zireael00
08.05.13, 12:52
Mam problem straszny albo jeszcze gorszy.
Od kilku miesięcy cierpiałam z powodu dolegliwości jelitowych. Podejrzewałam IBS (postać biegunkową), poszłam do pierwszego kontakta. Nie zalecił żadnych badań, dał receptę na No-spę Forte i Duspatalin (drogie toto :() i zalecił nie jeść: strączków, kapusty i smażonego. Różne artykuły w prasie i w sieci (pierwszy z brzegu: vitalia.pl/artykul3811_10-zasad-zycia-z-drazliwym-jelitem.html) zalecają też wykluczenie mnóstwa innych rzeczy, które lubię i które regularnie jadłam.
No i mam problem jak diabli.
Rozpiszę mój przykładowy jadłospis. Prawie nie jem mięsa stworzeń stałocieplnych. Nie lubię po prostu. Sama go nie kupuję. Okazjonalnie (2-3 razy w miesiącu) zjem na obiedzie u teściów czy rodziców. Jem trochę ryb (ze 200 gram w tygodniu), ale większość moich posiłków jest wegetariańska lub wegańska.
Śniadanie: owsianka na mleku lub wodzie z suszonymi owocami lub domowym, niskosłodzonym dżemem. Alternatywnie: kasza (jaglana, gryczana, jęczmienna) z orzechami. Czasem jem dodatkowo jakiś owoc.
II śniadanie: sałatka z czegoś zielonego (kapusta, sałata, brokuł), warzyw, jakie są pod ręką, czegoś tłustego (pestki jakieś albo oliwki) i czegoś białkowego (rośliny strączkowe i/lub jajko). Plus trochę węglowodanów: chleb (ciemny, białego za bardzo nie lubię)/ wafle ryżowe czy ryż ?(brązowy). Dość rzadko jem kanapki, zazwyczaj z pasztetem ze strączków, masłem orzechowym lub twarożkiem homogenizowanym (preferuję rzeczy, które dają się rozsmarować).
Obiad: makaron/ kasza z sosem warzywnym (wszystko duszone), czasem grzyby (pieczarki, boczniaki). Alternatywnie: zupa (gotuję wywar z włoszczyzny i wrzucam brokuł/fasolkę szparagową/ cokolwiek innego). Bardzo rzadko jem ziemniaki, nie przepadam za nimi (tylko pieczone mi podchodzą), więc zupy z kaszą. Czysta pomidorówka lub barszcz z makaronem razowym. Czasem naleśniki razowe z warzywami (jak mam wyjątkowo rozpustny nastrój, to jeszcze z żółtym serem).
Podwieczorek (nie zawsze go jem, kiedy siedzę długo na uczelni raczej jem dodatkowy posiłek przed obiadem): inna sałatka skomponowana podobnie jak powyższa. Albo nabiał (jogurt, serek wiejski) z pestkami, orzechami i płatkami kukurydzianymi. Albo po prostu jakieś warzywa, które się nawiną.
Kolacja: białkowa lub białkowo-warzywna. Jajka na twardo i warzywa. Albo twaróg/ twarożek, jeśli nie było go w poprzednich posiłkach. Strączki. Czasem ryba.
Między posiłkami zjadam jabłko albo dwa. Lubię też kiwi. Latem jem truskawki, czereśnie, agrest, arbuzy.
Piję rozsądne ilości płynów (1,5 litra, czasem dobijam do dwóch): wody niegazowanej, zielonej herbaty, "herbatek" owocowych, naparów ziołowych. Kawę piję głównie rano, z mlekiem krowim lub roślinnym (wychodzi jej z 5 kubków tygodniowo najwyżej).
Wydaje mi się, że moja codzienna dieta jest obiektywnie całkiem zdrowa i rozsądna. I zupełnie nie nadaje się dla moich rozhisteryzowanych jelit.
Problemy:
I
Rośliny strączkowe są moim głównym źródłem białka. Lubię jajka, jem ich sporo, ale ile w końcu można zjeść jajek dziennie? W nabiale jest białko, ale nie tak znowu dużo, poza tym "w pakiecie" z tym białkiem dostajemy tłuszcz, a ja wolę zjeść tłuszcz z oliwek, lnu, orzechów czy pestek. Skąd brać białko?
II
Bardzo lubię pełnoziarniste produkty zbożowe. Bez chleba nawet mogłabym się obyć, ale płatki i kasze lubię bardzo. Co mam jeść na śniadanie? Makaron wolę razowy, biały jest dla mnie zbyt pozbawiony wyrazu i paćkowaty (łatwo go rozgotować). To samo sądzę o ryżu. Ciemne mąki też mi bardziej podchodzą niż biała i używam ich do naleśników, domowej pizzy i wypieków. Poza tym, produkty pełnoziarniste mają niższy indeks glikemiczny. Obawiam się, że po zamianie ich na białe odpowiedniki, będę odczuwała skoki cukru we krwi i ochotę na słodycze.
III
Lubię surowe warzywa i owoce. Gotowanie zabiera czas, niszczy witaminy (nawet na parze), odbiera smak (wg mnie), poza tym wszystkiego sobie nie ugotuję (gotowana pomarańcza, gotowana kalarepa?). Co mam z tym fantem zrobić?
IV
Rano jestem człowiekiem-zamułą, mam ogromny problem, żeby się obudzić. Częściowo wynika to zapewne z samego zespołu jelita drażliwego, częściowo z problemów z tarczycą, z którymi staram się uporać (jestem pod opieką endokrynologa). Czasami bez kawy nie potrafię zacząć myśleć. Energetyków nie pijam, yerba działa na mnie słabiej niż kawa. Czy istnieją inne pobudzające napitki?
Nietolerancje?
Nigdy nie miałam żadnych problemów, które wskazywałaby na jakieś nietolerancje pokarmowe. Jestem alergikiem, ale jestem uczulona na kurz oraz pyłki roślin.
Zrobiłam (niecelowo, tak wyszło) domowy "test" na nietolerancję laktozy. Wypiłam na czczo duży kubek mleka. Obawiałam się, że może to spowodować straszne sensacje, a nie spowodowało niczego. Samego mleka nie darzę jakąś wielką miłością, równie dobrze mogę zabielać kawę roślinnym (sojowym/owsianym). Lubię przetwory mleczne: twarogi i twarożki, jogurty i kefiry, sery, no i lody.
Co do glutenu - nie wiem. Wydaje mi się, że gdybym źle na niego reagowała (nie wspominając o całkowitej nietolerancji), to naprawdę ujawniłoby się to wcześniej.
Mam nadzieję, że znajdą się dla mnie jakieś dobre rady. Jeśli są forumki, które stosują dietę opartą głównie na roślinach i cierpią na IBS, to będę ogromnie wdzięczna, jeśli się odezwą.
Pozdrawiam,
Zireael