17.01.14, 15:28
Dostałam grant. W budżecie przeznaczyłam pieniądze na laptopa. Trzy i pół miesiąca temu wypełniłam papierologie i wysłałam do odpowiedniej Pani, która robi przetargi. I od tego czasu nic. Zero. Nawet przetarg nie został ogłoszony. A od przetargu conajmniej 1.5 miesiąca zanim dostanę sprzęt (o ile będę miała szczęście).
Pracować w domu nie jestem w stanie. Na konferencje pojade chyba z foliami :P

Chce jechac na konferencje. Mam pieniądze w budżecie. Ale musze zapłacić z własnej kieszeni, bo konferencje to powinnam zgłosić 1 rok wcześniej (kiedy jeszcze tu nie pracowałam).
No po prostu już nie wiem co mam zrobic...
Obserwuj wątek
    • whiteskies Re: przetargi 17.01.14, 15:41
      Z laptopem nie zrobisz nic, bedzie jak bedzie. Z wyjazdem zadzwon do dziekana. Skonczy sie napisanniem 2 linijek z wyjasnieniem dlaczego maja to zalatwic a sekretarka/urzedniczka co robi wstrety polozy po sobie uszy. Jak beda robic wstrety, zadaj odpowiedzin na pismo i rob raban. Jestes swieza, urzedniczki probuja na co sobie moga z Toba pozwolic, masz dzialac tak zeby na przyszlosc wolaly cie zalatwiac poztytwnie niz negatywnie.
      Witaj w polskiej rzeczywistosci ....
      • piotrek-256 Re: przetargi 17.01.14, 18:16
        :D, z komputerem to spytaj czy nie ma na stanie, czegoś co możesz pożyczyć. Może jakiś profesor ma w domu lapka z poprzedniego grantu i może ci pożyczyć.
        Zależy jaki wydział i jacy ludzie.

        Średni czas oczekiwania na komputer to chyba gdzieś miedzy 6 miesięcy a rok więc nie masz co czekać...
        • chilly Re: przetargi 17.01.14, 20:19
          piotrek-256 napisał:
          > Średni czas oczekiwania na komputer to chyba gdzieś miedzy 6 miesięcy a rok więc nie masz co czekać...
          Myśl pozytywnie! Za te same pieniądze kupisz model o lepszych parametrach!
    • loleklolek_pl Re: przetargi 17.01.14, 19:56
      Hmm... w martwy sezon trafiłaś z tym przetargiem. Mnie już doświadczenie nauczyło, że jeśli chce się coś bardzo mieć pomiędzy wrześniem, a lutym, to trzeba przebłagalne pisma do kanclerza/rektora pisać, by wyłączyć zakup z procedury przetargowej ;-).
      • flamengista zakup awaryjny 19.01.14, 11:13
        nie będę się powtarzał, ale przeczytaj mój wpis poniżej.
    • darek12345 Re: przetargi 18.01.14, 09:19

      > Dostałam grant. W budżecie przeznaczyłam pieniądze na laptopa. Trzy i pół miesi
      > ąca temu wypełniłam papierologie i wysłałam do odpowiedniej Pani, która robi pr
      > zetargi. I od tego czasu nic.

      Jak wygląda u Ciebie taka procedura zakupu. Dajesz specyfikację do działu zamówień publicznych i dalej w Twoim imieniu oni dokonują zakupu (przetarg itp.)?

      U mnie na uczelni jest to tak, że najpierw się składa wniosek, że chce się coś kupić i podaje się w tym wniosku kwotę. To zostaje zatwierdzone po około 1-2 tygodniach.

      Jeśli jest wymagany przetarg, to drugim etapem jest przygotowanie tzw. SIWZ, zebranie na nim odpowiedniej liczby pieczątek itp. oraz ogłoszenie przetargu.
      Ten drugi etap to zwykle kilka - kilkanaście dni.

      Zakładając, że zgłosi się firma z ofertą spełniającą warunki przetargu, to podpisuje się z nią umowę na dostawę sprzętu. Potem czeka się na dostawę. Najkrótszy czas od rozpoczęcia całej procedury do dostawy to około miesiąc. W przypadku braku zainteresowania firm, a to np. przy niewielkiej kwocie (np. jeden laptop) bardzo często występuje to może wydłużyć się znacząco.
      Oczywiście trzeba osobiście śledzić cały proces i brać w nim udział, więc nie jest to tak, że się komuś daje specyfikację i procedura zakupu się sama toczy.
      Zresztą przy takich zakupach jak jeden laptop (czyli średnio kwota 2000-3000 zł), to koszt pracy ludzi zaangażowanych w cały zakup jest mniej więcej równy wartości zakupu. Tak więc ja, takie rzeczy jak laptop, czy komputer wolę kupić z własnych pieniędzy, bo szkoda czasu na te dziwne procedury.

      Przy okazji pytanie. Czy ustawa dotycząca ułatwienia nieco procedury zamówień publicznych (podwyższenia kwot, powyżej których należy organizować przetarg) weszła już w życie?
      • trzy.14 Re: przetargi 18.01.14, 12:05
        dlatego u nas organizuje się dwa przetargi w roku.
        Jak w pierwszym nikt sie nie zgłosi to prawdziwa kicha.
        Zakup najprostszego komputera może trwać rok-półtora roku a myślę, że był przypadek, że nawet dwa. Wszystko to w trosce o racjonalne gospodarowanie pieniądzem publicznym.

        podobno na jakiejś uczelni ogłosili przetarg na dostawy sprzętu komputerowego od jednego dostawcy na cały rok, tak jak to się robi ze sprzętem biurowym. Przy takim rozwiązaniu wybierasz lapcia z katalogu i po kilku - kilkunastu dniach masz go na biurku.
      • chilly Re: przetargi 18.01.14, 17:35
        darek12345 napisał:
        > przy takich zakupach jak jeden laptop (czyli średnio kwota 2000-3000 zł), to koszt pracy ludzi zaangażowanych w cały zakup jest mniej więcej równy wartości zakupu. Tak więc ja, takie rzeczy jak laptop, czy komputer wolę kupić z własnych pieniędzy, bo szkoda czasu na te dziwne procedury.
        Powody bywaja rózne, ale - tak ogólnie - ta egzemplifikacja praktyczna artykułu z innego wątku (
        forum.gazeta.pl/forum/w,87574,149042378,149042378,Badania_naukowe_dokladamy_w_gratisie_.html )
        jest bardzo powszechna: laptopy, drukarki, papier, toner, wyjazdy na konferencje itp. I tak się kręci tzw. polska nauka.
    • sprawdzacz_badaczy Re: przetargi 18.01.14, 11:36
      Zgłaszanie konferencji na rok przed? PAN się rządzi swoimi zasadami.

      Ja bym zadzwonił do dyrektora i wprost poinformował, ze jest problem z realizacją grantu. Można też zgłosić to do NCN.
    • trzy.14 Re: przetargi 18.01.14, 12:07
      gdybyś była dziekanem, laptop miałabyś na biurku...
    • charioteer1 Re: przetargi 18.01.14, 14:04
      kardla napisała:

      > Chce jechac na konferencje. Mam pieniądze w budżecie. Ale musze zapłacić z włas
      > nej kieszeni, bo konferencje to powinnam zgłosić 1 rok wcześniej (kiedy jeszcze
      > tu nie pracowałam).

      Jak mozna na rok przed przyznaniem grantu zglosic wyjazd na konferencje finansowany z grantu, ktory nie zostal jeszcze przyznany?

      U nas administracja probowala narzucic obowiazek zglaszania szczegolowego harmonogramu wydatkow z grantu na caly rok z gory. Pomysl bardzo szybko upadl, poniewaz w praktyce jest to niewykonalne.

      Przeczytaj dokladnie umowe grantowa. O tym, na co i kiedy wydawane sa pieniadze decyduje kierownik projektu, a nie pani Krysia z administracji. W ostatecznosci zaplac za konferencje ze swoich, a potem przedstaw fakture do rozliczenia.
    • flamengista mamy to samo, ale jest wyjście 19.01.14, 11:11
      i dlatego naprawdę ciężko o motywację, by napisać wniosek do NCN.

      "Pocieszę cię", że znajomy napisał wniosek o laptopa do odpowiedniej komórki w lutym zeszłego roku. W listopadzie przyszła informacja, że... przetarg nie został rozstrzygnięty z powodu braku ofert. Nowego laptopa (stan na połowę stycznia) jeszcze nie dostał:lol:

      Jest jednak rozwiązanie, które mogę podpowiedzieć. Zakup awaryjny. Jeśli masz starego laptopa uczelnianego (może być twój, albo kogoś z zakładu) który już leży na półce bo ma np. windowsa xp i 1 gb ramu, więc muli i nie da się na nim pracować, to... Trzeba zgłosić, że się zepsuł i konieczny jest zakup awaryjny z twojego grantu. Jak się zepsuł, to już pozostawiam twojej kreatywności;) W każdym razie musi być zepsuty, bo to zostanie sprawdzone przez odpowiednik waszego działu aparatury. Jeśli będzie diagnoza, że nie da się naprawić (to trwa ok. tygodnia, max 2), to w ciągu następnych 2 tygodni będziesz miała nowy laptop.

      Sprawdzone empirycznie, nowy laptop w trybie awaryjnym dostałem w 3 tygodnie

      Co do konferencji to chyba nic się nie da zrobić, może poza wizytą u rektora ds. nauki jeśli znajdzie dla ciebie czas. Bardzo mnie ciekawi, czy nowa Pani Minister zdaje sobie sprawę z absurdalności przepisów i tego, jak one paraliżują naszą pracę.

      Zgłoszenie konferencji rok wcześniej ogranicza nas praktycznie do wielkich kongresów, na których owszem warto bywać ale korzyści mogą być żadne. Natomiast nie ma szans na wyjazdy na konferencje ad hoc, związane np. z późniejszym call for papers do special issue dobrych żurnali.
      • piotrek-256 Re: mamy to samo, ale jest wyjście 19.01.14, 14:34
        Nie wiem co Pani minister ma do tego. Znaczy trochę, ma ale głównie winne są uczelnie.
        U nas nikt nie zgłasza wyjazdów na rok do przodu, a na konferencje daje się jechać na 2 tygodnie do przodu, oczywiście wtedy mają ochotę cię wyrzucić przez okno z dziekanatu, ale da się. Czyli to nie kwestia ustawy.

        Ja kiedyś patrzyłem na zamówienia publiczne. Jakby rektor i szefostwo finansów miało jaja, to by szybko puszczało 2 przetargi, po dwóch bez ofert można kupić z wolnej stopy (czyli pewnie po 4-5 miesiącach), chyba że coś źle kiedyś przeczytałem. Tylko po roku dwóch takiej działalności ktoś by się przywalił, trzeba by się było tłumaczyć i użerać z urzędami, może procesować, więc lepiej niech jest jak jest.

        Nie chce mi się nawet wypisywać, różnych historii i podawać przykładów. Zasada jest taka
        jest dobrze jak jest oraz dupochrony są ważne. Jak się ktoś przychrzania to administracja stara się robić więcej ograniczeń, żeby czuć się bezpieczniej, nie ważne, jakie będą skutki dla działania uczelni. Tyle.
      • chilly Re: mamy to samo, ale jest wyjście 19.01.14, 16:52
        Zdumiewa mnie ta pomysłowość w rozwiązywaniu problemów, które zostały stworzone... No właśnie: po co, przez kogo?
        • komplexzbrojeniowy Re: mamy to samo, ale jest wyjście 19.01.14, 18:16
          Jesli uznasz zasade ze jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniadze to jednyna grupa zyskujaca na takiej ustawie/interpretacji sa urzednicy ktorzy staja sie bardziej niezbedni. Przykladem czegos takiego jest tendencja ze najszybciej rosnacym dzialem wielu uczelni w Stanach sa dzialy prawne. Prawnicy nie przyczyniaja sie do wypelnienia roli uniwersytetow czy firm ale poprzez fakt istnienia innych prawnikow stali sie niezbedni wszedzie.
          • piotrek-256 Re: mamy to samo, ale jest wyjście 19.01.14, 22:08
            E zakładasz jakiś spisek. To ja jestem przekonany, że urzędnicy w domu chodzą tak samo wściekli jak my, że jest taka biurokracja jak chcą coś załatwić w nieswoim urzędzie.

            Na sytuację, którą mamy składa się wiele czynników sądzę, że jednym z najbardziej destrukcyjnych jest głuchy telefon. W sensie różne sekretarki przekazują sobie nowe zalecenia kogoś, każda coś uprości każda coś doda, no i możecie sobie wyobrazić jak to się rozwija dalej.
            (Dodajmy tylko, że jak któraś zaczyna krzyczeć na inne to poziom stres a więc i ilość własnej interpretacji rośnie)

            Kto z was nie słyszał na wydziale tekstu : "No dobrze ja przyjmę ten wniosek/ rozliczenie/ dokumenty/ umowę, ale ja naprawdę nie wiem czy tego nie odrzucą, bo ja to bym jeszcze dodała kopie czegoś/ wydruk z konta bankowego/ podpisane podanie do dziekana / zgodę X/ a najlepiej to proszę przepisać całość bo zamiast artykuł to lepiej pisać rozprawa naukowa, wie Pan/Pani tak na wszelki wypadek.... "

            Oczywiście są osoby kompetentne, ale nawet jeśli niekompetentnych jest tylko 30% to i tak sparaliżują działania całej administracji.
            • flamengista to bardzo optymistyczna interpretacja 19.01.14, 23:20
              a moim zdaniem powody są następujące:

              1. zwykłe lenistwo - po co mam Iksińskiemu ułatwić zakup komputera, skoro nic z tego nie będę miał? W dodatku jak mu szybko załatwię, to Iksiński poprosi o coś następnego. Jak będę dla niego niemiły, może mi da święty spokój
              2. zwykła niekompetencja - nie wiem, czy przypadkiem z tym zakupem dla Iksińskiego nie będę miał problemów przy kontroli. Więc muszę w razie w mieć d.pochron
              3. zwykła złośliwość - co ten ważniak Iksiński, młodszy ode mnie sobie wyobraża? Czy sam fakt posiadania dr przed nazwiskiem upoważnia go do wydawania mi poleceń? A niech sobie poczeka, zobaczy kto tu jest ważny
              4. zwykła obawa przed utratą pracy - jak Iksińskiemu załatwimy coś szybko, to może się okazać, że mamy za dużo wolnego czasu. I poszuka się oszczędności na etatach. Lepiej pokażmy, że jesteśmy zawaleni robotą i nie możemy ot tak załatwiać spraw Iksińskiego
              5. zwykły brak zarządzania - po prostu szef zawiadujący tym działem chce mieć święty sposób i dobrze żyć z podwładnymi. Tak jak słynny trener Paweł Janas.
        • nullified Re: mamy to samo, ale jest wyjście 19.01.14, 20:18
          chill... wpychasz paluchy w szprychy postepu!
        • flamengista nie wiem przez kogo 19.01.14, 23:21
          ale z pewnością w słusznym celu: by wyzwolić w nas kolejne pokłady kreatywności

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka