camelka_wik
27.09.10, 11:57
Dziś jest 2 rocznica naszego ślubu......:(
Mamy 14 miesięczne dziecko.
I jesteśmy obcymi chyba dla siebie ludźmi.
Problemy finansowe nas dzielą i podzielą chyba a dobre.
Kiedyś gdy pracowałam zarabiałam 1/2 pensji więcej niż mąż.
Wzięliśmy wtedy kredyt hipoteczny. Kupiliśmy dom i nagle wszystko zaczęło się psuć.
Miałam poważny wypadek samochodowy z moim pracodawcą.. Ponad pół roku przebywałam na l4. Wróciłam ostatecznie do pracy jednak relacje między mną a szefem się nie układały. Dziś uważam że szef znęcał się nade mną psychicznie żeby doprowadzić do sytuacji w której sama zrezygnuje z pracy.. tak też się stało bo nie wytrzymałam presji...
Po miesiącu od tego czasu okazało się że jestem w ciąży...
Szansa na pracę więc zniknęła bo w naszym kraju (w mojej małej miejscowości) nikt ciężarnej nie zatrudni. Całą ciąże przesiedziałam w domu nie zarabiając jednak miałam dużą kwotę z odszkodowania za wypadek i dało się spokojnie żyć. Te pieniądze skończyły się chwilkę przed porodem. Otworzyłam wtedy własną działalność. Od ponad półtorej roku ją prowadzę ale nie przynosi ona żadnych dochodów niestety...
Żyjemy z pensji męża i jest ciężko ...
Ja staram się rządzić naszym budżetem ale jest coraz gorzej... długi rosną...
ale nie to jest najgorsze bo ja wiem że wyjdziemy z tego kiedyś ...
najgorsze jest to że mój mąż ma pasje.. której nie potrafi sobie odmówić..
musi w nią inwestować i musi mieć na nią czas.. Ciągle jest o to wojna bo traci na nią duże pieniądze które jak twierdzi zarabia... a ja ponoć nic nie robię i żyje jak pasożyt.
Rozmawiałam z nim o tym 100 razy... mam dość...
wczoraj po raz kolejny się dowiedziałam że w weekend wyjeżdża ze względu na swoją pasję... będzie impreza od piątku do niedzieli. Wyda na to na pewno ok. 400zł... ja ponieważ jak twierdzi nie stać nas na to zostanę z dzieckiem pomimo że inni jadą razem z żonami...
Nie chcę wcale tam jechać bo ja potrzebuje pieniądze na życie a nie na imprezy.. postawiłam warunek że albo kończy tą pasję albo musimy się rozstać... wyszedł trzasnął drzwiami bo on zasuwa za dwóch i nic z życia nie ma.... a ja heh... szukam pracy ale nie mogę znaleźć... dziecka nie mam z kim zostawić pozostaje klub malucha za 700zł lub niania za ok. 1000zł...
Muszę zatem zarobić troszkę żeby było mnie na to stać...
Jestem u kresu... planuję się wyprowadzić ale wiem że to nie jest rozwiązanie.
Sama wychowałam się bez ojca. Nie chcę zabrać mojemu dziecku ojca ale może szczęśliwa matka będzie lepszą mamą niż matka która stale się martwi i droczy że jest sama pomimo że jest mężatką :( i że nie może liczyć na męża....