Dodaj do ulubionych

Jeff Conaway

28.05.11, 23:23
Nie pamiętam go z jakiegoś babcinego Grease, ale pamiętam go z reality o uzaleznieniach. Jeździł na wózku, stękał, wyżywał się na personelu, wypisywał się co dwa dni, nie pozwalał się wozić na dializy, pluł, rzucał w ludzi mięsem (nie metaforycznie) na ludzi, jego dziewczyna przemycała mu do ośrodka alkohol i narkotyki. Potem się okazało, ze po wyjściu rzucał nią o ścianę w miarę swoich inwalidzkich możliwości.

Tąpnęło mną to, że nie żyje - ale od rana walczyłam ze sobą, żeby to napisac, ale napiszę. To jest wielka sztuka umierać z taką ogromną godnością z jaką umierał Mark.Parker.

Ja prawdopodobnie będę równała do Conowaya.
Obserwuj wątek
    • tojajurek Re: Jeff Conaway 28.05.11, 23:39
      Sądząc z opisów - to biedny skurwiel. Mógłby jeszcze pożyć, ledwie przekroczył sześćdziesiątkę. W życiu nie pamietam, żebym go oglądał, ale chyba żaden z nas niewiele na tym stracił.
      • ex.mila Re: Jeff Conaway 29.05.11, 01:43
        tojajurek napisał:

        > Sądząc z opisów - to biedny skurwiel. Mógłby jeszcze pożyć, ledwie przekroczył
        > sześćdziesiątkę. W życiu nie pamietam, żebym go oglądał, ale chyba żaden z nas
        > niewiele na tym stracił.

        https://bi.gazeta.pl/im/0/9683/z9683000Z,Jeff-Conaway-zdobyl-slawe-rola-w-musicalu--Grease-.jpg
    • olga_w_ogrodzie Re: Jeff Conaway 28.05.11, 23:50
      też pamiętam Go tylko z tego programu o którym mówisz.

      zerknęłam w google i się okazuje, że urodził się tego samego dnia, co ja.
      złowróżbne.

      czytałam kiedyś te zapiski Marka robione przed Jego odejściem.
      to prawda - ogrom godności.
      • ex.mila Re: Jeff Conaway 29.05.11, 00:10
        olga_w_ogrodzie napisała:
        >
        > zerknęłam w google i się okazuje, że urodził się tego samego dnia, co ja.
        > złowróżbne.

        Przestań! Mnie własnie jakiś troll z kraju znalazł na forum tenis. i to jest złowrózbne.


        >
        > czytałam kiedyś te zapiski Marka robione przed Jego odejściem.
        > to prawda - ogrom godności.


        wiem, ze okropnie go zawiodłam. Forum zdechło, trzy osoby tam zaglądają, a ktoś powinien wydać te zapiski...wystawić je na światło dzienne..ale kto? i jak?

        tyle dobra markowego się marnuje na tym zdechłym forum,
        • olga_w_ogrodzie Re: Jeff Conaway 29.05.11, 00:13
          a może zwrócić się do ludzi z Jego dawnej redakcji ?
          • ex.mila Re: Jeff Conaway 29.05.11, 00:17
            olga_w_ogrodzie napisała:

            > a może zwrócić się do ludzi z Jego dawnej redakcji ?

            żeby co zrobili?
            • olga_w_ogrodzie Re: Jeff Conaway 29.05.11, 00:33
              Ty uporządkujesz, przygotujesz do wydania, a ich poprosisz o pomoc w poszukaniu wydawcy.
              nie wiem w jakiej formie można by próbować wydać.
              ja czytałam tylko zapiski z tych dni ostatnich.
              • ex.mila Re: Jeff Conaway 29.05.11, 01:30
                olga_w_ogrodzie napisała:

                > Ty uporządkujesz, przygotujesz do wydania, a ich poprosisz o pomoc w poszukaniu
                > wydawcy.
                > nie wiem w jakiej formie można by próbować wydać.
                > ja czytałam tylko zapiski z tych dni ostatnich.


                co mam uporządkować? Pięć ostatnich lat Marka mam uporządkować? chociaż nigdy go nie widziałam na oczy? za kogo ty mnie masz?

                mam kolejne deżawi

                chcesz uporządkować? dam ci wszystkie klucze i wskazówki. Ja się na to nie piszę. Musiałabym być dziesięć razy bardziej inteligentna niż jestem żeby nie zrobić z tego czegoś okropnego.

            • tojajurek Re: Jeff Conaway 29.05.11, 00:55
              Nie zgadzam się, że to co pisał Marek się marnuje. Wszyscy, którzy wymienialismy z Nim myśli, pamiętamy jego słowa, spokojną mądrość i ciepło jakie nam dawał. To w nas jest i wcale się nie marnuje. A czy obcy ludzie, dla których byłby kimś kompletnie nieznajomym i odległym, zainteresowaliby się tym co pisał? Nie jestem pewien. Tym bardziej, że były tam również wyznania bardzo osobiste i opisy i wspomnienia, które kierował do określonego grona bliskich forumowych znajomych i przyjaciół.
              Gdybym miał w tym kontekście pomyśleć - przez analogię - o sobie, to bym uznał, że za ileś lat, gdy mnie nie będzie, tak długo jeszcze będę istniał, jak długo ktoś wspomni o mnie. A nie przez to, że w jakichś domach czy bibliotekach będą latami stały zakurzone książczyny z moim nazwiskiem na okładkach.
              A zresztą nic nie wiem. Tak szybko życie z nas wycieka, że przemijamy bezgłośnie, niezauważeni. Zaglądam czasem w pudełko z ocalałymi starymi rodzinnymi zdjęciami, niektóre jeszcze z końca XIX wieku. Różne dziwne osobniki dziwacznie poubierane tam na mnie patrzą, ale choć nawet przy niektórych jakiś skrupulant naskrobał nazwiska i daty, to nic kompletnie o nich nie wiem. Są nieżywi i basta. Przeszli do historii, która zresztą niewielu interesuje. I my tam też doszlusujemy. I rozpłyniemy się w ludzkiej pamięci...
              No chyba, że w kimś obudzi się duch Herostratosa...
              • ex.mila Re: Jeff Conaway 29.05.11, 01:55
                Jak zwykle przepięknie..poryczałam się jak zwykle, ale to norma..coś jakby smarkanie nosa..jak się kiedyś nie poryczę to wzywajcie karetkę.

                Tylko ...

                jak forum zdycha bezpowrotnie, jak nikt nic nie pisze, to po jakimś czasie forum zostaje zastemplowane (nie wiem czemu ten wyraz podkreśliło mi na czerwono) cała jego zawartość wpada do wielkiego wirtualnego kubła na śmieci. Nas też to czeka.


                Musiałabym kopiować post po poście, żeby ocalić. I wysyłać do redakcji. A ja nie jestem gotowa na to, żeby kopiować, bo wcześniej musiałabym je czytać. Nie zrobię tego, serce by mi pękło po dwóch minutach. Nie ma mowy. Nie wiem kiedy będę gotowa czytać archiwalne posty Marka, ale jeszcze długo nie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka