Dodaj do ulubionych

czy to już czas...?

18.09.09, 11:22
witam!

dziś rano mój mąż znowu zrobił mi przykrość. w mojej ocenie
niezasłużoną. i choćbym nie wiem jak szukała w sobie winy, nie
potrafię jej odnaleźć... coś pękło we mnie i wydaje mi się, że
nadszedł czas, aby podjąć konkretne kroki...

mój mąż ma problem ze słowną agresją. teoretycznie zdaje sobie z
tego sprawę, ale te chwile świadomości są krótkie. i zawsze znajdzie
się usprawiedliwienie - mam toksyczną matkę. bo jego mama jest
rzeczywiście osobą ciągle miotaną emocjami, nie znoszącą sprzeciwu,
histeryczną. mąż kompletnie nie jest w stanie jej odmówić.

kiedy poznałam swojego męża, był oazą spokoju. nie mogłam uwierzyc w
to, że można być tak opanowanym człowiekiem! myślałam o nim
wtedy "pan idealny". i co się okazało? że w tym "idealnym" stanie
wytrwał pół roku, po czym zrobił wielką awanturę. byłam w szoku.
nigdy nikt nie wygadywał o mnie takich bzdur, nigdy nie widziałam
takiego szaleństwa, histerii... wiem, powinnam była wtedy trzasnąć
drzwiami i nigdy więcej nie odebrać telefonu od niego. ale zależało
mi, w końcu przez pół roku był "panem idealnym"....

potem te awantury zaczęły się powtarzać coraz częściej i częściej.
jednak zdążyłam już się przeprowadzić do ukochanego i wynając swoje
mieszkanie. poza tym dni bez furii były ciagle doskonałe -
przytulanki, czułości, maile "kocham" wysłane tak
żebym mogła je odczytać od razu po przyjściu do pracy...
tą sielankę zakłócały tylko awantury, średnio raz na dwa tygodnie.
absurdalne powody! a ja potem siedziałam w łazience i nie mogłam
poradzić sobie z żalem - że za co, że dlaczego, że co ja takiego
zrobiłam. przykład: zrobiłam kolację, bardzo się starałam, potrawka
z kurczaka z warzywami, pieczone ziemniaczki itd. i na to wchodzi do
kuchni mój jeszczeniemąż. patrzy i (mimo że wiedział dzień wcześniej
co planuję zrobić)... słyszę parsknięcie i następnie: czy nie możemy
zjeść po prostu tego co zwykle tylko wymyślasz jakieś pierdoły i
zaczyna się... oczywiście nie na temat, tylko że ja to wcale o domu
nie myślę, że bez niego byłabym nikim, bo mieszkałabym w kawalerce z
kredytem i tylko dzięki niemu wychodze na ludzi (?!) kilkakrotnie w
takich kłótniach padło "wyp...", ale jak szłam po walizke, to zaraz
histeria, że za co ja go tak traktuję i w ogóle i dlaczego ja taka
zawzięta jestem, taka okrótna dla niego... i teksty o tym, jak
to "wszystkie kobiety są takie same", że zwracają uwagę na słowa a
nie tylko na czyny. tylko jak, do cholery, ufać człowiekowi, który
jednego dnia mówi mi "kocham Cię, jestem z tobą taki szczęśliwy", a
następnie mówi "wyp...., jesteś warzywem i nie nadajesz się do
związku".

w każdym razie te awantury przetykane były dniami prawdziwej
sielanki. no i... zaszłam w ciążę. i wzięliśmy ślub (nie, nie był to
jedyny powód). pomyślałam sobie - jak on już wie, że to Maleństwo
rośnie we mnie, to może to uszanuje, może da mi odetchnąć, wie
przecież, że nie wolno mi się denerwować. niestety... zrzucenie
napięcia było ważniejsze. awantury zdarzały się nawet częściej.
miałam szczęście, że ciąża przebiegała bardzo łaskawie - nie
miałam "humorów", zachcianek, moja mała Córeczka była idealnym
lokatorem :)

a potem Maleńka się urodziła. i już w szpitalu mój mąż dał mi
popalić - zrobił mi awanturę, że nie jestem w stanie mu powiedzieć
czy już dziś wychodzę ze szpitala. akurat tego dnia obchód zaczął
się zupełnie z drugiego końca porodówki i lekarz dotarł do nas na
samym końcu. krzyczał mi przez telefon że nie potrafię niczego
załatwić, że ona ma tu urwanie głowy i nie wie co robić, czy po mnie
jechac czy nie, że wogóle o nim nie myślę...

po powrocie ze szpitala musiałam zapomnieć o połogu - sama musiałam
zajmowac się Małą i sobą, nie było szans na to, żeby poleżeć i
odpocząć. raz było lepiej, raz gorzej. awantury ciągle na porządku
dziennym. a to że obiad nie ugotowany, a to że nie wstałam zrobić mu
kawy rano, jak wychodził do pracy (po nocy wstawania do małego
dziecka, całym dniu opieki nad nim i przed kolejnym dniem opieki nad
nim), że wszystko na jego głowie, że pracuje, a potem jak wraca to
jeszcze musi zakupy zrobić i jeszcze płaci rachunki (jakbym ja nie
przelewała mu całej swojej pensji!).
potem było już bardzo źle, bo mąż w jednej z awantur popchnął mnie
tak, że wpadłam na klamkę i rozwaliłam sobie nos. było gorzej i
gorzej, mała rosła i wszystko to działo się na jej oczach. ona jest
jeszcze malutka, ma 10 miesięcy, ale przecież już widzi i
słyszy!!!!!! a on, jak musi się wywrzeszczeć, to nie patrzy, że
usypiam małą, albo kąpię, albo karmię, nie docierają do niego
argumenty, że przecież musze ją nakarmić, odpowia że my też jesteśmy
ważni. i ma rację. tylko że my przecież możemy poczekac 10 minut aż
zje...??

żeby oddać sprawiedliwość, po raz kolejny powtórzę - między
awanturami bywa na prawdę dobrze i sielankowo.
ale.... już mu nie wierzę, podchodzę z dystansem do wszystkiego, co
dla mnie robi, bo na pewno mi to w następnej kłótni wypomni i do
wszystkiego co mówi, nie wierze, że mnie kocha. przepraszam go
często, choc nie powinnam, tylko dla świętego spokoju. on jest
dobrym tatą - świetnie bawi się z Małą, jest dla niej czuły i
kochający. Jednak nie przewinął jej ani razu przez 10 miesicy, nie
wie jak przyotować jej jedzenie, ani jak ją nakarmić. tak na prawdę
ma niewielkie pojęcie co ona w ogóle jada. nigdy nie wyszłam
nigdzie sama, bo przecież nie dałby rady sam się nią zająć.
ma też ograniczoną cierpliwość. zdarzyło mu sie powiedzieć " byłaś
niegrzeczna, tatuś już Cię nie kocha" - przypuszcam że takie rzeczy
słyszał w dzieciństwie i stąd się to wzięło.
poza tym jest pracowity, dobry, robi na prawdę dużo dla domu i dla
nas. tylko zupełnie nie widzi, że ja też robię równie dużo.....
i dwa dni temu znowu nazwał mnie zdzirą i warzywem.... a dziś rano
znowu była kłótnia z niczego.... bo jemu "się wydaje że..."

odeszłabym. nie trzeba mi tłumaczyć że nie jestem wielbłądem, że to
on ma problem, że powinnam odejść dla dobra dziecka. ja to wiem.
powstrzymują mnie dwie rzeczy:
- nasza Córcia jest na prawdę szczęśliwa jak jesteśmy razem, a on
jest dla niej kochającym tatusiem i w okresach "dobrych" jest też
bardzo dobrym mężem, jak widzę ich razem, to serce mi sie kraje że
mogłabym ją tego pozbawić, i on jest wtedy taki wspaniały...
- bardzo się boję że tylko po to, żeby mi dopiec, będzie chciał mi
zabrać Córkę...

dodam, że temat terapii był już poruszany ze skutkiem "nie będę
chodził do jakiegoś debila i słuchał jaki to jestem beznadziejny".
czytaliśmy oboje książki na temat słownej agresji, on niedawno
przekartkował taką jedną w sklepie i stwierdził, że już wszystko wie
i ze sobie z tym poradzi. i rzeczywiście przez jakiś czas było
lepiej, kłótnie złagodniały, choć nie ustały. no ale zdaje sie że
dobre się skończyło...

a ja już nie mam siły......

CZY ON MOŻE MI JĄ ZABRAĆ??????????????????????
Obserwuj wątek
    • kicia031 Re: czy to już czas...? 18.09.09, 11:33
      Nie martw sie, nie zabierze ci corki, chocby sie zesral.

      nagraj pare awantur, skkopiuj wszelkie neizbedne dokumenty dotyczace
      jego zarobkow, wlansosci, poziomu zycia, zebys mogla uzyskac w
      sadzie nalezne dziecku alimenty i ewakuuj sie z tego zwiazku.
      • mm.k.a Re: czy to już czas...? 18.09.09, 11:45
        dzięki za te słowa!

        ja może zbyt panicznie podchodzę do tego tematu, ale już mu się
        zdarzało kilka razy powiedzieć że mnie zniszczy, że zostanę sama bez
        niczego i bez Małej.... a wiem, że potrafi być mściwy i wredny... i
        że będzie chciał mi dokopać za wszelką cenę w razie rozwodu...
    • mm.k.a Re: czy to już czas...? 18.09.09, 11:43
      dodam, że NIE JESTEM WARZYWEM!!!
      jestem bardzo aktywana i zawodowo i w sprawach prywatnych. mam pracę
      wymagającą dużej kreatywności i inicjatywy, potrafię załatwić prawie
      wszystko, zresztą większość naszych spraw załatwiam ja. tylko że on
      to sobie przypisuje!!! gdybyście spytali o to kogokolwiek z moich
      znajomych lub współpracowników, parsknęli by śmiechem na słowo
      WARZYWO w odniesieniu do mnie.

      poza tym jestem oswobą bardzo pogodną i optymistyczną (jeszcze dziś
      rano usłyszałam to z ust współpracowników). a on podcina mi
      skrzydła!! czuję się przez niego niepewnia, zagubiona, ciągle na
      baczność. i nieszczęśliwa. i jeszcze bardziej nieszczęśliwa na myśl,
      że Mała mogłaby to odczuć, że to mogłoby mieć na nią negatywny
      wpływ....
    • notting_hill Re: czy to już czas...? 18.09.09, 11:53
      Tak, czas najwyższy.

      Tak mądrze i z wielką samoświadomością to opisałaś... To teraz do
      cholery wprowadź w życie to co wiesz, że musisz. Nie marnuj więcej
      czasu.
      Twój mąż jest uzależniony od wybuchów złości. Nie da się z tym nic
      zrobić (tak jak z uzależnieniem od alkoholu) dopóki sam nie uzna, że
      nie chce tak dalej żyć. No, ale póki co nie ma powodu, żeby uznał, bo
      przecież "robi sobie" dobrze, a nie ponosi z tego powodu żadnych
      konsekwencji (a Ty go jeszcze przepraszasz!).

      Nie marnuj życia dziecku i sobie. Mówię to z własnego doświadczenia.
      Straconego czasu nie odzyskasz już nigdy. A lepiej prawdopodobnie nie
      będzie, może być tylko gorzej.
    • mamapodziomka Re: czy to już czas...? 18.09.09, 11:54
      Jesli nie pijesz i nie bierzesz narkotykow, to na 100% dostaniesz opieke nad
      dzieckiem, tym bardziej, ze pan nawet pieluchy nie potrafi zmienic.

      A jesli ci sie wydaje, ze to co sie dzieje nie ma wplywu na corke i jest ona
      szczesliwa, to opowiem ci kawalek mojej historii. Wplatalam sie kiedys w
      zwziazek z podobnym facetem - byl idealny dopoki sie razem nie wprowadzilismy do
      wspolnego mieszkania. A potem mu wszystko zaczelo przeszkadzac, pojawily sie
      awantury. Od pierwszej awantury do momentu, w ktorym pan sie wyprowadzil trwalo
      to 5 tygodni, a moja corka (miala wtedy ok 2,5 roku) przezywala to miesiacami
      (mimo, ze awantury byly bez agresji fizycznej, popychania, etc. i wadawalo nam
      sie ze ona nie slyszy). Do tej pory nawet pamieta jeszcze niektore rzeczy.

      Pomysl co musi przezywac Twoje dziecko jesli ma to na codzien?

      Objawy jakie miala po: to niespokojny sen, ze mna nie chciala na ten temat
      rozmnawiac, ale mojej mamie opowiedziala, ze sie bala jak tamten krzyczal, przez
      jakis czas bala sie facetow w ogole (nie panicznie, ale wyraznie nie chciala byc
      w ich towarzystwie), w przedszkolu tez panie zauwazyly, ze ona sie zmienila.
    • 18_lipcowa1 matko boska 18.09.09, 12:18
      Czas na odejscie od tego pana to mialas po 2-3 scenie jaka Ci zrobil.
      Przed slubem i dzieckiem.
      Ale ze bylas slepa i glupia, jak wiele kobiet zaszlas dalej.
      Teraz to tylko poradze Ci tak:

      Twoja corka kiedys Ci podziekuje pod warunkiem ze zabierzesz ja od
      tego toksycznego i niebezpiecznego czlowieka.
      Nie, on nie jest dobrym mezem i ojcem.
      Nie, nie bedzie lepiej, bedzie gorzej.
      Nie, Twoje dziecko nie jest i nie bedzie szczesliwe w takim domu.

      Dziwie Ci sie ze jeszcze od niego nie odeszlas?
      Na co czekasz?
      Nie, on sie nie zmieni.
      • douglas.beauty Re: matko boska 18.09.09, 13:17
        Moim zdaniem autorka postu ma MORALNY OBOWIAZEK ewakuowania sie z
        tego toksycznego zwiazku. Dopoki byla sama z socjopata -bylo OK,
        kazdy ma tak jak lubi/wybiera.
        Jednak na swiat przyszlo dziecko - i autorka nie powinna go skazywac
        na takie dziecinstwo.
        W ogole caly post jest straszny - nie pojmuje co wyksztalcona,
        swiadoma kobieta robi z takim cwokiem? Trzeba miec troche szacunku
        do samej siebie!
        • mm.k.a Re: matko boska 18.09.09, 13:38
          aż tak źle to wygląda....?
          jak się w tym tkwi tak mocno, to ciężko obiektywnie spojrzeć,
          zwłaszca że bywa super i to super jest jednak częściej. no i nikt z
          zewnątrz nie podejrzewa, że on taki jest...
          a co jeśli moja relacja jest zbyt jednostronna?? jeśli demonizuję i
          nie zdaję sobie z tego sprawy?? nieeee... jak sobie przypomnę
          tą "zdzirę" to nie mam wątpliwości, bo nic nie usprawiedliwia takich
          epitetów.

          postanowiłam uprzeć się na terapię. jeśli się nie uda, poszukam
          prawnika.
          • 18_lipcowa1 Re: matko boska 18.09.09, 13:47
            > aż tak źle to wygląda....?

            Tak to wyglada fatalnie. To jest przemoc domowa.

            > jak się w tym tkwi tak mocno, to ciężko obiektywnie spojrzeć,
            > zwłaszca że bywa super i to super jest jednak częściej. no i nikt
            z
            > zewnątrz nie podejrzewa, że on taki jest...


            Nie, nie jest super. Musisz sobie uswiadomic ze nie jest super i nie
            bedzie, gdyz twoj maz toba pomiata, rani Cie, krzywdzi, nie szanuje,
            stosuje przemoc. Skrzywdzi tez wasze dziecko. On nie jest dobrym
            mezem ani ojcem.

            > a co jeśli moja relacja jest zbyt jednostronna?? jeśli demonizuję
            i
            > nie zdaję sobie z tego sprawy?? nieeee...

            No wybacz ale dla mnie to co wyczynial PRZED slubem byloby sygnalem
            do odejcia, to co robi PO to juz jest przemoc i jesli wyzywa Cie,
            poniza, zwala wine na Ciebie i stosuje rekoczyny to nie - nie
            demonizujesz.




            jak sobie przypomnę
            > tą "zdzirę" to nie mam wątpliwości, bo nic nie usprawiedliwia
            takich
            > epitetów.


            No wlasnie. Nic. I nie ma opcji zebys go sprowowkowala, zeby to byla
            Twoja wina.


            > postanowiłam uprzeć się na terapię. jeśli się nie uda, poszukam
            > prawnika.


            Ty uprzec? To on musi chciec.
            Zaloze sie ze Cie wysmieje albo tak sie wkur,,,,i ze dostaniesz stek
            wyzwisk i jeszcze klapsa.
            Nie bylabym juz z takim facetem, za bardzo by mnie takie cos ranilo.
            Szanujesz sie w ogole?
          • notting_hill Re: matko boska 18.09.09, 14:22

            > postanowiłam uprzeć się na terapię. jeśli się nie uda, poszukam
            > prawnika.


            Chciałabym się mylić, ale znowu się łudzisz.
            Ten pan nie pójdzie na terapię, bo jak sam przyznał, BOI się, że
            "debil będzie mu mówił jaki jest beznadziejny". Zobaczenie, że ma się
            problem jest pozbawieniem się złudzeń, jest poważnym wstrząsem,
            przewartościowaniem swojego życia, wymaga odwagi i silnej motywacji.
            Nie zdarza się często, bo wymaga przyznania się przed samym sobą, że
            nie jestem taki wspaniały jak chcę wierzyć przez całe życie.
            Łatwiej niewątpliwie robić innym z życia piekło i tak sobie poprawiać
            samoocenę.
            No, ale spróbuj go przekonać. Po tym jak Ci się nie uda, sama idź do
            psychologa, bo nawet jeśli jeszcze nie masz zrytego myślenia przez
            tego pana, to za chwilę Twoja samoocena sięgnie bruku i wtedy będzie
            Ci dużo trudniej myśleć racjonalnie.

            Myślę, że w tym wszystkim masz szczęście, że jeszcze ciągle nie
            widzisz siebie jako sprawczyni jego zachowania. I widzisz, że to on
            ma problem, nie Ty. Ale to też jest kwestia czasu, pobędziesz z nim
            trochę dłużej i zobaczysz, że to się zmieni. Jeśli nic z tym nie
            zrobisz, po latach będziesz z niedowierzaniem patrzyć na swoje życie
            i zastanawiać się gdzie podziała się ta optymistyczna i energiczna
            Ty... Gwarantowane.
      • douglas.beauty Re: matko boska 18.09.09, 13:18
        18_lipcowa1 napisała:

        > Czas na odejscie od tego pana to mialas po 2-3 scenie jaka Ci
        zrobil.
        > Przed slubem i dzieckiem.
        > Ale ze bylas slepa i glupia, jak wiele kobiet zaszlas dalej.
        > Teraz to tylko poradze Ci tak:
        >
        > Twoja corka kiedys Ci podziekuje pod warunkiem ze zabierzesz ja od
        > tego toksycznego i niebezpiecznego czlowieka.
        > Nie, on nie jest dobrym mezem i ojcem.
        > Nie, nie bedzie lepiej, bedzie gorzej.
        > Nie, Twoje dziecko nie jest i nie bedzie szczesliwe w takim domu.
        >
        > Dziwie Ci sie ze jeszcze od niego nie odeszlas?
        > Na co czekasz?
        > Nie, on sie nie zmieni.

        Duze prawdopodobienstwo ze sie zmieni - na gorsze.
        • 18_lipcowa1 Re: matko boska 18.09.09, 13:48

          > Duze prawdopodobienstwo ze sie zmieni - na gorsze.


          ototo
          • douglas.beauty Re: matko boska 18.09.09, 13:57
            A jeszcze a propos tego,ze pan jest takim "dobrym ojcem"...

            -od urodzenia corki nie przewinal ani razu
            -nie nakarmil
            -nawet nie wie co corka je

            DOBRY OJCIEC?? A dlaczego? Bo jest??
            Terapia jest dobrym pomyslem ale dla Ciebie - cwokowi kopa w tylek.
            Po rowodzie bedzie sie widywal z corka - moze sie wreszcie dowie jak
            ja karmic i przewijac.

            Przeczytalam post jeszcze raz i mam jeszcze wiekszy niesmak - to
            męczennicze robienie obiadków i postawianie ćwokowi pod nos , to
            przelewanie swojej pensji panu na konto (!!!!!????)

            Kobieto - zajmij się sobą, przed Tobą długa droga do odbudowania
            własnej wartości.
            • sebalda Re: matko boska 18.09.09, 14:43
              Ogromnie poruszyła mnie ta opowieść, bo choć podobna w pewnej mierze do mojego
              życia, to jednak chyba znacznie straszniejsza. W ogóle z tego forum dowiaduję
              się, jak ogromna jest skala takiego zjawiska: mąż z pozoru porządny i dobry, z
              okresami bycia miłym i kochanym, zamienia się regularnie w furiata i kata
              rodziny. Niesamowite. To mnie utwierdza w przekonaniu, że jednak nie zawsze
              winne są dwie strony w konflikcie małżeńskim. Z niektórymi facetami (wieloma)
              dzieje się coś paskudnego, a my, kobiety znosimy to, zachodząc w głowę, czy to
              może nie my przesadzamy, prowokujemy, nie jesteśmy dość dobre, demonizujemy.
              Otóż moje Panie, nie przesadzamy i nie demonizujemy, oni naprawdę są straszni. A
              to, że mają dobre okresy, niestety nie ratuje sytuacji, czasami wręcz bardziej
              boli po takim dobrym okresie.
              Uważam, że w tym wątku problem jest jeszcze poważniejszy niż w większości tu
              przedstawianych przypadków; najwięcej dał mi do myślenie ten fragment: "ma też
              ograniczoną cierpliwość. zdarzyło mu sie powiedzieć " byłaś
              niegrzeczna, tatuś już Cię nie kocha" - przypuszcam że takie rzeczy
              słyszał w dzieciństwie i stąd się to wzięło". Myślę, że to już patologia, a
              właściwie choroba. Facet jest sadystą, bo ma to w genach, bo wyniósł to z domu.
              Myslę też, że to początek, próbki jego mozliwości. Nie wiem, na ile skuteczne
              jest leczenie takich przypadków, ale ja bym się bała. I o siebie, i o córkę.
              • mm.k.a Re: matko boska 18.09.09, 15:11
                tak. jak to usłyszałam, to się przeraziłam.

                pomyśleć tylko - co się dzieje w takim dziecku, który kocha rodzica
                bezwarunkowo i słyszy coś takiego. jak ważny musi być powód, żeby
                utracić miłość rodzica?? jaką skalę wartości przekazuje temu
                dziecku?? przecież ona tylko zbiła szklankę...

                nie będę go usprawiedliwiać, bo to skrajna bezmyślność i dorosły,
                inteligentny człowiek nie ma prawa tak się odzywać do swojego
                dziecka. sadysty tu nie widzę - mówiąc to wyglądał jak mały
                wystraszony chłopiec i natychmiadst tych słów pożałował. była
                rozmowa na ten temat i nie była potrzebna awantura żeby dotarło i
                nigdy się nie powtórzyło.

                podniosą się zaraz głosy, że nie wiem czego chcę i że go bronię...
                cóż - tak. bo choć bardzo to było głupie, pomyślcie - ile razy
                wymsknęło się Wam coś co często słyszeliście w dzieciństwie, a czego
                obiecaliście sobie nigdy nie powtórzyć swoim dzieciom? może nie w
                tej skali, ale jednak - im częściej coś słyszysz, tym bardziej skala
                się zaciera. i widzę tego małego chłopca, którego mama częstuje
                takimi tekstami przy każdej okazji kiedy zrobił coś nie po jej
                myśli. a on ciągle, do dziś, walczy o jej akceptację....

                decyzja jest bardzo ważna, chodzi o życie moje i mojej Córki. jestem
                osobą konsekwentną i jak już podejmę decyzję o rozwodzie to to
                zrobię. nie boję się tego.
                dziękuję Wam za Wasze refleksje - są bardzo cenne. niektóre z nich
                uświadamiaja mi, że każdy ocenia tę sytuację przez pryzmat własnych
                doświadczeń i wyobrażeń. a ja nie jestem w stanie w sposób
                obiektywny i kompletny jej przedstawić. i to utwierdza mnie w
                przekonaniu, że terapia jest niezbędna!
                • annb Re: matko boska 18.09.09, 15:17
                  Bronisz go bo jestes ofiarą
                  Jesteś współuzalezniona
                  Poszukaj dla siebie terapii
                • e.logan Re: matko boska 21.09.09, 10:31
                  pomyśleć tylko - co się dzieje w takim dziecku, który kocha rodzica
                  > bezwarunkowo i słyszy coś takiego. jak ważny musi być powód, żeby
                  > utracić miłość rodzica?? jaką skalę wartości przekazuje temu
                  > dziecku?? przecież ona tylko zbiła szklankę...


                  JAk to co dziecko powiela stereotyp , stara sie coraz bardziej i
                  bardziej zasluzyc na milosc tatusia , na poglaskanie na usmiech badz
                  uwage. Nawet jesli Maz mial tak w domu to nei znaczy ze musi
                  fundowac to swoim bliskiem. No sorki ale sama jestem DDA co sie
                  napatrzylam i doznałam przemocy to moje ale to nie uprawnia mnei do
                  przekazywania tego dalej.
            • mm.k.a Re: matko boska 18.09.09, 14:47
              tu muszę sprostować, bo byłoby bardzo niesprawiedliwe pozostawić tą
              kwestię niewyjaśnioną:

              nie ma podstawiania obiadków pod nos. to mąż częściej robi posiłki -
              śniadania, obiady, kolacje i to on podstawia mi je pod nos. i dba o
              mnie i o córkę. naprawdę. nie jestem aż taką męczennicą - pisałam że
              na codzień jest sielanka. może umknęło to w powodzi wylanych żali.
              nie jest ostatnią świnią, ale dobrym człowiekiem z problemem, takim
              jak alkohol, takim jak narkotyk. i trzeba mu pomóc, choć nie za
              wszelką cenę.

              podział obowiązków jest pół na pół, ja zajmuję się Córką, ale on
              robi równie dużo. problemem jest to, że jak przyjdzie TEN MOMENT, to
              jemu się wydaje że to co on robi jest więcej warte niż to co robię
              ja. mimo że wspólnie ustalaliśmy podział obowiązków (taka próba
              zatrzymania kłótni na tym tle - jak widać nie zdała egzaminu). a
              zajmowanie się Dzieckiem to w ogóle nie jest wysiłek. bez przerwy
              trzeba go za wszystko chwalić, doceniać a to i tak za mało, bo jak
              przyjdzie do kłótni to i tak "nic dla nas nie robisz, wszystko ja
              robię".

              tak na prawdę w tym wszystkim nie chodzi o prawdziwy powód -
              prawdziwym powodem jest zrzucenie z siebie napięcia. to się tak w
              nim kumuluje, kumuluje i wybucha co jakiś czas (około co 2 tygodnie)
              a ja jestem pod ręką. i na mnie wylewa ten potok złych słow, których
              tak na prawdę nie myśli. tylko co z tego że nie myśli??? i co z tego
              że ja to wiem????? i tak to we mnie zostaje... zwłaszcza, że ta
              lista jest dość stała...

              to wszystko nie jest takie jednoznaczne. gdyby chciał się leczyć, to
              mu pomogę, bo uważam że jest tego wart. ale jeśli odmówi - nie
              wytrzymam tego dłużej.
              • sebalda Re: Nie rozumiem 18.09.09, 15:13
                > nie jest ostatnią świnią, ale dobrym człowiekiem z problemem, takim
                > jak alkohol, takim jak narkotyk. i trzeba mu pomóc, choć nie za
                > wszelką cenę.

                Z tym alkoholem i narkotykiem, to taki ogólny przykład problemów, czy Twój mąż
                ma też takie problemy? To trochę zmienia postac rzeczy, choć na pewno nie na lepsze.
                • mm.k.a Re: Nie rozumiem 18.09.09, 15:17
                  nie, nie ma takich problemów. agresja słowna to jego jedyny "nałóg".
                  jest wiele książek na ten temat i programów jak radzić sobie ze
                  złością. tylko jak go do tego przekonać...
                  • sebalda Re: Nie rozumiem 18.09.09, 15:32
                    mm.k.a napisała:

                    > nie, nie ma takich problemów. agresja słowna to jego jedyny "nałóg".
                    > jest wiele książek na ten temat

                    A to ja się polecam, możesz podać tytyły takich książek, tylko takich
                    sensownych, nie amerykańskich poradników z cyku Jak żyć, nie mam do nich
                    zaufania. Może polscy autorzy, jakieś autorytety w tej dziedzinie?
                    • mm.k.a Re: Nie rozumiem 18.09.09, 15:44
                      jasne, tylko sprawdzę w domu autorów i w poniedziałek napiszę

                      jest też taka książkę dla partnerów "agresorów" - "jak żyć z
                      gniewnym człwiekiem". ale nie zadziałała. albo ja nieumiejętnie
                      zastosowałam wiedzę w praktyce... może za szybko się poddałam....
                  • 18_lipcowa1 Re: Nie rozumiem 18.09.09, 16:38
                    mm.k.a napisała:

                    > nie, nie ma takich problemów. agresja słowna to jego
                    jedyny "nałóg".

                    Oh cudnie. Pan ma tylko jeden nalog....
                    Caluj go po stopach.

                    > jest wiele książek na ten temat i programów jak radzić sobie ze
                    > złością. tylko jak go do tego przekonać...



                    On nie chce. Nie musi. Nie ma potrzeby.
                    Po co? Skoro jest sielanka i jest dobrym tatusiem to chyba nie ma co
                    sie facet bac i zmieniac?
                • efi-efi Re: Nie rozumiem 18.09.09, 15:23
                  A jak zaczyna te awantury z wyzwiskami to jak reagujesz?
                  • mm.k.a Re: Nie rozumiem 18.09.09, 15:42
                    myślę że bardzo źle - powielam schemat z domu - zacinam się i
                    próbuję przemilczeć. ale to nie działa. staram sie być opanowana,
                    ale to go tylko dodatkowo denerwuje - że nie widzi we mnie żadnych
                    emocji. ja z kolei wiem, że na emocje nie mogę sobie pozwolić, bo
                    też jestem nerwowa i jak ja też pofolguję słowom, to będzie bardzo
                    źle.
                    dlatego uważam że terapia jest niezbędna. dla nas obojga - żebym ja
                    też wiedziała jak dodatkowo "nie drażnić rekina" i jak sobie z tym
                    radzić.

                    a wyzwiska są dopiero później. "wyzwiska", tzn. jednorazowo, bo ja
                    wtedy ucinam rozmowę i wychodzę. a on natychmiast przeprasza. to
                    taki mój maleńki sukces, bo wcześniej sobie nie żałował i to zawsze
                    była moja wina.
                    • 18_lipcowa1 Re: Nie rozumiem 18.09.09, 16:40

                      > dlatego uważam że terapia jest niezbędna. dla nas obojga - żebym
                      ja
                      > też wiedziała jak dodatkowo "nie drażnić rekina" i jak sobie z tym
                      > radzić.


                      Nienie, terapia nie jest Ci potrzebna w radzeniu sobie jak pana nie
                      draznic, tylko jak sie od niego uwolnic.


                      a on natychmiast przeprasza. to
                      > taki mój maleńki sukces, bo wcześniej sobie nie żałował i to
                      zawsze
                      > była moja wina.

                      No tylko pogratulowac, znaczy pracujesz nad soba ciezko co by pan
                      sie za bardzo nie denerwowal.
              • 18_lipcowa1 Opamietaj sie! 18.09.09, 16:37

                > nie ma podstawiania obiadków pod nos. to mąż częściej robi
                posiłki -
                > śniadania, obiady, kolacje i to on podstawia mi je pod nos. i dba
                o
                > mnie i o córkę. naprawdę. nie jestem aż taką męczennicą - pisałam
                że
                > na codzień jest sielanka.



                Ale to nie ma znaczenia! Rozumiesz?
                Nie ma to zadnego znaczenia,co on robi w domu, komu i co on podaje i
                jaka jest sielanka poza okresami ze Cie szmaci, wyzywa i bije.


                może umknęło to w powodzi wylanych żali.
                > nie jest ostatnią świnią, ale dobrym człowiekiem z problemem,
                takim
                > jak alkohol, takim jak narkotyk. i trzeba mu pomóc, choć nie za
                > wszelką cenę.



                Ehe i zaczyna sie.
                Nie odejdziesz od niego.
                Bedziesz zyla w tym bagnie, bo to dobry czlowiek bo jest sielanka a
                Twoja corka dostanie piekny wzorzec faceta i za kilkanascie lat
                skonczy tak jak Ty.
                A Ty jeszcze jej powiesz ze dla niej to robilas, bo tatus byl
                przeciez cudowny.
                Niedobrze mi.



                > tak na prawdę nie myśli. tylko co z tego że nie myśli??? i co z
                tego
                > że ja to wiem????? i tak to we mnie zostaje... zwłaszcza, że ta
                > lista jest dość stała...


                A skad wiesz ze nie mysli?





                > to wszystko nie jest takie jednoznaczne. gdyby chciał się leczyć,
                to
                > mu pomogę, bo uważam że jest tego wart. ale jeśli odmówi - nie
                > wytrzymam tego dłużej.



                W mnie, nie jest wart nawet by mu w ryj napluc,no ale to wg mnie, a
                ja nie mam problemu szacunkiem do siebie i wlasnego dziecka.
                • wolna.emocja Re: Opamietaj sie! 18.09.09, 17:27
                  Wiesz mi ja przeszłam przez to samo i UWIERZ MI ON SIĘ NIE ZMIENI!!!!!
                  Tekst że jak nie krzyczy to jest dobry znam z autopsji
                  Morderca też codziennie nie morduje jednak jest mordercą i osoba potępianą przez
                  społeczeństwo i jak go złapią dostanie wyrok
                  Wiem że jest Ci trudno że odejście jest tak dalekim rozwiązaniem w twojej
                  psychice że praktycznie go nie rozważasz a napisałaś nam zeby tak na prawdę się
                  pożalić
                  Nie neguję tego ja na poczatku mojej drogi robiłam to samo
                  Ale pewnego dnia dotarło do mnie że marnuję swoje życie ale nie mam prawa
                  marnować zycia mojego dziecka
                  Że pewnego dnia nie chcem się obudzić przy człowieku który znów mówi ty
                  kur...wstawaj /a tak już było u mnie/
                  Wiem że jest Ci trudno jeśli chcesz pogadać dam Ci moje GG JA PRZEZ TO PRZESZŁAM
                  wiesz teraz kazdy dzień jest dla mnie piękny /oczywiscie miałam ost incydent że
                  mnie nachodził, wydzwaniał pisał smsy ale to załatwiłam/
                  teraz kazdego dnia budzę się pełna życia
                  zachwyca mnie ze słońce świeci czy ze śpiewają ptaki ostatnio co może być
                  śmieszne zauważyłam na drodze do przedszkola mojego dziecka schody których w
                  zyciu nie widziałam a sa takie piękne i skracają mi o wiele drogę takie proste
                  rozwiązania nie są naszą mocną stroną jeśli trujemy sobie zycie kimś toksycznym
                  pamietaj NIE JEST WART TWOICH ŁEZ MĘŻCZYZNA KTÓRY DO NICH DOPROWADZA!!!!!!!!!!!
                  • phantomka Re: Opamietaj sie! 18.09.09, 23:07
                    Dlaczego nikt nie wprowadzi obowiazkowej edukacji dziewczynek w
                    kwestiach wspolzycia malzenskiego, juz w szkolach podstawowych.
                    Przeciez to jest przerazajace, co opisujesz. Jak zrozumialam,
                    wyszlas z domu o podobnych "tradycjach" Jestes typowa ofiara, ktora
                    uwiklala sie w schematyczny zwiazek. Dbasz, kochasz i troszczysz sie
                    o los corki. Uwazasz, ze jak 10m-czne dziecko radzi sobie z agresja
                    ojca? Nawet jezeli ona pojawia sie raz na jakis czas? Ty, dorosla
                    kobieta nie umiesz sobie z tym poradzic, a co dopiero ona? Naprawde
                    takiego dobra chcesz dla corki? Twoim prawnym i moralnym obowiazkiem
                    jest chronic corke. Nic wiecej nie jest wazne w tej pseudo rodzinie,
                    tylko spokoj. Pojdz do centrum praw kobiet, naprawde mozesz liczyc
                    tam na fachowa i serdeczna rozmowe. Wskazowki, rady, co dalej robic.
                    Jedno jest pewne, nie masz szans go zmienic. Sama napisalas, ze
                    bedac w ciazy sadzilas, ze on sie zmieni? Zmienil sie? Tak, na
                    gorsze, bo doszlo wiecej bodzcow.
                    Nikt nie przekresla tego malzenstwa, ale separacja to jest minimum
                    ktore musisz teraz wykonac. Wyprowadz sie, postaw warunki, pomagaj,
                    jezeli masz ochote i sily, ale wszystko z dystansu. Zapewnij corce
                    dobry start, bo uwierz, ze zniszczysz jej zycie czekajac na lepsze
                    jutro.
                    • ani_chybi Czas i to najwyższy! 19.09.09, 12:16
                      Separacja wydaje się swietnym rozwiazaniem.Po pierwsze bowiem widać
                      ,ze nie jestes gotowa na radykalne cięcia,po drugie moze warto dać
                      szanse faktycznie? Jesli tylko masz gdzie wyprowadź sie z dzieckiem
                      dając mu czas na leczenie.Jesli was kocha i zalezy mu na związku to
                      podejmie terapię.Konsekwentna bądź i nie wracaj omamiona pustymi
                      obietnicami,bo zrobisz straszną krzywdę dziecku na ktore z czasem on
                      przeniesie swoją agresję.Wszak juz zaczął...
                      Nie czekaj na cud,problem bedzie sie pogłębiał.

    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: czy to już czas...? 20.09.09, 10:22
      Rozumiem, że może być Pani w dylemacie i ambiwalencji. Raz bowiem obcuje Pani z
      dobrym i ujmującym człowiekiem, a raz z człowiekiem agresywnym. Trudno też
      zobaczyć jakieś znaczące powody tych nagłych zmian. Więc i decyzja może raz
      dojrzewać, a raz być spychana na dalszy plan w zależności od zachowań męża. Ale
      też już Pani wie, że on ma te dwie części wyraźne i zamienne.
      Oprócz tego wydaje się, że zdaje sobie Pani sprawę z tego, że sama Pani dokonała
      takiego wyboru, że coś Panią popchnęło do tego związku mimo widocznych
      ostrzeżeń. Dla Pani wiedzy warto dowiedzieć się co to za uczucia i
      przeświadczenia się za tym kryły. Oraz, co takiego się dzieje, że Pani staje się
      przedmiotem takich ataków męża. Pewnie można to zrobić na własnej terapii. Ale
      też nie warto robić z tej wczesnej decyzji nienaruszalnego monolitu. Teraz już
      Pani widzi, jak trudno z taką osobą żyć, jakie to jest destrukcyjne. Jeśli mąż
      nie podejmie terapii w swojej sprawie, to znaczy, że nie zależy mu dostatecznie
      na związku i Pani. To warto mu jasno uświadomić, że może być Pani z nim, a
      nawet mu pomagać, jeśli on weźmie odpowiedzialność za swoją destrukcyjną i
      nieopanowaną część. Ale aby siebie chronić trzeba podjąć decyzję. Później może
      być tylko gorzej. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • mm.k.a Re: czy to już czas...? 21.09.09, 09:13
        dziękuję Pani Doktor!

        tak ogólnie wiem co mną kieruje - jestem DDA. mój ojciec jest
        wspaniałym człowiekiem, ale jest alkoholikiem - najcudowniejszy
        ojciec na świecie na trzeźwo, ale po alkoholu... nie znoszę go. mimo
        że nigdy nawet nie odezwał się do mnie agresywnie, zawsze nas
        wspierał i na każdym kroku dawał do zrozumienia że nas kocha. jednak
        po alkoholu to był jakiś obcy, mamroczący człowiek z którym nie ma
        kontaktu, który nie jest w stanie dotrzymać słowa, na którego nie
        można liczyć - bo choć chęci ma szczere, to jednak wszystko
        przegrywa z alkoholem. dwa w jednym.... i teraz mam to samo, tylko
        jeszcze gorzej. bo jak ojciec wracał do domu pijany, to zamykał sie
        w pokoju i szedł spać, nie musiałam z nim dyskutować ani na niego
        patrzeć. a mąż - nie mogę się przed nim nigdzie schować. on musi
        gadać, gadać, gadać, gadać... i nie daje mi spokoju aż się wygada.

        a najbardziej mnie wkurza, że zachowuję się jak moja Mama... ile
        razy powtarzałam jej - nie musisz sie tak męczyć! pomogę Ci! ale ona
        zawsze znajdowała wymówkę. na początku to było "przecież beze mnie
        to on skończy pod mostem", teraz już "jak go tu zostawię, to
        zmarnuje mi mieszkanie i nic mi nie zostanie na starość"...
        a ja.... jestem hipokrytką - jeszcze wcale nie tak dawno się na nią
        złościłam że nie potrafi podjąć decyzji, że jest taka bezsilna, a
        sama.... siedzę w jeszcze gorszym g..... tylko ja mam jeszcze czas
        się otrząsnąć. i zrobię to. pójdę na terapię, żeby znaleźć w sobie
        siłę i uporządkować moją głowę, dowiedzieć się, dlaczego stanowcza
        kobieta w obliczu tyrana zamienia się w cierpiętnicę i nie jest w
        stanie podjąć konkretnych kroków.

        pozdrawiam!

    • ki_czort Re: czy to już czas...? 20.09.09, 13:01
      Tak to jest, kiedy wychowujemy swoje córki, siostry, siostrzenice i
      chrześnice na posłuszne i pokorne służące. Takie, które się trzymają
      kurczowo chłopaków, mężów, bo są nauczone, że nigdy samodzielne nie
      będą i bez faceta przy boku są nikim.
      KOBIETO na litość boską, wiesz, w kogo się zmienisz z czasem?
      Będziesz jak duszek przemykać po mieszkaniu, żeby na Ciebie czasem
      kzywo nie spojrzał a potem będziesz miała awanturę, że zupa była za
      słona.
      Sądzisz, że z kosmosu wzięło się to hasło?
      Siebie tak usprawiedliwiają ofiary przemocy domowej: miał prawo się
      zdenerwować, bo nie posprzątałam, nie umyłam, nie kupiłam. Ale się
      troszkę za mocno zdenerwował, nie powinien był aż tak...
      Nie rozumiesz, że on się nad Tobą znęca, bo nie znasz dnia i godziny
      wybuchu?
      Zrobisz, jak będziesz chciała, ale żeby wykształcona i samoświadoma
      osoba (tj. mająca więcej wiedzy, by zdiagnozować sytuację a potem -
      więcej możliwości ucieczki od takiego życia), jak Cię tu ktoś
      określił, dalej się pakowała w takie bagno...? Ech, szkoda słów.
    • mm.k.a Re: czy to już czas...? 21.09.09, 08:51
      witam!

      dziękuję Wam za te wszystkie słowa. szczególnie za te ostre. wydaje
      mi się że mam jaśniejszy, bardziej "z boku" obraz sytuacji, trochę
      zostałam "potrząśnięta" i "piękne oczy" mojego męża już wszystkiego
      nie załatwią, ani jego piękne słowa.

      potrzebuję trochę czasu żeby się dobrze przygotować, zaplanować
      wszystko. ale tak już być nie może.

      pozdrawiam!
    • doctor.no.1 DDA 21.09.09, 13:53
      :)))) heh przeczytałam pierwszy post i od razu miałam hipotezę, że
      jesteś DDA :))

      I dobrze, bo tylko DDA może wytrzymac z takim gnojem, tylko DDA jest
      nauczone funkcjonować w świecie bez poczucia bezpieczeństwa, to DDA
      właśnie znosi wszelkie upokorzenia odczuwając głębokie poczucie
      winy, że na te upokorzenia sobie zasłużyło...

      wybrałaś takiego męża, bo zostałaś cudownie wychodowana do roli
      męczęnnicy; wybrałaś go, bo nie znasz innego świata, innego modelu
      rodziny

      nie odchodź od niego, bo kolejny na 90% będzie bardzo podobny - też
      będzie miał nałóg: a to agresję, a to hazard, a to uzależnienie od
      Internetu albo od panienek

      bez własnej terapii nie przerwiesz sama zaklętego kręgu

      i fajnie, bo córce fundujesz dokładnie takie samo życie, bo ona
      nauczy się cierpięnictwa, tego, że facet krzyczy i bije i nie będzie
      potrafiła życ w innym świecie :)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka