genepi
14.07.13, 15:44
Ukradziono mi rower w bezceremonialny sposób z piwnicy. Przybyła policja w liczbie 2 + 3, bez psów. Każdy z policjantów spisał protokół minimum na dwie strony A4 jednak żaden z nich nie zapytał o wygląd roweru, o to czy miał dwa kółka czy cztery, czy był zielony, mały, duży czy jaki. Poprosili o okazanie faktury za rower, zdjęli odciski z kłódki piwnicznej, zapytali kogo podejrzewam, dlaczego ukradziono mi tylko jeden rower a stały dwa obok siebie, wypili herbatę, zjedli ciastka, poszli.
Miesiąc później dostaję list polecony informujący mnie że określonego dnia odbędzie się rozprawa w mojej sprawie, oskarżonym jest pan XY, co to pierwsze słyszę nazwisko.
No i pytanie brzmi: czy jeśli nie pójdę na rozprawę to mam szansę na zwrot roweru albo pieniędzy? (Wolałaby oczywiście pieniądze bo jak jeździć na rowerze, którego ktoś inny dotykał)
Czy muszę być? Czy mogę nie być? Czy jeśli nie przyjdę to nie umorzą sprawy? Co robić?