Żeśmy się wzięli do roboty.
"Ogród" wyglądał tak:
Na zdjęciu nie widać, ale ta soczysta zieleń to mieszanka pokrzyw, jeżyn, skrzypu, perzu i dzikich siewek śliwy, kolczastych jak cholera. Kilkanaście metrów kwadratowych zajmuje miejsce po wyciętym, rozrośniętym bzie - odrostów korzeniowych jest kilkadziesiąt. Trzeba było puscić w to koparkę, bo ja bym padła, a nie dała rady. Obecnie teren wygląda tak:
Ja nie wiem, czemu przy takich domach śmietnik jest WSZĘDZIE
Koparka wykonała także rów na doprowadzenie wody:
W środku już są gotowe przyłącza:
Ale łazienka, póki co, jest na zewnątrz. Woda ogrzewana za pomocą odnawialnych źródeł energii (ogrzewanie promiennikowe - energia słoneczna)
A to mój Rumcajs i kupa gruzu, czyli pseudo tynki skute z sufitów (trzcina i trochę wapna).
I najważniejsza rzecz w wiejskim domu - ŁAWKA. Na razie prowizoryczna z dechy. Kłopot jako inspektor kontroli robót