migotka-2
22.07.11, 10:20
W tamtym tygodniu był u mnie bardzo sympatyczny dostawca, towarzyszyła mu żona, młoda kobieta bardzo małomówna i niezbyt lotna. Przyzwyczailiśmy się, że się nie odzywa podczas kiedy my po załatwieniu interesów pijemy kawę i gawędzimy o dupie marynie. I tak też było i tym razem. Opowiadałam że u teściowej (Żmijki) na posesji żmije założyły sobie hostel i tłumnie przebywają czasem w ilości powyżej 10 sztuk. Nawet powiem, że jestem przejęta sytuacją, tym bardziej, że osobniki czują się zagrożone i w związku z tym agresywne. Na co dziewczę z poważną miną rzekło: - Nie martw się żmija, żmii nie ruszy.
Koniec i kropka. A na marginesie może któraś wie jak skutecznie dzikich lokatorów eksmitować?