Dodaj do ulubionych

"Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się?

16.06.09, 21:50
Interesuje Was, co pomyślą sobie o Was inni, tzn. obcy ludzie? Bo mnie jakoś
nie, a zaglądam ostatnio na inne fora i gadam z ludźmi, i dużo osób się
przejmuje. Nie mówię tu o jakimś niekulturalnym zachowaniu i olewaniu
otoczenia, tylko, pozwolę sobie podać taki drastyczny przykład, rodzice, dla
których największy problem w przypadku nieślubnej ciąży córki stanowi: "Co
ludzie powiedzą!?" Nie, jak sobie poradzi, nie, że zostaną dziadkami, tylko co
ludzie powiedzą, sąsiedzi itd. Obcy ludzie ważniejsi, niż córka. Drugi
przykład: na forum Kobieta dziewczyna ma problem, bo chce kupić sobie skąpe
bikini, i czy to nie uwydatni brzucha, i "czy powinna obawiać się, jak
zareagują inni ludzie". Przejmujecie się tym?
Dla mnie ważne jest, co sądzi o mnie moja rodzina, przyjaciele, mąż, i to tez
wtedy, kiedy zrobiłabym coś złego, czego rzeczywiście należy się wstydzić...
Obserwuj wątek
    • pierwszalitera Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 16.06.09, 22:17
      Mnie kiedyś na apel o nieprzejmowaniu się zdaniem otoczenia ktoś odpowiedział, że jesteśmy przecież istotami socjalnymi i nie wolno sobie tak tylko dla siebie bla, bla, bla... ;-) Ludzkie tragedie, traumy, załamania nerwowe i depresje tylko przez taką postawę powstają. :-/
    • ametyst89 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 16.06.09, 22:18
      Nie bardzo. Z reguły jestem raczej uosobiona "na przekór". Mam alergię na
      przesadne stereotypy, fanatyzm religijny, postawy szowinistyczne i pare innych
      rzeczy, na które nie boję się głośno rozmawiać, a często byłam zagłuszana przez
      rodzinkę, bo "co sobie ludzie pomyślą?". Tak samo była dziewczyna mego kumpla,
      obawiała się mówić, że z nim jest, bo bała się reakcji otoczenia (kumpel jest
      Pakistańczykiem). Zawsze mnie dziwiły takie obawy, jakoś nie wyobrażam sobie
      wyboru partnera, ubioru, pracy, czegokolwiek, patrząc na potencjalne reakcje
      środowiska.
    • justinehh Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 16.06.09, 22:29
      Mnie nie, ale moja matka co krok przypomina mi o opinii obcych, po prostu są dla
      niej ważniejsi ...
    • agafka88 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 16.06.09, 22:34
      Właśnie dziś siedziałam sobie z koleżanką na plotach i zeszło na śluby. Ja w którymś momencie wypaliłam:
      - Śluby? O maaaatko, białe buty i rajstopy, nienawidzę. Rajstopy założę na bank cieliste, a z butami też coś wykombinuję:)

      Na to koleżanka do mnie, że przecieżby mnie ludzie zjedli, bo ona już słyszała, jak jedną taką "odważną" obgadali. No i mi szczęka opadła. A co kogo obchodzi, jakie ja będę miała buty i rajstopy na >>>>moim<<<< własnym weselu? W nosie to mam :)

      Chłopaka też mam obcokrajowca i jakbym się głupimi plotkami przejmowała, które do mnie dotarły...

      W nosie to mam, ja nie jestem zupą pomidorową, żeby mnie wszyscy lubili ;) Jak ktoś ma ze mną problem, bo jestem nie taka jakby ktos sobie życzył, to mnie to nie obchodzi, bo znam swoją wartość i wiem, że wszystkim się nie dogodzi. Tym bardziej że nie jestem zdesperowana i mam wielu przyjaciół, którzy doceniają mnie jaka jestem, więc na bank nie będę się przejmować tym,co jacyś obcy ludzie powiedzą.
      • agafka88 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 16.06.09, 22:35
        No i moja mama zawsze mi powtarzała, żebym znała swoją wartość i nie przejmowała
        się innymi, bo jak człowiek jest inteligentny, sympatyczny i dobrze wychowany,
        to zawsze się obroni :)
      • jul-kaa Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 16.06.09, 22:49
        Kupiłam białe buty do ślubu. Takie, zeby je jeszcze można było nosic, w
        najmniejszym stopniu nie-slubne. No i kolezanki krecily nosem :) Glupie baby :)
        • madzioreck Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 16.06.09, 22:51
          A ja noszę swoje ślubne teraz i też mam w nosie :)
          • daslicht Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 16.06.09, 23:48
            A ja noszę obcasy i koturny ^^
          • yaga7 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 06:47
            A ja ślubne miałam fioletowe. O.
            Do kościelnego żeby nie było ;)
          • klaranyc Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 23.06.09, 18:52
            Przeczytałam o Waszych butach ślubnych i zajrzałam do moich zdjęć
            ślubnych, bo za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć, które
            buty założyłam na swój własny ślub (ani mi się śniło kupić nowe
            specjalnie na tę okazję). I co się okazało? Buty pozostaną
            tajemnicą, bo nie widać ich spod kiecki :-D No chyba że mi pamięć
            wróci ;-) A kieckę miałam późnośredniowieczną, żadną ślubną i
            absolutnie nic mnie nie obchodziło co ludzie powiedzą.
        • plica buty slubne 17.06.09, 19:51
          do slubu kupilam biale plocienne buty ze sznurka i na koturnie. jedyne biale jakie nie budzily mojego odruchu wymiotnego. w dodatku przecenione na 29 zl :) goscie weselni znali mnie doskonale i nie komentowali wyboru, bo doskonale wiedzieli czym by ten komentarz sie skonczyl :)
          • madzioreck Re: buty slubne 17.06.09, 22:56
            No ja właśnie też byłam załamana butami ślubnymi - wszystkie takie same :/ Czuby
            i pasek przez kostkę i koronki. Ale znalazłam całe białe, zakryte butki z
            okrągłym noskiem, zwykłe, zakryte połóweczki, jedyna ozdoba to supeł z wstążki.
            Bardzo je lubię i noszę do hiszpanki i dżinów :)
            • plica Re: buty slubne 18.06.09, 07:34
              ja rozwazam zafarbowanie swoich. badz odprucie etnicznych ozdob i nadrukowanie sobie np. kotka :)
          • klaranyc Re: buty slubne 23.06.09, 18:55
            Ale fajne, takie ze sznurka bardzo mi się podobają. I pomysł z kotkiem
            też ;-)
      • elrosa Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 16:23
        Hm, w zeszłym roku kupiłam sobie białe sandałki do biało-czerwono-zielonej kiecki, i ani mi do głowy nie przyszło, że coś z nimi nie tak :)
        • agafka88 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 17:39
          elrosa napisała:

          > Hm, w zeszłym roku kupiłam sobie białe sandałki do biało-czerwono-zielonej kiec
          > ki, i ani mi do głowy nie przyszło, że coś z nimi nie tak :)
          >

          Ja tam nie mam nic ogólnie przeciw białym butom, chociaż raczej chyba sama nigdy nie miałam. Jak ludzie noszą, to mi się nawet podoba (pomijając białe kozaczki, na widok któych zawsze się uśmiecham).

          Ale zestaw: biała sukienka, biały welon, rajstopy i buty i jeszcze bielizna, sprawia, że robi mi się słabo: ja po prostu nie lubię na sobie takiego natężenia koloru białego.

          Rajstopy będę miała cieliste, buty może czerwone albo wzorem jagi fioletowe i do tego bielizna koniecznie nie biała, najlepiej czerwona o ile by nie prześwitywała, a w najgorszym razie nawet jakiś beżyk, szampan, piasek pustyni czy jak to kto zwał, lub kolor w stylu Verony. Jak ja nie lubię białej bielizny! (ale białej zbyt małej Zety nikomu nie oddam ;)) Oczywiście o ile mój facet nie przejrzy na oczy i nie ucieknie z krzykiem w najbliższym czasie ;))

          A ludzie bulwersujący się na widok czerwonych butów do sukienki mnie raczej nie obchodzą, chyba bardziej powinni się bulwersować (jeżeli są wierzący) pannami młodymi z brzuchem od stóp do głów w bieli ;)
          • jul-kaa kolor kiecki :) 17.06.09, 18:05
            agafka88 napisała:

            > Ale zestaw: biała sukienka, biały welon, rajstopy i buty i jeszcze bielizna, sp
            > rawia, że robi mi się słabo: ja po prostu nie lubię na sobie takiego natężenia
            > koloru białego.

            Mnie też :) O taką mialam sukienkę: www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/54dc8215c38c33c0.html
            zdjęcie dobrze oddaje kolor, bo jest kontrast ze straszną bielą halki :)

            O tym, jak fatalny (TRAGICZNY!) miałam stanik wolę nie wspominać.
            Ale przez LB nie moge patrzec na swoje zdjecia slubne :( cycuchy do pasa, pod pacha, ABT itp.

            A gdyby baba z Landu mnie nie wciskała przemocą w jakieś nieludzko niewygodne paskudztwa (w rozmiarowce Feliny, w którą zasadniczo i wtedy i teraz się nie mieściłam), to nie brałabym ślubu w 120Deee...
            Sorki za offtop ;)
            • the_mariska Re: kolor kiecki :) 17.06.09, 18:18
              Oooo tak, jeżeli kiedykolwiek będę brała ślub, to za Chiny nie dam się ubrać w
              białą sukienkę, choćby mnie wszystkie ciotki i babki chciały wydziedziczyć. Ja w
              tym kolorze po prostu NIE wyglądam ;) W ostateczności mogłabym pójść do ślubu w
              sukni w kolorze kości słoniowej, prostej, dopasowanej, z ażurowym bolerkiem,
              cielistymi pończochami i wysoko upiętymi długimi rudymi lokami (których się
              doczekam chyba w przyszłym wcieleniu). Ale że w ciągu najbliższych dobrych paru
              lat się u mnie na ślub nie zanosi więc się na razie nie mam czym przejmować :)
              • agafka88 Re: kolor kiecki :) 17.06.09, 18:26
                the_mariska napisała:

                > Ale że w ciągu najbliższych dobrych paru
                > lat się u mnie na ślub nie zanosi więc się na razie nie mam czym przejmować :)

                No ja się założę, że szybciej będę tańczyć na Twoim weselu, niż Ty na moim, mam
                coś takie przeczucie :) Oczywiście czuję się zaproszona ;)
          • madzioreck Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 22:52
            A ja bardzo lubię biały, oprócz bluzek :)
            Suknię ślubną chciałam ecru albo coś takiego, ale okazało się, że wyglądam,
            jakbym miała chorobę morską :) A białą bieliznę kocham :)
    • juannita Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 16.06.09, 23:15
      Przejmuje sie opinia ludzi, na ktorych mi zalezy o sprawach,ktore uwazam za wazne:)

      Wychodze z zalozenia, ze tak czy owak wplyw na to, co inni o mnie mysla, mam niewielki.

      Oraz ,ze wplyw tego, co inni o mnie mysla, na moje zycie jest znikomy.
    • jul-kaa Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 16.06.09, 23:29
      Hmm, ale kim są ci ludzie? Sąsiedzi? Rodzina? Znajomi z roku, z pracy?

      Ja się przejmuję. Wszystkimi i to za bardzo. Lubie być w miarę w porządku, ale
      zwykle nie jestem, przez co juz sporo nerwow zjadlam. Mam sporo pogladow
      "odstajacych" od reszty swiata i musze z tym zyc, choc nauczylam sie ich nie
      konfrontować zawsze i wszędzie :)
      • madzioreck Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 00:35
        Różni ludzie. Sąsiedzi, dalsi znajomi, obcy ludzie u kogoś na imprezie. Czy
        pomyślą o mnie to, tamto, czy siamto. Jeśli chodzi o pracę, to też się
        przejmuję, ale tylko tym, co szef czy współpracownicy sądzą o mnie jako o
        pracowniku, a nie tym, czy podoba im się moja fryzura czy korale. Przykładowo,
        ostatnio usłyszałam od szefowej, ze się zaniedbałam, bo 2 razy w jednym tygodniu
        przyszłam do pracy bez makijażu. I że co na to mój mąż, że po ślubie też trzeba
        o sibie dbać Kazałam jej zająć się swoimi sprawami i jeszcze miałam dorzucić (bo
        wcinanie się wyzwala we mnie złośliwość), że jeśli już taka dokładna, to ona
        jest zadbana, a ja mam męża i jakoś nie ucieka (ale nie dorzuciłam, bo jednak
        niewpieprzanie się w cudze sprawy działa u mnie w dwie strony i nie jestem aż
        tak wredna) i tyle.
        Opinia rodziny mnie interesuje, ale nie taka tego typu, że moja siostra uważa,
        że powinnam mieć dzieci, a ja się tym przejmuję. Wyrąbałam, ze jak jej w
        rodzinie dzieci brak, to niech sobie sprawi z mężem trzecie ;)
        • jul-kaa Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 00:59
          madzioreck napisała:

          > Różni ludzie. Sąsiedzi, dalsi znajomi, obcy ludzie u kogoś na imprezie. Czy
          > pomyślą o mnie to, tamto, czy siamto.

          Ano widzisz, ja tak nie potrafię. Ileś razy usłyszlam od "nowoczesnie
          asertywnych" rozne rzeczy n.t. wygladu, wiary itp. Nie umiem się odciąć, staram
          sie dopasowac, jakos wejść w te ramki.
          Ale z drugiej strony zyję conajmniej nieszablonowo i chociaż spotyka sie to z
          brakiem akceptacji części świata zewnetrznego, to tego nie zmieniam - zmieniam
          raczej otoczenie, lub niektore sprawy pomijam. Wiec moze jednak nie przejmuję
          się aż tak tym, "Co ludzie powiedzą"...?
    • ottiss a jak beda czekac pod kosciolem? 17.06.09, 00:26
      przyklad z zycia rodzinki:

      kuzyn ma zamiar brac slub cywlilny.

      reakcja jego mamy: nie pozwalam! co bedzie jak sasiadki beda czekac na was pod kosciolem a wy sie tam nie zjawicie?
      kurtyna
      • madzioreck Re: a jak beda czekac pod kosciolem? 17.06.09, 00:38
        O, no właśnie o coś takiego chodzi. Opinia sąsiadów ważniejsza niz to, czego
        chce ktoś bliski i tym, czego chce lub nie chce, nie robi nikomu krzywdy.
      • jehanette Re: a jak beda czekac pod kosciolem? 17.06.09, 15:52
        Aua, szczęka mi o podłogę walnęła...

        Ale argument...

        no jakby ktoś do mnie to we właściwym momencie powiedział to bym poleciała do
        kościółka na kolanach...

        ;)
    • kuraiko Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 00:37
      hmmm co do tego przykładu z bikini ;) i ogólnie z wyglądem
      oczywiście żadna z nas w ogóle się nie przejmuje tym co powiedzą
      ludzie nt jej wyglądu :P, ale każda też goli nogi przed wyjściem z
      domu w spódnicy, czy "linię bikini" przed wyjściem w skąpym stroju
      na plażę, prawda? ;)))))))
      • madzioreck Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 00:40
        Tak, ale golę nogi dlatego, ze JA lubię moje nogi gładkie, anie dlatego, że
        nieogolone nie spodobają się jakiejś obcej babie na ulicy. Maluję się, bo lubię,
        ale jak mi się nie chce, to się nie maluję i naprawdę mi lata, co kto o tym
        sądzi, żem nieumalowana.
        • kuraiko Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 00:46
          no cóż, ale nie sądzę, żeby taki był powód dla większości ;)
          najlepiej świadczą o tym wypowiedzi dziewczyn, że w zimie sobie
          zapuszczają kłaczki na nogach, zwłaszcza jeśli są singielkami, a
          dopiero jak przyjdzie wiosna - depilują ;)
          ja w zimie depiluję nogi jak mi się zechce, bo rzeczywiście lubię
          kiedy są gładkie, wiosną i latem zmusza mnie do tego wstyd.
          • madzioreck Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 00:55
            Ano właśnie dlatego pytam, kto się przejmuje.
          • jul-kaa Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 00:57
            O, przyszedl mi do glowy przyklad - mieszkalam zagranica, gdzie ludzie,
            delikatnie mowiac, sa niezbyt czysci (jak na nasze standardy), jedza duzo
            czosknu, cebuli, zeby myja conajmniej rzadko. W Polsce po zjedzeniu cebuli,
            czosnku itp. MUSZE umyc zeby. I wydawalo mi sie, ze robie to DLA SIEBIE. A tu
            figa - po kilku miesiacach wdychania cudzych cebulowych zapachow sama zaczelam
            _zapominac_ nawet o gumie do zucia po obiedzie :)
            • kuraiko Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 01:32
              uwielbiam czosnek i od pewnego czasu jadam często do kanapek. akurat
              tak się składało, że najczęściej na kolację. moja mama od czasu
              rzucenia palenia jest wyczulona na zapachy i potrafi na drugi dzień,
              powiedzmy z 12 godzin po spożyciu przeze mnie 2 ząbków czosnku
              zapytać "jadłaś czosnek, ale czuć" (bo to czasem czuć nawet po
              umyciu zębów). nie wiem co ludzie mają do czosnku, ale jednak nie
              jem go rano ;) no na pewno jakbym poszła np na rozmowę o pracę czy
              złożyć CV i zionęła czosnkiem osobie tak wrażliwej jak moja mama, to
              chyba niezbyt dobrze by rokowało na przyszłość ;)
          • ederlezi1981 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 20.06.09, 11:07
            Dokładnie kuraiko.
            Człowiek jest istota społeczną i nic na to się nie poradzi.
            Ja trzy lata temu przez pół wakacji zastanawiałam się nad zrobieniem sobie dredów- i nie zrobiłam, bo 25 lat, doktorantka, no nie wypada. Później narobiłam w zyciu mase innych głupstw, wiec może dredy byłyby jednak lepsze.
            A co do przykładu z bikini- ja mam tak z masa ubrań- nie ubiore, bo co ludzie powiedzą ( w sensie, beda się śmiać i obgadywać). Wiem, głupie, ale nic sie na to nie poradzi. Mój nonkonformizm umiarkowany przejawia się tym, że się prawie nie maluję (nie mam czasu, nie chce mi sie i średnio umiem), ubieram się zazwyczaj sportowo i na luzie, także w sytuacjach, gdy moje poważne koleżąnki ubieraja się stosowniej do sytuacji. Ale uważąm, że jeśli mam cos do przekazania grupie, to mogę siedziec okrakiem na ławce, popijać niebieskiego powerda, machać łapkami w sandałach i miec na sobie wygniecione bojówki..
      • plica Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 19:56
        prawda. ale to kwestia wlasnego gustu. gole bo ogolona sie sobie podobam :)
    • kuraiko Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 01:39
      jeśli chodzi o sąsiadów, to czasem się przejmuję ;) żeby nie
      słyszeli odgłosów upojnego wieczoru przez ścianę, żeby nie usłyszeli
      jak potrafię rzucać mięchem ;)
      ciekawa jestem co by było, gdybym np "chodziła z brzuchem" bez
      ślubu. moi rodzice nie pochwalają brania ślubu z powodu ciąży, więc
      nie sądzę aby były jakieś naciski z ich strony, bo sama bym nie
      wzięła w takiej sytuacji ślubu. jednak jak na razie prawie wszystkie
      dzieci sąsiadów urodziły się po ślubie, żadna dziewczyna z
      sąsiedztwa "z brzuchem" nie chodziła ;) (tylko jedna, ale już nie
      mieszkająca z rodzicami, będąca zresztą w wieku, w którym straszy
      się kobiety, że urodzą chore dziecko, więc to w zasadzie się nie
      liczy)
      sąsiedztwo jest na pół katolickie, na pół "czerwone", nie mogę sobie
      wyobrazić co by było w takiej sytuacji, czy za moimi plecami do tej
      pory przyjaźni ludzie czyniliby jakieś uwagi. myślę, że jednak by mi
      to zwisało, w sensie, że nie zmieniłabym swojej sytuacji, ale na
      pewno byłoby to przykre.
      • pana.cotta Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 22.06.09, 03:16
        Ja nie znam swoich obecnych sasiadow, wiec mam ich opinie na jakikolwiek temat
        bardzo gleboko (co by sie oczywiscie nie zmienilo w momencie ich poznania);)
        zwlaszcza na temat tego co robie w moim wlasnym domu. oczywiscie w granicach
        rozsadku, nie chce klotniami cudzych dzieci budzic, ale nie zamierzam sie
        tlumaczyc z kilku bluzgow czy nocy z facetem ;)

        sa pewne zasady, ktorych przestrzegam ale dlatego ze tak wlasnie wypada. nie
        chce nikomu smierdziec np, bo to nieprzyjemne. nie chcialabym aby mi ktos
        smierdzial.
        no ale to gdzie i z kim bym brala slub czy w ciazy czy z poduszka pod sukienka
        i wlochatymi nogami to juz jest moj wlasny biznes.

        w LO mi kazali wyjac kolczyk z wargi, bo byl to niezbity dowod na to, ze bija
        mnie w domu i sie samookaleczam aby odreagowac. no i gorsze rodzicow uczniow,
        ktorzy przestana posylac dzieci do tej szkoly.
        wyjelam.
        do dzis mam fun ze kogos takie pierdoly w ogole obchodza ;)

        zalezy mi co powiedza moi bliscy. kiedy robie cos zle i chca mi pomoc, to staram
        sie zmienic, ale kiedy mamy odmienne zdanie to oczekuje ze je uszanuja i
        bedziemy sobie zyc dalej :)
    • the_mariska Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 02:20
      Gdybym miała się przejmować, to dawno umarłabym na nerwicę :) Oczywiście, w
      dzieciństwie i okresie dojrzewania strasznie przejmowałam się zdaniem kolegów z
      klasy na swój temat, a że było często bywało nieprzychylne to nieraz spędzało mi
      to sen z powiek. Od tamtej pory sporo się uodporniłam, chyba nawet aż za bardzo,
      bo to co ktoś tam kiedyś komuś powiedział na mój temat kompletnie mnie nie rusza.

      Wychodzę z założenia, że jeśli komuś nie odpowiada moje zachowanie/styl
      bycia/wygląd/whatever i nie raczy mi powiedzieć tego w twarz tylko plotkuje
      dookoła, to jest jego problem, nie mój. Cenię sobie ludzi, którzy gdy im coś we
      mnie przeszkadza rozmawiają ze mną o tym. Lub chociaż wygarną mi to w stylu
      "Mariska, kurna, weź więcej nie odpierniczaj w taki sposób...". I zdanie takich
      osób raczej biorę pod uwagę. Tyle, że to są raczej osoby które już całkiem
      dobrze znam, a nie przypadkowi znajomi z uczelni/osiedla/rodziny, z którymi
      praktycznie nie mam żadnego kontaktu. Ci ostatni potrafią tylko plotkować ;)

      Kiedyś jedna znajoma podsumowała swoje (bardzo podobne do mojego) podejście:
      "Jak ktoś mnie nie lubi, to jest jego problem. Ja nie lubię nikogo, więc nie mam
      żadnych problemów.". Brzmi strasznie, ale chyba coś w tym jest... :)
      • yaga7 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 06:53
        > Kiedyś jedna znajoma podsumowała swoje (bardzo podobne do mojego) podejście:
        > "Jak ktoś mnie nie lubi, to jest jego problem. Ja nie lubię nikogo, więc nie ma
        > m
        > żadnych problemów.". Brzmi strasznie, ale chyba coś w tym jest... :)

        Ja mam podobnie.
        Ludzi generalnie nie lubię - poza wyjątkami - i nie obchodzi mnie, co powiedzą.

        Opinią sąsiadów to się w ogóle nie przejmuję.
        Opinią znajomych na mój temat generalnie też nie - zresztą nie pamiętam, żeby
        ktoś coś do mnie miał negatywnego.
        A podejrzewam, że gdyby ktoś coś do mnie miał, powiedziałby wprost. Jak nie
        mówi, jego problem.

        W przeszłości raczej też się nie przejmowałam "tym, co ludzie powiedzą".
        • plica Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 20:02
          > Ja mam podobnie.
          > Ludzi generalnie nie lubię - poza wyjątkami - i nie obchodzi mnie, co powiedzą.

          ja tez mam podobnie, ludzie generalnie lubię - poza wyjatkami - i nie ochodzi mnie co powiedza :)
    • luliluli Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 08:05
      madzioreck napisała:

      > Dla mnie ważne jest, co sądzi o mnie moja rodzina, przyjaciele, mąż, i to tez
      > wtedy, kiedy zrobiłabym coś złego, czego rzeczywiście należy się wstydzić...


      W tym miejscu się zgadzam, liczę się z opinią najbliższych mi osób, bo często
      wydaje mi się, że widzą mnie jakoś bardziej obiektywnie niż ja siebie samą. Więc
      konsultuję przeróżne sprawy z mężem/przyjaciółką/siostrą, niemniej jednak
      negatywna opinia z ich strony nie oznacza natychmiastowej rezygnacji z
      powziętego celu czy choćby szybkiej zmiany garderoby, jeśli ta padła ofiarą
      negatywnej oceny;))) raczej chodzi o szukanie alternatywnej opinii, żeby
      bardziej uwydatnić własną:)

      różnie to bywa, bo czasem uwielbiam iść pod prąd, ale są też rzeczy, które z tym
      prądem robię, bynajmniej jednak nie dlatego, że boję się reakcji otoczenia, a
      raczej dlatego, że moja własna opinia akurat jest zbieżna z opinią "innych".

      "Co ludzie powiedzą" - to tekst, który mnie z automatu irytuje - w kwestiach
      moralno-społecznych w ogóle mnie nie obchodzi, jak oceniają coś inni, bo z racji
      wybitnej nietolerancji uważam, że 9/10 "innych", to kretyni i cokolwiek sądzą -
      jest to równie kretyńskie:P

      Natomiast, gdy coś palnę (coś nie na miejscu, jakaś bardzo głupia gafa,
      niezręczność, etc.), zaczynam się nieco "innymi" przejmować, mianowicie - z
      racji podatności na "szufladkujące" myślenie, którym oceniając ludzi, zdarza mi
      się posługiwać i co do którego uważam, że większość robi tak jak ja - od razu
      wydaje mi się, że wiem, co (i jak to skrajnie negatywna opinia) - myślą o tym
      INNI, którzy widzieli/słyszeli/wiedzą o wspomnianej gafie z mojej strony:P
    • origami_21 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 09:11
      Kiedyś, gdzieś na forum znalazłam stwierdzenie, które świetnie
      oddaje moje zdanie w tej kwestii. Pozwolę sobie zacytować:

      "Podstawową umiejętnością, jaką powinien posiąść każdy człowiek jest
      wdupiemanie, ktore polega na odróżnianiu rzeczy ważnych i takich, na
      które ma się wpływ, od badziewia czyli cudzych fanaberi, fochów,
      żądań i oczekiwań pod hasłem 'bo wszyscy tak robią'".

      Mam perfekcyjnie opanowane wdupiemanie:D
      • ametyst89 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 09:15
        Podoba mi się :D
        Postawę wdupiemania również opanowałam :D
    • magdalaena1977 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 10:03
      To zależy jacy ludzie. Zdaję sobie sprawę z tego, że funkcjonuję w
      społeczeństwie i nie chcę zrazić do siebie np. koleżanek z pracy, znajomych
      rodziny. Nawet jeśli ma to wiązać się np. z niemówieniem w pewnym towarzystwie
      tego co myślę.

      Jednocześnie zastanawiam się, czy część osób, nie mówi "co ludzie powiedzą"
      kiedy ma na myśli normy , które uważa za społecznie obowiązujące. Że to one
      uważają coś za niewłaściwe.
      • jul-kaa Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 10:15
        magdalaena1977 napisała:
        >
        > Jednocześnie zastanawiam się, czy część osób, nie mówi "co ludzie powiedzą"
        > kiedy ma na myśli normy , które uważa za społecznie obowiązujące. Że to one
        > uważają coś za niewłaściwe.
        >

        To ciekawe, co piszesz. Jakie to np. wg Ciebie normy?
        • magdalaena1977 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 12:42
          jul-kaa napisała:

          > magdalaena1977 napisała:
          > >
          > > Jednocześnie zastanawiam się, czy część osób, nie mówi "co ludzie
          > > powiedzą" kiedy ma na myśli normy , które uważa za społecznie obowiązujące.
          > > Że to one uważają coś za niewłaściwe.
          > To ciekawe, co piszesz. Jakie to np. wg Ciebie normy?
          Np. ta matka, która mówi o dezaprobacie sąsiadek dla "tylko cywilnego" ślubu
          syna, tak naprawdę sama tego nie pochwala.
          • madzioreck Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 23:11
            Odróżnijmy normy od "norm". Normą jest dla mnie np., że jeśli idę do
            lekarza/fryzjera, to myję się/myję włosy, bo niezależnie od tego, czy ja się
            przejmuje, co pomyślą, czy nie, nikt nie musi moich tłustych włosów brać w ręce.
            Jest to niekulturalne itd. I takie normy przyjmuję.
            Natomiast kwestia moich wyborów, które nie mają wpływu na innych, nie dzieje im
            się przez to krzywda, to całkiem inna bajka. Co kogo obchodzi, jaki ja mam ślub,
            cywilny czy kościelny? Czy komuś robię krzywdę? Czy biorę ten ślub dla sąsiadów?
            Nie. Więc nikomu nic do tego. Albo kolejna "norma": widelec trzymamy w lewej
            rączce, nóż w prawej. A mój mąż robi dokładnie odwrotnie, jest na siłę
            nawróconym leworęcznym, i tylko pisać nauczył się prawą ręką. I co, ma się
            przejmować, co kto pomyśli, że on nie przestrzega norm, i nie umieć sobie
            kotleta pokroić? ;)
            • agafka88 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 23:54
              madzioreck napisała:

              > Natomiast kwestia moich wyborów, które nie mają wpływu na innych, nie dzieje im
              > się przez to krzywda, to całkiem inna bajka. Co kogo obchodzi, jaki ja mam ślub
              > ,
              > cywilny czy kościelny? Czy komuś robię krzywdę? Czy biorę ten ślub dla sąsiadów
              > ?
              > Nie. Więc nikomu nic do tego.

              Właśnie o takie normy mi chodziło, jak wypowiadałam się w tym wątku.

              Albo kolejna "norma": widelec trzymamy w lewej
              > rączce, nóż w prawej. A mój mąż robi dokładnie odwrotnie, jest na siłę
              > nawróconym leworęcznym, i tylko pisać nauczył się prawą ręką. I co, ma się
              > przejmować, co kto pomyśli, że on nie przestrzega norm, i nie umieć sobie
              > kotleta pokroić? ;)

              Ja jestem właściwie oburęczna, kiedyś pisałam i prawą i lewą ręką, więc w sumie
              to mi wszystko jedno, którą się posługuję. I czasami jak siedzę i z prawej
              strony o coś zawadzam lub ktoś siedzi zbyt blisko i mi niewygodnie, to
              nieświadomie przekładam widelec do lewej ręki. Już parę razy ludzie nieźle się
              oburzyli, jak to ja mogę jeść lewą? Nie no, lepiej, żebym łokciem o ścianę
              obijała, bo trzeba jeść prawą ;)
              • agafka88 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 23:59
                agafka88 napisała:

                Już parę razy ludzie nieźle się
                > oburzyli, jak to ja mogę jeść lewą? Nie no, lepiej, żebym łokciem o ścianę
                > obijała, bo trzeba jeść prawą ;)

                Zresztą wiele razy, kiedy przy kimś pisałam ludzie do mnie wyskakiwali z tekstem
                w stylu:
                "jak można w ogóle pisać lewą ręką, nie wyobrażam sobie". Zdziwienie takie,
                jakbym co najmniej jakbym stopą pisała, a przecież ludzie nawet obrazki stopami
                malują.

                Teksty z innej beczki: "A po co sobie chłopaka z zagranicy brałaś, w Polsce to
                już nie ma?", ewentualnie sugerowanie, że jak obcokrajowiec, to na pewno na kasę
                poleciałam :) No i czym się tu przejmować?
                • tfu.tfu Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 19.06.09, 08:47
                  ja zawsze odpowiadam, że widać Polacy nie sa dla mnie wystarczająco
                  inteligentni/atrakcyjni/wstawić odpowiednie ;)
                • klaranyc Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 23.06.09, 19:17
                  Również jestem oburęczna, a na dodatek mam męża nie-Polaka. Jedyne
                  komentarze, jakie słyszałam na temat robienia czegokolwiek lewą ręką
                  miały miejsce na polskiej prowincji. Zauważyłam też, że kąśliwe
                  komentarze o jedzeniu lewą ręką rzucają osoby, które same nie jedzą
                  kulturalnie - siorbią itp.
      • pierwszalitera Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 11:41
        magdalaena1977 napisała:

        > Jednocześnie zastanawiam się, czy część osób, nie mówi "co ludzie powiedzą"
        > kiedy ma na myśli normy , które uważa za społecznie obowiązujące. Że to one
        > uważają coś za niewłaściwe.

        Społecznie zobowiązujące normy, to pojęcie bardzo szerokie i zwykle problem zaczyna się tam, gdzie je sobie dodatkowo zawężamy wyimaginowanymi regułami. Poza tym w tym przypadku wcale nie chodzi o to, że ktoś decyduje się dobrowolnie na jakieś społeczne zachowanie, tylko czuje się zmuszony (często nieświadomie) do tego strachem przed nieprzyjemnymi restrykcjami. Dla wielu bowiem wyłączenie z grupy, brak potwierdzenia i aprobaty, łatka inności, odmienności, dziwaka, indywidualisty itp, jest wielką, bolesną karą. By temu zapobiec ludzie ograniczają swoje możliwości i osobowość. A często nawet zupełnie niepotrzebnie, bo nieraz zdarza się tak, że przypadkowo przekroczy się jakąś socjalną "granicę" grupy i nawet nikt nie zauważy. Oprócz osoby inwolwowanej nikt tym się nawet nie zajmuje. Większość ludzi jest bowiem tak zajętych swoimi własnymi kompleksami, że nie ma czasu myśleć o innych. Zupełnie niepotrzebnie jesteśmy więc ze sobą tacy rygorystyczni. ;-)
    • ocisza Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 10:52
      Czytając ten wątek doszłam do wniosku, że w sumie to przejmuję się tym co ludzie
      mówią. Ale nie wpływa to zmianę mojego postępowania. To znaczy, że robię to co
      dotychczas i zachowują się tak jak dotychczas, natomiast jest mi trochę przykro,
      jeśli jest to postrzegane negatywnie, albo jest mi miło, jeśli jest to
      postrzegane pozytywnie. Myślę, że tego typu przejmowanie się jest we mnie
      wpojone wychowaniem. I sam fakt, że powiem głośno 'a w dupie mam, co gadają',
      nie sprawi, że minie mi to nieprzyjemne poczucie niesmaku czy braku zrozumienia.
      Bo jednak jestem wychowana w społeczeństwie i akceptacja lub jej brak w
      społeczeństwie lub choćby jego części może bezpośrednio wpłynąć na moje życie.
      Natomiast jestem też autonomiczną jednostką, która ma swoje przekonania,
      przyzwyczajenia i styl życia. Podejmuję decyzje, które uważam za słuszne,
      ubieram się tak jak lubię i nie zmienię tego pod wpływem szeptów sąsiadów :)
      Zresztą oczywiste jest, że wszystkich zadowolić się nie da. Więc najlepiej
      zacząć od tego, żeby samemu być zadowolonym ze swojego
      postępowania/wyglądu/przekonań.
      • origami_21 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 11:18
        Ale to nie chodzi o to, żeby tylko głośno powiedzieć: mam to w
        doopie! Ja właściwie nieczęsto to mówie, natomiast nawet jak nie
        mówię to i tak po mnie widać;)
        Ja mam gdzieś to, że innym nie podoba się moje podejście do życia,
        mój światopogląd, mój sposób wychowywania dzieci, czy moi znajomi.
        To są dla mnie rzeczy ważne, dokładnie przemyślane i nie będę ich
        zmieniać pod wpływem czyjejś krytyki. Osoby krytykujące mój wygląd
        też olewam, bo o gustach się nie dyskutuje.

        Moge się przejąć tym, że na imprezie się opiłam i robiłam głupoty,
        lub, że nieprzyjemnie potraktowałam kogoś kto na to nie zasłużył.
        Ale to są zachowania na które mam wpływ i ponoszę za nie pełną
        odpowiedzialność. Chociaż raczej i w tych wypadkach raczej gryzą
        mnie nie opinie innych a moje wyrzuty sumienienia, że zachowałam się
        niewłaściwie.
    • agnesp76 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 15:49
      madzioreck napisała:

      > Drugi
      > przykład: na forum Kobieta dziewczyna ma problem, bo chce kupić sobie skąpe
      > bikini, i czy to nie uwydatni brzucha, i "czy powinna obawiać się, jak
      > zareagują inni ludzie". Przejmujecie się tym?

      W tym wypadku zastanawiałabym się raczej "jak ja się będę czuła w takim stroju",
      bo jeśli sama się z tym czuję źle, to jakby krępuję się innymi - w końcu w
      bikini (czy czymkolwiek innym) przebywa się wśród ludzi.
      Generalnie sama ze sobą mam się cuć dobrze, nie tracę czasu na to co pomyślą inni.
    • tfu.tfu Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 17.06.09, 20:03
      "jak się komuś nie podoba, to niech popatrzy w drugą stronę" ;) moje motto na
      wścibstwo i tzw. "presję społeczną" ;)
      przejmuję się mało, ostatnio głównie pracą, zauważyłam u siebie pierwsze oznaki
      pracoholizmu, czas na urlop chyba ;]
    • agacia2025 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 18.06.09, 20:30
      niestety (stety?) nie przejmuje sie. Od dziecka bylam niezbyt lubiana, bo mowilam zawsze w oczy co uwazalam, nigdy nie plotkowalam i nie lecialam od jednej kolezanki do drugiej aby nagadac o niej co najgorsze czy jak to tam u dzieci wyglada, tylko jak ktos na kogos jechal to bronilam zaciekle, tak wiec wyszlam na tym jak zablocki na mydle z dwiema (za to szczerymi) przyjaciolkami. Na szczescie nigdy nie bylam socjalna i towarzystwo samej siebie mi jak najbardziej odpowiadalo (+ksiazki, filmy i prywatny swiat marzen i fantazji). W pewnym momencie mojago zycia moja mama troche probowala mnie uswiadomic, ze zyje wsrod ludzi i nalezy sie dostosowac do pewnych regol, ale jakos to po mnie splynelo. Moze mam zle nastawienie, ale taka bylam od zawsze i nie robie tym nikomu krzywdy, wiec chyba nie ma sie co przejmowac
    • clarisse Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 20.06.09, 00:28
      Owszem, mnie interesuje, co powiedzą obcy ludzie - za bardzo chyba, bo często się nad tym zastanawiam (czy nie będę głupio wyglądać, jak wyjdę na ulicę w tym albo w tamtym, czy się nie zbłaźnię, jak zabiorę głos publicznie itp.)

      Ale jednocześnie to nie ma wpływu na te działania, do których ja sama mam wewnętrzne przekonanie. Tzn. jeśli naprawdę czuję się dobrze w skąpym bikini i mi się ono podoba, to w du...żym poważaniu mam ludzi, którym to przeszkadza. To, jak żyję i w co wierzę, jest moim wyborem - inni nie muszą się z nim zgadzać, ale nie mają w tej sprawie prawa głosu, jeśli sama im go nie udzielę.

      Co do nieślubnej ciąży córki. Cóż - naprawdę nie dziwi mnie, że osoby dla których jest to nie do pomyślenia mają trudność z poradzeniem sobie z tym. To jest dla nich szok i tyle. Ale szok szokiem a reakcja reakcją. Jeśli pierwsze słowa do dziewczyny, która potrzebuje psychicznego wsparcia w trudnej sytuacji, brzmią "co ludzie powiedzą?!" ... to to jest właśnie porażka. Bo pierwszy przekaz powinien dać jej do zrozumienia, że rodzice są z nią i będą ją wspierać. To, że obawiają się reakcji ludzkich powinni zachować dla siebie.

      Ale powtarzam - nie dziwi mnie przewrażliwienie na reakcje ludzi. Bo niestety w niektórych środowiskach ludzie potrafią naprawdę uprzykrzyć życie. Zarówno "obcy" czyli sąsiedzi lub nawet mijani na ulicy, jak i bliscy, krewni, rodzina. Znam przypadek (nie mojego na szczęście) wujka w Ameryce, który obdzwaniał całą rodzinę w Polsce (kilka miast, ciocie i babcie różne), żeby poinformować, że siostrzenica jego przebywająca tymczasowo w Ameryce puszcza się za pieniądze, a szkoła, do której chodzi to jakaś lipa. Po paru latach plotek dopiero się okazało, że dziewczyna pokłóciła się z wujem, wyprowadziła się od niego i nie odbierała jego telefonów, więc sobie wykoncypował, że się na pewno puszcza, bo jak inaczej? I naprawdę nie dziwi mnie, że mając taką rodzinkę ludzi zaczynają bać się tego "co ludzie powiedzą".
    • mokta Nie i nie zamierzam. Ale wkurzyć się moge. 20.06.09, 18:20
      Ostatnio np. ktoś mocno "inteligentny" zabrał mój indeks z pokoju prowadzącej i
      nie raczył mnie o tym poinformować. U nas na roku bardzo często ginął indeksy,
      niekiedy trzeba ich szukać pół roku i użerać się z cholerą z dziekanatu o
      wydanie nowego. Ponieważ ja coś takiego uznaje za złodziejstwo powiedzialam to
      wprost. Oczywiście większość powiedziała, ze przesadzam i mogę stracić
      znajomych. I wiecie co?
      Nie przejełam się. Ludzie z mojego roku to dwulicowcy. Napieprzają na siebie za
      plecami jak mogą ale przyjaźń udają jak zawodowi aktorzy. Nie powiedzą niczego
      wprost. Skad wiem? Umiem słuchać i sami mi donoszą :]Zależy mi na opinii bardzo
      wąskiej grupy osób. 99% osób z mojego roku się do niej nie zalicza:]
    • e.m.i1 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 23.06.09, 19:57
      Jeśli chodzi o opinie obcych ludzi - mam bardzo głęboko gdzieś ;)
      Czasem mnie bawi, jak kogoś aż tak bardzo interesuje moje życie, że sam tworzy nowe historie.
      Na moim zadupiu np. już kilka razy byłam w ciąży, ba, nawet ślub brałam. Raz nawet ksiądz proboszcz osobiście przespacerował się do mojej mamy, aby spytać czy to prawda :D
      Moja nowa grupa na studiach swego czasu uważała mnie za jakąś pijaczkę - a dlaczego? - nie dość że przychodziłam czasem spóźniona na zajęcia, to jeszcze miałam ze sobą w torebce wodę mineralną - niezbity dowód na alkoholizm:)
      Cała rodzina, cała szkoła i pół miasta gadało o tym, że nie idę na własną studniówkę. Różni zapomniani koledzy wypisywali do mnie, że jak nie mam z kim to oni mogą ze mną iść. I wtedy dla rodziny najważniejsze było, co inni powiedzą. A ja ani przez chwilę nie żałowałam decyzji:)
      A propos ślubow... jeśli kiedyś bym brała, to na bank nie założę białej sukienki. Wszystkie te ecru i inne i tak są za jasne, jeszcze nie spotkałam takiej, która by się nadawała. Siostra chłopaka była tym faktem przerażona.
      Wesela sobie absolutnie nie wyobrażam, no chyba, że zagrałyby jakieś fajne blues-rockowe zespoły a dla faceta może być coś z elektroniki i drum n'bassu. Żadnych głupich przyśpiewek, tylko koncerciki, jedzonko i do domu - myślicie, że da się? :)

      Przejmuję się opinią naprawdę najbliższych osób i to tylko w ważnych sprawach. Jeśli ktoś mówi, że robię błąd, że źle wybieram itp. to wtedy się zastanawiam. Jeśli przyjaciółka twierdzi, że mam za długie włosy, to już niekoniecznie.

      Poza tym mnie sie nie da wsadzić w żadne ramki i utarte schematy, więc gdybym się wszystkim przejmowała, to juz dawno zwariowałabym do reszty.
      • e.m.i1 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 23.06.09, 20:01
        A jeszcze jedno - nie macie wrażenia, że takie nieprzejmujące się osoby zazwyczaj są powszechnie nielubiane przez "ogół"? Że tylko idąc "z prądem" można być odbieranym pozytywnie?
        • iwona922 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 23.06.09, 23:36
          e.m.i1 napisała:

          > A jeszcze jedno - nie macie wrażenia, że takie nieprzejmujące się osoby zazwycz
          > aj są powszechnie nielubiane przez "ogół"? Że tylko idąc "z prądem" można być o
          > dbieranym pozytywnie?
          >

          Tak jakbym czytała o sobie. :D
          Z mojego otoczenia spora damska część nigdy nie mogła pogodzić się z tym, że nie
          przejmuję się tym co ktoś mówi na mój temat, robię co chcę i ubieram się jak
          chcę. Nie podobało im się to, że nie szłam w ciemno za którąś z nich tylko
          miałam swoje zdanie. Zadziwiało mnie przerażenie na ich twarzach kiedy nie
          chciałam z nimi obgadywać Basi czy Kasi. Na mój temat wymyślały różne rzeczy.
          Poprzez ich fantazje dorobiłam się nawet sztucznego biustu.. :) Pojawiła się
          zazdrość o to, że miałam super oceny. Następnie o to, że chłopacy mną się
          bardziej interesują.
          Zachowywałam się normalnie, ale żeby "te dziewczyny" mnie lubiły musiałabym
          przestać być sobą, nie mieć swojego zdania, nie rozmawiać z nikim poza nimi.
          Mnie to bawi, a one są zirytowane. :D
          Moje życie potoczyło się tak, że zmieniam szkołę na tryb zaoczny i szczerze
          mówiąc już jestem ciekawa czy znajdą się tam osoby, które będą miały coś do
          powiedzenia na mój temat. ;)
          • daslicht Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 03.08.09, 22:23
            Obgadywanie Basi, Kasi i jak ta Iwonka mogła z Darkiem? ^^

            Mieszkałam kiedyś w akademiku z laskami, które uwielbiały takie
            opowieści (której nie było, o tej złośliwie plotkowały). Czasem
            chciały żebym się przyłączyła, ale jakoś mnie to nie rajcowało i
            stwierdzałam "wam się chyba nudzi" albo "oj macie problemy z
            kosmosu, a ja wolę o czymś przyziemnym, co powiecie na te ceny ropy
            naftowej, no jak oni mogli?". Ewentualnie "nie znam się na M jak
            Miłość czy innym ju kę dęs".

            Jakoś mnie związki, intrygi, zdrady i miłości oraz wszelkie
            uczuciowe bajery nie kręcą.

            A co ludzie powiedzą to zależy:
            - jak to plotkara z osiedla, której nie znam, to mi dynda
            - jak to ludzie, których bardzo lubię to interesuje mnie ich zdanie,
            czasem warto usłyszeć "wiesz co, to durny pomysł" albo "lepiej
            wyjdziesz gdy zamiast x zrobisz y"

            A z plot i złośliwych odzywek typu że mam sztuczne włosy (bo są
            proste i się świecą), gram w pornolach, zjadam koty i urządzam orgie
            nabijam się ile wlezie, także przez użycie jako swojego hasełka
            (typu "plastik fantastik" w przypadku włosów)
      • klaranyc Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 23.06.09, 21:16
        Dobre! Idąc tym tropem, mój alkoholizm sięga dna - nigdzie się nie
        ruszam bez wody LITROWEJ!!!

        A co do sukienki ślubnej, to moja była czerwona. Była jeszcze opcja
        zielona lub czasna, nie mogłam się zdecydować, bo wszystkie mi się
        podobały, mąż wybrał tę czerwoną.
        • bebe.lapin Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 23.06.09, 21:27
          > A co do sukienki ślubnej, to moja była czerwona. Była jeszcze opcja
          > zielona

          O rany, dokladnie jak u mnie. Tylko ze krawcowa stwierdzila, ze w tej ciemniej
          ieleni to byloby jednak za ciemno, zwlaszcza z czarna koronka. No to mialam
          bordowa z czarna koronka, i czarne buty na szpilce - nie polecam na poznanski
          bruk na starym rynku...

          A pamietacie taka zielona suknie Scarlet O'Hary?Ja mam takie mgliste wspomnienie
          z dziecinstwa, i wlasnie cos takiego chcialam...
          • klaranyc Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 23.06.09, 22:35
            Bordowa - super!!! A te buty mi dziś spokoju nie dają. Za nic w
            świecie nie potrafię sobie przypomnieć, w których butach poszłam do
            ślubu...
            • ko_kartka Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 27.07.09, 12:48
              O jesoo! Jak mnie moja babcia i mama zawsze tym denerwowały "bo co ludzie
              powiedzą?" i nie dały sobie przetłumaczyć, że można inaczej. Z wiekiem im
              przeszło trochę. Ja też się niegdyś bardzo przejmowałam, teraz już dużo mniej, a
              teraz to już w zasadzie tak często zmieniam miejsce zamieszkania, że już mi
              zwisa i powiewa opinia kompletnie nieznajomych sąsiadów.

              Tylko pytania i drążenia rodziny i znajomych potrafią mnie wpędzić w
              zakłopotanie wciąż, a nie lubię schodzić do ich poziomu, sama się do nikogo
              nigdy nie wtrącałam nieproszona. Rada na to jest jedna - ograniczam kontakty
              radykalnie i może to komuś coś da do myślenia.

              Muszę zresztą przyznać się ze wstydem, że lubię plotkować ;) ale na swoją obronę
              dodam, że nie z byle kim i nie byle o kim, u fryzjera na ten przykład nie
              plotkuję. I szufladkuję ludzi, niestety, także mam bolesną świadomość, że
              vice-versa i to vice nie musi mi się podobać, a versa zapewne jeszcze mniej...
              • masza.s Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 27.07.09, 15:35
                Boże, dzięki Waszym wpisom zaczęłam kochać moje środowisko. Jasne, zawsze ktoś
                tam gada, ale ogólnie żyję w jakimś cudownym świecie. Bardzo tolerancyjne, miłe
                liceum, pełne różnych ludzi. Niektórzy się lubią, niektórzy nie, ale ogólnie
                jest fajnie. Ja mam opinię raczej kujona, ale nie narzekam na brak znajomych,
                chociaż jasne, że czasem przyjdzie gorszy dzień. Pewnie mogą sobie pomyśleć, że
                jestem gruba, źle się ubieram czy coś takiego ( w mojej szkole jest zatrzęsienie
                pięknych dziewczyn o figurze modelki) ;), ale bardzo dobrze się tam czuję i
                ludzie są po prostu mili.

                W moim mieście ( Warszawa) ludzi mało obchodzi, co robię. Nie chodzę na religię,
                do Kościoła, ubieram się jak chce, chodzę spać o której chce, czytam co chce
                etc. Ba... w mojej szkole na religię w roczniku chodziło 6 osób w pierwsze
                klasie liceum, łącznie ze mną.
                • caryca82 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 28.07.09, 16:34
                  Mam kochanego o 20 lat starszego, gdybym się przejmowała, tym co ludzie
                  powiedzą, dzisiaj pewnie nie bylibyśmy małżeństwem :)
                  Ślub tylko cywilny, sukienka ecru, pończochy cieliste, buty nude(uwielbiam je) i
                  kalie w ręce :D a plotki i tak były, którymi bardziej przejęła się moja mama :)
                  • bebe.lapin Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 28.07.09, 23:22
                    > kalie w ręce :D
                    tez mi sie spodobaly, ale mnie od-przekonali. Za to mialam bukiet skladajacy sie
                    glownie z piorek, tym niemniej byl bardzo gustowny. mam swietna kwiaciarke
                    niedaleo domu :)
                  • ko_kartka Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 03.08.09, 14:26
                    Łe, ja mam męża 13 lat starszego i TO już było dziwactwo, ale różnicy 10 lat w
                    najbliższej rodzinie nikt się już nie dziwił ;) Takie to ludzie, belki w swoim
                    oku nie widzą. I kalie w dłoni, a jakże! ;) Do dziś teściowa twierdzi, że
                    kandeski i kalie to dwa różne kwiaty ;) (swoją drogą, kochana).
    • michazov Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 27.09.09, 14:17
      W końcu trafiłem na odpowiedni temat :) Drogie Panie, otóź mam problem. Z resztą mnie on zwisa, ale i tak wkurza. Jestem z dziewczyną parę lat, a właściwie to jesteśmy narzeczeństwem. Z rodzicami ogólnie jest ok. Sypiałem u niej w domu już od dłuższego czasu i wszystko było raczej w porządku, czasem tylko głupie wcinanie się jej rodziców typu, no zgadnijcie, "co ludzie powiedzą"... No bo my bez ślubu razem śpimy, jak to tak, nikt nigdy wcześniej u nich tak nie robił. Teraz znowu się wpieprzają i to na całego. Że nam nie wolno i koniec. Bo to nie po "katolicku". A tacy z nich katolicy że wpadli sobie z pierwszym dzieckiem i tylko dlatego wzięli ślub. Z resztą żadnego nie mieli zaplanowanego, a z sąsiadami nawet na "dzień dobry" nie są. Ogólnie to sobie wmawiam że są prostakami, ludźmi starej daty i mam ich gdzieś bo mnie zdanie innych nie obchodzi, no ale jednak życie utrudniają:/
      • jul-kaa Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 27.09.09, 15:08
        michazov -> Wiesz, w końcu to ich dom, ich warunki...
        • michazov Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 27.09.09, 19:05
          jul-kaa napisała:

          > michazov -> Wiesz, w końcu to ich dom, ich warunki...

          No i właśnie dlatego jestem zdania że teraz musimy się dostosować...
      • magdalaena1977 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 27.09.09, 20:07
        michazov napisał:

        > Bo to nie po "katolicku". A tacy z nich katolicy że wpadli
        > sobie z pierwszym dzieckiem i tylko dlatego wzięli ślub.
        Wbrew temu co sądzą niektóre osoby niewierzące, żeby być katolikiem nie trzeba
        od razu być świętym. Wystarczy do tej świętości dążyć.
        To, że Twoi teściowie współżyli ze sobą przed ślubem, nie oznacza, że nie mogą
        negatywnie oceniać takiego zachowania innej osoby , a tym bardziej pozwalać na
        Wasze "spanie" pod ich dachem.
        • michazov Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 28.09.09, 14:54
          Denerwuje mnie pouczanie innych gdy samemu nie postępuje się według (tych) uznanych zasad. Aha, i nie dążą do żadnej świętości. Powiedziałbym że wręcz przeciwnie. Dla nich "co ludzie powiedzą" ważniejsze jest od dobra bliskiej osoby. Kogoś takiego nie zamierzam słuchać, no ale doszliśmy już do wniosku że to ich dom i nie sprzeciwiamy się. Jeśli będziemy już wystarczająco usamodzielnieni to wtedy będziemy mogli postępować według własnego widzimisię. Nie wiem, być może jestem jeszcze zbyt smarkaty lub zbyt ograniczony aby zrozumieć myślenie "doświadczonych życiowo"...
          • jul-kaa Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 28.09.09, 15:57
            michazov napisał:

            > Denerwuje mnie pouczanie innych gdy samemu nie postępuje się według (tych) uzna
            > nych zasad. Aha, i nie dążą do żadnej świętości. Powiedziałbym że wręcz przeciw
            > nie. Dla nich "co ludzie powiedzą" ważniejsze jest od dobra bliskiej osoby.

            W sumie rzeczywiście o tym był ten wątek - o dwulicowości i dulszczyźnie -
            wolno, póki nikt nie widzi. I to, że ważniejsza jest opinia sąsiadów, otoczenia,
            niż własne standardy, może być rzeczywiście denerwujące.
            Teraz pewnie nie możesz nic zrobić, jak się usamodzielnicie, będziecie mogli
            sami o sobie decydować :)
    • blackcurrant82 Re: "Co ludzie powiedzą" - przejmujecie się? 30.09.09, 09:53
      Ja tylko raz uległam presji otoczenia i... wyszłam za mąż. Po
      niecałym 2,5 roku było już po wszystkim. Od tego czasu jak słyszę
      tekst typu "co ludzie powiedzą" (najczęściej od rodziców) to
      odpowiadam, że żyję dla siebie, nie dla ludzi, przypominając
      jednocześnie wydarzenia ostatnich 3 lat. I mam spokój :)

      Ludziom i tak się nie dogodzi, więc nie ma sensu robić niczego pod
      kogoś, bo w większości przypadków wychodzi się na tym jak Zabłocki na
      mydle. Tylko czemu doszłam do tego tak późno? :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka