Dodaj do ulubionych

Chyba czas to skończyć ..

27.09.10, 11:57
Dziś jest 2 rocznica naszego ślubu......:(
Mamy 14 miesięczne dziecko.
I jesteśmy obcymi chyba dla siebie ludźmi.
Problemy finansowe nas dzielą i podzielą chyba a dobre.
Kiedyś gdy pracowałam zarabiałam 1/2 pensji więcej niż mąż.
Wzięliśmy wtedy kredyt hipoteczny. Kupiliśmy dom i nagle wszystko zaczęło się psuć.
Miałam poważny wypadek samochodowy z moim pracodawcą.. Ponad pół roku przebywałam na l4. Wróciłam ostatecznie do pracy jednak relacje między mną a szefem się nie układały. Dziś uważam że szef znęcał się nade mną psychicznie żeby doprowadzić do sytuacji w której sama zrezygnuje z pracy.. tak też się stało bo nie wytrzymałam presji...
Po miesiącu od tego czasu okazało się że jestem w ciąży...
Szansa na pracę więc zniknęła bo w naszym kraju (w mojej małej miejscowości) nikt ciężarnej nie zatrudni. Całą ciąże przesiedziałam w domu nie zarabiając jednak miałam dużą kwotę z odszkodowania za wypadek i dało się spokojnie żyć. Te pieniądze skończyły się chwilkę przed porodem. Otworzyłam wtedy własną działalność. Od ponad półtorej roku ją prowadzę ale nie przynosi ona żadnych dochodów niestety...
Żyjemy z pensji męża i jest ciężko ...
Ja staram się rządzić naszym budżetem ale jest coraz gorzej... długi rosną...
ale nie to jest najgorsze bo ja wiem że wyjdziemy z tego kiedyś ...
najgorsze jest to że mój mąż ma pasje.. której nie potrafi sobie odmówić..
musi w nią inwestować i musi mieć na nią czas.. Ciągle jest o to wojna bo traci na nią duże pieniądze które jak twierdzi zarabia... a ja ponoć nic nie robię i żyje jak pasożyt.
Rozmawiałam z nim o tym 100 razy... mam dość...
wczoraj po raz kolejny się dowiedziałam że w weekend wyjeżdża ze względu na swoją pasję... będzie impreza od piątku do niedzieli. Wyda na to na pewno ok. 400zł... ja ponieważ jak twierdzi nie stać nas na to zostanę z dzieckiem pomimo że inni jadą razem z żonami...
Nie chcę wcale tam jechać bo ja potrzebuje pieniądze na życie a nie na imprezy.. postawiłam warunek że albo kończy tą pasję albo musimy się rozstać... wyszedł trzasnął drzwiami bo on zasuwa za dwóch i nic z życia nie ma.... a ja heh... szukam pracy ale nie mogę znaleźć... dziecka nie mam z kim zostawić pozostaje klub malucha za 700zł lub niania za ok. 1000zł...
Muszę zatem zarobić troszkę żeby było mnie na to stać...
Jestem u kresu... planuję się wyprowadzić ale wiem że to nie jest rozwiązanie.
Sama wychowałam się bez ojca. Nie chcę zabrać mojemu dziecku ojca ale może szczęśliwa matka będzie lepszą mamą niż matka która stale się martwi i droczy że jest sama pomimo że jest mężatką :( i że nie może liczyć na męża....
Obserwuj wątek
    • camelka_wik Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 12:00
      Ah dodam że moja mama łoży na nas ile może i nie może już znieść sytuacji że ona daję (ok. 1000zł/miesięcznie) ja nie kupuje sobie nic mało tego jestem zaszczuta w domu jako kura domowa a mój mąż co piątek realizuje swoją pasję i stać go na to co gorsza......... a nie są to małe pieniądze.
    • camelka_wik Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 12:03
      A w ogóle to jesteśmy ze sobą 10 lat.... Mieszkamy razem od 7 lat..
    • demonsbaby mąż ma pasję? 27.09.10, 12:17
      a przepraszam ... qrwa co ty masz? Rzeczywiście nie udało się ... cholernie pogmatwało - ale jako odpowiedzialny rodzic ROZUMIE, ŻE JAK NIE MA KASY NA UTRZYMANIE RODZINY I SPŁATĘ DŁUGÓW TO NA ASG czy inne pasje też nie ma. CO, jaki pasożyt? Siedzisz bezczynnie? Po walce z rekonwalescencją podjęłaś kroki w tym kierunku, ale bezowocnie? W związku z porażką jesteś pasożytem? No błagam ... Żadnej pracy w domu nie wykonujesz, leżysz do góry cyckami? Praca w domu i opieka nad dzieckiem - jest PRACĄ, non - profitową, jakby zatrudnić gosposię i nianię do dziecka - to TATUŚ BY ZROZUMIAŁ, a mama mogłaby harować dnie i noce ... On dorósł do funkcji "głowy rodziny"? W kim ty masz wsparcie? Myślałaś o relacjach z szefem w płaszczyźnie mobbingu? To się chyba jeszcze nie przedawniło, zostałaś zmuszona do odejścia?
      • camelka_wik Re: mąż ma pasję? 27.09.10, 13:02
        No właśnie w jego mniemaniu jestem nikim nie mam pasji nic nie robię a moja praca w domu to naturalne funkcje jakie pełni kobieta.
        To że podjęłam próby pracy itp to też dla niego nic nie znaczy...
        On nie dorósł do funki głowy rodziny baaaaaaaaaa nawet nie dorósł do bycia mężem i ojcem...
        Zawsze było nam łatwo bo jak piszesz w kolejnym poście ja miałam kasę.. dziś jestem bezużyteczna bo jej nie mam.... dzięki mnie mamy dom bo ja do tego dążyłam w zasadzie dzięki mojej pensji bank przyznał nam kredyt... pierwsze auto w naszym związku miałam ja... ciężko na nie pracowała moja mama... cały okres studiów jeździliśmy właśnie moim autem... i z tej perspektywy patrząc teraz kiedy nie zarabiam jestem nikim bo on biedny zasuwa a ja nawet nie pozwolę mu na realizacji skądinąd drogiej pasji....

        Co do szefa..
        2 lata od zwolnienia minie w październiku. Ja nie wiem czy zostałam zmuszona do zwolnienia się ale on zmuszał mnie do wyjazdów służbowych w których to on miałby prowadzić samochód przy czym pół roku wcześniej spowodował wypadek który na prawdę cudem przeżyliśmy. I o tyle właśnie zmusiło mnie to do zwolnienia że ja się bałam podróżowania z nim gdyż moim zdaniem jest kompletnie nieodpowiedzialnym kierowcą a sukcesywnie co 2 dni napastował mnie że jutro jedziemy gdzieś tam... na każdy mój sprzeciw reagował nerwami i rzucaniem tym co miał pod ręką... także generalnie czy to był mobbing nie wiem.. nie chce żadnych spraw bo nic na tym pewnie nie ugram tylko zniszczy mi to jeszcze bardziej psychikę.. ten Pan jest zbyt ustawiony życiowo bo powinien stracić prawo jazdy a on dostał mały mandat a miesiąc po wypadku miał już super samochodzik kolejny firmowy... ehhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh
        • demonsbaby ok 27.09.10, 13:13
          że się głupio wyrażę w kwestii formalno - prawnej mogłabyś ugrać odszkodowanie a w sądzie reaktywację miejsca pracy ... oprócz tego mobbing jest pod nadzorem prokuratorskim - oczywiście wyczerpanie przesłanek - jak rzucanie papierami, wyzwiska kierowane do ciebie (w obecności czy też nie osób 3cich) - faktem jest, że nerwy ze stali. Co do przedawnień, mogę zerknąć po kodeksach jak to wygląda.
          Co do męża - no cóż - sama chyba odpowiadasz na pytania, prawda? Nie trudno odgadnąć, że przez ten zbieg niefortunnych okoliczności teraz ty zostałaś osobą wymagającą wsparcia i troski ... a mąż tego nie rozumie, bo wcześniej go "wykastrowałaś" (nie odbieraj tego źle) - po prostu przyzwyczaiłaś do wygód i tego, że byłaś (no właśnie bo sił nie starcza) odporna na strzały.
          Ok. kwestia rozwodowa i podzielenia majątku ... jak to widzisz realnie?
          • camelka_wik Re: ok 27.09.10, 13:28
            Z tym mobbingiem chyba nie mam ochoty na sądy a do pracy tam na pewno nie wrócę..- ale dziękuje za rady.

            Co do rozwodu to jest taka opcja że mogę go spakować i kazać się wyprowadzić a dom wystawić na sprzedaż i tylko taka jest opcja z domem bo ja tego nie utrzymam.
            Mogę się jeszcze ja wyprowadzić do mojej mamy z dzieckiem przy czym nie będzie to super rozwiązanie bo mama ma bardzo mały domek a jego zostawić z tym wszystkim. Jednak jak nie będzie spłacał kredytu i zobowiązań to wiadomo że mnie bank i inne instytucje znajdą i będą też ścigać więc najlepsze rozwiązanie sprzedać dom spłacić kredyt. Auto każdy ma swoje więc każdy ze swoim zostanie. Dziecko zostaje oczywiście ze mną..
            • blue_romka ale o co chodzi? 27.09.10, 13:32
              Potrzebujesz rady, bo chcesz się rozwieść, czy bo chcesz ratować małżeństwo? Bo nie sprecyzowałaś.
              • demonsbaby waży na szali 27.09.10, 13:43
                albo się upewnia co do słuszności swojego rozumowania ... a może boi się nazwać jakiej porady szuka? Nie zawsze i ja umiem sprecyzować z czym się borykam.
              • camelka_wik Re: ale o co chodzi? 27.09.10, 13:55
                Potrzebuje porady. Chłodnego spojrzenia na to kogoś z zewnątrz. Ja walczę o ten związek już od długiego czasu więc nie mam na to już siły. Ale może ktoś powie że nadal warto walczyć a może ktoś zna jakiś chwyt na pustego egoistycznego faceta?
                • blue_romka Re: ale o co chodzi? 27.09.10, 14:42
                  Jeśli go kochasz, to myślę, że warto walczyć. Zrewidować dotychczasowe metody, bo okazały się bezskuteczne i sięgnąć po nowe. Rozwieść się zawsze zdążysz.
                  Nie wiem, jakich argumentów używałaś dotąd w rozmowach z mężem, w jakiej atmosferze się one odbywały.
                  • camelka_wik Re: ale o co chodzi? 27.09.10, 14:54
                    Rozmów było już tysiąc. Atmosfery różne generalnie albo wychodzi i trzaska drzwiami albo siedzi i milczy. Raczej nie ma nic do powiedzenia. Zmienia się na tydzień, dwa a potem znów ta sama bajka.
            • demonsbaby Re: ok 27.09.10, 13:33
              camelka_wik napisała:

              > Z tym mobbingiem chyba nie mam ochoty na sądy a do pracy tam na pewno nie wrócę
              > ..- ale dziękuje za rady.
              WIe3sz ja to jestem ukraińska krew ;) z czarnym podniebieniem i jak ktoś mnie próbuje gnoić to nie popuszczę - ot taki własny Kodeks Hammurabiego... więc poruszyłabym sumienie prokuratora, żeby oczy Temidzie na chwilę otworzył.

              >
              > Co do rozwodu to jest taka opcja że mogę go spakować i kazać się wyprowadzić a
              > dom wystawić na sprzedaż i tylko taka jest opcja z domem bo ja tego nie utrzyma
              > m.
              > Mogę się jeszcze ja wyprowadzić do mojej mamy z dzieckiem przy czym nie będzie
              > to super rozwiązanie bo mama ma bardzo mały domek a jego zostawić z tym wszystk
              > im. Jednak jak nie będzie spłacał kredytu i zobowiązań to wiadomo że mnie bank
              > i inne instytucje znajdą i będą też ścigać więc najlepsze rozwiązanie sprzedać
              > dom spłacić kredyt. Auto każdy ma swoje więc każdy ze swoim zostanie. Dziecko z
              > ostaje oczywiście ze mną..

              Ok - wspólną majętność macie, czy rozdzielność / intercyzę? Ty już mu sugerowałaś, że twój limit się wyczerpał? Słuchaj - a wasi wspólni znajomi, przyjaciele / rodzina - funkcjonuje ktoś taki, kto by go pionizował?
              • camelka_wik Re: ok 27.09.10, 13:53
                Właśnie nie funkcjonuje nikt kto by go doprowadzał do pionu poza mną..
                Teściowie to jakaś abstrakcja... ich nie ma w naszym życiu nie interesuje ich je i mamy sobie radzić. Nasi przyjaciele nie widzą problemu ponieważ nie mówimy o tym... a jeśli skarżymy się na finanse a on w następnej kolejności wyjeżdża na to chyba coś kręcimy i do końca nie jest tak źle .. więc pewnie nie myślą że trzeba by jakoś mnie wesprzeć.. Ja jestem jak ściana z zewnątrz. Spływa wszystko i uśmiecham się.. wewnątrz jestem rozszarpana.
                Mamy wspólnotę majątkową więc trzeba wszystko podzielić...
                • camelka_wik Re: ok 27.09.10, 13:54
                  A tak jak pisałam ... powiedziałam że szala się przelała że jeśli wybierze weekend to to jest koniec..............
                  • demonsbaby Re: ok 27.09.10, 14:01
                    Zdajesz się osobą konkretną, więc posłuchaj - jak ja bym to jeszcze widziała, o konkrety się opierając:
                    Punkt A:
                    - "gościu - dupa w troki i zaczynasz dbać o bezpieczeństwo finansowe swojej rodziny. Jestem w stanie pomóc na razie odciążeniem przy obowiązkach domowych i dziecku. Jeśli mam pójść do pracy - te kwestie do czasu usamodzielnienia dziecka (do wieku przedszkolnego chociażby) należałoby również uregulować odpłatnie - na co was nie stać".
                    Argumentacja nie trafia?
                    Przechodzisz do punktu B:
                    - składasz pozew (nie jeszcze rozwodowy) a alimentacyjny na dziecko i siebie - w małżeństwie możesz rości do męża, jeżeli ten gospodarnie nie zarządza majątkiem trwałym i nietrwałym i nie zaspokoi potrzeb rodziny. Ja tu stoję - uwierz mi - jak sędzia usłysz, że przy waszych zadłużeniach - on rozwija pasję i wydaje kilkaset złotych weekendowo choćby raz w miesiącu - to wypali z grubej rury - aż pójdzie w pięty. Tam na sali będzie moralizator i przypomni mu się obowiązki wynikające z założenia rodziny ... Tu dostaniesz orzeczeni i czy w formie wypłaty do rąk żony czy w sposób przewidywany w KRiO - ty będziesz dysponować środkami do zaspokajania budżetu ...

                    I teraz jak tej próby sił facet nie wytrzyma, a ty już będziesz mieć jakiekolwiek zabezpieczenie finansowe - zaczynacie ustalać kwestie rozwodowe.
                    Jak to widzisz?
                    • demonsbaby jedno z rozwiązań 27.09.10, 14:14
                      cytuję (kwestia alimentacji w małżeństwie):
                      Małżonkowie mają równe prawa i obowiązki w małżeństwie. Są obowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności oraz do współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli. Małżonek w zasadzie nie może wymusić na współmałżonku wykonywania przez niego jego obowiązków. W tym celu nie przysługuje mu droga uruchomienia aparatu przymusu państwowego ani też nie jest upoważniony do stosowania samopomocy. Jedynie w razie niewykonywania przez jedno ze współmałżonków niektórych obowiązków, drugie z małżonków może wystąpić na drogę sądową z określonym żądaniem. KRO stanowi, iż oboje małżonkowie obowiązani są, każdy według swych sił oraz swych możliwości zarobkowych i majątkowych, przyczyniać się do zaspokajania potrzeb rodziny, którą przez swój związek założyli. Zadośćuczynienie temu obowiązkowi może polegać także, w całości lub w części, na osobistych staraniach o wychowanie dzieci i na pracy we wspólnym gospodarstwie domowym. W sytuacji, gdy małżonek odmawia pomocy w zaspokajaniu potrzeb rodziny, drugie z małżonków może żądać takiej pomocy na podstawie art. 27 kro lub domagać się - gdy małżonkowie pozostają we wspólnym pożyciu - ażeby wynagrodzenie za pracę albo inne należności przypadające współmałżonkowi były w całości lub w części wypłacane do jego rąk ( art. 28 kro ). Jeżeli bowiem jeden z małżonków pozostających we wspólnym pożyciu nie spełnia ciążącego na nim obowiązku przyczyniania się do zaspokajania potrzeb rodziny, sąd może nakazać, ażeby wynagrodzenie za pracę lub inne należności przypadające temu małżonkowi były w całości lub w części wypłacane do rąk drugiego małżonka. Nakaz, o którym mowa powyżej, zachowuje moc mimo ustania po jego wydaniu wspólnego pożycia małżonków. Sąd może jednak na wniosek każdego z małżonków nakaz ten zmienić albo uchylić.
                      • camelka_wik Re: jedno z rozwiązań 27.09.10, 14:35
                        To wydaję się sensowne rozwiązanie.
                        Tylko teraz tak...
                        Mąż zarabia cała pensja idzie na konto którym to ja rozporządzam. I to jest że tak powiem legalna gotówka.
                        Po godzinach mąż dorabia do budżetu domowego. I z z tych drobnych robót pieniądze albo oddaje (baaaaaaarrrrrrrdzo rzadko) albo najczęściej wkłada w swoją pasję.
                        Niestety z legalnej pracy nie ma kokosów a z pracy po godzinach są dobre pieniążki ale on mnie oszukuje. Mówi że bierz zakładam 300zł daje mi 200zł bo 100zł zostawia sobie na wydatki drobne a po dwóch dniach np ma nowe narzędzia albo kupuje alkohol bo idziemy na nasiadówkę do znajomych. Kupuję nowe części do auta itp.. i jedzie realizować swoja pasję więc skądś te pieniądze ma... nie skądinąd jak z pracy po godzinach z której ja nie jestem w stanie go rozliczyć. Ty sposobem zazwyczaj nie mam męża a moje dziecko ojca w ciągu tygodnia. Zazwyczaj widujemy się w weekendy. Ja zajmuje się całym domem i ogrodem. Dzieckiem, psem i martwię się o to co kupić żeby było jedzenie na cały tydzień i gdzie kupić ubranka dziecku. Na zewnątrz to wszystko tak czarno nie wygląda. Także jest tak że mojego męża stać na wszystko ale generalnie z robót dodatkowych. Bo ta pensja z konta starcza na kredyt i opłaty. A właściwie pieniądze od mojej mamy idą na szczepienia, jedzenie, ubranka dla małego, opał na zimę czy choćby paliwo ;(
                        To w takim przypadku jak tą sprawę można rozegrać przed sądem?
                        Jeśli te dodatkowe pieniądze nie istnieją fizycznie?
                        • demonsbaby Re: jedno z rozwiązań 27.09.10, 14:39
                          Mówisz o tym w sądzie / piszesz w pozwie. Tam zeznaje pod przysięgą. Niezależnie czy np. zatrudniasz nianię na czarno, czy wynajmujesz mieszkanie bez powiadomienia krwiopijców ze skarbówki - sądu w kwestiach rodzinnych, nie obchodzi czy legalnie rozliczasz się czy nie, ale czy uzyskujesz dochód dla zaspokojenia potrzeb rodziny.
                          • camelka_wik Re: jedno z rozwiązań 27.09.10, 14:52
                            No tak ale przecież utrzymuje rodzinę on tylko część pieniędzy wydaje na swoje potrzeby ;/
                            • demonsbaby Re: jedno z rozwiązań 27.09.10, 17:31
                              przy wizji pokrycia długów, jakie są "własne potrzeby"?
                              Ok. Do męża trafiają jakiekolwiek kalkulacje, symulacje spłaty? Próbowałaś pójść na kompromis - realizacja pasji - nie co zjazd, ale co drugi / trzeci zjazd?
                              • camelka_wik Re: jedno z rozwiązań 27.09.10, 17:40
                                Wiesz co zawsze próbuje tłumaczyć pokazywać itp...
                                On nie jeździ zawsze. Ale na to nie ma żadnej opcji bo to bankructwo całkowite.
                                Mimo wszystko skoro ja mam 1000zł długów w prądzie, gazie, wodzie itp a on jedzie w weekend na wyjazd?
                                • demonsbaby NIE 27.09.10, 17:46
                                  camelka_wik napisała:


                                  > Mimo wszystko skoro ja mam 1000zł długów w prądzie, gazie, wodzie itp a on jedz
                                  > ie w weekend na wyjazd?
                                  Wyjazd przy tym to żaden priorytet! Rozumiem twoją bezsilność - tak myślsisz i działasz prawidłowo - twój mąż jest dzieckiem wierzącym, że kasza manna spada z nieba. Zapytaj się czy rozumie tryb komorniczy spłaty długów, bo wtedy na nic nie będzie - jak zjawi się krwiopijca i jeszcze założy postępowanie o ujawnienie majątku.
                  • nowy99 Re: ok 28.09.10, 15:06
                    Brawo. Jako jedna z niewielu poszkodowanych tu na forum wiesz przynajmniej, co jest normą - ON PRZEGINA i w kwestii pasji, i wymagań od ciebie , i traktowania cię - chyba prawie we wszystkim co ważne.
                    Jest bezczelny i chamski.
                    • camelka_wik Re: ok 28.09.10, 15:39
                      Nie za bardzo rozumiem do czego bijesz ale rozumiem że to ironia?
    • demonsbaby Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 12:24
      a i to chyba nie jest kwestia finansowa jaka was dzieli. Było dobrze póki "śmierdziałaś" pieniądzem, a on mógł realizować swoje wizje. Przestałaś śmierdzieć pieniędzmi, nic nie szkodzi w realizacji wizji, bo dotychczas zapewniałaś, radziłaś sobie i było ok - więc martw się długami - on się bawi. Czy ja się mylę... czy to ty dotychczas organizowałaś / kierowałaś / planowałaś / podejmowałaś decyzje strategiczne, a mąż żył jak dziecko, na twojej odpowiedzialności?
      • majgug Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 17:31
        Mi tez wydaje sie, ze kwestia finansow to tylko czubek gory lodowej.
        Ze wszystkich postow przebija generalny brak zrozumienia potrzeb, czy obowiazkow.

        Odpowiedzialny facet odlozylby na bok swoje hobby w momencie, w ktorym nie starcza na zycie (musicie korzystac z pomocy rodziny). Jakas mozliwoscia postawienia Pana przed sytuacja bez wyjscia jest zaprzestanie korzystania z pomocy mamy (badz tez wplacanie jej na osobne konto, na "czarna godzine").
        Ale chyba najwiekszy problem to niestety to ze maz autorki jest Piotrusiem Panem, ktory zawsze musi miec na swoje zabawki, a jak nie to placze i tupie.
        Jak zachowywal sie przez te 10 lat? Czy liczyl sie z Twoimi potrzebami?
        • camelka_wik Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 17:46
          Dokładnie to Piotruś Pan ;/
          Musi mieć i koniec...

          Czy przez te 10 lat się ze mną liczył.. hm mm podzielałam jego pasje w czasie kiedy dobrze się wiodło nam więc nie wiem.. generalnie nie zwracałam na to uwagi nie siedziałam w domu.. nie musiałam gotować bo jeśli nie chciało mi się to były knajpy itp...
          Było nas stać na różne rzeczy..

          A że to początek góry te problemy finansowe możliwe... bo jeszcze od czasu porodu wytyka mi on stale jaka jestem gruba i że mam nie żreć itp.... więc finanse finansami są też inne aspekty tego czy kończyć to wszystko czy nie ;/
    • camelka_wik Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 14:37
      Czyli generalnie widzisz on zapewnia byt swojej rodzinie a tyle na ile starcza pensja.
      A reszta to już jego ciężko zarobione pieniążki w II pracy więc musi chłop mieć jakąś odskocznie.

      Kiedy ja mówię że jestem kurą domową że mam tylko 4 ściany i 24h na dobę sama zajmuje się dzieckiem to on twierdzi że chętnie by zobaczył jakie to ciężkie zajęcie............ :(
      • demonsbaby Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 14:40
        camelka_wik napisała:


        > Kiedy ja mówię że jestem kurą domową że mam tylko 4 ściany i 24h na dobę sama z
        > ajmuje się dzieckiem to on twierdzi że chętnie by zobaczył jakie to ciężkie zaj
        > ęcie............ :(

        Odpowiedz, że chętnie zamienisz się rolami.
        • camelka_wik Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 14:51
          Tak też odpowiadam. Więc on mówi to znajdź pracę ja się chętnie zwolnię i zajmę się domem.... a ja pracy szukam od lutego ;/
          • demonsbaby Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 17:32
            a w jakich realiach żyje? Że praca leży na ziemi, a ty z uwiązanym dzieckiem u piersi masz pójść na rozmowy kwalifikacyjne, bo nie rozumiem?
            • camelka_wik Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 17:47
              No on wie że pracy nie można znaleźć łatwo ale mimo wszystko sądzi że ja nie chce że mnie jest tak wygodnie siedzieć w domu i się jak on to twierdzi opierdzielać..
              • demonsbaby Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 17:56
                niereformowalny typ chyba? Może prostytucja odpowiadać mu będzie - łatwo, szybko i opierdzielać się w domu nie będziesz. Przepraszam, ale krew mnie zalewa przy takiej argumentacji. Może od razu na znak pokuty w kwestii twojej niechęci do pracy zawodowej (szczególnie mając na myśli człowieka aktywnego jak ty) i twojego lenistwa, potnij się tępą brzytwą i posyp rany solą ...
                • camelka_wik Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 18:13
                  I na tym właśnie rzecz polega jestem beznadziejną bezużyteczną osobą którą on zamęcza psychicznie. On myśli że ja pójdę do pracy od razu za kwotę taką jaką zarabiałam przed zwolnieniem się i że będę znów utrzymywać wszystko a od niego się odczepię. Ale jeśli ja zarobie takie pieniądze to dam połowę na opłaty a resztę pozostałą wydam na swoje rozrywki.
                  Na dzień dzisiejszy jest mi szybko potrzebna praca żebym mogła temu dupki napluć w nos!
                  Nienawidzę tego jak on mi codziennie udowadnia jaka jestem beznadziejna :(

                  On nie zdaje sobie sprawy z tego że komornik może mu wejść na pensje i nie zrozumie dopóki tak się nie stanie..
              • demonsbaby ale do brzegu 27.09.10, 18:13
                - długi;
                - kość niezgody to głownie pasja, która ma pierwszeństwo przed spłatą długów
                - jak daleko już jesteście od siebie?
                Czy oprócz dziecka łączy was coś? Rozumiem, że nie dzielisz entuzjazmem jego zainteresowania obecnie,a wcześniej? Wydaje mi się, że to zawiedzenie życiem, niepowodzeniami wpływa też na to jak się czujesz obecnie. Sama, niezrozumiana ... w końcu też jesteś ryzykantem i postawiłaś wszystko na jedną kartę, dla tego faceta - męża. Nie spodziewałaś się, że zabraknie zdrowia, że rzeczywistość czasem jak dopadnie to skopie dupę, a człowiek jest bezradny ... i czemu ten gość co mu poświęciłaś życie i siebie nie chce Ciebie wspierać ...
                camelka - a może on nie umie znaleźć się w tym wszystkim?
                • camelka_wik Re: ale do brzegu 27.09.10, 18:19
                  On mi wiecznie powtarza że "ja sobie takiego życia nie wyobrażałem". On nie wiedział że jemu może się życie zmienić kiedyś..
                  Myślał że dziecko się urodzi i że wszystko będzie super jak dawniej. Będą imprezki wyjazdy i że nic się nie zmieni. A ja nadal będę zarabiać kasiorę i wezmę na siebie cały dom dziecko itp... Ja nie wiem w jakim on świecie żyje... Koszmar jakiś...

                  Ja też sobie takiego życia nie wyobrażałam zwłaszcza że po błędach mojej mamy obiecałam sobie że nigdy nie będę uzależniona od żadnego faceta.
                  Potrzebuje natychmiast pracy i nie wiem ale wtedy chyba jednak odejdę ...
                  • demonsbaby Re: ale do brzegu 27.09.10, 19:14
                    ok widzę to tak:
                    1. daj sobie szansę, a przede wszystkim nie będziesz sobie zarzucać, że czegoś nie zrobiłaś. Spróbujcie razem pójść na terapię - może zakomunikowanie problemów przy kimś obiektywnym będzie wyglądać inaczej.
                    2. zabezpiecz siebie przy tych długach w trybie natychmiastowym - to gó... potrafi zniszczyć człowieka i teraz przemawiam doświadczeniem. Na ile masz szans, żeby zrobić kredyt konsolidacyjny z realnymi ratami spłat? Jakie ruchomości / nieruchomości (oprócz domu) możesz jeszcze spieniężyć? Kierunek sąd alimentacja na ciebie i dziecko - obowiązkowo wykaz płatności (przed ewentualną konsolidacją) przedstawiasz sądowi oraz składasz oświadczenie nt. dodatkowych dochodów męża.Jest to bezapelacyjnie zabezpieczenie ciebie dziecka, bez którego sąd cię nie zostawi, a przede wszystkim do czasu ew. sprawy rozwodowej masz z czego żyć, a wstrzymanie długów i ich płatności podlega tylko egzekucji z wynagrodzenia za pracę, więc żadna windykacja tych należności nie dotyczy.
                    3. Sprawa rozwodowa z orzekaniem (alimenty na ciebie) - podział majątku taki, który w ciebie nie będzie bił najbardziej. Przy opcji, że możesz w międzyczasie znaleźć dom, może męża spłacać w części, a dom pozostawić - zamienić na mniejszy / mieszkanie z wizją spłat mniejszej części długów?
                    • camelka_wik Re: ale do brzegu 27.09.10, 20:39
                      demonsbaby napisała:

                      > Spróbujcie razem pójść na terapię - może zakomunikowanie problemó
                      > w przy kimś obiektywnym będzie wyglądać inaczej.

                      On nie pójdzie na terapie on nie widzi takiego problemu... To jest chore bo on uważa że wszystko jest ok

                      > 2. Na ile masz szans, ż
                      > eby zrobić kredyt konsolidacyjny z realnymi ratami spłat? Nie mam żadnych bo nie zarabiam a podstawowym bardzo dużym zobowiązaniem jest kredyt hipoteczny i tego nie da się konsolidować Jakie ruchomości / ni
                      > eruchomości (oprócz domu) możesz jeszcze spieniężyć? nie posiadam żadnych nieruchomości niestety, mam samochód ale taki złom że za darmo pewnie nikt by go nie chciał Kierunek sąd alimentacja n
                      > a ciebie i dziecko - tą opcję na sto procent rozważę jeśli okaże się że to powiedziałam że powiedziałam że albo pasja albo koniec nie przyniesie efektu
                      > 3. Sprawa rozwodowa z orzekaniem .................. a dom pozostawić - zamienić na mniejsz
                      > y / mieszkanie z wizją spłat mniejszej części długów? Dom wystawię na sprzedaż jeśli tylko frank spadnie bo teraz jest zbyt wysoki i wartość kredytu znacznie przewyższa wartość domu
                  • demonsbaby a jakie życie przy kredytach 27.09.10, 19:39
                    sobie wyobrażał, że się same spłacą?
                    Oczekiwał wyrzeczeń, tylko nie kosztem swoim? To już wszyscy zęby w półę, a mąż na zjazd? Czyli tok myślenia dziecka: długi narosły do tysiąca złotych z opłat bieżących (jak mniemam), ja odłożyłem 400zł, ale 400 to nie 1000 więc i tak sprawy nie ratuje. Wejdzie pensja, to pokryje 1000zł, a następne za miesiąc i tak w kółko? No nie, tak się nie da żyć. Dziecko. Nie wiem - potrząśnij nim na terapii małżeńskiej. A potem, niestety, myśl tylko o dziecku i sobie, żebyście pod mostem w kapciach nie spali.
                    • camelka_wik Re: a jakie życie przy kredytach 27.09.10, 20:20
                      Nie wiem co on sobie wyobrażał.
                      Muszę przemyśleć wszystkie kwestie.
                      Nie wiem co robić bo na razie mąż jest wielce obrażony.
                      Wiem że jeśli pojedzie na ten wyjazd to będę musiała podjąć radykalne kroki.
                      Na razie jestem w zakichanej kropce..

                      Pomysł z alimentami jest dobry i na pewno go rozważę ale pomimo tego muszę znaleźć jakaś pracę. Jestem zaszczuta straciłam całą pewność siebie i nie mam żadnych wartości.
                      • demonsbaby masz jedną najważniejszą wartość 27.09.10, 20:24
                        dla której warto przenosić góry, to 14m-czne dziecko u twojego boku.
                        • camelka_wik Re: masz jedną najważniejszą wartość 27.09.10, 20:30
                          Oj to ja to wiem że to jest najważniejszy skarb mojego życia.

                          I wiem też że właśnie dla niego muszę się pozbierać i coś z tym zrobić bo o ile ja mogę wegetować to on musi mieć wszystko!
                          Martwię się tylko że z racji tego że ja jestem w jakimś stanie depresyjnym to on nie mając szczęśliwej matki również nie do końca jest szczęśliwy.
                          • demonsbaby Re: masz jedną najważniejszą wartość 27.09.10, 20:34
                            idż do psychologa, zwierz się z problemów, może też są potrzebne anty-depresanty. Przez cały czas ciągniesz tą grę i zasadniczo nikt nie ma pojęcia, jak jest naprawdę. Idż i wyrzuć to z siebie, może też spojrzysz na to inaczej.Od razu mówię - że kasa to nie problem - możesz taką wizytę mieć nieodpłatną w ośrodkach kryzysowych dla rodzin.
                            • camelka_wik Re: masz jedną najważniejszą wartość 27.09.10, 20:41
                              Ha a myślisz że już nie chciałam iść.. w mojej miejscowości jest jeden psycholog... który przyjmuje w takich godzinach kiedy nie mam z kim zostawić dziecka a z dzieckiem nie zgadza się na wizytę.. i du.a zbita.
                              • demonsbaby Re: masz jedną najważniejszą wartość 27.09.10, 20:47
                                dziecko do babci. Albo jedż do matki - wypłacz się, myślisz, że przez to co przeszła nie będzie umiała ciebie wesprzeć?
                                Ale sypiasz normalnie? Jakoś funkcjonujesz, czy ten rytm dobowy całkiem poszedł się czesać?
                                • camelka_wik Re: masz jedną najważniejszą wartość 27.09.10, 22:23
                                  Generalnie mam problem z zaśnięciem.
                                  Spać śpię kiepsko bo mały się bardzo często budzi... :(

                                  A mamy nie chce już truć bo ma swoje problemy więc nie chce jej ich dokładać.
                                  Ona sama widzi co się dzieje i tak mnie wspiera jak może.
                                  • demonsbaby Re: masz jedną najważniejszą wartość 28.09.10, 03:12
                                    spróbuj jeszcze na jakiś krótki czas odseparować się od męża - nie widzącego problemu. Mama jest twoim przyjacielem, prawda? Daje wam na życie (tobie i wnukowi), troszczy się zamiast męża o wasz byt.
                                    Sądzę, że mama będzie umiała ciebie wysłuchać, a nawet doradzić jaki ruch wykonać następny ... mąż wyjdzie do pracy, zostaw kartkę z informacją, że musisz to wszystko przemyśleć bo nie umiesz tak żyć.Nie pisz kiedy wracasz, zapewnij go, że z dzieckiem będziecie bezpieczni. Zabierz dziecko (i psa) - jedź posiedzieć parę dni do mamy. Wyżal się jej, wypłacz, zapytaj co ona by zrobiła, w jakiej sytuacji możesz na nią liczyć... powiedz jej o swoich rozwiązaniach ... ja wierzę, że mama ci pomoże.
                                    • camelka_wik Re: masz jedną najważniejszą wartość 28.09.10, 09:35
                                      Moja mama chętnie mnie przyjmie to jest oczywiste ale ona twierdzi ze to ja mam zostać w domu a on ma się wyprowadzić. Mówi że dom jeden się sprzeda mój czy jej i już jakoś damy radę. Nie bardzo wiem jak wyprowadzić męża ale jeśli pojedzie na ten wyjazd to chyba go spakuję ... Zobaczymy jaki obrót będą miały sprawy.
                                      Generalnie moja mama nie chce żebym się z nim rozstała ale jeśli będę się męczyć to oczywiście mnie wesprze. To nie jest łatwe życie kiedy się wychowuje dziecko bez ojca.
                                      • demonsbaby nikt nie mówi 28.09.10, 09:43
                                        że samotne macierzyństwo jest usłane różami ... pytanie na ile atmosfera w domu wpływa na dziecko niekorzystnie / szkodliwie, itp. To należy głownie rozważyć, dalej możliwość "wbicia do głowy Piotrusia Pana" priorytetów i czy taka opcja istnieje. Próbowałaś uwarunkować dalsze wasze pożycie / bycie razem - pójściem na terapię małżeńską?
                                        • camelka_wik Re: nikt nie mówi 28.09.10, 11:01
                                          Uwarunkować próbuje od zawsze. Wpoić priorytety. I daje rade na 2 tyg potem pamięć mija.
                                          On nie dorósł. Ma znajomych z pasji starszych oni mają starsze dzieci dużo kasy i żyją inaczej. On chce się do nich upodobnić i nie widzi że robi to moim i dziecka kosztem.
                                          Dziecko chyba nie odczuwa tej atmosfery. Raczej nie widzę po nim żadnej nerwowości. Czy tata czy mama zachowują się normalnie. W jego towarzystwie nigdy się nie kłócimy.
                                  • demonsbaby kwestia pracy 28.09.10, 08:52
                                    wiesz, że w twojej miejscowości / okolicy pracy nie ma. Jakie są szanse, szukania przez znajomych / osobiście jakiegoś punktu zaczepienia w Polsce / za granicą? Rozpatrywałaś takie możliwości? Do czasu usamodzielnienia finansowego w nowej pracy - babcia mogłaby pomagać przy dziecku?
                                    Zastanawiałaś się nad trybem 4/4tygodnie w domu albo 8/8? Takie możliwości daje ci zatrudnienie na statkach (jak promy pasażersko - samochodowe lub flota remontowa, badawcza)? Uzyskanie takiej pracy jest możliwe (obecnie tylko) w Trójmieście (Szczecin załogowo jest zabukowany na full). Minimum do rozpatrzenia to znajomość ang. w st. komunikatywnym, gotowość do podjęcia pracy fizycznej i świadectwo po ukończonych kursach bezpieczeństwa zintegrowanego (ok. 1000zł).
                                    • camelka_wik Re: kwestia pracy 28.09.10, 09:40
                                      Więc w mojej miejscowości jest ciężko bez znajomości. Ja uruchomiłam wszystkie możliwe źródła i czekam może akurat. Problem też polega na tym że ja mam swoją firmę z niegłupiej branży ale na rozwinięcie jej potrzebuje jakieś 10tyś zł. Nie mam ich skąd zdobyć, Gdybym je miała to byłoby dużo łatwiej bo rozwinęłabym tą działalność i nawet siedząc z dzieckiem mogłabym zarobić myślę że nie małe pieniążki. Także też jest taka kwestia nad którą intensywnie myślę. Chciałabym sprzedać samochód i zainwestować ale jak pisałam auto jest do roboty. Może gdyby je zrobić (kwestia 3 tys) to te 10tys by było.
                                      Etat będzie trudny do załatwienia ale nie nierealny. Myślę że to też kwestia może kolejnego pól roku :/
                                      Co do pracy nad morzem na statkach to do takich punktów mam min 600-800km więc byłoby bardzo ciężko. Angielski znam dobrze pracowałam w dziale exportu i mam wyższe studia.
                                      • demonsbaby ok trochę realiów 28.09.10, 10:09
                                        co do firmy - dalsze ruchy kredytowe? Wiem, że to powróz, ale ryzykuj ... bo czas płynie.
                                        Co do statków - ponieważ nie znasz realiów - więc służę wyjaśnieniem i przerabiasz samodzielnie kwestię... To nie jest praca jak tej ładnej pani w samolocie. Tam się zapie... do bólu i nie ma, że się rzygać chce czy wszytko boli 12-16g na dobę przerobione ma być ... Z tym się człowiek oswaja, nie ma czasu na tęsknotę za domem przynajmniej... Umie zorganizować pracę, itp. Widziałam jak stsski robiły na statkach - dość zamknięta klika, ale przyjaźnie się nawiązały do końca życia i jeszcze dłużej. Pamiętam swoje przerażenie, kiedy zameldowałam się na takim statku w innym charakterze - ale wystarczyło mi patrzeć jak ciężko robią te i również wykształcone kobitki ... gra niewarta świeczki? Zależy kto co lubi... przy obsłudze platform podstawowe zaszeregowanie wynosiło lat temu 7 ok 12ys zł za 4 tygodnie na statku (wtedy płacili w dolarach, obecnie w euro więc ta stawka wzrosła) ... .. do brzegu. Możesz mieszkać w Honolulu albo na Antarktydzie. Od momentu angażu przez armatora i obsadzenia na rotację - to nie jest twój problem jak dostaniesz się na statek w Afryce, Zatoce Meksykańskiej czy na Morzu Północnym. Ty dostajesz wykaz najbliższych lotnisk do twojego miejsca zamieszkania, zgłaszasz się po bilety lotnicze (i jeśli to badacze albo remontowe) po podróżach samolotami - dowożą ciebie na statek helikopterem lub samochodem agenta / busem do kei jeśli jest zacumowany - na podmianę załogi... Jest się ciężko dostać do takich firm - ale wykonalne.. Ważne, żeby mieć ten papier, o którym wspomniałam, za resztę szkoleń najczęściej płaci armator. Nie jesteś zatrudniona "na stałe" ale w zależności dostępności jednostek i potrzeby rotacji. Na lądzie (po powrocie) zazwyczaj dostawało się pensji 30% albo w ogóle - w zależności od angażu na morzu. Nie podlegasz opodatkowaniu u nas.
                                        Promy pasażersko - samochodowe, naszych armatorów czy euroafrica czy dawniej PŻB - 2 tyg / 2 tyg - już nie za takie pieniądze, armator pokrywał koszty dojazdu.
                                        • camelka_wik Re: ok trochę realiów 28.09.10, 11:12
                                          Kredytu nikt mi nie udzieli. Mam już odnawialny na końce który w całości poszedł na szkolenia.
                                          Teraz albo wygrana albo jakaś harówa na te 10tyś zł. Co wcale nie jest jakaś kosmiczną kwotą niestety.
                                          W takiej pracy poza domem 4 tyg nie widzę siebie chociaż zarobek brzmi atrakcyjnie.
    • aadzia21 Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 19:18
      Ktoś Ci radzi, żeby walczyć o małżeństwo, z kimś innym żywo dyskutujesz o rozwodzie i podziale majątku. To w końcu zależy Ci na porozumieniu z mężem, czy jesteś zdecydowana odejść? Bo z Twoich wypowiedzi wynika, że i jedno i drugie.
      • camelka_wik Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 20:17
        aadzia21 napisała:

        > Bo z Twoich wypowiedzi wynika, że i jedno i drugie.

        Bo ja nie wiem co mam zrobić............Nie radzę sobie już z tym ..
    • paul_ina Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 19:21
      a nie możesz wynająć komuś części pomieszczeń w domu?
      albo przyjąć jakiegoś malucha do popilnowania razem z Twoim?

      Plus zamiar sprzedaży domu. Może takie drastyczne kroki uświadomiłyby mężowi powagę sytuacji. Ja myślę, że nie ma co dramatyzować nt. rozstania, faceci jak świat światem to raczej egoiści, trzeba tylko umiejętnie mężowi uświadomić, jak jest ciężko. Nie w formie pretensji o jego pasje, ale w formie rzeczowej rozmowy z rozpiską comiesięcznych wydatków. Z mężami rozmawia się raczej miodem i pieprzem, a nie chrzanem, jak mawia stare przysłowie.

      A ta pasja to nie przypadkiem enduro? W ten wknd był właśnie I Rodzinny Zjazd Enduro, wpisowe dla zawodnika 400pln, tak mi się skojarzyło.
      • camelka_wik Re: Chyba czas to skończyć .. 27.09.10, 20:16
        paul_ina napisała:

        > a nie możesz wynająć komuś części pomieszczeń w domu?
        > albo przyjąć jakiegoś malucha do popilnowania razem z Twoim?
        >
        > Plus zamiar sprzedaży domu. Może takie drastyczne kroki uświadomiłyby mężowi po
        > wagę sytuacji. Ja myślę, że nie ma co dramatyzować nt. rozstania, faceci jak św
        > iat światem to raczej egoiści, trzeba tylko umiejętnie mężowi uświadomić, jak j
        > est ciężko. Nie w formie pretensji o jego pasje, ale w formie rzeczowej rozmowy
        > z rozpiską comiesięcznych wydatków. Z mężami rozmawia się raczej miodem i piep
        > rzem, a nie chrzanem, jak mawia stare przysłowie.
        >
        > A ta pasja to nie przypadkiem enduro? W ten wknd był właśnie I Rodzinny Zjazd E
        > nduro, wpisowe dla zawodnika 400pln, tak mi się skojarzyło.
        >
        Nie mogę wynająć części domu bo mam parter a poddasze do remontu nie mam miejsca na wynajem. Dziecko chętnie bym jakieś przyjęła. Dałam nawet ogłoszenie kiedyś do lokalnej gazety. Ale to za mała wiocha tu wszyscy się boją opieki w formie niańki..
        Dom chce sprzedać tylko czekam na niższy kurs franka bo teraz musiałabym sprzedać go za strasznie wysoką kwotę aby spłacić kredyt co jest nie realne.

        A rozmowy z rozpiskami przeprowadzałam już nie raz....
        Ale zobaczę jak to będzie póki co mój mąż się obraził i nie rozmawia ze mną.


        Nie jest to enduro..
    • camelka_wik Zakichane pieniądze 28.09.10, 09:48
      Także generalnie wszystko rozbija się o te zakichane pieniądze. Gdybym je miała to nie miałabym takich czy innych problemów. Już pomijam problem męża bo jego egoistyczne zachowanie mimo pieniędzy mogłoby mnie doprowadzić do myśli o rozstaniu ale gdybym miała te pieniądze które pozwoliłyby mi na niezależność finansową to na pewno byłoby mi latwiej podejmować pewne decyzje.
      • triss_merigold6 Re: Zakichane pieniądze 28.09.10, 10:12
        Gdybyś miała pieniądze to kryzys po prostu pojawiłby się później. Miałabyś męża z hobby i sama ciągnęła finansowanie domu i dziecka.
        • camelka_wik Re: Zakichane pieniądze 28.09.10, 11:15
          Wtedy łatwo byłoby mi odejść. Bo jestem kobietą ambitną a dziś co nie ma tej ambicji, mam fantastyczne dziecko i tylko to mnie trzyma przy życiu.
    • demonsbaby zaczynam to widzieć jednak 28.09.10, 11:32
      w trochę innym zabarwieniu.
      Staram się zrozumieć twoją pozycję przez pryzmat swoich doświadczeń, ale chyba wyszłam ze złego założenia.

      Jawiłaś się jako osoba: przedsiębiorcza, ambitna, w pełni zorganizowana, waląca głową w mur, żeby przebić ścianę przy zamkniętych drzwiach ... I pewnie tak było - dopóki: nie odeszłaś z pracy, nie pojawiło się dziecko - jeden etat nie wystarczył na pokrycie długów, mąż robi na dwa, a ty odkryłaś, że ... pracy nie ma. Rozkręcenie własnej działalności bez wkładu nie jest takie proste, a mąż zaczyna wysiadać ... bo robi za konia od 6-22 (średnio)... Rozumiem i jego - on chce to po prostu odreagować. Na początku pisałaś o wyjazdach weekendowych - co rzeczywiście z tak drogiego sportu robi niebanalną kwotę. Ja mam podobnie "drogie hobby" poza psami i jeden wypadzik kosztuje mnie 300zł. Tyle, że na taki wypadzik pozwalam sobie max raz do dwóch na kwartał. Jednak w trakcie dalszych rozmów, wygląda na to, że te wypady męża nie są w trybie co piątkowym (chyba, że ja coś żle zrozumiałam), ale chodzi - zasadniczo o ten piątek bo ... bo narósł dług do tysiąca tyt. braku opłat bieżących. Mąż zarzuca tobie - lenistwo i brak motoryki, którą wykazywałaś siłę dotychczas.
      OK
      Spójrz na to na chwilę z obiektywnego punktu widzenia... Może nie jest to lenistwo, ale tobie się odechciało wszystkiego - tzw. zastój.
      Nie - bo ... i sto tłumaczeń ... To niewykonalne, tu nie ma, tam mi nikt nie pomoże, tu nie pójdę, temu dupy nie zawrócę ... ależ do cholery - nikt nie mówił, że będzie łatwo - o szczęście trzeba umieć zawalczyć.
      Dziwisz mu się, że chce się wyrwać na weekend? Szczerze - ja bym chyba też musiała. Bo wydaje mi się, że z kobiety pełnej energii stałaś się "kapciem" bez życia ... Czy uważasz, że jemu nie jest ciężko? A może to tobą trzeba wstrząsać?
      Czy uważasz, że naprawdę nie ma nikogo kto mógłby ci pomóc, doradzić, zaaranżować choćby rozkręcenie firmy? Masz jakąś wizję - potrzebujesz na to kolejne pieniądze - ale niestety bez ryzyka wkładu jej nie uruchomisz ... Jak chcesz to zrobić inaczej? Spróbuj wszelkich dołożyć starań do wyczerpania możliwości ze wszelkich możliwych projektów w skali województwa / miasta w zakresie finansowania przedsiębiorczości młodych matek... Przecież istnieją takie możliwości, są na to przekazywane fundusze europejskie. Tylko trzeba chcieć wyjść z domu i zrobić cokolwiek. Psycholog jak ni przyjmuje z dzieckiem - to dziecko do babci na godzinę. I zacznij się motywować, bo w końcu skończysz jak zgorzkniała baba, która ma do wszystkich żal, ale nie zaczyna od siebie. Po co ci to?
      Co do dalszych ewentualności - ja już się wyprztykałam z pomysłów.
      • majgug Re: zaczynam to widzieć jednak 28.09.10, 11:55
        heh
        wczoraj napisalam dlugi post, ktory brzmial nieomalze identycznie, ale niestety sesja sie skonczyla a mi sie juz nie chcialo pisac drugi raz.
        zahaczylam o te dodatkowe kilogramy po porodzie: czy one tam faktycznie sa, czy to tylko w glowie meza?
        bo jakos taki obraz wychodzi ze bylo strasznie fajnie, byla kasa, podzielaliscie pasje, ty gotowalas albo i nie...
        i nagle pojawia sie dziecko, kasy robi zdecydowanie mniej, na wspolne wyjazdy nie mozna sobie pozwolic, ty robisz sie bardziej matkowo-domowa, niz kumplowo-wyjazdowa...
        robi sie mniej "fajnie"
        facet dalej stara sie zyc jakby nic sie nie dzialo. to tylko przejsciowa sytuacja...
        z drugiej strony ty wpadasz w hmmm...lekki marazm?
        czym zajmujesz sie tak dla siebie? co sprawia ci satysfakcje? na jakiej plaszczyznie odnosisz sukcesy?
        jest jeszcze twoja mama, ktorej pomocy nie bardzo rozumiem, ale ja generalnie nie lubie wtracania sie finansowego rodzicow. to niby taka pomoc, zeby dzieciom bylo latwiej, ale tak naprawde to zaburza prawdziwy obraz sytuacji.

        porada demonsbaby na temat specjalnych funduszy dla mlodych matek powracajacych na rynek jest doskonala. takie projekty sa i te brakujace 10tys na pewno da sie otrzymac albo w postaci dlugoterminowej pozyczki, albo w postaci dotacji.
        • daga_1 Re: zaczynam to widzieć jednak 28.09.10, 16:05
          A ja to widzę tak. Skoro pojawilo się dziecko, nie jej, tylko obojga, to oboje rezygnują na jakis czas ze swoich przyjemności. A nie, że ona rezygnuje a on musi odreagować. Skoro jest jedna wyplata, bo ona zajmuje się dzieckiem, to mąż rezygnuje z pasji, która pochlania sporą kwotę w budżecie. I to nie ma nic wspólnego z jej marazmem, tylko z nieodpowiedzialnością męża.
          • majgug Re: zaczynam to widzieć jednak 28.09.10, 16:10
            no tak...
            ale ty mowisz o sytuacji idealnej, a niestety taka u autorki zwiazku nie wystepuje.
            oczywiscie, ze po urodzeniu dziecka nalezy nieco przeorganizowac zycie i nie zawsze starcza czasu i pieniedzy na dotychczasowe przyjemnosci.
            problemem w omawianym zwiazku jest fakt, ze facet nie zalapal do dzis, ze musi cos zmienic, a autorka wpadla w sidla umamusienia domowego. teraz cala odpowiedzialnosc za finansowanie zycia spada na barki meskie, cala odpowiedzialnosc za dom na barki zenskie, a pytanie jest jak to przerwac.
    • camelka_wik Re: Chyba czas to skończyć .. 28.09.10, 16:03
      Heh no tak może i problem jakiś tkwi gdzieś we mnie...
      Ja nie mam żadnej pasji właściwie miałam psychologię czytałam kupę książek interesowałam się sztukami dekorowania wnętrz i różne takie. Ograniczyłam swoje pasję w momencie jak pojawiło się dziecko jemu poświęciłam całą uwagę. Przez pierwszy okres kiedy dużo spał i nie wymagał ciągłej troski zajmowałam się jeszcze sobą ale sukcesywnie czasu było coraz mniej. Książek nie było i nie ma czasu na czytanie. Może nie realizuję tego co lubiłam ale nie mam kiedy.
      Że jestem sama z dzieckiem te 24h/dobę to nie wynika z mojego lenistwa marazmu czy bóg wie czego. Ja intensywnie po portalach internetowych, ośrodkach pracy i urzędach szukam pracy. Ciągle się szkole i dokształcam w dziedzinie mojej działalności. Od października chciałam iść do szkoły ale nie wyszło bo nie został utworzony kierunek ze względu na mała ilość chętnych. Uważam że dbam o siebie na tyle na ile pozwalają finanse. Nie ma solarium, super ciuszków i innych bo nie stać mnie na to ale jestem zadbaną kobietą przynajmniej w moim mniemaniu. Dwa/ trzy razy w tygodniu mam klientów ze względu na swoją działalność ale to są śmieszne kwoty jakie zarabiam. Potrzebuje mega reklamy ale jak pisałam to są koszty.
      Mąż mój może nie ma wesołego życia bo pracuje na etacie i po pracy ale... praca po pracy wiąże się ściśle z jego pracą i jak sam twierdzi sprawia mu to przyjemność bo ma pieniądze na to żeby inwestować w swoją pasję.. musi kupować urządzenia żeby mógł rozwijać "swój biznes" żeby robić to szybciej lepiej i sprawniej. Często gęsto wraca do domu nad ranem i nie narzeka że musi rano wstać do pracy. Bo on to robi nie tylko dla pieniędzy bo one są niskie ale w dużej mierze dla przyjemności. Ja mu już nie raz powiedziałam żeby został w domu a ja będę rozwijać swój biznes bo z dzieckiem na rękach nie dam tego rady zrobić a on twierdzi że przecież 14 miesięczne dziecko w niczym mi nie przeszkadza. Ale przeszkadza bo nie mogę spokojnie z klientem spisać umowy więc musi ktoś się nim zająć.
      Moja mama pracuje do 19 nie da rady w normalnych godzinach zająć mi się dzieckiem. Teściowa twierdzi że jest zajęta zawsze jak tego potrzebuje.
      A kilogramy w nadmiarze zawsze miałam i nigdy mu nie przeszkadzały. Teraz jest wszystko źle bo nie zarabiam!
      • camelka_wik Re: Chyba czas to skończyć .. 28.09.10, 16:06
        camelka_wik napisała:

        > Mąż mój może nie ma wesołego życia bo pracuje na etacie i po pracy ale... praca
        > po pracy wiąże się ściśle z jego pracą

        ściśle z jego pasją nie pracą ;/
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Chyba czas to skończyć .. 28.09.10, 19:16
      Nie jestem pewna czy kwestia pieniędzy i kwestia pasji nie są pochodną wzajemnych uczuć zazdrości czy czasem nawet zawiści .
      Pod ich wpływem niejednokrotnie ma się ochotę zniszczyć czy odebrać komuś jego przyjemność, czy jego zasób, czy też teren wpływów.
      Przyczyn zazdrości może być wiele: od poczucia niskiej wartości do chęci kontrolowania drugiej osoby, uczucia pustki, poczucia niesprawiedliwości.
      Sprawa pieniędzy, jako łatwo rozpoznawalna i przeliczalna oraz bardzo konkretna może, stanowić znakomite pole walki oraz być miarą poczucia wartości.
      Zanim Pani skończy, warto poświęcić chwilę refleksji, co jest motorem Pani działań wobec siebie i męża.
      Z pasją czy hobby czasem można się nierozważnie obchodzić. Można stracić ogląd rzeczywistości. To prawda, że można się w niej niefrasobliwie zapamiętać. Ale pasja to też ważna w życiu rzecz, której nie warto bliskiej osobie zabierać. Takie działanie może szybko zrodzić niechęć, poczucie niezrozumienia.
      Więc może warto się z jego pasją obejść życzliwie. To nie oznacza zachwiania widzenia rzeczywistości. Jeśli Pani połączy jedno z drugim i nie będzie oczekiwała natychmiastowego posłuszeństwa, może jeszcze da się coś zrobić z Państwa związkiem. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • camelka_wik Re: Chyba czas to skończyć .. 29.09.10, 12:45
        Na pewno nie jest to żadna zawiść ani zazdrość.
        Może można to połączyć ale jeśli mamy długi mam mu pozwolić na wydawanie pieniędzy na coś z czego nie da się żyć?
        Troszkę dziwne moim zdaniem jest takie podejście. Bo ja mu absolutnie nie bronie wyjazdów praktycznie co piątek na noc bo one nie są takim dużym obciążeniem. Ale jeden wyjazd na weekend za 400zł moim zdaniem może nas kosztować tyle że będziemy płacić rachunki za chwilę z wysokimi odsetkami lub po prostu odetną nam telefony albo prąd ...
        W takim wypadku wydaje mi się że jeśli ja mam użerać się z rachunkami martwic jak przeżyjemy od .. do to nie powinnam być z nim i ograniczać mu jego pasji.
        Bo ja nie potrzebuje mieć pasji dziś ale za rok dwa jak staniemy na nogi będę mogła ją mieć - kwestia przeczekania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka