tomorrowprof 12.03.14, 08:13 link dla zainteresowanych Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
pfg Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 12:39 Adjunct Faculty Association of the United Steelworkers? Zupełnie jak dawna Solidarność. Odpowiedz Link
charioteer1 Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 13:06 aa.drupalgardens.com/content/about-us-0 Odpowiedz Link
sendivigius Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 14:12 Chomsky smierc Ameryki wiesci juz od dawna. Jeszcze lepiej by to zrobil tow. Chruszczow, - BTW obaj z pochodzenia Ukraincy. Tak czy inaczej nikt tu nie chowa glowy w piasek. Nikt nie beczy ze system. Ameryka ma to do siebie ze wszystko co jest tu bedzie i w Polsce, jedynie troche pozniej i wersji karykaturalnej. Obserwujcie uwaznie i trzymajcie sie mocno. Odpowiedz Link
pfg Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 14:26 sendivigius napisał: > Ameryka > ma to do siebie ze wszystko co jest tu bedzie i w Polsce, jedynie troche > pozniej i wersji karykaturalnej. Jezus, Maria, czeka nas niewolnictwo? A potem prohibicja?! Odpowiedz Link
sendivigius Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 15:07 pfg napisał: > sendivigius napisał: > > > Ameryka > > ma to do siebie ze wszystko co jest tu bedzie i w Polsce, jedynie troche > > pozniej i wersji karykaturalnej. > > Jezus, Maria, czeka nas niewolnictwo? A potem prohibicja?! Spoko, nie tak szybko, wpierw neolit, potem epoka bronzu.... :D Odpowiedz Link
pfg Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 15:11 Z epoką brązu w Ameryce był jednak pewien kłopot... Może i nam się uda przeskoczyć, jak myślisz? Odpowiedz Link
piotrek-256 Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 15:47 Tak w w koło to samo ;). Odpowiedz Link
zitterbewegung Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 14.03.14, 03:50 18 marca przypada 150 rocznica oficjalnego "zniesienia" na ziemiach polskich niewolnictwa - pańszczyzny, równie, a nawet bardziej haniebnego niż w Stanach, bo dotyczącego własnej narodowości, włącznie z handlem ludźmi i torturami. Obozy pracy trwaly na slasku za Bieruta, skonczyly sie dopiero po wroceniu Stalinogrodu na Katowice. Prohibicja byla mniej wiecej w tym samym okresie co w Stanach, nie totalna, jednak umozliwialo gminom wprowadzenie calosciowego zakazu i spora czesc z tego korzystala, ponadto byl calkowity zakaz od piatku do poniedzialku. Potem byly rozne epizody, ktorych nie chce mi sie szukac, a od 1982 do 1990 zakaz sprzedazy przed godzina 13. Odpowiedz Link
dobrycy Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 16:03 sendivigius napisał: > Chomsky smierc Ameryki wiesci juz od dawna. Jeszcze lepiej by to zrobil tow. Ch > ruszczow, - BTW obaj z pochodzenia Ukraincy. Dobrze że nie wali butem w mównice > > Tak czy inaczej nikt tu nie chowa glowy w piasek. Nikt nie beczy ze system. Ame > ryka ma to do siebie ze wszystko co jest tu bedzie i w Polsce, jedynie troche p > ozniej i wersji karykaturalnej. Obserwujcie uwaznie i trzymajcie sie mocno. Oczywiście, my przecież jesteśmy dwie epoki za murzynami i jak dobrze pójdzie wkrótce wynajdziemy koło Odpowiedz Link
sendivigius Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 17:27 dobrycy napisał: i jak dobrze > pójdzie wkrótce wynajdziemy koło Kolo juz macie ale "Bill of Rights" jest wciaz przed wami. Odpowiedz Link
nullified Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 17:48 e tam ważniejsze jest, że mamy swój Manifest of Destiny >.> Odpowiedz Link
chilly Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 18:05 sendivigius napisał: > Kolo juz macie ale "Bill of Rights" jest wciaz przed wami. Niesamowici ci Amerykanie. Bill of Rights też wymyślili! Odpowiedz Link
nullified Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 18:08 nie wiedziałeś że Radiowski (ten od radia) był amerykaninem? (polskiego pochodzenia oczywiście) Odpowiedz Link
chilly Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 18:07 sendivigius napisał: > Ameryka ma to do siebie ze wszystko co jest tu bedzie i w Polsce, jedynie troche pozniej i wersji karykaturalnej. Obserwujcie uwaznie i trzymajcie sie mocno. Ależ, sendi! Teraz już chyba nie mamy wątpliwości, że całe zło idzie do nas z Ameryki... Odpowiedz Link
trzy.14 Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 17:18 Tekst trudny - za mało równań - więc mogłem coś przegapić. Czy Chomsky odniósł się gdzieś w swojej wypowiedzi do masowości wyższej edukacji? Odpowiedz Link
nullified Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 17:47 to nie jest specjalnie amerykański problem (tak jak problem "kredytu studenckiego" nie jest specjalnie polskim problemem, ponieważ na szczęście tego garba jeszcze nie importowaliśmy). Ch skupia się na czymś innym. W PL ma to specyficzny charakter, trochę o tym tutaj (www.praktykateoretyczna.pl/oskar-szwabowski-edukacja-jako-oszustwo/). Odpowiedz Link
trzy.14 Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 22:49 Ale mi chodzi o identyfikację skutków i przyczyn. Gdy Chomsky w 1945 roku szedł na uniwersytet, odsetek studiującej młodzieży był pewnie podobny do tego, gdy ja szedłem na uniwersytet i nie przekraczał 10%. Sytuacja, gdy wykształcenie wyższe uzyskuje ponad 50% populacji całkowicie jednak zmienia reguły gry. Po pierwsze, o ile praca etatowa dla białych kołnierzyków mogła być przywilejem 10% populacji, nie ma mowy, by dało się ją rozciągnąć na 50% - żadna gospodarka nie wytrzyma proporcji N:1, N > 1, między kierownikami a robotnikami. To oznacza, że wyższe wykształcenie nie gwarantuje już niczego, w szczególności nie gwarantuje awansu społecznego i wyjścia z warstwy proletariackiej. Po drugie, o ile całe społeczeństwo mogło się złożyć na wyższe wykształcenie kilku procent, to wykształcenie 50% populacji musi stanowić poważną pozycję w budżecie każdego państwa, co musi przełożyć się na sposób organizacji edukacji. Co więcej, skoro wykształcenie przestaje być elitarne - nauczyciel akademicki również przestaje być zawodem elitarnym... Więc jeżeli z rozrzewnieniem wspominamy akademickie lata 70., to czy z równym rozrzewnieniem pochylamy się nad losem włókniarek, pracowników taśm produkcyjnych, rolników z tamtych czasów? Odpowiedz Link
dobrycy Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 12.03.14, 23:07 trzy.14 napisał: > Ale mi chodzi o identyfikację skutków i przyczyn. > > Gdy Chomsky w 1945 roku szedł na uniwersytet, odsetek studiującej młodzieży był > pewnie podobny do tego, gdy ja szedłem na uniwersytet i nie przekraczał 10%. > Sytuacja, gdy wykształcenie wyższe uzyskuje ponad 50% populacji całkowicie jedn > ak zmienia reguły gry. Po pierwsze, o ile praca etatowa dla białych kołnierzykó > w mogła być przywilejem 10% populacji, nie ma mowy, by dało się ją rozciągnąć n > a 50% - żadna gospodarka nie wytrzyma proporcji N:1, N > 1, między kierowni > kami a robotnikami. To oznacza, że wyższe wykształcenie nie gwarantuje już nic > zego, w szczególności nie gwarantuje awansu społecznego i wyjścia z warstwy pro > letariackiej. > Trzeba też zauważyć że jakość została zastąpiona ilością, tzn poziom musiał spaść aby przepchnąć taki % jaki jest obecnie. Poniżej 10% to było jeszcze o ile pamietam w 1999 roku. > Po drugie, o ile całe społeczeństwo mogło się złożyć na wyższe wykształcenie ki > lku procent, to wykształcenie 50% populacji musi stanowić poważną pozycję w bud > żecie każdego państwa, co musi przełożyć się na sposób organizacji edukacji. Co > więcej, skoro wykształcenie przestaje być elitarne - nauczyciel akademicki rów > nież przestaje być zawodem elitarnym... Jeżeli nauczcyciel akademicki dopuszczał do elity to w naturalny sposób sam był elitą. Obecnie wszystko siadło przynajmniej o jeden poziom i respekt do nauczyciela akademickiego jest taki jak kiedyś do zwykłego. Przed wojną nauczyciel gimnazjum zarabiał naprawde dobrze około 4 średnich krajowych. > > Więc jeżeli z rozrzewnieniem wspominamy akademickie lata 70., to czy z równym r > ozrzewnieniem pochylamy się nad losem włókniarek, pracowników taśm produkcyjnyc > h, rolników z tamtych czasów? > Bo nauczyciel musiał zainwestować troche czasu i swojej młodości w to kim był. Dosyć naturalne było traktowanie tego w kategorii inwestycji typu, że nie pójde zaraz do pracy i nie bede zarabiac tylko się poucze, ale za to potem będe lepiej zarabiał i miał lżejszą pracę. Na naszych oczach postępuje dekonstrukcja tego przekonania, co ma wpływ na zmniejszajace sie poglowie studentów oraz coraz wieksza niecheć młodych ludzi do systemu edukacji i wiedzy w ogólności. Inaczej mówiąc wyrasta pokolenie ludzi którzy wiedzą że wiedza, umiejętnosći i inwestowanie w siebie nic nie daje. Jeżeli miałeś do czynienia z młodymi ludźmi, np chciałeś ich do czegoś zatrudnić to na pewno zauważyłeś że pracownikami to oni będą zdecydowanie gorszymi niż ich starsi koledzy, są dużo bardziej zdemoralizowani (mówie średnio, dobre jednostki wciąż sie zdarzają). Taka sytuacja musi też rzutować na rozwój zarówno gospodaraczy jak i ekonomiczny kraju. Odpowiedz Link
chilly Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 13.03.14, 08:49 trzy.14 napisał: > Więc jeżeli z rozrzewnieniem wspominamy akademickie lata 70., to czy z równym rozrzewnieniem pochylamy się nad losem włókniarek, pracowników taśm produkcyjnych, rolników z tamtych czasów? Pochylam się od początku transformacji. I też nic z tego nie wynika. Odpowiedz Link
pfg Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 13.03.14, 10:12 trzy.14 napisał: > Więc jeżeli z rozrzewnieniem wspominamy akademickie lata 70., to czy z równym > rozrzewnieniem pochylamy się nad losem włókniarek, pracowników taśm produkcyjnych, > rolników z tamtych czasów? My w Polsce może nie, zważywszy na fatalne warunki i organizację pracy w PRLu. Ale w Ameryce, owszem, biada się nad znikaniem "manufacturing jobs". Praca wykwalifikowanego robotnika dawała stabilne zatrudnienie i dość wysoką pensję. Ale postęp techniczny i globalizacja (przenoszenie miejsc pracy do Azji, gdzie pensje są wielokrotnie niższe, warunki pracy fatalne, a normy środowiskowe i normy bezpieczeństwa iluzoryczne) eliminują zapotrzebowanie na taką pracę w Ameryce, zachodniej Europie, nawet w Polsce (w czasach świetności Huta im. Lenina zatrudniała 40,000 osób, dzisiaj ArcelorMittal w Krakowie zatrudnia bodaj 3500). Następuje polaryzacja rynku pracy: praca jest albo dla nielicznych osób o bardzo wysokich kwalifikacjach, albo jest dużo pracy wymagającej kwalifikacji niskich i takich, których nie da się/nie opłaca się łatwo zautomatyzować. Środek, który dawał kiedyś spore dochody i pewność zatrudnienia, znika. Odpowiedz Link
trzy.14 Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 13.03.14, 11:23 pfg napisał: > Następuje polaryzacja rynku pracy: praca jest albo dla nielicznych osób o bardzo wysokich kwalifikacjach, albo jest dużo pracy wymagającej kwalifikacji niskich i takich, których nie da się/nie opłaca się łatwo zautomatyzować. Środek, który dawał kiedyś spore dochody i pewność zatrudnienia, znika. > Tu pełna zgoda, tylko co z tego wynika dla sposobu organizacji edukacji wyższej? Czy mamy wrócić do systemu, w którym wyższe wykształcenie jest przywilejem/kuźnią elit, czy też stawiać na kształcenie masowe? Wydaje mi się, że polaryzacja i generyczna niestabilność rynku pracy najbardziej uderza właśnie w osoby z wykształceniem średnim. Nawet w tych centrach księgowych, dających kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy w Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, potrzeba ludzi z licencjatem do pracy "robotniczo-umysłowej". Tej pracy kilkadziesiąt lat temu być fizycznie nie mogło. Kilkadziesiąt lat temu ci ludzie zajmowaliby stanowiska robotnicze w różnych Nowych Hutach, Fadromach, szwalniach. Zamiana uczelni w "kombinaty pedagogiczne" musi rzutować na sposób ich organizacji. Pytanie: czy możliwe jest pogodzenie elitarności z masowością? Dość powszechną strategią jest tworzenie działających obok siebie specjalności "elitarnych" i "tych innych", ale doświadczenie uczy, że elitarność z roku na rok przegrywa, choćby dlatego, że powinna kosztować, a nie kosztuje. Odpowiedz Link
nullified Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 13.03.14, 16:57 piszesz i nie widzisz - problem nie lezy w tym, że "szkoły źle kształcą i nie przygotowują ich do pracy" (co jest ostatnim krzykiem mody w koloniach), problem w tym, że obojętnie jak ich kształcą i tak nie ma pracy. Czy szkół będzie więcej czy mniej, czy będa uczyć "popularnie" czy "elitarnie", nie zmieni to zasadniczego niedoboru standardowego sposobu nabywania środków do życia. Czyli pracy. Tu masz problem. Odpowiedz Link
piotrek-256 Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 14.03.14, 08:00 Ależ praca jest, spróbuj na szybko załatwić ekipę do remontu mieszkania. Pewnie szewców i krawców by się więcej na rynku zmieściło, osoby do opieki nad ludźmi starszymi z podstawową wiedzą medyczną, np co do opieki nad ludźmi leżącymi, czy choćby jakieś przeszkolenie w zakresie dietetyki itd... O albo np. taki zdun, szału nie ma, ale da się przeżyć. www.moja-pensja.pl/zarobki/151,ile-zarabia-Zdun Odpowiedz Link
nullified Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 17.03.14, 17:10 try it to sa prace sezonowo-usługowe, żadne kokosy jak przeliczysz dni w roku a i zatrudnienei bardzo niepewne. Szczególnie jeśli uwzględnić niezbędne początkowe inwestycje takiego krawca, szewca, zduna... Nie liczac tego, że część z nich to zawody wymierające (Twój zdun, np ;) ) Odpowiedz Link
piotrek-256 Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 17.03.14, 19:30 No pewnie, że nie jest lekko, ale to są zawody wymierające, też dlatego, że ich nie ma, więc ludzie przyzwyczajają się, że inaczej trzeba sobie radzić. Poza tym brakuje małych organizacji certyfikujących. No bo nie będziesz szyć spodni u krawca, jeśli nie masz gwarancji, że on tego nie spartaczy. To jest chyba trochę tak, że często nie ma popytu bo nie ma podaży, a nie ma podaży bo nie ma popytu... A zduna to ja bym tak zupełnie nie posyłał w odstawkę ;). Dopóki ludzie, będą sami robić domy, a nie wszyscy z jednego szablonu, będą chcieli mieć kominki oraz sensowną wentylację, to dobry zdun będzie miał pracę. Działający komin, oraz kominek, którym możesz naprawdę nagrzać w mieszkaniu, to chyba wcale nie jest takie hop siup... A jak ktoś już ładuje kasę w dom, to pewnie woli, żeby dym nie szedł pod sufitem... To jest w dużej mierze, kwestia świadomości konsumentów. W obecnych realiach pewnie masz rację. :/ Odpowiedz Link
nullified Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 17.03.14, 20:29 te zawody (krawiec, szewc) wymierają z "przyczyn naturalnych" takich samych z jakich wymierającym zawodem jest "elektronik konserwator" (taki wiesz od TV, radio, nawet komputra albo zgoła żelazka! który to naprawiał a nie "serwisował"). Naprawianie większości butów lupionych w sklepie nie ma sensu. Przeszywanie rzeczy, jakie często nosimy też nie itd. Surowce i technologie używane w takiej produkcji praktycznie wykluczają tradycyjną konserwację. Zresztą po to właśnie tak są produkowane. Owszem - jest pewna sfera dóbr luksusowych (i semi-luksusowych w znaczeniu produkcji nie calkiem masowej), z tym że one są luksusowe właśnie, podobnie jak skupione wokół nich usługi. Wciąż możesz zatrudniać pokojówkę, majordomusa, etc. jak Cię na to stać. Wciąż możesz zażyczyć uszycia sobie fraka (w niektórych zawodach to będzie twój strój służbowy i nie myślę o kelnerze ;) ), munduru galowego itd. Żeby wejść do takiego zawodu trzeba najpierw sporo zainwestować, nie tylko finansowo. Habilitacja nie wystarczy (straszne prawda? nawet do tego nie jest potrzebna... kurrrrcze) ;p A co do certyfikacji, no wiesz.. to przeciez *socjalizm* i w ogóle Zaskroniec Wawelski... Odpowiedz Link
piotrek-256 Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 18.03.14, 07:51 Certyfikacja, może być prywatna, w sensie zrzeszenia szewców w małym mieście lub w dzielnicy, gwarantujące jakość, żaden socjalizm. Ja się zastanawiam ile kosztuje zrobienie butów? Jeśli w sklepie porządne buty to często 400-500 zł w Warszawie. Dalej, nie mam pojęcia jak jest w branży obuwniczej, ale przeważnie sklepy mają dosyć wysokie marże, rzędu 100% albo i więcej. Być może gdyby szewc miał klientelę to by nawet w butach chodził... Tylko nawyki ludzi musiałyby się zmienić. No i szewc, też musiałby być dużo lepszym specjalistą, niż kiedyś. Nie mógłby trwać przy jednym typie buta itd. a to pewnie oznacza, że się nie opłaca, ładować takiego człowieka do tego zawodu, bo może robić coś co przyniesie większy zysk. Może więc masz rację, że rzemiosło ma już mało sensu, a za 20 lat drukarki 3d wykończą je kompletnie. Produkcja masowa jest tania, ale niektórzy ludzie, chcą mieć produkt dopasowany do siebie, a nie siebie dopasowywać do produktu i ta grupa chyba rośnie. Może więc jakieś formy rzemiosła pozostaną. Odpowiedz Link
pan.toranaga Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 18.03.14, 08:34 piotrek-256 napisał: > Certyfikacja, może być prywatna, w sensie zrzeszenia szewców w małym mieście lu > b w dzielnicy, gwarantujące jakość, żaden socjalizm. Taka certyfikacja istnieje od średniowiecza - i nazywa się cech. Z tym, że do 18 w. miała funkcję podwójną: certyfikacja i pilnowanie, żeby samodzielni (rzemieślnicy) nie mieli niepotrzebnej konkurencji, a uprawnienia zawodowe dostawał przede wszystkim syn kolegi. Teraz została tylko certyfikacja. Odpowiedz Link
piotrek-256 Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 18.03.14, 10:52 Masz zaufanie do cechu? Czy przy wejściu jakiegoś zakładu w okolicy widzisz dużymi literami "Mistrz cechu takiego i takiego"? Certyfikacja, co do której ludzie nie są pewnie, że gwarantuje jakość nic nie daje. Certyfikat, którym się przedsiębiorca nie chwali, też nic nie daje. Funkcjonalnie, w świadomości ludzi, cechów nie ma... Odpowiedz Link
sendivigius Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 18.03.14, 12:40 pan.toranaga napisał: > Taka certyfikacja istnieje od średniowiecza - i nazywa się cech. Z tym, że do 1 > 8 w. miała funkcję podwójną: certyfikacja i pilnowanie, żeby samodzielni (rzemi > eślnicy) nie mieli niepotrzebnej konkurencji, a uprawnienia zawodowe dostawał p > rzede wszystkim syn kolegi. Teraz została tylko certyfikacja. Ojtam, ojtam - certyfikacja, habilitacja - jak zwal tak zwal. Odpowiedz Link
pan.toranaga Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 18.03.14, 12:51 > Ojtam, ojtam - certyfikacja, habilitacja - jak zwal tak zwal. Ok miałem się powstrzymywać od zbyt nachalnych analogii. Nie wiem jak to było w średniowieczu, w XIX w. mówiło się, że katedrę otrzymuje się per haereditatem, per rectum albo per vaginam (= małżeństwo z córką profesora). W każdym razie uniwersytet wg. mądrzejszych ode mnie historyków jest dzieckiem średniowiecznego korporacjonizmu, z decyzjami kolegialnymi, ale nie koniecznie demokratycznymi, a w każdym razie wspólnotą nieegalitarną z majstrami (samodzielni), czeladnikami (pomocniczy) i uczniami (studenci). I pewno gdyby uniwersytety powstały w Malezji, to zamiast wybieranego dziekana, byłby urzędnik, czyli nasza Pani Krysia z sekretariatu. Odpowiedz Link
dobrycy Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 18.03.14, 15:53 A jak tam wygląda to w niebie czyli w USA, są jakieś cechy, koncesje i certyfikacje czy też każdy może sobie w domu pędzić wódkę i robić bomby ? Bo jak tak patrze na USA to widzę że na pewnych rzeczach znają się tylko pewne rodziny, pewnikiem jest to skutek umiejętnego krzyżowania i doskonałej znajomości genetyki. Np taki przemysł naftowy czy stalowy, jakoś nie widać aby w USA były w wierchuszce przypadkowe nazwiska. sendivigius napisał: > pan.toranaga napisał: > > > Taka certyfikacja istnieje od średniowiecza - i nazywa się cech. Z tym, ż > e do 1 > > 8 w. miała funkcję podwójną: certyfikacja i pilnowanie, żeby samodziel > ni (rzemi > > eślnicy) nie mieli niepotrzebnej konkurencji, a uprawnienia zawodowe d > ostawał p > > rzede wszystkim syn kolegi. Teraz została tylko certyfikacja. > > Ojtam, ojtam - certyfikacja, habilitacja - jak zwal tak zwal. Odpowiedz Link
pfg Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 18.03.14, 11:09 piotrek-256 napisał: > Produkcja masowa jest tania, ale niektórzy ludzie, chcą mieć produkt dopasowany > do siebie, a nie siebie dopasowywać do produktu i ta grupa chyba rośnie. > Może więc jakieś formy rzemiosła pozostaną. Bogaci ludzie chcą mieć garnitur czy suknię na miarę, buty na miarę, samochód na miarę (te wszystkie indywidualne tuningi czy moda na lowridery w niektórych środowiskach amerykańskich), elementy wykończenia domu czy biżuterię "na miarę", a nawet program komputerowy "na miarę", tak więc jakaś grupa rzemieślników, wyspecjalizowana w obsłudze tego typu klientów, pozostanie, a ich usługi będą raczej drogie. Większość ludzkości będzie kupować masówkę, przy czym nawet ta masówka jest i będzie zróżnicowana pod względem ceny/jakości. A ileś tam set milionów najbiedniejszych będzie chodzić w łachmanach. Odpowiedz Link
pan.toranaga Re: Chomsky o smierci uniwersytetow 17.03.14, 08:38 A co on wie o masowości edukacji? Na MIT jest 10 000 studentów, a na jego niszowym kierunku może setka. Odpowiedz Link
pan.toranaga Chomsky lubiłby polski uniwersytet 17.03.14, 08:33 you have to have someone doing administrative work, but they should be recallable at some point under the authority of the people they administer Wielu dyskutantów z DUN narzeka na korporacjonizm polskich szkół wyższych: dużo demokracji, rektor i dziekan drżący czy uda się reelekcja, brak porządnego nadzoru właścicielskiego itp. Tymczasem Chomsky narzeka (nie tylko w cytowanym passusie) na to, że w Stanach tak nie jest. Odpowiedz Link
flamengista czyżby? 17.03.14, 11:32 narzeka także na mnożącą się administrację, która staje się całkowicie zależna od akademii i nie jest kadencyjna. Tam stabilność zatrudnienia jest normą, natomiast dla naukowców i wykładowców stabilność to luksus. Naprawdę nie brzmi to znajomo? Popatrz na powstałe w ostatnich 4-5 latach stanowiska: ile zatrudniono asystentów czy adiunktów? U nas na 1 wykładowcę przypada już 1 pracownik administracji a w drugiej grupie zatrudnienie ciągle rośnie. Co do pensji to zdziwiłbyś się, ale przynajmniej początkujący referent dostaje wyższą pensję od asystenta z doktoratem. A ten drugi ma umowę na 2 lata z opcją ew. przedłużenia ale w formie konkursu. Odpowiedz Link
pan.toranaga Re: czyżby? 17.03.14, 12:35 A, tu się w 100% zgadzam. I jeszcze dorzucę: administracja potrzebuje nowych pomieszczeń. Tym niemniej wpływ pracowników (a w szczególności samodzielnych) na zarządzanie szkołą jest u nas wyższy (a może się mylę?). I tego chce Chomsky, zresztą "na fabryce" też tak powinno być wg. tegoż uczonego. Odpowiedz Link
nullified Re: czyżby? 17.03.14, 17:00 przede wszystkich Chomski "chce" (postuluje raczej) by "high staff" ponosił odpowiedzialność za to czym zarządza w taki sam sposób jak nauczyciele (zresztą nie tylko nauczyciele). A nie ponosi. Idea samorządu pracowniczego (stara zresztą) ma pewien sens, w pewnej proporcji. Nie ma sensu przy radykalnej nierówności uczestników oczywiście. Odpowiedz Link
chilly Nicieja o uniwersytetach polskich 18.03.14, 22:24 www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/amerykanie-zdewaluowali-slowo-uniwersytet-rozmowa-prof-stanislawem-slawomirem-nicieja Odpowiedz Link