neiti89
18.03.15, 15:55
Ostatnio trafiłam w internecie na taką oto grafikę i szczerze się zaśmiałam. Mam bowiem dokładnie tak samo ;)
Co rusz słyszę, że sport wyzwala endorfiny (Chodakowska chyba wiedzie prym w przekonywaniu o tym ludności), że nie ma nic lepszego, niż uczucie zmęczenia po treningu. W całym moim życiu, niezależnie od tego, co akurat ćwiczyłam, NIGDY nie czułam się dobrze po treningu. Nie ważne, czy to 8minutówki ze śmiesznym panem, czy Chodak, Mel B, zwykłe bieganie, siłownia, sporty drużynowe... Po każdym wysiłku czuję się okropnie. Czuję, że jestem lepka od potu, że śmierdzę niebotycznie, że wszystko mnie boli, że jak zaraz nie wejdę pod prysznic i tego z siebie nie zmyję to skonam. Nie liczę faktycznie fizycznych odczuć - zakwasów, jakiś przetrenowań, naciągnięć, kontuzji. Pamiętam, jak dwie zimy temu ostro chodziłam na siłownię. Przez 3 miesiące, 4 razy w tygodniu na 1,5h. Dla mojego organizmu to naprawdę była niesamowita dawka, bo nigdy nie byłam specjalną miłośniczką sportu. I przez ten kwartał po niemal każdym treningu ryczałam pod prysznicem w przebieralni. Ćwiczę, bo wiem, że trzeba, ale nie czerpię z tego najmniejszej przyjemności. Strasznie zazdroszczę ludziom, którym sprawia to autentyczną frajdę - robią coś, co uwielbiają, a do tego o siebie dbają, rewelacja :) Mam przyjaciółkę, która jest w stanie iść na godzinę na siłownię, potem mieć 1,5h trening dancehallowy, a pod wieczór biegać 7-10km. Ona jest potem najszczęśliwszym człowiekiem świata, mnie mdli na samą myśl, że miałabym się tyle ruszać.
Gdzie te endorfiny? Czy zwyczajnie ja mam coś popsutego i wydziela mi się hormon nieszczęścia zamiast radości? Jak macie Wy - należycie do sporto-fili czy sporto-fobów? ;) A może jest jakaś metoda, żeby zacząć czerpać radość z ćwiczenia? Dajcie znać, idzie wiosna, więc sport znów jest na tapecie :)