byle_do_wiosny6
03.12.09, 10:50
Długo zastanawiałam się nad napisaniem tego postu, ale jestem na
granicy bezradności i nie wiem co mam zrobić, jak poradzić sobie z
sytuacją, w której się znalazłam…
Od 5 lat jesteśmy małżeństwem (przed ślubem znaliśmy się 8 lat),
mamy 3 letniego synka. Różnie między nami bywało (jak w każdym
związku), ale zawsze byłam przekonana, że stworzenie rodziny,
ciepłego domu jest dla nas rzeczą priorytetową, małżeństwo zawarte
zostało naprawdę z wielkiej miłości, dziecko zaplanowane i chciane
przez obojga.
Problemy zaczęły się już podczas mojej ciąży (zagrożonej zresztą i
przeleżanej przez ostatni trymestr), a mianowicie: wychodzenia męża
beze mnie, nocne wracanie, wyjścia z kolegami na piwo itp. później
przepraszanie, a za jakiś czas powtórka z historii.
Po urodzeniu dziecka dużo się nie zmieniło, raz było lepiej, raz
gorzej, generalnie w moim odczuciu mąż za mało angażował się w dom,
pomoc przy dziecku itp. ale tak sobie to tłumaczyłam- stanie się
ojcem dla mężczyzny to olbrzymia zmiana, może potrzebuje czasu na
zaakceptowanie nowej sytuacji i drobnymi kroczkami będzie coraz
lepiej.
Jednak tak się nie stało, na dzień dzisiejszy nasza sytuacja
rodzinna jest tragiczna, doszły do tego dodatkowo inne aspekty. Mąż
stracił w kwietniu pracę (bardzo dobrą zresztą), po jakimś czasie
zaczęły przychodzić drogą listowną z różnych banków i instytucji
pożyczkowych wezwania do zapłaty i monity. Na początku tłumaczył
się głupkowato, że to kolegi, on wziął pożyczkę za niego, a tamtej
spłaca itd. Od początku bardzo mi to nie podobało, stałam się
podejrzliwa, nie dawałam mu spokoju, aż w końcu któregoś dnia
wyznał mi prawdę i przyznał się, że zaciągnął kilka pożyczek bez
mojej wiedzy, na jakiś interes, który niestety nie wypalił. Dopóki
miał pracę, udawało mu się spłacać raty, a pracę miał dobrą i
oprócz pensji podstawowej, która przynosił do domu, mógł nieźle
zarobić na tzw. boku. Niestety wraz z utratą pracy jego kłamstwa
wyszły na jaw. Bardzo mnie zabolała nieuczciwość mojego męża, długo
nie mogłam w to uwierzyć, że mógł mnie tak okłamać i bez mojej
wiedzy podjąć takie kroki. Ale ponieważ bardzo załamał się utratą
pracy, znalazłam w sobie siłę, by mu wybaczyć. Sprzedaliśmy
samochód, żeby pokryć część długów. Jednak to było za mało. Mężowi
w końcu udało się znaleźć jakaś pracę, ale dorywczą, mało płatną.
On też chyba zaczął się załamywać i zaczął niestety uciekać od
problemów w alkohol i wyjścia z kolegami. Przynajmniej 2 razy w
tygodniu wraca w stanie wskazującym w nocy do domu. Nie odbiera
telefonów wtedy, nic go nie interesuje, a jeśli nawet odbierze i
mimo, że powie, że zaraz będzie w domu, wraca po 5-6 godzinach. Nie
wiem gdzie chodzi, z kim przebywa, z kim pije, skąd ma na to
pieniądze. Nie mam nad tym żadnej kontroli, po pracy wracam do domu
i opiekują się dzieckiem. Na drugi dzień po takim incydencie, gdy
chcę z nim porozmawiać on nie ma ochoty, zatyka uszy, albo po
prostu idzie spać, bo przecież trzeba odespać nocne wojaże.
Ponieważ sytuacja wymknęła się zupełnie spod kontroli postanowiłam
porozmawiać z moimi rodzicami i teściową, żeby byli świadomi całej
sytuacji i udzielili jakiegoś wsparcia, porozmawiali z moim mężem,
żeby wziął się w garść i stanął na nogi, bo ja sama naprawdę nie
daję już rady. Gdy mój mąż dowiedział się, że powiedziałam jego
matce, miał do mnie olbrzymie pretensje. Długo nie miał odwagi
porozmawiać z matką o tym i spojrzeć jej w oczy (jakoś mnie może
spoglądać codziennie, bez żadnego wyrzutu sumienia).
Od 3 miesięcy nic nie robię tylko na przemian rozmawiam z nim, żeby
przestał uciekać od problemów w ten sposób, że to do niczego go nie
doprowadzi, żeby skupił się na rodzinie i dziecku i razem
zaciśniemy pasa i jakoś damy radę (chociaż sama w to nie wierzę).
Ale poprawa z jego strony jest niestety krótkotrwała.
Nie wiem jak mam nam pomóc? Ta sytuacja doprowadziła do tego, że
sama chyba mam początku nerwicy czy depresji, mam stany lękowe o
przyszłość, napady płaczu, jestem rozkojarzona i zdekoncentrowana w
pracy, często mam bóle w klatce piersiowej, napady jakiegoś
bezdechu. Na dodatek dziecko poszło pierwszy rok do przedszkola, a
co za tym idzie, strasznie zaczęło chorować...
Boli mnie zdrada męża, kłamstwo, ale najbardziej boli mnie jego
zlewający stosunek do całej sytuacji. Nigdy nie zobaczyłam u niego
żadnej skruchy za swoje postępowanie, ja nawet chyba słowa
przepraszam nie usłyszałam. Każdy dzień to wielka niewiadoma, czy
przyjdzie, czy nie, czy zaskoczy mnie jeszcze jakimś swoim
kłamstwem, czy to cała prawda, czy ma jeszcze coś do ukrycia.
Przestałam mu ufać, wierzyć. Przestałam się czuć bezpiecznie, a
jednocześnie nie przestałam go kochać… Jak mam z nim postępować?
Jak mu pomóc? Rodzice radzą mi, żebym zastosowała jakąś terapię
wstrząsową, zamknąć drzwi na klucz, nie wpuszczać w nocy do domu,
bo to nie hotel i noclegownia, zagrozić separacją, rozwodem. Ale ja
sama chyba nie mam siły, by podjąć takie decyzje. Proszę o jakieś
wskazówki.