Niektórzy pewnie pamiętają moje przygody z siwymi czaplami daleko stąd. W tym roku mieliśmy szczęście bo taki jeden młodzian (a może młódka) zrobił sobie postój tuż obok naszych drzwi. Jako że ptaszę to charakteryzuje się nieprzeciętnym stoicyzmem i cierpliwością nie doczekałam chwili gdy postanowił zmienić miejsce. Wybrałam pójście na śniadanie ale zanim co narobiłam mu zdjęć ile wlezie. Ptaszę wydawało się zainteresowane nawet momentami pozowało do kolejnych zdjęć. Po raz pierwszy udało mi się robić fotki czapli z bliska bez czatowni. A oto nasz "guacko"