Dodaj do ulubionych

Jacek. I Tadeusz.

17.11.15, 20:19
Mam problemy z jedzeniem - nie lubię jeść.
Udaje mi się z pomelo - czytam, że zasadowe, antydepresyjne - no pochłaniać i już, więc nakupiłam.
Pomyślalam też, że dobrze przypomnieć sobie o Dobrze, zatem...:

Mały kawałeczek opisu zachowań Cudnego Człowieka.
Się jak poznalim?
Jacek Kuroń? To było tak...
Nie mieszkałam wtedy w Warszawie.
Przyjechałam do stolicy, bo byłam rzeczniczką prasową Unii Demokratycznej w regionie i miałam uzgadniać sprawy kandydatów do parlamentu.
Tj. - nie za bardzo uzgadniać, bo mocno, realnie, demokratycznie wtedy działaliśmy - razem wszystko uzgadnialiśmy i nikt nikogo nie pomawiał, nie plótł bzdur za plecami - ogromnie się szanowaliśmy i garściami czerpaliśmy z Siły Spokoju - Śp. Tadeusza Mazowieckiego. Zatem pojechałam nie uzgadniać, ale raczej przedstawić propozycje, omówić sprawy kampanii etc.
No i rozmawiam ja z panią Anią szefującą w biurze UD, prawie na baczność stoję, gdyż żaden ze mnie polityk, nie znam się, pokazuję nasze propozycje, a jeśli Ania nakrzyczy, że do niczego? Na dodatek Anuś miała okulary z takimi grubymi szkłami - bywa, że przez te okulary, nawet łagodny wzrok wydaje się być groźnym.
To stoję i się boję, a nagle wpada do biura UD wichura jakaś - no tajfun - Jacek Kuroń.
- Z Wielkopolski? Wystawicie od was Staręgę-Piasek? Jest potrzebna.
A ja:
- Nie decyduję, panie Jacku, nie jestem upoważniona.
Ale zaraz potem przyszło mi do głowy, że lecieć ostro - nie wiem do dziś, skąd mi się wtedy taka odwaga wzięła - wykorzystać Jacka, który, w jednej sekundzie mnie zauroczył i ośmielił bezpośredniością, przejściem na "ty" i tą energią...No i raptem przestałam stać zdenerwowana na baczność, ale powiedziałam, iż wszystko zrobię, by lud przekonać do jego propozycji, ale coś za coś - da wywiad w lokalnej gazecie i przyjedzie wesprzeć Joasię w kampanii.
Do dziś nie mam pojęcia skąd mi się to wzięło.
A Jacek zgodził się natychmiast.
A teraz sedno sprawy:
Bezmyślnie połączono wtedy, jako wyborcze okręgi rejon koniński i sieradzki.
W związku z tym, musiałam, uzgadniając przebieg spotkań, rozmawiać z szefową Unii w Sieradzu.
Ale coś, co było dla mnie najważniejsze wtedy, to były rozmowy z panią Anią z biura w Warszawie.
No bo wtedy już Jacek był chory.
Było ważne, jeśli się Jacka zaprasza, by była dieta, by był czas na odpoczynek.
No to poprosiłam moją prześliczną teściową, która gotowała, jak nikt, by zrobiła coś dla Jacka lekkiego i dla reszty ekipy towarzyszącej też jedzenie - pyszne, niekoniecznie dietetycznie.
Oraz, była sypialnia przygotowana, by Jacek się położył, odpoczął.
Ania z biura Unii prosiła, bym dokładną rozpiskę zrobiła: co kiedy przewidujemy - to było w trosce o Jacka zdrowie.
Więc zrobiłam rozpiskę - dwa spotkania - pomiędzy nimi 2 godziny, by odpoczął, coś zjadł.
A przebieg spraw?
Pojechaliśmy najpierw do Sieradza.
Pełna sala i dużo ludzi z agresją, frustracją, poczuciem krzywdy.
Jacek tłumaczy, współczuje, mówi, co można zrobić.
Wyjeżdżamy i wtedy...
Pani organizująca spotkanie w Sieradzu mówi, że ogłosiła, iż będzie jeszcze jedno spotkanie w Zduńskiej Woli. Nie powiedziała przedtem o tym Jackowi, mnie, Ani w biurze w Warszawie.
No to, co robić? Kłamię - że ludzie w konińskim Domu Kultury będą czekać o 17.00, a tak naprawdę była sala w DK o 19.00 zarezerwowana - chciałam, by choć chwilę Jacek wypoczął.
Jacek zdenerwowany mówi tej pani z Sieradza, co myśli - no tak się nie robi.
Ja do Jacka, że musimy jechać, bo nie zdążymy do Konina,
A Jacek: - A tak naprawdę o której mamy tam być? Zmyślasz?
Ja: - No ok. - dopiero o 19.00, ale masz odpocząć, jest sypialnia przygotowana, się na chwilę tam połóż.
I tu padło:
- A jak ja mam odpuścić Zduńską Wolę?! Olu, tam LUDZIE czekają!
No i koniec pieśni związanej z próbą dbania o Jacka zdrowie.
W samochodzie zmienił koszulkę, poprosił, byśmy się zatrzymali w zajeździe, by termos uzupełnić herbatami różnymi, a potem wylądował w tym Koninie, z szacunkiem potraktował wszelkie ataki, z tolerancją wyjaśniał.
Trzy publiczne wystąpienia jednego dnia.
Ja byłam umordowana.
Jacek, jak sądzę, też, ale nigdy nie zapomnę sytuacji, gdy zmieniał w samochodzie koszulki będąc gotów polubić, zrozumieć kolejnych, także agresywnych. ludzi i nie zapomnę tego:
- A tam LUDZIE czekają.

Podobnym człowiekiem był, wg mnie, Śp. Tadeusz Mazowiecki.
tj. podobnym w sensie uczciwości trudnej do ogarnięcia.
temperamenty różne, ale dobroć, skromność ta sama.
proszę ci ja, by mi Tadeusz Mazowiecki podpisał swoją osobistą książkę, a On się wstydzi uważając, iż nie zasłużył nigdy a nic..
no ale podpisał.
z trudem.

bardzo za Nim tęsknię.

Obserwuj wątek
    • damakier1 Re: Jacek. I Tadeusz. 17.11.15, 23:04
      Jak mało kiedy potrzeba dziś przypomnienia dobrych, przyzwoitych Ludzi. Dzięki Ci, za to wspomnienie. Po dzisiejszym ostentacyjnym pokazie pogardy dla wszelkich zasad przyzwoitości czytałam to, jak jakąś bajkę z nierealnej rzeczywistości. A przecież było to całkiem niedawno i naprawdę byli Ci ludzie wśród nas.
      Oluś, nie mam pojęcia co to za cudo to pomelo, ale polub i zajadaj ze smakiem.
      • ave.duce Re: Jacek. I Tadeusz. 17.11.15, 23:30
        Dzięki dla Olgi...

        ps. Damo, nie słyszałaś "Pomelo, żegnaj"?
      • olga_w_ogrodzie Re: Jacek. I Tadeusz. 17.11.15, 23:39
        Ech.
        Potem był u nas z Danusią w czasie kampanii prezydenckiej.
        Jeden wielki społecznik - Ktoś, kto kocha ludzi.
        Niemożliwe?
        Owszem.
        Możliwe.
        Sądzę, iż Pan Bóg już dawno temu się uśmiechnął,
        ścisnął dłonie mocno wierzącego Pana Tadeusza i ateisty Pana Jacka przy okazji nagmieniając:
        - A ja was kocham obu. Do Nieba w te pędy.

        No i pognali, jak wariaci.
        • olga_w_ogrodzie Re: Jacek. I Tadeusz. 18.11.15, 00:45
          Rzecz jasna, co pominęłam -
          słowa Jacek dotrzymał - dał wywiad o który prosiłam na dwie wielkie kolumny - pomógł mi w zamyśle całej kampanii.
          przyjechał...
          nie tylko raz.
          a był już na serio mocno chory.
          wszyscy o niego dbaliśmy, a on nie - nie o siebie - my mu ryż z marchewką, a On za schabowego i kiszone ogórki, no bo nie miał czasu się zastanawiać nad pierdołami - co tam było na talerzu się wzięło, a gdyby nic nie było, to też dobrze
          Ja mówię Mu, że błagam - jest ta dieta dla Niego - że to smaczne, a nie jakaś glajda, a On, że: - Ok moja śliczna, to mi mów co tam jeść - a za chwilę - widać było - tak potrzebuje szybko pełno spraw przekazać, że nie ma czasu na pierdoły z jedzeniem.
          No nie - nie było siły na Jacka Kuronia.
          Wszystko wszysciusieńko dałby innym, zadbałby o każdego, ale o siebie nie.
          Ani nadopiekuńczość, ani choć lekka opiekuńczość...- na nic - no MUSIAŁ opowiedzieć jak Jego zdaniem pomóc ludziom w sprawach socjalnych, non stop o najbiedniejszych - i , gdy się coś zaczynało gadać, by może, do diaska, poszedł do tej sypialni, choć chwilę odpoczął - to nie. I na dodatek tak mówił, iż niespecjalnie się by udała próba opuszczenia konwersacji. Bo się jej opuszać ochoty nie miało. Taka wiedza u Jacka i chęć słuchania rozmówcy, że rozstać się my nie moglim.
          No i wracał umordowany do Warszawy.
          /Oczywiście uważając, iż nie jest umordowany./



        • scoutek Re: Jacek. I Tadeusz. 18.11.15, 11:33
          olga_w_ogrodzie napisała:

          > Ech.
          > Potem był u nas z Danusią w czasie kampanii prezydenckiej.
          > Jeden wielki społecznik - Ktoś, kto kocha ludzi.
          > Niemożliwe?
          > Owszem.
          > Możliwe.
          > Sądzę, iż Pan Bóg już dawno temu się uśmiechnął,
          > ścisnął dłonie mocno wierzącego Pana Tadeusza i ateisty Pana Jacka przy okazji
          > nagmieniając:
          > - A ja was kocham obu. Do Nieba w te pędy.
          >
          > No i pognali, jak wariaci.

          eeee, niemożliwe
          ociągali się, wciąż się rozglądając, kogo by tu jeszcze ze sobą zgarnąć


          dzięki za to, co napisałaś
      • tojajurek Re: Jacek. I Tadeusz. 17.11.15, 23:44
        Pomelo to takie skrzyżowanie melona z pomarańczą. Da się polubić, choć dla mnie smakuje jak żaba z cukrzycą co zeżarła cytrynę.
        A opowieść Olgi jest przecudna - i opis Jacka i Sprawy i sama narracja. No i splendoru niemało, bo Jacek to był naprawdę Ktoś. Zazdraszczam.
        Było trochę Ludzi, którym człowiek by się z serca pokłonił czapką do ziemi. Ale odchodzą jeden po drugim. To nie jest w porządku. Bo mnożą się śliskie padalce. Co chwila wzbija się jakiś płaz w skorupie. Ja już jezdem za stary na te numery, bom ich za wiele widział, ale wierzę, że ludziska przetrą z czasem zapyziałe oczęta i zobaczą, że białe jest białe, choć składa się z wszystkich barw. I trzeba to pokazywać cierpliwie.
        Buziak tojajurkowy, Olgo.
        • smutas13 Re: Jacek. I Tadeusz. 18.11.15, 07:47
          Łezka w oczach mi się zakręciła...
          To byli wspaniali ludzie.
          Dzięki Olgo za Ich przypomnienie.

          Jakże nikczemnie obok Nich, wyglądają dzisiejsi "działacze".
    • olga_w_ogrodzie Re: Jacek. I Tadeusz. 18.11.15, 18:55
      Gwoli jasności - mój synek wydał zgodę na publikację zdjęcia.
      Przestraszony na fot., bo się mocno stresował, ale potem mu przeszło.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/hd/yc/ztxd/aPnAHPr3NtEUDsZ6bB.jpg

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/hd/yc/ztxd/hQ8fA0KeroN7bMq1WB.jpg

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/hd/yc/ztxd/lutYQORNbbofWbnDpB.jpg

      Bywał też u nas Władek.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/hd/yc/ztxd/pc9tRAj7u93HFjsGeB.jpg

      Nigdy, przenigdy nie mówił, że czasu nie ma - wspierał każdą kampanię.
      Do bólu szczery na publicznych spotkaniach, ale w prywatnych rozmowach jeszcze bardziej.
      I niezmiernie uczciwy - wiem, że mówiąc o Wałęsie, mówił prawdę. Wiem, że mówiąc o braciach Kaczyńskich, także nie kłamał.

      Piszę o tym wszystkim, bo, ponoć, internet nie zdechnie - kawalątko prawdy ma szansę się zakątkować na serwerach.
      Od czasu poznania Tamtych Polityków, się z różnymi spotykałam - nikt nie był tak prawy.
      Nie można łączyć polityki z przyzwoitością? - bzdura.
      • damakier1 Re: Jacek. I Tadeusz. 18.11.15, 20:41
        Ale zerkacie na siebie...! No i nie dziwota - Frasyniuk przystojniak, a Ty, jak ta lala!
      • ketepud Re: Jacek. I Tadeusz. 18.11.15, 21:58
        Dobrze, że założyłaś ten wątek Olu, dzisiaj takie wspomnienia są bardzo ważne!

        ps. Długo się wahałem zanim tu napisałem. Pamiętam Cię jako płochliwą i przez to napadaną przez różne szujowate trolle.
        Trzymaj się dzielnie i pozdrawiam serdecznie. Kociarnię też pozdrów ode mnie:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka