Dodaj do ulubionych

Czy można uratować to małżeństwo? Jestem załamana

03.12.09, 10:50
Długo zastanawiałam się nad napisaniem tego postu, ale jestem na
granicy bezradności i nie wiem co mam zrobić, jak poradzić sobie z
sytuacją, w której się znalazłam…
Od 5 lat jesteśmy małżeństwem (przed ślubem znaliśmy się 8 lat),
mamy 3 letniego synka. Różnie między nami bywało (jak w każdym
związku), ale zawsze byłam przekonana, że stworzenie rodziny,
ciepłego domu jest dla nas rzeczą priorytetową, małżeństwo zawarte
zostało naprawdę z wielkiej miłości, dziecko zaplanowane i chciane
przez obojga.
Problemy zaczęły się już podczas mojej ciąży (zagrożonej zresztą i
przeleżanej przez ostatni trymestr), a mianowicie: wychodzenia męża
beze mnie, nocne wracanie, wyjścia z kolegami na piwo itp. później
przepraszanie, a za jakiś czas powtórka z historii.
Po urodzeniu dziecka dużo się nie zmieniło, raz było lepiej, raz
gorzej, generalnie w moim odczuciu mąż za mało angażował się w dom,
pomoc przy dziecku itp. ale tak sobie to tłumaczyłam- stanie się
ojcem dla mężczyzny to olbrzymia zmiana, może potrzebuje czasu na
zaakceptowanie nowej sytuacji i drobnymi kroczkami będzie coraz
lepiej.
Jednak tak się nie stało, na dzień dzisiejszy nasza sytuacja
rodzinna jest tragiczna, doszły do tego dodatkowo inne aspekty. Mąż
stracił w kwietniu pracę (bardzo dobrą zresztą), po jakimś czasie
zaczęły przychodzić drogą listowną z różnych banków i instytucji
pożyczkowych wezwania do zapłaty i monity. Na początku tłumaczył
się głupkowato, że to kolegi, on wziął pożyczkę za niego, a tamtej
spłaca itd. Od początku bardzo mi to nie podobało, stałam się
podejrzliwa, nie dawałam mu spokoju, aż w końcu któregoś dnia
wyznał mi prawdę i przyznał się, że zaciągnął kilka pożyczek bez
mojej wiedzy, na jakiś interes, który niestety nie wypalił. Dopóki
miał pracę, udawało mu się spłacać raty, a pracę miał dobrą i
oprócz pensji podstawowej, która przynosił do domu, mógł nieźle
zarobić na tzw. boku. Niestety wraz z utratą pracy jego kłamstwa
wyszły na jaw. Bardzo mnie zabolała nieuczciwość mojego męża, długo
nie mogłam w to uwierzyć, że mógł mnie tak okłamać i bez mojej
wiedzy podjąć takie kroki. Ale ponieważ bardzo załamał się utratą
pracy, znalazłam w sobie siłę, by mu wybaczyć. Sprzedaliśmy
samochód, żeby pokryć część długów. Jednak to było za mało. Mężowi
w końcu udało się znaleźć jakaś pracę, ale dorywczą, mało płatną.
On też chyba zaczął się załamywać i zaczął niestety uciekać od
problemów w alkohol i wyjścia z kolegami. Przynajmniej 2 razy w
tygodniu wraca w stanie wskazującym w nocy do domu. Nie odbiera
telefonów wtedy, nic go nie interesuje, a jeśli nawet odbierze i
mimo, że powie, że zaraz będzie w domu, wraca po 5-6 godzinach. Nie
wiem gdzie chodzi, z kim przebywa, z kim pije, skąd ma na to
pieniądze. Nie mam nad tym żadnej kontroli, po pracy wracam do domu
i opiekują się dzieckiem. Na drugi dzień po takim incydencie, gdy
chcę z nim porozmawiać on nie ma ochoty, zatyka uszy, albo po
prostu idzie spać, bo przecież trzeba odespać nocne wojaże.
Ponieważ sytuacja wymknęła się zupełnie spod kontroli postanowiłam
porozmawiać z moimi rodzicami i teściową, żeby byli świadomi całej
sytuacji i udzielili jakiegoś wsparcia, porozmawiali z moim mężem,
żeby wziął się w garść i stanął na nogi, bo ja sama naprawdę nie
daję już rady. Gdy mój mąż dowiedział się, że powiedziałam jego
matce, miał do mnie olbrzymie pretensje. Długo nie miał odwagi
porozmawiać z matką o tym i spojrzeć jej w oczy (jakoś mnie może
spoglądać codziennie, bez żadnego wyrzutu sumienia).
Od 3 miesięcy nic nie robię tylko na przemian rozmawiam z nim, żeby
przestał uciekać od problemów w ten sposób, że to do niczego go nie
doprowadzi, żeby skupił się na rodzinie i dziecku i razem
zaciśniemy pasa i jakoś damy radę (chociaż sama w to nie wierzę).
Ale poprawa z jego strony jest niestety krótkotrwała.
Nie wiem jak mam nam pomóc? Ta sytuacja doprowadziła do tego, że
sama chyba mam początku nerwicy czy depresji, mam stany lękowe o
przyszłość, napady płaczu, jestem rozkojarzona i zdekoncentrowana w
pracy, często mam bóle w klatce piersiowej, napady jakiegoś
bezdechu. Na dodatek dziecko poszło pierwszy rok do przedszkola, a
co za tym idzie, strasznie zaczęło chorować...
Boli mnie zdrada męża, kłamstwo, ale najbardziej boli mnie jego
zlewający stosunek do całej sytuacji. Nigdy nie zobaczyłam u niego
żadnej skruchy za swoje postępowanie, ja nawet chyba słowa
przepraszam nie usłyszałam. Każdy dzień to wielka niewiadoma, czy
przyjdzie, czy nie, czy zaskoczy mnie jeszcze jakimś swoim
kłamstwem, czy to cała prawda, czy ma jeszcze coś do ukrycia.
Przestałam mu ufać, wierzyć. Przestałam się czuć bezpiecznie, a
jednocześnie nie przestałam go kochać… Jak mam z nim postępować?
Jak mu pomóc? Rodzice radzą mi, żebym zastosowała jakąś terapię
wstrząsową, zamknąć drzwi na klucz, nie wpuszczać w nocy do domu,
bo to nie hotel i noclegownia, zagrozić separacją, rozwodem. Ale ja
sama chyba nie mam siły, by podjąć takie decyzje. Proszę o jakieś
wskazówki.
Obserwuj wątek
    • sebalda Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 03.12.09, 12:58
      Rodzice radzą mi, żebym zastosowała jakąś terapię
      > wstrząsową, zamknąć drzwi na klucz, nie wpuszczać w nocy do domu,
      > bo to nie hotel i noclegownia, zagrozić separacją, rozwodem. Ale ja
      > sama chyba nie mam siły, by podjąć takie decyzje

      To bardzo dobre rady i tak naprawdę nie oznaczają jeszcze podejmowania żadnych
      decyzji. Ty masz mu ZAGROZIĆ separacją, a nie ją od razu przeprowadzać. Raz
      zamknąć drzwi, raz nastraszyć. Skoro żadne tłumaczenia i rozmowy nie skutkują,
      trzeba pójść krok naprzód, wstrząsnąć nieco mężem.
      Bardzo Ci współczuję, bo problemy finansowe i brak poczucia bezpieczeństwa są
      trudne do przeżycia razem, a co dopiero osobno, nie dość, że bez wsparcia męża,
      to jeszcze z mężem uciekającym. Musisz mu jakoś pomoc wziąć się w garść. Może
      widmo utraty Ciebie i dziecka go otrzeźwi, choć oczywiście może odnieść skutek
      odwrotny. To ryzykowne. Ale bezczynność z Twojej strony i godzenie się na taki
      układ są chyba gorsze. Tak myślę.
      • zott36 Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 03.12.09, 15:04
        Ja to bym chyba rozszarpała męża , jakby pożyczał pieniądze bez mojej zgody , a
        ja bym musiała to później spłacać.
        Jesteś pewna , że na biznes pożyczył?, bo może opłacał 2 mieszkanie dla kochanki
        , a przy okazji robił jej prezenty.
        Zrobiłabym rozdzielność majątkową i to jak najszybciej, żebym w przyszłości nie
        musiała jego długów spłacać.
        Rozwodem ,separacją nie strasz , jeśli , rzeczywiście nie masz zamiaru tego
        zrobić , szybko wyjdzie , ze to tylko strachy i pan mężuś będzie się czuł
        jeszcze bardziej bezkarny.
        Zastanowiłabym się , czy z takim facetem warto być na dłuższą metę.
        • ewa9717 Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 03.12.09, 15:25
          Ja bym nie ratowała. Facet totalnie nieodpowiedzialny, uczuciami
          przesadnymi ani do dziecka, ani do ciebie nie pała, z alkoholem
          sobie też nie radzi, za chwilę swoje niepowodzenia odreaguje
          pięsciami. Wiej, póki możesz.
          • bogdan_au Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 04.12.09, 16:34
            ewa9717 a ile ty masz lat nastolatko????
            Jak nie masz o czym pisać, to pisz o smerfach
        • zabcia35 Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 03.12.09, 15:39
          Jesteś bardzo dojrzałą, silną Kobietą i...niestety napewno go
          kochasz.
          Wykazałaś maximum dobrej woli, zeby go wspierać w tym jego
          zagubieniu i ratowac ten sypiący się związek.

          Niestety nie widać odrobiny chęci z jego strony zeby posklejać
          spowrotem to co się rozsypało najwyrazniej z jego wyłącznej winy,
          wygląda na to, ze mu zwyczajnie nie zależy na tym, zeby ratowac
          Wasze małzenstwo i co gorsza, nie widać w nim kszty pokory i skruchy
          po tym co zrobił i robi nadal.

          Gdzieś poza domem prowadzi jakieś sekretne zycie pełne ciemnych
          tajemnic za które Ty też musisz ponosić konsekwencje.
          Wybaczyłaś powazne kłamstwa, wyciagnełaś rekę mimo wszystko.
          Co dostałaś w zamian?...

          Napewno warto, zebyś skorzystała z pomocy psychologa, który pomoze
          Ci stanąć na nogi.
          Napewno jest to powazny ,złozony problem...

          Zyczę Ci siły póki co,zeby udało Ci się dotrzec do niego i
          zdiagnozować czego on od zycia oczekuje, co jest dla niego ważne i w
          co się wplatał.
          Niezależnie od tego jak potoczą się dalsze Twoje losy czy z nim czy
          bez niego, z całego serca zyczę Ci, zebyś znalazła szczęście i
          spełnienie jak najszybciej chocby u boku nowego, odpowiedzialnego
          człowieka,a to co teraz przezywasz było doswiadczeniem, które Cię
          tylko umocni.
          Jestem z Tobą całym sercem!
          • ki_czort Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 03.12.09, 16:24
            Bierz nogi za pas póki możesz. Facet chleje i nic go nie obchodzi, nie tylko sam
            skończy na dnie ale jeszcze pociągnie za sobą Ciebie i dziecko.
            Dobrej woli wykazałaś już wystarczająco dużo.
            • byle_do_wiosny6 Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 04.12.09, 09:35
              Dziękuję wszystkim za odzew. Na dziś umówiłam się do poradni
              psychologicznej na romozwę. Może Pani psycholog udzieli pomocy w
              rozwiązaniu naszych problemów, da mi jakieś wskazówki jak
              postępować z takim człowiekiem, czy da się jeszcze uratować to
              małżeństwo... On sam się zagubił i potrzebuje fachowej pomocy.
              Chciałam, żeby dziś poszedł ze mną, zaproponowałam też jakąś
              terapię rodzinną, ale nie zgodził się... Idę więc sama, liczę, że
              ta rozmowa mi pomoże, bo ja już nie jestem w stanie myśleć
              racjonalnie, dla mnie aktualne moje życie to jeden wielki chaos i
              nerwówka. Nie mogę tak dłużej funcjonować.
        • bogdan_au Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 04.12.09, 16:32
          zott36 jak cię twój facet zawiódł, to nie dawaj głupich porad dziewczynie, która
          chce ratować małżeństwo. Tu w chodzi nie w grę jedynie dwoje ludzi ale i
          dziecko. A dziecko nigdy nie jest niczemu winne i trzeba próbować ratować
          związek, jak nie dla głupiej miłości, to chociaż dla niewinnego niczemu dziecka!!!
          Nie słuchaj głupich rad zdezelowanych podstarzałych pań. Rób wszystko co możesz
          aby było dobrze, a jak się nie da, to po wielu próbach musisz odejść dla
          własnego zdrowia i dziecka. Ale pamiętaj, że prawdziwych przyjaciół poznaje się
          w biedzie i jeżeli będziesz dla swojego faceta właśnie w czasie próby, to będzie
          ślepcem jeżeli tego nie doceni!
          Pozdrawiam i trzymam za was kciuki.
    • amb25 Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 04.12.09, 09:31
      A czy musisz ty splacac jego dlugi, skoro zaciagnal je bez twojej wiedzy?
      • byle_do_wiosny6 Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 04.12.09, 10:08
        Ja jego długów nie spłacam, moją pensję przeznaczam na opłacenie
        bieżących rachunków i życie. Całą jego pensję przeznaczamy na
        spłatę rat, ale nie jest to kwota wystarczająca, więc raty nie
        płacone są w terminach, a co za tym idzie naliczane są odsetki i
        odsetki karne. Standard życia bardzo nam sie obniżył niestety, na
        nic nie można sobie pozwolić, czuję się przez to sfrustrowana i
        wściekła, kumuluję w sobie całą złość, niby wybaczyłam, a zapomnieć
        się nie da, bo te długi będą z nami przez kilka najbliżaszych lat.
        Jednego dnia czuję się z tą sytuacją pogodzona, a drugiego
        wściekła, że przez jego zachowanie cierpi na tym cała rodzina.
        Ktoś pisał o rozdzielności majątkowej, nie mamy jej i nawet
        gdybyśmy teraz ją zrobili, to długi zaciągnięte zostały wcześniej i
        tak czy srak odpowiadamy za nie razem wspólnym majątkiem.
        • annb Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 04.12.09, 10:22
          wazna jest data zaciagnięcia długu

          e-prawnik.pl/domowy/prawo-rodzinne/prawa-i-obowiazki-malzonkow/odpowiedzi/odpowiedzialnosc-za-dlugi-wspolmalzonka-1.html

          prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/13543,czy_zawsze_malzonek_musi_zaplacic_dlugi_drugiego_malzonka.html

          sprawdz datęzaciagnięcia długu i jesli powstała po 20 stycznia 2005
          nic nie musisz
          a pana meza podaj o alimenty na dziecko
          • evi85 Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 04.12.09, 11:15
            powiem tylko ze rodzice maja racje
            u nas sytuacja byla o wiele gorsza, bo oprocz klamst i oszustw pinieznich,
            doszly "kolezanki"
            wiec pewnego dnia a raczej nad ranem (maz wrocil o 3) zastal zakmniete dzwi i
            walizki na wycieraczce
            nst dnia kazalam mu wybrac, nie wybral nic a robil dalej to co robil, wiec
            ksalam mu sie spakowac
            od paru dni nie mieszka z niami i juz teskni i powoli docenia to co moze stracic
            wczesniej prawie rok rozmowy, proszenie, blaganie, zlosc, krzyk i...NIC, a bylo
            wrecz gorzej
            do tego polecam modlitwe, na wyciszenie wewnetrzne
            moze jakis doradca rodzinny?
          • byle_do_wiosny6 Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 04.12.09, 12:17
            Kredyty zaciągnięte na pewno po 2005 r. Na żadnym z nich nie
            widnieje mój podpis, na żaden się nie zgadzałam, a pieniądze na
            pewno nie zostały spożytkowane na potrzeby gospodarsrwa domowego.
            Dziękuję za te artykuły, na pewno mnie trochę uspokoiły.
            • scarlet.secret.sky Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 04.12.09, 13:34
              Najlepiej idź do prawnika. Dziś wszytko musi być przepisowo i na papierze. Zrób
              rozdzielność majątkową nawet na poczet przyszłych poczynań pana małżonka, bo nie
              wiadomo co mu jeszcze do głowy przyjdzie. Pomysły na świetne biznesy co rusz do
              głowy wpadają... I wyegzekwuj od niego pieniądze na dziecko.
              Jego długów bym nie płaciła, ale najpierw skontaktuj się z bankami i właśnie
              prawnikiem - żeby się nie okazało, że gigantyczne odsetki potem na Twoje konto
              zostaną policzone.
              Napisz potem jak poszło. 3maj się :)
        • zott36 Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 04.12.09, 13:31
          byle_do_wiosny6 napisała:
          > Ktoś pisał o rozdzielności majątkowej, nie mamy jej i nawet
          > gdybyśmy teraz ją zrobili, to długi zaciągnięte zostały wcześniej i
          > tak czy srak odpowiadamy za nie razem wspólnym majątkiem.

          Oczywiście , ze za obecne długi odpowiadacie wspólnym majątkiem.
          Nie boisz się , ze mąż za jakiś czas wywinie kolejny taki numer?
          Rozdzielność zabezpieczy Ciebie ,na wypadek gdyby mąż chciał pożyczyć kolejne
          pieniądze i narobić długów.
          Kobiety proszę myślcie o sobie i o dzieciach , jak macie takich
          nieodpowiedzialnych facetów.
          • doctor.no.1 Alkoholizm 04.12.09, 15:50
            Wiesz jak się nazywa Twój problem? WSPÓŁUZALEŻNIENIE

            A problem rodziny? - Alkoholizm!!!!! Któy trwa już od paru lat :)

            Musisz iść do poradni psychologicznej, która zajmuje się problemami
            alkoholowymi. Przestań niańczyć męża tylko zajmij się sobą. On musi
            chcieć się leczyć, ale nie musi, bo wie, ze Ty się wsyztskim
            zajmiesz, a że popłaczesz czasem, że pokrzyczysz - cóż to niewielka
            cena za to, że może oddawać się swojemu nałogowi do woli.
    • bogdan_au Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 04.12.09, 16:45
      byle_do_wiosny6 nie słuchaj tych popaprańców życiowych!!!!
      Przecież ci ludzie nie piszą o Twoich problemach, a o swoim rozczarowaniu i
      własnych życia porażkach. Po pierwsze nie pytaj się na forum od nieudaczników
      życiowych co robić. Super, że chcesz zaciągnąć porady fachowej, to zawsze
      pomaga. Przypomnij sobie dlaczego jesteś z facetem, którego wybrałaś za męża i
      słowa: "na dobre i na złe". Ale co najważniejsze, to jest to, że macie razem
      dziecko!!!!!
      Te hieny na forum piszą Ci o prawnikach i innych typowo finansowych sprawach.
      Pomyśl, Twój kochany stracił pracę, ma problemy! Potrzebuje Twojej pomocy, a nie
      jedynie wyroczni. Jeżeli teraz mu pomożesz, będzie wdzięczny do końca życia, a
      jeżeli go zostawisz, to co?????
      Sama zadaj sobie to pytanie i nie słuchaj debili z internetu. Proszę Cię miła
      nieznajoma z całego serca!!!
      • marianna_listopadowa Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 04.12.09, 18:15
        bogdan_au napisał:
        >Ale co najważniejsze, to jest to, że macie razem
        > dziecko!!!!!

        No właśnie, mają dziecko! Skoro mąż jest skrajnie nieodpowiedzialny, zaciąga długi, nie dba o rodzinę (przed ujawnieniem się informacji o długach do tytułu super-taty i super-męża jakoś nie pretendował) to tym bardziej autorka wątku musi zadbać o zabezpieczenie spraw finansowych. Jeśli tego nie zrobi, to w perspektywie lat cała trójka może wylądować w jakimś zagrzybionym mieszkanku socjalnym, z długami na wieki wieków.

        Z jednej pensji można się utrzymać w trójkę, ale jak komornik wejdzie na pensje autorki i jej męża, to co jej wtedy napiszesz, bogdanie? "Super, trzymam kciuki, podziwiam, jesteś przy mężu tak jak to przysięgałaś w dniu ślubu"? W ślubowaniu kościelnym są słowa o uczciwości małżeńskiej. Nie wnikam jaki ślub mieli, ale pan mąż uczciwością małżeńską się nie popisał. Teraz byle_do_wiosny musi być uczciwa wobec dziecka i zadbać o jego przyszłość.
      • enith Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 04.12.09, 18:24
        Eee, boguś, a ciebie przypadkiem nie rzuciła żona, bo piłeś? Bo strasznie jakoś tego pijącego, znikającego na całe noce bóg wie gdzie, oszukującego małżonka autorki wątku bronisz. Masz jakieś osobiste doświadczenia w tym temacie?
        Autorką wątku, słuchaj przede wszystkim swojego serca. Jesteś w stanie mężowi zaufać po tym, gdy bez twojej zgody i wiedzy zaciągnął kredyty i pożyczki, przez spłatę których wam waszystkim, tobie, mężowi I dziecku drastycznie obniżył się komfort życia? Także psychiczny, bo na tobie w tej chwili w całości spoczywa obowiązek utrzymania rodziny? Jak najbardziej potrzebny jest prawnik w celu zniesienia wspólnoty majątkowej NA PRZYSZŁOŚĆ przede wszystkim, bo skoro mąż zaciągnął długi raz, może zrobić to ponownie. Terapia dla męża alkoholika i ciebie też jest konieczna. I moim zdaniem bardzo, ale to bardzo źle wróży na przyszłość fakt, że mąż nie uznaje swojej winy, nie wyraża skruchy, ucieka w alkohol i całonocne wyprawy ORAZ odmawia podjęcia terapii. Zastanów się, jak daleko chcesz posunąć się w swoich staraniach o uratowanie małżeństwa, podczas, gdy druga strona nie robi kompletnie nic w tym kierunku.
      • edor67 Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 07.12.09, 17:35
        "nie słuchaj debili z internetu"- przede wszystkim debila o nicku
        bogdan_au.
        Autorko, myśl przede wszystkim o sobie, skoro mąz o tobie i twoim
        bezpieczeństwie nie myśli. Przede wszystkim rozdzielność majątkowa,
        żeby potem nie okazało sie, ze nie masz za co żyć.
        Bogdanie_au- mocherem jesteś? Bo tak zalatują twoje wypowiedzi.
        Utrzymanie małżeństwa za wszelką cenę. Niestety nie zawsze się da,
        zwłaszcza jak druga strona nie chce
      • demonsbaby Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 07.12.09, 19:45
        bogdan_au napisał:

        > byle_do_wiosny6 nie słuchaj tych popaprańców życiowych!!!!
        > Przecież ci ludzie nie piszą o Twoich problemach, a o swoim rozczarowaniu i
        > własnych życia porażkach.

        Nie wpadłeś nigdy na "oczywistą oczywistość", że "nieudacznicy" opisują możliwe
        rozwiązania przez pryzmat własnych doświadczeń, często i gęsto podobnych?

        Po pierwsze nie pytaj się na forum od nieudaczników
        > życiowych co robić.


        Super, że chcesz zaciągnąć porady fachowej, to zawsze
        > pomaga.

        Skąd ta pewność? Niejednokrotnie podobne "ego" tudzież uzależnienie "wygasa"
        przy ukończeniu 50 roku życia, twoja mądrość życiowa, mało ma zatem wspólnego z
        faktami przedstawianymi przez psychiatrię i psychologię.

        Przypomnij sobie dlaczego jesteś z facetem, którego wybrałaś za męża i
        > słowa: "na dobre i na złe".

        Ona o tym doskonale pamięta, w innym razie nie ciągnęłaby tego bagna tyle lat,
        ale ta druga strona o przysiędze zapomniała.

        Ale co najważniejsze, to jest to, że macie razem
        > dziecko!!!!!

        I dziecko ma powielać stereotyp zachowań patologicznych w rodzinie??? Brawo,
        brawo! Nieważne, że mąż żonie codziennie wybija po kilka zębów, okrada i nie
        zostawia na chleb - ważne, że jest dziecko, które oboje rodziców mieć musi! Nie,
        nie musi. Może o wiele więcej zyskać równowagi przy jednym emocjonalnie
        stabilnym rodzicu, niż nieprzerwanie obserwować i doświadczać gó... w domu.

        > Te hieny na forum piszą Ci o prawnikach i innych typowo finansowych sprawach.

        A o czym pisać, skoro facet z gospodarstwa domowego zrobił zabezpieczenie
        finansowe obcych mu ludzi (wierzycieli) zamiast najbliższych - żony i dziecka. A
        co tam, obcy żonę i dziecko nakarmią.

        > Pomyśl, Twój kochany stracił pracę, ma problemy! Potrzebuje Twojej pomocy, a ni
        > e
        > jedynie wyroczni.

        Czytaj ze zrozumieniem człowieku, ona mu pomaga. Najwyraźniej zrobiła wszystko i
        sama zalicza równie pochyłą w dół. Jak wpadnie w deprechę maniakalną i zobaczy
        to jedyne słuszne rozwiązanie, to połóż jej wieniec na grobie i powiedz, że
        postąpiła zgodnie z nauką chrystusową. A potem sięgnij do Biblii i poczytaj co
        Ten mówi o znętach w rodzinie.

        Jeżeli teraz mu pomożesz, będzie wdzięczny do końca życia, a
        > jeżeli go zostawisz, to co?????

        To może wstanie na nogi i wtedy będzie dziękował, że zrobiła to co zrobiła bo by
        z gówna nie wyszedł. Rozwód / rozstanie to nie koniec świata, jak to miłość do
        grobowej dechy zawsze mogą się zejść ponownie.


        > Sama zadaj sobie to pytanie i nie słuchaj debili z internetu. Proszę Cię miła
        > nieznajoma z całego serca!!!

        A ja ci proponuję zasięgnąć opinii kogokolwiek kto patologię w rodzinnym domu
        przerabiał. A nie udzielać się w kwestii, która ewidentnie w twoim życiu
        graniczy z fikcją.
    • demonsbaby Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 04.12.09, 19:15
      witaj, napisałam email na twój gazetowy. Nie chciałabym opisywać tutaj gehenny
      jaką przechodziłam nieustannie podczas swojego małżeństwa. To co mogę powiedzieć
      teraz, opisujesz kogoś, z kim żyłam 5lat i dawałam się zwodzić. Ofiarą nie byłam
      tylko ja, stało się nią również moje 3letnie dziecko. ktoś kto z tobą żyje
      zostałby przez psychologa nazwany krótko: osobowość asocjalna, charakteropata,
      socjopata. Nawet jeśli dziś moje słowa do ciebie nie dotrą, znajdą
      odzwierciedlenie za kilka lat lub naście (bo tyle też inteligentne,
      wykształcone, zdolne i samodzielne kobiety trwają w takich związkach) kiedy tyt.
      manipulacji trafisz w taką pułapkę psychiczną, z której "wszyscy w trójcy
      jedyni" też nie pomogą. Tego co dziś nie widzisz to osobowość twojego męża i
      ojca dziecka. Nie widzisz jeszcze czegoś - wasz związek jest klasycznie
      toksyczny. Piszę przez pryzmat bardzo podobnych swoich doświadczeń. Chcesz
      usłyszeć, że się zmieni? Nie, nie zmieni się nawet jeśli kocha ciebie i dziecko
      ponad własne życie. I nie jest to twoja wina, nigdy nie była i nie będzie. Ja
      mogę mieć do siebie żal, że nie zakończyłam wcześniej, ale patrząc na to z
      perspektywy kobiet, które godzą się na takie życie i trwają w tym długie lata to
      zasadniczo mam szczęście. Biorąc rozwód, mimo wszystko nie kierowałam się
      własnymi uczuciami, to poszło całkowicie na bok. Zrozumiałam jak bardzo krzywdzę
      własne dziecko i na czyj wzór może wyrosnąć, jeśli tata w rodzinie pozostanie.
      • demonsbaby p.s 04.12.09, 19:30
        wymagasz sama terapii, chociaż będziesz temu zaprzeczać. Jeśli wierzytelności
        zaciągane przez męża doprowadzają twoje gospodarstwo do upadku - jak najszybciej
        notariusz i rozdzielność majątkowa. Co do terapii - są ośrodki kryzysowe, które
        mają bezpłatną pomoc psychologiczną. Nikt z kwitkiem ciebie nie odeśle. To, że
        do takich miejsc po pomoc przychodzą ofiary przemocy, to ty też nią jesteś,
        tyle, że bardziej wyrafinowanej - bo psychicznej. Zrób to dla siebie, bo wasze
        dziecko pewnie ogląda non stop jeśli nie zapłakaną to zestresowaną i smutną
        mamę... a to się odbija na jego / jej rozwoju emocjonalnym.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 07.12.09, 09:58
      Być może jest już Pani po wizycie u psychologa i ma Pani więcej jasności co do
      własnego postępowania w tej sprawie. To zresztą bardzo dobra decyzja. Dobrze
      byłoby aby niezależnie od Pani na podobne spotkanie ale do innego psychologa
      poszedł mąż. W tej sytuacji, lepiej jest jak każde z Was ma osobną, nie
      małżeńską pomoc, bo każde z Was ma inny problem związany z tą sytuacją.
      Spotkanie pary nie byłoby złe, ale tak chyba jest skuteczniej.
      Wracając do opisanej sytuacji oraz częściowo komentując dyskusję toczącą się w
      tym wątku, chcę napisać, że warto oddzielić sytuację kryzysową w związku,
      spowodowaną kryzysem męża i jego reakcją na ten kryzys, od sytuacji, w której
      obserwuje Pani, że postępowanie męża jest zwykle podobne czyli
      nieodpowiedzialne, pomijające Panią, niefrasobliwe. Że mąż zwykle n krytycznych
      bądź wymagających sytuacjach ( ciąża, małe dziecko, utrata pracy ) reaguje
      podobnie. Ta druga sytuacja powinna być przynajmniej poważnym ostrzeżeniem, bo
      jest powtarzalna. Nie zawsze przed ślubem można ją rozpoznać. Teraz ją Pani
      obserwuje i wyciąga wnioski. To jeszcze nie jest powód do ucieczki ze związku,
      ale do zastanowienia się nad nim oraz żądania zmiany i wspólnej pracy nad nią.
      Jeśli będzie to eskalować lub będzie niezmienne , to wtedy myśleć o odejściu.
      Można tę sytuacje męża zobaczyć jako jego dużą trudność, które w małżeństwie się
      zdarzają i warto pomóc mężowi, bo po to w końcu także żyje się w parze, aby
      dawać sobie pomoc i wsparcie, tam gdzie jedna osoba nie daje rady. Wspólne
      wyjście z takiego kryzysu daje poczucie satysfakcji i wzmacnia związek.
      Może tym rozróżnieniem także powinna się Pani zająć na konsultacjach u
      psychologa. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • damap Re: Czy można uratować to małżeństwo? Jestem zała 07.12.09, 11:28
        Bardzo dziękuję Pani Agnieszko za odpowiedź. Jestem już po 2
        godzinnej wizycie u psychologa, rozmowa z jednej strony bardzo mi
        pomogła, a z drugiej strony uświadomiła, że problem jest ZŁOŻONY i
        wymaga terapii małżeńskiej. To w dużym skrócie. Poza tym sytacja
        życiowa, rodzinna w jakiej się znalazłam spowodowała niestety, że
        nabawiłam się tzw. nerwicy serca (olbrzymie bóle pod sercem i w
        tzw. dołku pomimo prawidłowego EKG serca), która wymaga leczenia.
        Pan mąż niby się zmartwił, obiecał poprawę i zgodził na terapię
        małżeńską. Czas pokaże, co z tego wyniknie. Tymczasem pozdrawiam
        wszystkich i dziękuję za zainteresowanie.
        • damap demonsbaby 07.12.09, 11:41
          Demonsbaby bardzo proszę o wysłanie jeszcze raz e-maila na mój
          gazetowy adres. Dopiero teraz aktywowałam pocztę.
          • demonsbaby Re: demonsbaby 07.12.09, 12:54
            ok, wysłałam na damap@gazeta.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka