Dodaj do ulubionych

Lapy profesorow

18.05.12, 20:43
tu linka do artykulu na temat naprawy polskich uczelni, z linkami do artkulu rozpoczynajacego spor. z artykulem mozna sie zgadzac, mozna sie nie zgadzac, ja sie z czescia zgadzam, z czescia nie.

natomiast to, co mnie naprawde powalilo na kolana to to, ze dla komentujacego artykul profsora Winczorka najwazniejse bylo to, ze autor uzyl wyrazenia 'lapy profesorow'. i juz nic nie jest wazne. autor osmielil sie nie mowic o rpofesorach z lekko pochylonym karkiem.
Obserwuj wątek
      • dala.tata Re: Lapy profesorow 18.05.12, 21:42
        bardzo w to watpie adepcie.

        Winczorek zaczyna od bezczelnosci i chamstwa autora. jesli wg ciebie to jest profesorska dyskusja, to, coz, nie mam nic do powiedzenia. a jego wynurzenia na temat zarzadzania uczelni sa bylejakie, a po zdyskredytowaniu autora, trudno jest traktowac powaznie. warto zauwazyc, ze autor powiedzial wiele wiecej niz o zarzadzaniu uczelni, szczegolnie o dominacji profesorw. Winczorek nie raczyl tego zauwazyc.

        podtrzymuje to co poweidzalem. najwiekszym problemem dla niego jest to, ze o jego cudnych konczynkach, cham jakis osmielil sie pwoiedziec lapy.
    • kramka1 Re: Lapy profesorow 18.05.12, 21:21
      Tekst artykułu skojarzył mi sie z przeczytaną dzisiaj listą recenzentów w pewnym polskim czasopismie, dodam, ze w czasopismie o randze hm.. krajowej. Na tej liscie podano pełne tytuły rezenzentów i żadna z tych osób nie była niehabilitowana. Od razu przypomniała mi sie podobna lista w pewnym filadelfijskim czasopismie, gdzie o tytułach nie było mowy, a wśród recenzentów i ja, prosty doktor. No tak... Juz wiem mniej więcej, po co mi ta habilitacja. Bym mogła recenzować polskie artykuły. I mogła brac udział w chowie wsobnym recenzentów.;))
        • dala.tata Re: Lapy profesorow 18.05.12, 23:21
          Byc moze w naukach scislych. w spol-hum zdecydowanie tak nie jest.

          dr_pitcher napisał:

          > Pomimo, ze do recenzji w czasopismach LF habilitacji nie potrzeba, panuje zwykl
          > e regula 20-stu. A mianowicie n+p>20, gdzie n to ilosc lat po doktoracie, p
          > o ilosc publikacji.
    • dr_pitcher Re: Lapy profesorow 18.05.12, 22:01
      autor artykulu moze i studiowal na Harwardzie ale nie ma zielonego pojecia o tym jak Harward jest zarzadzany - demokracja jeszcze mniejsza. Prezydent jest ZATRUDNIANY (nie wybierany) przez zarzad skladajacy sie z garstki osob. Fakt, ze tego typu zarzadzanie przynosi efekty, ale argument o lapach jest mocno chybiony.
    • proon Re: Lapy 18.05.12, 22:06
      chamstwo zaprezentowane przez Dobrowolskiego wyklucza go z grona osób, z którymi się rozmawia; z chamem w Polsce robi się jedno - wali się w morde
      • dala.tata Re: Lapy 18.05.12, 22:08
        masz racje, proon, profesorowie maja nadobne raczki!

        natomiast, twoje zapedy do walenia w morde, raczej stawiaja cie w pozycji chama, a nie profesora.

        proon napisał:

        > chamstwo zaprezentowane przez Dobrowolskiego wyklucza go z grona osób, z którym
        > i się rozmawia; z chamem w Polsce robi się jedno - wali się w morde
        • proon Re: Lapy 19.05.12, 08:14
          "wydaje mi się, że w Polsce to raczej chamy walą w mordę" - i trzeba to jak najszybciej odwrócić, bo chamstwo mnoży się szybciej niż kroliki
    • flamengista typowy pseudoliberalny bełkot 19.05.12, 10:42
      A prezes Dobrowolski jest wiernym uczniem Balcerowicza. Jak bym słyszał samego profesora, po prostu kalka jego poglądów.

      Dobrowolski niby wykształcony na Harvardzie, a z historii swojej Alma Mater i amerykańskiego szkolnictwa wyższego nic nie pamięta. Potęgę Harvardu, University of Chicago, Carnegie Mellon University i innych budowali amerykańscy multimilionerzy - na ogół przedsiębiorcy. Typowi WASPowie, którzy wychowani w protestantyzmie uważali, że bogactwo ich zobowiązuje do służby na rzecz społeczeństwa. Więc za budową imperium naukowego stał jakiś ład moralny i rodzaj umowy społecznej.

      Dziś, gdyby potęgę naukową USA budować od zera śmiem twierdzić, że Zukenbergowie, Gatesowie czy Page'owie nie dali by złamanego grosza na tworzenie nowych uczelni. Wręcz przeciwnie, uważaliby że Amerykanów należy kształcić w Chinach, gdzie profesorowie będą pracować za 5% tego, co w USA.

      Oczekiwanie, że w naszym dzikim kapitalizmie biznesmeni wezmą się za finansowanie uczelni, jest przejawem skrajnej naiwności i nieodpowiedzialności. Naszym biznesmenom zamiast do XIX-wiecznych WASPów, znacznie bliżej do Abramowiczów i Bierezowskich. Są właśnie na etapie kupowania kolejnych Bentley'ów i Rolexów, a także finansowania piłki nożnej, żużla i siatkówki. Czyli prostych, plebejskich rozrywek.

      Czyli Dobrowolski zapomina o jednym: najpierw przez dziesiątki, a nawet setki lat inwestowano w uczelnie, potem dopiero przyszły wyniki. U nas wyniki mają przyjść bezinwestycyjnie, wtedy być może biznes nas dofinansuje.

      Obwinianie o wszystko profesorów jest nadmiernym uproszczeniem. Po pierwsze, nie ma pewności czy menedżerski model zarządzania uczelnią sprawdziłby się w systemie, gdzie trzeba szukać oszczędności. Menedżer do reform potrzebowałby wsparcia ze strony pracowników, podczas gdy jego zadaniem byłyby dramatyczne cięcia i zwolnienia. Trudno w takim wypadku wykrzesać entuzjazm kadry. Trudno motywować samym kijem, gdy brak marchewki.

      Model menedżerski, którego nawet byłbym ostrożnym zwolennikiem, sprawdziłby się tylko w jednym wypadku - skokowym zwiększeniu nakładów na szkolnictwo wyższe, a przede wszystkim - na badania naukowe. W sytuacji obecnej bidy każda zmiana jest bez sensu, bo energię tych ambitnych, ciężko pracujących, choć marnie opłacanych wykładowców i naukowców marnuje się na działania dostosowawcze. A reszta freeriderów i tak świetnie sobie radzi, bo oni w tym systemie mocno się usadowili i każdą reformę są w stanie przerobić na swoją modłę, tak by zostało po staremu.

      Po drugie, samo sugerowanie że studenci i administracja powinni mieć większy wpływ na zarządzanie uczelnią dowodzi całkowitego braku rozeznania w polskich realiach. Na wielu polskich publicznych uczelniach już rządzą rektorzy wybrani przez koalicję administracji i studentów. Efekty już widać - koszmarny przerost biurokracji, marnotrawione środki na wsparcie stu pięćdziesięciu pięciu studenckich organizacji, z których efektywnie działa może dziesięć. Schlebianie studentom na każdym kroku - polegające oczywiście nie na promowaniu najlepszych, ale przyzwoleniu na powszechne bimbanie i "zaliczanie".
      • adept44_ltd Re: typowy pseudoliberalny bełkot 19.05.12, 11:23
        a to prawda, skupiając się na reprezentacji językowej :), już tego nie dodałem, nie wiem, co w naszych warunkach będzie gorsze - łapy profesorów czy łapki menedżerów... i jeszcze raz powrócę do swojej mantry, dlaczego nie wprowadzić zasad motywacyjnej oceny i związanych z nią konsekwencji, które, upraszczając, doprowadzą do tego, że dobrze będzie zatrudniać i wysoko wynagradzać pracownika mającego wyniki?
        • flamengista oczywiście 19.05.12, 14:00
          należy przede wszystkim motywować pozytywnie. Bodźców pozytywnych w polskiej nauce praktycznie nie ma, a do straszenia że będzie gorzej większość naukowców przywykła.

          Ja myślę, że w obecnej sytuacji wprowadzenie narzędzi motywacyjnych, na zasadzie: pracujesz lepiej, wydajniej - to zarabiasz więcej - jest jedynym rozsądnym posunięciem. To dałoby szanse na stworzenie alternatywy dla "pogoni za dodatkową fuchą", dowartościowałoby obecnych "frajerów", a więc naukowców i dydaktyków z prawdziwym entuzjazmem podchodzących do swojego zawodu i dokonujących obecnie inwestycji o bardzo małej, jeśli nie zerowej stopie zwrotu.

          Powtarzam: walenie kijem jest bez sensu, kijem w naukę i uczelnie walono już od 1939 roku i kolejne pokolenia polskich naukowców już odruchowo potrafią się uchylić. W dodatku waląc obuchem w leni, przy okazji można trafić w prawdziwych zapaleńców, za to często ludzi naiwnych i mało spostrzegawczych. Tych zadomowieni spryciarze wystawią "do odstrzału", a sami nadal będą robić swoje.

          Nie wierzę w nagłą rewolucję i możliwość wyrzucenia bezproduktywnych "wiecznych adiunktów" (celowo w biorę określenie w cudzysłów, bo często pozory mylą). Ludzie ci tak zasiedzieli się na uczelniach, że ich pozbycie się jest praktycznie niemożliwe. Chodzi więc przede wszystkim o to, by utrzymać obecnych produktywnych pracowników i zachęcić ich do dalszego wysiłku. A także stworzyć możliwość do zatrudniania kolejnych "pracusiów".
          • proon Re: oczywiście 19.05.12, 14:42
            eee tam, dla tych, którym w Polsce nie udało się zdobyć habilitacji i profesury i tak wszelkie pomysły na reformy sprowadzą się do zasady - co tu zrobić by tych habilitowanych i profesorów pozbyć się, a potem hulaj dusza, masa stołków; a biznes na czele z Balcerowiczem i tak powie - zaorać, przynajmniej nasze podatki na to cóś nie pójdą
      • bumcykcyk2 Re: typowy pseudoliberalny bełkot 19.05.12, 19:43
        flamengista napisał:

        > Na wielu polskich publicznych uczelniach już rządzą rektorzy wybrani prz
        > ez koalicję administracji i studentów. Efekty już widać - koszmarny przerost bi
        > urokracji, marnotrawione środki na wsparcie stu pięćdziesięciu pięciu studencki
        > ch organizacji, z których efektywnie działa może dziesięć.

        O to to!
    • pfg Re: Lapy profesorow 19.05.12, 23:28
      A mnie szczególnie wzrusza zarzut o "ignorowaniu potrzeb studentów i społeczeństwa".

      Potrzebą studenta jest dostać dyplom. Nie wiedzę ani nawet umiejętności, ale dyplom. Zatem główną potrzebą studentów jest dyplom dla każdego. Uleganie tej potrzebie oznacza rezygnację ze stawiania jakichkolwiek wymagań, a zatem całkowite zaniechanie starań o utrzymanie poziomu studiów.

      Potrzeby społeczeństwa są dwojakie: Po pierwsze, studia mają chronić studentów przed bezrobociem. Ta potrzeba - jeśli liczyć tylko czas studiów - jest jak najbardziej realizowana, ba, jest jedyną raison d'être całej masy uczelni niepublicznych, a także wielu wydziałów uczelni publicznych. Po drugie, z punktu widzenia pracodawców (vide pan Klesyk), studia powinny zostać zredukowane do roli wyższych (?) kursów przysposobienia zawodowego, czegoś w rodzaju dawnych szkół pomaturalnych. Wszystko inne jest zbędne, a może nawet szkodliwe.

      Łatwo można wyobrazić sobie trzecią potrzebę społeczeństwa, będącą jednocześnie potrzebą studentów. Mianowicie, żeby każdemu absolwentowi zapewnić pracę "w zawodzie". Nie wyobrażam sobie jednak jak miałoby się to dokonać bez przywrócenia realsocu i obowiązujących wówczas nakazów pracy (będących dla pracodawców nakazami zatrudnienia).
      • marionaud_1 Re: Lapy profesorow 20.05.12, 06:49
        Po raz któryś z kolei pisząc o "amerykańskich uczelniach" ma sie na mysli ligę bluszczową a nie prawie 4 tysiąceamerykańskich higher education institutions, z community colleges na prowincjonalnych zadupiach włącznie. Ale niech będzie, ze mowimy o tych 120-150 US uniwersytach majacych status uniwersytetow badawczych. W mojej opinii istotą ich sukcesów (zgarniają prawie wszystkie fundusze federalne na badania podstawowe) jest znalezienie płaszczyzny negocjacji pomiędzy celem merytorycznym nauki i ksztalcenia a sprawnym zarzadzaniem wielkim przedsiebiorstwem, ktorym uczelnia jest. I najwazniejszym zadaneim prezydenta jest prowadzenie tego dialogu, w ktorym nie uroni żadnej cennej inicjatywy naukowej a jednoczesnie nie dopuści do manotrawienia pieniędzy. Prezydent ma wielką władzę, ale jest widocznie służebny w stosunku do uczonych, boć przeciez to oni tworza to, co uczelnia oferuje - a nie prezydent czy kadra zarzadzajaca. On im pomaga zorganizować i sfinansowac prace, tworzy dla niej isntytucjonalne zaplecze - bo profesura nei jest od tego. Nie znam przypadku, aby prezydent nie miał przynajmniej PhD, a najczęściej jest to były naukowiec, ktory z róznych powodów porzucił karierę naukową i stał się wysokiej klasy menedzerem. Rozumie więc rzeczywistośc uczelniana na wylot i potrafi ja pogodzić ze zmianam w świecie na zewnatrz wiży z kości słoniowej. Jesli mlodym absolwentom Harvardu wydaje się, ze jest to po prostu menadżer - rzutki facet nie dający sobie profesurze dmuchac w kaszę, to niewiele z tego Harvardu wyniósł. Takiego prezydenta profesura i rada powiernicza wyniosłyby poza obrosniete bluszczem mury w pięć minut.
        Co nie mienia faktu, że w Polsce takiego dialogu pomiędzy strona zarządczą a merytoryczna działalności naszych uczelni po porstu nie ma. I to jest bardzo smętne, bowiem - moja opinia - my z wyzwaniami współczesności radzimy sobie głównie przez narzekanie, ze jest źle. Ja bym sie bardzo cieszyła, gdyby w mojej uczelni pojawił sie prezydent taki, jakiego znam z kontaktów z "ameryką".
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka