Dodaj do ulubionych

Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie?

18.03.15, 15:55
Ostatnio trafiłam w internecie na taką oto grafikę i szczerze się zaśmiałam. Mam bowiem dokładnie tak samo ;)

Co rusz słyszę, że sport wyzwala endorfiny (Chodakowska chyba wiedzie prym w przekonywaniu o tym ludności), że nie ma nic lepszego, niż uczucie zmęczenia po treningu. W całym moim życiu, niezależnie od tego, co akurat ćwiczyłam, NIGDY nie czułam się dobrze po treningu. Nie ważne, czy to 8minutówki ze śmiesznym panem, czy Chodak, Mel B, zwykłe bieganie, siłownia, sporty drużynowe... Po każdym wysiłku czuję się okropnie. Czuję, że jestem lepka od potu, że śmierdzę niebotycznie, że wszystko mnie boli, że jak zaraz nie wejdę pod prysznic i tego z siebie nie zmyję to skonam. Nie liczę faktycznie fizycznych odczuć - zakwasów, jakiś przetrenowań, naciągnięć, kontuzji. Pamiętam, jak dwie zimy temu ostro chodziłam na siłownię. Przez 3 miesiące, 4 razy w tygodniu na 1,5h. Dla mojego organizmu to naprawdę była niesamowita dawka, bo nigdy nie byłam specjalną miłośniczką sportu. I przez ten kwartał po niemal każdym treningu ryczałam pod prysznicem w przebieralni. Ćwiczę, bo wiem, że trzeba, ale nie czerpię z tego najmniejszej przyjemności. Strasznie zazdroszczę ludziom, którym sprawia to autentyczną frajdę - robią coś, co uwielbiają, a do tego o siebie dbają, rewelacja :) Mam przyjaciółkę, która jest w stanie iść na godzinę na siłownię, potem mieć 1,5h trening dancehallowy, a pod wieczór biegać 7-10km. Ona jest potem najszczęśliwszym człowiekiem świata, mnie mdli na samą myśl, że miałabym się tyle ruszać.

Gdzie te endorfiny? Czy zwyczajnie ja mam coś popsutego i wydziela mi się hormon nieszczęścia zamiast radości? Jak macie Wy - należycie do sporto-fili czy sporto-fobów? ;) A może jest jakaś metoda, żeby zacząć czerpać radość z ćwiczenia? Dajcie znać, idzie wiosna, więc sport znów jest na tapecie :)
Obserwuj wątek
    • yaga7 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 18.03.15, 16:17
      Nie, nie odczuwam żadnych endorfin. Najbliższe endorfinom jest chyba uczucie, jak zjeżdżam z góry na nartach, wtedy faktycznie czuję radochę, no ale narty nie są sportem regularnym ;)

      A opcji regularnego ćwiczenia 4 razy w tygodniu po 1,5 h w ogóle sobie nie wyobrażam, nie miałabym chyba w ogóle czasu wolnego.

      Natomiast nie mam tego, że po wysiłku czuję się okropnie, jeżeli wysiłek jest drogą do celu - np. łażenie po górach, żeby coś zobaczyć itp., to jest czuję się dobrze, ale na pewno nie są to te sławne endorfiny.

      Jedyne, co w miarę regularnie ćwiczę, to pilates i po zajęciach odczuwam takie mikro zadowolenie, ale to też trochę na zasadzie drogi do celu, którym jest utrzymanie jakiejś tam kondycji.

      Ale żebym miała codziennie po parę godzin ćwiczyć? w życiu :) Inna sprawa, że ze względu na różne zdrowotne problemy jedynie co mi pozostaje chwilowo to jakieś mało skomplikowane ćwiczenia pilatesowe czy może rowerek stacjonarny - mało ambitnie.
    • the_cellist Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 18.03.15, 17:02
      Chyba nie będę targetem pytania, ale się wypowiem :P

      Przez większość życia nienawidziłam się ruszać, mogłam tylko tańczyć, i sport nie dawał mi żadnych radości, prócz wykonania obowiązku w drodze do celu. Natomiast obecnie ćwiczę po 8-12h tygodniowo i każdorazowo daje mi to mega kopa. Jestem instruktorką fitness, prócz tego targam żelastwo na siłowni sama dla siebie. Z obserwacji i doświadczenia wnioskuję, że istotą jest rodzaj aktywności. Jeśli wybierze się coś, co się po prostu lubi, to i endorfinki będą ;) Może na tej siłowni robiłaś jakiś bezsensowny plan, z którego niewiele wynikało, więc dlatego takie wrażena? Mam też czasami wrażenie, że brak kondycji, siły itp też znacząco wpływa na odbieranie wysiłku fizycznego. Tak sobie dywaguję, przyczyn może być wiele i wcale nie muszę mieć racji. Miałam momenty znudzenia treningiem, ale odkąd mam konkretny plan i większą wiedzę, potrafię tak wszystko połączyć, żeby była i satysfakcja, i endorfinki, i efekty. Co nie niweluje do zera sytuacji, kiedy idę ćwiczyć z wisielczym nastrojem i nastawieniem "znowuuuu muuuuszę". Po godzinie pajacowania znika :)

      Co do rad-słyszę od swoich klientek, że je motywuję, że jest fajnie na moich zajęciach i kobiety wracają. Może to jest trop-znaleźć zajęcia prowadzone przez kogoś, kto daje kopa i dzieli się swoją pozytywną energią? Sport chyba powinien być też jakąś zabawą, poszukaj czegoś u siebie w mieście i wypróbuj różne opcje.
      • yaga7 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 18.03.15, 17:11
        Skoro to Twoja praca, to rozumiem ćwiczenie 12 h tygodniowo, ale dla przeciętnej osoby spędzającej w pracy 8 h + 2 h dojazdu nie wydaje mi się to możliwe.

        Aha, ja wiem, że w moim przypadku świetnie się sprawdza idea trenera personalnego. Kogoś, kto wymyśli, wykombinuje i będzie nadzorować to, co ja robię. Tylko taka impreza jest droga i na dłuższą metę po prostu nie mam na to kasy, chociaż na takie zajęcia łaziłam z przyjemnością, nawet kilka razy w tygodniu.
        A wszelkie zajęcia grupowe jakoś do mnie nie trafiają.
    • teresa104 A może przesadzasz z ilością? 18.03.15, 20:04
      Może po prostu za wysoko poprzeczkę zawiesiłaś, zamiast wybrać sobie coś, co jest przyjemne, i robić tyle, na ile masz ochotę. Przecież sport, po którym jest przykro, daje odwrotny skutek.
    • szarsz Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 18.03.15, 20:31
      U mnie endorfiny występują, mniej więcej od grudnia - stycznia.
      Znalazłam sport, który mi bezwzględnie pasuje, na którym się świetnie bawię i przez półtorej godziny nie patrzę na zegarek. Ma to też związek z grupą, która jest zwyczajnie fajna, a że interakcji mamy bardzo dużo, to i śmiechu jest dużo. Po tym czasie wracam tak wymęczona, że na początku nie mogłam się w nocy przewracać z boku na bok a przez kilka kolejnych dni jeździłam windą nawet jedno piętro. No i było mi zimno - musiałam się tez nauczyć odpowiednio jeść, to pierwsze takie doświadczenie w moim życiu.

      Minęło dwa i pół miesiąca od rozpoczęcia regularnych treningów, kiedy okazało się, że po wszystkim jestem tak nabuzowana, że nie chce mi się spać. Potem odkryłam, że siedzę przy kompie i cieszę się sama do siebie :)


      Raczej nie jestem sportofilem. Na fitnes chodziłam zawsze, bo trzeba i jak przed samą sobą nie umiałam znaleźć wymówki. Lubiłam pływać i tyle mojego.
    • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 18.03.15, 20:34
      Nie wiem skąd się wzięło pojęcie euforia biegacza, to z prawdziwą euforią ma to mało wspólnego. U mnie to uczucie, które ja nazywam wolnym biegiem zwojów mózgowych. Mam wtedy wrażenie, że mój organizm funkcjonuje na automatycznym pilocie, a ja jestem myślami całkiem gdzie indziej i nie odczuwam wtedy ani większego zmęczenia, ani bólu. To fajne, ale żadne tam uczucie wielkiego szczęścia, po prostu pomaga trochę dłużej wytrwać i po sporcie pozwala na większe odprężenie. U mnie zdarza się coś takiego już po relatywnie krótkiej fazie uprawiania sportu, ale ja usportawiam się całe życie, więc moje ciało nauczyło się reagować i chyba pamięta, nawet po dłuższej przerwie. To trochę tak jak autogenny trening, raz się nauczysz, funkcjonuje zawsze. Do sportu muszę się jednak zmusić, nie odczuwam specjalnego entuzjazmu przed, staram się jednak nie myśleć czy mi się chce, czy nie chce, tylko po prostu robić. Te endorfiny wydzielają się jednak u mnie tylko przy niektórych sportach i to przy takich, przy którym wysiłek jest niezbyt intensywny, ale za to dłuższy, stały, przy którym mogę wyłączyć mózg. Na przykład pływanie, rower stacjonarny (zwykły nie daje rady, bo muszę się zbyt koncentrować na otoczeniu i to rozprasza), albo wędrowanie po terenie (najlepiej góry, ale może być też płasko). Bieganie też by było dobre, ale nie biegam, ze względu na zniszczone kolano.
      Twój problem z siłownią polegał moim zdaniem na tym, że uprawiałaś sport, który nie sprawiał ci przyjemności i nałożyłaś sobie za duży program. Robiłaś wszystko, by obrzydzić sobie sport, za dużo, za często, za długo i twój organizm się bronił. ;-) I jeżeli uprawisz sport tylko w jakimś celu na przykład trzymanie wagi i kierujesz się zasadą "wszystko albo nic", to nigdy tego nie polubisz. Sport będzie tylko nieprzyjemnym obowiązkiem. Początkujący w endorfinach muszę zaczynać od małych kroczków, raz w tygodniu coś, co naprawdę się lubi i nie myśleć przy tym o kaloriach, pulsach, minutach i korzyściach typu gładsze ciało. Zacznij też od czegoś, o niskim stopniu intensywności - joga, pilates, tai chi, może jakiś taniec, ciało trzeba przekupywać małymi dawkami.
    • kaga9 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 18.03.15, 21:49
      Zawsze -mimo szczupłej sylwetki przez większość życia -miałam słabą kondycję, byłam kiepska wydolnościowo itp. I tak zostało. Wysiłek fizyczny powoduje moją agresję, wqrw, chcę się położyć i umrzeć, a najchętniej dać komuś w zęby, żeby cierpiał jak ja;) Jedynymi zajęciami, po których wychodzę zmordowana, ale zadowolona (choć o endorfinach nie ma mowy) jest zumba. Intensywna. Co ciekawe, nie jestem amatorką tańca, a zumbę bardzo lubię. Inne zajęcia mnie potwornie nudzą (nadal, bo próbuję chodzić na różne fatburningi i inne pilatesy, ale to nie to). Łączę się w bólu;)
    • zarin Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 00:45
      Odczuwam, ale nie z natury, to jest coś wypracowanego. Oraz mocno zależnego od tego, czy jakiś sport mi pasuje. I też nie jest tak, że to jest radość bezwarunkowa - są cały czas problemy z motywacją i trzeba ze sobą walczyć w trakcie.

      To co mnie jakoś motywuje, to systematyczne podejście. Nie mogę tak po prostu wyjść i się ruszać, bo nic z tego nie będzie, muszę wiedzieć, jak długo/ile kilometrów/powtórzeń i widzieć postępy. Po drugie to może dziwnie zabrzmi, ale cieszy mnie sam fakt, że z czymś sobie daję radę, bo mam duże problemy z motoryką, równowagą i wiele sportów nie wchodzi w grę. Próbowałam ostatnio ćwiczeń z Mel B i to była katastrofa, nie dość, że nic mi nie wychodziło, to jeszcze byłam tak skoncentrowana na tym, żeby się nie wywalić, że po dziesięciu minutach byłam wyczerpana nie tyle wysiłkiem, co napięciem i frustracją.

      A, uwielbiam zlać się potem w czasie sportu, ale to daje tylko kardio.

      Lubię siłownię tzn. konkretnie ćwiczenia siłowe na przyrządach, bo to nie wymaga koordynacji ruchów i idzie mi dobrze, no i nie nudzę się w trakcie, czas szybko leci. Lubię bieganie albo orbitrek jak jest chłodniej, bo to takie medytacyjne, ale koniecznie z muzyką, bez muzyki się nudzę i mam niższą wydajność.

      Kiedyś nie znosiłam biegać i nie dawałam rady nawet krótkiego odcinka. Ogarnęłam to tym programem, gdzie się zaczyna od 30 sekund. Bieganie jest w ogóle inne, niezależnie od kondycji wymaga wypracowania sobie specyficznej wytrzymałości i odporności psychicznej. Ale jak już się do tego dojdzie, bardzo dużo daje.

      Lubię też długie spacery, ale zauważyłam, że od jakiegoś czasu takie aktywności mimochodem tzn. bez konkretnego zasapania się nic mi nie dają :(.
      • fanaberia.fanaberia Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 13:17
        zarin napisała:

        > To co mnie jakoś motywuje, to systematyczne podejście. Nie mogę tak po prostu w
        > yjść i się ruszać, bo nic z tego nie będzie, muszę wiedzieć, jak długo/ile kilo
        > metrów/powtórzeń i widzieć postępy.

        Mam tak samo, też potrzebuję celu i planu.

        > Lubię też długie spacery, ale zauważyłam, że od jakiegoś czasu takie aktywności
        > mimochodem tzn. bez konkretnego zasapania się nic mi nie dają :(.

        Użyj nordyckich kijów, najlepiej dłuższych niż przepisane z tytułu wzrostu. Poszłam tylko na spacer, a tak mi się udało, hehe, zasapać, że mi się uraz kolana sprzed trzech lat odnowił ;)
        • zarin Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 13:44
          Kijki sobie zostawiam na czas, gdybym, odpukać, nie mogła biegać. Ja miałam na myśli właśnie aktywności mimochodem, przy okazji, nie sport. Tu gdzie mieszkam teraz mam mniej więcej kilometr do przystanku i tyle samo do najbliższych sklepów, jeszcze więcej na pocztę, jakieś pół kilometra do piekarni etc. Nie prowadzę samochodu, więc tak chodzę chcąc nie chcąc po parę razy dziennie i najczęściej szybkim krokiem. Poza tym jak mam wolny dzień a pogoda jest przyzwoita, to spokojnie robimy 8-10 km spacer. Jeszcze kilka lat temu chodzenie tyle pieszo wystarczało mi, żeby utrzymać jako taką formę, teraz widzę, że nie daje mi to nic.
          • fanaberia.fanaberia To nie tak z tą formą :) 19.03.15, 14:11
            zarin napisała:

            > Jeszcze kilka lat temu chodzenie tyle pieszo wys
            > tarczało mi, żeby utrzymać jako taką formę, teraz widzę, że nie daje mi to nic.

            To nie forma Ci spadła, tylko oczekiwania wzrosły :)
            Skoro możesz kłusować po parę km dziennie i do tego jeszcze uprawiać sport albo długie spacery, to zdecydowanie jesteś w formie. Po prostu teraz wiesz, że potrafisz więcej, i apetyt się zaostrzył.


            > Kijki sobie zostawiam na czas, gdybym, odpukać, nie mogła biegać.

            U mnie właśnie ten czas nastał. Docelowo chcę biegać z kijami (jak się z tym nie spotkałaś, to pooglądaj nordic jogging i pokrewne), strasznie mnie ta wizja nęci.
            • zarin Re: To nie tak z tą formą :) 19.03.15, 15:26
              To jest jeszcze inaczej: w czasie kiedy nie uprawiałam sportu, a tylko chodziłam te kilka km dziennie moja kondycja była kiepska. Kilka lat temu przy podobnej aktywności bez żadnego dodatkowego sportu było zdecydowanie lepiej. Takie prawo natury, że im więcej lat tym bardziej się człowiek musi nad sobą napracować :).
    • kis-moho Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 09:27
      > wszystko mnie boli
      > Nie liczę faktycznie fizycznych odczuć - zakwasów, jakiś przetrenowań, naciągnięć, kontuzji
      > Pamiętam, jak dwie zimy temu ostro chodziłam na siłownię. Przez 3 miesiące, 4 razy w tygodniu na 1,5h.

      To brzmi jak tortury, a nie sport dla początkującej. Może trochę wolniej i mniej na początek?
    • virgaaurea Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 09:45
      Też nie mam żadnych endorfin, nie jesteś sama ;)

      Ćwiczę bardzo dużo, po części z konieczności (wysiłek super, lepiej niż cokolwiek innego niweluje mi efekty uboczne leków, które biorę i brać muszę, jak mam do wyboru sport albo dowalenie kolejnych leków, to jednak wybieram sport) po części jakoś z nawyku (trenowałam jako dziecko, nastolatka, jakoś traktuję sport jako normalny kawałek życia i tyle). To, co naprawdę lubię i mogłabym ćwiczyć godzinami, to sport, który kiedyś trenowałam, ale tego nie da się uprawiać w pojedynkę, więc niestety odpada.
      Robię regularnie masę innych rzeczy, dostępnych i niespecjalnie oryginalnych (bieganie, rower, rolki, narty, łyżwy, pływanie, trekking) - nie mam z tego żadnego endorfinowego haju, ale też nie mam problemów, o których piszesz (płacz pod prysznicem jest dla mnie dość abstrakcyjny;), jakiś wielki ból fizyczny temu też nie towarzyszy (tzn. jeśli pobiegam sobie interwały, to oczywiście czuję efekty, ale jest to celowe, kontrolowane, no i staram się rozciągać i korzystać z foam rollera, więc minimalizuje te efekty).
      Chyba mam po prostu innych charakter i bardziej racjonalnie do tego podchodzę - cieszę się, że jestem zdrowa :) że w ogóle mogę. Największy problem polega na tym, że często mi się nie chce zwlec, szczególnie jak leje, a sobie siedzę w ciepłym mieszkaniu, ale jak już się zwlokę - jest OK. Mam cały system "wspomagaczy", żeby się jednak ruszyć - na niektóre aktywności umawiam się z przyjaciółmi, zawsze jest to wtedy (dla mnie) przyjemniejsze, niektóre aktywności łącze ze zwiedzaniem/turystyką (co lubię bardzo), zawsze lubiłam też geografię, mapy, podróże - mam więc zegarek z gpsem, po dłuższych, weekendowych wycieczkach albo całym dniu na nartach zostają mi mapki, mam też mp3 i nagrania do nauki z dziedziny, ktora mnie bardzo interesuje, mam przeróżne reportaże czy podcasty - słucham sobie biegając. W takiej wersji jest to wszystko przyjemne, nie mam, jak napisałam, zalewu endorfin, ale mam inne korzyści, dla mnie to i tak bardzo dużo.
      • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 11:34
        virgaaurea napisała:

        > Chyba mam po prostu innych charakter i bardziej racjonalnie do tego podchodzę -
        > cieszę się, że jestem zdrowa :) że w ogóle mogę.

        O, to jest też jeden u moich wielkich motywatorów. Miałam niedawno epizod fizycznej niemocy spowodowanej problemem z kręgosłupem i czułam się strasznie z tym ograniczeniem fizycznym. Na szczęście się jako tako wygrzebałam, ale gdyby trwało to dłużej, to na pewno w krótkim czasie fizycznie i mentalnie bardzo bym się postarzała. Odczuwam więc teraz możliwość uprawiania normalnego sportu, nie rehabilitacji dla chorych, jako przywilej.
        Niedawno robiłam też kilka testów fizycznych, takich na przykład jak EKG przy wysiłku, pojemność płuc i szczególnie przy badaniu spirometrycznym okazało się, że mam ponadprzeciętne dla mojego wieku wyniki, bardzo mnie to ucieszyło, bo pokazało, że sport się jednak opłaca. Z drugiej strony mogłam przekonać się, jak szybko potrafi spadać kondycja, gdy przestajemy się ruszać i jak szczególnie ważny staje się ten ruch dla zdrowia fizycznego i psychicznego, gdy przekroczy się pewien wiek i zaczynają kłopoty z ciałem. Dobrze, gdy ma się wtedy z czego czerpać i nie zaczyna od zera.
      • zarin Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 13:50
        Mam podobnie z kwestią zdrowia, ostatnie dwa lata dały mi mocno w kość i długo było tak, że bałam się cokolwiek zrobić. Więc się cieszę, że się przełamuję, daję radę i sport dobrze mi robi.
        • virgaaurea Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 22:41
          ło, mam ochote przybic Ci piatke :) I za to, co napisalas wczesniej o problemach z rownowaga i motoryka, i za to, co w poscie powyzej :)
    • fanaberia.fanaberia Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 12:52
      > Nie liczę faktycznie fizycznych odczuć - zakwasów, jaki
      > ś przetrenowań, naciągnięć, kontuzji. Pamiętam, jak dwie zimy temu ostro chodzi
      > łam na siłownię. Przez 3 miesiące, 4 razy w tygodniu na 1,5h. Dla mojego organi
      > zmu to naprawdę była niesamowita dawka, bo nigdy nie byłam specjalną miłośniczk
      > ą sportu. I przez ten kwartał po niemal każdym treningu ryczałam pod prysznicem
      > w przebieralni.

      Nie, autoagresja nie sprawia mi przyjemności, niepokoiłabym się, gdyby sprawiała.
      Natomiast dostosowany do mnie i regularnie uprawiany wysiłek fizyczny - owszem, daje pozytywne odczucia różnego rodzaju. Od przyjemnego poczucia siły i stabilności (fizycznej i psychicznej) po faktyczny wyrzut endorfin, szczególnie przy treningach tlenowych - bieganie (czasem), pływanie (praktycznie zawsze), długi spacer (przeważnie), pływanie kajakiem (przeważnie), jazda konna (tu wprawdzie mam bardzo długą przerwę, ale kiedyś jeździłam regularnie i też zazwyczaj trening wiązał się z charakterystycznym uczuciem frajdy, wzmożonym przez radość z bliskiego kontaktu ze zwierzakiem).
    • neiti89 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 13:23
      Bardzo łatwo pisze się i czyta, żeby "znaleźć coś dla siebie", "coś, co będzie sprawiało Ci przyjemność". Nie znalazłam takiej aktywności fizycznej (brydż sportowy chyba nie podpada :P), która faktycznie by mnie cieszyła. Najbliżej był badminton, ale do tego potrzeba dobrej pary, która obecnie jest poza moim zasięgiem. Na konie mnie nie stać, biegania nie znoszę (choć się zmuszam czy to na bieżni czy na świeżym powietrzu), z rowerem mam traumę, boję się jeździć (trauma działa również na stacjonarnym: tak kurczowo trzymam się kierownicy, że po 10 minutach mam białe kostki dłoni i ręce bardzo bolą), pływalnia nie, bo nie chcę niszczyć włosów suszarką, a na metr warkocza trudno znaleźć czepek i sam to schnie dwie-trzy godziny. Próbowałam też wspinaczki (ale to dla mnie w zasadzie nie jest sport; z godzinnej wizyty na ściance faktycznego wspinania jest może 20-30 minut), orbitreka (tutaj nie było bardzo źle, ale żeby mnie jakoś wciągnęło to nie mogę powiedzieć, odfajkować i uciekać) i aerobiku, tylko że to trzeba w grupie, a ja nie lubię w grupie, ledwo do tej siłowni się zmusiłam, a w głowie cały czas miałam "wszyscy na Ciebie patrzą, robisz z siebie pośmiewisko". Z tego powodu unikam wszelkich grupowych zumb, dancehallów, jogi i czego jeszcze. W domu robię dywanówki i hula hop. HH w zasadzie lubię, ale to nie bardzo sport, nie wiem, ile musiałabym kręcić, żeby się zmęczyć (po godzinie mi się nudzi, nawet jak kręcę przy TV). Wspomniano też kajakarstwo - jestem człowiekiem, który w życiu nie zrobił pompki (jedynie pół - tą część w dół), ani nie podciągnął się na drążku; moja górna obręcz ma siłę dwulatka, a choć na kajakach zawsze było zabawnie, to przeżycie spływu było dla mnie ekstremalne ;) Nie byłabym w stanie robić tego regularnie. I nie chcę, akurat budowanie barków to ostatnia rzecz, na której by mi zależało. Dużo chodzę, ale nie nazwę tego sportem. Nie umiem też chodzić dla samego chodzenia - musi być cel (urząd - sklep - szewc - dom)
      Ze znajomymi raczej się nie umówię - to w większości informatycy (jeżeli to nie wyjaśniło komuś zależności: blade chuchra z ujemną kondycją). Ale coś robić trzeba, więc losowo wybieram coś, na co akurat mam siłę i robię, choć nie znoszę.
      • fanaberia.fanaberia Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 14:02
        neiti89 napisał(a):

        > Próbowałam też wspinaczki (ale to dla mnie w zasadzie ni
        > e jest sport; z godzinnej wizyty na ściance faktycznego wspinania jest może 20-
        > 30 minut),

        Nigdy w życiu nie byłam na miejskiej ściance, więc nie wiem, co tam się robi przez pozostałą część godziny, ale moim zdaniem to są prawidłowe proporcje przy każdej aktywności fizycznej. 10-15 minut rozgrzewki + aktywność właściwa + 10-15 lub więcej minut rozciągania. Zaniedbanie tych żmudnych procedur prowadzi do kontuzji i nie warto tego sprawdzać osobiście, inni wielokrotnie sprawdzili i dowiedli ponad wszelką wątpliwość.


        > Wspomniano też kajakarstwo - jestem człowiekiem, który
        > w życiu nie zrobił pompki (jedynie pół - tą część w dół), ani nie podciągnął si
        > ę na drążku; moja górna obręcz ma siłę dwulatka, a choć na kajakach zawsze było
        > zabawnie, to przeżycie spływu było dla mnie ekstremalne ;)

        Pływanie kajakiem, nie kajakarstwo ;) Miałam na myśli typową rekreację, chociaż faktycznie wyrzut adrenaliny w trakcie ucieczki przed burzą jest dla mnie miłym urozmaiceniem, a nie źródłem traumy.
        Też mam stosunkowo słabe ramiona, ale nie przeszkadza mi to w czerpaniu frajdy z pływania zarówno po wodach stojących, jak i po rzekach. Nie wiem, może za wysoko sobie stawiasz poprzeczkę? Generalnie lepiej, jak pierwszy spływ jest typu rodzinnego, nie górskiego ;)
      • genepi Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 14:19
        U mnie endorfiny wydzielają się wskutek biegania, autentycznie odczuwam przypływ radości kiedy sznuruję buty biegowe. Ale zaczynałam bieganie od interwałów. Znalazłam aplikację z programem treningowym i biegałam interwałowo co okazało sie być mega frajdą i tak się wciągnęłam.

        Takie ćwiczenia w klubach mają to do siebie że trzeba szukać żeby znaleźć dobre i pasujące do nas, prowadzącego któremu zaufamy. Ja mam takie miejsce (ale nie napiszę jakie żeby nie być posądzonym o reklamę) i chodzę tam na kilka rodzajów zajęć.
        I też wychodzę z nich z bananem na ustach, choć w grupie zaawansowanej mam poczucie że jestem najsłabsza. Jednak się staram.

        Dobrze popróbować różnych sportów i klubów (może masz kartę multisport - to by ułatwiło).
        A może squash dla ciebie jeśli lubisz badmintona, a może tennis?
        Szukajcie a znajdziecie!
        • neiti89 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 22:44
          genepi napisał:
          > A może squash dla ciebie jeśli lubisz badmintona, a może tennis?

          Tenis (który nawet ćwiczyłam kiedyś w klubie, wow) i squash są w moim odczuciu, na te słabe ramionka, mega siłowe. Badminton za to bardziej polega na szybkości, w każdym razie ja tak gram. Tak czy tak - wszędzie potrzebna jest dobra para. Poza tym nigdy nie ogarnęłam idei squasha, za często dostaję z piłki, a za rzadko trafiam :P Multisportu niestety nie mam, to za dużo pieniędzy na moje możliwości.

          teresa104 napisał:
          > Przysięgam, że nie mam pojęcia, jak ćwiczą inni. A skoro ja się na innych nie gapię, to i chyba inni nie gapią się na mnie.
          I najgorsze jest to, że ja to wiem! Ale nie umiem zwalczyć w sobie tej myśli, że właśnie jestem lustrowana od stóp do głów i ktoś się ze mnie podśmiewa za plecami. Trudne dzieciństwo, szkoda gadać ;)

          >Jak to jest, że znam samych najaranych na aktywność fizyczną informatyków?
          To jak to jest, że ja znam autentycznie sam przypadki anemii? :D Naprawdę nie znam żadnego, który by się usportawiał. Znaczy, jest jeden, co to ciągle mówi, że teraz to piłka, teraz boks, a teraz cośtam, ale zainteresowanie trwa dwa treningi, a potem cisza. Książkowy słomiany zapał, ale z potrzebą komunikowania światu, co też teraz robi. Jak kiedyś spotkam informatyka-sportowca, to nie uwierzę, dopóki nie napisze mi aplikacji na smatfona jedną ręką robiąc jednocześnie pompki.
      • teresa104 Ja tylko w dwóch kwestiach 19.03.15, 15:07
        1. "wszyscy na Ciebie patrzą, robisz z siebie pośmiewisko"
        Przysięgam, że nie mam pojęcia, jak ćwiczą inni. A skoro ja się na innych nie gapię, to i chyba inni nie gapią się na mnie. Owszem, omiatam wzrokiem płeć męską, ale jestem tak zajęta zmaganiem ze sobą, że kompletnie nie wiem, czy mnie reomiatają.

        2. "to w większości informatycy (jeżeli to nie wyjaśniło komuś zależności: blade chuchra z ujemną kondycją)"
        Jak to jest, że znam samych najaranych na aktywność fizyczną informatyków? Barczystych, umięśnionych, żylastych, łażących ciągle na jakieś salki, skałki, montujących sobie w pracy drabinki i sprzęty do treningu? Jakieś to może inne pokolenie, starsze, nie wiem. Są dziwni, przyznaję, ciężko złapać, o co im chodzi, o czym gadają, ale żaden z nich nie jest wątły.
        • kis-moho Re: Ja tylko w dwóch kwestiach 19.03.15, 15:32
          > 2. "to w większości informatycy (jeżeli to nie wyjaśniło komuś zależności: blad
          > e chuchra z ujemną kondycją)"
          > Jak to jest, że znam samych najaranych na aktywność fizyczną informatyków?

          Też się nieco zdziwiłam ;) Owszem, znam jednego informatyka w typie IT crowd. Cała reszta też raczej usportowiona, wyjaśniam sobie zwykle nienormowanym czasem pracy - mogą sobie chodzić na te swoje baseny czy skałki kiedy im się podoba, a nie kiedy szef pozwoli.

          Jakieś to może inne pokol
          > enie, starsze, nie wiem.

          No, po 30, a nawet 35, może im z wiekiem tak przychodzi? ;)
      • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 15:09
        neiti89 napisał(a):

        Wspomniano też kajakarstwo - jestem człowiekiem, który
        > w życiu nie zrobił pompki (jedynie pół - tą część w dół), ani nie podciągnął si
        > ę na drążku; moja górna obręcz ma siłę dwulatka, a choć na kajakach zawsze było
        > zabawnie, to przeżycie spływu było dla mnie ekstremalne ;) Nie byłabym w stani
        > e robić tego regularnie. I nie chcę, akurat budowanie barków to ostatnia rzecz,
        > na której by mi zależało.

        Nie bądź naiwna, ćwiczenia na ramiona nie robią żadnych barków, do tego musiałabyś już chyba wyczynowo pływać, a nawet tu wcale nie jest łatwo. Chodzę teraz na pływalnię, na której mają olimpijski basen o długości 50m, trenują tam na okrągło sportowcy biorący udział w międzynarodowych zawodach. W określone dni i godziny z części tego basenu mogą korzystać zwyklaki takie jak, pieruńsko zimna woda, ale lubię możliwość przepłynięcia takiej długość na raz, więc korzystam. Przyglądam się czasem też jak wyglądają ci pływacy i o ile mężczyźni mają zwykle wyraźnie szersze ramion, to dziewczyny bardzo, bardzo rzadko. Z naszym niskim testosteronem nie dajemy bowiem rady, enerdowskie pływaczki to baby na sterydach, nie uzyskasz takiego efektu normalnym ćwiczeniami, tym bardziej, że z natury masz pewnie słabe mięśnie. Chodzę też od czerwca na siłownię i podnoszę ciężary z nadzieją, że plecy się nieco wyrobią, guzik, żadnych barów nie mam i pewnie mieć nie będą, nie ta genetyczna predyspozycja i nie ta płeć więc lepiej nie kieruj się bzdurnymi wyobrażeniami, że z niczego coś tam ci nagle wyrośnie. A jak za kilka lat zaczną ci powiewać tricepsy, a to spotyka nawet szczupłe kobiety, to będziesz się wkurzać, że zaniedbałaś barki i ramiona. Skoro już dzisiaj nie potrafisz zrobić pompki, to daje sporo do myślenia. No i silne mięśnie pod biustem podnoszą wizualnie biust, nie myśl, że dobry stanik uchroni cię przed grawitacją gdy ciało zacznie tracić jędrność.
        • maggianna Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 17:18
          Dokladnie - barki przyznaje mialam w pewnym momencie calkiem konkretne ale trenowalam plywanie synchroniczne - codzienny basen i dodatkowe cwiczenia, jak przestalam plywac wyczynowo to zniknely.
          Cwicze silowo rece - sztanga, ciezarki, ciezkie pilki, cwiczenia na maszynach - odkad zaczelam podnosic konkretniejsze wagowo ciezary to zrobilam sie szuplejsza (relatwinie mimo nadwagi) w ramionach, waga nie spadla ale staniki zrobily sie pod biustem za luzne - zeby zbudowac barki musialabys cwiczyc pare godzin dziennie ze sporymi obciazeniami i dodatkowo pilnowac spozycia bialka i suplementow, nawet 1,5h x 4 razy w tygodniu cwiczen silowych byloby za malo.
          No i cwiczenia silowe na gorna czesc ciala wzmacniaja miesnie klatki piersiowej - biust lepiej wyglada i lepiej sie potem trzyma.
      • virgaaurea Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 23:04
        neiti, mam wrazenie (moze mylne), ze sie strasznie negatywnie nastawiasz;
        troche to wyglada, jakbys chciala udowodnic na sile, ze sie nie da;

        > Najbliżej był badminton, ale do tego potrzeba dobrej pary, która obecnie jest poza moim zasięgiem.
        bo? nie musisz grac z kims, kogo juz znasz, ludzie sie zbieraja, organizuja on-line, wynajmuja sale i graja; szukalas i nikt sie nie znalazl? (chyba ze nie mieszkasz w duzym miescie, to przepraszam, ale cos mi sie kojarzysz z Poznaniem?)

        > bieganie nie wszyscy lubia, ok rozumiem, ale trauma na stacjonarnym rowerze? dziwne;
        ale sa tez (na silowniach) tzw. rowery poziome, nie trzymasz zadnej kierownicy, siedzisz nisko, nie spadniesz

        > pływalnia nie, bo nie chcę niszczyć włosów suszarką, a na metr warkocza trudno znaleźć czepek i sam to schnie dwie-trzy godziny.
        ja chodze na basen wieczorem nakladam polarowa czapke albo 2 kaptury, od sukienki sportowej (dzieki Biubiu za sportowe sukienki z kapturem) i puchowej kurtki i przeskakuje do auta, czepki w roznych rozmiarach do dlugich wlosow jak najbardziej sa, nawet takie, ze gumki do wlosow nie potzrebujesz, baseny z woda niechlorowana tylko ozonowana tez sa, sa tez zajecia ruchowe w wodzie (aquaaerobik, czy spinning w wodzie) takie, ze panie nie tylko wlosow nie mocza, ale i makijazu nie zmywaja (widze je raz w tygodniu, kiedy plywam, wiec wiem, ze sa)

        > orbitreka (tutaj nie było bardzo źle, ale żeby mnie jakoś wciągnęło to nie mogę powiedzieć, odfajkować i uciekać) - no to jak nie bylo bardzo zle, to wez sobie audiobooka, idz na silke, dzie mozna ogladac tv przy orbitreku, idz z kolezanka i pogadajcie sobie godzine

        > w głowie cały czas miałam "wszyscy na Ciebie patrzą, robisz z siebie pośmiewisko". Z tego powodu unikam wszelkich grupowych zumb,
        yyy, serio myslisz, ze wszyscy sie na Ciebie gapia? zaloze sie ze 95% patrzy na siebie w lustrze i skupionych jest na wlasnym ciele.

        > I nie chcę, akurat budowanie barków to ostatnia rzecz, na której by mi zależało.
        to wcale nie jest takie proste, nawet gdybys chciala, osiagniesz raczej delikatne zarysowanie sie miesni i zapewniam Cie (nie wiem, ile masz lat), ze to wyglada lepiej niz tricepsy z galarety (u swoich kolezanek w wieku 30-40 takie widuje dosc powszechnie)

        > Ze znajomymi raczej się nie umówię - to w większości informatycy (jeżeli to nie wyjaśniło komuś zależności: blade chuchra z ujemną kondycją).
        dziwne, moi znajomi informatycy (sporo ich jest) biegaja maratony i rzeznika, robia ironmana, zdobywaja korone ziemi, albo przynajmniej jezdza na jure na skalki, nie znam ani jednego cherlawego, gdzie ty pracujesz??? ;)
        niezaleznie od tego mozesz sie chyba umowic z nowopoznanymi ludzmi?
        (zaleznie od sportu, sa fora biegowe, rolkowe, night skatingi, poznanskie srodowisko rolkowe jest dosyc prezne), dla przykladu na grupach rolkowych (pisze o rolach, bo akurat czytam grupy) co i raz pojawiaja sie nowe osoby, ktore prosza bardziej objezdzone o spotkanie i pomoc w nauce jazdy, w kolko sie ludzie ze soba umawiaja itd. Sa rozne grupy turystyczne, rowerowe, kijkowe itd.

        • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 23:33
          virgaaurea napisała:

          > ja chodze na basen wieczorem nakladam polarowa czapke albo 2 kaptury, od sukien
          > ki sportowej (dzieki Biubiu za sportowe sukienki z kapturem) i puchowej kurtki
          > i przeskakuje do auta, czepki w roznych rozmiarach do dlugich wlosow jak najbar
          > dziej sa, nawet takie, ze gumki do wlosow nie potzrebujesz, baseny z woda niech
          > lorowana tylko ozonowana tez sa, sa tez zajecia ruchowe w wodzie (aquaaerobik,
          > czy spinning w wodzie) takie, ze panie nie tylko wlosow nie mocza, ale i makija
          > zu nie zmywaja (widze je raz w tygodniu, kiedy plywam, wiec wiem, ze sa)

          Ja jestem pragmatyczna i nie bardzo wiem, co jest aż tak atrakcyjnego w super długich włosach, by rezygnować dla nich z możliwości regularnego sportu i mycia głowy po nim. Sama nie lubię jednak moczenia głowy w chlorowanej wodzie, więc używam zawsze silikonowego czepka. Czepki przeznaczone dla dłuższych włosów ma na przykład Speedo. Ja myję włosy po pływaniu pod prysznicem, u mnie basen nie jest tani, więc korzystam z pełni inwentarza i zostawiam sobie pod prysznicem dużo czasu. Wiele kobiet tak robi, niektóre robią sobie po pływaniu małe SPA, nakładają odżywki, szorują ciała szczotką, peelingują się i podobne rzeczy. Ja dodatkowo przed założeniem czepka wcieram zwykle we włosy coś tłustego, najczęściej olej kokosowy, ja sobie wtedy pływam, a włosy się odżywiają. Nie mam też problemów ze suszarką, bo używam jej codziennie w domu od co najmniej 35 lat i włosy jakoś wyglądają, a jak ktoś użyje jej raz w tygodniu na basenie, to już w ogóle nie widzę żadnego problemu, chyba że wymyślanie sztucznego. No chyba, że pływania się nie lubi, ale to już inna sprawa. Z drugiej strony, nie potrafię czasem pojąć w jakim celu przychodzą na basen te panie, które preferują namaszczony styl łabędzia, znaczy z głową uniesioną wysoko nad wodą w celu utrzymania fryzury i makijażu, ani to zdrowe dla kręgosłupa, ani wiele nie daje w kwestii sportowej, więc dla mnie byłaby to strata czasu. Moczyć tyłek wolałabym we własnej łazience. ;-)
          • pinupgirl_dg Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 23:49
            > Z drugiej strony, nie potrafię czasem pojąć w jakim celu przychodzą na
            > basen te panie, które preferują namaszczony styl łabędzia, znaczy z głową
            > uniesioną wysoko nad wodą w celu utrzymania fryzury i makijażu, ani to
            > zdrowe dla kręgosłupa, ani wiele nie daje w kwestii sportowej, więc dla
            > mnie byłaby to strata czasu.

            Niektórzy nie potrafią zamoczyć głowy w wodzie. Uczyłam parę osób pływać i dla niektórych to spore wyzwanie. Plus często nie mają dobry okularów (ja też nie mam, ale pływanie bez nie jest dla mnie kłopotliwe).
            Natomiast w kwestii włosów się zgadzam. Najczęściej chodziłam na basen, kiedy miałam bardzo długie i gęste włosy, chociaż również cienkie i delikatne. Widać nie zaszkodziło im specjalnie, bo dostawałam mnóstwo komplementów na ich temat. Oczywiście, dbałam o nie, jednak nie odmawiałam sobie basenu z ich powodu. Z czasem straciłam serce do pielęgnacji, a włosy coraz bardziej mi ciążyły dosłownie i w przenośni, to je po prostu ścięłam.
            • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 20.03.15, 00:26
              pinupgirl_dg napisała:

              > Niektórzy nie potrafią zamoczyć głowy w wodzie. Uczyłam parę osób pływać i dla
              > niektórych to spore wyzwanie. Plus często nie mają dobry okularów (ja też nie m
              > am, ale pływanie bez nie jest dla mnie kłopotliwe).

              Jeżeli ktoś nie może się przemóc, to możliwe, że nie jest to odpowiedni sport dla takiej osoby. Co innego bowiem pluskanie gdzieś na wakacjach dla ochłody, a co innego chodzenie na pływalnię. Zła technika stosowana regularnie może nam nawet zaszkodzić.
              Ja też długo nie mogłam dopasować sobie okularów i w końcu kupiłam sobie maskę, marki Zoggs. Pomogła mi pani w sklepie na basenie, w żadnym sportowym sklepie nie poradzili mi lepiej. Wygrzebała mi z jakiegoś kartonu przeceniony model z zeszłego sezonu i okazał się najlepszy. Wreszcie nic nie muszę poprawiać i nic mi się nie wbija w oczy. Wyglądam w tym wprawdzie fatalnie, ale nie ma szans, by ktoś mnie w czepku i tej masce zasłaniającej pół twarzy rozpoznał. ;-)
              Coś podobnego, chociaż to chyba inny model:
              https://shop.triathlon.de/media/catalog/product/cache/1/small_image/210x/9df78eab33525d08d6e5fb8d27136e95/z/o/zoggs-predator-mask-blue-lens-blue-frame.jpg
          • virgaaurea Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 20.03.15, 00:12
            na wiekszosci warszawskich basenow placisz w zaleznosci od tego, jak dlugo na nim jestes (cena jest za minut, a nie jednorazowo za wejsciowke) - dluzej sie kapiesz, peelingujesz itd. - wiecej placisz, wiec raczej nikt wielkiego rytualu z nakladaniem miliona odzywek nie robi ;) tylko szybko sie ubiera, ogarnia mniej wiecej i wraca do domu, przynajmniej tak to widze wieczorami :)
            • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 20.03.15, 00:54
              virgaaurea napisała:

              > na wiekszosci warszawskich basenow placisz w zaleznosci od tego, jak dlugo na n
              > im jestes (cena jest za minut, a nie jednorazowo za wejsciowke)

              W moim mieście płaci się raz, czasem nawet nie biorę pokwitowania, bo nikogo nie obchodzi ile jestem na basenie. Ale nie wykluczam, że w innych miastach jest inaczej. Na wakacjach na południu Niemiec spotkałam się raz z ograniczeniem do czterech godzin. Z drugiej strony, umycie głowy i wysuszenie z przebraniem zajmuje mi gdy się śpieszę w sumie 20-30 minut, nie wiem ile te minuty kosztują w Warszawie i czy to bardzo drogo, biorąc pod uwagę, że nie trzeba już korzystać z gorącej wody i prądu na suszarkę w domu. Ja dojeżdżam też na pływalnię autobusem, bo to dla mnie najwygodniej, to linia zaraz przy moim domu, z przystankiem koło basenu, kursuje co 20 minut, ale gdybym jechała samochodem, to może nawet bym tak gruntownie nie suszyła.
              • slotna Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 20.03.15, 20:28
                Plywalam na przeroznych basenach w Polsce, od dziecinstwa, najpierw wchodzilo sie grupami na godzine i trzeba bylo wyjsc o czasie, pozniej wprowadzono bransoletki do pikania - za dodatkowe minuty placi sie jak za zboze. Nawet w mojej rodzinnej miescinie tak jest. Basen, o ktorym wspomnialam w innym komentarzu, to totalny wyjatek, zreszta oficjalnie czas i tam sie rozlicza, tylko praktyka wyglada inaczej.
              • magdalaena1977 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 20.03.15, 20:37
                W Warszawie większość basenów liczy czas i tak samo jest w przypadku kart multisport, chociaż zupełnie nie wiem, jaki ma to sens - czy naprawdę basenowi nie opłaca się opcja All Inclusiv?
                • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 20.03.15, 20:56
                  magdalaena1977 napisała:

                  > W Warszawie większość basenów liczy czas i tak samo jest w przypadku kart multi
                  > sport, chociaż zupełnie nie wiem, jaki ma to sens - czy naprawdę basenowi nie o
                  > płaca się opcja All Inclusiv?

                  Mnie trudno sobie wyobrazić, że ktoś wytrzymuje na krytej pływalnie dłużej niż dwie godziny. Ja po godzinie zaczynam po prostu marznąć, nawet jak cały czas się ruszam. Raz w tygodniu woda w jednym basenie jest podgrzewana do 30-32 stopni i wtedy faktycznie można wytrzymać nieco dłużej, ale po pewnym czasie zaczyna mi się marszczyć skóra na palcach jak po długiej kąpieli w wannie i też nie pływam dłużej niż godzinę. Więc nawet bez ograniczenia ludzie nie moczyliby się godzinami. A pozwolenie na spokojne umycie się i przebranie bez czasowej presji, to moim zdaniem jest sprawa kultury społeczeństwa, bo ludzie starsi, niepełnosprawni, czy rodzice z dziećmi potrzebujący więcej czasu są dyskryminowani i muszą płacić więcej. To nie jest fair.
                  • magdalaena1977 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 20.03.15, 21:11
                    Na większości znanych mi pływalni są jacuzzi z ciepłą wodą - można popływać a potem dać się pomasować. Na moim ulubionym Pingwinie jest też basen z cieplejszą wodą dla dzieci i osób niepełnosprawnych.
                    www.osirbemowo.pl/obiekty/plywalnia
                    Mam coraz większą ochotę wskoczyć do wody ;-)
                  • slotna Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 20.03.15, 23:15
                    Tez uwazam, ze to glupie, tym bardziej, ze wcale nie liczy sie sam czas w basenie, tyka juz od wejscia w strefe klapek ;) Powiedzmy, ze mam 1.5 h pobytu. 15 minut przebieram sie, zakladam odpowiednio czepek (te wlosy!), myje sie, potem przez godzine plywam i znow mam sztywno 15 minut zeby sie wysuszyc, ubrac, ogarnac wlosy i wyjsc. Przy 60 minutach na calosc to sie robi totalnie bez sensu, a na Multisport czesto wlasnie tyle jest. Jesli juz trzeba liczyc czas, to powinien liczyc sie sam basen, a nie przebieralnie, suszarki itd. Masz racje z ta dyskryminacja.
                    • szarsz Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 12:16
                      Mnie to też irytuje, chociaż w niektórych miejscach są jaskółki, np. w Zakopanem strefa suszarek jest już poza kasami, przynajmniej włosy można sobie wysuszyć porządnie bez stresu.
                      Byłam też kiedyś na basenie, gdzie do każdego wykupionego czasu doliczano piętnaście minut na przebranie - mało, ale zawsze miło, że ktoś w ogóle zauważył, że jest problem.
                      • yaga7 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 12:23
                        Na basenie, na który kiedyś chodziłam (pod Krakowem), suszarki były i w przebieralni, i poza strefą płatną, więc na upartego można się było wysuszyć później.

                        15 minut na przebranie po basenie to dla mnie akurat dużo, ale ja zwykle czynności pobasenowe ograniczałam do minimum, żeby szybko wskoczyć do auta i resztę załatwić w domu.
                        • szarsz Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 21:35
                          > 15 minut na przebranie po basenie to dla mnie akurat dużo

                          No właśnie, mnie z dziećmi 15 minut zajmuje przebranie w jedną stronę, nooo, rozebranie trochę mniej. Ale już na ubieranie poniżej 15 minut nie ma szansy.
                    • pinupgirl_dg Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 12:40
                      Z mojej perspektywy też głupię, ale z drugiej strony o to właśnie chodzi, żeby ludzi zniechęcić do peelingowania, maskowania i układania fryzur. Im krócej tam siedzimy, tym mniej wody i energii zużyjemy, poza tym nie zajmujemy kabin i pryszniców kolejnym klientom.
                      Wg mnie ten kij ma dwa końce, bo mnie również takie traktowanie trochę zniechęca do korzystania z takiego basenu w ogóle. Wodę i energię oszczędzam zawsze, bez względu na to, kto za to płaci, ale nie lubię ubierania bielizny w pośpiechu na wciąż jeszcze wilgotne ciało i innych takich atrakcji.
                      • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 13:38
                        pinupgirl_dg napisała:

                        Im krócej tam
                        > siedzimy, tym mniej wody i energii zużyjemy, poza tym nie zajmujemy kabin i pr
                        > yszniców kolejnym klientom.
                        Wodę i energię oszczędzam zawsze, be
                        > z względu na to, kto za to płaci,

                        Polska jest krajem o bardzo niskim zaufaniu społecznym i to wyraża się także w takich drobiazgach jak reguły basenowe. Dlatego ludzie nie dbają o dobra, za które nie muszą płacić, a gdy muszą płacić, to obciąga im się skórę. Ten warszawski Pingwin zalinkowany przez Magdalenę kosztuje więcej niż moja sportowa pływalnia z dodatkowym olimpijskim basenem (50m) w Niemczech.
                        Peelingować można się też zakręcając wodę, a wiadomo, że nie każdy się peelinguje, wielu nie traktuje pływalni jako SPA, chce tylko popływać i po basenie się śpieszy. Ale czas przebierania to nie tylko peelingowanie pod prysznicem, kremując dokładnie ciało po myciu nie korzystam już przecież z drogich dobrodziejstw basenu. Kiedy miałam też problemy z kręgosłupem, to potrzebowałam sporo czasu by się ubrać i unikałam świadomie pośpiechu, by nie zrobić sobie krzywdy. Na pewno byłam w przebieralni 15 minut dłużej niż zawsze. Dlaczego miałabym płacić więcej niż młody, zdrowy, gibki i szybki? Powtórzę, to dyskryminacja wielu grup społecznych. Krótkowzroczne to zresztą, bo starsza, mniej sprawna osoba, nie skorzysta wtedy ze sportowych możliwości, bo mu drogo i wzrastają wydatki na służbę zdrowia, które płaci całe społeczeństwo.
                        • szarsz Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 14:10
                          > Polska jest krajem o bardzo niskim zaufaniu społecznym

                          Oczywiście. Polska.
                          Na każdym europejskim basenie miałam te same reguły. Niestety, nie my to wymyśliliśmy, jedynie zaimportowaliśmy.
                          • zarin Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 16:10
                            Haha. W Niemczech bardzo często w klubach fitness, ośrodkach sportowych trzeba płacić dodatkowo za prysznic i to włączony na 5 minut. Co kraj to obyczaj.
                            • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 20:53
                              zarin napisała:

                              > Haha. W Niemczech bardzo często w klubach fitness, ośrodkach sportowych trzeba
                              > płacić dodatkowo za prysznic i to włączony na 5 minut. Co kraj to obyczaj.

                              Serio? Gdzie na przykład? Pytam, by wiedzieć i unikać. U mnie na siłowni (sieć Kieser) prysznice o dowolnej długości są włączone w cenę karnetu.
                          • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 20:48
                            szarsz napisała:

                            > Na każdym europejskim basenie miałam te same reguły. Niestety, nie my to wymyśl
                            > iliśmy, jedynie zaimportowaliśmy.

                            Ja nie korzystałam z każdego europejskiego basenu, ale oprócz tego, że jest tak u mnie na każdej miejskiej krytej pływalni (miasto posiada 9) z taką samą regułą pływania bez ograniczeń czasowych spotkałam się na urlopie w Danii (Jutlandia, Lemvig). Raz w niemieckim Szwarcwaldzie było ograniczenie na 4 godziny, ale to był basen w uzdrowisku z mineralizowaną wodą. Więc nie wiem skąd importuje się zasadę 30 minutowego pływania plus 15 minut na opłukanie się i zebranie manatków.
                            • szarsz Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 21:25
                              Jezu, choćby w ubiegłym roku zwiedziłam wiele basenów w Austrii - w każdym było ograniczenie czasowe, uwzględniające czas na przebranie się i prysznic, dokładnie tak samo jak w Polsce. Wyjątkiem były plaże nad jeziorami, ale tam prysznice i baseny nie miały podgrzewanej wody, więc jakby hmmm naturalnie nie było wielu chętnych na nieograniczone chlapanie się w wodzie...

                              No chyba że Ty pływalnią nazywasz wyłącznie jedną nieckę wyłącznie z torami do pływania - w takich miejscach i w Polsce nie płaci się za czas przebywania w szatni, przynajmniej u mnie w mieście, ale ograniczenia co do przebywania w wodzie są, choćby z tego względu, że tory są wynajmowane szkołom pływackim i aquafitnesom,. No ale to już trzeba rozgraniczyć, czy mówimy o miejscach z różnego typu atrakcjami czy nie.
                              • kis-moho Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 21:49
                                To pewnie zależy od miejsca i typu basenu. W Wiedniu są trzy rodzaje biletów - całodzienne, po 13, i na krótszy czas wstępu czyli 2.5 h, nic poniżej. Plus miesięczne/roczne.
                                Tak jest w każdym razie na miejskich basenach, ale chyba 98% basenów należy do miasta. To zwykłe plywalnie, bez większych atrakcji. Czasem jest jakaś część z babelkami, ale głównie są do pływania. Sauna jeśli jest to na pewno płatna dodatkowo, i to słono. Za to same baseny są tanie, karnet miesięczny kupowalam za około 20 euro. Na pewno typowe baseny z częścią wypoczynkowa są dużo droższe, i pewnie liczą się inaczej.
                                Za to na Węgrzech i w gorących basenach najkrótszy czas wstępu to cztery godziny, tam minut nie liczą na szczęście ;o)
                                • szarsz Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 23.03.15, 10:47
                                  > Za to na Węgrzech i w gorących basenach najkrótszy czas wstępu to cztery
                                  > godziny, tam minut nie liczą na szczęście ;o)

                                  Na Węgrzech byłam w bajecznym miejscu, z basenami termalnymi na ośrodku, bez żadnych ograniczeń, całodobowo i za śmieszne pieniądze, bo przed sezonem. Ponieważ ośrodek był okupowany głównie przez niemieckich emerytów, mniej więcej od 17 mieliśmy te baseny wyłącznie dla siebie :)
                                  Ale już ludzie z zewnątrz musieli wykupić wcale nie taki tani bilet i on był ograniczony czasowo.
                                  Podejrzewam, że w każdym innym miejscu za same baseny zapłacilibyśmy więcej.

                                  > Na pewno typowe baseny z częścią wypoczynkowa są dużo droższe,
                                  > i pewnie liczą się inaczej.

                                  Są bardzo drogie - najtańszy bilet rodzinny jaki widziałam to ponad 30 euro za 4 h i trudno tu mówić o wielkim aquaparku, była jedna zjeżdżalnia (fakt, świetna), brodzik dla dzieci i atrakcja dla mnie - trampolina i wieża, więc te 4 h było trudno wykorzystać.
                                  Typowe aquaparki to wydatek dla rodziny 2+2 powyżej 50, często i koło 60 eur.
                              • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 22:11
                                szarsz napisała:

                                > Jezu, choćby w ubiegłym roku zwiedziłam wiele basenów w Austrii

                                Nigdy nie byłam w Austrii na basenie, nie neguję, że tak mają. Nie wiem tylko dlaczego Austria ma być lepszym modelem dla Polski niż Niemcy albo Dania.

                                > No chyba że Ty pływalnią nazywasz wyłącznie jedną nieckę wyłącznie z torami do
                                > pływania - w takich miejscach i w Polsce nie płaci się za czas przebywania w sz
                                > atni,

                                U mnie kryta pływalnia (tzw. Schwimmzentrum) posiada cztery baseny.
                                Jeden olimpijski długości 50m (jedyny w mieście), woda zimna, wydzielone tory, bez strefy dla niepływających, więc wszędzie głęboko, część dla szkół i sportowych organizacji, część do użytku publicznego w wyznaczonych godzinach (od 6.30 do 16 i od 20 do 21.30).
                                Drugi wielofunkcyjny 12,5 x 25 m, bez wydzielonych torów, strefa dla niepływających, temperatura wody w tygodniu około 28 stopni, raz w tygodniu 30 stopni.
                                Trzeci to basen do nauki pływania 12,5 x 8 m, tu odbywają się też kursy aquafitnessu, oraz czwarty mały brodzik dla dzieci 5,5 x 4 m.
                                Nie wiem, jaki atrakcje ma posiadać dodatkowo pływalnia za normalny bilet wysokości 3 euro (ulgowy 2 euro) w dni powszechne, 3.50 w weekendy i 4 euro w dzień ciepłej wody (30 stopni). Karta rodzinna kosztuje 8.50. Wejście na basen przed ósmą rano (liczy się czas wykupienia biletu) kosztuje 1 euro mniej. Oprócz tego karnety dla regularnie korzystających w cenie 25, 50 i 100 euro ze zniżką 10%, 20% i 30%. Czas pływania i przebywania na basenie nieograniczony. W ciepłe dni otwiera się nawet szklane drzwi na taras i możesz w międzyczasie posiedzieć tam na ławce.
                                Na wszystkich innych basenach w mieście ceny i reguły są podobne. Jedynie na basenach hotelowych jest inaczej, ale tam masz zwykle też wliczoną saunę i płacisz wtedy za wejście (gdy nie jesteś hotelowym gościem) od 10 euro wzwyż. Istnieją jeszcze przeróżne SPA z nieckami do moczenia, ale tam rzadko jest basen nadający się do pływania.
                                • szarsz Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 23.03.15, 11:04
                                  > Nie wiem tylko dlaczego Austria ma być lepszym modelem dla Polski niż
                                  > Niemcy albo Dania.

                                  Nie jest lepszym, ale byłam tam niedawno i dobrze pamiętam ceny. Po prostu.

                                  > Karta rodzinna kosztuje 8.50

                                  Zazdroszczę, naprawdę. U mnie najtańszy, ale już fajny basen w okolicy to wydatek ~10 euro w weekend na 1.5 h (i 12 eur za 2.5h) dla mojej rodziny, bo za jedno dziecko jeszcze nie płacę. Z tym że tam już są atrakcje dla dzieci, zjeżdżalnie, jacuzzi, leniwa rzeka, brodzik etc. Zwykła pływalnia to koszt koszt około 2.5 - 3.0 euro, za godzinę pływania, w najzwyklejszym basenie.

                                  Ale też nigdzie na świecie nie byłam choćby porównywalnie tanio, więc Twoje ceny to dla mnie absolutny wyjątek. Nawet Czechy i Słowacja są pod względem basenowym dużo droższe niż Polska. W Popradzie płacilibyśmy 50 euro za 3 h (jedno dziecko gratis), dlatego nie zdecydowaliśmy się, bo tuż po drugiej stronie granicy, w Zakopcu aquapark dla nas to 20 euro za 2.5 h.
                                  • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 23.03.15, 17:06
                                    szarsz napisała:

                                    U mnie najtańszy, ale już fajny basen w okolicy to wydat
                                    > ek ~10 euro w weekend na 1.5 h (i 12 eur za 2.5h) dla mojej rodziny, bo za jedn
                                    > o dziecko jeszcze nie płacę. Z tym że tam już są atrakcje dla dzieci, zjeżdżaln
                                    > ie, jacuzzi, leniwa rzeka, brodzik etc.

                                    Ale widzisz, u mnie też są aquaparki z palmami, zjeżdżalniami, basenami z falami morskimi i frytkami na leżakach, gdzie wybierają się rodziny na cały dzień mini urlopu i wtedy też płaci się za kartę rodzinną w okolicach kilkudziesięciu euro. Wiadomo, że takie atrakcje są droższe. Wydawało mi się jednak, że mówimy cały czas o możliwościach mniej lub bardziej regularnego, sportowego pływania i do tego ja nie potrzebuję fajerwerków i muzyki hula. Wystarczy mi długi basen z prysznicem i czystą przebieralnią. Fajnie, gdy mam temperaturę wody w basenie do wyboru i możliwość popływania bez skaczących na głowę dzieciaków. I jeszcze odległość 20-30 minut jazdy od domu mile widziana, bo nie o zabijanie nudy i atrakcje weekendowe mi chodzi. Mam minimalistyczne oczekiwania i za to pewnie płacę minimalistyczne ceny na miejskiej pływalni. Dlaczego w Polsce jest tak drogo, nie mogę pojąć.
                                    • yaga7 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 15:13
                                      Pewnie właśnie dużo zależy od tego, czy to aquapark, czy normalna pływalnia.

                                      Na podkrakowskiej pływalni, na którą chodziłam (żaden tam aquapark), bilet dla osoby dorosłej to 8 zeta w tygodniu, 10 zeta w weekend. Podobne ceny za bilety rodzinne. Za 60 minut.
                        • pinupgirl_dg Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 15:50
                          Jasne, że zwinny, gibki obcięty na rekruta człowiek ze skórą niewrażliwą na chlorowaną wodę ogarnie się szybciej, niż schorowany miłośnik długich włosów, wymagający kremu po każdym myciu.
                          Ten problem rozwiązałyby w pewnym stopniu ulgi dla osób starszych oraz niepełnosprawnych, zresztą kołacze mi się, ze takie istnieją w wielu miejscach.
                          Ja nie mam nic przeciw robieniu sobie małego spa po basenie, ale rozumiem, dlaczego to kosztuje. Na moim starym basenie płaciło się tylko za czas spędzony w wodzie, regulowane to było tak, że wejścia i wyjścia były o określonych godzinach, co też miało swoje minusy, ale mi pasowało. Po basenie każdy robił, co chciał, chociaż nikt raczej się nie peelingował itd. Jest to też związane z tym, że np. w Polsce wciąż mało kto ściąga kostium pod basenowym prysznicem, nigdy nie byłam na basenie w Niemczech, ale słyszałam, że tam stosunek do nagości w takich miejscach jest inny.
                          • 100krotna stosunek do nagości 22.03.15, 17:22
                            Na basenie w mojej miejscowości - miasteczko poniżej 10 tys mieszkańców, niedaleko Krakowa - jest uwaga odnośnie przebierania się i prysznicowania nago: "prosimy o korzystanie z przebieralni, lekcje anatomii pozostawmy szkołom".
                            Jeśli chodzi o przebieralnie, są dwie, na około 100 szafek(!!) w szatni, na suficie monitoring.
                            Prysznice są jednym, niepodzielonym pomieszczeniem, z 10-cioma natryskami, otwartym na pływalnię. Widok nie bezpośrednio, bo odgradza je ścianka równoległa do brzegu basenu - ale z początku i końca basenu widać, co się dzieje pod natryskami, odpowiednio damskim i męskim, dodatkowo limitowany jest czas korzystania 20-30 sekund za naciśnięcie, z czego połowa pierwszego "klika" woda jest lodowata.

                            Za to czas dodatkowy, ponad 1 płaconą na wejściu godzinę, jest rozliczany w 10 minutówkach i 6 dodatkowych dziesięciominutówek nie jest droższy niż ta pierwsza godzina - dlatego zwykle mam godzinę na pływanie i pluskanie w jacuzzi a około 20-30 minut na przebranie, dopłacane po wyjściu. Są też gniazdka, lusterka, suszarki i toaleta w strefie bezpłatnej.

                            Aha, Wszystkie te informacje są stanem z przed jakiegoś pół roku ;-) Muszę się wybrać na basen ;)
                          • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 21:22
                            pinupgirl_dg napisała:

                            Jest to też związane z tym, że
                            > np. w Polsce wciąż mało kto ściąga kostium pod basenowym prysznicem, nigdy nie
                            > byłam na basenie w Niemczech, ale słyszałam, że tam stosunek do nagości w takic
                            > h miejscach jest inny.

                            U mnie tekstylni należą do rzadkości. Mam wrażenie, że kobiety kąpiące się w strojach trochę się tego nawet żenują i nieraz widziałam, że po chwili jednak się rozbierały. Zwykle były to bardzo młode dziewczęta, które nie są jeszcze zbyt pewne siebie i najpierw obserwują, co robi reszta. Prysznice są otwarte, oddzielone jednak od basenu i przebieralni szklanymi, nieprzezroczystymi drzwiami. Bardzo często widzę też nagie matki z nagimi małymi dziećmi obu płci, kobiety nie mają problemów przyprowadzać pod damski prysznic małych chłopców tak do około 5 lat. Nikomu to nie przeszkadza, a z basenu korzysta też spora ilość starszych pań, w różnym "stanie" i tu mam na myśli takie po 65-tym roku życia. Niekiedy taki mały golas z ogonkiem trochę się przygląda, ale to chyba bardziej zwykła dziecięca ciekawość, niż niezdrowe zainteresowanie. Przypuszczam, że odwrotnie, czyli nagi tatuś z nagą małą córeczką pod męskim prysznicem, to raczej się nie zdarza, ale głowy nie dam, bo nigdy tam nie byłam. Na basenie jest jednak ciągle w pobliżu jakiś pracownik (damski i męski), bo mokre obszary są regularnie spryskiwane i czyszczone, więc możliwości dla potencjalnych pedofilów są mocno ograniczone.
                            • pinupgirl_dg Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 22:04
                              Ano właśnie, w Polsce jednak pod prysznicami rozbierają się nieliczni, trudno w takich warunkach np. o peeling, tak szczerze, to nawet o porządne mycie trudno :).
            • slotna Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 20.03.15, 20:26
              Na Inflanckiej niby jest 90 minut, ale pies z kulawa noga sie nie interesuje ile czasu tam sie spedza, zreszta nie ma jak sprawdzic, chyba po paragonie. Poza tym jest wyjatkowo tanio, a basen duzy, co prawda luksusow zero, ale polecam :)
        • neiti89 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 14:58
          Nie jestem w stanie psychicznie zacząć ćwiczyć z obcymi ludźmi. Każde wyjście w miejsce publiczne, żeby ćwiczyć, to dla mnie wyzwanie. Siłownia, basen, bieganie - zawsze wybierałam godziny i miejsca, w których szansa spotkania kogoś innego jest bliska zeru. Nie lubię, nie chcę, wszystko się we mnie boi jak myślę o tym, że ktoś ma patrzeć na moją czerwoną, zasapaną, upoconą twarz. I wiem, WIEM!, że pewnie 99% ma to gdzieś, bo są zajęci sobą. To się łatwo pisze siedząc w salonie w domku. Ale jak mam wyjść do ludzi to czuję się okropnie, a rady "to przestań" i inne sugerujące, że mam w głowie magiczny przycisk, którym to w sekundę wyłączę, nie działają, a tylko denerwują, bo słucham ich od paru lat.

          Na pewno jest coś w tym negatywnym nastawieniu. Bardzo duże coś ;) Nie lubię sportu, kojarzy mi się tylko źle, nie oczekuj więc, że będę miała do niego dobre nastawienie. To by dopiero było dziwne: nienawidzę ruchu, ale chcę to robić! Kocham czuć się fatalnie! - to chyba jednostka chorobowa :P

          Szukam w tym temacie jakiejś inspiracji. Przeżywam bowiem co jakiś czas takie cykle: dobra, trzeba coś ze sobą robić - robię - nie mam efektów - obrażam się na cały świat i nie robię nic -dobra, trzeba coś robić - robię coś nowego etc. Liczę więc, że znajdę kolejną rzecz, którą będę mogła wypróbować :) Jednak nie szukam sportu, żeby go uprawiać raz na dwa tygodnie. Szukam czegoś, co będę mogła robić 3-4 razy tygodniowo, stąd moje obawy o kajaki i potencjał rozrośnięcia się ramion. Nie chcę rekreacji, pójścia co 2 miesiące na spływ jakąś leniwą rzeczką, po to, by patrzeć na widoki. Szukam faktycznie sportu do regularnego uprawiania, czegoś, co mnie zmęczy i jak najbardziej wpłynie na moje ciało. U mnie jest albo na 100% albo wcale, zawsze jak się do czegoś podpale to daję z siebie maksa. Może to faktycznie za dużo, za bardzo szarżuję, ale nie umiem inaczej. Jak już sobie coś wymyślę, to nie ma zmiłuj ;)
          • maggianna Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 16:42
            Jednak nie szukam sportu, żeby go uprawiać raz na dwa tygodnie. Szukam czegoś, co będę mogł
            > a robić 3-4 razy tygodniowo, stąd moje obawy o kajaki i potencjał rozrośnięcia
            > się ramion. Nie chcę rekreacji, pójścia co 2 miesiące na spływ jakąś leniwą rze
            > czką, po to, by patrzeć na widoki. Szukam faktycznie sportu do regularnego upra
            > wiania, czegoś, co mnie zmęczy i jak najbardziej wpłynie na moje ciało.

            Ale o rozrosnieciu ramion (a raczej jego braku) pisalam z wlasnego doswiadczenia - silowni 5 razy w tygodniu po 1 godz samych cwiczen silowych i to przez ponad 2 lata (biorac pod uwage obciazenia liczylam ze na 1 treningu podnosze w ciagu godziny pare ton bo robie kilkanascie roznych cwiczen po 20-30 powtorzen z min 20 kg obciazeniem). 3 razy w tygodniu to dla mnie rekreacja ;-) wiec 3 razy w tygodniu na kajakach co najwyzej wzmocnisz plecy i ramiona, przy tak malej ilosci cwiczen i bez odpowiedniej ilosci bialka nie da sie ich rozbudowac, nie musisz sie martwic. U mnie po 2 latach plecy wygladaja zdecydowanie lepiej, ramiona tez (sa obiektywnie szczuplejsze), latwiej znosze siedzenie przed komputerem - muskulatury niestety brak, musialabym dzwigac co najmniej po 50 kg na treningach.
            • kasica_k Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 17:03
              No właśnie kobietom często się wydaje, że od ćwiczeń będą wyglądać jak kulturyści, jest to kompletna nieprawda. Mnie na pewno trochę urosły mięśnie w ramionach, odkąd poćwiczyłam tricepsy i z kompletnego flaka stałam się człowiekiem umiejącym zrobić przynajmniej połowę pompki, ale widzę to tylko ja i to jak się postaram. Faceci mają zupełnie inną biologię pod tym względem, testosteron gra tu rolę kluczową, a tego mamy w porównaniu z nimi ilości śladowe. Więc nie ma co patrzeć z obawą na pakerów na siłowni tylko ćwiczyć co się chce. Ta odrobina mięśni nam na pewno nie zaszkodzi na wygląd, a wręcz przeciwnie :)
              • maggianna Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 17:36
                Podobaja mi sie umiesnione rece i plecy u kobiet - pamietam ze na silowni byla taka niezle umiesniona kobieta (ale nie kulturystka) i pytalam trenera jak to zrobic - a on na to ze codzienne cwiczenia, dieta, odzywki i "dodatki" bo niestety za malo testosteronu maja kobiety na porzadna muskulature :-)
              • turzyca Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 17:51
                > No właśnie kobietom często się wydaje, że od ćwiczeń będą wyglądać jak kulturyś
                > ci, jest to kompletna nieprawda.

                Od cwiczen to kobietom glownie znikaja.

                Te znienawidzone "skrzydelka". :)
          • pinupgirl_dg Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 17:49
            > Nie jestem w stanie psychicznie zacząć ćwiczyć z obcymi ludźmi. Każde wyjście
            > w miejsce publiczne, żeby ćwiczyć, to dla mnie wyzwanie. Siłownia, basen,
            > bieganie - zawsze wybierałam godziny i miejsca, w których szansa spotkania
            > kogoś innego jest bliska zeru. Nie lubię, nie chcę, wszystko się we mnie boi jak
            > myślę o tym, że ktoś ma patrzeć na moją czerwoną, zasapaną, upoconą twarz. I
            > wiem, WIEM!, że pewnie 99% ma to gdzieś, bo są zajęci sobą. To się łatwo pisze
            > siedząc w salonie w domku. Ale jak mam wyjść do ludzi to czuję się okropnie, a
            > rady "to przestań" i inne sugerujące, że mam w głowie magiczny przycisk,
            > którym to w sekundę wyłączę, nie działają, a tylko denerwują, bo słucham ich
            > od paru lat.

            W ciągu sekundy na pewno nie. Ale można i IMHO warto się postarać. Nasza psychika jest tak samo warta, by nad nią pracować, jak nasze ciało.
            To, oczywiście, żaden przymus, ale ja nie chciałam żyć przemykając do parku nocą, żeby pobiegać, oraz prowadząc irracjonalne rozważania na temat tego, co ktoś sobie o mnie pomyśli, więc zaczęłam drążyc temat. Ale, oczywiście, jak pisałam, pewność siebie to żaden obowiązek, chociaż to ułatwia życie.


            > Nie chcę rekreacji, pójścia co 2 miesiące na spływ jakąś leniwą rzeczką, po
            > to, by patrzeć na widoki. Szukam faktycznie sportu do regularnego uprawiania,
            > czegoś, co mnie zmęczy i jak najbardziej wpłynie na moje ciało.

            No to źle zadałaś pytanie na początku wątku. Bo my tu mówimy o tym, co zrobić, żeby polubić aktywność. Jeśli chcesz konkretnych rezultatów na poziomie Miss Bikini, to od razu mówię, że łatwo nie będzie i trzeba tu po prostu żelaznej konsekwencji. I również pracy nad psychiką, jeśli interesują Cię naprawdę wysokie schody.


            > U mnie jest albo na 100% albo wcale, zawsze jak się do czegoś podpale to daję
            > z siebie maksa. Może to faktycznie za dużo, za bardzo szarżuję, ale nie umiem
            > inaczej. Jak już sobie coś wymyślę, to nie ma zmiłuj ;)

            U mnie też tak jest, po prostu trzeba nad tym popracować. Trochę mi przeszło z wiekiem, ale nadal muszę się pilnować. Jeśli będziesz podchodziła do tego, że się nie da, to na pewno się nie uda.
          • turzyca Wiekszosc kobiet wstydzi sie cwiczyc publicznie 25.03.15, 18:01



            www.thisgirlcan.co.uk/
          • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 20:31
            neiti89 napisał(a):

            > Nie jestem w stanie psychicznie zacząć ćwiczyć z obcymi ludźmi. Każde wyjście w
            > miejsce publiczne, żeby ćwiczyć, to dla mnie wyzwanie.

            Ale to brzmi już prawie jak specyficzna społeczna fobia. Fobie bardzo łatwo się jednak leczy, wystarczy jak przestaniesz unikać stresujących sytuacji. Na początku będzie nieprzyjemnie i będziesz się źle czuła, ale to mija. Gwarantowanie. Niektórzy ludzie chcieliby wszystko od razu i bez żadnego wysiłku, ale życie to nie koncert życzeń, wiele zależy od nas samych i naszych starań. Niekiedy musi być najpierw gorzej, by było lepiej i nie ma innego wyjścia. Lekarstwa też są zwykle gorzkie.
            • neiti89 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 16.04.15, 22:57
              Ogólnie jestem ultra-socjalnym stworzeniem, w ramach jednej fundacji widuję się z ludźmi 2x w tygodniu, mówię do nich, oni do mnie, jest fajnie. Absolutnie kocham wystąpienia publiczne - nie mam najmniejszej tremy niezależnie od tego, czy prowadzę małą prezentację dla 30 osób na studiach, czy siadam przed kamerą w telewizji śniadaniowej (ostatnio miałam okazje, było fajosko). Po prostu nie lubię ćwiczyć przy ludziach, bo mi za mnie zwyczajnie wstyd, taka prawda.

              Fobie bardzo łatwo się
              > jednak leczy, wystarczy jak przestaniesz unikać stresujących sytuacji.

              Właśnie to robię, unikam sytuacji, nie wychodzę do ludzi ćwiczyć. Ale nie czuję, żeby to pomagało mi, no wiesz, wychodzić do ludzi ćwiczyć ;)
              • pinupgirl_dg Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 05:45
                > > Fobie bardzo łatwo się jednak leczy, wystarczy jak przestaniesz unikać
                > > stresujących sytuacji.
                >
                > Właśnie to robię, unikam sytuacji, nie wychodzę do ludzi ćwiczyć. Ale nie
                > czuję, żeby to pomagało mi, no wiesz, wychodzić do ludzi ćwiczyć ;)

                Ale Pierwszalitera właśnie to napisała, żeby przestać się z sobą cackać i już nie unikać.
              • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 09:31
                neiti89 napisał(a):

                > Właśnie to robię, unikam sytuacji, nie wychodzę do ludzi ćwiczyć. Ale nie czuj
                > ę, żeby to pomagało mi, no wiesz, wychodzić do ludzi ćwiczyć ;)
                >

                Masz nie unikać, a przestać unikać i iść z ludźmi ćwiczyć. Przecież dorosła osoba powinna umieć sobie racjonalnie wytłumaczyć, że wstyd za sportowe zachowanie i nadmierna emocjonalna reakcja z tego powodu jest czymś idiotycznym. Tak samo jak lęk wysokości, czy inne fobie. I tej emocjonalnej reakcji, strachu można się dosyć łatwo pozbyć. Przy pomocy terapii konfrontacyjnej. Niezbyt przyjemnej, ale szybko działającej. Jak się chce. Jak się nie chce, to nic i nikt ci nie pomoże. Przy okazji może przyczyniłoby się to do pewnej pozytywnej zmiany w innych dziedzinach życia, w sensie generalizacji. Bo wybacz, ale jeżeli masz problemy, by ktoś dostrzegł/ocenił/skrytykował twoją domniemaną ułomność, słabość, czy inny brak perfekcji, to musi być to dosyć upierdliwe i ograniczające nie tylko w sportowych sytuacjach. Moim zdaniem, mogłaby to być dodatkowa motywacja do sportu, bo poczucie bycia wolnym i niezależnym od wartościowania zupełnie nieważnych dla nas ludzi jest bezcenne i warto o to trochę powalczyć. A najśmieszniejsze jest, że jak strach osłabnie, to sama zaczniesz dostrzegać, że tak naprawdę nikogo twoja słaba sportowa kondycja nie interesuje i nikt nie ocenia się tak surowo, jak ty samą siebie.
                • neiti89 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 12:00
                  Ja to wszystko nawet wiem (oprócz fragmentu, że dorośli sobie powinni umieć wytłumaczyć. Pff. Nie ma czegoś takiego jak "powinni", to, że osiągnęłam jakiś wiek nagle oznacza, że moje problemy przestały być ważne? Że mam na nie spojrzeć i magicznym guzikiem wyłączyć? Nie w moim świecie. Dorośli też mają prawo mieć problemy, równie ważne co dzieci. A w zasadzie poważniejsze, bo finanse, praca, życie towarzyskie, a nie "bo mnie Kasia z 1d uderzyła łopatką"), ale wprowadzenie tego w życie jest zwyczajnie niemożliwe. Trochę jak z autem. Naprawdę uważam, że jak na babę, to mam bardzo szeroką wiedzę z zakresu tego, jak auto jest zbudowane i jak dokładnie działa, ale to nie znaczy, że sama takowe zmontuję.

                  I tutaj niby też wiem, że inni ludzie mają to gdzieś. Niby wiem. Bo w zasadzie nie wiem. Nigdy nie zapytałam wszystkich mijanych ludzi "przepraszam, czy Pan/Pani patrzy jak biegam? Co wtedy Pan/Pani myśli?". Sama widzę, jak ludzie biegają. Zazwyczaj jest to obserwacja "o, biegacz. Miljonowy dzisiaj. A ja się nie mogę wziąć. Ależ ma w pytkę butki" albo "słodki Jezu, faceci w tych obcisłych galotach wyglądają komicznie" lub też "ciekawe, ile przebiegła? Ja tak wyglądam po 300 metrach". Więc sama ich widzę, jakieś myśli się w mojej głowie pojawiają na widok biegaczy. To nie znaczy, że przychodzę do domu i kminię potem 3 dni na temat jednej osoby, ale widzę i coś sobie myślę. Wychodzę też z założenia, że większość ludzi coś sobie myśli (nie dotyczy facetów znajdujących się akurat w nothing box). A że ludzie są różni, to myślą sobie różne rzeczy. I, ponieważ wstydzę się przy ludziach ćwiczyć, wychodzę z założenia, że myślą sobie jakieś złe rzeczy. Niestety nie zacznę teraz, już, na trzy-cztery, myśleć inaczej na ten temat. Za dużo lat to się budowało, żeby teraz nagle miało samo z siebie się skończyć, a jakoś wszystkie rady, jakie dostaję brzmią pi razy oko tak "nie masz powodu/nie przejmuj się/przestań o tym myśleć". Są to rady złe strasznie i tak jak nie dziwię się, że dają mi je w zasadzie obcy ludzie tutaj, na forum, to przykro mi, jak mówi to przyjaciel, który mnie zna, zna moją historię, a wszystko na co go stać to "nie martw się". Thanks, Captain Obvious!
                  • genepi Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 12:31
                    Widzę, że trzeba zacząć od tego żebyś ty przestała oceniać innych.
                    Ja kiedy biegnę i widzę biegacza to myślę "cześć". I to wszystko. Kropka.
                  • pinupgirl_dg Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 12:45
                    > Wychodzę też z założenia, że większość ludzi coś sobie myśli (nie dotyczy
                    > facetów znajdujących się akurat w nothing box). A że ludzie są różni, to myślą
                    > sobie różne rzeczy. I, ponieważ wstydzę się przy ludziach ćwiczyć, wychodzę z
                    > założenia, że myślą sobie jakieś złe rzeczy. Niestety nie zacznę teraz, już, na
                    > trzy-cztery, myśleć inaczej na ten temat. Za dużo lat to się budowało, żeby
                    > teraz nagle miało samo z siebie się skończyć, a jakoś wszystkie rady, jakie
                    > dostaję brzmią pi razy oko tak "nie masz powodu/nie przejmuj się/przestań
                    > o tym myśleć".

                    Zgadzam sie, mniej krytycznego myślania o innych i będzie git. Ja wiem, że są tacy ludzie, jak Ty. Albo nawet bardziej krytyczni. I jakoś biorę na klatę, ze komuś się może mój dres nie podobać. Naprawdę, jestem w stanie z tym żyć. Nie wiem, jakich rad oczekujesz...

                    Nie jesteś wcale taka wyjątkowa. Te wszystkie "ja tak mam, że albo 100% albo wcale" itd ... pewnie z 90% ludzi tak ma. Większość historii sportowych jest do bólu nudna i przewidywalna i składa się ze wzlotów i okresów na kanapie. To raczej tych ćwiczących regularnie i latami jest garstka. Tak samo jest z tym irracjonalnym przejmowaniem się, co pomyślą inni. Wielu osobom sie udaje przestać, więc dlaczego Tobie miałoby się nie udać.
                  • mela1 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 12:53
                    Co innego problemy, a co innego fobie. ale z jednym i drugim można nauczyć się sobie radzić. Unikanie jest jakąś formą radzenia, natomiast problemu nie rozwiązuje.
                    a nawet jeśli cię oceniają, to co? Nawet jeśli oceniają jako ostatnią łamagę. Ja oceniam paskudnie, surowo. Poszłam na ten pilates, siedzę, czekam na zajęcia i oceniam. Ładna, brzydka, gruba, chuda. I co z tego? Jak ćwicze, to nie mam na to czasu ani na tyle podzielnej uwagi, skupiam się na sobie. ale gdyby nawet któraś się gapiła i myślała sobie, że jestem fatalna, to cóż mi się od tego stanie?
                    Już dawno ktoś powiedział, że ludzie są tak skoncentrowani na zastanawianiu się, co inni myślą o nich, że nie mają czasu myśleć o innych :) Ja bym się na przykład wstydziła przy kimś znanym, z koleżanką bym nie chciała iść, bo bym się wstydziła oceny. Ale obce baby?
                    A rada nie brzmiała "nie martw się", tylko "zrób to, czego się boisz". I to nie jest rada zła. Jest taka metoda jak The Work Byron Katie. Najlepiej to zrobić z kimś, bo samemu może być trudno przełamać sposób myślenia. Zaczynasz od zastanowienia się czy to, co myślisz to na pewno prawda. Tak na 200%? a może to tylko twoje wyobrażenie? Nie możesz wiedzieć, co ludzie myślą, więc to tylko twoje wyobrażenie, a jak każde wyobrażenie może być fałszywe.
                  • turzyca Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 13:02
                    Że mam na nie spojrzeć i
                    > magicznym guzikiem wyłączyć? Nie w moim świecie.

                    Przezwyciezanie wlasnych ograniczen JEST trudne. I masz sporo racji mowiac, ze nie da sie ich przezwyciezyc z dnia na dzien.
                    Ale wrocmy do podstawowego problemu: potrzebujesz jakiegos rodzaju sportu, ktory sprawialby Ci przyjemnosc i ktory moglabys uprawiac z przyjemnoscia. Masz dwie opcje i sama musisz rozstrzygnac, ktora sprawi Ci wiecej trudnosci:
                    1) szukac rodzaju sportu, ktory da sie uprawiac w samotnosci,
                    2) pracowac nad przezwyciezeniem oporow wobec treningu przy innych.

                    Rozwiazanie numer jeden ma te zalete, ze nie musisz walczyc z glowa, ale te wade, ze zostaje Ci malo rodzajow sportu, wiec trudniej Ci trafic na cos, co sprawia przyjemnosc i zeby regularnie uprawiac sport bedziesz musiala siegnac do innych przymiotow jak np. samodyscyplina.
                    Rozwiazanie numer dwa jest trudniejsze, ale za to po przezwyciezeniu tej przeszkody bedziesz miala latwiej, bo bedziesz miala wiekszy wybor sportow.
                    Co Ci moze pomoc, to z jednej strony skorzystanie z akcji, ktore pomagaja kobietom uporac sie z tym dosc popularnym problemem, takich jak np. ta: www.thisgirlcan.co.uk/
                    Druga taktyka moze byc wybranie aktywnosci, ktora z zalozenia nie wyglada jak sport. Np. slack line. Albo hasya yoga. Albo jazda na rowerze jednokolowym. Albo puszczanie latawcow. ;)
                  • genepi Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 13:27
                    >"bo mnie Kasia z 1d uderzyła łopatką"
                    Dziecinne problemy wcale nie są takie małe. Przeskaluj sobie: co byś powiedziała gdyby sąsiadka z parteru uderzyła cię łopatą?

                    Opowiedziałam dzieciom o twoich obawach. Były niezmiernie zdziwione że można rezygnować z czegoś tak przyjemnego jak sport wyłącznie z lęku co obcy, nieznani ludzie mogą sobie o tobie ewentualnie pomyśleć. Czterolatek (typ problem solver) rzekł "niech ta pani założy do biegania okulary słoneczne i udaje że jest niewidzialna".

                    Ja mogę ci poradzić zainstalowanie endomondo i programu z planem treningowym (typu od zera do 5K) a w tle ulubiona muzyka. Masz na uszach słuchawki, skupiasz się na tym co mówi "trener", pilnujesz tempa, musisz je zmieniać bo na początku są interwały i nie będziesz miała mocy przerobowych w mózgu żeby myśleć o wrażeniu jakie robisz na mijanych przechodniach.
                    Po 2 tygodniach wsiąkniesz i może uznasz że bieganie to przyjemność.

                    • turzyca Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 16:10
                      Były niezmiernie zdziwione że można re
                      > zygnować z czegoś tak przyjemnego jak sport

                      O ile ktos lubi sport, ekhm, ekhm.

                      Masz na uszach słuchawki, skupiasz
                      > się na tym co mówi "trener", pilnujesz tempa, musisz je zmieniać bo na początku
                      > są interwały i nie będziesz miała mocy przerobowych w mózgu żeby myśleć o wraż
                      > eniu jakie robisz na mijanych przechodniach.

                      Albo wstyd paralizuje Cie tak bardzo, ze widzac pierwszego przechodnia na horyzoncie zwalniasz do nonszalanackiego spaceru. Albo w ogole nie wychodzisz z domu ze strachu, ze spotkasz ludzi.
                      Ja zaczynalam biegac wsrod pobliskich ogrodkow dzialkowych kierujac sie przede wszystkim mysla, ze na terenie podzielonym zywoplotami nie bedzie tak strasznie wiac. Zaczynalam gdy sezon na roboty nie byl jeszcze zaawansowany, a do tego biegalam w czasie jutrzenki, gdy na dzialkach i tak pustki. Bieganie w piekne sobotnie popoludnie, gdy na co drugiej dzialce ktos tylko szuka jakies rozrywki, zeby oderwac sie od dlubania w ziemi, zaczelo wchodzic w gre, gdy juz polknelam bakcyla i zaczelo mi zalezec na zaliczeniu poszczegolnych etapow.
                      A ja ogolnie mam bardzo niskie poczucie obciachu i np. bez problemu chodze na aerobiki i insze, nawet jak mam pelna swiadomosc, ze na pewno bede najgorsza w grupie. Po prostu zakladam, ze w kazdej grupie ktos musi byc najgorszy. A nawet jak nie bede najgorsza, to na pewno bede ta najbardziej czerwona na twarzy, bo z moim typem skory wystarczy, ze sie pochyle zasznurowac buty i juz wygladam, jak wiekszosc osob po godzinie cwiczen. Ale bycie sobotnia rozrywka dla znudzonych dzialkowiczow bylo znacznie trudniejszym wyzwaniem.
                  • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 18:34
                    neiti89 napisał(a):

                    > Ja to wszystko nawet wiem (oprócz fragmentu, że dorośli sobie powinni umieć wyt
                    > łumaczyć. Pff. Nie ma czegoś takiego jak "powinni", to, że osiągnęłam jakiś wie
                    > k nagle oznacza, że moje problemy przestały być ważne? Że mam na nie spojrzeć i
                    > magicznym guzikiem wyłączyć? Nie w moim świecie.

                    Problem polega na tym, że ja piszę o robieniu, a ty o myśleniu. Rozkminiasz, intelektualizujesz, szukasz argumentów dlaczego się nie da. A ja proponowałam ci coś takiego, co robią ludzie, którzy boją się latania, ale muszą latać. Po prostu wchodzą na pokład samolotu i walczą ze swoim strachem, bo nie mają innego wyjścia, gdy termin w Nowym Yorku jest jutro. Po kilku, kilkunastu takich lotach będzie łatwiej i to nie jest moja opinia, a powszechnie uznawana psychologiczna zasada, na której oparta jest nawet szeroko stosowana terapia konfrontacyjna. Ale przymusu nie ma, więc nie musisz latać, tylko nie skarż się, że nie zobaczysz nigdy Nowego Yorku. ;-)
          • onion68 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 26.03.15, 20:17
            > Nie chcę rekreacji, pójścia co 2 miesiące na spływ jakąś leniwą rze
            > czką, po to, by patrzeć na widoki. Szukam faktycznie sportu do regularnego upra
            > wiania, czegoś, co mnie zmęczy i jak najbardziej wpłynie na moje ciało. U mnie
            > jest albo na 100% albo wcale, zawsze jak się do czegoś podpale to daję z siebie
            > maksa.

            Przykro mi, ale widzę analogię do podatności niektórych osób na diety-cud. Jak to, jeść (powiedzmy) 1500 kcal i rozsądnie, ale latami? to nudne i na pewno nie zadziała. Jak już coś robić to na maksa!
            Skutki wiadome.
            • neiti89 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 16.04.15, 23:00
              onion68 napisała:
              > Przykro mi, ale widzę analogię do podatności niektórych osób na diety-cud. Jak
              > to, jeść (powiedzmy) 1500 kcal i rozsądnie, ale latami? to nudne i na pewno ni
              > e zadziała. Jak już coś robić to na maksa!
              > Skutki wiadome.

              Nieee, obcięcie racji żywnościowej o 1/4 to dużo, nie mam problemu uwierzyć, że to działa (i działa, widzę wyniki). Ale widzę też, że moi rodzice raz na ruski rok, czyli właśnie raz na te dwa miesiące, to sobie na rower pojadą, to na kijki pójdą. I co? Pożytku z tego nie ma innego jak to, że byli na świeżym powietrzu, na oponkę jednego ani drugiego nijak to nie pomaga. Taki zupełnie okazjonalny, rekreacyjny sport nie ma szans pomóc, naprawdę nie znam osoby, która by miała wysportowaną sylwetkę od przebiegnięcia 5km raz na 60 dni, choćby robiła to dekadę
              • pinupgirl_dg Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 05:53
                > Nieee, obcięcie racji żywnościowej o 1/4 to dużo, nie mam problemu uwierzyć,
                > że to działa (i działa, widzę wyniki). Ale widzę też, że moi rodzice raz na ruski
                > rok, czyli właśnie raz na te dwa miesiące, to sobie na rower pojadą, to na kijki
                > pójdą. I co? Pożytku z tego nie ma innego jak to, że byli na świeżym powietrzu,
                > na oponkę jednego ani drugiego nijak to nie pomaga. Taki zupełnie okazjonalny,
                > rekreacyjny sport nie ma szans pomóc, naprawdę nie znam osoby, która by
                > miała wysportowaną sylwetkę od przebiegnięcia 5km raz na 60 dni, choćby
                > robiła to dekadę

                No widzisz, gdybyś wychodziła częściej do ludzi ćwiczyć, to byś zobaczyła, że tak naprawdę mało kto uprawiający sport zdecydowanie częściej, niż raz na kwartał, wygląda od razu jak Natalia Gacka. Sorry, ale można biegać ultra i nosić brzuszek. Tak samo można mieć szczupłą sylwetkę jedynie wycierając kurze i ewentualnie pracując na działce. Kwestia diety, genów, oraz regularności, co wcale nie oznacza katorżniczych treningów.
                Jeśli chcesz efektów, to od zrywów typu siłownia 5x w tygodniu przeplatanych z kanapą też niewiele przyjdzie, to już lepiej iść na kijki raz na parę tygodni, przynajmniej mieć z tego jakąś przyjemność i oszczędzić sobie łez pod prysznicem.
              • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 09:56
                neiti89 napisał(a):

                Taki zupełnie okazjonal
                > ny, rekreacyjny sport nie ma szans pomóc, naprawdę nie znam osoby, która by mia
                > ła wysportowaną sylwetkę od przebiegnięcia 5km raz na 60 dni, choćby robiła to
                > dekadę

                Ale chyba zdajesz sobie sprawę, że by osiągnąć jakiś ambitny cel potrzeba do tego porządnego planu i uwzględnienia naszej aktualnej sytuacji? Jeżeli ty nie lubisz i do tej pory nie uprawiałaś regularnie sportu nie licz się z tym, że od razu dasz radę utrzymać sportowy reżim, przy okazji dostaniesz przy tym parę orgazmów i po kilku tygodniach będziesz miała figurę jak modelka fitness. W ogóle osiągnięcie figury modelki fitness nie ma nic wspólnego z przyjemnością, to ciężka, a nawet bardzo ciężka praca, gdzie niejednokrotnie zaciska się zęby i myśli o przyszłości. Piszę to jako osoba, która sport uprawiała całe życie i nieraz pozbywała się już cellulitu oraz początków oponki, by pierwsza nieuchronnie zawsze przychodząca faza lenistwa niweczyła całą pracę i trzeba było zaczynać od nowa. Ale mnie ta ciężka praca nie zraża, lekki dyskomfort na początku, parę zakwasów, zamyka się oczy i do przodu. Chociaż ostatnio sobie odpuszczam i stawiam wobec mojego ciała mniejsze wymagania- pewnie większe wyluzowanie kobiety prawie 50-letniej. ;-) Ty jesteś na samym początku i chciałabyś umieć to, co robią ludzie po latach treningu i doświadczeń z różnymi rodzajami sportu? Przecież sama wiesz, że to niemożliwe. Zrób sobie więc realistyczny plan, zacznij od pozbycia się wstydu, potem znajdź swój sport i uprawiaj go tylko dla przyjemności i rekreacji, a o pozbywaniu się oponek i rzeźbieniu figury pomyślisz za rok, czy dwa, gdy mobilizacja do wysiłku przyjdzie łatwiej. Nie od razu Rzym wybudowano, a ludzie kierujący się zasadą wszystko, albo nic, na końcu zwykle nie mają niczego.
          • anne_stesia Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 16.04.15, 13:14
            Jesli chcesz robic cos na 100% i w malej grupie ludzi to polecam Ci crossfit. Zaczelam chodzic i juz wiem, ze to wreszcie treningi, ktore mnie uszczesliwiaja. Do tego stopnia, ze wczoraj wracajac do domu musialam sie pilnowac zeby nie isc wyszczerzona :) Przygotowywalam sie do nich 6 tygodni chodzac na rozne zdrowe kregoslupy i pilatesy, zeby wzmocnic miesnie tulowia i nie zrobic sobie krzywdy. Na moich zajeciach jest 15 osob, wiec dosc kameralnie w porownaniu z fitnessem, gdzie grupy sa dwa razy bardziej liczne. Trening bardzo ogolnorozwojowy, silowy i wydolnosciowy. Cwiczenia sa nieskomplikowane, nie ma cwiczen oddechowych i filozofii ktore draznily mnie na jodze i pilatesie. Sa za to sztangi, kettle i trx, ktore daja mase frajdy. Wczoraj wracalam dumna jak paw, ze udalo mi sie zrobic przysiady z kettlem stojac na bosu, czyli takiej polowce pilki :) trening jest urozmaicony, bo za kazdym razem wyglada inaczej. Nie ma szans obserwowac innych, bo kazdy robi cos innego, a Ty pracujesz na maksimum swoich mozliwosci i zwyczajnie nie da sie skupic na niczym innym. Wczoraj bylam pewnie az fioletowa na twarzy, bo widzialam ze trener podchodzi z troska, ale to dobrze - znaczy ze cwiczysz solidnie. A miesnie sa piekne! Wymodelowane ramiona u kobiet zamiat oblych flaczkow to cos cudownego. Barow jak u faceta sie nie dorobisz mimochodem, nie masz co sie bac. Polecam bardzo taki rodzaj treningu, bo daje mase satysfakcji, nawet jesli poczatkowo satysfakcja plynie z tego, ze w ogole przetrwalas :D!
            • turzyca Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 16.04.15, 17:48
              > Do tego stopnia, ze wczoraj wracajac do domu musialam sie pilnowac zeby nie is
              > c wyszczerzona :)

              Glupie pytanie: dlaczego?
              • anne_stesia Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 16.04.15, 17:58
                Dlaczego tak sie czulam? Nie wiem, po prostu tryskalam radoscia. Ze ukonczylam trening, ze robilam cos, czego nie spodziewalam sie zrobic, ale tez byla to taka bezprzyczynowa radosc, z glebi duszy. ja mysle ze to jednak endorfiny, bo o zmeczeniu zapomnialam natychmiast po przebraniu sie i wyjsciu z klubu.
                • turzyca Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 16.04.15, 18:01
                  Nie, bardziej mnie ciekawi, dlaczego pilnowalas sie, zeby nie isc wyszczerzona do ludzi, wyszczerz po fajnym treningu to akurat raczej oczywisty zwiazek przyczynowo-skutkowy.
                  • anne_stesia Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 16.04.15, 18:05
                    Bo czlowiek idacy po ulicy wyszczerzony (a nie tylko usmiechniety) to dosc osobliwe zjawisko, a ja osobliwym zjawiskiem byc nie chce. Dlugo sie z reszta nie hamowalam, bo mam klub prawie po drugiej stronie ulicy, od domu jakies 500m.
                    • turzyca Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 09:02
                      No toz zapowiadalam, ze pytanie bedzie glupie. Nie odbieralam tego do tej pory w kategorii osobliwego zjawiska, a moje doswiadczenia mowia, ze jak sie idzie na takim totalnym wyszczerzu, bo czlowiekowi w srodku sie zarowka zapalila, to ludzie reaguja pozytywnie. Chyba im neurony lustrzane dzialaja. ;)
                      Swoja droga one dzialaja nawet u pani Halinki, wiec dosc manipulatorsko planowalam poranny trening biegowy przed zalatwianiem spraw urzedowych, paniom Halinkom udzielal sie ten wewnetrzny optymistyczny spokoj i nagle okazywalo sie, ze faktycznie da sie sprawe zalatwic.
                      • kasica_k Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 09:45
                        turzyca napisała:

                        > No toz zapowiadalam, ze pytanie bedzie glupie. Nie odbieralam tego do tej pory
                        > w kategorii osobliwego zjawiska, a moje doswiadczenia mowia, ze jak sie idzie n
                        > a takim totalnym wyszczerzu, bo czlowiekowi w srodku sie zarowka zapalila, to l
                        > udzie reaguja pozytywnie. Chyba im neurony lustrzane dzialaja. ;)

                        No właśnie przecieram oczy ze zdumienia, że ktoś może mieć problem z tym, że jest uśmiechnięty. Jakoś mi się te dwa pojęcia, uśmiech i problem, nie chcą zmieścić w jednym zdaniu :) Ale miałam niedawno obserwację w związku z owymi neuronami, otóż są ludzie, którzy nie odpowiadają uśmiechem na uśmiech. U mnie to się wydaje odruchowe i jak sama się uśmiecham, to oczekuję, że druga strona też (zwłaszcza w towarzysko-luźnej sytuacji). I jak nie, to zaczynam się czuć głupio...
                        • turzyca Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 09:54
                          Ale miałam niedawno obserwację w związku z owymi neurona
                          > mi, otóż są ludzie, którzy nie odpowiadają uśmiechem na uśmiech. U mnie to się
                          > wydaje odruchowe i jak sama się uśmiecham, to oczekuję, że druga strona też (zw
                          > łaszcza w towarzysko-luźnej sytuacji). I jak nie, to zaczynam się czuć głupio...

                          Powiadom MIB o prawdopodobnej inwazji. ;)




                          A tak zupelnie serio - sa schorzenia, w ktorych dzialanie neuronow lustrzanych moze byc zaburzone, miedzy innymi autyzm i depresja.
      • slotna Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 23:19
        Mam metrowy warkocz i to gruby, kupilam najwiekszy czepek w zwyklym sklepiku przy basenie i jest git. Fakt, ze nie przeszkadzaja mi wilgotne wlosy, zakladam kaptur i smigam do domu, pewnie jak ktos ma jakies chore zatoki czy cos to moze byc problem. Zapach chloru sie utrzymuje na mnie dlugo, ale otoczenie nie wyczuwa, a mnie samej nie przeszkadza.
      • brykanty Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 14:02
        Jestem z natury leniwa, nie lubię hałasu, kompletnie nie mam poczucia rytmu i problemy z zachowaniem równowagi - więc uważam, że joga to jest bardzo dobry rodzaj wysiłku. Dla mnie żadne aerobiki, siłownie, zumby się nie nadają. Wbrew pozorom, na jodze można się konkretnie zmęczyć, zwłaszcza jak ktoś lubi asztangę. Ale i na normalnych zajęciach w stylu Iyengara intensywność bywa duża.

        Nie mam czasu wgapiać się w innych, bo jest tyle szczegółów, o które trzeba zadbać (w głupim psie w głową do dołu przecież podciągnąć te rzepki, skręcić uda do wewnątrz, podnieść łuk stopy, wykręcić ramiona na zewnątrz, jeszcze odpowiednio ułożyć palce dłoni, wyciągnąć pośladki itd. i pilnować - jak już wszystko ustawisz, to za chwilę musisz poprawiać, bo "samo się" luzuje).

        Oczywiście na sali zawsze znajdzie się ktoś, kto daną asanę może zrobić lepiej, ale mówię sobie, że ja inną zrobię lepiej od niego, a poza tym nie ma co się ścigać, bo każdy robi tyle, ile w danej chwili może, staram się tylko powoli osiągać coraz więcej. Na przykład starać się jak najlepiej robić te paskudne asany równoważne. I co z tego, że czasem się wywalam nawet przy trójkącie - następnym razem będzie lepiej.

        Ale najważniejsze jest dla mnie w tym wszystkim to, co czuję po zajęciach - nie tylko zmęczenie, ale jakąś przyjemną jasność w głowie po relaksie. Dotlenienie i zadowolenie, że znowu się zmusiłam do pójścia i było fajnie. Nie wiem, czy to endorfiny, ale czuję, że warto to dla siebie robić.
        • avis_del Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 21:31
          Ja też bardzo lubię jogę, wcześniej nie mogłam znaleźć nic dla siebie, zdecydowanie nie lubię sportów "społecznych", wolę sama albo z partnerem. Biegania ani roweru zbytnio nie lubię, a joga okazała się strzałem w dziesiątkę. Od rodziny dostałam w prezencie matę i odpalam sobie filmik w domu. Nie daję rady zrobić całego, tak jestem zmęczona, ale widzę poprawę, mam mocniejsze mięśnie, rozciągnęłam się. Mam taki cel, żeby umieć na spokojnie wytrwać cały filmik do końca. I pewnie mi to trochę zajmie :)
          • brykanty Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 23.03.15, 14:34
            A filmik z jakiegoś DVD czy gdzieś z Youtube?
            • avis_del Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 12:25
              zaczynałam z tym, Denise Austin jest troche zabawna w mówieniu "You're doing great!!"
              www.youtube.com/watch?v=y1GmobPcJyc
              a ten o którym mówię to ashtanga yoga for begginers with Nicki Doane
              znalazłam, jest na youtube
              www.youtube.com/watch?v=OibW-trrMNo
              z tym że przewijam "Om" i zaczynam od 6. minuty
    • anulla1974 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 13:27
      Grafika genialna :)
      Też nie odczuwam endorfin - przy większości aktywności fizycznych - biegania nie polubiłam, nudzi mnie i męczy, dobrze się czuję po pilatesie i strechingu - ale nie znaczy, że to lubię i tryskam entuzjazmem na myśl o ćwiczeniach. Jedynym wyjątkiem jest bieganie na nartach. To mi sprawia przyjemność, podobnie jak chodzenie po górach.
    • magdalaena1977 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 14:54
      Jeszcze niedawno też napisałabym coś takiego - tzn. że każdy sport jest obrzydliwy i że żadnych endorfin nie ma.

      Rok temu zaczęłam chodzić na siłownię, od września ćwiczę raz w tygodniu z trenerem personalnym. Na początku po ćwiczeniach byłam tak zmęczona, że nie byłam w stanie od razu wrócić samochodem do domu. Ćwiczenia były obrzydliwe, a trenerka cały czas zrzędziła, że ćwiczę za mało.
      Ale muszę napisać, że z czasem naprawdę zaczęło robić się mniej okropnie. Trochę zwiększyła mi się wydolność, być może pod zwałami tłuszczu mam jednak jakieś malutkie mięśnie ;-) Zmieniłam trenera - na takiego, który dostosowuje ćwiczenia do moich możliwości, poprawia mnie, czy dobrze ćwiczę, wyznacza obciążenia itp.
      W ogóle ćwiczeń aerobowych nadal nie lubię, na bieżni czy rowerku zwykle włączam sobie audiobooka i staram się nie myśleć o ćwiczeniach. Ale ćwiczenia siłowe są ok. - podnoszenie hantelków ma swój urok, ale najlepsze są maszyny z obciążeniem: napinam mięśnie i 25 kg idzie do góry :-) A w następnym tygodniu mogę podnieść 30 kg :-) Niesamowite jest też to, jak inne ciężary mogę podnosić różnymi mięśniami.
      W ogóle najprzyjemniejszy zawsze był moment prysznica po ćwiczeniach - oto zrobiłam swoje i teraz mam spokój na cały tydzień. A teraz doszło jeszcze takie specyficzne przyjemne uczucie w mięśniach, trochę jak wtedy, kiedy zdejmuję za małe buty i ufff
      Nadal wolę robić inne rzeczy niż ćwiczyć (np. pracować umysłowo) a potem jestem porządnie zmęczona. Dlatego na siłownię chodzę tylko w niedzielę.
      • kaga9 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 18:46
        > W ogóle najprzyjemniejszy zawsze był moment prysznica po ćwiczeniach - oto zrob
        > iłam swoje i teraz mam spokój na cały tydzień.


        No właśnie:( Nie: ale mi fajnie, poćwiczyłam, lubię to, tylko: mam spokój do następnego razu. To jest okropne, też tak mam.
    • slotna Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 19:44
      Chyba jedyne cwiczenia, ktore faktycznie wykonuje regularnie (z przerwami, za to od lat), a ktore nie sprawiaja mi przyjemnosci to callanetics z domieszkami. Nudne, meczace, ale bardzo dobrze dziala. Potem faktycznie mam calkiem przyjemne uczucie, zwlaszcza jesli cwiczylam intensywnie. Nie zabieram sie jednak do samych cwiczen z zachwytem i nadzieja na to uczucie (stad te przerwy :P). Poza tym uprawiam tylko sport, ktory sam w sobie sprawia mi przyjemnosc, po mam raczej zal, ze sie skonczylo ;)
    • onion68 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 19:58
      Tak, ja odczuwam. Biegam swoim tempem, bez planu treningowego, bez żadnych celów szybkościowo-wydolnościowych. Nie słucham w trakcie muzyki, tylko ptaków, szumu liści i swoich myśli :)
      Endorfiny poznaję po tym, że w trakcie myśli mi się układają, sprawy porządkują, potem przychodzi euforia i różne plany (z których jakiś tam procent wychodzi).
      Niestety, spadek przychodzi rychło, jakąś godzinę po bieganiu i jest równie silnie odczuwalny.
      Myślę, że clue tkwi w takiej formie ruchu, która nam odpowiada i zrównoważonym jej sposobie.
      Ja biegam na ogół tylko raz w tygodniu, czasami jak jeszcze wypadnie jakieś święto, ponieważ dobrą formę mam tylko rano, a czas rano tylko w niedzielę. Co jakiś czas wydłużam dystans. W nosie mam opinie, które można gdzieniegdzie przeczytać, że raz w tygodniu to żadna aktywność fizyczna, a bez startu w zawodach żadne bieganie ;) Wiem i widzę, że to nieprawda.
      Biegam tak już chyba 9 lat, zaczynałam od straszliwie wysilonych dwudziestu minut (na szczęście nie znałam wtedy żadnych artykułów ani podręczników na ten temat), teraz jest to półtorej godziny, potem rozciąganie i trochę ćwiczeń siłowych. W pozostałe dni przemieszczam się na ogół piechotą lub na rowerze.
      Współczuję doświadczenia z siłownią. Albo była to nieodpowiednia forma dla ciebie, albo zbyt wiele zbyt szybko (to raczej na pewno).
      • magdalaena1977 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 20:08
        onion68 napisała:

        > Ja biegam na ogół tylko raz w tygodniu, czasami jak jeszcze wypadnie jakieś świ
        > ęto, ponieważ dobrą formę mam tylko rano, a czas rano tylko w niedzielę. Co jak
        > iś czas wydłużam dystans. W nosie mam opinie, które można gdzieniegdzie przeczy
        > tać, że raz w tygodniu to żadna aktywność fizyczna, a bez startu w zawodach żad
        > ne bieganie ;) Wiem i widzę, że to nieprawda.

        Zgadzam się - moim cele są długofalowe - chcę mieć zdrowszy układ krążenia, większą wydolność - słowem zamierzam być zdrowszą staruszką ;-)
        I uważam, że jeśli teraz mam czas i siłę na siłownię raz w tygodniu, to lepiej ćwiczyć tyle niż czekać aż przejdę na emeryturę ;-)
      • pinupgirl_dg Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 19.03.15, 21:43
        > Ja biegam na ogół tylko raz w tygodniu, czasami jak jeszcze wypadnie jakieś
        > święto, ponieważ dobrą formę mam tylko rano, a czas rano tylko w niedzielę.
        > Co jakiś czas wydłużam dystans. W nosie mam opinie, które można
        > gdzieniegdzie przeczytać, że raz w tygodniu to żadna aktywność fizyczna, a bez
        > startu w zawodach żadne bieganie ;)

        Łojeju, ile mi czasu zajęło dojście do takiego wniosku!
        Nigdy nie miałam problemu z endorfinami, czy co to tam działa, wręcz przeciwnie, sport był dla mnie czymś w rodzaju uzależnienia. Za to, żeby nie było tak pięknie, w okresach gdy nie miałam czasu na co najmniej 5 godzinnych ostrych treningów tygodniowo, nie ruszałam się z kanapy wcale, bo przecież to nie ma seeeeeensuuuuu.

        Teraz też mam bardziej pragmatyczne podejście, może mniej endorfin, ale to nie znaczy, że nie jest przyjemnie, poza tym kiedy robi się niemiło, to dla mnie znak, żeby przestać.
    • miss-alchemist Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 22.03.15, 13:38
      Dla mnie najbardziej euforyczne są góry.

      Jak się tak wczołguję pod tę górkę, sapiąc jak lokomotywa i klnąc na czym świat stoi, to euforii żadnej nie ma ;). Ale potem, jak już jestem na tym szczycie, zimno jak cholera, wieje i chmury, to i tak odczuwam radość nieporównywalną z niczym innym, bo zaraz będzie w dół. O tak, to piękne uczucie, mam zresztą w sobie coś z masochisty, bo jednak co roku w te góry się pcham.

      Tak samo zresztą było w tym roku na biegówkach, też człapałam pod tę nieszczęsną górę, przełykając łzy i świszcząc (akurat zapalenie oskrzeli miałam, ale urlop to urlop, trzeba było jechać). Znalazłam w sobie pokłady nienawiści wobec mojego chłopaka, który pod tę górkę śmigał jak kozica mimo ponad 100 kg wagi (wcale nie złożonej z samych mięśni). Ale jak już tam się wdrapałam i pomyślałam, że teraz będę zjeżdżać... Było super, najlepszy zjazd w moim życiu, nawet jeśli na sam koniec wjechałam w metrową zaspę, z której się wygrzebać nie mogłam :P

      Kocham też mój piękny rowerek, też bardzo lubię jeździć pod górkę i potem z niej zjeżdżać ;). Przy okazji rower to świetny środek transportu, taniej niż tramwaj, szybko i wygodnie. Jeździmy też rowerem na strzelanie, swoją drogą też fajny sport.

      Generalnie w moim przypadku najwięcej radości daje po prostu osiągnięcie jakiegoś celu i raczej takich sportów szukam albo sobie te cele wyznaczam, chociaż nie jestem typem szczególnie usportowionym. BTW, jestem informatykiem, w moim miejscu pracy chyba jestem największym, najmniej usportowionym leniwcem, wszyscy inny coś robią, tylko ja gnuśnieję :P Także stereotyp jest mocno krzywdzący.

      A, i nigdy nie porównuję się do innych. Wiem, że nigdy nie nauczę się grać w siatkówkę, nie będę pływać jak delfin, ale w sumie mi to nie przeszkadza, przecież mogę mieć poprzeczkę zupełnie gdzie indziej ;)
    • turzyca Teraz juz tak. Nauczylam sie. 24.03.15, 14:52
      Mnie moja matka przez cale zycie trula o przyjemnym zmeczeniu po sporcie. Ktorego ja jako zywo nie odczuwalam, po sporcie bylam zmeczona bez przyjemnosci. Przyjemnosc wiazalam z dodatkowymi aspektami sportu, np. radocha ze sniegu przy narciarstwie, obcowanie z natura na biegowkach, no i wszystkie sporty wodne, wiec z takiego basenu wylazilam zawsze bardzo szczesliwa. Ale juz wlazac do niego bylam szczesliwa, bo basen to jak wanna tylko xxxxxl, cale mnostwo wody do uszczesliwiania Turzycy.

      Po czym zaczelam biegac. Czego nigdy nie cierpialam, ale takie sobie wyzwanie postawilam, ze skoro umiem przeplynac kilometr to musze tez umiec przebiec tenze kilometr. I podczas samego biegania bylo strasznie, serce wyrywalo mi sie z klaty, pot zalewal oczy, tchu brakowalo, klelam w zywy kamien przez wieksza czesc treningu. Po czym juz podczas "odgrzewki" jakos tak mi bylo blogo. Na poczatku wydawalo mi sie, ze ta blogosc wiaze sie z ulga, ze juz nie musze biegac. :P Ale w miare poprawiania sie kondycji blogosc nie zanikala, wrecz przeciwnie narastala i czesto utrzymywala sie do konca dnia, oczywiscie zanikajac sobie powolutku. I to jest taki rodzaj blogosci, ktory np. swietnie robi na trzesawke ze zdenerwowania. W koncu do mnie dotarlo, ze to sa te oslawione endorfiny. I teraz jak juz wiem, jak sie je odczuwa, to umiem tez stwierdzic, ze odczuwam je po treningu plywackim.




      PS Istnieja specjalne czepki dla dlugowlosych. Godne polecenia.
    • mela1 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 12:49
      Jak to dobrze, że nie tylko ja. Nie umiem pływać, jeździć na rowerze, na łyżwach, rolkach, na nartach kiedyś jak miałam 14 lat. Zero kondycji. Próbowałam siłowni na studiach, pilatesu, strechingu, rowerka stacjonarnego i bieżni (marsz tylko) - nawet się na jakiś czas wkręcałam, ale przed cierpiałam, że muszę iść, w trakcie patrzyłam tylko na zegarek, po byłam mokra, zmęczona i zła. Próbowałam też salsy i to kończyło się atakami płaczu, bo nie umiem, nie ogarniam. Lubię być najlepsza, źle znoszę porażki, a nie mam kondycji, koordynacji. itp. Zwolnienie od wf od zawsze, bo to była trauma - nienawidziłam i nic nie umiałam zrobić. Ojciec zarażał mnie czym tylko mógł, bo on usportowiony. Może przez jego trudny charakter i wymaganie, żeby mi od razu wychodziło połączone z moją małą sprawnością, zraziłam się do wsyztskiego.
      Teraz pod pracą mam siłownię, zajęcia, kartę multisport i już 3 tygodnie planuję, że pójdę. Mój cel to byłoby wyłącznie schudnięcie i pozbycie się bólów kręgosłupa. Ale nie umiem sobie nawet wyobrazić, że robię coś dłużej. Wszyscy doradzają, żeby znaleźć coś dla siebie, co się lubi, ale ja niczego nie lubię. A nawet jak coś mi nie przeszkadza, to nie mam cierpliwości, zeby to robić dłuższy cza i psuje mi to dzień, bo myślę, że już czas, odkładam, mogę leżeć i myśleć godzinę, że czeka jakaś Chodakowska i z niechęci wpaść w letarg. I przy wysiłku, zmianie cisnienia boli mnie głowa, co dla migrenowca fatalne.
      • magdalaena1977 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 19:34
        mela1 napisała:

        > Wszyscy doradzają, żeby znaleźć coś dla siebie, co się lubi, ale ja niczego nie lubię.

        Mnie też wkurza takie przekonywanie na siłę. Tym bardziej, że nadal nie rozumiem, jak można lubić jakiś sport, odczuwać endorfiny, ale mimo braku obiektywnych przeszkód, go nie uprawiać.

        No ale niestety, sport jest konieczny dla zdrowia - jak mycie zębów czy cytologia.
        I jeśli ktoś nie lubi żadnej dyscypliny, to ja polecam wybrać formę ruchu, która jest najmniej obrzydliwa.

        > A nawe
        > t jak coś mi nie przeszkadza, to nie mam cierpliwości, zeby to robić dłuższy cz
        > a i psuje mi to dzień, bo myślę, że już czas, odkładam, mogę leżeć i myśleć god
        > zinę, że czeka jakaś Chodakowska i z niechęci wpaść w letarg.

        A jakbyś się zapisała na stałe zajęcia?
        • slotna Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 19:56
          > Mnie też wkurza takie przekonywanie na siłę. Tym bardziej, że nadal nie rozumie
          > m, jak można lubić jakiś sport, odczuwać endorfiny, ale mimo braku obiektywnych
          > przeszkód, go nie uprawiać.

          Bo sie nie chce i tyle, to zawsze jest wysilek, trzeba najpierw sie ubrac, cos zaplanowac itd. Ewentualnie, przy drozszych sportach zrezygnowac z czegos, zeby kupic sprzet czy oplacic zajecia.
          • magdalaena1977 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 20:11
            slotna napisała:

            > Bo sie nie chce i tyle, to zawsze jest wysilek, trzeba najpierw sie ubrac, cos
            > zaplanowac itd. Ewentualnie, przy drozszych sportach zrezygnowac z czegos, zeby
            > kupic sprzet czy oplacic zajecia.

            Jeśli ja coś lubię, to ten wstępny wysiłek staje się niezauważalny, planowanie - przyjemne, a wydatki skaczą na samą górę listy potrzeb.
            I dlatego automatycznie zakładam, że jeśli kogoś te przygotowania zniechęcają, to widać wcale tej aktywności nie lubi. Pewnie tak nie jest, ale strasznie mi trudno wyobrażać sobie tak odmienny sposób myślenia.
            • slotna Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 20:56
              Po prostu niektore lubiane rzeczy mozna miec zerowym wysilkiem - np. ogladac film siedzac na kanapie, jedzac smakowite kaski. A niektore wiekszym - przebrac sie, wziac rolki, pojechac komunikacja tam, gdzie mozna jezdzic. A potem wrocic, spociwszy sie uprzednio. I jeszcze trzeba miec te rolki ;)
              • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 22:25
                slotna napisała:

                > Po prostu niektore lubiane rzeczy mozna miec zerowym wysilkiem - np. ogladac fi
                > lm siedzac na kanapie, jedzac smakowite kaski

                A znasz słynny psychologiczny eksperyment z dziećmi o odkładaniu przyjemności? Te dzieciaki, które były w stanie zrezygnować dziś z jednego ciastka, by następnego dnia dostać dwa, po latach mogły pochwalić się większymi życiowymi sukcesami od dzieci, które brały jedno ciastko natychmiast. Nauka przekładania przyjemności może się więc przydać, a wysiłek fizyczny zamiast kanapy, to dla mnie to odłożone ciastko. Trochę trzeba się zmusić, kontrolować i znieść odrobinę nieprzyjemnych reakcji ciała, ale potem masz za to lepsze zdrowie, zgrabniejszą sylwetkę, lepszy sen, niższy poziom hormonów stresu, a przy odrobinie szczęścia pokażą się w końcu też te endorfiny. No i po sporcie możesz się walnąć się przed tv i zjeść te smaczne kąski bez wyrzutów sumienia. I jeszcze możesz się poklepać po plecach jak jesteś świetna i konsekwentna. Same zalety. Ale niektórzy wolą koncentrować się na negatywnych stronach życia i dlatego płaczą pod prysznicem. ;-)
                • slotna Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 23:12
                  Eee, bardzo ci dziekuje za te wspaniala diagnoze, ale tak jakby nie pisalam o sobie, tylko tlumaczylam Magdalaenie dlaczego ludziom moze sie nie chciec, mimo ze dana aktywnosc lubia, w zwiazku z czym wcale nie musza znosic nieprzyjemnosci i sie kontrolowac. Rozumiem, ze ci przykro, ze pilates ci nie sprawia radosci, ale nie projektuj tego na cala populacje, prosze.
                  • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 23:40
                    slotna napisała:

                    slotna napisała:

                    > Eee, bardzo ci dziekuje za te wspaniala diagnoze, ale tak jakby nie pisalam o s
                    > obie,

                    Nie bardzo wiem po co komu banalności, że czasem się czegoś nie chce. Ja lubię seks, ale czasem mi się też nie chce. Trzeba coś takiego tłumaczyć? I też nie pisałam o sobie, tylko o ogólnych strategiach na (sportowy sukces). Pisałam poza tym gdzieś, że Pilates nie sprawia mi przyjemności? Możliwe, bo Pilates to nie jest faktycznie przyjemność, ale akurat nie muszę go uprawiać, bo pływam, podnoszę na siłowni ciężary i ćwiczę jogę. Do tego dużo chodzę na świeżym powietrzu, w domu mam jeszcze ergometr, skakankę i hula hop gdyby mi się nudziło i zawsze mogę pojechać pochodzić po Alpach. Acha, do tańca orientalnego też mogę wrócić, bo mam szafę pełną ładnych kostiumów i szkoda by się kurzyły. A mój facet, to ostatnio przebąkiwał, że na kurs tanga, to on oby jednak poszedł. To wszystko robię z przyjemnością i zdaję sobie do tego sprawę, że większość ludzi nawet w połowie tyle się nie rusza. Niczego więc na innych nie projektuję.
                    • slotna Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 26.03.15, 19:08
                      Magdalaena sie dziwila jak to mozliwe, ze ktos moze lubic dany sport, ale nie chce mu sie go uprawiac, wiec wytlumaczylam. Nie bardzo wiem po co komu banalnosci, ze sport uprawiac trzeba, nawet jesli to nieprzyjemne.
        • pierwszalitera Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 20:25
          magdalaena1977 napisała:

          > No ale niestety, sport jest konieczny dla zdrowia - jak mycie zębów czy cytolog
          > ia.


          Sport zaczyna lubić się z czasem, a najpierw trzeba zacząć i niestety, jak napisałaś, ale właśnie przymusić. Pragmatyczne podejście jest tu chyba najlepsze. Oczekiwanie fajerwerków, to zła strategia. Niekiedy trzeba po prostu wyłączyć emocje, zamknąć oczy i myśleć o Anglii. ;-)
          • pinupgirl_dg Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 22:52
            > Sport zaczyna lubić się z czasem, a najpierw trzeba zacząć i niestety, jak napi
            > sałaś, ale właśnie przymusić. Pragmatyczne podejście jest tu chyba najlepsze. O
            > czekiwanie fajerwerków, to zła strategia. Niekiedy trzeba po prostu wyłączyć em
            > ocje, zamknąć oczy i myśleć o Anglii. ;-)

            Bo IMHO trzeba rozgraniczyć sport od rekreacji. Jakoś nie wierzę, że Ci wszyscy spacerowicze, rodziny na rolkach i dzieciaki taplające się w jeziorze w moim mieście, robią to z myślą o ojczyźnie ;).
            To, co teraz napiszę, może być odebrane jako herezja, ale ja uważam, że rekreacja w zupełności wystarczy dla zdrowia i urody.

            Inaczej ma się rzecz, gdy dążymy do jakichś konkretnych efektów, z konkretnym planem. Wtedy czasem trzeba zacisnąć zęby.
            Zgadzam się, że nie każdy ma warunki do uprawiania sportu na poziomie na wpół zawodowym. Mam wrażenie, że fit blogi i cała ta moda trochę fałszuje obraz, ludzie oczekują, że wstaną z kanapy po latach i pobiegną maraton w asyście tajemniczych endorfin. I czasami nieświadomie robią wszystko, żeby sobie wszelką aktywność obrzydzić.

            Moje prywatne zdanie jest takie, że zdrowiej zacząć od rekreacji właśnie. Jeśli ktoś nie potrafi regularnie raz w tygodniu się poruszać, to nie ma się co łudzić, że plan zakładający 3-4 treningi tygodniowo będzie łatwiejszy w realizacji.

            U mnie z endorfinami nigdy nie było problemu, ale zawsze byłam bardzo aktywna. I nie zmienia to faktu, że gdy wiązałam buty biegowe, to robiło mi się niedobrze ze stresu. Co kto lubi, nie mam złudzeń, że nie każdy ma takie masochistyczne skłonności.
            • mela1 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 13.04.15, 14:23
              A jak rekreacji tez nie mogę pojąć? Po jaką cholerę na tych rolkach jeździć albo na rowerze, jak można tylko poleżeć na trawie. Nigdy tego nie robiłam. Zastanawiam się tylko czy ja sama z siebie taka jestem, czy zniechęcił mnie ojciec, który chciał we mnie zaszczepic kazdy sport. Nie za bardzo tę naukę pamietam, oprócz tego, że mi nie wychodziło. A ja nie umiem się pogodzić z tym, że mi coś nie wychodzi. Czy on mi to wtłoczył krytyką, czy taki miałam charakter - nie pamiętam. Ostatnią rzeczą, przy której się ścieliśmy, była jazda samochodem. Marzyłam o tym od zawsze, poleciałam na kurs jak tylko mogłam i okazało się, że mi nie wychodzi. Jak w końcu zdałam, to tata powiedział, że mogę jeździć tylko z nim. Kilka warknięc, że coś robię nie tak i trzasnęłam drzwiami. Prawo jazdy mam 17 lat, jeździć nie umiem.
              Wczoraj usłyszałam od kręgarza, że utyłam i dziś wzięłam ciuchy na pilates. Zastanawiam się, czy dojdę. I zapisałam się na jazdę doszkalającą. Tylko dziś cały dzień myślę tylko o tym, że muszę iść na ten pilates, nie lubię nowych miejsc, ludzi, stresuje się. Chciałabym wiedzieć, jak się przemóc i robić to z poczuciem, że się anuczę, będzie fajnie, a nie czuć się na granicy histerii, kiedy się to zbliża i nie chcieć rzucić tego w diabły (ćwiczenia i samochód wrzucam do jednego wora). Może dziś pójdę, może pojeżdżę trochę z instruktorem, ale ja podświadomie wiem, że za jakiś czas to rzucę. A z takim podejściem to nie może się udać. Tylko skąd wziąć inne?
              • magdalaena1977 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 13.04.15, 16:05
                mela1 napisała:

                > Jak w końcu zdałam, to tata powiedział, że mogę jeździć tylko
                > z nim. Kilka warknięc, że coś robię nie tak i trzasnęłam drzwiami.
                > Prawo jazdy mam 17 lat, jeździć nie umiem.

                Jeśli coś jest fajne samo w sobie, to mnie nie musi super wychodzić.
                Też przeszłam ciężkie chwile związane z jeżdżeniem samochodem z tatusiem, ale potem już było tylko z górki - tzn. sama jazda nie była taka trudna, jak mi ktoś nie zrzędził cały czas.
                Na Twoim miejscu po prostu kupiłabym samochód i zaczęła jeździć. Po co Ci jazdy doszkalające?
                Teoria prowadzenia samochodu jest prosta - tu gaz, tu sprzęgło - można się nauczyć w jedno popołudnie na pustym parkingu. A potem trzeba po prostu jeździć.
                • yaga7 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 13.04.15, 16:14
                  > Na Twoim miejscu po prostu kupiłabym samochód i zaczęła jeździć. Po co Ci jazdy
                  > doszkalające?
                  > Teoria prowadzenia samochodu jest prosta - tu gaz, tu sprzęgło - można się nauc
                  > zyć w jedno popołudnie na pustym parkingu. A potem trzeba po prostu jeździć.

                  Ja akurat jestem zdania, że są przypadki, w których jazdy doszkalające jak najbardziej są potrzebne. Sama też nie prowadziłam przez kilkanaście lat po zdaniu prawka i zanim wsiadłam do własnego auta, jeździłam trochę z instruktorem i bardzo mi to pomogło.
                  W czasie takich jazd człowiek też przypomina sobie przepisy, kodeks drogowy itp., przecież to bardzo wazne sprawy, a od czasu zdania egzaminu kilkanaście lat temu trochę jednak się zmieniło na drogach.
                  • magdalaena1977 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 13.04.15, 16:35
                    yaga7 napisała:

                    > W czasie takich jazd człowiek też przypomina sobie przepisy, kodeks drogowy itp
                    > ., przecież to bardzo wazne sprawy, a od czasu zdania egzaminu kilkanaście lat
                    > temu trochę jednak się zmieniło na drogach.

                    A to faktycznie może się przydać.
                  • mela1 Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 13.04.15, 18:41
                    Samochód jest, nawet z automatyczną skrzynią biegów. Przepisy przeczytałam, x testów (nowych) na prawo jazdy zrobiłam - zdaję. Ale sama się nie odważę pojechać, bo tak naprawdę nigdy nie umiałam.
              • turzyca Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 16.04.15, 17:31
                > A jak rekreacji tez nie mogę pojąć? Po jaką cholerę na tych rolkach jeździć alb
                > o na rowerze, jak można tylko poleżeć na trawie.

                Ja to nazywam wartoscia dodana sportu. Kazdy sport ma inna i nie da sie ich odtworzyc w inny sposob. Ale jak sie trafi na pasujaca do naszych potrzeb, to czlowiek bedzie gotow spocic sie i zmachac potwornie tylko po to, zeby poczuc to uczucie.
                W bardzo zaawansowanej skali sformulowal to kiedys moj chlop, ktory wrocil z letniego budowania formy przed sezonem, jak zawsze po takim treningu wycienczony, pelny obrzydzenia, bo trening z dala od cywilizacji i musial w przepoconych ciuchach, z piachem wszedzie, wracac samochodem, i ogolnie ciezko zirytowany, bo on w sumie nie cierpi biegac, a juz szczegolnie nie po piachu. Wrocil i sie wsciekal, trzeci czy czwarty raz w tygodniu, bo przed sezonem trenerzy mocno cisna, wiec oczywiscie za ktoryms razem musialam sie spytac, po co on to w takim razie w ogole robi. I odpowiedzial cos w stylu, ze nic, ale to zupelnie nic innego nie daje mu takich emocji, jak te, gdy udaje sie zdobyc bramke, ze to poczucie wspolnoty, gdy buduja sytuacje bramkowa, a potem ja przeprowadzaja, euforia, gdy pilka wpada do siatki, to jest cos zupelnie wyjatkowego. I to jest tak fantastyczne, ze caly ten obrzydliwy wysilek jest tego wart.
                To bylo dosc skomplikowane przelozenie, bo trzeba w lipcu myslec o tym, co bedzie w pazdzierniku, ale w sumie trafil w punkt - sa emocje, ktorych nie da sie uzyskac inaczej. Jakie to beda emocje zalezy od czlowieka, od jego wewnetrznych potrzeb. Sa ludzie, ktorzy beda szukali predkosci, adrenaliny, sa tacy, ktorzy potrzebuja powtarzalnosci i skupienia, ale w sumie pod sportem/rekreacja kryje sie tyle mozliwosci, ze praktycznie kazdy znajdzie cos, co mu da to cos, co go kreci.
                Ja na przyklad uwielbiam puszczac latawce i przeszlam dosc naturalnie od zwyklych malych do duzych, ktorych sterowanie wymaga sporo sily. I puszczanie takiego latawca to odpowiednik cwiczen ze srednim obciazeniem na silowni. Ale godzina cwiczen na silowni, to konkretna praca, a godzina puszczania to mija w ogole niezauwazenie, czlowiek patrzy w niebo, stara sie utrzymac skrzydlo w powietrzu, zrobic jakies tricki i w ogole czuje sie jakis taki uskrzydlony. Tylko nastepnego dnia ma niebotyczny zakwasy. Ale to uczucie, ze mam skrzydla, jest absolutnie jedyne w swoim rodzaju.
                I dlatego warto sobie poprobowac roznych rzeczy, wiele osob cieszy standardowa oferta, ale jesli nie, to zamiast zmuszac sie do jezdzenia na rolkach, moze trzeba wyprobowac slack-line. Albo szermierke. Albo skakanie na trampolinie (sportowe mam na mysli, takie gdzie sie robi konkretne figury. Daje w kosc jak diabli, ale odkrycie, ze mozna machnac noga i czlowiek sie w powietrzu o 180° obraca jest zabawne.) Albo paintball. Albo rower jednokolowy. Albo kanupolo. Albo twerking.
                I wtedy zamiast myslenia caly dzien "o rany, pilates wieczor, bleeee" jest "jeszcze tylko piec godzin i bede mogla..." A pozytywna motywacja trzyma znacznie dluzej niz negatywna.
                • pinupgirl_dg Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 17.04.15, 18:12
                  > Ja na przyklad uwielbiam puszczac latawce i przeszlam dosc naturalnie od
                  > zwyklych malych do duzych, ktorych sterowanie wymaga sporo sily. I
                  > puszczanie takiego latawca to odpowiednik cwiczen ze srednim obciazeniem
                  > na silowni. Ale godzina cwiczen na silowni, to konkretna praca, a godzina
                  > puszczania to mija w ogole niezauwazenie, czlowiek patrzy w niebo, stara sie
                  > utrzymac skrzydlo w powietrzu, zrobic jakies tricki i w ogole czuje sie jakis taki
                  > uskrzydlony. Tylko nastepnego dnia ma niebotyczny zakwasy. Ale to uczucie, ze
                  > mam skrzydla, jest absolutnie jedyne w swoim rodzaju.

                  No to mnie zaciekawiłaś :). Zdarzyło mi się to może ze dwa razy w życiu, kiedy byłam dzieckiem, pamiętam, że to była wielka frajda, ale nawet nie pomyślałam, że spróbować teraz.

                  Co do reszty wypowiedzi - moim zdaniem to zależy od osoby. Są tacy, którzy lubią się porządnie zmęczyć, są tacy, którzy niekoniecznie. Ciekawostką dla mnie jest fakt, że bardzo często największy wycisk dają sobie właśnie te osoby, które za sportem nie przepadają.
                  Mam wrażenie, że internet trochę nas "psuje" w tej kwestii, z jednej strony fajnie, że jest takie źródło wiedzy (chociaż nie zawsze fachowej), z drugiej strony jak czytam, że siłowe to koniecznie 3 serie, absolutnie nie po aerobach, max tyle odpoczynku, bieganie 2x w tygodniu to nie jest bieganie, a jak niechcący przyspieszysz powyżej 80% HRmax nie tam, gdzie trzeba, to już koniec, trening zmarnowany...

                  Zgadzam się, że warto próbować różnych dyscyplin, również tych mniej popularnych. Nigdy bym nie sądziła, że np. rzucanie oszczepem może być taką fajną zabawą.

                  Swego czasu po necie krążyła taka historia o panu, który postanowił, że będzie biegał. Umówił się sam ze sobą, że na początku będzie co drugi dzień tylko ubierał buty i dochodził do skrzynki na listy. Czasami tak było, ale w większości przypadków nie kończyło się na skrzynce. I został maratończykiem. Nie wiem, na ile ta historia jest prawdziwa, ale moim zdaniem coś w tym jest.
        • turzyca Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 22:20
          > > Wszyscy doradzają, żeby znaleźć coś dla siebie, co się lubi, ale ja nicze
          > go nie lubię.
          >
          > Mnie też wkurza takie przekonywanie na siłę.

          > Jeszcze niedawno też napisałabym coś takiego - tzn. że każdy sport jest obrzydl
          > iwy i że żadnych endorfin nie ma.
          Ale ćwiczenia siłowe
          > są ok.

          Poczekam jeszcze z piec lat i wroce do tematu. :P
      • anne_stesia Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 25.03.15, 21:48
        Mela1 - a może zajęcia na piłce? Odkryłam u siebie fit ball i bardzo żałuję, że jest tylko az w tygodniu, bo teraz niecierpliwie czekam na niedziele. Najpierw śmiechowa i jednocześnie wyczerpująca rozgrzewka, a potem ćwiczenia z piłką, które też dla mnie są frajdą, bo utrzymywanie równowagi i balans na piłce pod różnymi postaciami dają mi masę radochy. Naprawdę niewiele jest rzeczy, które by mnie tak cieszyły fizycznie.
        Na swojej siłowni próbowałam już różnych zajęć, od jogi kręgosłupa przez ćwiczenia typu zdrowy kręgosłup, płaski brzuch, tbc aż do zumby i spinningu i mniej więcej wiem, co lubię, a co nie. Może spróbuj w ten sposób? Czasem nie warto zniechęcać się po jednych, ja dopiero po 3 uznałam, że rowery to nie dla mnie, ale czasu na nich spędzonego nie żałuję.
    • milka_milka Re: Euforia biegacza, endorfiny itp - odczuwacie? 07.04.15, 11:21
      Neiti, pozwolę sobie wtrącić się z racji aktywności na XXL-kach. Bardzo dobrze Cie rozumiem, miałam taką niechęć wiele lat. Do zmian zmusiły mnie względy zdrowotne - kręgosłup - i bardzo duuuuża nadwaga. Zmusiłam się, zapisałam na basen na naukę pływania. Początkowo było ciężko, musiałam się kopać za każdym razem, teraz jest lepiej.

      Nie wiem, skąd jesteś, ale może poszukaj zajęć jeden na jeden, tylko Ty z trenerem, jeśli nie akceptujesz grupy. Ja ostatnio odkryłam taki rodzaj treningów i bardzo mi się podoba. Zaczynam czuć przyjemność w trakcie ćwiczeń i satysfakcję połączoną z przypływem energii po.
    • genepi Tak w temacie 17.04.15, 14:07
      foch.pl/foch/1,139970,17762078,Sport_to_zdrowie__Ale_tez_straszna_meka___przynajmniej.html
    • mela1 Może znalazłam? 28.04.15, 12:25
      Koleżanka namówiła mnie na Kettle. Byłam raz, a że żeby dolączyć do gruoy, trzeba najpierw mieć indywidualne zajęcia z trenerem, poszłam na indywidualne. 1,5 godziny, pot się ze mnie lał, z ciężarami miałam mało do czynienia, uczyłam się techniki. Potem dwa dni bólu mięśni, ale po teningu miałam dużo energii, aż mi się chciało gdzies iść, a nie siedziec na kanapie. Wcale nie wiem, czy chcę chodzić do grupy, może lepiej ćwiczyć samej z trenerem. Nie chce zapeszać, to był tylko raz i jeszcze nawet nie opanowałam ruchów, ale było fajnie. Chodzę jeszcze na pilates 2 razy w tygodniu, jest miło, ale po nie czuję się tak fajnie, jak po tamtych zajęciach.
      Mój problem to oczywiście słomiany zapał, jak się do czegoś zapalę, to się rzucam na to:) Ale jakby mi się raz udało wytrwac do wakacji, to może dam radę rozebrać się na plazy bez straszenia turystów:)
      Moja największa motywacją jest naprawa kręgosłupa, a ten mnie po treningu nie bolał i nie boli trzeci dzień. Udało mi się nawet poprasować trochę ciuchów, a to zawsze kończyło się wyciem z bólu. Więc może?...
      • genepi Re: Może znalazłam? 28.04.15, 15:10
        No i super!
        Myślenie "wytrwać do wakacji" nie pomoże, za długi horyzont czasowy dla silnej woli. Pomyśl "Zrobię sobie przyjemność i pójdę w tym tygodniu dwa razy: we wtorek i piątek". Wpisz do kalendarza konkretny dzień i konkretną godzinę.
        • mela1 Re: Może znalazłam? 28.04.15, 15:15
          Wpisane:) 2 pilatesy i jedne kettle. Zamieniłabym pilates na kettle, ale kettle tylko w sobotę i płatne, a pilates pod sama pacą tuż po niej i z Multisportem, więc moge sobie tez chodzić.
          Z panem trenerem jestem umówiona i bardzo się cieszę na to spotkanie:) Przystojny i mily:)
      • anne_stesia Re: Może znalazłam? 28.04.15, 20:13
        Gratuluję! Ćwiczenia siłowe dają masę satysfakcji :) Dla mnie o wiele więcej niż jakiekolwiek cardio :) Od kettli wolę co prawda sztangę, ale może w ramach Twojego multisporta masz ćwiczenia typu power bar w jakimś klubie? Mogę polecić swoją sieć, do której chodzę w Warszawie. Na crossie też korzystamy z kettli, więc te zajęcia też powinny Ci odpowiadać.
      • yaga7 Re: Może znalazłam? 28.04.15, 20:15
        W moim przypadku chyba każde zajecia indywidualne z trenerem są lepsze niż grupa, więc może to dlatego? Oczywiście nie chcę Cię zniechęcać, mam nadzieję, że u Ciebie jest inaczej niż u mnie :)
        • mela1 Re: Może znalazłam? 28.04.15, 20:50
          Ale mogę z nim nawet indywidualnie na stałe, jeśli będzie chciał. Wydatek nie taki wielki.
          • yaga7 Re: Może znalazłam? 28.04.15, 21:22
            A no to spoko, u mnie godzina z trenerem personalnym to koło stówy, więc przy paru treningach w tygodniu robi się spora kasa.
            • mela1 Re: Może znalazłam? 28.04.15, 22:20
              U niego 50 zł, raz w tygodniu 1,5 godziny. Dokładam pilates i mamię się, że będę coś robić sama w domu.
              • maggianna Re: Może znalazłam? 28.04.15, 22:53
                To świetna cena, w Warszawie poniżej 130 za godz trudno znaleźć. A mozesz podać gdzie znalazłaś trenera w tak dobrej cenie?
                • mela1 Re: Może znalazłam? 29.04.15, 08:30
                  Akademia Kung Fu Tygrys i Żuraw na Długiej przy pl. Bankowym. Emil prowadzi zajęcia z kettli, nie wiem czy uczy na stałe indywidualnie, na pewno uczy osoby chcące dołączyć do grupy, bo trzeba najpierw opanować technikę. Znalazłam z polecenia koleżanki-wariatki maratonowo-kettlowej:) Sympatyczny facet. Za pierwsze spotkanie zapłaciłam 80, kolejne maja być po 50 zł. Uczy pewną aktorkę serialową:)
                  • maggianna Re: Może znalazłam? 29.04.15, 10:45
                    Dziekuje za informacje - zaczelam biegac pare miesiecy temu (a raczej truchtac) i potrzebuje do kompletu cwiczen silowych a wypadlam z grafiku trenerowi i nie ma wolnych pasujacych mi terminow, wiec szukam nowego trenera.
      • magdalaena1977 Re: Może znalazłam? 28.04.15, 20:37
        mela1 napisała:

        > Ale jakby mi się raz udało wytrwac do wakacji, to może dam radę
        > rozebrać się na plazy bez straszenia turystów:)

        Tym się zupełnie nie przejmuj - na plaży każdy patrzy na siebie. A w dodatku na pewno będą tam kobiety grubsze od Ciebie.
        • mela1 Re: Może znalazłam? 28.04.15, 20:52
          Żart, nie przejmuję się innymi. Chodzi o to, że sama się kiepsko czuję i potem oglądanie zdjęć z wakacji nie jest przyjemne. O grubsze nietrudno, po prostu zapaliła mi się lampka, że zmiana rozmiaru ciuchów to nic dobrego, może się nie skońćzyć na jednym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka