poledownunder
16.10.06, 10:22
Poniewaz haslo padlo, zaryzykuje rozwiniecie tematu. Czy wszystkie nacje tak
maja czy to Polakow specyfika, ze jak tylko postawia noge na obcej ziemi
zaczynaja sobie nawzajem skakac do gardla? Skad to sie bierze i czy musi tak
byc? Mialam przyjemnosc poznac tu kilka osob starszych, dzieci z Pahiatua i
emigracji tuz-powojennej. Odnosze czasem wrazenie, ze oni sie nas mlodszych
najzwyczajniej w zyciu boja, nie sa w stanie zrozumiec dlaczego gdzie tylko
pojawi sie dwoch Polakow zaraz sa dwa wrogie obozy i rozpoczyna sie wojna.
Ta grupa byla dla siebie rodzina, jedynym wsparciem jakie mieli na obcej
ziemi, i takie reakcje sa dla nich chyba niepojete. Wiem, ze czasy sie
zmienily, ludzie sa bardziej niezalezni i taki model Polonii jest coraz mniej
potrzebny. Ale chyba jest cos posrodku, pomiedzy taka zwarta grupa a otwarta
wojna? Nowa Zelandia, czasem az do przesady, podpiera rozne grupy etniczne,
umozliwia im pielegnowanie tradycji, finasuje dzialalnosc stowarzyszen
narodowosciowych, a my zamiast z tego korzystac zwalczamy sie nawzajem. Caly
czas odkrywam nowe mozliwosci finansowania istnienia rzeczy takich jak
biblioteka, prenumerata czasopism, polskie przedszkole, lekcje polskiego dla
doroslych - jest jeden warunek: musimy istniec jako stowarzyszenie
(incorporated society). Ale na samo haslo wiekszosc "mlodych" ucieka
wolajac, ze oni "wola sie od Polonii trzymac z daleka". Jest na to jakis
ratunek?