Dodaj do ulubionych

[LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej

11.10.11, 18:11
Przepraszam, musiałam założyć ten wątek, zainspirowana czajnikowym! ;-P
Obserwuj wątek
    • girlshapedlovedrug Re: [LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej 11.10.11, 19:53
      Nie powiem, tytuł mnie przyciągnął, szczególnie że lekko obawiam się kuchenek gazowych i liczyłam na opowieści dziwnej treści ;).
      Korzystając z okazji: zachwycił mnie Twój nick :D. W dzieciństwie dłuuuugo zastanawiałam się, czym jest tajemnicza nacudja. I tyle samo czasu dziwiłam się bardzo, że w modlitwie jest mowa o kupie ("bądź mi zawsze ku pomocy" :D)
      • nacudja_nasza Re: [LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej 12.10.11, 11:57
        girlshapedlovedrug napisała:
        > Korzystając z okazji: zachwycił mnie Twój nick :D. W dzieciństwie dłuuuugo zast
        > anawiałam się, czym jest tajemnicza nacudja. I tyle samo czasu dziwiłam się bar
        > dzo, że w modlitwie jest mowa o kupie ("bądź mi zawsze ku pomocy" :D)

        ;-D
    • ederlezi1981 Re: [LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej 11.10.11, 23:18
      Odpukać, nie spotkałam się z zepsutą kuchenką.
      Moja zyje u mnie drugi rok, a diabli wiedzą, ile wcześniej. Choć-kretynka- przez ponad rok nie wiedziałam, jak uruchomić w niej piekarnik :/
    • besame.mucho Re: [LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej 11.10.11, 23:41
      Temat skłonił mnie do pochwalenia się. Posiadam w domu kuchenkę, która nie wiem ile dokładnie ma lat, ale z pewnością sporo więcej niż ja (ja mam 24). Piekarnik wprawdzie trochę nawala, bo ani nie da się ustawić temperatury (pokrętło jest, ale takie jak do zwykłych palników, nie ma przy nim żadnych cyferek), termometr był, ale od kiedy pamiętam nie działa, piecze z jednej strony bardzo, a z drugiej wcale, ale jest piękna, teraz już się takich nie robi!

      Posiadam też takową lodówkę (z nią trochę gorzej, kiedy w lecie jest ok. 30 stopni to nie wyrabia) i radziecki opiekacz, który jest genialny. Nie żaden tam toster, gdzie się wkłada pusty kawałek chleba, tylko porządny opiekacz z grzałką, gdzie można wsadzić konkretną bułę z serem.

      A pralkę jak mam nową, to już się trzy razy zdążyła popsuć.
      • marciasek Re: [LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej 12.10.11, 00:00
        A ten opiekacz na pewno jest radziecki? Ja mam super opiekacz enerdowski, przytargany na piechotę plażą z Ahlbeck w do Świnoujścia latach (chyba) siedemdziesiątych.
        • besame.mucho Re: [LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej 12.10.11, 00:03
          Tak zawsze słyszałam, teraz już nie mam kogo spytać czy aby na pewno, a oczywiście opiekacz żadnych super znaczków i napisów na sobie nie ma, ot kawał blachy z grzałką w środku :)
          • agafka88 Re: [LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej 12.10.11, 00:30
            besame.mucho napisała:

            > Tak zawsze słyszałam, teraz już nie mam kogo spytać czy aby na pewno, a oczywiś
            > cie opiekacz żadnych super znaczków i napisów na sobie nie ma, ot kawał blachy
            > z grzałką w środku :)

            Miałam taki i niestety się popsuł, a był genialny! ehh.

            PS. Nacudja, genialny nick :)
      • magdalaena1977 Re: [LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej 12.10.11, 06:46
        besame.mucho napisała:

        > radziecki opiekacz, który jest genialny. Nie żaden tam to
        > ster, gdzie się wkłada pusty kawałek chleba, tylko porządny opiekacz z grzałką,
        > gdzie można wsadzić konkretną bułę z serem.

        W mojej rodzinie jest taki stalowy opiekacz - rodzice dostali go w prezencie ślubnym i nadal działa.

        A zepsuta kuchenka gazowa ... Mnie zepsuła się płyta grzejna do zabudowy firmy Amica z roku powiedzmy 1999, odziedziczona po poprzednich właścicielach. Zepsucie polegało na tym, że najpierw na jednym palniku nie dało się zapalić gazu, potem na dwóch ...
        Nabyłam nową wiosną tego roku - nie ma to jak porządny Wrozamet - zbadałam rynek i okazało się, że w zasadzie nowe wypasione kuchenki od tych tańszych różnią się tylko wzornictwem.
      • marta_monika Re: [LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej 12.10.11, 09:04
        Kuchenka gazowa mojej ulubionej cioci ma 34 lata! I dziala. Piekarnik gazowy piecze ale nie jest szczelny wiec dodatkowo w okresie intensywnego pieczenia przed swietami dogrzewa kuchnie. Temperatrure ustawia sie na oko. Termometr odpadl dawno, swiatelko nie dzialalo od pocztaku ale jest piekna. No i najwazniejsze ze dziala. Takich sernikow, pieczonego schabu i pasztetu jak robi moja ciocia jeszcze nikt nie zrobil w nowoczesnym wypasionym piekarniku.
      • yaga7 Re: [LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej 12.10.11, 09:15
        Ooo, też miałam taki radziecki opiekacz, był rewelacyjny!

        I mój na pewno był wschodni, nie zachodni jak u marciaska :)
        • marciasek Re: [LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej 12.10.11, 14:58
          mój był wschodnio-zachodni, uściślam, proszę mojemu opiekaczowi nie imputować imperialistycznej proweniencji ;)))
      • amoureuse Re: [LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej 12.10.11, 12:05
        radziecki opiekacz, który jest genialny. Nie żaden tam to
        > ster, gdzie się wkłada pusty kawałek chleba, tylko porządny opiekacz z grzałką,
        > gdzie można wsadzić konkretną bułę z serem.
        >

        Tak, tak, tak! Te opiekacze są genialne. Jeden jest u moich rodziców, mają też nowy opiekacz (do trójkącików) i toster, ale i tak ta stara, wielka maszyna jest w użyciu najczęściej :D
    • monika3411 Re: [LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej 12.10.11, 08:27
      Moja jest już pełnoletnia (za chwilę stuknie jej dwudziestka).
      Gotuje się na niej normalnie, choć dwa "średnia" palniki jakieś kiepskie są.
      Piekarnik (też gazowy) pali mi wszystkie ciasta, więc nie piekę ciast :-(
      Za to mięsa piecze świetnie.
      Marzy mi się nowa kuchenka, niestety marzenie to pozostanie póki co niespełnione.
    • diuszesa Re: [LWW] Nieprzeciętny żywot kuchenki gazowej 12.10.11, 13:31
      Ja mam w domu kuchenkę gazową kupioną w połowie lat 60., czyli ma ponad 40 lat. Działa jak najbardziej, używam codziennie, tylko piekarnik piecze nierówno, a pokrętło pokazuje o ok. 50 st. mniej ;-) (doszłam do tego metodą prób i błędów ;-). Mam również kupioną w tych samych latach lodówkę, która nie ma już drzwiczek od zamrażalnika (się wyrobiły ;-) , ale zamrażarka i tak działa, tylko szybciej zachodzi szronem. Strasznie już była obdrapana, więc pomalowałam na zielono farbą olejną i jest git. :-)
    • brykanty przebijam junkersem (*) RIP 12.10.11, 14:39
      Mieszkałam kiedyś w bloku nad kinem Muranów, jednym z pierwszych pobudowanych w okolicy po wojnie. Na stanie mieszkania był junkers (czyli piecyk do podgrzewania wody) z lat 50. Kształt obły, obudowa w blachy ocynkowanej, do włączania dwie wajchy z bakelitowymi gałkami na końcach. Niestety (*) zszedł biedak w 1998 roku, na jego miejsce pojawił się nowoczesny wypasiony piecyk marki Junkers.

      Na stanie była też pralka Frania, z wyżymaczką, a jakże. Ale też typ wcześniejszy, bo nawet nie malowana na biało, jak sama pamiętam z domu, tylko w wersji blacha ocynkowana. Stała w kuchni, bo w łazience nie było miejsca. Miała uszyte schludne ubranko, żeby się nie kurzyła.
      W łazience natomiast był kibelek systemu górnopłuk z łańcuszkiem i wanna konkretnie głęboka (jak siedziałam, to prawie po barki), ale za to krótka (nóg wyprostować się nie dało). Czułam się w niej bardzo bezpiecznie i przytulnie.

      Krany w łazience i w kuchni oddzielne na ciepłą i zimną wodę. (Tu spękałam, kupiłam normalną baterię prysznicową do wanny, bo tak to trzeba było czekać aż się trochę wanna napełni, żeby jakoś się umyć).
      I kredens był z lat 50. w pokoju. Super pojemny. I parkiet do pastowania na święta pastą Pałacową.

      Cudowne mieszkanie. Super mi się tam mieszkało.
      • ciociazlarada Re: przebijam junkersem (*) RIP 12.10.11, 15:09
        U moich rodzicow wytrzymal do 2000, ale w miedzyczasie zeszly dwie nagrzewnice ['] ['], a to najwazniejsze podzespoly, wiec nie wiem, czy przebijam...
      • diuszesa Re: przebijam junkersem (*) RIP 13.10.11, 12:44
        A, to jak już o wannach mowa - to ja przebijam! ;-)
        Mam w łazience wannę poniemiecką. Jak wujek osiedlił się w tym mieszkaniu zaraz po wojnie, to już była, po mieszkających tam Niemcach. Sprzed wojny. Ciężka, emaliowana, długa, z metalową zatyczką odpływu na łańcuszku.
        I mam jeszcze starą maszynę do szycia sprzed wojny, taką w stoliku z żelaznymi nogami. Działa.
        O, i jeszcze magiel z l. 20 mam - na kresowej wsi z drewna zrobiony. I duży, rozsuwany stół z l. 50, który moja babcia kupiła od stolarza za futro.
        W ogóle w mieszkaniu mam nadal poniemieckie okna sprzed wojny (ale z tego akurat się nie cieszę, bo już nie są szczelne :-( oraz wszystkie drzwi (rzeźbione) wraz z miedzianymi klamkami.
        • besame.mucho Re: przebijam junkersem (*) RIP 13.10.11, 14:11
          Miałam taką wannę! Ale moja dokonała żywota kilka lat temu.

          > W ogóle w mieszkaniu mam nadal poniemieckie okna sprzed wojny (ale z tego akura
          > t się nie cieszę, bo już nie są szczelne :-( oraz wszystkie drzwi (rzeźbione)
          > wraz z miedzianymi klamkami.

          Mam takie okna i drzwi. Znajdź dobrego specjalistę, uszczelni okna. Ja teraz robię remont i przy okazji też okna. Nie chcę ich wymieniać, bo takie stare drewniane są piękne, dużo bardziej mi się podobają niż nowe. Fakt, że po tylu latach u mnie też wiatr hula, ale pan specjalista od renowacji starych okien powiedział, że spokojnie da się zrobić, żeby były szczelne i żebym nie musiała się siłować z otwieraniem i zamykaniem tak jak teraz.

          Ciesz się z drzwi i okien, bo teraz już się tak pięknych nie robi :)
          • diuszesa Re: przebijam junkersem (*) RIP 13.10.11, 14:25
            besame.mucho napisała:

            >
            > Ciesz się z drzwi i okien, bo teraz już się tak pięknych nie robi :)

            Właśnie, takich pięknych już się nie robi.
            Ale to naprawdę się da? Też się siłuję przy zamykaniu; krzywe są już trochę, poopadały. Nie wiem, czy coś z tego będzie...
            • besame.mucho Re: przebijam junkersem (*) RIP 13.10.11, 14:32
              Jak skończę remont to powiem czy się dało ;)

              Mam nadzieję, bo ostatnia rzecz jaką chciałabym zrobić, to wymiana tych okien. W kuchni poprzedni właściciel wymienił, niby też na białe i drewniane, ale widać, że to nie to samo.
        • marciasek Re: przebijam junkersem (*) RIP 13.10.11, 22:21
          > I mam jeszcze starą maszynę do szycia sprzed wojny, taką w stoliku z żelaznymi
          > nogami. Działa.

          Pewnie, że działa, one były niezniszczalne. Ja też mam. Krawiecką Singera w wersji kompaktowej (co oznacza, że maszyna się składa i chowa w stoliku) i jeszcze kuśnierską, angielską (niestety, nie opamiętam nazwy firmy, a maszyna stoi u mamy, zatem nie sprawdzę). Piękne maszyny i piękne nogi ;)
        • magdalaena1977 Re: przebijam junkersem (*) RIP 13.10.11, 22:45
          diuszesa napisała:

          > I mam jeszcze starą maszynę do szycia sprzed wojny, taką w stoliku z żelaznymi
          > nogami. Działa.

          Moi rodzice mają maszynę do szycia Łucznik kupioną w czasie obrad Okrągłego Stołu. I z tego, co czytałam o Łuczniku, powinnam ją traktować jak skarb, bo teraz już takich nie produkują.
          • besame.mucho Re: przebijam junkersem (*) RIP 13.10.11, 22:53
            Powinnaś. Mam trochę starszego Łucznika, wszystkie części metalowe, teraz już zrywa nitki, ale niedawno jeszcze nieźle działał. Nowe Łuczniki to głównie plastik.
        • miss-alchemist wanny, okna i żyrandole ;) 13.10.11, 23:08
          U mnie w domu była taka wanna z lat trzydziestych (bo i mieszkanie z tego okresu), żeliwna, długa na dwa metry, na takich śmisznych nóżkach. Pozbyliśmy się jej jakieś... 10 lat temu? Po tym, jak moja babcia złamała po raz kolejny nogę i nie była w stanie już do tej wanny wejść.
          Sposób pozbycia się wanny był dość brutalny, bo tata po prostu poszedł po osiedlowych zbieraczy złomu i zapytał, czy mu jej nie wyniosą i nie zabiorą sobie. Zbieracze przeszczęśliwi, bo wanna na złomie warta majątek (poza złomem pewnie jeszcze więcej).

          Blok mój powstał w '37 roku, więc tuż przed wojną. W mieszkaniu zachowała się część kafelków w łazience, wspaniałe dębowe parkiety, część okien z mosiężnymi klamkami, drzwi z takowymi, czadowa "lodówka" pod oknem (polecam każdemu posiadanie takiej lodówki ;)), ozdobny żyrandol. Piece kaflowe rozebrane wraz z założeniem centralnego okołu dwudziestu lat temu. Tacie tych okien wybaczyć nie mogę - skoro już wyrzucał piękne drewniane ramy okienne (takie podwójne!) i zamieniał je na te paskudne plastiki, to mógł chociaż te klameczki i zabezpieczenia mosiężne zachować :( Mama jednak twierdzi, że nijak nie dało się ich od tych ram odłączyć. Renowacja okien byłaby droższa, niż ich wymiana, a nie stać nas na grzanie pomieszczeń z nieszczelnymi oknami, zwłaszcza, że ich objętość jest ogromna (mieszkanie ma więcej niż 3 metry wysokości).

          Kuchenka gazowa u nas ze 20 lat będzie miała. Ostatnio moi rodzice mieli okazję ZA DARMO wymienić ją na 5letnią, niezbyt używaną kuchenkę z piekarnikiem elektrycznym, ale mama nie chciała. Raz, że za mała, dwa, że często pieczemy (i taniej wychodzi gaz), dwa, że kuchenka działa bez zarzutu.

          W kuchni jest też takie radio Jowita, może mieć nawet ze 3 dychy, a mama trzyma jeszcze stare radio lampowe (!!!), ale z odciętym kablem. Chciałam jej w tym radiu zamontować jakiś sprytny odtwarzacz CD, ale mój TŻ twierdzi, że to gwałt na tym pięknym analogu.
          • besame.mucho Re: wanny, okna i żyrandole ;) 13.10.11, 23:22
            Strrrrasznie zazdroszczę, uwielbiam takie stare kafle, itd. Mój dom jest z przełomu 20/30, ale pod koniec wojny większość mieszkań została spalona, więc mało co zostało z przedwojennych wnętrz.
            • miss-alchemist Re: wanny, okna i żyrandole ;) 13.10.11, 23:30
              Moje miasto uniknęło zniszczeń, bo wszyscy chcieli mieć Hutę ;) Dlatego mieszkania zachowały się w tak dobrym stanie. Zresztą ze względu na te zabudowania w stylu art deco architektura miasta jest unikatowa, bo to w zasadzie całe osiedle jest tak niesamowicie jednolite. No, prawie jednolite, bo jakiś $%#@$ deweloper pomiędzy budynkami z lat trzydziestych postanowił postawić nowe bloczki, które pomalowane są na wszystkie kolory świata, a zbudowane są z różnych brył.

              Mieszkania na ulicy prostopadłej do mojej są jeszcze bardziej okazałe (ok 120 m^2, do tego wejście z dwóch klatek schodowych). Jestem szalenie ciekawa, w jakim stopniu zachowane są wnętrza u naszych sąsiadów, nie wszyscy mają takiego fioła na punkcie "staroci", jak moja mama.
          • brykanty Re: wanny, okna i żyrandole ;) 14.10.11, 10:02
            Na Muranowie te podokienne spiżarnio-szafki to standard. I parapety szerokie na długość Gazety Wyborczej (układałam w stosach jako zaporę przeciw nieszczelnym oknom.)
            • miss-alchemist Re: wanny, okna i żyrandole ;) 14.10.11, 10:23
              Mój TŻ, który mieszka w bloku z lat bodajże 60tych, nie mógł się przestać zachwycać nad tą naszą "lodówką" ;) Wg mnie to jest super sprawa dla tych, co lubią przetwory domowe, bo u mnie w tej lodówce trzymane są dżemy, ogórki, nalewki i inne cuda wianki, a okazjonalnie ciasta. Szafka jest baaaardzo pojemna, a blat nad nią przydatny przy gotowaniu i pieczeniu. Do tego kuchnia sama w sobie jest bardzo duża i to uważam za mega plus.

              Innym sprytnym rozwiązaniem jest bardzo głęboka szafa, która przedzielona jest na pół. Otwiera się od przedpokoju (zrobiliśmy tam schowek na buty i odkurzacz ;)) i od kuchni (trzymamy tam rzadziej używane naczynia, mikser etc). I nad tą szafą jest taki wieeeeeeeelki pawlacz. Wydawałoby się, że totalnie bezużyteczny, bo żeby tam się dostać muszę wejść na stół i krzesło ;), ale trzymamy tam rzeczy wyciągane raz w roku, typu ozdoby choinkowe.

              Ogólnie uważam, że projektanci z tamtych czasów mieli wiele bardzo dobrych pomysłów, podobno wraca się do tego stylu, zamiast budować niskie klitki z maleńkimi kuchenkami, w których dwie osoby tworzą już tłok...
              • diuszesa Re: wanny, okna i żyrandole ;) 14.10.11, 16:10
                miss-alchemist napisała:

                > Mój TŻ, który mieszka w bloku z lat bodajże 60tych, nie mógł się przestać zachw
                > ycać nad tą naszą "lodówką" ;) Wg mnie to jest super sprawa dla tych, co lubią
                > przetwory domowe, bo u mnie w tej lodówce trzymane są dżemy, ogórki, nalewki i
                > inne cuda wianki, a okazjonalnie ciasta.

                O tak, też mam. To jest spiżarka, która jest wielkości szafy, w środku ma maleńkie okieneczko, taki wywietrznik, który wychodzi na dwór. Trzymamy tam warzywa, przetwory i nieużywane garnki, hehe.
                W kuchni i łazience mam zachowaną po części glazurę sprzed wojny, w łazience również terakotę (eh, nie robią juz takich kafelków - komu by się chciało układać kwadraty 10x10...)

                No tak, kiedyś budowano inaczej. Mieszkania wysokie na 3,2 m, pokoje duże, często przejściowe, ze skrzydłowymi drzwiami (u nas można przejść przez wszystkie cztery pokoje i jeszcze klatkę schodową, nie przechodząc 2 razy przez przedpokój :-) Uroki przedwojennych kamienic.
          • yaga7 radio 14.10.11, 12:46
            Radio lampowe to ja też mam - Beethovena ;) Nie mam pojęcia, czy można coś z nim zrobić, bo nie działa, ale ładnie wygląda :P
            • miss-alchemist Re: radio 14.10.11, 18:31
              Jak się nie ma ciśnień, że to stary piękny analog (a mój TŻ ma takie ciśnienia :P), to można wywalić bebechy i zamontować w środku wzmacniacz tranzystorowy i odtwarzacz cyfrowy ;). Będzie i grać, i ładnie wyglądać. Pytanie tylko, co nie działa w radiu, bo to wbrew pozorom, nie jest takie łatwe urządzenie :P

              Przy czym wzmacniacze lampowe wcale nie są takie super. Ja wiem, że analogofile uważają, że dźwięk jest lepszy, bardziej naturalny, ale to tylko efekt zakłóceń wprowadzanych przez daleki od doskonałości wzmacniacz ;)

              Za to sprawdziłam, że nasza grająca dalej Jowita pochodzi z końca lat 70tych, czyli jest starsza ode mnie ;)
    • marisella Chyba przebijam... 16.10.11, 21:03
      Sprzątałam w piwnicy domu, który wynajmuję i znalazłam weki z brzoskwiniami z lat czterdziestych. W każdym razie moja babcia pamieta, że się takich wek używało w jej wczesnym dzieciństwie, potem już nie, a i same brzoskwinie mało przypominają siebie :)

      Ale to jest nic, bo powoli przymierzam się do wyniesienia z pokoju zastanej tu meblościanki z czasów Gierka i Gomułki i pośród rzeczy, które znalazłam w szafkach jest też buteleczka ze święconą wodą, która, jestem sobie w stanie dać rękę uciąć, pamięta jeszcze Mieszka I... Unikat z początków chrześcijaństwa, jak słowo daję :)))))

      Jestem przekonana, że właściciel wyniesie to to do sąsiedniego nieskończonego domu i za sto lat nadal będzie to tam stało, razem z całą masą rupiecia, zepsutymi kontaktami, które wymieniłam i padnietym zyrandolem, który też tam spoczywa. Po co ludzie trzymają takie rzeczy? Nie zakumam tego nigdy :) Ale jak ktoś lubi takie klimaty, to zapraszam, mam też do oddania czterdziestoletnią wannę, w której brzydzę się stanąć bez klapek ;)
      • diuszesa Re: Chyba przebijam... 18.10.11, 11:18
        No, z tymi brzoskwiniami to faktycznie niezła jazda ;-)

        A ja ostatnio znalazłam oliwę do smarowania maszyn w oryginalnej butelce z l. 70 :-) O meblach z epoki gierkowskiej nawet nie wspominam, bo mam ich jeszcze w domu pełno :-( - 3 meblościanki, 4 szafy (w tym jedna trzydrzwiowa), 2 biurka, 3 stoły, kilkanaście krzeseł i 3 kanapy. Muszę chyba to mieszkanie w końcu odgracić, ale nie mogę się zebrać ;-) (i tak jedną szafę z l. 50 już wyrzuciłam! :-)
        A najstarsza rzecz, jaką mam w domu, to stara kantyczka w strzępach, która należała do mojej babci babci babci matki, czyli mojej prapraprapraprababci. Moja babcia trzyma ją okręconą sznurkiem, zawiniętą w chustkę do nosa i jeszcze w pończochę ;-)
        • besame.mucho Re: Chyba przebijam... 18.10.11, 11:36
          > O meblach z epoki gierkowskiej nawet nie wspominam, bo mam ich jeszcze w
          > domu pełno :-( - 3 meblościanki, 4 szafy (w tym jedna trzydrzwiowa), 2 biurka,
          > 3 stoły, kilkanaście krzeseł i 3 kanapy. Muszę chyba to mieszkanie w końcu odgr
          > acić, ale nie mogę się zebrać ;-)

          Taką typową gierkowską meblościankę, to trudno odratować, żeby wyglądała jak coś fajnego ;), ale na biurkach, stołach, krzesłach i kanapach bym nie stawiała krechy! Te różne dosyć brzydkie meble można przy odrobinie fantazji odnowić tak, że są strasznie fajne, przykłady:
          refre.pl/index.php?/oferta/od-reki/
          www.resetpoint.pl/index.php?/oferta/
          refre.pl/index.php?/wnetrznosci/
          A w przypadku stołów, czy krzeseł, które nie mają poduch (tak, że nie trzeba szukać tapicera, bo samemu to chyba trudno zmienić obicie), to w ogóle wystarczy papier ścierny, biała farba do drewna, kilka barwników, pędzle i samemu można sobie wyczarować fajne nowe meble :)
          • diuszesa Re: Chyba przebijam... 18.10.11, 15:47
            Paaaaani, ale na to trzeba mieć czaaaas ;-)
            Przymierzałam się, żeby z tej trzydrzwiowej szafy zrobić parawan - ale: musiałabym to wynieść do piwnicy, żeby tam to robić; potem - nakupować jakichś lakierów i farb (raz, że się nie znam, dwa - że nie mogę się zdecydować na kolorystykę i wzór, trzy - szkoda mi kasy, zawsze znajdzie się coś innego, co można za te pieniądze kupić), potem systematycznie nad tym pracować (to rzecz najtrudniejsza), a potem jeszcze wywalić lub odnowić wszystkie inne rzeczy w pokoju, żeby do tego parawanu pasowały. No i gdzie ja mam na to czas, gdzie? ;-) A z 20-miesięczniakiem, uczepionym u mojej nogi po 9 h mojej niebytności w domu, to się nie da. Ciężkie życie. :-)
            Myślałam też o przerobieniu tych krzeseł, ale one wszystkie tapicerowane są, więc chyba się nie opłaca.
            Z tymi meblościankami to faktycznie ciężka sprawa. Już myślałam, żeby od kolegi pożyczyć piłę elektryczną i poucinać w cholerę te wszystkie drzwiczki na wysoki połysk, poobrzynać trochę z boków, pozostawiając same półki - niechby były z tego jakieś regały. Ale na razie na pomyśle się skończyło. Cosik boję się tej piły, jakby mi się tak z rączki omsknęła...?

            Eh, my to z mężem chyba leniwi jesteśmy, nie? Miesiąc temu opróżniliśmy szafę, bo mieliśmy ją likwidować, stoi pusta, rzeczy walają się po innych szafkach. Mąż miał zawołać kolegę, żeby zdemontować i wynieść, ale zawsze jakoś tak się dzieje, że jak ten kolega przyjdzie, to są inne sprawy do obgadania, film do obejrzenia, muza do posłuchania, piwo do wypicia...

            Ale może na wiosnę się zbierzemy. :-)
            • besame.mucho Re: Chyba przebijam... 18.10.11, 15:53
              Kurde, gdybyś mieszkała w Warszawie, to sama bym Ci na kilka kursów te krzesła wywiozła, bo chodzi mi po głowie plan poodnawiania sobie różnych starych krzeseł (zamierzam wreszcie dorobić się stołu, więc i krzesła by mi się przydały) zamiast kupowania nowych ;).
        • carinel Re: Chyba przebijam... 25.10.11, 06:56
          Jestem zainteresowana 3 meblosciankami...
          • diuszesa Re: Chyba przebijam... 25.10.11, 12:39
            carinel napisała:

            > Jestem zainteresowana 3 meblosciankami...

            Heh, najpierw muszę skombinować, gdzie by tu przełożyć klamoty, które w nich są ;-) Póki co, innych mebli, które mogłyby to pomieścić - brak na stanie :-)
      • yaga7 Re: Chyba przebijam... 18.10.11, 11:52
        Wiesz co, jeżeli ten właściciel jest takim chomikiem jak ja i do tego nie lubi sprzątać, to mnie to nie dziwi.
        Podejrzewam, że gdybym miała duży dom z piwnicą, to po kilkudziesięciu latach życia byłby powaznie zagracony.

        I też nie wiem, dlaczego bym trzymała te rzeczy, ale pewnie dlatego że nie lubię sprzątac, nie lubię wyrzucać, lubię chomikować, bo to pamiątka, bo to przywołuje wspomnienia, bo to przecież jest jeszcze całkiem dobre itp. ;)
        Aczkolwiek dla brzoskwini nie znalazłabym wytłumaczenia ;))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka