luliluli
14.01.09, 07:59
Zdiagnozowaną u psychiatry, leczoną dosłownie kilka dni lekami i
terapią. Człowiek ten choć na początku uważał, że taka pomoc mu
potrzebna, teraz sądzi, że to głupoty i nie pomogą - więc wraca do
siedzenia w domu. Jak przekonać go do leczenia? Jak przekonać go, że
dalsze odcinanie się od świata jest bez sensu (nadmienię tylko, że
wspominany człowiek sądzi, że to świat się odciął od niego, więc się
światu należy to samo).
Czy i jak pomóc takiej osobie?
Taki stan trwa wieeeele miesięcy, nawet nie wiem, czy nie liczyć go
w latach (choć od specjalisty z diagnozą pan ten wyszedł dopiero
kilka miesięcy temu, bo było i jest coraz gorzej).
Jest trudno - trudno się ciągle utwierdzać w przekonanu, że to, że
jest opryskliwym, żałosnym, wrednym, złośliwym, samolubnym,
histerycznym, skupionym na sobie, rozmemłanym, zrzędzącym dupkiem -
nie jest jego winą, a wynikiem właśnie depresji. Im bardziej jest
taki, tym bardziej wszyscy się od niego odwracają, a im bardziej się
odwracają, tym bardziej staje się nieznośny. Jak przerwać to koło?
Może któraś z Was ma za sobą podobne doświadczenia, albo sama wyszła
z depresji? Co mają zrobić bliscy?:|