25.05.10, 19:24
Matka
Upadł jej z kolan kłębek włóczki. Rozwijał się w pośpiechu i uciekał na oślep. Trzymała początek życia. Owijała na palec serdeczny jak pierścionek, chciała uchronić. Toczył się po ostrych pochyłościach, czasem piął się pod górę. Przychodził splątany i milczał. Nigdy już nie powróci na słodki tron jej kolan.
Wyciągnięte ręce świecą w ciemności jak stare miasto

Zbigniew Herbert
Obserwuj wątek
    • debi_bebi Re: Jutro. 25.05.10, 19:32

      No,jakbym ja do mojej z taką dedykacją jutro wystąpiła, to przeżywałaby ją do
      końca życia patrząc na mnie z niemym wyrzutem.
      • tropem_misia1 Nie są to słowa 25.05.10, 20:54
        do wyrecytowania na jutro smile)

        a to do tej pory czytam w niemym zachwyceniu

        wspaniałe:

        Krzysztof Kamil Baczyński
        Elegia o chłopcu polskim

        Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
        haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
        malowali krajobrazy w żółe ściegi pożóg,
        wyszywali wisielcami drzew płynące morze.

        Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
        gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
        Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
        przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.

        I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
        i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
        Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
        Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?
        20 III 1944 r.
    • tropem_misia1 Jutro. 31.05.10, 05:52
      Leopold Staff „Gęsiarka"

      Z czteroletnią powagą, w spódniczce po bose

      Stopki i w kaftaniku na wyrost, to wąską

      Drepce miedzą, to znowu brodzi młaką grząską,

      Z rannym świtem, nim słońce traw osuszy rosę.



      Krasą krajką przeplótłszy lnianowłosą kosę,

      Z kromką chleba w chusteczce za pasa przewiązką,

      Dłoń prawą uzbroiwszy wierzbiny gałązką,

      W lewej wlecze za sobą źdźbło złocistokłose.



      Sznur gęsi, z których każda jak łódka się słania,

      Sunie jak szereg białych znaków zapytania:

      Czy dziecko ich pilnuje, czy one je wiodą



      Jak na śnieżnym łańcuchu, by ustrzec przed szkodą,

      I odwracają szyję u każdego skręta,

      Czy nie zgubiło z dłoni pastuszego pręta.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka