Nadeszło lato, więc klienci się ożywili i zaczęli mówić rzeczy dziwne.
Oto przykłady z dzisiaj.
1. klientka: te truskawki są suche czy zagnite?
( w Częstochowie nie mówi się "zgniłe" tylko "zgnite", ale formy "zagnite" dotąd nie słyszałam)
2. małżeństwo w średnim wieku
ona: po ile młode ziemniaki?
ja: 3,80
ona: ale drogo!
on: a co ty gadasz, koło Sezamu jest drożej!
(tam jest ryneczek)
3. klient na rowerze zagląda przez drzwi, widzi włoszczyznę w koszyku
- nie ma pani takich warzyw na wagę?
- mam
- to postawię rower i idę
Wchodzi, rozgląda się
- no to gdzie są te warzywa
- tutaj (pokazuję regał z warzywami)
- ale mnie chodzi o takie warzywa do jedzenia
- no przecież one są do jedzenia
- ale gdzie je pani ma?
- no tutaj, o!
- nie widzę, gdzie?
- o, marchew, cebula, buraki...
- ale nie takie!
- a jakie?
- no takie w pojemnikach, pokrojone, co na wagę się sprzedaje
- panu chodzi o surówki?!
- no takie gotowe do jedzenia
- a to takich nie mam.
No i w ten sposób dowiedziałam się, że nie mam warzyw do jedzenia na wagę