę, idę poszukać gałęzi, bo już Konwicki udowodnił, że na klamce powies
                > ić się nie da :) No i co z tego, że się zestarzeję?

                Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. Proste. Skoro wiesz, że się zestarzejesz i swój pępek znajdziesz pomiędzy piersiami, mogłabyś dla tego rzadkiego fenomenu mieć odrobinę szacunku. Z drugiej strony nie zazdroszczę ci ryzyka. Ja skłonności do opadania biustu nie mam, co bardzo mnie cieszy, ale nie widzę powodu, by tą odrobiną genetycznego szczęścia reparować swoje ego i wytykać innym, że go nie mają. Nie rozumiem też więc, dlaczego sam fakt bycia młodym miałby być jakąś przewagą. Starzy ludzie też byli młodzi, oni nie urodzili się starzy. Na swoją mądrość, doświadczenie i dojrzałość zapracowali sobie jednak długiem życiem i za to należy się uznanie.


                W wieku lat 30-tu to ja już zaczynam się starzeć i jakoś mnie
                > to nie martwi, ale staruszki, które noszą piersi na podbrzuszu jakoś nieodmienn
                > ie zauważam.

                Nie martwisz się starzeniem w wieku lat 30-tu? Uuuuu, dzielnie się trzymasz. ;-) Pogadamy, gdy skończysz 40-tkę.
                • ko_kartka Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 14.10.11, 02:51
                  pierwszalitera napisała:

                  >
                  > Nieprawda. Ponieważ jest to rozwój płynny i indywidualny, a nie coś takiego jak
                  > egzamin na prawo jazdy, wczoraj się papierka nie miało, a dziś już tak, nic ni
                  > czemu na twoje życzenie nie będę przeciwstawiać.


                  Rozumiem doskonale. A jednak - gdzieś istnieje granica między mądrością a stadem owiec. Gdzież ona?

                  >
                  >
                  > > Ja granice bym postawiła w 25 roku życia. A im starsza jestem, tym bardzi
                  > ej bym
                  > > ją przesuwała. Bo ta krystalizacja to też niejednorodny proces. Ale to ta
                  > m tak
                  > > ie se rozważania.
                  >
                  > A ja nie doszukuję się granic. Studiowałam wprawdzie psychologię, ale takie teo
                  > rie, co do absolutnego wieku osiągnięcia dorzałości są mi trochę za ambitne. G
                  > ratuluję ci tej odwagi. ;-)

                  Bo może dojrzałości nie definiuję na równi z mądrościa :) Ale 25 lat to akurat taki wiek dla większości ludzi po studiach i akurat po rozpoczęciu "dorosłego" życia, przynajmniej dla mnie tak było i do 29 roku życia bezwiednie mi się wyrywało, że mam 25 lat; taki mój cenzus czasowy, który wykazywało sporo z moich znajomych, stąd moje rozważania pochodzą.
                  >
                  >
                  > > No, kurczę, idę poszukać gałęzi, bo już Konwicki udowodnił, że na klamce
                  > powies
                  > > ić się nie da :) No i co z tego, że się zestarzeję?
                  >
                  > Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. Proste. Skoro wiesz, że się zestarzejesz i
                  > swój pępek znajdziesz pomiędzy piersiami, mogłabyś dla tego rzadkiego fenomenu
                  > mieć odrobinę szacunku. Z drugiej strony nie zazdroszczę ci ryzyka. Ja skłonno
                  > ści do opadania biustu nie mam, co bardzo mnie cieszy, ale nie widzę powodu, b
                  > y tą odrobiną genetycznego szczęścia reparować swoje ego i wytykać innym, że go
                  > nie mają. Nie rozumiem też więc, dlaczego sam fakt bycia młodym miałby być jak
                  > ąś przewagą. Starzy ludzie też byli młodzi, oni nie urodzili się starzy. Na swo
                  > ją mądrość, doświadczenie i dojrzałość zapracowali sobie jednak długiem życiem
                  > i za to należy się uznanie.
                  >

                  Ja mam potworną skłonność ku pępkowi między piersiami - bo mam duże piersi, zwyczajnie. To jedno. Z drugiej strony zaś - nie widzę w tym oznaki mądrości, wobec i czego potrzeby okazywania temu zjawisku szacunku. To bardzo popularny przesąd: stary=mądry. Równie nieprawdziwy, jak czarny kot zwiastujący nieszczęście. Młody głupiec pozostanie starym głupcem i wiek nie czyni tu różnicy. Różnicę czyni nastawienie, ale mądry starzec zna też sposoby, żeby przekonać "młodych" do swojego zdania.

                  > W wieku lat 30-tu to ja już zaczynam się starzeć i jakoś mnie
                  > > to nie martwi, ale staruszki, które noszą piersi na podbrzuszu jakoś nieo
                  > dmienn
                  > > ie zauważam.
                  >
                  > Nie martwisz się starzeniem w wieku lat 30-tu? Uuuuu, dzielnie się trzymasz. ;-
                  > ) Pogadamy, gdy skończysz 40-tkę.

                  Pogadajmy, oczywiście, ale nadal będziemy na różnym poziomie rozwoju i powiesz mi wtedy: "Pogadamy, jak skończysz 50-tkę", czyż nie? Zasłanianie się wiekiem ku podkreśleniu własnej wyższości intelektualnej to chwyt poniżej pasa, hańba ci! ;)

                  Na poważnie - naprawdę nie martwię się, że w wieku 30 lat się starzeję. Zauważam to, co istotne. Mam zmarszczki. Mimiczne. I inne, chyba nie mimiczne. I dobrze mi z tym. Dużo mniej przejmuję się swoim wyglądem niż 10 lat temu. Swoje poczucie wartości opieram na innych rzeczach - tu chyba mi przyklaśniesz? Nie jestem młodzieżą. Sama pierwsza powiem, że jestem stara i głupia. Bo im więcej wiem, tym więcej widzę nieznanego. Opadła ze mnie młodzieńcza arogancja, a nie przypłynęła jeszcze wyższość starości. Bo tyle przeżyłam, to tyle wiem i musisz mnie słuchać. Ne, ne, ne. Ja nadal wiem stosunkowo niewiele, ale na tyle, żeby kwestionować prawdy objawione "staruszków", takich jak Ty. Dobrze mi z tym i mam szczerą nadzieję, że ten okres potrwa do 50-tki, bo potem podobno się dopiero zaczyna życie :)
                  • pierwszalitera Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 14.10.11, 13:20
                    ko_kartka napisała:

                    > Rozumiem doskonale. A jednak - gdzieś istnieje granica między mądrością a stade
                    > m owiec. Gdzież ona?

                    Nie ma. Jedni będę na wskutek predyspozycji mentalnych i życiowych doświadczeń dojrzali już w wieku lat 20, inni jeszcze w wieku lat 45 pozostaną w owczych schematach.

                    > Na poważnie - naprawdę nie martwię się, że w wieku 30 lat się starzeję. Zauważa
                    > m to, co istotne. Mam zmarszczki. Mimiczne. I inne, chyba nie mimiczne. I dobrz
                    > e mi z tym. Dużo mniej przejmuję się swoim wyglądem niż 10 lat temu. Swoje pocz
                    > ucie wartości opieram na innych rzeczach - tu chyba mi przyklaśniesz? Nie jeste
                    > m młodzieżą. Sama pierwsza powiem, że jestem stara i głupia. Bo im więcej wiem,
                    > tym więcej widzę nieznanego.

                    No widzisz, a teraz wyobraź sobie, że ten proces się rozwinie i za 10 lat będzie jeszcze lepiej. Teraz pewnie rozumiesz samozachwyt kobiet przed 40-tką? ;-)
    • iwona_1975 Re: samozachwyt, czyli przed 40-tką 11.10.11, 19:46
      Dokładnie tak.

      A przy okazji zapraszam też na nasze forum www.duzy-biust.pl/
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka