elrosa
02.06.12, 08:51
Od niedzieli wieczorem choruję. Mam wysoką temperaturę - na stałe w okolicach 38,7°C, w porywach do 39,9°C. Towarzyszy jej przeokropny ból głowy - zupełnie, jakby ktoś walił w moją czaszkę młotkiem od środka (może mózgojadek, z głodu...?) i... kręgosłupa. U lekarza byłam już dwukrotnie, ale że chorobie towarzyszyły wymioty, przez które nieco się odwodniłam, koncentrowali się tylko na nich, gorączkę zbywając pogardliwym machnięciem ręki i każąc łykać paracetamol. Podobno miała przejść razem z wymiotami, ale nie wyszło. Łykam ten paracetamol, jak lekarz przykazał, ale przestaje już na mnie działać (tzn. gorączka spada, ale głowa nie przestaje boleć ani trochę).
Nie wiem już, co robić. Do lekarza kolejny raz mogę iść dopiero w poniedziałek, a do tego czasu jakoś przecież żyć trzeba. Mam dość - przez pięć dni leżałam kółkami do góry, nie będąc w stanie zrobić kompletnie nic, do tego przepadło mi 25% pensji (pracuję na zlecenie i przez czas choroby nic nie zarabiam). Jak sobie z tym poradzić...? Próbowałam rozmaitych kompresów, ale temperaturę mam chyba jednak zbyt wysoką, bo nic nie dawały. Ratunku!