Dodaj do ulubionych

wiać czy próbować?

27.11.12, 21:22
Koleguję (przyjaźnię?) się z pewnym facetem od dziewięciu miesięcy. Czuję do niego coś więcej od trzech. Nie wiem jak to rozegrać i czy w ogóle coś rozgrywać, czy może wyłożyć uczucia kawa na ławę i jeśli nic do mnie nie czuje - po prostu przestać się widywać.

Poznaliśmy się, kiedy ja byłam jeszcze w innym związku (chylił się ku upadkowi) i na starcie dałam mu znać, że ja z kimś jestem. Nie widywaliśmy się często, ale kiedy mój związek się skoczył (w marcu) zaczęliśmy więcej czasu spędzać ze sobą. Teraz dzwoni do mnie wiele razy dziennie, widujemy się kilka razy w tygodniu, chodzimy do kina, na spacery. Nigdy mnie nie pocałował, nigdy nie wziął mnie za rękę.
Kiedyś powiedział, że nie jest gotowy wchodzić w żaden nowy związek, bo ma za dużo balastu - choruje na zzsk, dalej jest straumatyzowany rozstaniem ze swoją narzeczoną (sprzed 2wóch lat - sic!). Jest narcystyczny w typie - lubi mówić jakie ma niskie poczucie własnej wartości, trochę pławi się w tym marazmie, jaki to on nieszczęśliwy. Za dużo pracuje.
Po pijaku potrafi wysłać mi smsa, że mnie kocha i mu na mnie zależy, a rano nie próbuje ustosunkować się do tych wyznań. Powiedział mi, że uważa, że jestem bardzo atrakcyjna i niesamowicie kobieca. Mówi, że wyzbył się potrzeby bliskości odkąd rozstał się ze swoją byłą N. i nie potrafi się przytulić.

Wiać czy próbować?
Obserwuj wątek
    • madzioreck Re: wiać czy próbować? 27.11.12, 21:24
      Wiać, IMHO.
    • kk345 Re: wiać czy próbować? 27.11.12, 21:31
      Wiać, za duży balast, jak dla mnie...
    • kaga9 Re: wiać czy próbować? 27.11.12, 21:33
      To:
      Jest narcystyczny w typie - lubi mówić jak
      > ie ma niskie poczucie własnej wartości, trochę pławi się w tym marazmie, jaki t
      > o on nieszczęśliwy.

      sugeruje, że to typ misia szczęśliwego w swoim nieszczęściu, który łaskawie pozwoli Ci się pocieszać przez całe życie, a Ty będziesz wokół niego skakać.

      Manipuluje. Po pijaku kocha, na trzeźwo nie ma potrzeby bliskości, haha.

      Toksycznym związkiem bije na kilometr. Wiałabym.

    • mniickhiateal Re: wiać czy próbować? 27.11.12, 21:51
      I jeszcze się zastanawiasz? Gdzie pieprz rośnie. Jeżu.
    • ciociazlarada Re: wiać czy próbować? 27.11.12, 21:51
      Wiać, i to jak! Przecież on Ci to wyraźnie mówi. I zgadzam się z przedmówczyniami, pachnie toksycznym związkiem nawet przez ekran.
    • olazdaleka Re: wiać czy próbować? 27.11.12, 21:53
      Wiać.
    • zarin Re: wiać czy próbować? 27.11.12, 22:52
      A jakie ma zalety? Jak dla mnie za mało danych.

      Ja bym jeśli już z ciekawości doprowadziła na początek do jakiejś sytuacji seksualnej (ale bez żadnych wyznań i tych klimatów) i w trybie natychmiastowym skończyła dokarmiać mu emo.

      Fajowy jest w ogóle ten wysyp anonimowych sercowych wątków :).
      • nientepaura Re: wiać czy próbować? 27.11.12, 23:17
        zgadzam się z przedmówcą;D
        każdą jedną, ale dodam coś jeszcze: najpewniej zaryzykujesz, bo jakoś tak jest, że najczęściej dziewczyny myślą, że "to nie tak, on jest inny itp".
        fakt, że pytasz, świadczy, że resztki instynktu samozachowawczego zachowane - brawo;D
        a teraz weź te resztki instynktu i wiej z dala od Pana Toksycznego
        mówię z doświadczenia;)
    • helenka333 Re: wiać czy próbować? 27.11.12, 23:19
      Oj, wiać.
    • mszn Re: wiać czy próbować? 28.11.12, 08:28
      Wiać. Mam koleżankę, która właśnie z takiej sytuacji wybrnęła po pół roku "związku" z facetem, który cały czas powtarzał jej, że on już nigdy nie będzie potrafił kochać i być z kimś blisko, bo tamta poprzednia dziewczyna (rozstanie też prawie 2 lata wcześniej) tak go rozwaliła etc. W pakiecie było też nazywanie w łóżku imieniem byłej. Możesz sobie wyobrazić, jak "pozytywnie" cała historia skończyła się dla samooceny mojej koleżanki.

      Koleś potrzebuje czyjejś uwagi, dowartościowania się Twoim zainteresowaniem, i niczego więcej. Nie daj sobą manipulować, trzy miesiące zauroczenia jeszcze jakoś da się odkręcić bez większych strat w ludziach i zapasie lodów w zamrażarce ;)
      Uważałabym też z przespaniem się na próbę (gdzieś w drzewku mignęło coś takiego) - to się nigdy dobrze nie kończy. Jak będzie rewelacyjnie, skończysz z jeszcze większymi uczuciami, a on podejścia nie zmieni. Jak będzie słabo, to po co to było.
      • zarin Re: wiać czy próbować? 28.11.12, 11:36
        > Uważałabym też z przespaniem się na próbę (gdzieś w drzewku mignęło coś takiego
        > ) - to się nigdy dobrze nie kończy. Jak będzie rewelacyjnie, skończysz z jeszcz
        > e większymi uczuciami, a on podejścia nie zmieni. Jak będzie słabo, to po co to
        > było.

        Ja mam z tym całkiem sensowne doświadczenia :). Narcystyczno-neurotyczne typy zazwyczaj potwornie rozczarowują w łóżku, co cudownie sprowadza na ziemię. Dla mnie zresztą początkowa faza zakochania to jest w dużej mierze okrutne napięcie seksualne, nierozładowane idzie w emocje, z kolei rozładowane, ale z niesatysfakcjonującym efektem powoduje, że wszystko się szybko rozchodzi po kościach. No fakt, nie wiem, jaką konstrukcję ma autorka.

        Ja bym nadal chciała wiedzieć, jakie cechy tak w ogóle sprawiają, że autorka rozważa związek z gościem. Wtedy można dyskutować, czy wady są do przejścia.
        • ukrytynick Re: wiać czy próbować? 28.11.12, 11:42
          Jest zabawny (ma poczucie humoru które lubię), inteligentny, łatwo spędzać mi z nim czas, nie ma jakiś rozmów na siłę, pięknie pachnie i ma przemiły głos, jest w miarę przystojny, lubi rozmawiać. I chyba przez to, że ten kontakt jest taki łatwy i fajny, że lubimy spędzać ze sobą czas i to, że mi powiedział, że mu się podobam sprawiło, że mam jakąś nadzieję, że on coś więcej czuje. ALE! Mówi mi w twarz, że nie chce związku, więc widocznie nie chce związku:-) po co ja się łudzę... No i ta była dziewczyna w tle, brrr...
          • veev Re: wiać czy próbować? 28.11.12, 12:35
            Brzmi jak pewien mój dobry znajomy ;) Platonicznie-kumpelsko to świetny facet, do knajpy, do kina, do pogadania, do łażenia po górach/lasach/bunkrach, do pływania kajakiem, do żeglowania, do picia wódki, do jedzenia pizzy z potrójnym serem, do imprezowania i całonocnych rozmów o życiu. Związkowo - dramat, neurotyk z nutką psychopaty (nigdy nie przerabiałam tego sama, ale znamy się pół życia i widziałam już chyba kilkanaście jego relacji). W sumie cały czas mam cień nadziei, że kiedyś trafi na dziewczynę na tyle mądrą, że sobie z tą neurozą poradzi i sama na tym nie ucierpi ;)

            Ale gdyby mnie kiedyś jakaś jego potencjalna panna zapytała o radę, to bym radziła: WIAĆ.
          • zarin Re: wiać czy próbować? 28.11.12, 13:16
            Eee tam co trzeci gdzieś deklaruje na pewnym etapie życia, że nie chce związku, zero zobowiązań, nie nadaje się do bliskości i takie tam. Tego bym akurat nie traktowała zbyt poważnie.
            Moim zdaniem jeżeli w ogóle chcesz to jakoś ruszyć, to bardzo Ci się przydadzą stalowe nerwy i umiejętność kontrolowania swoich emocji, żeby się od razu nie zaangażować z przytupem. Potraktowałabym relację na początek jako luźny romans i absolutnie zero deklaracji z własnej strony. Plus wyraźne stawianie granic i nauczenie kolegi, że nie jesteś dla niego kubłem na pomyje emocjonalne zwłaszcza na temat byłej.
            • kis-moho Re: wiać czy próbować? 28.11.12, 13:40
              > Moim zdaniem jeżeli w ogóle chcesz to jakoś ruszyć, to bardzo Ci się przydadzą
              > stalowe nerwy i umiejętność kontrolowania swoich emocji, żeby się od razu nie z
              > aangażować z przytupem. Potraktowałabym relację na początek jako luźny romans i
              > absolutnie zero deklaracji z własnej strony. Plus wyraźne stawianie granic i n
              > auczenie kolegi, że nie jesteś dla niego kubłem na pomyje emocjonalne zwłaszcza
              > na temat byłej.

              Może ja trochę prosto z mostu, ale nie lepiej sobie znaleźć partnera, a nie tresowanego pieska?
            • ciociazlarada Re: wiać czy próbować? 28.11.12, 14:33
              zarin napisała:

              > Eee tam co trzeci gdzieś deklaruje na pewnym etapie życia, że nie chce związku,
              > zero zobowiązań, nie nadaje się do bliskości i takie tam. Tego bym akurat nie
              > traktowała zbyt poważnie.

              To owszem, ale nie co trzeci gdzieś
              - tęskni za swoją narzeczoną sprzed dwóch lat;
              - pisze po pijaku, że kocha, a na trzeźwo "nie nadaje się do bliskości";
              - jest typem narcystycznym;
              - lubi się pławić w tym, jakie to ma niskie poczucie... i tak dalej

              Trzeba być desperatką, albo na bezludnej wyspie z takim kimś, aby próbować dla sportu.

              Obrazowo mówiąc: jak idę po mięso do sklepu i zamiast takiego ładnego, czerwonego w tacce i z pieczątką sanepidu sięgam po zielone z pobliskiego śmietnika to powinnam się dobrze zastanowić o co mi tak naprawdę chodzi i czemu mam potrzebę działania na własną szkodę.
              • pierwszalitera Re: wiać czy próbować? 28.11.12, 17:16
                ciociazlarada napisała:

                > Obrazowo mówiąc: jak idę po mięso do sklepu i zamiast takiego ładnego, czerwone
                > go w tacce i z pieczątką sanepidu sięgam po zielone z pobliskiego śmietnika to
                > powinnam się dobrze zastanowić o co mi tak naprawdę chodzi i czemu mam potrzebę
                > działania na własną szkodę.

                Bo ma się samej niskie poczucze wartości i wierzy, że nic lepszego nam się nie należy? Zawsze można potem przebijać się z partnerem, kto ma gorzej i mieć zajęcie do końca życia. ;-)
                • ukrytynick Re: wiać czy próbować? 29.11.12, 09:52
                  Macie racje, karmię przewlekle jego kruche ego. O łóżku nie ma mowy, nie ma co jeszcze bardziej komplikować sprawy. Wyzeruje kontakty, on pewnie będzie pytał o co chodzi, ja powiem, że mi zależy bardziej niż po przyjacielsku, a on nie chce i wsio.
                  Dziewięć miesięcy to nie tak długo, ale kurcze, weszłam w taki patologiczny układ. A od tych paru miesięcy miałam nadzieję, że mnie pokocha, mimo wszystko. Gupia gupia:-)
            • slotna Re: wiać czy próbować? 28.11.12, 19:47
              > Eee tam co trzeci gdzieś deklaruje na pewnym etapie życia, że nie chce związku,
              > zero zobowiązań, nie nadaje się do bliskości i takie tam. Tego bym akurat nie
              > traktowała zbyt poważnie.

              Moj chlopak tak mial, kiedy sie tylko przyjaznilismy, do tego mialam rowniez jakies strzepki informacji o nieszczesliwej milosci sprzed 10 (tak, dziesieciu) lat, ktora ciagle siedzi zadra. Bylam w niezlym szoku kiedy sie okazalo, ze ze mna to co innego, bo bylam przekonana, ze on o tym mowi wlasnie po to, zebym przypadkiem z nim nie chciala byc, a jak znajdzie wlasciwa dziewczyne, to zaraz sie okaze, ze to sciema. O innym przypadku po prostu w zyciu nie slyszalam ;)
        • pinupgirl_dg Re: wiać czy próbować? 28.11.12, 11:53
          > Ja mam z tym całkiem sensowne doświadczenia :). Narcystyczno-neurotyczne typy z
          > azwyczaj potwornie rozczarowują w łóżku, co cudownie sprowadza na ziemię. Dla m
          > nie zresztą początkowa faza zakochania to jest w dużej mierze okrutne napięcie
          > seksualne, nierozładowane idzie w emocje, z kolei rozładowane, ale z niesatysfa
          > kcjonującym efektem powoduje, że wszystko się szybko rozchodzi po kościach.

          Tzn dochodzisz do wniosku, że to neurotyczno-narcystyczny typ, jak w łóżku jest klapa :)? Ja sądzę, że narcyza można poznać i bez wchodzenia z nim do łóżka. Co do rozładowania napięcia u mnie też nie działa, odpowiednio dużego napięcia jeden numerek nie rozładuje. No i jeszcze warto wziąć pod uwagę taki drobiazg, jak uczucia faceta, bo potem autorka może założyć kolejny wątek "jak spławić faceta".
          Nie, żebym miała coś przeciw zaciągnięciu faceta do łóżka, jeśli ukrytynick ma na to ochotę, ale jak się to robi w celu odkochania, to kiepsko to widzę.
          Zaś co do wątku - możliwe, że to taki sposób na podryw (pojawiam się i znikam, taki jestem trudny i niedostępny), chociaż możliwe, że ten typ tak ma. Mi też pachnie toksycznym związkiem, ale są kobiety, które takich facetów wybierają.
    • filipek135 policzyłem głosy - wiać!!! 28.11.12, 08:37
      Decyzja zapadła, nie masz wyjścia.
    • kizombalover Re: wiać czy próbować? 28.11.12, 11:06
      Wiać.
      Zalatuje chorobą psychiczną (albo przynajmniej jej początkami - dwubiegunowa). Chyba, że lubisz bawić się w terapeutę.


    • teresa104 Re: wiać czy próbować? 28.11.12, 13:36
      Zawsze jestem za tym, żeby ludzkie słowa brać wprost. Mówi, że nie jest gotów na związek - nie jest gotów na związek. I reszta jest nieistotna. Ty chcesz związku, on nie chce związku, czyli nie stworzycie razem związku.

      Przykład skutków brania mowy wprost: rzekłam ostatnio chłopu, że chcę iść do teatru i wszystko mi jedno na co. Poszedł więc dziś i kupił bilety. Na to co było w teatrze po drodze do pracy, spod wielkiego palca, przecież mi wszystko jedno. No więc idziemy na "Wujaszka Wanię". Po szwedzku. Cztery bite godziny po szwedzku.
      I jak spuścisz tego gościa, co to po pijaku esemesowo kocha, po trzeźwu osobiście ma balast, to będzie się czuł jak ja na szwedzkiej sztuce i następnym razem może będzie klarowniej i zdecydowaniej się określał, może już z inną panią, ale z korzyścią dla wszystkich.
      • shachar Re: wiać czy próbować? 28.11.12, 17:25
        przypomnialo mi sie powiedzenie "the first time someone shows you who they are, believe them" , autorka Maya Angelou, co w luznym tlmaczeniu brzmi, jesli ktos daje sie poznac z okreslonej strony, nie zaprzeczaj temu. Nic nie zmienisz, bo zawsze tak naprawde od razu widac z kim rzecz, tylko wyobraznia plata figle.To co ze ma ladny glos i pieknie pachnie, tym samym glosem powie ci kiedys, ze od razu cie uprzedzil.
    • ederlezi1981 Re: wiać czy próbować? 28.11.12, 19:16
      Jejku, jaki biedny człowiek. I jaki ten świat zły, a kobiety to już w szczególności, zaufać żadnej nie można, bo wszystkie to latawice, puszczą kantem i zniszczą emocjonalnie.
      Nie próbować, nie wiać- poczekac na kolejne pijackie smsy i zadzwonić w trakcie przewidywanego kaca z ostrą awanturą. Mi to pachnie moim eks - jemu też kłody pod nogi wszyscy rzucali, złe kobiety, komuniści, fatalni kierowcy i nieuprzejme ekspedientki.
    • edhelwen wiać n/t 28.11.12, 19:57

    • irenaearl Wiać, o ile można coś ocenić na podstawie forum. 29.11.12, 10:49
      To taka studnia bez dna, wlewasz uczucia bez żadnego efektu, ale z nadzieją, ze jeśli bardziej się postarasz, to efekt będzie. Tymczasem zawsze coś sprawia, że ten efekt się nie pojawił: ty za mało się starasz, on choruje, za dużo pracuje, jest straumatyzowany rozstaniem ze swoją byłą, za dużo balastu. Biedaczek;)
    • ukrytynick nie karmić trolla! 04.12.12, 20:18
      Cholera! Mówię mu, że nie chce utrzymywać kontaktu, to dzwoni, że musi mi oddać książki i obiecałam mu pomóc w wyborze mebli. Nie będzie wybierania mebli, książki niech odwiezie jak najszybciej. Przychodzi dzisiaj i pyta, czy może ze mną wypić herbatę, no kufa może tylko po co. Posiedział, pogadał i poszedł. A mnie przykro tak jakoś...
      • mniickhiateal Re: nie karmić trolla! 05.12.12, 07:16
        No ale w czym dokładnie problem i czemu nakarmiłaś swojego trolla pijąc z nim herbatę? I czy przykro Ci, bo złamałaś swoje postanowienie (to dobra ewentualność i czuj się wsparta do niełamania w przyszłości), czy że niby myślisz, że powinnaś nadal spełniać jego oczekiwania i nadal dać się wykorzystywać, żeby jemu nie psuć dysonansu poznawczego i samopoczucia (to już stanowczo gorzej)?

        Od tej pory nie miej dla niego żadnego czasu, nie umawiaj się, nie oddzwaniaj, i już. Uprzejmie, ale stanowczo i niezłomnie. Pamiętaj, że nic mu nie jesteś winna. Trochę przez minione miesiące zbłądziłaś robiąc sobie bezpodstawne nadzieje, i naraziłaś swój spokój ducha na toksyczną relację, ale skoro na szczęście oświeciło Cię już, że pan nie rokuje najmniejszym sensem, no to nie będziesz w niego przecież swojego czasu, energii i wdzięku inwestować. Jeśli nie jesteś z natury super-zajęta czy też z natury nie wolisz swoich zasobów inwestować w siebie czy też innych milszych ludzi płci dowolnej, to znajdź sobie czasochłonne hobby, wolontariat (zima idzie, na pewno mnóstwo organizacji potrzebuje utalentowanych osób), sport, zaawansowany program spa przed sylwestrem, cokolwiek.
      • ansil Re: nie karmić trolla! 05.12.12, 09:45
        a ja tam mysle, ze zrywalas kontakt z mysla "zobaczy co traci, to sie odsloni".. ok, moze oceniam na podstawie siebie, albo ogolu bab, niemniej takie prawdopodobienstwo istnieje..
        dlatego przykro..

        a powiedzialas mu, czemu zrywasz kontakt?
      • ciociazlarada Re: nie karmić trolla! 05.12.12, 11:03
        Bardzo dobry tytuł posta, imo.

        Sama widzisz, że tacy toksyczni narcystyczni chłopcy są jak puste pudełka, puste prezenty na Gwiazdkę - wewnątrz jest tylko to, co sama włożysz i niestety niewiele więcej. Problem jest taki, że to pudełka bez dna, wkładasz swój czas, zainteresowanie, cierpliwość, adorację, ciepło i wiele innych cudownych rzeczy, które zawsze wpadają jak do studni. Pudełko nigdy się nie zapełnia i nigdy nie ma tam niczego pozytywnego, co nie pochodziłoby od Ciebie samej, nawet maleńkiej paczki klocków Lego:-P

        Takie osoby potrzebują kogoś, kto będzie non-stop coś do tego pudełka wkładał, najlepiej nie żądając nic w zamian - budują swoją wartość na cudzym zainteresowaniu, więc pewnie wierzą, że wymiana jest zbędna. Zagroziłaś, że przestaniesz zapełniać dziurę bez dna? No i masz efekt. Ja bym olała, nie tłumaczyła się - po co? Znudziło mnie twoje towarzystwo, nie mam ochoty, nie mam czasu - nie wystarczy?

        Chyba że naprawdę chcesz być taką Samarytanką, która przez śniegi, mrozy i zawieje się przedziera żeby zdobyć i dołożyć kolejną porcję nafty do zepsutej lampy, podczas gdy wokoło pełno jest doskonałej jakości energooszczędnych żarówek, wystarczy tylko lampę naftową zgasić. Jakaś opcja to na pewno jest, tylko życia szkoda.
        • ukrytynick Re: nie karmić trolla! 08.12.12, 17:46
          Dzięki Dziewczyny za wsparcie i takie ładne zebranie tego, co mi kołatało w głowie (pusty! nie ma serca w klp!). Nawet w tej pseudoprzyjaźni nigdy nie miał dla mnie troski, pocieszenia, ciepła. Tak jak napisałaś Ciociuzłarado - puste pudełko bez dna. Za to ja - hu hu hu - powinnam zapewnić mu to wszystko i jeszcze dziękować, że mogę:-)
          Nie będę nosić mu niczego, ani suchego chleba, ani nafty;-) Zresztą tego Pana bardzo łatwo wystraszyć, wystarczy mu powiedzieć, że się coś do niego czuje, a on ucieka w popłochu - a nuż chciałabym jakieś uczucia otrzymać.
    • ukrytynick ? 17.12.12, 12:08
      Dzwoni, jest miły i czarujący, zaprasza w różne miejsca (odmawiam, kiedyś się znudzi), nie odbieram. Wysyła mi smsa, że nie umie zerwać ze mną kontaktu, bo kocha mnie jak siostrę.
      Szczękę zbieram z podłogi. Nic to nie wnosi, niczego nie zmienia, a mi jest tylko bardziej przykro, bo oprócz świadomości, że mnie nie chciał, mam jeszcze dodatkową informację, że go nie pociągam... Po co takie rzeczy mówić?
      • pierwszalitera Re: ? 17.12.12, 13:02
        ukrytynick napisał(a):

        > Szczękę zbieram z podłogi. Nic to nie wnosi, niczego nie zmienia, a mi jest tyl
        > ko bardziej przykro, bo oprócz świadomości, że mnie nie chciał, mam jeszcze dod
        > atkową informację, że go nie pociągam... Po co takie rzeczy mówić?

        Ojej, urażona kobieca próżność. ;-) Ale nie chcę ci wcale dowalać, a tylko spojrzeć na sytuację z innej persepktywy. Czy ta przyjaźń naprawdę nic ci nie daje, że chcesz wyrzucić go ze swojego życia? Przecież nie każdy kontakt damsko-męski musi mieć stereotypowy charakter, znaczy miłość, seks, związek. Jesteś pewna, że on cię pociąga i widzisz w nim potencjalnego partnera, czy tylko jest wypełniaczem jakiś dziur? Ot, akurat jest w pobliżu i dokręciłaś sobie do niego z braku lepszego kandydata romantyczną historię? Może uległaś własnej fantazji i spoglądając trzeźwo mogłabyś traktować go jako całkiem fajnego kumpla? A nawet gdyby pociągał cię fizycznie, przecież to nie jest jakaś rzadkość, że ktoś nas (przez jakiś czas) kręci, ale jest absolutnym tabu, bo dobrze wiemy, że narobiłybyśmy sobie niepotrzebnych kłopotów. Jesteśmy dorosłe, więc może kupić sobie wibrator i wykorzystać faceta tylko do paru miłych fanatazji? ;-))) Więcej naprawdę być nie musi. On wcale nie jest przecież takim potworem, nie okłamuje cię, nie robi złudnych nadziei, nie bałamuci, by zrobić sobie szybki numerek. Wierz mi, tu faceci aż tacy wybredni nie są i nawet gdyby za tobą nie szalał, darmowego seksu by raczej nie odrzucił. Gdybyś mu nic nie znaczyła. On za to otwarcie mówi, że chce platonicznie, więc zmiast unosić się urażoną próżnością zastanów się, czy nie chcesz kontynuować znajomości na takich warunkach.
      • teresa104 Re: ? 17.12.12, 13:04
        A po co bierzesz do siebie takie informacje? Pociągasz, nie pociągasz, jakie to ma teraz znaczenie?

        W ogóle podziwiam Twój spokój i pewno klasę, ja już nawet ze zwykłego znudzenia dawno bym się odezwała do franta tak karczemnie, jak w życiu do brata bym nie powiedziała. I by mu odeszło braterskie uczucie, bo nikt nie szuka kontaktu z siostrą, w której ustach lęgną się żmije tak plugawe.

        Jego numer sobie w komórce zablokuj, no chyba że jego dobijanie się sprawia Ci masochistyczną przyjemność.
      • felisdomestica Re: ? 17.12.12, 15:18
        To sadysta jakiś jest? Pies ogrodnika? Sam nie zje, i drugiemu nie da...
        • pierwszalitera Re: ? 17.12.12, 15:32
          felisdomestica napisała:

          > To sadysta jakiś jest? Pies ogrodnika? Sam nie zje, i drugiemu nie da...

          A gdzie on jej zabrania związku z kimś innym? To nie można się już z nikim dodatkowo przyjaźnić? Nie zauważyłam, by facet robił autorce wątku jakieś nadzieje. O nie, po popijaku jej coś pisał, ale kto wierzy ludziom w upojeniu alkoholowym? Coś takiego traktuje się jako żart i przechodzi do porządku dziennego, a w nim nie działo się i nie dzieje nic romantycznego pomiędzy tymi ludźmi. Tylko w oczekiwaniach autorki wątku. ;-) Nie wydaje mi się, by to on ponosił za to winę, w każdym razie nie taką, by go za to linczować.
          • felisdomestica Re: ? 17.12.12, 15:37
            Zabraniać nie zabrania, ale intensywnie absorbuje. Nie rozumie słowa "nie, dziękuję"? I jakoś nie mogę uwierzyć, że tak się chce zaprzyjaźnić, że żyć bez niej nie może...jakieś to dziwne.
            • ukrytynick Re: ? 17.12.12, 18:06
              Raz mówi, że czuje i kocha (nie po pijaku), potem to cofa, potem mówi, że kiedyś coś czuł, ale on zawsze tłumi i teraz nic nie czuje, potem mówi o miłości braterskiej, tak naprawdę to ja nie wiem o co kaman.
              Ja nie potrafię odseparować mojego uczucia do niego i żyć dalej w przyjaźni, może mogłabym je stłumić, ale próbowałam i nie wyszło i nie chce sobie robić w życiu klopsa i jakiegoś dziwnego układu, gdzie ja będę go kochać (bo tak to się skończy), on będzie się cieszył moim ciepłem bez zobowiązań, żeby za dwa lata ożenić się z jakąś Bimbo, którą poznał na siłowni. Chcę normalnego faceta, który będzie mnie kochał, przyjaciół mam wielu i jakoś bez niego przeżyję, natomiast przy wibratorze będzie musiał mi wystarczyć Ryan Gosling albo sąsiad z klatki obok.
              • dar61 Prorok, czy co? 17.12.12, 18:34
                Im szybciej, tym lepiej, {Ukrytyniczanko}. Mniej boli!
                Filtrować na sitku jeszcze na etapie koleżeńskiej herbatki. Bez cukru i lukru.

                Bo może być tak jak u mojej za ścianą sąsiadki. Tej, co na oczy przejrzała kilka ładnych lat za późno. Ta miała/ ma [?] arcytalent do parzenia pysznej herbatki. Smakował człek, żałuje, że [...].
                I co - mam się cieszyć ja i my inni, co ten rozpad jej związku, obrosłego już teraz konsekwencjami, wyprorokowaliśmy jeszcze na starcie? Że mówiliśmy - ciekawe, kto kogo zepsuje, skrzywdzi?

                Dziewczyny! Bądźcie dobre dla nas jeszcze na wiosnę - i kopnijcie nas tam ... gdzie pieprz rośnie.

                życzył ten, co nie chce znów być prorokiem
                Dar61, minus kilka tych, co za późno
              • pierwszalitera Re: ? 17.12.12, 21:41
                ukrytynick napisał(a):

                > Ja nie potrafię odseparować mojego uczucia do niego i żyć dalej w przyjaźni, mo
                > że mogłabym je stłumić, ale próbowałam i nie wyszło i nie chce sobie robić w ży
                > ciu klopsa i jakiegoś dziwnego układu, gdzie ja będę go kochać (bo tak to się s
                > kończy), on będzie się cieszył moim ciepłem bez zobowiązań, żeby za dwa lata oż
                > enić się z jakąś Bimbo, którą poznał na siłowni.

                No jak nie chcesz, to nie chcesz, ale mu to wyraźnie powiedz, bo nie wiadomo kto z was ma więcej cierpliwości. Masz dwie możliwości. Albo powiedzieć prawdę, znaczy, że ty się zabujałaś, a skoro on nie może się zdecydować, albo nie chce, to dla ciebie sytuacja jest zbyt obciążająca emocjonalnie i nie życzysz sobie kontaktu. Albo nakłamać, skoro myślisz, że kobiecie nie wypada się odkrywać z nieodzwzajemnionymi uczuciami. Możesz na przykład powiedzieć, że poznałaś kogoś interesującego i ten nowy facet jest bardzo absorbujący, nie masz teraz czasu i głowy na kolegów.
                • mniickhiateal Re: ? 17.12.12, 21:52
                  E tam, co tak znienacka współczująco wobec gościa. Z opisów powyżej wynika, że jeśli nawet nie ma klinicznie socjopatycznych skłonności, to coś z nim jest mocno nie tak, i że wykorzystał do maksimum dobre chęci wątkotwórczyni, i miesiącami pasł jej kosztem swoje ego. O ile zgodzę się z Tobą, że coś może być na rzeczy z urażoną próżnością, to znajomość jako taka przynosi dziewczynie głównie straty, więc niech swoją energię zainwestuje w siebie, tudzież wdzięczniejszy obiekt.

                  IMO Ukrytynick niech sobie utuli próżność, nie nazywa innych boguduchawinnych kobiet bimbo podczas gdy to z facetem ma na pieńku, i przestanie w ogóle reagować emocjonalnie na jego poczynania i przemowy. Na taki tekst gościa winna z gromkim śmiechem odrzec, że jest wzruszona i siostrzanie życzy wesołych świąt, ale czasu już nie ma za grosz i nie przewiduje się tego czasu nabawić. Zdecydowanie zaprzestać odbierać telefon, mejle, odpisywać, i już. I tak ogólnie to zgadzam się z Teresą na temat formy tego komunikatu, nosz ile można.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka