tojajurek
27.02.12, 16:20
Najświeższym tematem powszechnie wałkowanym są tzw. Oscary, czyli paskudne statuetki przydzielane po uważaniu przez amerykańską Akademię Filmową. Nie będę się wywnętrzał na temat mojej opinii o tym towarzystwie wzajemnej adoracji, ani o sposobie przyznawania owych dziwnych figurek - są bowiem na forum specjaliści od kina i nie chcę plwać na niczyje słuszne przekonania.
Chodzi o coś innego, co może nas wszystkich bezpośrednio dotknąć, a nawet walnąć.
Otóż, jak donosza mendia, owa Akademia uznała, że ma patent na określenie "Oscar", a nawet i wyraz "Oskar", o którego bezprawne używanie oskarżono - nie szczędząc gróźb - jakąś polską organizację, przyznającą plakietki imienia Oskara Kolberga za twórczość ludową.
Tylko patrzeć, jak będzie podlegać ściganiu i deportacji do USA używanie takich słów, jak: oskarżony, oskarzyciel, akt oskarżenia itp., nie mówiąc już o używaniu oskardów. Martwię się, choć już bez takich emocji, o los struchlałych gnatów takich osób, jak Oscar Wilde, Oskar Schindler, Oskar Lange i innych. Czy zamalują im nagrobki, czy wystarczy wniesienie Akademii opłat z tytułu patentu, z odsetkami karnymi za zwłokę, rzecz jasna.
Nie wiem co o tym myślicie, ale jak tak dalej pójdzie, to może się okazać, że za głośne powiedzenie "O, koorwa!" trzeba bedzie wnieść opłatę zarządowi włoskich autostrad.