Przyjaźń damsko-męska

15.11.08, 12:50
Wierzycie? Bo ja tak. Nie mam zresztą wyjścia, bo zawsze miałam tylko kumpli,
a nigdy prawdziwej przyjaciółki. Mam koleżanki w pracy, z którymi czasem
gdzieś wyskakujemy, ale wiecie, jak to w pracy, jedna "koleżanka" została
właśnie moją szefową. I lepiej się za bardzo nie wywnętrzać. Jedyne babki, do
których mogę mówić szczerze, to Wy tutaj i na LB, dlatego to dla mnie bardzo
ważne "miejsca". A w realu mam 4 przyjaciół, chłopaków, na których mogę zawsze
liczyć. Znamy się kupę lat, "znalazłam" ich, kiedy rozstałam się z poprzednim
facetem i byłam w nieciekawym stanie. Zaprowadziła mnie do nich najlepszy
kumpel w ramach oderwania myśli od tego k... (tu wstawił, co mu zrobi jak go
spotka ;)) Wspaniali faceci, świetna paczka, tylko niektóre ich dziewczyny nie
bardzo mnie trawiły, ale i one powoli się do mnie przekonały. Do kobiet jakoś
nie miałam szczęścia, ilekroć sądziłam, że w końcu mam psiapsiółkę, ta
odwijała mi jakiś brzydki numer. A jak to u Was?
79/120 - 70(32)JJ/70P
    • turzyca Re: Przyjaźń damsko-męska 15.11.08, 13:01
      A u mnie jakby popatrzec na przyjazn sferycznie, to sa dwie bardzo bardzo
      bliskie osoby, a dopiero potem krag ogolny przyjaciol. A te dwie osoby to moja
      siostra i najblizszy przyjaciel. Przyjaciel, przyjazni z ktorym nie naruszyly
      nasze glupie zwiazki (a przyjazn z przyjaciolkami juz owszem, faceci znikneli,
      ale dawnej intensywnosci nie ma), na ktorego zawsze moge liczyc, ktory za darmo
      przygarnal mnie pod swoj dach, kiedy w moim rodzinnym domu szalal generalny
      remont. Jest jednym z powodow, dla ktorych emigracja jest dla mnie trudna - bo
      jak mu sie zle dzieje, to nie moge wsiasc w tramwaj i jechac mu na pomoc, nie
      moglam mu zrobic zakupow, gdy lezal obloznie chory, nie moglam pocieszac, gdy
      rozpadl sie zwiazek. Tesknie strasznie. I ciesze sie, ze juz za nieco ponad
      mieiac go zobacze i bedziemy mogli znowu pogadac o zupelnych pierdolach. :)


      Swoja droga, jak razem mieszkalismy, zrozumialam, jak to jest, ze sa ludzie,
      ktorzy sie absolutnie uwielbiaja, ale nie powinni byc para - to wspolne
      mieszkanie okazalo sie byc straszne, obydwoje mamy tak odmienne upodobania i
      odruchy mieszkaniowe, ze trzymala nas przy zyciu tylko zamknieta perspektywa
      tego czasu. Jakbysmy niebacznie zostali para i zamieszkali ze soba po slubie, to
      pewnie bysmy sie rozwiedli.
      • tfu.tfu Re: Przyjaźń damsko-męska 15.11.08, 13:58
        cholera, no właśnie się półtora roku temu rozwiodłam ;) a mój eks jest na
        szczęście nadal moim najlepszym przyjacielem ;)
      • roza_am Re: Przyjaźń damsko-męska 16.11.08, 01:24
        Ech, Turzyca, jakieś podobne jesteśmy...
    • pierwszalitera Re: Przyjaźń damsko-męska 15.11.08, 13:09
      Faceci jako przyjaciele? Funkcjonuje i nie funkcjonuje. ;-) Kumpli można mieć całą masę, ale ja autentyczne przyjaźnie traktuję bardzo poważnie i zależy mi na nielicznych, za to intensywnych związkach. No i ta intensywność w przyjaźniach z facetami jest problematyczna. Zwykle robi się zbyt intensywnie, zbyt głęboko i wtedy pewnych rzeczy nie da się uniknąć. Zawsze ktoś będzie miał złamane serce. ;-)
      A co do brzydkich numerów - przyjaźń polega też na wybaczaniu. ;-)
      • madzioreck Re: Przyjaźń damsko-męska 15.11.08, 13:24
        pierwszalitera napisała:

        > A co do brzydkich numerów - przyjaźń polega też na wybaczaniu. ;-)

        Ale chyba wtedy, kiedy ktoś z zimną krwią podkłada ci świnię?

        pierwszalitera napisała:

        No i ta intensywność w przyjaźniach
        > z facetami jest problematyczna. Zwykle robi się zbyt intensywnie, zbyt głęboko
        > i wtedy pewnych rzeczy nie da się uniknąć. Zawsze ktoś będzie miał złamane ser
        > ce. ;-)

        I tak i nie. Niemożliwe chyba, żeby z moich 4 najlepszych i kilku dobrych kumpli
        wszyscy mieli złamane przeze mnie serce, tym bardziej, że w większości mamy już
        poukładane życie osobiste :)
        • pierwszalitera Re: Przyjaźń damsko-męska 15.11.08, 13:48
          madzioreck napisała:

          > Ale chyba wtedy, kiedy ktoś z zimną krwią podkłada ci świnię?

          Będę się upierać, że do przyjaźni, tak jak do tanga, potrzeba dwojga. ;-) A skoro dzieją się takie rzeczy, to komunikacja była od początku marna i słabo rokująca na przyjaźń. ;-)

          >I tak i nie. Niemożliwe chyba, żeby z moich 4 najlepszych i kilku dobrych kumpl
          > i
          > wszyscy mieli złamane przeze mnie serce, tym bardziej, że w większości mamy już
          > poukładane życie osobiste :)

          Tu odpowiedziałaś sobie sama, używając słowa "kumpel", a nie przyjaciel. Ja mam trochę inną definicję przyjaźni. Wchodzi w nią pewna intymność, a intymność między kobietą i mężczyzną przesuwa się często w stroną erotyczną. Być może są jeszcze osobiste różnice między nami, mnie mężczyźni odbierają często erotycznie, nie dlatego, że jestem aż tak atrakcyjną laską, tylko dlatego, że mam taką... trochę wyluzowaną naturę. ;-)
          • madzioreck Re: Przyjaźń damsko-męska 15.11.08, 13:56
            pierwszalitera napisała:

            > Będę się upierać, że do przyjaźni, tak jak do tanga, potrzeba dwojga. ;-) A sko
            > ro dzieją się takie rzeczy, to komunikacja była od początku marna i słabo rokuj
            > ąca na przyjaźń. ;-)

            No więc właśnie o to mi chodziło, tak wyglądały moje "przyjaźnie" z kobietami.
            Więc dałam spokój szukaniu na siłę przyjaciółki.

            pierwszalitera napisała:

            >Tu odpowiedziałaś sobie sama, używając słowa "kumpel", a nie >przyjaciel.

            Wiesz, bo ja nie przywiązuje wagi do nazewnictwa, jak zwał, tak zwał. Ważniejsze
            jest, że są to bardzo bliscy mi ludzie. Czasem mówię przyjaciele, czasem kumple.
      • turzyca Re: Przyjaźń damsko-męska 15.11.08, 13:52
        pierwszalitera napisała:

        Zwykle robi się zbyt intensywnie, zbyt głęboko
        > i wtedy pewnych rzeczy nie da się uniknąć. Zawsze ktoś będzie miał złamane ser
        > ce. ;-)

        Niekoniecznie. Sa tacy ludzie, ktorzy nas w zaden sposob nie kreca i krecic nie
        beda. Trafialy mi sie takie przyjaznie przez cale zycie, najbardziej hardkorowy
        przypadek juz tu - facet ideal, czytalismy i czytamy te same ksiazki (a to
        rzadkie, bo Niemcy nie znaja np. Kubusia Puchatka), sluchamy tej samej muzyki,
        mamy podobne poczucie humoru, uwielbiamy angielski czarny humor, dogadujemy sie
        naprawde znakomicie, fizycznie facet tez jest niczego, i co? I nic. Null, zero i
        w ogole. Za to jako przyjaciel idealny. :)
        • pierwszalitera Re: Przyjaźń damsko-męska 15.11.08, 14:08
          turzyca napisała:

          Ha, ha , ha, twoje animozje do Niemców są urocze. ;-) Kubusia Puchatka Niemcy nie znają, bo nazywa się on tutaj Winnie Pu, albo Pu der Bär. I ja osobiście nie znam Niemca, który tego niedźwiadka by nie znał. ;-)
          A jeżeli chodzi o kręcenie, lub jego brak, to może masz takie szczęście, że oboje się nie kręcicie. ;-) U mnie zawsze było inaczej, prędzej czy później coś się działo.
          • turzyca Re: Przyjaźń damsko-męska 15.11.08, 14:41
            To nie sa animozje - to jest po prostu chwytajacy za gardlo brak wspolnej bazy
            kulturowej. I o ile nie dziwi mnie to w przypadku rzeczy typowo polskich czy
            typowo slowianskich, o tyle taki brak w przypadku kultury swiatowej mnie dziwi i
            mi przeszkadza. Bo nie dosc, ze siedze jak glupia gdy ludzie przerzucaja sie
            jakimis lokalnymi odniesieniami (skad ja mam wiedziec, kto byl tu prezydentem
            landu 15 lat temu i jak sie reklamowal, tego nawet google nie wie), nie dosc ze
            nie ma szans, zeby porozmawiac z kims o Gombrowiczu, to jeszcze brakuje mi
            ludzi, ktorzy zrozumieja aluzje do Steinbecka czy Milne. Kiedys pewnie to
            poczucie obcosci straci ostre kanty, ale teraz ranie sie o nie co i rusz.
            Dla mnie i dla wielu moich polskich znajomych Kubus Puchatek jest absolutnie
            kultowy. I wciaz uzywamy wielu, wielu zwrotow czy okreslen z tych ksiazek, wciaz
            gramy w misie-patysie. Kubus Puchatek w tlumaczeniu Ireny Tuwim jest jedna z
            najwazniejszych ksiazek dziecinstwa i jesli pytasz sie kogos o ulubione
            dzieciece lektury, to pewnie wymieni go w pierwszej 5.
            Jesli pytam sie Niemcow to w pierwszej piatce pojawi sie raczej Astrid Lindgren.
            I jak powiem komus, ze czuje sie dzis jak Klapouchy, to raczej tego nie rozumie,
            bo to nie jest takie automatyczne skojarzenie. Testowalam na roznych ludziach i
            efekt byl wciaz ten sam. Co i rusz ktos sie na mnie patrzy zdziwonymi oczami, bo
            znowu powiedzialam cos, co dla niego nie ma zupelnie sensu, bo blednie
            zalozylam, ze cos wie, czego on nie wie. I ja sie wciaz znowu i znowu czuje jak
            mis o bardzo malym rozumku. Boli.
            • pierwszalitera Re: Przyjaźń damsko-męska 15.11.08, 15:59
              turzyca napisała:

              > Jesli pytam sie Niemcow to w pierwszej piatce pojawi sie raczej Astrid Lindgren
              > .
              > I jak powiem komus, ze czuje sie dzis jak Klapouchy, to raczej tego nie rozumie
              > ,
              > bo to nie jest takie automatyczne skojarzenie. Testowalam na roznych ludziach i
              > efekt byl wciaz ten sam. Co i rusz ktos sie na mnie patrzy zdziwonymi oczami, b
              > o
              > znowu powiedzialam cos, co dla niego nie ma zupelnie sensu, bo blednie
              > zalozylam, ze cos wie, czego on nie wie. I ja sie wciaz znowu i znowu czuje jak
              > mis o bardzo malym rozumku. Boli.

              W pewnym sensie rozumiem. :-) Ale dam ci osobistę radę osoby, która już 20 lat żyje w tym kraju. Nie kapsluj się i nie porównuj tyle. Trochę to już tak jest, że na początku wszystko wydaje się obce, inne i głupie. I wkurza, że nie można kontynuować takiego życia, jakie się zna. Ja na początku czułam się jak dziecko i jak dziecko wchłaniałam wszystko nowe. Miałam trochę ponad 20 lat i chyba pewna naiwność oraz optymizm młodego wieku mi pomogły. Poznałam bardzo wiele interesujących rzeczy i wzbogaciłam się intelektualnie, tylko trzeba to znaleść samemu. W Niemczech, w przeciwieństwie do Polski, nie ma sztywnych kanonów i niczego nie podaje się na tacy. Społeczeństwo jest bardziej heterogenne i trudniej znaleść ludzi, którzy mają podobne doświadczenia, wiedzę i życiorysy. Polakom o wiele łatwiej o wspólności, to ciągle jeszcze dziedzictwo socjalistycznej jednolitości i centralnej kultury. Nie wartościuję tutaj, nie chcę oceniać ani jednego, ani drugiego, ale muszę przyznać, że dla mojego osobistego rozwoju o wiele bardziej interesujące są rozmowy z Niemcami, bo dowiaduję się ciągle czegoś nowego, a nie wałkuję starych, dobrze znanych mi konwencji. Otwórz się, a zobaczysz, że warto zmienić perspektywę i nie uważać tej polskiej za jedynie słuszną. :-) Potraktuj to jako szansę, życie w Europie zachodniej jest o wiele ciekawsze niż w Polsce. Ja mam ciągle intensywny kontakt z ludźmi ze szkoły średniej. Wielu z nich pokończyło studia, wywędrowało w Polskę, ma interesującą pracę, niekiedy na wysokich stanowiskach i obraca się w ciekawych kręgach, ale rzadko mnie czymś zaskakują. A ja osobiście wolę stymulację. ;-)
              • turzyca Re: Przyjaźń damsko-męska 16.11.08, 00:32
                Wiesz? To niesamowite jak uderzajaca jest roznica pokoleniowa.

                Piszesz o polskiej komunistycznej scentralizowanej szkole. Ale ja komunistyczna
                szkole to widzialam tylko z wierzchu. Dziecieciem bedac, chodzilam kolo niej na
                spacer. Ja jestem tym pokoleniem, ktore wybory czerwcowe jeszcze pamieta, pewne
                uroki komunizmu rowniez, ale szkole zaczelo juz w III RP.
                Piszesz o tym ze Niemcy sa bardziej heterogenne, ale dla mnie to wlasnie Polska
                jest niesamowicie zroznicowana. Pokolenie, ktore jest mlodsze ode mnie o 10 lat
                jest zupelnie inne, pokolenie starsze o 10 lat rowniez. Kazde z nas mialo
                zupelnie inne przezycia pokoleniowe i jest zupelnie inaczej uksztaltowane. I to
                zroznicowanie rozciaga sie dalej, w sumie kazde pokolenie ma jakies inne
                przezycia, zylo w zupelnie innej Polsce. A co maja Niemcy zachodni? Kobieta,
                ktora wlasnie konczy 55 lat, ma takie same wspomnienia jak ta, ktora konczy 40
                lub 25 - jakas wloczega VW po Europie, palenie marihuany, bunt przeciwko
                systemowi kontra zostanie przykladna matka/zona. Oczywiscie jakies tam roznice
                sa. Ale czy znaczne?
                Mowisz o otwarciu. Ale wiesz... moja klasa z liceum jest rozpierzchnieta po
                calej Europie i jesli ktos wybiera Polske, to wybiera ja swiadomie, a nie z
                racji bezwladnosci. 1/3 klasowych malzenstw to malzenstwa mieszane, zwiazkow
                mieszanych chyba nawet wiecej. Akcje typu "zwiedzamy Kazachstan", "rowerem po
                Grecji" czy "autostopem po Rumunii" sa bym powiedziala niezbyt wyrozniajace sie.
                W porownaniu z zasiedzialymi Niemcami, ktorzy czesto glownie Majorke ogladaja,
                zaczyna robic wrazenie.

                To jest moja druga emigracja, spedzilam juz trzy lata za granica i pamietam
                jeszcze, jak to sie je. Ale pamietam tez, ze po trzech latach nie moglam sie
                przestac dziwic pewnym rzeczom. I pamietam, ze cenilam moje poczucie obcosci,
                umiejetnosc widzenia tego, co dla reszty bylo niedostrzegalnym tlem. Niemcy maja
                swoje zalety i moge na ten temat eseje pisac, ale maja tez swoje wady i mnie co
                pewien czas trafia.

                Mysle, ze roznica w naszym postrzeganiu Niemcow bierze sie z tego, ze pochodzimy
                z roznej Polski. Ty wyjezdzalas z Polski szarej, zglajszachtowanej,
                komunistycznej, ja wyjezdzalam z zupelnie innej, demokratycznej, rozgadanej,
                tetniacej zyciem, z ktorej wyjechanie i wrocenie do ktorej bylo tylko kwestia
                checi. To co dla Ciebie jest otwarciem, dla mnie jest zamknieciem. I ja nie chce
                sie otworzyc na takie zamkniecie, zobojetnienie, tumiwisizm. Chce pozostac dalej
                zawieszona na nitkach wielu kultur, a nie wisiec w kokonie kultury niemieckiej.
                I last but not least - wcale nie jestem pewna, ze zostane w Niemczech. Najdalej
                za 12 lat bede zmuszona zmienic uczelnie (oczywiscie o ile zostane w nauce). A
                jesli tak to dlaczego zostawac w Niemczech? Moze znow Polska, moze Austria, moze
                Finlandia (Lubego tam ciagnie) albo Szwecja, moze Estonia (mnie tam ciagnie)? A
                moze cos jeszcze zupelnie innego? Nie chce sie _asymilowac_ z krajem, w ktorym
                pewnie nie zostane. _Zintegrowana_ jestem niezle, choc czasem musze gdzies
                odetchnac i powiedziec glosno, ze jestem zmeczona tym brakiem mobilnosci
                umyslowej. Swoja droga sami Niemcy powiedza o sobie raczej, ze sa konserwatywni
                niz otwarci na nowe idee. Spytaj sie ich dlaczego karty _kredytowe_ sa tak
                niepopularne. :]
                • pierwszalitera Re: Przyjaźń damsko-męska 16.11.08, 02:44
                  Ach turzyca, to nie różnica pokoleń między nami, tylko spojrzeń. Owszem, wyjeżdżałam może z Polski komunistycznej, ale aż tak wiele w głowach się tam nie zmieniło. Lista lektur w szkole może trochę tak, ale to ciągle ci sami ludzie, powtarzający te same psychologiczne schematy. Idealizujesz sobie tę Polskę. Postawiono w niej kilka supermarketów, wprowadzono kierunki zarządzania na uczelniach, internet i karty kredytowe, zachłyśnięto się odrobiną kapitalizmu, ale to nie jest jeszcze mobilność umysłu. Ja bardzo często bywam w tej twojej Polsce, czytam prasę na okrągło, mam kontakt z żywymi ludźmi, mam tam prawie całą rodzinę, więc nie pisz, że jej nie znam. I nie patrzę z perspektywy jakieś tam elitarnej szkoły, czy uczelni, tylko widzę jeszcze innych ludzi, o których ty zupełnie zapominasz. Taka piękna ta Polska dla przeciętniaków nie jest. I ta postkomunistyczna wolność wyboru, aż taką wolnością jeszcze nie jest. Nie opowiadaj, że wszyscy zwiedzają Kazachstan i podobne bajery, bo mnie rozśmieszasz. Gdyby tak było, aż tylu młodych, zdolnych ludzi, by tego kraju nie opuszczało, by pracować na zmywakach w całej Europie. Dla ludzi też o poglądach odbiegających od standardu i o alternatywnym stylu życia Polska może być nawet koszmarem. A o "konserwatywnym" życiu w Niemczech wiesz po prostu jeszcze za mało. Zresztą twoje definicje niemieckiego konserwatyzmu i polskiej otwartości na nowe idee nawet by mnie interesowały. ;-) Czy sama nawet nie pisałaś, że masz problemy ze zrozumieniem, gdy ktoś mówi po niemiecku niewyraźnie? Więc aż tylu rozmów z "normalnymi" Niemcami jeszcze nie prowadziłaś, by wyrobić sobie zdanie o Niemkach 40-sto, czy 55-cio letnich z Hamburga, albo Monachium. Ty wiesz, najważniejsze ukryte jest zwykle między wersami. ;-) Trudno bowiem mówić nawet o typowym Niemcu, czy Niemce. Kierujesz się chyba uprzedzeniami i obserwacjami, które tłumaczysz trochę z perspektywy kogoś, kto chce tylko potwierdzić swoją przewagę. Mam wrażenie, że to ty wisisz w kokonie kultury (polskiej?), która wszystko próbuje wcisnąć w szuflady i zdefiniować. O moralne wartościowanie, w Polsce bardzo popularne, już cię nie podejrzewam. ;-) Mnie nawet nie zależy na zachowaniu jakiejkolwiek narodowej identyfikacji (wpływ germanizacji?), ja czuję się już od lat tylko Europejką.
                  A wiesz dlaczego karty kredytowe są w Niemczech takie niepopularne? Nota bene, ja też takowej nie posiadam. Z tej prostej pragmatycznej przyczyny, że są bardzo niepewnym i wcale nie tanim środkiem płatniczym. Hakerskie napady i oszustwa w internecie są tu na porządku dziennym, a Niemcy nie lubią tracić pieniędzy, kiedy nie muszą. ;-) Zresztą po co komu w Niemczech karta kredytowa? Tu używa się bezproblemowo i wszędzie zwykłe karty bankowe, ja rzadko płacę w sklepach gotówką. I chyba nie zdarza się nawet, by ktoś nie miał konta. Słyszałam, że w Polsce to nie takie oczywiste. ;-) I właśnie z tego powodu wiele niemieckich sklepów internetowych wprowadza inne możliwości płatności, jak przy pobraniu, albo przelewem, które moim zdaniem są dla klienta o wiele wygodniejsze. I wiesz co? W Niemczech większość paczek dochodzi do adresata. Możliwe, że przez obrzydliwą konserwatywność i brak otwarcia na nowe, interesujące idee. ;-)
                  • turzyca Re: Przyjaźń damsko-męska 17.11.08, 02:06
                    Im dluzej czytam nasze rozmowy tym bardziej przypomina mi sie Gombrowicz i
                    komentarz Stefana Chwina o "transatlantyku". Wiesz dlaczego? Bo coraz bardziej
                    mam wrazenie, ze prezentujesz typowy "kompleks srodkowoeuropejski" - jak wielu
                    Polakow, Litwinow, Ukraincow masz wrazenie, ze Twoj kraj pochodzenia jest krajem
                    drugiego rzedu, ze trzeba dogonic Europe, ze z tego kraju, z jego kultury, z
                    samego siebie w kontekscie bycia Polakiem nie mozna byc dumnym. A ja lubie
                    Polske, widze jej wady, ale widze tez zalety. I nie mam zamiaru zachlystywac sie
                    Zachodem, bo on faktycznie ma zalety (np ta slynna niemiecka poczta, ale mozemy
                    te liste spokojnie rozciagnac), ale tez ma wady. A co najciekawsze w
                    przeciwienstwie do Ciebie Niemcy widza swoje wady. Ja uwielbiam rozmawiac z
                    ludzmi, nie mam problemu z zagadaniem, rozmowki pociagowe, autobusowe,
                    przystankowe, stolowkowe to u mnie norma, a ludzie rozmawiajac z obcokrajowcem
                    staraja sie mowic wyraznie (najlepszy byl 40-letni niewyksztalcony Saksonczyk,
                    ktory sie sumitowal, ze on sie stara, ale jego to nikt nigdy nie nauczyl mowic
                    dobrze hochdeutschem) i chetnie tlumacza to, czego nie zrozumiem. I to wlasnie
                    sami Niemcy powtarzaja co i rusz "bo my jestesmy konserwatywni, wrecz za
                    konserwatywni". Karty kredytowe sa duzo starsze od internetu, wiec przez lata
                    nie bylo problemu z hakerstwem, ale nie sa lubiane podobnie jak inne
                    nienamacalne formy pieniezne, bo Niemcy sa przywiazani do gotowki - pracownica
                    banku wypytywana na te okazje stwierdzila, ze bardzo trudno jest ludzi
                    przekonac, zeby nie korzystali z zywej gotowki. Ale w koncu jestesmy w kraju, w
                    ktorym kobiety prawo do wlasnego konta dostaly dopiero w latach 60., a do 1971
                    roku zona musiala miec pozwolenie meza na prace zawodowa. Postepowy Zachod.

                    I pisalam juz wielokrotnie: ja nie porownuje fryzjerki spod Nowego Tomysla z
                    fryzjerka spod Ditmarschen, tylko porownuje dwa srodowiska okolouniwersyteckie,
                    to co w Polsce nazwalibysmy szeroko pojeta inteligencja. I nie rozsmieszaj mnie,
                    mowiac mi, ze jazda autostopem po Rumunii czy wycieczka rowerowa po Grecji, to
                    sa akcje niedostepne z powodow finansowych. Jedynym problemem jest kwestia checi
                    ruszenia sie. I naprawde wierzysz, ze ludzie wyjezdzaja z Polski na zmywak na
                    Zachod, bo nie moge pojechac do Kazachstanu? Dosc oryginalna teza, ale chyba nie
                    znajdzie potwierdzenia w faktach.

                    Jestes Europejka? Tylko? Ja jestem Polka i przez to jestem Europejka. Polska
                    lezy od stuleci w Europie. Nie musze wyrzekac sie polskosci, by zostac
                    Europejka, wole miec wlasne korzenie. Co nie oznacza zamkniecia sie - przez lata
                    bylismy tyglem kultur i nie widze powodu, zeby nie kontynuowac tej chlubnej
                    tradycji. Bo lubie miec ten wybor, czy sobie do poduszki siegne po Gombrowicza,
                    Akunina, Lenza czy Szekspira. I lubie ich wszystkich czytac w oryginale i bawic
                    sie smaczkami. Wole to niz czytac tylko te ksiazki, ktore powstaly w moim
                    ojczystym jezyku. Nawet jesli tym ojczystym jezykiem bylby jezyk tak wielkich
                    poetow jak Goethe czy Schiller. I moge sie dziwic ludziom, ktorzy majac na
                    wyciagniecie reki te wszystkie cuda, ktore mi sprawiaja tyle radosci, w ogole po
                    nie nie siegaja, by ograniczyc sie tylko do wlasnego kregu kulturowego. A czasem
                    moze mnie to bolec. I czasem daje temu wyraz.
                    • pierwszalitera Re: Przyjaźń damsko-męska 17.11.08, 11:39
                      Komplek środkowoeuropejski? Rację miałam, że w Polsce wszystko musi być zdefiniowane. ;-) Tylko dlaczego nie wschodnioeuropejski? Bo dla Europy Zachodniej Polska leży ciągle jeszcze na wschodzie. ;-)
                      Nie, nie mam podobnych kompleksów. Chociażby z tej przyczyny, że formalnie nie czuję się z tym krajem już związana. Został może jakiś tam sentyment z dzieciństwa, ale ja całe moje dorosłe życia spędziłam w Niemczech, a psychoanaliza i grzebanie w przeszłości mnie specjalnie nie interesuje. Mamy zupełnie inne priorytety, inne rzeczy są nam ważne i dlatego nigdy się nie zrozumiemy. Dla mnie wycieczka do Kazachstanu nigdy nie była na samej górze życzeń. Ja chciałam tylko decydować o moim, indywidualnym stylu życia, nie powtarzać powszechnego schematu i żeby nikt nie patrzył przy tym na mnie jak na dziwoląga. Dostęp do książek, to nie wszystko, co się w życiu liczy. Wyjeżdżając z Polski uciekałam przed patriarchalno-katolicką kulturą i w Niemczech znalazłam wreszcie wolność i możliwość osobistego rozwoju. Matko, jaka była to dla mnie ulga. Jesteś może na tyle dopasowana do systemu w Polsce, że żyje ci się tam wygodnie. Mnie się tam nie podobało i ciagle nie podoba. W pewnym sensie jest nawet coraz gorzej. Gadanie o prawach kobiet i podawanie dat, to tylko mydlenie oczu. Kobieta w Polsce jest i tak nic nie warta. Co rusz czyta się o skandalach na najwyższych, elitarnych szczeblach i mieszaniu praw kobiet z błotem, a ty mi tu o zakładaniu konta? Poczekaj jeszcze kilka lat, to sama się przekonasz. A może to nie jest ta inteligencja, o której pisałaś? Nie wiem, dla mnie to trochę skomplikowane. Co to za inteligencja, pozwalająca rządzić się przez prostaków? Nie wywyższam tu Niemców, bo wszyscy mają swoje wady. To jest mi znane. Tylko, że konserwatyzm niemiecki, do którego Niemcy chętnie się przyznają, nie ma nic wspólnego z konserwatyzmem, który ty znasz. Konserwatywni Niemcy wybierają liberałów, żyją w w wolnych związkach, albo się rozwodzą, adoptują dzieci z Azji, popierają Baraka Obamę, przyznają się otwarcie może nawet do homoseksualizmu i religia nie gra w ich życiu żadnej roli. A konserwatyzm polega na tym, że starają się konserwatywnie podchodzić do pieniędzy, oszczędzają, wybierają klasyczne zawody i starają się zapewnić dzieciom dobre wykształcenie. To jest niemiecki konserwatyzm. Inne rzeczy przedyskutowano już podczas rewolucji obyczajowej w 68 roku. I nie zapominaj, że ci ludzie mają już dzisiaj grubo ponad 60 lat i wszystkie marihuanowe doświadczenia, wolną miłość, dyskusje o filozofach i wycieczki do Nepalu (Kazachstan nie był jeszcze modny) za sobą. Trudno dzisiejszemu niemieckiemu pokoleniu czymś zadziwić rodziców i dziadków, więc może dlatego wydają ci się tacy konserwatywni? I właśnie to jest zaletą życia na Zachodzie. Nie trzeba przecierać już szlaków. Wszystko jest otwarte i trzeba tylko nauczyć się wybierać. Do takiej sytuacji Polsce brakują jeszcze lata świetlne. A co kto robi z tą wolnością, to jego sprawa. Na tym polega wolność, że można zostać nawet nieoczytanym głupkiem, jak się chce. Przypuszczam jednak, że do niemieckiej inteligencji i kultury, to ty jeszcze nie dotarłaś. To nie jest tak, że znajdziesz ją automatycznie na uniwersytecie. Dlatego radziłam ci, byś otworzyła bardziej oczy, a nie używała automatyzmów przyniesionych z Polski. :-)
                      • pierwszalitera Ditmarschen 17.11.08, 20:30
                        Ta wspomniana przez ciebie nazwa nie dawała mi spokoju i musiałam sprawdzić gdzie to jest. Znalazłam coś malutkiego na północy Niemiec i nagle napadło mi straszne podejrzenie. ;-) Czy ty przypadkiem nie wylądowałaś na jakiejś niemieckiej prowincji, nie daj Boże jeszcze we wschodniej części Niemiec? Uniwersytety też tam są. Bo chyba tylko ludzie wychowani w NRD nie znają Kubusia Puchatka. Nie ma się wtedy co dziwić, że masz negatywne wrażenia. To tak jakbyś oceniała Polskę na podstawie życia na Lubelszczyźnie. ;-) Byłam parę razy w Brandenburgu, znam trochę okolicę Berlina i chyba teraz rozumiem. Nawet Berlin zszedł ostatnio na psy i uważany jest powszechnie za nienajlepsze miasto do zamieszkania. Z perspektywy tętniącego życiem i kosmopolitycznego Zagłębia Ruhry z niezliczoną ilością szkół wyższych, kulturalnych możliwości i bliskością do krajów jak Holandia, Francja i Wielka Brytania, życie w Niemczech oceniam inaczej. Tutaj żyje ponad 5 milionów ludzi na obszarze około 4,4 tys. metrów kwadratowych, a na moim tylko uniwersytecie studiuje obecnie ponad 36 tys. studentów, to już nawet statystycznie łatwiej znaleść tych inteligentniejszych Niemców, lub po prostu ludzi z podobnymi zainteresowaniami i upodobaniami, i z którymi można po prostu ciekawie porozmawiać. :-)
          • zooba Obustronny brak kręcenia 15.11.08, 19:05
            Tak, jak piszesz, to jest warunek pozostania przyjaźni przyjaźnią. Mnie się
            nigdy nie udało, albo z mojej strony albo z drugiej ktoś chciał zmienić płaszczyznę.
            Z mojej strony dlatego, że kiedy mężczyzna podoba mi się umysłem, jest już po
            mnie...
            • turzyca Albo klasa ludzi. 15.11.08, 19:57
              Mam takiego bliskiego kumpla, z ktorym na poczatku nieco jarzylo - moze gdyby
              trafil sie w innym czasie mojego zycia, to by cos z tego wyszlo. No ale ze ja
              akurat wtedy nie, to na jego delikatne sugestie, rownie delikatnie mu
              wytlumaczylam, ze nic z tego. Ale jakos to za bardzo w dalszej znajomosci nie
              przeszkodzilo, mieszkamy w jednej okolicy i czesto wracalismy jednym autobusem,
              zawodowo nam do siebie bardzo blisko, wiec zawsze mielismy o czym pogadac. I
              jakos tamte slowa sprzed kilku lat nie rzutowaly. A potem kolega sie zakochal w
              najladniejszej dziewczynie ze swojego roku i w sierpniu wzial slub, co widzialam
              wlasnoocznie. ;)
              Moze to nie jest najblizszy przyjaciel, ale dosc bliski. Moze nie taki, ktoremu
              bede sie zwierzac z problemow sercowych (bo to dla tych dwoch najblizszych mi
              osob zarezerwowane), ale z towarzysko-zawodowych to juz owszem. I nie wyobrazam
              sobie wizyty w Warszawie bez spotkania z nim.
              • pierwszalitera Re: Albo klasa ludzi. 15.11.08, 21:10
                No a gdyby było odwrotnie? Ty wpadasz całkowice duszą i ciałem, a on delikatnie sugeruje, bo w końcu człowiek z klasą, że jednak nie? A każde spotkanie z nim wyzwala tęsknotę i melancholię nie do zniesienia? Płaszczyzna na przyjaźń? I co ma w ogóle klasa ludzi do uczuć?
                • turzyca Re: Albo klasa ludzi. 15.11.08, 23:44
                  Moment, mowimy tu o calej duszy i ciele, milosci wielkiej od pierwszego
                  wejrzenia, czy o tej iskierce, ktora zaczyna sie tlic, kiedy ludzie sie do
                  siebie zblizaja? Wydawalo mi sie, ze mowimy o tym drugim, gdy z bliskosci
                  poczatkowo przyjacielskiej jedna strona zaczyna isc w nieco innym kierunku.
                  "Zwykle robi się zbyt intensywnie, zbyt głęboko i wtedy pewnych rzeczy nie da
                  się uniknąć. Zawsze ktoś będzie miał złamane serce. ;-)" To jaka dusza i cialo?
                  I tak, w druga strone tez sie tak zdarzylo i przyjazn nadal trwa. Ale historia
                  nie jest tak malownicza i nie daje sie jej tak ladnie opowiadac.
                  A do klasy ma to o tyle, ze jesli ktos z klasa umie drugiej osobie wyjasnic, ze
                  jednak raczej nic z tego nie bedzie, a druga umie powiedziec, "no bywa,
                  widocznie kto inny mi pisany" i umie w sobie stlumic iskierke, jesli obydwie
                  umieja sie zachowywac tak, jakby pewne slowa nie padly, nie robic aluzji, a wiec
                  i nadziei, czyli w sumie zachowac sie z klasa, to z takiej relacji przyjazn ma
                  wieksza szanse sie rozwinac niz w sytuacji, gdy druga strona bedzie rozdrapywac
                  w sobie uczucia, a pierwsza bedzie cynicznie druga manipulowac na plaszczyznie
                  miedzyplciowej (np. klasyczne damskie chwyty wobec kumpla, ktory ma zostac
                  kumplem, flirt z nim dla poprawienia sobie humoru itd itp).



                  A OT uwazam, ze klasa ludzi ma mnostwo do uczuc. Latwiej przezyc wszelkie
                  negatywne sytuacje, jesli druga strona zachowala sie z klasa. I niewazne czy to
                  milosc czy przyjazn czy sytuacje czysto biznesowe. Cudza klasa osladza porazki.
                  • pierwszalitera Re: Albo klasa ludzi. 16.11.08, 00:14
                    W tłumieniu iskierek jestem marniutka. ;-)))
                    • turzyca Re: Albo klasa ludzi. 16.11.08, 00:35
                      A ja mam wprawe. :) I wielu osobom pomagalam. ;]


                      Trzeba tylko duzo samozaparcia i robienia dokladnie odwrotnej rzeczy niz wszyscy
                      zakochani czyli zamiast idealizowania trzeba wyszukiwac wady obiektu i je
                      wyolbrzymiac. Latwe to nie jest, ale latwiejsze od miesiecy cierpien. :)
                      • pierwszalitera Re: Albo klasa ludzi. 16.11.08, 01:01
                        turzyca napisała:

                        > A ja mam wprawe. :) I wielu osobom pomagalam. ;]
                        >
                        Odpowiem po niemiecku: Spielverderber! ;-)


                        > Trzeba tylko duzo samozaparcia i robienia dokladnie odwrotnej rzeczy niz wszysc
                        > y
                        > zakochani czyli zamiast idealizowania trzeba wyszukiwac wady obiektu i je
                        > wyolbrzymiac.

                        Wyolbrzymianie wad może doprowadzać do efektów odwrotnych. Namiętność do ludzi zupełnie nieopowiednich może być bardzo ekscytująca. ;-)


                        Latwe to nie jest, ale latwiejsze od miesiecy cierpien. :)

                        Problem w tym, że ja wytrwała jestem w osiąganiu moich celów i skoro facet już się ze mną po dobroci zaprzyjaźnił, to tym bardziej w reszcie nie ma szans. ;-) I może wielkie cierpienie z tego nie wychodzi, ale na pewno porządne powikłania. Dla duszy i ciała. ;-) Dlatego od męskich przyjaźni trzymam się już raczej z daleka. Wolę nie wywoływać wilka z lasu. ;-)

                        • turzyca Re: Albo klasa ludzi. 16.11.08, 01:37
                          No ba! Oczywiscie ze spielverdeberin! Z czegos szpas w zyciu trzeba miec. ;P

                          Za masochistow nie odpowiadam, oni zreszta z radoscia beda nieszczesliwie zakochani.


                          Wiesz, ja to zawsze powtarzam, ze jak ktos ma watpliwosci, to niech popatrzy na
                          mnie i mojego naj przyjaciela. Zycia sobie bez siebie nie wyobrazamy i wszyscy
                          od lat sie dziwia, ze my nie jestesmy para. A my po prostu bardzo dobrze wiemy,
                          ze mamy wszelkie cechy, zeby byc najblizszymi przyjaciolmi, ale skala naszych
                          wad jest dla drugiej strony tak przerazajaca, ze proba bycia razem bylaby
                          totalna katastrofa. A juz te trzy wspolne miesiace pod jednym dachem dowiodly
                          tego jednoznacznie. Aaaaaa, nie no, jak sobie pomyslalam, ze mialabym sie z nim
                          zwiazac, to mi sie zimno zrobilo. Trudno sobie wyobrazic gorszego partnera
                          zyciowego, jesli nie bylby jakis patologiczny. Ale lepszego przyjaciela tez. :)
                          • pierwszalitera Re: Albo klasa ludzi. 16.11.08, 02:53
                            turzyca napisała:

                            > Wiesz, ja to zawsze powtarzam, ze jak ktos ma watpliwosci, to niech popatrzy na
                            > mnie i mojego naj przyjaciela. Zycia sobie bez siebie nie wyobrazamy i wszyscy
                            > od lat sie dziwia, ze my nie jestesmy para. A my po prostu bardzo dobrze wiemy,
                            > ze mamy wszelkie cechy, zeby byc najblizszymi przyjaciolmi, ale skala naszych
                            > wad jest dla drugiej strony tak przerazajaca, ze proba bycia razem bylaby
                            > totalna katastrofa.

                            No to tylko pogratulować. :-) Może ja przy facetach mam zawsze jakieś dziwne filtry i przyjaźnie wynikały zawsze z potencjalnych kandydatów na więcej? Inną teorią jest, że jestem w miłości mało wymagająca, ale mój TŻ chyba by się obraził. ;-)))
                        • the_mariska Re: Albo klasa ludzi. 16.11.08, 02:11
                          pierwszalitera napisała:
                          > Wyolbrzymianie wad może doprowadzać do efektów odwrotnych. Namiętność do ludzi
                          > zupełnie nieopowiednich może być bardzo ekscytująca. ;-)

                          Ojjj, masz absolutną rację ;) Faceci idealni mnie nie ruszą, bo są zbyt idealni.
                          Mój typ to zarośnięty, długowłosy syn szatana, najlepiej na motorze i w dodatku
                          muzyk :) Zazwyczaj jako bonus ma w pakiecie problemy z alkoholem i obcesowy styl
                          bycia. Ale co ja poradzę, że tacy właśnie mnie kręcą... ? :)

                          Może dlatego w moim przypadku przyjaźń damsko-męska się świetnie sprawdza. Bo
                          przyjaciół dobieram sobie pod zupełnie innymi kryteriami niż ewentualnych
                          partnerów i są to grupy absolutnie rozłączne. Raz przydarzył mi się związek z
                          kimś kogo wcześniej uważałam za przyjaciela i pierwszy dzień związku był
                          ostatnim dniem naszej przyjaźni. Kompletne zero porozumienia. Przynajmniej już
                          na 100% się drugi raz w coś takiego nie wpakuję ;)

                          Przyjaciół płci męskiej mam na chwilę obecną dwóch i są to ludzie których kocham
                          do szaleństwa siostrzaną miłością. Bo są dla mnie jak rodzeni bracia, tylko dużo
                          bardziej ;) Nie boję się o to, że kiedyś bym się w którymś zakochała, bo ja już
                          ich kocham, tylko w inny sposób :) Tak zwanych dobrych kumpli mam całą masę,
                          dużo więcej niż koleżanek. Bo tak w głębi serca to ja kompletnie nie umiem się
                          dogadać z babami, Lobby chlubnym wyjątkiem :) Ale ja wychowałam się z 4 braćmi,
                          zawsze obracałam się w bardziej męskim niż damskim gronie, jestem z polibudy i
                          90% moich znajomych to faceci, więc się nie liczę. Choć przyjaciółki płci
                          żeńskiej też miewałam i mam nadal, ale to naprawdę wyjątki ;)
                          • pierwszalitera Re: Albo klasa ludzi. 16.11.08, 02:58
                            the_mariska napisała:

                            > Ojjj, masz absolutną rację ;) Faceci idealni mnie nie ruszą, bo są zbyt idealni
                            > .
                            > Mój typ to zarośnięty, długowłosy syn szatana, najlepiej na motorze i w dodatku
                            > muzyk :) Zazwyczaj jako bonus ma w pakiecie problemy z alkoholem i obcesowy sty
                            > l
                            > bycia. Ale co ja poradzę, że tacy właśnie mnie kręcą... ? :)

                            O matko! A ja myślałam, że ja mam problemy. ;-) W zasadzie pasuje, tylko ten motor sobie odpuszczam. I z racji wieku długie włosy odpadają, za to problem alkoholiczny bardziej utrwalony. ;-)
                          • daslicht Re: Albo klasa ludzi. 16.11.08, 15:32
                            O właśnie, też się głównie kolegowałam i koleguję z facetami, choć
                            nie mam czterech braci :) Tyle, że oni nie uważali mnie za kobietę,
                            tylko za kolejnego kumpla, a jak się ktoś dziwił "a co wy z babą?",
                            to było "to nie jest baba, tylko Kaśka" (czy raczej jakaś dziwna
                            ksywa) :)

                            I w sumie mam mało koleżanek, jak zauważyłam duża część dziewczyn to
                            popiskujące, wiecznie sfochowane, przejmujące się pierdołami i
                            obrażające się o byle co laski, z których A i B obgadują C, A i C
                            obgadują B, a B i C obgadują A. Jak się spotkają wszystkie razem, to
                            obgadują kto z kim i kiedy, a podstawowy cel to wyrwac chłopaka,
                            potem wyć, jęczeć i zawracać dupę pytaniami "a jak myślisz czy on
                            mnie jeszcze kooochaaa? (buuuuuu)".
                            (tu oczywiście jeszcze raz podkreślam, że nie mówię OGÓLNIE)

                            Chyba nawet łatwiej się przyjaźnić z facetami, bo nie trzeba się
                            doszukiwać drugiego, trzeciego czy czwartego dna i pilnowac,
                            bo "wszystko, co powiesz może zostac wykorzystane przeciwko tobie",
                            intrygi też nie są takie częste.
                            (to też nie jest ogólnie, bo spotkałam się z jeszcze bardziej
                            knującymi i fochującymi facetami niż wyżej opisane babki).

                            Co do jakichś zauroczeń, to się zdarzało, albo mówiło się NIE, albo,
                            gdy facet był za bardzo natarczywy, dawało w pysk - i już :) Jak
                            facet mnie pociągał, to pociągał od razu, a nie po x czasie i
                            najwyżej potem zostawał tylko kolegą.
                          • amentowa Re: Albo klasa ludzi. 18.11.08, 00:19
                            haha.... tez mialam taki typ, ale juz mi przeszlo. Taki syn szatana to na dluzsza mete same problemy.
            • martulka_s Re: Obustronny brak kręcenia 15.11.08, 22:59
              zooba napisała:

              > Mnie się
              > nigdy nie udało, albo z mojej strony albo z drugiej ktoś chciał zmienić płaszcz
              > yznę.
              > Z mojej strony dlatego, że kiedy mężczyzna podoba mi się umysłem, jest już po
              > mnie...

              Ze mną jest tak samo. I nie mam przyjaciela płci męskiej oprócz własnego męża.
              Ale mam kilku dobrych kolegów z podtekstem ; )
    • ciri1971 Re: Przyjaźń damsko-męska 15.11.08, 13:17
      Ja wierzę, chociaż moja przyjaźń z facetem, o której myślałam, że
      jest tylko przyjaźnią, okazała się z jego strony być czymś więcej.
      Powiedział mi o tym i coż, wszystko się rozsypało, nie potrafiłam
      już rozmawiać z nim tak jak wcześniej. I jednak w moim
      wypadku "przyjaciółki górą".
    • agafka88 Re: Przyjaźń damsko-męska 15.11.08, 15:05
      Wierzę. Bezgranicznie :)

      Jednak nie różnicuję ludzi ze względu na płeć, mogę się przyjaźnić z kobietami i
      mężczyznami. I w sumie te przyjaźnie są dla mnie tak samo cenne i na tym samym
      poziomie. Łącznie z przyjacielskim kontaktem fizycznym, bez zadnych podtekstów
      seksualnych.
    • olusimama nie wierzę za grosz 15.11.08, 19:13
      znaczy tak, w dwóch przypadkach - kiedy przynajmniej jedno jest homoseksualne.
      Drugi - byli kiedyś razem, rozstali się, minęło trochę czasu, rany się
      zabliźniły, złego nie pamiętają a za to dobrze się dogadują już bez erotycznych
      tarć w tle.

      w innym przypadku nie wierzę, nikt mnie nie przekona, zawsze któraś strona coś
      tam kombinuje więcej, nawet jeśli się całe lata do tego nie przyzna.
    • sbarazzina Re: Przyjaźń damsko-męska 15.11.08, 20:09
      Nie istnieje.
    • kuraiko Re: Przyjaźń damsko-męska 15.11.08, 21:20
      w moim przypadku chyba niemożliwa... owszem mogę się kumplować z
      facetami, ale bliższe kumplowanie prędzej czy później zamieniało się
      w zauroczenie albo i gorzej :/ oczywiście tylko z mojej strony.
      oczywiście mogę się kumplować z facetami, którzy mnie nie kręcą
      fizycznie albo mają jakieś niedostatki natury duchowej i charakteru.
      ale jak koleś był przystojny, w moim typie, do tego fajny charakter,
      to zawsze było tak samo...
      przyjaźń jest możliwa w moim przypadku tylko z własnym facetem ;) z
      nim mogę się przyjaźnić :PPP
    • plica Re: Przyjaźń damsko-męska 16.11.08, 15:44
      jak dla mnie istnieje tylko takie bliskie kumplowanie. ale gleboka wiez przyjazni wiaze sie u mnie ze zbytnią intymnoscia, wiec to mogloby byc dosc niebezpieczne :)
    • zawsze_zielona Re: Przyjaźń damsko-męska 16.11.08, 19:56
      Zgadzam sie z dziewczynami, ktore pisza ze prawdziwa przyjazn wiaze sie z
      intymnoscia i faktycznie chyba ciezko ustalic granice. No i zdazylo mi sie, ze
      to co ja uwazalam za kumplowanie i byc moze poczatke przyjazni bylo czyms innym
      z jego straony. Powiedzial, ze zlamalam mu serce. Od tego momentu jestem ostrozna.
      Idealne rozwiazanie dla mnie, to przyjaciel, ktory na pewno sie we mnie nie
      zakocha, czyli gej. W tym przypadku jest miejsce na gleboka wiez i intymnosc bez
      zadnych podtekstow. Moj przyjaciel jest dla mnie jak brat, w bracie sie przeciez
      nie zakocham;)
      • amentowa Re: Przyjaźń damsko-męska 16.11.08, 21:23
        No wlasnie mozna sie przyjaznic z bratem, z kuzynem albo z gejem. Ja oczywiscie chetnie bym sie przyjaznila z plcia przeciwna, ale jakos nigdy to u mnie nie zadzialalo, predzej czy pozniej wychodzilo, ze facet jednak chcialby czegos wiecej, choc wczesniej uparcie deklarowal, ze to przyjazn. Na szczescie do zadnych zlamanych serc nie doszlo. Faceci sa inni po prostu i czesto myli im sie intymnosc zwiazana z przyjaznia z innego rodzaju intymnoscia. Druga sprawa istnieje spora grupa kombinatorow, ktorzy przez przyjazn daza do innej relacji. Poza tym, ja szczerze i otwarcie przyznaje, ze nie chcialabym, zeby moj facet mial jakas przyjaciolke, z ktora spedzalby duzo czasu ( bo przeciez przyjacielowi nalezy sie duzo czasu) i odwrotnie moj facet tez nie bylby zachwycony, gdybym ja poswiecala duzo czasu jakiemus innemu facetowi.
        • kuraiko Re: Przyjaźń damsko-męska 17.11.08, 04:54
          o taaak ;) jest pewien chłopak, z którym przez dobre kilka lat
          pisaliśmy listy (nigdy się nie widzieliśmy w realu), potem coraz
          rzadziej, teraz raz na ruski rok mail, sms czy kartka na święta. ja
          dostaję zawsze bicia serca na znak od niego, a mój facet jest
          zazdrosny ;)))) co najlepsze ten chłopak zawsze mi pisał o tym, że
          teraz chodzi z taką a z taką, nawet kiedyś mi przysłał swoje foto z
          dziewczyną. jakoś nigdy nie myślałam o tym inaczej niż o miłej
          znajomości, chociaż oczywiście co innego mogłoby być gdybyśmy się
          poznali "na żywo" ;)

          w każdym razie mój facet jest zazdrosny nawet o moich kolegów ;) ale
          cóż jak ja mu opowiadam, że jeden kolega mnie podnosi do góry itp xD
        • madzioreck Re: Przyjaźń damsko-męska 17.11.08, 17:41
          amentowa napisała:

          > ja szczerze i otwarcie przyznaje, ze nie chcialabym, zeby moj facet mial jakas
          > przyjaciolke, z ktora spedzalby duzo czasu ( bo przeciez przyjacielowi nalezy
          > sie duzo czasu) i odwrotnie moj facet tez nie bylby zachwycony, gdybym ja poswi
          > ecala duzo czasu jakiemus innemu facetowi.

          Z jednej strony masz rację, ale chyba patrzysz trochę powierzchownie. Mam męża,
          jesteśmy razem 3,5 roku. Nie mam żadnej serdecznej koleżanki, której mogłabym
          się wygadać. I mam przyjaciół - 4 facetów, z których każdy ma z kimś ułożone
          życie. Co miałam zrobić, kiedy poznałam męża? Powiedzieć chłopakom: "Spadajcie,
          bo teraz mam faceta i on będzie zazdrosny"? To by była chyba dyskryminacja ze
          względu na płeć... W tej chwili tworzymy już wielką paczkę, ja, chłopaki, ich
          dziewczyny, mój TŻ, spotykamy się wspólnie, bawili się na moim weselu. Robimy
          imprezy. Ale kiedy będę potrzebowała się wypłakać, na męża na przykład, to pójdę
          do chłopaków, bo po prostu nie mam nikogo innego. Poświęciłam dużo dla
          poprzedniego faceta, a on się wypiął. Przyjaciele mnie nigdy nie zawiedli i nie
          wyprę się ich.
          • amentowa Re: Przyjaźń damsko-męska 17.11.08, 22:52
            Twoja sytuacja jest po prostu zupelnia inna niz moja. Ja nigdy nie mialam szczecia do przyjazni mesko-kobiecej i oczywiscie dlatego tez patrze na taka relacje w sposob sceptyczny. Poza tym, jak piszesz, wszyscy Twoi przyjaciele maja dziewczyny i poukladane zycie, to zmienia troche postac rzeczy. A tak w ogole uwazam,ze przyjaznie sa bardzo cenne i nie powinno z nich rezygnowac, tylko dlatego, ze poznalo sie kogos nowego, czy dlatego, ze jest sie w zwiazku.

            A z drugiej strony, wyobraz sobie, Ze Twoj maz poznaje jakas kobiete i mowi Ci, ze to bedzie jego przyjaciolka. No ja musze powiedziec, ze mnie by to jednak wkurzylo, awantura pewna haha.
            • madzioreck Re: Przyjaźń damsko-męska 18.11.08, 17:28
              Moi przyjaciele teraz maja dziewczyny, nie zawsze tak było. Był czas, kiedy
              wszyscy byliśmy sami i wiecznie zalewaliśmy robaka po rozstaniach.
              Oczywiście nie byłabym zadowolona, gdyby mój chłop znalazł sobie "przyjaciółkę",
              ale i ja nie nawiązuję jakich specjalnych nowych bliskich znajomości. Oni po
              prostu byli, są, i tyle. Mój mąż ma jedną koleżankę, przyjaciółka to to nie
              jest, widują się bardzo rzadko, bo dziewczyna jeździ po świecie. Jest zakonnicą,
              więc może być ostatecznie ;P
              • amentowa Re: Przyjaźń damsko-męska 18.11.08, 20:27
                haha... no widzisz. Moj facet tez ma taka niby przyjaciolke, ona nawet nazywa go bratem, ale dla mnie to nie jest przyjazn tylko kumplowanie. Oni tylko pili razem i fajki palili. Niespecjalnie mi sie podoba taka przyjazn, malo konstruktywna zreszta. Na szczescie, tez juz sobie wyjechala ta osoba, wiec nie musze miec "wyrzutow sumienia", ze sie nie zaprzyjaznilam specjalnie z nia haha,bo moj facet mial taka nadzieje. Nie o to chodzi, ze nie lubie pic, czy cos, ale nie lubie pozerow i aktorow, a ona wlasnie w moich oczach taka jest.
    • luliluli Re: Przyjaźń damsko-męska 17.11.08, 10:51
      Przyjaźńz gejem albo byłym facetem jest jak najbardziej możliwa -
      inne jakos, moim zdaniem, nie wchodzą grę:)ja mam wielu kupmli, ale
      czy to aż przyjaciele? nie sądzę.
      Przyjaźń w znaczeniu bliskiego kontaktu porównywalnego z
      siostrzanym, albo może raczej (jak to kiedys wywrzeszczałam
      ówczesnemu facetowi) cos jak związek - tyle, że bez seksu - tak to
      widzę.
Pełna wersja